Szczęśliwego Nowego Roku

Szczęśliwego Nowego Roku

 „Chwalcie imię Pana, bo wzniosłe jest Jego imię, Jego majestat ponad ziemią i niebem!” (Ps 148,13).

  Mamy zwyczaj składania życzeń na koniec roku: „Szczęśliwego Nowego Roku”.

  Wielu ludzi myśli o szczęściu jako ciągłej, nieprzerwanej pomyślności albo przyjemności. Nieobecność problemów, unikanie odpowiedzialności. Jakieś extra wynagrodzenie.

  Dlaczego Bóg pozwolił nam doczekać Nowego Roku? Nasze życie jest wypełnione zakończeniami i początkami. Tak się umówiono. Jest wiele różnych nie tylko kalendarzowych podsumowań roku: rok budżetowy, szkolny, kościelny i wypadają one w zupełnie innym czasie.

Zakończenia i początki układają się teleskopowo.

  Czasami zakończenia i początki oznaczają jasne granice, a czasem się zacierają, są niewyraźne.

Szczęśliwego Nowego Roku”.

  Jaki szczęśliwy rok? Wiele zdarzyło się i nie koniecznie najlepszych rzeczy. Spoglądamy wstecz i myślimy: kto to wszystko na nas sprowadził, co miało miejsce w mijającym roku? Przecież życzyliśmy sobie szczęśliwego Nowego Roku. Kto jest autorem? Diabeł, przypadek, los, a może….? Tak, suwerenny Bóg.

Liczyliście na wiele, lecz oto jest mało! Ja rozproszyłem wszystko, co przynieśliście do domu. A wiecie dlaczego? − wyrocznia Pana Zastępów…” (Agg 1,9).

  Pan Bóg wie jak zajmować się ludźmi. Bóg ma błogosławieństwa, ale rozumiane w Jego sposób. Ufam, że zaczynamy z Bogiem, kontynuujemy i kończymy każdy rok. Możemy mieć społeczność z Nim i jesteśmy błogosławieni przez Niego każdego dnia, aż do spotkania twarzą w twarz.

  Pewien tygodnik opublikował prowokujący list czytelnika:

„Szanowny Redaktorze,

wydaje się, że kaznodzieje poświęcają wiele czasu na przygotowanie kazań i sądzą, że są bardzo ważne i wartościowe. Biorę udział regularnie w nabożeństwach przez trzydzieści lat i prawdopodobnie usłyszałem 3,000 z nich. Ku mojej konsternacji, odkryłem, że nie pamiętam tak naprawdę nawet jednego. Zastanawiam się, czy czas kaznodziei nie mógłby być korzystniej wykorzystany na coś innego?

W redakcji trwała burza mózgów redaktorskich, by w końcu ukazała się następująca odpowiedź:

Szanowny Panie,

Jestem już trzydzieści lat po ślubie. W tym czasie zjadłem 32,850 posiłków – głównie gotowanych przez moją żonę. Nagle odkryłem, że nie pamiętam menu pojedynczego posiłku. A jednak … mam niezwykłe wrażenie, że bez nich umarłbym z głodu dawno temu”.

Błogosławionego Szczęśliwego Nowego Roku.

Boża matematyka

Boża matematyka

Naucz nas liczyć dni nasze, abyśmy zyskali mądre serce” (Ps 90,12).

  Jest naszym przywilejem żegnać Stary Rok i oczekiwać Nowego. Zawsze w takiej chwili przebiegamy myślami przez dni, tygodnie, miesiące, które minęły, by uświadomić sobie, jak wiele Bóg darował nam swego błogosławieństwa. Każdy oceni na swój sposób mijający rok. Każdy z nas ma punkty odniesienia istotne dla niego osobiście.

  Stajemy przed Bogiem, by dokonać pewnego bilansu minionych dni i poczynić plany na przyszłość. Kiedy rozpoczynaliśmy rok, stawialiśmy prognozy, pytania, jaki będzie? Możemy już podsumować i odpowiedzieć na to, co jeszcze 12 miesięcy temu było znakiem zapytania.

  Dziennikarze czasem w ostatnich dniach zapytują; np. „jaki był najważniejszy dzień tego roku dla ciebie”.

  Trudno jest wyróżniać jakiś dzień, ponieważ życie składa się z dni. Każdy z nich jest najważniejszy, każdy inny, ale ważny, istotny. Nie ma dni nieważnych, bo to tak jakbym chciał powiedzieć, w tym dniu nie będę żyć, bo nie jest ważny. Barwa i kolor roku są wyznaczone szarymi być może dniami, ale darowanymi od Boga. Mamy powód, by dziękować Bogu, bo wszystko, co mamy jest Bożą łaską, to nie jest przegrane życie, dopóki żyjemy, zawsze najlepsze jest przed nami.

  Jest coś intrygującego w pisaniu nowej daty; rok, miesiąc, dzień.

  Dobrze, że jest taki dzień po 365 dniach, w którym dokonujemy bilansu nagromadzonych faktów. Umowna zmiana roku, jaką przyjmujemy, jest też dla nas czasem rozrachunku z własnego życia przed Bogiem. Boże Słowo uczy nas, że Bóg ustanowił pory czasy i granice. Dlatego temu przemijaniu jesteśmy podporządkowani. Nie jesteśmy nie biblijni, akcentując zmianę, jak przełom roku.

  Czas, w którym przyszło nam żyć, jest jednym z bardzo trudnych. Po 12 miesiącach możemy z pełną odpowiedzialnością powiedzieć; życie nadal płynie, jest w ciągłym ruchu, zmienia się. Szereg rzeczy odejdzie w zapomnienie, pojawią się nowe.

  Patrząc w przeszłość, nie mamy na nią wpływu, możemy tylko ją zaakceptować. Rozliczamy się z zamierzeń i planów, ale już snujemy nowe plany, stawiamy sobie konkretne cele, marzymy. Dziecko może żyć beztrosko, ale nas już na to nie stać. Mamy więcej respektu dla przyszłości. Możemy tylko za psalmistą wznieść modlitwę:

Naucz nas liczyć dni nasze, abyśmy zyskali mądre serce”.

