Wielki wybuch

Wielki wybuch

Początek Dobrej Nowiny o Jezusie Chrystusie, Synu Boga. Jak jest napisane u proroka Izajasza: Oto posyłam przed Tobą Mojego wysłannika, który Tobie przygotuje drogę. Głos wołającego na pustyni: Przygotujcie drogę Panu, prostujcie przed Nim ścieżki” (Mr 1,1-3).

 

Wydaje się, że wszystkie wiadomości w obecnym czasie, to złe wiadomości. Serwisy informacyjne nastawione są tylko na to, co się sprzedaje. Tragiczna prawda jest taka, że sprzedają się złe wiadomości. Średnia długość tzw. mediana wiadomości to 41 sekund, to za mało informacji, które pozwolą sformułować opinię na dany temat. To tylko wystarczająco dużo, aby przyciągnąć uwagę.

Polska noblistka Olga Tokarczuk powiada: „dzisiejsi ludzie „szklano-ekranu” są tylko takimi wiadomościami karmieni, jest to pewien psychologiczny syndrom”.

Potrzebujemy dobrych wiadomości… ale nie sześćdziesiąt sekund. Potrzebujemy dobrych wiadomości, które możemy przetrawić, które mogą wypełnić serce i umysł, mogą zmienić sposób myślenia, a tym samym sposób, w jaki żyjemy. Potrzebujemy dobrych wiadomości, które trwają dłużej niż usługa niedzielna. Potrzebujemy dobrych wiadomości, które trwają całe życie.

Przygotowujemy się na kolejny czas świąteczny. Myślę, że diametralnie inny niż w latach poprzednich. Czas pozbawiony tzw. świątecznej gorączki. Mimo wszystko potrzebujemy pewnego przygotowania do świątecznego czasu. Nie chodzi o przystrojoną choinkę, kolorowe światełka, produkty na świąteczny stół, prezenty, świąteczne kartki itp.

Jest jedna postać świąteczna, jakiej nigdy nie widziałem na świątecznej kartce. Czy kiedykolwiek otrzymaliście kartkę z życzeniami z Janem Chrzcicielem? Jan Chrzciciel i kartka z życzeniami „Wesołych Świąt” wydaje się niewłaściwą. Czy na pewno?

Ewangelista Marek rozpoczyna swoją ewangelię, koncentrując się na Janie. Nie ma chórów aniołów, zamiast tego zaczyna się opowieść o przyjściu Jezusa z prorokiem w tle. W ten sposób ewangelista Marek dodaje nową postać do dobrej nowiny o wcieleniu Chrystusa. Ewangelista Marek rozpoczyna od „wielkiego wybuchu”, wybuchu Dobrej Nowiny.

Niektórzy mówili o Janie, że był religijnym ekscentrykiem. Wydaje się, że nie pasuje do pasterzy i mędrców oraz innych postaci, które kojarzymy z historią narodzenia Jezusa. Był to jednak sługa Boży, który został namaszczony jako herold promujący misję Jezusa na ziemi. Wydaje się, że lepszej osoby nie było. Jan rozumiał Boży zamiar, by wstrząsnąć fundamentami religijnej stagnacji. Po 400 latach milczenia, Jan miał przywilej nacisnąć przycisk wielkiego wybuchu, wydarzenia otwierającego drogę do zbawienia.

Żyjemy w stanie oczekiwania, które niewątpliwie jest częścią życia, ale prowadzi też do pewnych napięć. Z utęsknieniem oczekujemy na koniec inflacji, wojny na Ukrainie. Przed narodzeniem Jezusa panowało napięcie oczekiwania na Mesjasza. Jan Chrzciciel przyszedł z otrzeźwiającym poselstwem, które można porównać do wielkiego ewangelizacyjnego wybuchu lub zobaczenia w lusterku wstecznym, samochodu z błyskającymi światłami policji, by się zatrzymać. Dopóki Jan Chrzciciel nie pojawił się na scenie ze swoim ostrzegawczym przesłaniem: „Przygotujcie drogę Panu, prostujcie przed Nim ścieżki”, myślę, że ludzie odczuwali dreszcze, gdy słyszeli te słowa wypowiedziane przez proroka Izajasza.

Dziś możemy mówić o oczekiwaniu, bo za kilka dni będziemy wspominać narodzenie Jezusa, a w naszym kraju ma ono bardzo bogatą tradycję, niestety często niemającą nic wspólnego z ewangelicznym przekazem. W myśl cytowanej zachęty zadaję sobie pytanie, czy przygotowujemy się lub już jesteśmy gotowi spotkać się z tym, który jest Mesjaszem, a narodził się jak każde dziecko i dać przed Bogiem odpowiedź, kim On jest dziś dla nas?

W przywołanym tekście spotykamy Jana Chrzciciela, który był zwykłym człowiekiem do niezwykłego zadania. Używając współczesnego porównania, Jan pojawił się jak James Bond lub służby BOR-u, przygotowujący teren dla wizyty np. prezydenta. Jego zadaniem było przygotować drogę rozpoczynającemu służbę publiczną Jezusowi. Jan był ostatnim z proroków Starego Testamentu i tylko On miał przywilej wejrzenia w to, co inni mogli widzieć z daleka, jak przez mgłę. Ciekawostką jest, że w przekazie ewangelicznym spotykamy Jana w tym samym miejscu, w tym samym ubraniu i z tym samym przesłaniem:

Pokutujcie; albowiem się przybliżyło królestwo niebieskie”.

Jan nacisnął przycisk „pokutujcie, prostujcie, wyrównujcie” i był bardzo konsekwentny. Jan przyszedł powiedzieć wszystkim, że Jezus jest gałązką, która wyrasta z pnia Jessego. Jezus jest spełnieniem obietnicy Boga. Głównym celem jego posługi było ogłoszenie i przygotowanie drogi Mesjasza. Jan daje nam zupełnie inną listę rzeczy, które musimy zrobić, aby być gotowym na spotkanie z naszym Panem. Rzeczy, które mogą okazać się trudniejsze do zrobienia niż te zwyczajowe. Jego przesłanie było czymś więcej niż przedświąteczną rozgrzewką. Jego zadaniem było przygotowanie ludzi do spotkania z Synem Bożym, który miał rozpocząć swoją publiczną posługę, a nie tylko cieszyć się wieczorem kolęd.

