Więcej niż taśma klejąca

Więcej niż taśma klejąca

„Dlatego, bracia moi, ukochani, bądźcie stali, niewzruszeni, wciąż tryskający poświęceniem w dziele Pana, pewni, że wasz trud nie jest daremny w Panu” (1 Kor 15,58).

Początek roku jest czasem podejmowania różnych zobowiązań, postanowień. Przygnębiająca bywa realizacja podjętych zobowiązań. Postanowienia zawierają pomysły, które mają sprawić, że będziemy wyglądać lepiej, żyć dłużej, mieć więcej i będziemy mieć lepszą relację z innymi. Jednak zwykle służą one tylko generowaniu poczucia, że coś postanowiliśmy. Postanowienia okazują się tylko doraźnie sklejającą problem srebrną taśmą.

  Jest wiele usterek, które cudowna srebrna taśma klejąca może naprawić! Doraźnie tak. Jest jednak mały problem, po pewnym czasie taśma zaczyna się odklejać, luzować. Nieszczelna rura zaczyna ponownie przeciekać, zaklejony materac dmuchany zaczyna przepuszczać powietrze, a złamany trzonek młotka ponownie jest złamany.

  Taśma była tylko szybkim i tymczasowym rozwiązaniem! Ludzie zawsze szukają szybkich rozwiązań. Nasze rozwiązania trwają tak długo, jak długo trzyma taśma klejąca.

Są ludzie, którzy żyją życiem sklejonym taśmą klejącą!

  Ap. Paweł rzuca nam wyzwanie, abyśmy byli stali, niewzruszeni. Nie prosi nas, abyśmy zmienili rzeczy, które już robimy dobrze! Dlaczego? Ponieważ usterki wymagają czegoś więcej niż taśmy klejącej! Wymagają stabilności, pracy nad problemem, poświęcenia, uwagi.

  Ludzie, których życie trzyma się na taśmie klejącej, zwykle mają nadzieję na trwałe rozwiązanie!

Bóg nie jest Bogiem jednorazowego użytku.

  Wielu ludzi nie wie, dokąd zmierza, nie mają celu. Po prostu wędrują przez życie, oczekując, że wszystko jakoś się ułoży, pójdzie dobrze, że taśma klejąca prowizorycznego życia – wytrzyma wystarczająco długo – do wieczności.

  Potrzebujemy weryfikacji. Musimy oprzeć się na czymś trwalszym niż owa taśma klejąca. Jest to takie ważne dlatego, że każda błędna decyzja ma wpływ na nasze życie.

  Prawie niemożliwe wydaje się w dzisiejszych czasach, znalezienie czegokolwiek, co będzie trwałe? Kluczem jest słowo „prawie”. Dziś właściwie żadna dziedzina życia nie wykazuje stabilności. Wszystko jest niepewne i wszystko możliwe. Ludzie żyją w lęku, boją się dnia następnego, bo nie są pewni, co on przyniesie. Zatruci jesteśmy pesymizmem, bo słyszymy wiele niepokojących informacji. Zwłaszcza teraz, gdy bombardowani jesteśmy różnymi informacjami na temat inflacji, cen gazu, benzyny, żywności.

  Musimy mieć odskocznię, czas na przemyślenia, byśmy byli bardziej gorliwi. Dlaczego? Bo czasy są złe.

  Nie można zatrzymać się, zaparkować lub powiedzieć: „ja wysiadam”. Nie na tej drodze. Na niej obowiązuje ruch jednostajny: 365 dni, 24 godziny na dobę, 60 minut na godzinę, 60 sekund na minutę.

  Jedyną rzeczą do zrobienia jest wprowadzenie trwałej naprawy w swoje życie, by czuć się pewniej! Zbyt często wyznaczamy sobie łatwe cele, linię wzdłuż brzegu, traktując linię brzegu jako linię końca. Każdy jednak musi przejść swój Jordan na drugi brzeg.

Potrzebujemy czegoś więcej niż taśmy klejącej.

„Z tego powodu my, otoczeni tak wielką rzeszą świadków, odrzućmy wszelkie przeszkody oraz krępujący nas grzech i biegnijmy wytrwale w wyznaczonym nam wyścigu. Utkwijmy wzrok w Jezusie, w Tym, który wzbudza i doskonali wiarę, i który ze względu na czekającą Go radość wycierpiał krzyż, nie zważając na hańbę, i zajął miejsce po prawej stronie tronu Boga. Pomyślcie o Tym, który ze strony grzeszników doznał wobec siebie takiej wrogości, abyście, zniechęceni, nie upadli na duszy” (Hbr 12,1-3).