  Zacytowany werset jest bardzo zasadny dla nas, gdy stajemy przed przyszłością. Chcemy być przezorni i mądrzy. Zwykle po kilku dniach lub tygodniach Nowego Roku ze smutkiem stwierdzimy, że z naszych postanowień i obietnic tak bardzo trudno jest się wywiązać. Deklaracje, zachęty, jakie każdego roku stawiamy przed sobą, często spokojnie można następnego roku powtórzyć. Każdego roku ludzie postanawiają zrobić coś i wiedzą jak boli rozczarowanie.

  Życie rozłożone jest na raty, nie wszystko dzieje się w jednym roku. Wszystko rozłożone jest na dni, tygodnie, miesiące. Myślę, że tak łatwiej będzie sprostać różnym deklaracjom, założeniom, gdy uświadomimy sobie, że nie wszystko na raz. Ustalmy priorytety i realizujmy nasze życie. Gdy będziemy w punktach granicznych jak zmiana roku, nie będziemy musieli być sfrustrowani, że zawiedliśmy. Wszystkiego nigdy nie osiągniemy i zawsze coś zostanie, czego nie zdążyliśmy. Żyjemy w świecie rozczarowania i jeśli nie uporamy się z tym, to jesteśmy skazani, by być jutro bardziej sfrustrowani niż dzisiaj.

Naucz nas liczyć dni nasze, abyśmy zyskali mądre serce”.

  Ważne w tym jest, byśmy posiedli Bożą mądrość, roztropność i dystans do przyszłości. Nie oznacza to namawiania do beztroski i niefrasobliwości. Są sprawy trudne i oglądając się wstecz, sprawiają ból, nie jest łatwo, ale masz jeszcze cel – przyszłość.

  Nic nie pomogą życzenia noworoczne, nic nie pomogą wielkie plany na przyszłość, jeśli nie nauczymy się mądrego i racjonalnego korzystania z teraźniejszości.

W życiu chrześcijańskim ma obowiązywać – wysoka jakość, umiejętność liczenia dni i mądre serce dziś.

  Każdego dnia Nowego Roku będziemy mieć chwile, które będą się nazywać „DZISIAJ”. Nauczmy się je liczyć, szanować, cenić.

Każde „dzisiaj” naznaczone Bożą obecnością na końcu roku będzie ciągle świeżym „dzisiaj”, a nie nostalgicznym „wczoraj” lub beznadziejnym „jutro”.

  Naszą modlitwą będzie ciągle w nadchodzących dniach: „naucz nas Panie”.

  Jeszcze nie było takiego roku, jak sięgam pamięcią, o którym mógłbym powiedzieć; nic się nie zdarzyło; bezbarwny, szary, nijaki. Każdy dzień był nowym doświadczeniem, nowym odkryciem Bożej miłości, troski, błogosławieństwa. Był to rok trudny, dramatyczny, stresujący, ale mimo wszystko rok Bożej dobroci.

Rok uwieńczyłeś swoimi dobrami” (Ps 65,12).

  Wystarczająco wiele jest za nami, by wiedzieć, że bez Boga niewiele znaczymy i nic dobrze nie wykonamy. Przed nami nowe wizje i nowe plany, przed nami czas, który podarował Bóg. W Bożych planach nie ma pośpiechu, ale jest konsekwencja. Dlatego dla mnie nadal istotne będzie studiowanie Jego Słowa, rozpoznawanie Jego scenariusza dla mojego życia.

  Nie oczekuję, że będzie to rok sielski, anielski, ale wszystko, co przede mną poprzedzone będzie Bożą obecnością. Nie będę musiał pytać szklanej kuli, astrologa ani komputerowej wróżki, czy jutro warto jeszcze żyć.

  Nie pozwalajmy, by przyszłość definiowała tylko rozczarowująca przeszłość. Trzymaj się Bożej nadziei. Wierzę, że Bóg utrzymuje nadzieję przy życiu w nas. Miejmy nadzieję i odświeżajmy relację z Jezusem.

  Wierzę, że będzie to rok, w którym Bóg wyraźnie umieści swoje Słowo w centrum naszego życia, a obecność Ducha Św. uczyni ogniem zamkniętym w nas.

NARODZENIE W JEDNYM WIERSZU

NARODZENIE W JEDNYM WIERSZU

„A Słowo ciałem się stało i zamieszkało wśród nas, i ujrzeliśmy chwałę jego, chwałę, jaką ma jedyny Syn od Ojca, pełne łaski i prawdy” (Jan 1.14).

Świąteczny czas jest jak pójście do ulubionej restauracji i konsumpcji przy szwedzkim stole. Wybieramy z każdej potrawy po trochę i mamy uczucie, że posmakowaliśmy kilkunastu potraw albo niestrawność z przejedzenia jedną potrawą.

W ewangeliach mamy dwie bardzo zróżnicowane relacje o narodzeniu Jezusa. Jedna relacja przekazana przez ewangelistę Mateusza i Łukasza jest tak plastyczna i barwna, że z łatwością umiemy wczuć się w dramatyzm sytuacji, czytając ewangeliczny przekaz. Bez trudu przywołujemy stajenkę, Marię, Józefa, dziecko, słoma, żłób, owce i pasterze, anielski chór, mędrcy i prezenty. Ewangeliści dali nam gotowy szwedzki stół.

Druga historia z Ewangelii Jana, abstrakcyjna i filozoficzna.

Który z opisów jest ważniejszy, który bardziej do mnie przemawia? Trudno przywołać tak plastyczne obrazy, jak w pozostałych ewangeliach. Relacje o narodzeniu Jezusa brzmią wręcz niewiarygodnie. Kochamy świąteczne historie, ale w ewangelii Jana nie słyszymy o tym. Czujemy się jak w stołówce bez wyboru, jedno danie wyglądające na niestrawne.