Przypadł Janowi najtrudniejszy instrument w ewangelicznej orkiestrze, zagrać drugie skrzypce. Zwykle ludzi nie zadowala rola drugoplanowa. Właśnie dlatego nie znamy kaskaderów w filmach. Właśnie dlatego nie znamy rezerwowych muzyków w zespołach. Ludzie chcą być zauważani, ważni, nr 1.

W sytuacji Jana było inaczej. On wiedział, że miał ważną rolę, ale nie najważniejszą. On akceptował bycie drugim.

Zapomnij, jeśli myślisz, że świat potrzebuje usłyszeć i widzieć ciebie. Posłaniec nie jest ważniejszy niż wiadomość.

Jan Chrzciciel przebywał na pustyni. Nie miał wpływowych przyjaciół ani władzy politycznej. Nie zaczynał od rzeczy, które ludzie chcieli usłyszeć. Nie ograniczał swojego przesłania do mówienia o Bogu kochającym i akceptującym wszystkich. Nie motywował, jak sprawić, by nabożeństwa były ekscytujące, ciepłe i przyjazne, ponieważ złamał niemal każdą zasadę motywacyjną, aby być ludźmi sukcesu. Jan był świadomy świętości Boga i nienawiści do grzechu. Wiedział, że jesteśmy odpowiedzialni przed Bogiem za nasze czyny. Nie był zadowolony z powierzchownych rozwiązań. Przechodził prosto do rzeczy – pokutujcie!!! „Przynoście owoce godne opamiętania”. Odpowiedzi Jana były boleśnie praktyczne. Nie były to pobożne ogólniki.

Jeśli twoje serce nie jest w porządku przed Bogiem, musisz to naprawić, pokutować, opamiętać się, wyprostować co krzywe.

Do tłumów, które przychodziły, mówił: „Plemię żmijowe, kto wam podsunął myśl, że można uciec przed nadchodzącym gniewem?” Do celników: „Nie pobierajcie nic więcej ponad to, co wam się należy”. Do żołnierzy: „Nikomu nie dokuczajcie i niczego nie wymuszajcie. Niech wam wystarczy wasz żołd”. To jest prostowanie, krętych dróg życia.

Sceptyk woła: „Boże, jeśli jesteś tam w górze, to powiedz co mam czynić?”

Odpowiedź: „nakarm głodnego, podziel się z biednym, bądź sprawiedliwy”.

Sceptyk na to: „tak tylko testuję”.

Głos z góry: „Ja też tylko testuję”.

Bóg nie słucha tego, co mówimy, ale szuka tego, co robimy”.

Dlaczego ludzie przychodzili słuchać tego proroka na pustyni? Jan dał im wizję, że Bóg zrobi wśród nich coś wyjątkowego. I zaapelował, aby się przygotowali. Jan wiedział, że ogłasza królewskie orędzie, że Bóg przychodzi do swego ludu. Przygotowuje nową rzeczywistość i chce nowych, zmienionych ludzi. Pokuta ma być sposobem na życie, a nie tylko jednorazowym wydarzeniem. Owoce pokuty nie były próbą uratowania się od naszych grzechów, ale konkretnym, praktycznym dowodem na to, że życie zostało dotknięte i poruszone miłosierdziem Bożym.

Jan zwracał uwagę, że jeśli pokuta jest prawdziwa, to wpłynie na sposób, w jaki żyjemy.

Jest coś nowego w wezwaniu Jana: „przybliżyło się królestwo niebieskie”. Jan proklamuje nową rzeczywistość. Możemy wybrać, by być częścią gotową albo nie.

Ludzie myślą, że pokutować, to znaczy – być smutnym. Owszem niektórzy są smutni, że dali się złapać na grzechu, ale nie, że grzech pozbawia ich Królestwa. Pokuta jest darem, w którym odnajdujemy Boże miłosierdzie. Jan, później Jezus wzywają do zresetowania życia i wrócenia do Boga, „…ponieważ królestwo nieba zbliżyło się”.

Czy przygotowujemy się lub już jesteśmy gotowi spotkać się z tym, którego narodzenie chcemy wspominać?

Poselstwo Jana przynosi nadzieję, byśmy wiedzieli i uwierzyli, że Bóg dał rozwiązanie. Jan proklamuje, że drzwi są otwarte dla każdego, kto chce otrzymać łaskę i przebaczenie.

Jan w pokucie i rozumieniu jej jest radykalny. Tak więc w codziennej szarości, marazmie, frustracji nie unikajmy Jana. On ciągle w tym samym miejscu mówi te same rzeczy – Jezus Chrystus jest tutaj!

Jan przygotowuje świat dla Chrystusa.

Celem Jana nie było udzielić informacji, ale sprowokować zmianę w życiu jego słuchaczy.

To już nie było „coś”, „kiedyś”, „pewnego dnia”, to było teraz! Cisza była bardzo długa, 400 lat, ale teraz, Bóg wszedł na scenę. Jan ma przywilej to ogłosić.

Niektórzy usiłują przedefiniować grzech, by nie ranić uczuć, zamiast wzywać do pokuty, do przyznania się, niektórzy powiedzą: „Jezus kocha ciebie i nie chce spowodować w tobie jakiejś traumy, sprawić, że będziesz smutny”.

Słowo Boga się nie zmienia. Możesz Biblię przeredagować, zmniejszyć, przepisać pomijając niewygodne teksty, zostawić tylko okładki, ale to nie ma znaczenia, Słowo Boga się nie zmienia.

Większość usprawiedliwia swój styl życia, usprawiedliwia myślenie i zachowanie. Jeśli zlekceważymy pokutę, jeśli zło akceptujemy, to nie denerwujmy się, kiedy nasze dzieci naśladują nas.