  Czasem nasze niepowodzenia są bolesnymi wspomnieniami. Co, zrobić, jeśli podjąłem złe decyzje? Co, jeśli nie uwzględniłem Boga w moich planach? Co, jeśli zepsułem rzeczy tak bardzo, że wydaje się, nie ma żadnego sposobu na ich naprawienie, nawet taśma klejąca nie pomoże.

  Bóg ma dla nas dobrą nowinę. On zna kierunek, który powinniśmy obrać.

– Nie możemy zmienić kierunku wiatru… ale możemy dostosować nasze żagle.

– Doświadczenia, to wspaniała rzecz. Umożliwiają rozpoznanie błędu, gdy popełnisz go ponownie.

Sumienie jest tym, co boli, gdy wszystkie inne części czują się zbyt dobrze.

  Chcielibyśmy na wiele znaków zapytania otrzymać bardzo jasną odpowiedź. Świat żąda wyjaśnienia bólu i wszystkich cierpień – dlaczego Bóg pozwala?

  Bóg nie musi odpowiadać na wszystkie pytania.

Bracia i siostry, „wasz trud nie jest daremny w Panu”.

  Być może przechodziliśmy jakieś burze, może usłyszeliśmy złe wiadomości od lekarza? Może były to duchowe zmagania? Pomyślmy o tym. Pociski, które poddały naszą wiarę próbom, są już za nami. Słońce będzie świecić ponownie. Weźmy ten wiersz jako proroctwo, dające nadzieję i rozpędzające obawy.

Bóg jest nadal odpowiedzialny.

„Dlatego, bracia moi, ukochani, bądźcie stali, niewzruszeni, wciąż tryskający poświęceniem w dziele Pana, pewni, że wasz trud nie jest daremny w Panu”.

  Stawiam sobie i nam pytanie. Trzymać „się taśmy klejącej”, prowizorki życiowej, czy oprzeć się na fundamencie – Jezusie Chrystusie?

  Czy jestem teraz bliżej moich duchowych celów, niż byłem wcześniej?

  Czasem ludzie pytają: „Co chciałbyś robić w nadchodzącym czasie. Prawda jest taka, że nie ma znaczenia, czego ja chcę, ani czego ty chcesz. Bądźcie zdesperowani, aby wiedzieć, czego Bóg chce!”

  Niektóre rzeczy są pewne.

Jesteśmy pewni, że Słowo Boże się nie zmieni.

  Nasza gotowość do poddania się Słowu Bożemu może wydawać się płynna, ale Słowo jest pewne. Powinno być oczywiste, że fundamenty naszej wiary nigdy się nie zmienią, prawdy kardynalne definiujące naszą wiarę.

Jesteśmy pewni, że spotkamy się ze sprzeciwem ze strony mocy ciemności.

  Opozycja, z którą przyjdzie nam się zmierzyć, może się nasilić. Nikt z nas nie może przewidzieć, z czym przyjdzie nam się zmierzyć w sferze duchowości.

  Nawet jeśli nie ma sprzeciwu ze strony sił szatańskich, które zmusiłyby nas do odwrócenia się od podążania za Zbawicielem, nasze ciało będzie nam się sprzeciwiać. Trudno jest być pobożnym, gdy ciało nieustannie spiskuje przeciwko pragnieniom Ducha, którego Bóg nam dał.

Jesteśmy pewni, że nasz Zbawiciel będzie z nami.

Jezus obiecał: „A oto Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata” (Mt 28,20).

Żyj właściwie w zepsutym świecie.

  Życie w zepsutym świecie jest decyzją. Życie sprowadza się do jednej z dwóch opcji: albo będziesz służył Jezusowi, albo będziesz służył światu. Jest to wybór, którego każdy musi dokonać, nie można być letnim, to jest decyzja „wszystko albo nic”.

  Bóg dał Swojego Ducha tym, którzy patrzyli na Chrystusa jako na Zbawiciela i ten Duch przypomina nam, że jesteśmy obywatelami lepszej ziemi. Jeśli nie:

„Za jakiś czas będziesz żałować, że nie zacząłeś dzisiaj”.

  Dlatego nie zachęcam do nowych deklaracji, do klajstrowania życia taśmą klejącą, oprzyjmy życie nasze tylko na tym, co już wiemy, że jest pewne.

Pewny jest fundament w Jezusie Chrystusie.

„…mając tę pewność, że Ten, który rozpoczął w was dobre dzieło, będzie je też pełnił aż do dnia Chrystusa Jezusa” (Flp 1,6).