Kiedy nadchodzi czas adwentu i Pamiątki Narodzenia Jezusa Chrystusa przełączamy się w tryb twórczego oczekiwania. Sięgamy do lektury tego zdarzenia.

Pamiątka narodzenia nie jest banałem, sentymentalną legendą, ale przekazem o faktach. Niektórych drażni świętowanie pamiątki narodzenia. Przypuszczam, że z powodu otoczki, ale jeśli tak to musielibyśmy zaniechać świąt Wielkanocnych, Pięćdziesiątnicy, zostałyby nam tylko okładki Nowego Testamentu.

Pamiątka Narodzenia przez obecne opakowanie staje się coraz bardziej niezrozumiała.

Słyszałem o kobiecie, która robiła zakupy w zatłoczonym centrum handlowym. Była już zmęczona walczeniem tłumów, kolejkami, pośpiechem. Niosła, idąc do windy sporo paczek, toreb, kiedy weszła do zatłoczonej windy, wyrzuciła z siebie: „Ktokolwiek jest odpowiedzialny za ten cały świąteczny bałagan, powinien zostać zatrzymany, powieszony lub zastrzelony!” Kilku skinęło głowami, chrząknęło. Wtedy, ktoś powiedział: „Nie martw się, oni już ukrzyżowali Go”.

W ogólnej charakterystyce ten czas święta ma jednak szczególny wymiar. Ludzie życzliwsi i dookoła jakby cieplej. Jednak czar błogości i pokoju pryska po kilkudziesięciu godzinach. Pamiątka narodzenia jest tylko czasem zawieszenia broni na okres świąteczny, później wszystko wraca do normy. Wydaje się, że tak niewiele znaczy to święto w praktyce.

Dla niektórych to jest piękne świąteczne doświadczenie, jak aspiryna, jej działanie będzie trwało zaledwie kilka godzin, a później ból powróci.

Pewien pastor opowiada o smutnej refleksji: szedł na poranne nabożeństwo pierwszego dnia świątecznego. Przykrawężniku leżała już choinka razem z innymi śmieciami. Symbol współczesnej kultury Pamiątki Narodzenia. Kartki świąteczne wysłane, kolacja wigilijna spożyta, prezenty rozdane, kolędy odśpiewane, czas sprzątnąć bałagan i ruszyć ku spotkaniu Nowego Roku.

Pamiątka Narodzenia stała się zbyt przewidywalna, zbyt znajoma. Słyszeliśmy tę historię już tyle razy, że ona już nie zdumiewa.

Ewangelista Jan powiada; „… żywot wieczny dał nam Bóg w Synu Jego”.

Co widzimy, kiedy spoglądamy na dziecko – Chrystusa? Czy widzisz tylko żydowskie dziecko? Te pytania będą się odbijać echem w kościołach.

Co widzimy, kiedy Jezus dorósł i stał się człowiekiem? Człowieka Nowego Testamentu, który uczy, napomina?

Spostrzegasz obecność Chrystusa z nami i w nas? Czy wiemy i widzimy, że Jezus jest odpowiedzią na zawiłości naszego życia?

Co widzimy? Nie są to zarzuty. Upominam się tylko o godność Zbawiciela. Bóg zaoferował Swego Syna, bo nic cenniejszego zaoferować nie mógł, dał nam siebie.

„A Słowo ciałem się stało i zamieszkało wśród nas, i ujrzeliśmy chwałę jego, chwałę, jaką ma jedyny Syn od Ojca, pełne łaski i prawdy”.

Cóż wielkiego, że Bóg wybrał dwoje zwykłych ludzi z niewielkiej miejscowości? Wybrał zwykłych ludzi, chociaż mieli wątpliwości. Maria była przerażona, Józef nie rozumiał, ale kiedy Bóg do nich mówił, pakowali bagaże i wyruszali. Bóg użył ich, ponieważ kiedy powierzył im tę odpowiedzialną misję rodzicielską, powiedzieli „tak”!

Mimo wszystko te święta mają swój specyficzny klimat? Jest tylko jedna odpowiedź, bo dotyczą najważniejszej sprawy w dziejach tego świata: „A Słowo ciałem się stało i zamieszkało wśród nas, i ujrzeliśmy chwałę jego, chwałę, jaką ma jedyny Syn od Ojca, pełne łaski i prawdy”.

Ten, którego ta pamiątka dotyczy i czas, w jakim się pojawia, jest na tyle ważny, że zwolennicy i przeciwnicy mierzą czas od jego narodzin?

Kochamy proroctwa i prorocze słowo, bo w nich jest Bóg, a nie zabawa kalendarzem, przepowiedniami Nostradamusa lub 

kodem biblijnym. Mijały lata i myślano może to tylko religijne pobożne życzenie, aż eksplodowało swą realnością. Kiedy Mateusz przedstawia rodowód Jezusa, mówi – patrzcie na to:

„Tak więc wszystkich pokoleń od Abrahama do Dawida jest czternaście; od Dawida do uprowadzenia do Babilonu -pokoleń czternaście; od uprowadzenia do Babilonu do Chrystusa – pokoleń czternaście” (Mt 1,17).

Mateusz chce powiedzieć, że przodkowie Jezusa nie byli przypadkowi. Bóg zaplanował wszystko w najdrobniejszych szczegółach i to ekscytowało.

„To tylko tak zdarzyło się…”, że wyszedł dekret od cesarza Augusta, by przeprowadzić spis ludności. Wiesz, co Bóg zrobił?

On szeptał do ucha cesarza, „Hej, wiesz, co powinieneś zrobić? Powinieneś wydać dekret, że każdy musi być spisany w rodzinnym mieście”.

„To tylko tak zdarzyło się”, że jego miastem rodzinnym było Betlejem.

To nie jest tylko mieścina, ale też historia planu Boga. Jeśli miałbym postawić na Betlejem, nie zaryzykowałbym. Jaka była szansa na spełnienie tego proroctwa?

„To tylko tak zdarzyło się”. Czy wierzysz, że rzeczy tylko się zdarzają?