Jezus głosząc, nie pytał: „co myślisz”, ale wprost powiada, „to jest droga dla każdego – nawróćcie się”.

Pokuta to nie jest mandat od Boga, ale prezent, dar.

Jeśli wyznajemy nasze grzechy, to Bóg, który jest wierny i sprawiedliwy, odpuści nam grzechy i oczyści nas z wszelkiej nieprawości” (1 Jan 1,9).

Prawdziwe nawrócenie polega na tym, że człowiek dokonuje takiego zwrotu, że stoi stale przed Bogiem”.

Dla każdego z nas, Królestwo Boga jest teraz.

Naszą największą potrzebą było przebaczenie, Bóg wysłał nam Zbawiciela. Jego wspominamy.

Chrześcijaństwo nie jest czymś, co może zostać wybrane z bufetu religijnych opcji.

Ludzie myślą, że mogą wybrać: być chrześcijaninem, albo wybrać części, które lubią i zostawić te, których nie lubią, lub nie wybierać absolutnie niczego.

Stajesz się jednak chrześcijaninem, kiedy czegoś co Biblia nazywa „nawróceniem” doświadczasz.

Bóg buduje nowy świat. I ten nowy świat wymaga nowych ludzi.

Czy możesz odważyć się marzyć o świecie, w którym cały biznes odbywa się uczciwie?

Czy wyobrażasz sobie świat bez znęcania się, bez chciwości, bez wykorzystania innego?

Każda dolina zostanie zasypana, każda góra i pagórek zostaną zrównane, kręte drogi będą wyprostowane, a nierówności wygładzone. Każdy człowiek zobaczy zbawienie Boga” (Łk 3.4-6).

W naszym świecie istnieje wiele nierówności. Jest wiele bólu, trudności i cierpienia, nie tylko w naszym świecie, ale w pobliżu miejsca, w którym żyjemy. Dlaczego jest tak, że nikt nie chce czytać wskazówek, instrukcji obsługi? Myślę, że każdy człowiek ma trochę w sobie z ducha MacGyver, niektórzy bardziej niż inni. Kiedy składasz jakiś mebel, nie potrzebujesz wskazówek? Dopóki żona nie zapyta: „po co został ten mały kawałek?”. Duchowi MacGayverowie przecież wiedzą!.

Moje życzenie:

aby świątecznym prezentem numer jeden było zmienione życie, wyprostowane, podniesione do godności chrześcijanina według woli Boga. Takie jest moje oczekiwanie wspominania narodzenia Jezusa.

TAKI JEST EFEKT WIELKIEGO WYBUCHU MIŁOŚCI BOGA.

Czytaj, słuchaj, zachowuj

Czytaj, słuchaj, zachowuj

Objawienie Jezusa Chrystusa, które dał Mu Bóg, aby pokazał swoim sługom to, co musi się stać wkrótce. Ukazał je, przez wysłanego swojego anioła, swemu słudze Janowi. On potwierdził, że to, co widział, jest Słowem Boga i świadectwem Jezusa Chrystusa. Błogosławiony ten, który odczytuje, i ci, którzy słuchają słów proroctwa, i zachowują to, co jest w nim napisane, bo czas jest bliski” (Obj 1,1–3).

 

Nowy Testament zaczyna się i kończy błogosławieństwami. W Ew. Mateusza Jezus mówi o błogosławieństwach w swym programowym Kazaniu na Górze i ten uwielbiony Jezus w księdze Objawienia zamyka swoje poselstwo również błogosławieństwami.

Księga Objawienia jest świadectwem przekazanym apostołowi Janowi podczas zesłania na wyspę Patmos. Świadectwo Jana nie ma na celu apokaliptycznej ciekawości, aby uwrażliwić intelekt, ale poinformować chrześcijan, jak mają żyć w świetle aktualnej historii. Księga, która pociąga za sobą etyczny obowiązek.

Księga Objawienia jest księgą, która najczęściej mówi o wydarzeniach, które jeszcze nie miały miejsca. Objawienie nie daje nowych informacji na temat życia i wiary w Chrystusa. Natomiast przedstawia w nowy sposób eschatologiczną przyszłość, która wchodzi w nową fazę.

Lektura tej księgi ma być źródłem naszego błogosławieństwa. Czytający, jak i słuchacze będą odbiorcami Bożej łaski. Ze względu na upływający czas i dni ostateczne, każdy wierzący jest zachęcany do lektury księgi; „czas bowiem jest bliski”.

To, jaki jest teraz ten czas?

Czas jest pojęciem względnym. O tym, czy jest on długi, czy krótki decyduje sytuacja. Zilustrujmy to przykładem: jeśli siedzimy w wygodnym fotelu czytając interesującą książkę, nie zauważamy jak minęło kilka godzin. Gdyby jednak posadzono nas na rozpalonej płycie na 5 sekund, mielibyśmy wrażenie, że minęła wieczność.

Jeśli Objawienie mówi o czasie, to musimy mieć na względzie jego relatywność zależną od sytuacji.

Wszyscy, którzy czytają, słyszą i zachowują to proroctwo, otrzymają specjalne błogosławieństwo od Boga. Gdy mówimy o błogosławieństwie, to niejako ap. Paweł daje nam pewien komentarz:

…chwilowy ucisk przynosi nam przeogromną obfitość wiekuistej chwały, nam, którzy nie patrzymy na to, co widzialne, ale na to co niewidzialne…” (2 Kor 4,17-18).

Bóg objawia się w Biblii jako Bóg nadziei.

A Bóg nadziei niech was napełni wszelką radością i pokojem w wierze, abyście dzięki mocy Ducha Świętego obfitowali w nadzieję” (Rz 15,13).

Ta nadzieja to nie jest jakaś „mglista możliwość”, ale osobowa, racjonalna, to Jezus Chrystus.

Paweł, apostoł Chrystusa Jezusa z nakazu Boga, naszego Zbawiciela, i Chrystusa Jezusa, naszej nadziei” (1 Tym 1,1).