NARODZENIE DLA…

NARODZENIE DLA…

„Gdy Jezus urodził się w Betlejem w Judei za panowania króla Heroda, do Jerozolimy przybyli mędrcy ze Wschodu i pytali: Gdzie jest nowo narodzony król Żydów?” (Mt 2,1-2).

  W wizycie mędrców ze Wschodu wspominamy wydarzenie historyczne. Na Dalekim Wschodzie, gdzie ludzie umieją rozróżniać różne konstelacje gwiazd, mędrcy dostrzegli zjawisko, które ich zaintrygowało i skłoniło, bez względu na trudności, do podjęcia dalekiej trudnej podróży. Ci uczeni, zapewne astrolodzy, byli przekonani w stu procentach, że mają do czynienia z epokowym wydarzeniem, dlatego postanowili poszukać nowo narodzonego króla. Wyruszyli jak kiedyś Abraham, wybierając za cel podróży, stolicę państwa żydowskiego Jerozolimę.

  Wszystko, co wiemy o mędrcach, zapisane jest w Ew. Mateusza. Niektórzy przypuszczają, że byli następcami chaldejskich mędrców, nad którymi Daniel był ustanowiony nadzorcą. 

  Stwierdzenie „Trzej Królowie” nie ma historycznej i biblijnej spójności. Mateusz nie wskazuje, ilu królów przybyło. W rzeczywistości Mateusz nazywa ich „mędrcami” nie królami. Mędrcy byli astrologami, filozofami, naukowcami, matematykami. Byli ekspertami prawnymi. Jednym z ich głównych obowiązków było wskazywanie, kto zostanie królem w Persji. Kreowali królów, ale nie byli królami. Nie ma wątpliwości, że było ich więcej niż trzech, ale tradycja „trzech” ustaliła się wokół ilości darów, jakie pozostawili. Trzy prezenty i trzech mędrców.

  Tekst mówi nam o jakichś mądrych ludziach – Mędrcach – Magach. Poszukiwanie zajęło im wiele czasu, przebyli długą drogę, ale byli zdeterminowani, to było coś więcej niż intelektualna ciekawość.

Nie wiemy, jak tę pewność uzyskali? Niewątpliwie jednak wiedza i mądrość pozwoliły im rozpoznać czas i niezwykłość sytuacji. Odkrycie umotywowało ich, by odszukać dziecko.

  Mogli zrobić notatkę o swym spostrzeżeniu w ich dziennikach, zarejestrować to dla potomności, ale chcieli zobaczyć tego króla, którego gwiazdę zaobserwowali. Stali się ludźmi misji. Misji pełnej nadziei. Spodziewali się, oczekiwali i poszukiwali. Byli tak pewni swej nadziei, że zabrali z sobą też prezenty dla tego poszukiwanego króla.

  Mędrcy byli gotowi przetestować swą wiarę w działaniu. Ryzyko, jakie podjęli, dało „pracę” ich wierze.

  Dlaczego jacyś ludzie z Dalekiego Wschodu przybyli do Jerozolimy poszukując dziecka? Kim był, dlaczego był tak ważny?

  Mędrcy ze zdziwieniem stwierdzili, że w Jerozolimie nikt nie zwrócił uwagi na gwiazdę, ani nikt nie był zorientowany co do narodzenia jakiegoś króla. Mędrcy wprawili Heroda w wielkie zaniepokojenie. Despotyczny i obawiający się o swoją władzę Herod podejrzewa spisek. Reakcja była drastyczna. Despota wydaje wyrok uśmiercenia chłopców do lat dwóch.

  Na podstawie ogłoszonego wyroku przez Heroda należy przypuszczać, że Jezus mógł mieć już rok lub nieco więcej. Mędrcy odnaleźli rodzinę w domu, a nie w grocie.

  Mędrcy odkryli dziecko, które było królem. Ktoś z kim się spotkali, był Bogiem. Byli świadkami największego wydarzenia w historii ludzkości. Było to spełnienie ich podróży. Oddali pokłon królowi i złożyli dary. Ile etapów poprzedziło ten fakt, zanim nastąpiła kulminacja?

  Im nie wystarczyła wiedza. Potrzebowali spotkać Mesjasza. Nic na skróty. Nie tylko notatka w kronikach, ale osobiste spotkanie. Ich serce doświadczyło tego dziwnego rozgrzania miłości do Boga. Chyba można tylko je porównać do miłości od pierwszego wejrzenia.