Jeśli historie zawarte w Starym i Nowym Testamencie byłyby autorstwa jednego człowieka, moglibyśmy powiedzieć; dobrze to była literacka sztuczka, ale kiedy takie same opisy zdarzają się w kilku księgach napisanych przez wielu autorów, muszę uznać, że głównym autorem jest Duch Św.

Na długo, zanim narodził się Jezus, Bóg położył pieczęć aprobaty na Nim, byśmy mogli wiedzieć, że cały Stary Testament czekał z niecierpliwością na narodziny tego Jednego w Betlejem.

W zwiastowaniu o narodzeniu ani pieluszki nie są najważniejsze, ani żłóbek, ani stajnia i zwierzęta, nawet dzieciątko jako dzieciątko, w co się ubierał i co jadł, ale ważny jest Chrystus, czego uczył, co dał ludzkości, co robił, kim był.

Urokiem wspominania narodzenia Jezusa jest sięganie do tradycji biblijnej.

Jezus przyszedł uwolnić nas od religijnej sentymentalności i czegoś, co można by nazwać „religijnością wigilii”.

Moment nadejścia właściwego czasu jest jak nagle zalegająca cisza przed podniesieniem kurtyny w teatrze.

Narodzenie Jezusa Chrystusa mówi nam, że Bóg dokonał niezwykłego wyboru. Wybrał, by razem z ludźmi być w ich życiu, które niosło codzienne problemy. Był z nimi, gdy byli głodni, chorzy, bezradni, zagubieni, zrozpaczeni. Był z nimi i jest z nami, bo nas wybrał. Jesteśmy obiektem jego miłości, co jest najdziwniejszą miłością świata. Ten wybór to uczniowie, którzy porzucają sieci i idą za Nim.

Przyszedł, by odnaleźć zagubionych, z roztrwonionym majątkiem swego życia i usynowić ich, to jest cel narodzenia.

Wybrał, aby byli święci. Jest to kręgosłup, na którym zbudowane jest nasze chrześcijańskie życie.

Ekscytuje mnie wiadomość, że On przyszedł jako jeden z nas, w pełni ludzki, jak my.

Błogosławieni, którzy umieją się cieszyć Narodzeniem Jezusa.

Jeśli Pamiątka Narodzenia nie jest tylko świąteczną magią, nastrojem, jeśli to nie jest legenda, co wtedy?

Jeśli to nie jest głos Boga do grzesznika, do pokuty, szukania zbawienia, do zmiany życia, to znaczy, że nie narodziło się dziecko w Betlejem, żaden Zbawiciel, żaden Syn Boży dla Ciebie i dla mnie. Jeśli to nie jest tak, co wtedy?

C.S.Lewis powiedział: „Syn Boży stał się człowiekiem, by umożliwić ludziom stanie się dziećmi Boga”.

Bóg tak kocha nas, że Jego Syn Jezus był chętny, by rezygnując z chwały nieba, stać się jak jeden z nas.

Narodził się ZBAWICIEL i ZMARTWYCHWSTAŁ ZBAWICIEL.

Betlejem jest punktem spotkania Nieba i Ziemi, wieczności i teraźniejszości, bóstwa i ludzkości.

Przyszedł, byśmy mogli doświadczyć smaku przyszłego życia w wieczności.

„Wszechświat go nie ogarnie, a zmieścił się w żłobie.

Dziękuje ci Jezu za to, że nie mieścisz się w naszej głowie, która jest za logiczna,

Za to, że nie sposób Cię ogarnąć sercem, które jest za nerwowe.

Dziękuje, że w tajemnicy Betlejem milczysz.

Tylko my – oczytani analfabeci chlapiemy językiem” (J. Twardowski).

Chrystus jest nadal powodem pamiątki narodzenia.

NIE PRZYJĘLI GO

NIE PRZYJĘLI GO

Do swej własności przyszedł, ale swoi go nie przyjęli (Jan 1,11).

  Mile jest wspominać narodziny Jezusa i sięgać do jakiejś tradycji. Zadałem sobie pytanie, czy nasza tradycja nie jest zbyt odchudzona, jakaś przaśna, taka trochę surowa i uboga?

  Tradycja kultywowana w naszym otoczeniu ma ogromną ilość zwyczajów, symboliki, zachowań. Tradycyjna wieczerza wigilijna z ustaloną ilością potraw, choinka, opłatek, pasterka, szopka a w niej „święta rodzina”, maleństwo w żłobku otoczone zwierzątkami w szopce, pastuszkami, przybyłymi mędrcami.

  Tyle wspomnień, tradycji, historii – a my?

  Pewną obyczajowość kulturową z różnych powodów próbujemy zaadoptować, ale na ogół wielu zwyczajów nie praktykujemy, jest znacznie skromniej. Czy zatem nasze świętowanie pozbawione jest uroku?

  Urokiem wspominania narodzenia Jezusa jest sięganie przez nas do tradycji biblijnej. Akcent naszego świętowania położony jest na fakt narodzin i związane z tym wszystkie konsekwencje, a nie na zwyczaje i daty.

Jezus wybrał drogę człowieka, by przynieść Zbawienie i to jest ekscytująca tradycja.

  Każdego roku, gdy wkraczam w ten czas świąteczny, który jest blisko też zmiany roku, zadaję sobie pytanie: „gdzie jestem teraz w moim chrześcijańskim życiu”?

  Bóg wkroczył w sprawy ludzi. Jaki ma być mój stosunek emocjonalny i praktyczny do tego o czym możemy przeczytać w Ewangeliach? Chodzi o historię, czy o coś ważniejszego? O biografię Jezusa, czy o moją relację z Nim?

  Jan w swoim liście powiada:

A żywot objawiony został, i widzieliśmy, i świadczymy, i zwiastujemy wam ów żywot wieczny, który był u Ojca, a nam objawiony został” (1 Jan 1,2).

  Już tylko te wersety kierują moją uwagę na to co jest i winno być centrum tego świątecznego nastroju, w który wkroczyliśmy.