Charakterystyczną cechą naszych czasów jest oczekiwanie na to, co przyniesie przyszłość. Popycha to często ludzi w różne dziedziny życia, które dałyby odpowiedź, jaką ona będzie. Obecnie wypuszczane są z uśpionego worka różnego rodzaju proroctwa, wizje, przepowiednie, spekulacje na temat zakończenia dziejów ludzkości na ziemi. Nie byłoby w tym nic dziwnego, ponieważ oczekujemy zgodnie z zapowiedziami Biblii, realizacji proroctw odnośnie powtórnego przyjścia Jezusa, gdyby nie fakt nadużyć, jakich dokonują ludzie zajmujący się sprawami eschatologicznymi (tzw. teolodzy chałupnicy), czy też pseudo eschatologicznymi. Szukając uspokojenia nastrojów, rozbudzonych oczekiwań, powinniśmy czynić to bardzo ostrożnie, gdyż przejście od Słowa Bożego do wróżbiarstwa jest bardzo łatwe.

Księga Objawienia ma tendencję do pojawienia się w usługach kaznodziejskich, gdy pojawiają się czasy trudności. Kiedy mamy czas spokoju, ta sama księga jest mniej akcentowana w życiu kościoła. Być może w tym znajduje się jeden z celów, aby przesłanie jej było lekarstwem dla naszej wiary w czasach trudnych. Księga Objawienia ma przesłanie, które daje nam nadzieję.

Nie możemy drżeć ze strachu, ale oczekujmy w nadziei.

Księga nie przedstawia jedynie nadejścia czasów grozy, destrukcyjnej mocy i działalności szatana, jego ataków na naśladowców Jezusa. Jest to jedyna księga; która mówi o pięknie miejsca, do którego zdążamy. Ukazuje Jezusa, Baranka Bożego w majestacie, na tronie chwały. Uwielbionego Zbawiciela, Lwa z pokolenia Judy, w którego uwierzyliśmy. Przesłanie jest bardziej o posłuszeństwie, niż wiedzy jak wszystko się ułoży.

Jakich rzeczy możemy być pewni, czytając księgę Objawienia?

Błogosławiony ten, który odczytuje, i ci, którzy słuchają słów proroctwa, i zachowują to, co jest w nim napisane, bo czas jest bliski”.

Jest to pierwsze z siedmiu błogosławieństw, o których wspomina Jan w Apokalipsie.

1. Bóg chce, abyśmy księgę przeczytali.

Powinniśmy w sposób zdecydowany odsyłać ludzi do Biblii, a nie książek, bo niektóre z nich jedynie mogą być traktowane jak kryminały Agaty Christie.

Błogosławiony ten, który odczytuje”.

Istnieje pewna anegdota o słynnym malarzu Picasso, który pokazuje swój najnowszy obraz rzeźbiarzowi Rodinowi. Rodin spojrzał na niepodpisany obraz, potem obrócił go w jedną stronę, obrócił w drugą, w końcu odwrócił go do góry nogami. Zaoferował radę Picasso: „cokolwiek jeszcze namalujesz, podpisz, to będziemy wiedzieć, w jaki sposób go powiesić!”

To, co Bóg mówi do nas w swym arcydziele w pewnym sensie, musimy wiedzieć „w którą stronę powiesić obraz”, jeśli chcemy zrozumieć, co czytamy. Każdy naśladowca Chrystusa powinien mieć wiedzę na temat Słowa Bożego i musi wiedzieć, co ta księga zawiera.

Kluczem do znalezienia Bożego błogosławieństwa jest odnalezienie woli i celu Boga dla nas. Znając Słowo Boże, jesteśmy uwolnieni od fałszywych poglądów o Bogu i fałszywych dróg do Boga.

2. Bóg nie chce, aby przy tym słowie manipulowano.

Ja oświadczam każdemu, kto słucha słów proroctwa tej księgi: Jeśli ktoś doda coś do nich, to Bóg doda mu plag opisanych w tej księdze. A jeśli ktoś ujmie coś ze słów księgi tego proroctwa, to Bóg ujmie mu z jego udziału w drzewie życia i w mieście świętym, opisanych w tej księdze” (Obj 22,18-19).

Ostrzeżenie zbudowane jest na zasadzie proporcjonalnej symetrii: kto doda lub ujmie będzie miał dodane plagi, które dodaje Bóg. Jest rzeczą niebezpieczną, by majstrować lub zmieniać coś w Biblii. Podstawą ma być Biblia, a nie nasze interpretacje. Biblia ma na celu zmianę naszego życia, a nie tylko informacje, które upchniemy w komórkach naszego mózgu.

Przyszłość jest bardzo jasna w jednej kwestii – Jezus powróci. Nie ma wątpliwości – Bóg powiedział i tak będzie!

W tej księdze znajduję odpowiedzi, a są one proste! Jezus jest na tronie…, Jezus powróci.

Kościół jest błogosławiony myślą o powrocie Chrystusa, zgubiony świat opłakuje myśl Jego powrotu, ponieważ Go odrzucił.

Objawienie jest księgą dla każdego, kto chce być błogosławiony. Na szczęście Jan nie powiedział, że musimy zrozumieć wszystko w Objawieniu, aby być błogosławionymi. Nawet jeśli chrześcijanin, pomyli się co do szczegółów – nadal będzie mile widziany w niebie.

Słowo to nie znaczy, aby przechowywać je w szufladzie. Jest kluczem do życia pełnego sensu i celu. Nie będziesz żałować tego, że poświeciłeś życie Bogu, ale będziesz żałować, jeśli wiesz więcej o Giełdzie Papierów Wartościowych, o piłce nożnej, o samochodach i urządzaniu domu niż o tej księdze Słowa Bożego.

Życie jest krótkie, niebo jest prawdziwe… to nie jest gra.

Błogosławiony ten, który odczytuje”

Wartością tej księgi jest to, że zapewnia orientację w czasie. Kto z dystansu spogląda na tę księgę, widzi w niej tylko zagadki, jakieś mętne niezrozumiałe poselstwo.