  Narodziny Jezusa wywołały różne stany emocjonalne takie jak: trwoga, bojaźń, chwała. Posłuszeństwo mędrców zagwarantowało tej rodzinie warunki do przetrwania na obczyźnie w Egipcie. Posłuszeństwo Józefa zagwarantowało bezpieczeństwo dziecku. Posłuszeństwo Marii w opuszczeniu kraju było gwarancją zachowania życia. Łańcuch ludzi posłusznych to bardzo ważna uwaga.

  Wizyta Mędrców ze Wschodu nie ma biblijnego uzasadnienia, by umieszczać ich w panteonie świętych oraz oferować specjalny dzień świąteczny.

  Nie możemy nigdy stracić powodu, dlaczego Jezus się narodził?

  Jest radością należeć do świata, w którym brzmi Dobra Nowina: „narodził się wam Zbawiciel”. Nie królowie, mędrcy, ale Zbawiciel.

Szczęśliwego Nowego Roku

Szczęśliwego Nowego Roku

 „Chwalcie imię Pana, bo wzniosłe jest Jego imię, Jego majestat ponad ziemią i niebem!” (Ps 148,13).

  Mamy zwyczaj składania życzeń na koniec roku: „Szczęśliwego Nowego Roku”.

  Wielu ludzi myśli o szczęściu jako ciągłej, nieprzerwanej pomyślności albo przyjemności. Nieobecność problemów, unikanie odpowiedzialności. Jakieś extra wynagrodzenie.

  Dlaczego Bóg pozwolił nam doczekać Nowego Roku? Nasze życie jest wypełnione zakończeniami i początkami. Tak się umówiono. Jest wiele różnych nie tylko kalendarzowych podsumowań roku: rok budżetowy, szkolny, kościelny i wypadają one w zupełnie innym czasie.

Zakończenia i początki układają się teleskopowo.

  Czasami zakończenia i początki oznaczają jasne granice, a czasem się zacierają, są niewyraźne.

„Szczęśliwego Nowego Roku”.

  Jaki szczęśliwy rok? Wiele zdarzyło się i nie koniecznie najlepszych rzeczy. Spoglądamy wstecz i myślimy: kto to wszystko na nas sprowadził, co miało miejsce w mijającym roku? Przecież życzyliśmy sobie szczęśliwego Nowego Roku. Kto jest autorem? Diabeł, przypadek, los, a może….? Tak, suwerenny Bóg.

„Liczyliście na wiele, lecz oto jest mało! Ja rozproszyłem wszystko, co przynieśliście do domu. A wiecie dlaczego? − wyrocznia Pana Zastępów…” (Agg 1,9).

  Pan Bóg wie jak zajmować się ludźmi. Bóg ma błogosławieństwa, ale rozumiane w Jego sposób. Ufam, że zaczynamy z Bogiem, kontynuujemy i kończymy każdy rok. Możemy mieć społeczność z Nim i jesteśmy błogosławieni przez Niego każdego dnia, aż do spotkania twarzą w twarz.

  Pewien tygodnik opublikował prowokujący list czytelnika:

„Szanowny Redaktorze,

wydaje się, że kaznodzieje poświęcają wiele czasu na przygotowanie kazań i sądzą, że są bardzo ważne i wartościowe. Biorę udział regularnie w nabożeństwach przez trzydzieści lat i prawdopodobnie usłyszałem 3,000 z nich. Ku mojej konsternacji, odkryłem, że nie pamiętam tak naprawdę nawet jednego. Zastanawiam się, czy czas kaznodziei nie mógłby być korzystniej wykorzystany na coś innego?

W redakcji trwała burza mózgów redaktorskich, by w końcu ukazała się następująca odpowiedź:

Szanowny Panie,

Jestem już trzydzieści lat po ślubie. W tym czasie zjadłem 32,850 posiłków – głównie gotowanych przez moją żonę. Nagle odkryłem, że nie pamiętam menu pojedynczego posiłku. A jednak … mam niezwykłe wrażenie, że bez nich umarłbym z głodu dawno temu”.

Błogosławionego Szczęśliwego Nowego Roku.

Boża matematyka

Boża matematyka

„Naucz nas liczyć dni nasze, abyśmy zyskali mądre serce” (Ps 90,12).

  Jest naszym przywilejem żegnać Stary Rok i oczekiwać Nowego. Zawsze w takiej chwili przebiegamy myślami przez dni, tygodnie, miesiące, które minęły, by uświadomić sobie, jak wiele Bóg darował nam swego błogosławieństwa. Każdy oceni na swój sposób mijający rok. Każdy z nas ma punkty odniesienia istotne dla niego osobiście.