  Czas narodzin Jezusa jest chwilą entuzjastycznego, radosnego zwiastowania o zbawieniu, dlatego nie na obyczajach koncentrujemy naszą uwagę, bo one już dawno zabiły sens świąt.

  Przed wielu laty w jednaj z gazet dziennikarz napisał: „nie każcie nam tylko świętować Bożego Narodzenia zaraz po dniu zmarłych”. Niestety wyprorokował. Zacytowane słowa Jana wpisują się niejako w ten żal utraty sensu narodzenia Jezusa. Jan ze smutkiem przypomina:

Do swej własności przyszedł, ale swoi go nie przyjęli”.

  Bóg uczynił wszystko dla nas i dla naszego zbawienia. A my żyjemy, jakby Boga nigdy na świecie nie było, jakby nie było Ewangelii, narodzin nie tylko dzieciątka, ale Zbawiciela.

Chrystus jest nam dany jak chleb powszedni?

  Jak mało jesteśmy odporni na ataki współczesnego świata, jego reklamę, ofertę, dajemy się ponieść super ofertom. Nie chodzi o to, że sprawimy sobie jakieś prezenty, że jesteśmy bardziej dla siebie życzliwi i odwiedzimy się wzajemnie. Dobrze, że aż tyle potrafimy zrobić w tym, co by nie mówić szalonym pędzie życiowym.

  Może w tym środowisku niepotrzebnie zadaję tak naiwne pytanie: „Czy nasz chleb powszedni czasem nie usiłujemy zastąpić ciastkami”? Jest wiele działań pozornych, pseudochrześcijańskich, nadętej mowy, a mało praktyki. Oczywiście łatwo powiedzieć, postawić zarzut, gorzej z realizacją.

Przyszedł do swoich, a swoi Go nie przyjęli”.

  Dlatego ten werset przywołuje mnie do refleksji, zastanowienia. Jesteśmy błogosławieni, gdy umiemy się cieszyć Narodzeniem Jezusa.

A takie jest to świadectwo. że żywot wieczny dał nam Bóg, a żywot ten jest w Synu jego” (1 Jan 5,11).

  Naprawdę mamy bogatą tradycję i historię chrześcijaństwa. Co ta tradycja mówi nam dziś?

  BÓG Z NAMI – IMMANUEL przypomina Mateusz słowa proroka Izajasza. Wspominamy tylko przez moment dziecię Jezus, ale nie możemy w tym miejscu się zatrzymać. Biblia mówi o wcieleniu Jezusa Syna Bożego. Tak, był dzieckiem, ale też rozwijał się, wzrastał, mężniał aż zaczął swą publiczną działalność. W zwiastowaniu świątecznym przewija się wiele postaci, na które zwracamy uwagę, ale główną jest Jezus Chrystus. Narodził się w określonym celu – przyniósł ZBAWIENIE I ŻYCIE WIECZNE.

  Maria i Józef byli wspaniałą żydowską parą małżeńską, żyli nadal przed Bogiem i wypełniali swoje obowiązki rodziców:

  – przynieśli Jezusa do świątyni, aby prosić o błogosławieństwo,

  – chodzili co roku do Jerozolimy na Święto Paschy,

  – byli zatroskani wychowaniem Jezusa jak każdy rodzic,

  – zachowywali i zastanawiali się nad słowami, jakie słyszeli o swoim Synu,

  – przeżywali ból, gdy już jako dorosły był odrzucany i wzgardzony w czasie swej publicznej działalności,

  – Maria doświadczyła dramatu, gdy widziała umierającego Syna na Krzyżu.

  Józef miał momenty zawahań i może byłby zachował się jak ci, o których ten werset cytowany mówi, że nie przyjęli, ale Bóg wkroczył przemawiając do Józefa przez sen. Nie do każdego snu musimy sięgać po wykładnię w senniku egipskim, ale są sny, przez które Bóg o czymś ważnym chce nam powiedzieć. Józef nie tylko wsłuchiwał się, ale był posłuszny temu co mówił Bóg. Maria nie buntowała się, gdy przychodziły kolejne sny, nie mówiła: „a ty to zawsze coś śnisz”. Oboje przyjęli syna i wiedzieli, że to znaczy być posłusznym Bogu, nawet gdy sytuacja stwarza kłopoty.

Posłuszeństwo Bogu to zawsze problem, bo niesie zmiany.

  Bardzo ważnym elementem chrześcijańskiego życia jest rozpoznawanie Bożego głosu, przychodzącego w różnoraki sposób. Czas, w którym narodził się Jezus był czasem marzeń o tym, aby zjawił się potomek Dawida i poprowadził ich do chwały, do jakiej, jak wierzyli izraelici byli przeznaczeni. Mesjasz miał być ucieleśnieniem ich marzeń. Jezus jednak urodził się w nieoczekiwanych okolicznościach i zburzył wyidealizowane marzenia – nie przyjęli go.

Ci, co Go nie przyjęli zapadają na duchową anemię.

  Anemiczny współczesny Polak – to nie żart, ale smutna prawda. Przy obfitych może stołach, ale anemiczni duchowo. Leczenie prowadzi przez Betlejem, górę błogosławieństw, Górę Oliwną na Golgotę, aby w rezultacie znaleźć się blisko Chrystusa.

  Prorok Izajasz mówi:

Pójdźmy w pielgrzymce na górę Pana, do świątyni Boga Jakuba, i będzie nas uczył dróg swoich, abyśmy mogli chodzić jego ścieżkami, gdyż z Syjonu wyjdzie zakon, a słowo Pana z Jeruzalemu” (Iz 2,3).

  On przychodzi do swoich, gdyż w duchowej anemii: „poszliśmy w świat za daleko”. Przyjąć Boga na nowo do serca – to znaczy się zmienić.

W grzechu płynie się jak patyk na wodzie do ujścia w wieczność bez Boga.

  Grzech bardzo „trafnie” usprawiedliwia się pięknymi sloganami: „wiesz jestem jak trzcina chwiejąca się”. Myślę, że lepiej bądź „trzciną myślącą” o swojej przyszłości, bo Jezus przyniósł życie wieczne. Warto pomyśleć o tym dziś, gdy rozmyślamy nad narodzeniem Jezusa.