Błogosławiony ten, który odczytuje, i ci, którzy słuchają słów proroctwa”

Bóg może mówić do nas przez innych; chce jednak, abyśmy nauczyli się rozpoznawać Jego głos dla siebie. Bóg dziś mówi w sposób pełen miłości, ale stanowczo – słuchaj!!!

Nie możemy być jak magnetofon lub papuga, powtarzając, co ktoś słyszał, gdzieś, komuś opowiadał, ale osobiście nie czytali.

Zachowaj

Żona Lota słyszała, ale nie zachowała słowa.

Bileam usłyszał, ale nie posłuchał.

Bądźcie więc wykonawcami Słowa, a nie tylko słuchaczami, oszukującymi samych siebie” (Jak 1,22).

Nie czytamy Słowa Bożego, aby coś udowodnić, zanurzamy się w nim, aby stać się kimś.

Człowiek uczy się rozumieć, że można być błogosławionym, szczęśliwym pomimo wielu przeciwności i niepowodzeń.

Błogosławieństwo to trudny znak nadziei.

Błogosławieni, bo wiemy, jakie jest zakończenie i gdzie jest nasza ojczyzna. Błogosławieństwa nie są pobożnymi życzeniami, które zrealizują się kiedyś w niebie, ale realizują się tu na ziemi i dają gwarancję wejścia do Królestwa Bożego.

Błogosławieństwo wypowiedziane jest nie tylko do tych, którzy czytają i słuchają proroctwa, ale szczególnie do tych, którzy zachowują to, co w nim jest zapisane.

Niektórzy ludzie odrzucają Biblię, ponieważ dla nich jest to niewygodna księga zasad, ale jak chciałbyś żyć bez żadnych zasad? Spróbuj poruszać się samochodem bez żadnych zasad, a szybko zobaczysz chaos.

Biblia to znacznie więcej niż zasady. Znajdujemy również na jej stronach pocieszenie dla każdego i nadzieję, która oddala nasz strach.

A. Tozer napisał: „Pismo Święte mówi nam to, czego nigdy nie moglibyśmy się nauczyć w żaden inny sposób. Mówi nam, kim jesteśmy, skąd jesteśmy, dlaczego tu jesteśmy i co musimy zrobić, gdy tu pozostaniemy. Studiujmy ją, módlmy się, żyjmy nią i przekazujmy ją dalej!”

Każdy błogosławiony jest szczęśliwy, ale nie każdy szczęśliwy jest błogosławionym.

PRZYLĄDEK DOBREJ NADZIEI

PRZYLĄDEK DOBREJ NADZIEI

Z nieba usłyszałem polecenie: Napisz: Błogosławieni są odtąd ludzie, którzy umierają w Panu. Tak — mówi Duch. — Tacy będą mogli odpocząć po swoich trudach. Ich czyny bowiem podążają za nimi” (Obj 14.13).

„Święto zmarłych”, skłania do refleksji i zadumy. Chyba nie będzie człowieka, który myślami nie powędruje ku wspomnieniu tych, którzy już odeszli do wieczności. Kto z nas nie myślał o takiej chwili, w której można by spotkać się z tymi, którzy od nas odeszli. Może chcielibyśmy im jeszcze coś powiedzieć, podziękować, może przeprosić. Niestety jest to niemożliwe i czego nie uczyniliśmy za życia, tego po ich śmierci już nie naprawimy.

Śmierć jest wpisana w nasze życie, nic nie ma wspólnego z tym, co o niej myślimy i kogo za nią będziemy oskarżać.

Śmierć jest niepożądanym tematem.

Chciałbym byśmy jednak powędrowali w rozmyślaniu do pozytywnego miejsca, które nazwałem „Przylądkiem Dobrej Nadziei”.

Najbardziej wysuniętym na południe punktem Afryki jest punkt, który doświadcza ogromnych burz. Przez wiele lat nikt nawet nie wiedział, co leży poza tym przylądkiem, ponieważ żaden statek próbujący okrążyć ten punkt, nigdy nie wrócił i nikt, by opowiedzieć historię. Europejskim odkrywcą przylądka był w 1488 r. portugalski żeglarz Bartolomeu Dias, który nazwał go „Przylądkiem Burz”, „Cape of Storms”, i nie bez powodu.

Portugalski odkrywca w XVI wieku, Vasco Da Gama, z powodzeniem popłynął wokół tego punktu i znalazł się poza dzikimi szalejącymi burzami. Nazwa Przylądka została zmieniona na „Przylądek Dobrej Nadziei” przez króla Portugalii Jana II. Tyle historii.

Chcę zwrócić naszą uwagę na błogosławieństwo, o którym wspomina księga Objawienia, a które jest dosyć nietypowe.

Błogosławieni są odtąd ludzie, którzy umierają w Panu. Tak — mówi Duch. — Tacy będą mogli odpocząć po swoich trudach. Ich czyny bowiem podążają za nimi”.

Zaczekaj chwilę! Tekst ten jest bardzo często cytowany na uroczystościach pogrzebowych. Błogosławieni umarli? To nie może być prawdą! Śmierć to śmierć. Śmierć jest złą rzeczą, śmierć jest wielką niewiadomą. Właściwie to określenie „błogosławiony” jest zbyt religijnie brzmiącym. Jak możemy wierzyć, że umarli mają być szczęśliwi? Śmierć może być bardzo bolesna i jest bolesna. Co jest szczęśliwego w śmierci? Biblia nazywa śmierć wrogiem.

A jako ostatni wróg zniszczona będzie śmierć” (1 Kor 15,26).

Jak to możliwe, by umarli byli błogosławieni?

Szczęśliwi, ponieważ śmierć przyniosła ulgę w ich bólu, cierpieniu. Nawet ateiści mówią: „dzięki Bogu, ona, on, już nie cierpi”.

Śmierć nie jest zjawiskiem nadprzyrodzonym, jest powszechna i ostateczna. Nikogo nie obejmuje immunitet od śmierci.

Jednego jesteśmy pewni, że naturalnym sposobem opuszczenia ziemskiego życia jest śmierć. Śmierć kończy wszystko i tu wkracza: Przylądek Dobrej Nadziei.