  Stajemy przed Bogiem, by dokonać pewnego bilansu minionych dni i poczynić plany na przyszłość. Kiedy rozpoczynaliśmy rok, stawialiśmy prognozy, pytania, jaki będzie? Możemy już podsumować i odpowiedzieć na to, co jeszcze 12 miesięcy temu było znakiem zapytania.

  Dziennikarze czasem w ostatnich dniach zapytują; np. „jaki był najważniejszy dzień tego roku dla ciebie”.

  Trudno jest wyróżniać jakiś dzień, ponieważ życie składa się z dni. Każdy z nich jest najważniejszy, każdy inny, ale ważny, istotny. Nie ma dni nieważnych, bo to tak jakbym chciał powiedzieć, w tym dniu nie będę żyć, bo nie jest ważny. Barwa i kolor roku są wyznaczone szarymi być może dniami, ale darowanymi od Boga. Mamy powód, by dziękować Bogu, bo wszystko, co mamy jest Bożą łaską, to nie jest przegrane życie, dopóki żyjemy, zawsze najlepsze jest przed nami.

  Jest coś intrygującego w pisaniu nowej daty; rok, miesiąc, dzień.

  Dobrze, że jest taki dzień po 365 dniach, w którym dokonujemy bilansu nagromadzonych faktów. Umowna zmiana roku, jaką przyjmujemy, jest też dla nas czasem rozrachunku z własnego życia przed Bogiem. Boże Słowo uczy nas, że Bóg ustanowił pory czasy i granice. Dlatego temu przemijaniu jesteśmy podporządkowani. Nie jesteśmy nie biblijni, akcentując zmianę, jak przełom roku.

  Czas, w którym przyszło nam żyć, jest jednym z bardzo trudnych. Po 12 miesiącach możemy z pełną odpowiedzialnością powiedzieć; życie nadal płynie, jest w ciągłym ruchu, zmienia się. Szereg rzeczy odejdzie w zapomnienie, pojawią się nowe.

  Patrząc w przeszłość, nie mamy na nią wpływu, możemy tylko ją zaakceptować. Rozliczamy się z zamierzeń i planów, ale już snujemy nowe plany, stawiamy sobie konkretne cele, marzymy. Dziecko może żyć beztrosko, ale nas już na to nie stać. Mamy więcej respektu dla przyszłości. Możemy tylko za psalmistą wznieść modlitwę:

„Naucz nas liczyć dni nasze, abyśmy zyskali mądre serce”.

  Zacytowany werset jest bardzo zasadny dla nas, gdy stajemy przed przyszłością. Chcemy być przezorni i mądrzy. Zwykle po kilku dniach lub tygodniach Nowego Roku ze smutkiem stwierdzimy, że z naszych postanowień i obietnic tak bardzo trudno jest się wywiązać. Deklaracje, zachęty, jakie każdego roku stawiamy przed sobą, często spokojnie można następnego roku powtórzyć. Każdego roku ludzie postanawiają zrobić coś i wiedzą jak boli rozczarowanie.

  Życie rozłożone jest na raty, nie wszystko dzieje się w jednym roku. Wszystko rozłożone jest na dni, tygodnie, miesiące. Myślę, że tak łatwiej będzie sprostać różnym deklaracjom, założeniom, gdy uświadomimy sobie, że nie wszystko na raz. Ustalmy priorytety i realizujmy nasze życie. Gdy będziemy w punktach granicznych jak zmiana roku, nie będziemy musieli być sfrustrowani, że zawiedliśmy. Wszystkiego nigdy nie osiągniemy i zawsze coś zostanie, czego nie zdążyliśmy. Żyjemy w świecie rozczarowania i jeśli nie uporamy się z tym, to jesteśmy skazani, by być jutro bardziej sfrustrowani niż dzisiaj.

„Naucz nas liczyć dni nasze, abyśmy zyskali mądre serce”.

  Ważne w tym jest, byśmy posiedli Bożą mądrość, roztropność i dystans do przyszłości. Nie oznacza to namawiania do beztroski i niefrasobliwości. Są sprawy trudne i oglądając się wstecz, sprawiają ból, nie jest łatwo, ale masz jeszcze cel – przyszłość.

  Nic nie pomogą życzenia noworoczne, nic nie pomogą wielkie plany na przyszłość, jeśli nie nauczymy się mądrego i racjonalnego korzystania z teraźniejszości.

W życiu chrześcijańskim ma obowiązywać – wysoka jakość, umiejętność liczenia dni i mądre serce dziś.