  Bóg lubi zaskakiwać wspaniałymi, choć czasem niezrozumianymi do końca rozwiązaniami. Tak było i wtedy: „On przyszedł”, a oni nie przyjęli.

  Czy to słowo Jana znaczy naprawdę, że żywot wieczny dał Bóg?

  Chcę powiedzieć, że nie świętujemy z powodu marzeń, ale z powodu wiarogodnego świadectwa. Bóg dał żywot a to oznacza, że był ktoś kto chciał zniszczyć życie, dając śmierć, strach i rozpacz. On mówi, życie wieczne – to marzenia, a jeśli już myślisz o tym serio, to musisz dużo napracować się, aż do śmierci i nadal nic pewnego.

Oto ojciec kłamstwa. Niektórzy uwierzyli i nie przyjęli Jezusa.

  Dziś jesteśmy, by świętować żywot wieczny, realną oczekującą nas rzeczywistość.

 Mówiąc, jestem wierzącym, to tym ogłaszam, że wierzę w narodzenie Jezusa w Betlejem, Jego życie na ziemi, jego męczeńską śmierć na     Golgocie, Jego chwalebne zmartwychwstanie i wniebowstąpienie. Wierzę, że mam w Nim życie wieczne.

 Jezus powiedział: „Ja jestem ŻYCIEM”. Dlatego dla wierzących i ta pamiątka ma znaczenie. Nie jest to tylko tradycja i wypełnianie roku kościelnego, ale jest to świadectwo o podstawach mojej wiary. Mój świąteczny nastrój wynika z faktu, że narodził się dla mnie Zbawiciel, mój Zbawiciel, mój Pan i Król. Bóg dał mnie żywot wieczny w Jezusie.

  Co byśmy nie powiedzieli w sprawie narodzenia Jezusa pozostaje niezbitym faktem – On się narodził.

Zaistniał wśród ludzi tak jak każdy z nas, mógł odwołać się do daty swego narodzenia na ziemi. Był rzeczywisty i realny, to mocno podkreśla Biblia.

Narodzenie to nie tylko rzewne wspomnienie, ale nowe życie.

  Pamiątka narodzenia nie jest banałem, sentymentalną legendą, ale życiem z konsekwencjami sięgającymi wieczności. Jesteśmy zachęcani świątecznym nastrojem do chwały i uwielbiania Boga.

Człowiek zdaje się stawać taką zawieszoną sezonowo bombką na choince, na parę dni, a potem szaro, smutno.

  Lubimy Jezusa na odległość, w kościele, ale w tygodniu, w naszych zajęciach jesteśmy samowystarczalni. On jest potrzebny nam w niedzielę jak bombka na choince. Może wprowadza dobry nastrój podczas obiadu?

  Nawet wrogom Jezus mówił „przyjacielu”. Apogeum odrzucenia znalazło swój wyraz na Golgocie, ale jest już normalnie. Nawet uczniowie próbowali wrócić do swoich zajęć, bo w pewnym momencie uznali, że wszystko się skończyło, a teraz jest prozaiczne życie, ale bez Jezusa wcale ono nie jest prozaiczne, ale twarde.

  Czy jesteśmy Gotowi Go przyjąć z wszystkimi konsekwencjami, nawet gdy powiedzą jesteście fanatykami?

Czy dziś świętujemy to samo?

Wielki wybuch

Wielki wybuch

Początek Dobrej Nowiny o Jezusie Chrystusie, Synu Boga. Jak jest napisane u proroka Izajasza: Oto posyłam przed Tobą Mojego wysłannika, który Tobie przygotuje drogę. Głos wołającego na pustyni: Przygotujcie drogę Panu, prostujcie przed Nim ścieżki” (Mr 1,1-3).

 

Wydaje się, że wszystkie wiadomości w obecnym czasie, to złe wiadomości. Serwisy informacyjne nastawione są tylko na to, co się sprzedaje. Tragiczna prawda jest taka, że sprzedają się złe wiadomości. Średnia długość tzw. mediana wiadomości to 41 sekund, to za mało informacji, które pozwolą sformułować opinię na dany temat. To tylko wystarczająco dużo, aby przyciągnąć uwagę.

Polska noblistka Olga Tokarczuk powiada: „dzisiejsi ludzie „szklano-ekranu” są tylko takimi wiadomościami karmieni, jest to pewien psychologiczny syndrom”.

Potrzebujemy dobrych wiadomości… ale nie sześćdziesiąt sekund. Potrzebujemy dobrych wiadomości, które możemy przetrawić, które mogą wypełnić serce i umysł, mogą zmienić sposób myślenia, a tym samym sposób, w jaki żyjemy. Potrzebujemy dobrych wiadomości, które trwają dłużej niż usługa niedzielna. Potrzebujemy dobrych wiadomości, które trwają całe życie.

Przygotowujemy się na kolejny czas świąteczny. Myślę, że diametralnie inny niż w latach poprzednich. Czas pozbawiony tzw. świątecznej gorączki. Mimo wszystko potrzebujemy pewnego przygotowania do świątecznego czasu. Nie chodzi o przystrojoną choinkę, kolorowe światełka, produkty na świąteczny stół, prezenty, świąteczne kartki itp.

Jest jedna postać świąteczna, jakiej nigdy nie widziałem na świątecznej kartce. Czy kiedykolwiek otrzymaliście kartkę z życzeniami z Janem Chrzcicielem? Jan Chrzciciel i kartka z życzeniami „Wesołych Świąt” wydaje się niewłaściwą. Czy na pewno?

Ewangelista Marek rozpoczyna swoją ewangelię, koncentrując się na Janie. Nie ma chórów aniołów, zamiast tego zaczyna się opowieść o przyjściu Jezusa z prorokiem w tle. W ten sposób ewangelista Marek dodaje nową postać do dobrej nowiny o wcieleniu Chrystusa. Ewangelista Marek rozpoczyna od „wielkiego wybuchu”, wybuchu Dobrej Nowiny.