A nie chcemy, bracia, abyście byli w niepewności co do tych, którzy zasnęli, abyście się nie smucili, jak drudzy, którzy nie mają nadziei. Albowiem jak wierzymy, że Jezus umarł i zmartwychwstał, tak też wierzymy, że Bóg przez Jezusa przywiedzie z nim tych, którzy zasnęli” (1Tes 4,13-14).

Chrześcijaństwo wprowadziło nowe określenie dotyczące śmierci: „którzy zasnęli”. Przeświadczenie o istnieniu życia po śmierci spotykamy w wierzeniach każdej kultury. Wierzenia te prowadzą wprost do pewnych zwyczajów, które obserwujemy na cmentarzach, nie koniecznie związanych z przekazem Biblijnym.

Nic nie jest tak pewne, jak śmierć i nic nie jest tak niepewne, jak godzina śmierci.

Czy nam się to podoba, czy nie, kiedyś trzeba będzie zmierzyć się z tym zjawiskiem osobiście.

W modlitwie arcykapłańskiej Jezus modlił się:

Ojcze! Chcę, aby ci, których mi dałeś, byli ze mną, gdzie Ja jestem, aby oglądali chwałę moją, którą mi dałeś” (Jan 17,24).

Biblia ma odpowiedź, która nie kończy się na „Błogosławieni umarli”, ale mówi: „Błogosławieni umarli, którzy umierają w Panu”. Biblia nie potwierdza, że śmierć fizyczna jest końcem. Jest to początek życia wiecznego z Bogiem lub bez. Błogosławieństwo jest ogłaszane dla tych, „którzy są w Panu”.

Psalmista wzmacnia to błogosławieństwo powiadając:

Drogocenna jest w oczach Pana Śmierć wiernych jego” (Ps 116,15).

Życie na ziemi nie jest celem samym w sobie, ale jest przygotowaniem do życia w wieczności z Bogiem.

Droga do błogosławieństwa przebiega przez cmentarz.

Słowo Boże potwierdza, że niezależnie czy ktoś jest wierzący, czy nie, po drugiej stronie jest świadomy swego stanu:

A gdy w krainie umarłych cierpiał męki i podniósł oczy swoje, ujrzał z daleka Abrahama i Łazarza na jego łonie. Wtedy zawołał i rzekł: Ojcze Abrahamie, zmiłuj się nade mną i poślij Łazarza, aby umoczył koniec palca swego w wodzie i ochłodził mi język, bo męki cierpię w tym płomieniu” (Łk 16,23-24).

Jeśli ma to znaczenie, to chcemy inwestować w życie.

Błogosławieni umarli… którzy umierają w Panu”.

Mamy odpowiedź! Błogosławieni, którzy znają Jezusa, którzy zaprosili Chrystusa do swoich serc. Ci, którzy pozostają wierni, kiedy umierają. Czasami różnica jest subtelna. Czasami jest to bardzo oczywiste. Życie nie jest jednym wielkim przypadkiem.

Idziemy na drugą stronę żywi dlatego Ap. Paweł zachęca, by tu na ziemi dokonać przewartościowania życia. Błogosławieni, szczęśliwi, ponieważ dosłownie widzą Jezusa twarzą w twarz!

Co z tymi, którzy nie są w Panu? Cóż, Biblia mówi o nich też, ale nie używa słowa „błogosławiony” lub „szczęśliwy”. Judasz, gdy popełnił samobójstwo, poszedł „na własne miejsce”, na miejsce zatracenia (Dz 1,25).

I morze wydało umarłych, którzy w nim byli, i śmierć, i Hades wydały umarłych, którzy w nich byli. I jeśli ktoś nie został zapisany w księdze życia, został wrzucony do jeziora ognia” (Obj 20,13-15).

Z powyższego wynika, że śmierć ciała nie kończy życia człowieka, mamy obietnicę – „Przylądek Dobrej Nadziei”.

John Lennon jeden z Beatlesów powiedział: „Chrześcijaństwo zniknie. Nie muszę się o to spierać. Mam rację i udowodnię, że mam rację. Jesteśmy teraz bardziej popularni niż Jezus. Nie wiem, co będzie pierwsze – rock n’roll czy chrześcijaństwo”. Czternaście lat później Lennon został zastrzelony przez Marka Davida Chapmana w Nowym Jorku 8 grudnia 1980 roku. Te słowa są poważnym memento”.

Apostoł Paweł poucza chrześcijan w Tessalonice, że „nie mają się smucić, jak poganie, którzy nadziei nie mają”.

Są powody błogosławieństwa, „odpoczną od prac swoich”. To jest obietnica.

Ich czyny podążają za nimi”.

To, co zostawiamy za sobą, to wpływ naszego życia na dobre i na złe. Nasze czyny będą nadal działać, błogosławić i zachęcać nawet po tym, jak osoba poszła już do Pana! Wiele rzeczy kończy się śmiercią. Wspomnienia nie. Dobre czasy, dobre słowa, trwają w sercach i umysłach bliskich. Ci, którzy umierają pozostawiają dziedzictwo, które przez lata, a może nawet pokolenia, jest wspominane przez innych. Śmierć tego nie kończy.

Oto przyjdę wkrótce i Moja zapłata wraz ze Mną, aby oddać każdemu według jego uczynków” (Obj 22,12).

Słowo to przywołuje nas, by rekomendacją chrześcijaństwa było chrześcijańskie życie.

Musimy zrozumieć, że wieczne wartości Nieba, powinny być naszą siłą napędową w tym życiu. To jak punkty oferowane przez sklepy, stacje benzynowe, przy zakupie towarów. Gromadzisz „punkty lojalnościowe” i wymieniasz je później na prezenty, towary. Pan zna nasze życie i widzi naszą wiarę. Nic nie pozostanie niezauważone. Jezus nauczał, że w wieczności czeka nas nagroda.

Radujcie się i weselcie, gdyż wielka jest wasza nagroda w niebie” (Mt 5,12).

Bóg chce, abyś spędził z nim wieczność. Dlatego przyjmujemy Pana Jezusa Chrystusa do swojego życia.