  Każdego dnia Nowego Roku będziemy mieć chwile, które będą się nazywać „DZISIAJ”. Nauczmy się je liczyć, szanować, cenić.

Każde „dzisiaj” naznaczone Bożą obecnością na końcu roku będzie ciągle świeżym „dzisiaj”, a nie nostalgicznym „wczoraj” lub beznadziejnym „jutro”.

  Naszą modlitwą będzie ciągle w nadchodzących dniach: „naucz nas Panie”.

  Jeszcze nie było takiego roku, jak sięgam pamięcią, o którym mógłbym powiedzieć; nic się nie zdarzyło; bezbarwny, szary, nijaki. Każdy dzień był nowym doświadczeniem, nowym odkryciem Bożej miłości, troski, błogosławieństwa. Był to rok trudny, dramatyczny, stresujący, ale mimo wszystko rok Bożej dobroci.

„Rok uwieńczyłeś swoimi dobrami” (Ps 65,12).

  Wystarczająco wiele jest za nami, by wiedzieć, że bez Boga niewiele znaczymy i nic dobrze nie wykonamy. Przed nami nowe wizje i nowe plany, przed nami czas, który podarował Bóg. W Bożych planach nie ma pośpiechu, ale jest konsekwencja. Dlatego dla mnie nadal istotne będzie studiowanie Jego Słowa, rozpoznawanie Jego scenariusza dla mojego życia.

  Nie oczekuję, że będzie to rok sielski, anielski, ale wszystko, co przede mną poprzedzone będzie Bożą obecnością. Nie będę musiał pytać szklanej kuli, astrologa ani komputerowej wróżki, czy jutro warto jeszcze żyć.

  Nie pozwalajmy, by przyszłość definiowała tylko rozczarowująca przeszłość. Trzymaj się Bożej nadziei. Wierzę, że Bóg utrzymuje nadzieję przy życiu w nas. Miejmy nadzieję i odświeżajmy relację z Jezusem.

  Wierzę, że będzie to rok, w którym Bóg wyraźnie umieści swoje Słowo w centrum naszego życia, a obecność Ducha Św. uczyni ogniem zamkniętym w nas.

NARODZENIE W JEDNYM WIERSZU

NARODZENIE W JEDNYM WIERSZU

„A Słowo ciałem się stało i zamieszkało wśród nas, i ujrzeliśmy chwałę jego, chwałę, jaką ma jedyny Syn od Ojca, pełne łaski i prawdy” (Jan 1.14).

Świąteczny czas jest jak pójście do ulubionej restauracji i konsumpcji przy szwedzkim stole. Wybieramy z każdej potrawy po trochę i mamy uczucie, że posmakowaliśmy kilkunastu potraw albo niestrawność z przejedzenia jedną potrawą.

W ewangeliach mamy dwie bardzo zróżnicowane relacje o narodzeniu Jezusa. Jedna relacja przekazana przez ewangelistę Mateusza i Łukasza jest tak plastyczna i barwna, że z łatwością umiemy wczuć się w dramatyzm sytuacji, czytając ewangeliczny przekaz. Bez trudu przywołujemy stajenkę, Marię, Józefa, dziecko, słoma, żłób, owce i pasterze, anielski chór, mędrcy i prezenty. Ewangeliści dali nam gotowy szwedzki stół.

Druga historia z Ewangelii Jana, abstrakcyjna i filozoficzna.

Który z opisów jest ważniejszy, który bardziej do mnie przemawia? Trudno przywołać tak plastyczne obrazy, jak w pozostałych ewangeliach. Relacje o narodzeniu Jezusa brzmią wręcz niewiarygodnie. Kochamy świąteczne historie, ale w ewangelii Jana nie słyszymy o tym. Czujemy się jak w stołówce bez wyboru, jedno danie wyglądające na niestrawne.

Kiedy nadchodzi czas adwentu i Pamiątki Narodzenia Jezusa Chrystusa przełączamy się w tryb twórczego oczekiwania. Sięgamy do lektury tego zdarzenia.

Pamiątka narodzenia nie jest banałem, sentymentalną legendą, ale przekazem o faktach. Niektórych drażni świętowanie pamiątki narodzenia. Przypuszczam, że z powodu otoczki, ale jeśli tak to musielibyśmy zaniechać świąt Wielkanocnych, Pięćdziesiątnicy, zostałyby nam tylko okładki Nowego Testamentu.

Pamiątka Narodzenia przez obecne opakowanie staje się coraz bardziej niezrozumiała.