Niektórzy mówili o Janie, że był religijnym ekscentrykiem. Wydaje się, że nie pasuje do pasterzy i mędrców oraz innych postaci, które kojarzymy z historią narodzenia Jezusa. Był to jednak sługa Boży, który został namaszczony jako herold promujący misję Jezusa na ziemi. Wydaje się, że lepszej osoby nie było. Jan rozumiał Boży zamiar, by wstrząsnąć fundamentami religijnej stagnacji. Po 400 latach milczenia, Jan miał przywilej nacisnąć przycisk wielkiego wybuchu, wydarzenia otwierającego drogę do zbawienia.

Żyjemy w stanie oczekiwania, które niewątpliwie jest częścią życia, ale prowadzi też do pewnych napięć. Z utęsknieniem oczekujemy na koniec inflacji, wojny na Ukrainie. Przed narodzeniem Jezusa panowało napięcie oczekiwania na Mesjasza. Jan Chrzciciel przyszedł z otrzeźwiającym poselstwem, które można porównać do wielkiego ewangelizacyjnego wybuchu lub zobaczenia w lusterku wstecznym, samochodu z błyskającymi światłami policji, by się zatrzymać. Dopóki Jan Chrzciciel nie pojawił się na scenie ze swoim ostrzegawczym przesłaniem: „Przygotujcie drogę Panu, prostujcie przed Nim ścieżki”, myślę, że ludzie odczuwali dreszcze, gdy słyszeli te słowa wypowiedziane przez proroka Izajasza.

Dziś możemy mówić o oczekiwaniu, bo za kilka dni będziemy wspominać narodzenie Jezusa, a w naszym kraju ma ono bardzo bogatą tradycję, niestety często niemającą nic wspólnego z ewangelicznym przekazem. W myśl cytowanej zachęty zadaję sobie pytanie, czy przygotowujemy się lub już jesteśmy gotowi spotkać się z tym, który jest Mesjaszem, a narodził się jak każde dziecko i dać przed Bogiem odpowiedź, kim On jest dziś dla nas?

W przywołanym tekście spotykamy Jana Chrzciciela, który był zwykłym człowiekiem do niezwykłego zadania. Używając współczesnego porównania, Jan pojawił się jak James Bond lub służby BOR-u, przygotowujący teren dla wizyty np. prezydenta. Jego zadaniem było przygotować drogę rozpoczynającemu służbę publiczną Jezusowi. Jan był ostatnim z proroków Starego Testamentu i tylko On miał przywilej wejrzenia w to, co inni mogli widzieć z daleka, jak przez mgłę. Ciekawostką jest, że w przekazie ewangelicznym spotykamy Jana w tym samym miejscu, w tym samym ubraniu i z tym samym przesłaniem:

Pokutujcie; albowiem się przybliżyło królestwo niebieskie”.

Jan nacisnął przycisk „pokutujcie, prostujcie, wyrównujcie” i był bardzo konsekwentny. Jan przyszedł powiedzieć wszystkim, że Jezus jest gałązką, która wyrasta z pnia Jessego. Jezus jest spełnieniem obietnicy Boga. Głównym celem jego posługi było ogłoszenie i przygotowanie drogi Mesjasza. Jan daje nam zupełnie inną listę rzeczy, które musimy zrobić, aby być gotowym na spotkanie z naszym Panem. Rzeczy, które mogą okazać się trudniejsze do zrobienia niż te zwyczajowe. Jego przesłanie było czymś więcej niż przedświąteczną rozgrzewką. Jego zadaniem było przygotowanie ludzi do spotkania z Synem Bożym, który miał rozpocząć swoją publiczną posługę, a nie tylko cieszyć się wieczorem kolęd.

Przypadł Janowi najtrudniejszy instrument w ewangelicznej orkiestrze, zagrać drugie skrzypce. Zwykle ludzi nie zadowala rola drugoplanowa. Właśnie dlatego nie znamy kaskaderów w filmach. Właśnie dlatego nie znamy rezerwowych muzyków w zespołach. Ludzie chcą być zauważani, ważni, nr 1.

W sytuacji Jana było inaczej. On wiedział, że miał ważną rolę, ale nie najważniejszą. On akceptował bycie drugim.

Zapomnij, jeśli myślisz, że świat potrzebuje usłyszeć i widzieć ciebie. Posłaniec nie jest ważniejszy niż wiadomość.

Jan Chrzciciel przebywał na pustyni. Nie miał wpływowych przyjaciół ani władzy politycznej. Nie zaczynał od rzeczy, które ludzie chcieli usłyszeć. Nie ograniczał swojego przesłania do mówienia o Bogu kochającym i akceptującym wszystkich. Nie motywował, jak sprawić, by nabożeństwa były ekscytujące, ciepłe i przyjazne, ponieważ złamał niemal każdą zasadę motywacyjną, aby być ludźmi sukcesu. Jan był świadomy świętości Boga i nienawiści do grzechu. Wiedział, że jesteśmy odpowiedzialni przed Bogiem za nasze czyny. Nie był zadowolony z powierzchownych rozwiązań. Przechodził prosto do rzeczy – pokutujcie!!! „Przynoście owoce godne opamiętania”. Odpowiedzi Jana były boleśnie praktyczne. Nie były to pobożne ogólniki.

Jeśli twoje serce nie jest w porządku przed Bogiem, musisz to naprawić, pokutować, opamiętać się, wyprostować co krzywe.

Do tłumów, które przychodziły, mówił: „Plemię żmijowe, kto wam podsunął myśl, że można uciec przed nadchodzącym gniewem?” Do celników: „Nie pobierajcie nic więcej ponad to, co wam się należy”. Do żołnierzy: „Nikomu nie dokuczajcie i niczego nie wymuszajcie. Niech wam wystarczy wasz żołd”. To jest prostowanie, krętych dróg życia.

Sceptyk woła: „Boże, jeśli jesteś tam w górze, to powiedz co mam czynić?”