Nadejdzie czas, że każda służba wielka i mała, ta błyszcząca na świeczniku i ta pełniona w komorze, wykonywana w blasku jupiterów i gdzieś na krańcu świata w dżungli, otrzymają swoją zapłatę.

Świat nie oferuje nadziei nieba. Hollywood nie może wyprodukować tego. Nadzieja jest tylko w Jezusie. On jest naszą nadzieją i źródłem naszej nadziei.

Wierzymy, że nasze życie ma swoją ciągłość, nawet gdy opuszczamy ziemski namiot – ciało.

Nie mamy tkliwych wspomnień, ale zwiastowanie, które podrywa nas do chwały, zachwytu, entuzjazmu, że Bóg jest żywym, realnym, obecnym w naszym życiu. Doświadczenie śmierci nie jest miłe, ale rezultat śmierci tak.

Dotrzemy do Przylądka Dobrej Nadziei.

Dopóki Jezus Chrystus nie zmartwychwstał, śmierć była Przylądkiem Burz.

W Bożym świecie nie ma miejsca dla śmierci, jest tylko miejsce dla życia.

Moje życie nie skończy się w powolnej jeździe karawanem.

NASZA UFNOŚĆ

NASZA UFNOŚĆ

„I rzekł do nich Rabszake: Powiedzcie Hiskiaszowi: Tak mówi wielki król, król asyryjski: Na czym opierasz swoją ufność?”

(Izaj 36.4).

Każdy z nas ma własne punkty odniesienia do swojej sytuacji. Tymi punktami odniesienia mogą być: wydarzenia rodzinne, praca, przeżycia duchowe. Każdy z tych punktów odniesienia ma charakter osobisty.

Do chwili zadumy skłania mnie pytanie: „Na czym opierasz swoją ufność?”

Pytanie związane jest z życiem króla Hiskiasza, który objął władzę królewską w Judzie. Jako król rezydujący zaledwie kilka lat przeżył dramat całkowitego upadku państwa Izraelskiego, gdy stolica Samaria została zdobyta przez Sancheryba, a państwo przestało istnieć.

Biblia powiada, że Hiskiasz był królem, który całkowicie polegał na Bogu i tylko jemu ufał. Kiedy jednak minęło 14 lat jego rządów, Sancheryb zagroził Jerozolimie. Sytuacja stała się dramatyczna.

Mógł pytać się Boga, dlaczego taki los go spotkał? Nikt nie był w stanie powstrzymać zalewu Asyryjczyków, a on odważył się powiedzieć Sancherybowi – NIE!

Słowo to stało się i dla mnie ważną refleksją nad oceną mojego zaufania. Pytanie postawione w tym tekście zmusza do określenia swojej tożsamości. Pytanie to zmusza do odpowiedzi, kim jestem, kogo reprezentuję, w co wierzę, dla kogo żyję i pracuję, dlaczego jestem w tym, a nie innym zborze? Wtedy pytanie: „Komu ufasz” nie jest pytaniem banalnym.

Hiskiasz zabronił dyskutować z wrogiem.

(Izaj 36.4).

Diabeł przyjdzie i zapyta: „czy na pewno Bóg powiedział?” Zaczniesz się zastanawiać, może wszystko, co robię, nie ma sensu?

Hiskiasz modlił się.

W sprawach życia lepiej jest się modlić niż dyskutować. Są jednak duchowe termometry, które lepiej wiedzą od ciebie jaką masz temperaturę duchową. Mniej modliłeś się niż oni, nie tyle razy odkrzyknąłeś alleluja, amen itp.
Zawsze byli i będą ludzie, którzy chcą coś własnego zrobić i to uduchowić. Jeśli usłyszą NIE, będą szukać miejsca, by swój pomysł zrealizować, powiadając: „Pan powiedział”.
Modlić się, oznacza przyjąć odpowiedź. Nie jest przejawem duchowości, modlić się o jakiś problem a rozwiązać go samemu mówiąc, tak Pan chce.
Sytuacja w świecie podobna jest do tej zapowiadanej w ewangelii Łukasza:

„Ludzie omdlewać będą z trwogi w oczekiwaniu tych rzeczy, które przyjdą na świat, bo moce niebios poruszą się”

(Łk 21.26).

W takiej sytuacji pozostaje zastanowić się nad swoim życiem i swoją wiecznością. Nikt z ludzi nie może zapobiec nadchodzącej przyszłości, ale może zapobiec sądowi nad swoją duszą:

„Kto wierzy w Niego, nie będzie sądzony; kto zaś nie wierzy, już jest osądzony dlatego, że nie uwierzył w imię jednorodzonego Syna Bożego”

(Jan 3.18).

Hiskijaszowi też wydawało się w pewnym momencie, że jest dobrze, aż do momentu, kiedy Bóg przysłał proroka Izajasza z poselstwem: „uporządkuj swój dom”.
Pytanie „na kim polegasz?”jest wyznacznikiem, by przyjrzeć się sobie i swojemu życiu.
Istnieje potencjalne niebezpieczeństwo ufania ludzkim możliwościom, sytuacji ekonomicznej, politycznej.
Pytanie, komu ufamy, będzie nam towarzyszyć szczególnie w obecnym czasie. Dla mojej wiary to jest wyzwanie.
Wystarczająco wiele jest za nami, by wiedzieć, że bez Boga tak niewiele znaczymy. Wystarczająco wiele, by wycofywać się z miłowania Boga. Hiskiasz dobrze zainwestował i jego ufność została nagrodzona. Pan naprawdę do niego przemówił.
Bóg człowiekowi w Biblii zaprezentował swoją koncepcję życia, ale człowiek uznał myśli Boga o życiu na ziemi za zbyt idealistyczne i stworzył własną. Ta koncepcja jest karykaturalna, niewłaściwa, prowadząca na bezdroża, zwłaszcza w myśleniu o Bogu.
Ap. Paweł powiada: „ludzie znikczemnieli w myślach swoich” (Rzym 1,21).
Człowiek przez wieki ciągle sądzi, że jest na tyle mądry, że jego wiedza, naukowość, dają odpowiedź na wszystkie pytania życia. Życie jednak dowodzi, że ciągle postępujemy drogami niewiedzy, zła, przemocy, grzechu, najlepsze programy socjalne i ekonomiczne nie zmieniły grzesznej natury człowieka. Błędna jest filozoficzna koncepcja, że byt kształtuje świadomość.