Słyszałem o kobiecie, która robiła zakupy w zatłoczonym centrum handlowym. Była już zmęczona walczeniem tłumów, kolejkami, pośpiechem. Niosła, idąc do windy sporo paczek, toreb, kiedy weszła do zatłoczonej windy, wyrzuciła z siebie: „Ktokolwiek jest odpowiedzialny za ten cały świąteczny bałagan, powinien zostać zatrzymany, powieszony lub zastrzelony!” Kilku skinęło głowami, chrząknęło. Wtedy, ktoś powiedział: „Nie martw się, oni już ukrzyżowali Go”.

W ogólnej charakterystyce ten czas święta ma jednak szczególny wymiar. Ludzie życzliwsi i dookoła jakby cieplej. Jednak czar błogości i pokoju pryska po kilkudziesięciu godzinach. Pamiątka narodzenia jest tylko czasem zawieszenia broni na okres świąteczny, później wszystko wraca do normy. Wydaje się, że tak niewiele znaczy to święto w praktyce.

Dla niektórych to jest piękne świąteczne doświadczenie, jak aspiryna, jej działanie będzie trwało zaledwie kilka godzin, a później ból powróci.

Pewien pastor opowiada o smutnej refleksji: szedł na poranne nabożeństwo pierwszego dnia świątecznego. Przykrawężniku leżała już choinka razem z innymi śmieciami. Symbol współczesnej kultury Pamiątki Narodzenia. Kartki świąteczne wysłane, kolacja wigilijna spożyta, prezenty rozdane, kolędy odśpiewane, czas sprzątnąć bałagan i ruszyć ku spotkaniu Nowego Roku.

Pamiątka Narodzenia stała się zbyt przewidywalna, zbyt znajoma. Słyszeliśmy tę historię już tyle razy, że ona już nie zdumiewa.

Ewangelista Jan powiada; „… żywot wieczny dał nam Bóg w Synu Jego”.

Co widzimy, kiedy spoglądamy na dziecko – Chrystusa? Czy widzisz tylko żydowskie dziecko? Te pytania będą się odbijać echem w kościołach.

Co widzimy, kiedy Jezus dorósł i stał się człowiekiem? Człowieka Nowego Testamentu, który uczy, napomina?

Spostrzegasz obecność Chrystusa z nami i w nas? Czy wiemy i widzimy, że Jezus jest odpowiedzią na zawiłości naszego życia?

Co widzimy? Nie są to zarzuty. Upominam się tylko o godność Zbawiciela. Bóg zaoferował Swego Syna, bo nic cenniejszego zaoferować nie mógł, dał nam siebie.

„A Słowo ciałem się stało i zamieszkało wśród nas, i ujrzeliśmy chwałę jego, chwałę, jaką ma jedyny Syn od Ojca, pełne łaski i prawdy”.

Cóż wielkiego, że Bóg wybrał dwoje zwykłych ludzi z niewielkiej miejscowości? Wybrał zwykłych ludzi, chociaż mieli wątpliwości. Maria była przerażona, Józef nie rozumiał, ale kiedy Bóg do nich mówił, pakowali bagaże i wyruszali. Bóg użył ich, ponieważ kiedy powierzył im tę odpowiedzialną misję rodzicielską, powiedzieli „tak”!

Mimo wszystko te święta mają swój specyficzny klimat? Jest tylko jedna odpowiedź, bo dotyczą najważniejszej sprawy w dziejach tego świata: „A Słowo ciałem się stało i zamieszkało wśród nas, i ujrzeliśmy chwałę jego, chwałę, jaką ma jedyny Syn od Ojca, pełne łaski i prawdy”.

Ten, którego ta pamiątka dotyczy i czas, w jakim się pojawia, jest na tyle ważny, że zwolennicy i przeciwnicy mierzą czas od jego narodzin?

Kochamy proroctwa i prorocze słowo, bo w nich jest Bóg, a nie zabawa kalendarzem, przepowiedniami Nostradamusa lub 

kodem biblijnym. Mijały lata i myślano może to tylko religijne pobożne życzenie, aż eksplodowało swą realnością. Kiedy Mateusz przedstawia rodowód Jezusa, mówi – patrzcie na to:

„Tak więc wszystkich pokoleń od Abrahama do Dawida jest czternaście; od Dawida do uprowadzenia do Babilonu -pokoleń czternaście; od uprowadzenia do Babilonu do Chrystusa – pokoleń czternaście” (Mt 1,17).

Mateusz chce powiedzieć, że przodkowie Jezusa nie byli przypadkowi. Bóg zaplanował wszystko w najdrobniejszych szczegółach i to ekscytowało.