Odpowiedź: „nakarm głodnego, podziel się z biednym, bądź sprawiedliwy”.

Sceptyk na to: „tak tylko testuję”.

Głos z góry: „Ja też tylko testuję”.

Bóg nie słucha tego, co mówimy, ale szuka tego, co robimy”.

Dlaczego ludzie przychodzili słuchać tego proroka na pustyni? Jan dał im wizję, że Bóg zrobi wśród nich coś wyjątkowego. I zaapelował, aby się przygotowali. Jan wiedział, że ogłasza królewskie orędzie, że Bóg przychodzi do swego ludu. Przygotowuje nową rzeczywistość i chce nowych, zmienionych ludzi. Pokuta ma być sposobem na życie, a nie tylko jednorazowym wydarzeniem. Owoce pokuty nie były próbą uratowania się od naszych grzechów, ale konkretnym, praktycznym dowodem na to, że życie zostało dotknięte i poruszone miłosierdziem Bożym.

Jan zwracał uwagę, że jeśli pokuta jest prawdziwa, to wpłynie na sposób, w jaki żyjemy.

Jest coś nowego w wezwaniu Jana: „przybliżyło się królestwo niebieskie”. Jan proklamuje nową rzeczywistość. Możemy wybrać, by być częścią gotową albo nie.

Ludzie myślą, że pokutować, to znaczy – być smutnym. Owszem niektórzy są smutni, że dali się złapać na grzechu, ale nie, że grzech pozbawia ich Królestwa. Pokuta jest darem, w którym odnajdujemy Boże miłosierdzie. Jan, później Jezus wzywają do zresetowania życia i wrócenia do Boga, „…ponieważ królestwo nieba zbliżyło się”.

Czy przygotowujemy się lub już jesteśmy gotowi spotkać się z tym, którego narodzenie chcemy wspominać?

Poselstwo Jana przynosi nadzieję, byśmy wiedzieli i uwierzyli, że Bóg dał rozwiązanie. Jan proklamuje, że drzwi są otwarte dla każdego, kto chce otrzymać łaskę i przebaczenie.

Jan w pokucie i rozumieniu jej jest radykalny. Tak więc w codziennej szarości, marazmie, frustracji nie unikajmy Jana. On ciągle w tym samym miejscu mówi te same rzeczy – Jezus Chrystus jest tutaj!

Jan przygotowuje świat dla Chrystusa.

Celem Jana nie było udzielić informacji, ale sprowokować zmianę w życiu jego słuchaczy.

To już nie było „coś”, „kiedyś”, „pewnego dnia”, to było teraz! Cisza była bardzo długa, 400 lat, ale teraz, Bóg wszedł na scenę. Jan ma przywilej to ogłosić.

Niektórzy usiłują przedefiniować grzech, by nie ranić uczuć, zamiast wzywać do pokuty, do przyznania się, niektórzy powiedzą: „Jezus kocha ciebie i nie chce spowodować w tobie jakiejś traumy, sprawić, że będziesz smutny”.

Słowo Boga się nie zmienia. Możesz Biblię przeredagować, zmniejszyć, przepisać pomijając niewygodne teksty, zostawić tylko okładki, ale to nie ma znaczenia, Słowo Boga się nie zmienia.

Większość usprawiedliwia swój styl życia, usprawiedliwia myślenie i zachowanie. Jeśli zlekceważymy pokutę, jeśli zło akceptujemy, to nie denerwujmy się, kiedy nasze dzieci naśladują nas.

Jezus głosząc, nie pytał: „co myślisz”, ale wprost powiada, „to jest droga dla każdego – nawróćcie się”.

Pokuta to nie jest mandat od Boga, ale prezent, dar.

Jeśli wyznajemy nasze grzechy, to Bóg, który jest wierny i sprawiedliwy, odpuści nam grzechy i oczyści nas z wszelkiej nieprawości” (1 Jan 1,9).

Prawdziwe nawrócenie polega na tym, że człowiek dokonuje takiego zwrotu, że stoi stale przed Bogiem”.

Dla każdego z nas, Królestwo Boga jest teraz.

Naszą największą potrzebą było przebaczenie, Bóg wysłał nam Zbawiciela. Jego wspominamy.

Chrześcijaństwo nie jest czymś, co może zostać wybrane z bufetu religijnych opcji.

Ludzie myślą, że mogą wybrać: być chrześcijaninem, albo wybrać części, które lubią i zostawić te, których nie lubią, lub nie wybierać absolutnie niczego.

Stajesz się jednak chrześcijaninem, kiedy czegoś co Biblia nazywa „nawróceniem” doświadczasz.

Bóg buduje nowy świat. I ten nowy świat wymaga nowych ludzi.

Czy możesz odważyć się marzyć o świecie, w którym cały biznes odbywa się uczciwie?

Czy wyobrażasz sobie świat bez znęcania się, bez chciwości, bez wykorzystania innego?

Każda dolina zostanie zasypana, każda góra i pagórek zostaną zrównane, kręte drogi będą wyprostowane, a nierówności wygładzone. Każdy człowiek zobaczy zbawienie Boga” (Łk 3.4-6).

W naszym świecie istnieje wiele nierówności. Jest wiele bólu, trudności i cierpienia, nie tylko w naszym świecie, ale w pobliżu miejsca, w którym żyjemy. Dlaczego jest tak, że nikt nie chce czytać wskazówek, instrukcji obsługi? Myślę, że każdy człowiek ma trochę w sobie z ducha MacGyver, niektórzy bardziej niż inni. Kiedy składasz jakiś mebel, nie potrzebujesz wskazówek? Dopóki żona nie zapyta: „po co został ten mały kawałek?”. Duchowi MacGayverowie przecież wiedzą!.

Moje życzenie:

aby świątecznym prezentem numer jeden było zmienione życie, wyprostowane, podniesione do godności chrześcijanina według woli Boga. Takie jest moje oczekiwanie wspominania narodzenia Jezusa.

TAKI JEST EFEKT WIELKIEGO WYBUCHU MIŁOŚCI BOGA.