„To tylko tak zdarzyło się…”, że wyszedł dekret od cesarza Augusta, by przeprowadzić spis ludności. Wiesz, co Bóg zrobił?

On szeptał do ucha cesarza, „Hej, wiesz, co powinieneś zrobić? Powinieneś wydać dekret, że każdy musi być spisany w rodzinnym mieście”.

„To tylko tak zdarzyło się”, że jego miastem rodzinnym było Betlejem.

To nie jest tylko mieścina, ale też historia planu Boga. Jeśli miałbym postawić na Betlejem, nie zaryzykowałbym. Jaka była szansa na spełnienie tego proroctwa?

„To tylko tak zdarzyło się”. Czy wierzysz, że rzeczy tylko się zdarzają?

Jeśli historie zawarte w Starym i Nowym Testamencie byłyby autorstwa jednego człowieka, moglibyśmy powiedzieć; dobrze to była literacka sztuczka, ale kiedy takie same opisy zdarzają się w kilku księgach napisanych przez wielu autorów, muszę uznać, że głównym autorem jest Duch Św.

Na długo, zanim narodził się Jezus, Bóg położył pieczęć aprobaty na Nim, byśmy mogli wiedzieć, że cały Stary Testament czekał z niecierpliwością na narodziny tego Jednego w Betlejem.

W zwiastowaniu o narodzeniu ani pieluszki nie są najważniejsze, ani żłóbek, ani stajnia i zwierzęta, nawet dzieciątko jako dzieciątko, w co się ubierał i co jadł, ale ważny jest Chrystus, czego uczył, co dał ludzkości, co robił, kim był.

Urokiem wspominania narodzenia Jezusa jest sięganie do tradycji biblijnej.

Jezus przyszedł uwolnić nas od religijnej sentymentalności i czegoś, co można by nazwać „religijnością wigilii”.

Moment nadejścia właściwego czasu jest jak nagle zalegająca cisza przed podniesieniem kurtyny w teatrze.

Narodzenie Jezusa Chrystusa mówi nam, że Bóg dokonał niezwykłego wyboru. Wybrał, by razem z ludźmi być w ich życiu, które niosło codzienne problemy. Był z nimi, gdy byli głodni, chorzy, bezradni, zagubieni, zrozpaczeni. Był z nimi i jest z nami, bo nas wybrał. Jesteśmy obiektem jego miłości, co jest najdziwniejszą miłością świata. Ten wybór to uczniowie, którzy porzucają sieci i idą za Nim.

Przyszedł, by odnaleźć zagubionych, z roztrwonionym majątkiem swego życia i usynowić ich, to jest cel narodzenia.

Wybrał, aby byli święci. Jest to kręgosłup, na którym zbudowane jest nasze chrześcijańskie życie.

Ekscytuje mnie wiadomość, że On przyszedł jako jeden z nas, w pełni ludzki, jak my.

Błogosławieni, którzy umieją się cieszyć Narodzeniem Jezusa.

Jeśli Pamiątka Narodzenia nie jest tylko świąteczną magią, nastrojem, jeśli to nie jest legenda, co wtedy?

Jeśli to nie jest głos Boga do grzesznika, do pokuty, szukania zbawienia, do zmiany życia, to znaczy, że nie narodziło się dziecko w Betlejem, żaden Zbawiciel, żaden Syn Boży dla Ciebie i dla mnie. Jeśli to nie jest tak, co wtedy?

C.S.Lewis powiedział: „Syn Boży stał się człowiekiem, by umożliwić ludziom stanie się dziećmi Boga”.

Bóg tak kocha nas, że Jego Syn Jezus był chętny, by rezygnując z chwały nieba, stać się jak jeden z nas.

Narodził się ZBAWICIEL i ZMARTWYCHWSTAŁ ZBAWICIEL.

Betlejem jest punktem spotkania Nieba i Ziemi, wieczności i teraźniejszości, bóstwa i ludzkości.

Przyszedł, byśmy mogli doświadczyć smaku przyszłego życia w wieczności.

„Wszechświat go nie ogarnie, a zmieścił się w żłobie.

Dziękuje ci Jezu za to, że nie mieścisz się w naszej głowie, która jest za logiczna,

Za to, że nie sposób Cię ogarnąć sercem, które jest za nerwowe.

Dziękuje, że w tajemnicy Betlejem milczysz.

Tylko my – oczytani analfabeci chlapiemy językiem” (J. Twardowski).

Chrystus jest nadal powodem pamiątki narodzenia.