Najpierw trzeba zmienić świadomość, a zmieni się byt.

Tam, gdzie Biblia była i jest podstawą koncepcji życia, tam i byt jest błogosławiony. Tam, gdzie mocą jest karabin i czołgi spotkacie ludzi smutnych, biednych, tam łzy i rozpacz, krew i brak nadziei.
Myśli Boże i ludzkie stoją na dwóch różnych biegunach. Poplątane i pogmatwane drogi. Prorok Jeremiasz powiada:

„…przystańcie na drogach i patrzcie, pytajcie się o odwieczne ścieżki, która to jest droga do dobrego i chodźcie nią, a znajdziecie odpoczynek dla waszej duszy”

(Jer 6.16).

Tylko Bóg jest odpowiedzią na właściwą koncepcję życia. Nieprawidłowe myślenie jest powodem wypaczonego obrazu Boga. Ludzie wiele rzeczy robią sami, nie pytając Boga, a później oskarżają Go, że nie był z nimi. Jakie są naprawdę myśli Boga o nas? Czy On chce nam dokuczać na tej ziemi?

Dawid powiada: „Panie Boże mój, w zamysłach twoich wobec nas nikt ci nie dorówna”

(Ps 40.6).

„Albowiem Ja wiem, jakie myśli mam o was – mówi Pan – myśli o pokoju, a nie o niedoli, aby zgotować wam przyszłość i natchnąć nadzieją”

(Jer 29.11).

Co za wspaniała deklaracja Boga dla człowieka. Bóg myśli o naszym bycie na ziemi, o pokoju, o przyszłości, o nadziei. Dlaczego to się kłóci z szarą codziennością? Dlaczego człowiek miota się, próbuje ciągle sam. Odpowiedź zależy od tego, komu wierzymy. Bóg dał swą deklarację, ale diabeł przyszedł ze swoją do Ewy w raju i powiedział: „czy rzeczywiście Bóg powiedział?”
Teraz wszystko uzależnione jest od tego, komu wierzysz.
Niektórzy chcą widzieć Boga tylko w wielkich sprawach, w małych chcą radzić sobie sami. A jeśli twoje życie będzie składać się tylko z tych małych?
Bóg nie umieścił człowieka na ziemi, by się nad nim pastwić, ale by błogosławić. Tak dalece jest zainteresowany pokojem, przyszłością, że dał Syna Jezusa Chrystusa na tę ziemię. Bóg dla wielu to nie ojciec i przyjaciel, ale sędzia. Wykrzywiono koncepcję Boga. Boże myśli dotyczą naszej przyszłości. Tu na ziemi człowiek jest w stanie jakoś zapewnić sobie byt nawet bez Boga, chociaż pod Jego łaską, ale nikt nie kupi wieczności nawet za cenę całego świata.
Konfrontacja myślenia i dróg Bożych z myśleniem i drogami człowieka każe nam zmienić filozofię życia. Myśleć myślami Bożymi, to szansa na zwycięskie, optymistyczne, pełne nadziei życie chrześcijańskie.
Przewiduję, że przed nami rok szczególnej próby, gdzie w każdej sprawie trzeba będzie odpowiedzieć sobie i określić tym samym swoją tożsamość. Dlatego nie koncentruję się na wielu sprawach, ale na jednym pytaniu, obok którego nie można przejść obojętnie:

Na kim opierasz swoją ufność?

Bóg obecny w nas

Bóg obecny w nas

Data wygłoszenia kazania Lipiec 1993

„A gdy nadszedł dzień Zielonych Świąt, byli wszyscy razem na jednym miejscu. I powstał nagle z nieba szum, jakby wiejącego gwałtownego wiatru, i napełnił cały dom, gdzie siedzieli. I ukazały się im języki jakby z ognia, które się rozdzieliły i usiadły na każdym z nich. I napełnieni zostali wszyscy Duchem Świętym, i zaczęli mówić innymi językami, tak jak im Duch poddawał” .

                                                                                                                                (Dz 2,1-4) 

Bywają spektakle teatralne, które permanentnie są na scenie, wydawałoby się, że do znudzenia. Stała jest scena, treść, tylko widownia się zmienia.
Są święta, które cyklicznie powracają w kalendarzu kościelnym i nie odczuwamy, by się znudziły. Raczej mobilizują nas, by w nich uczestniczyć z dozą emocji, jaką niosą w swoim przesłaniu.
Pamiątka zesłania Ducha Św. jest niekończącą się opowieścią, która nie ma zakończenia. Pięćdziesiątnica ciągle ma nowe odsłony. Ciągle ma nowe aranżacje, które uwzględniają kulturę, geografię i zmieniających się ludzi.
Gdy powracamy do uświęconych dni o świątecznym charakterze, to nie wspominamy tylko jednorazowych aktów przeszłości z konkretną datą, ale świętujemy naszą teraźniejszość, naszą tożsamość. Nie jest to ulotne przeżycie, że musimy wstrzymywać oddechu, by nie spłoszyć „gołębicy”. Nie jest to też niekontrolowana ekstaza.
Pamiątka zesłania Ducha Św. została zakwalifikowana do święta ludowego i dobrze, to jest przesłanie dla ludu.
Łukasz powiada:

„…i napełnieni zostali wszyscy Duchem Św”.

W Jerozolimie zrobiło się gorąco, emocje starły się z rozsądkiem. Ap. Piotr podjął próbę uspokojenia zgromadzonego tłumu, odwołując się do proroctwa Joela, przypominającego, że w ostateczne dni tak miało się stać. Po takich słowach już tylko mogło być gorzej. Stwierdzenie, że są to dni ostateczne, mogło wywołać panikę. Jedni prosili o informacje co robić, by znaleźć się w wieczności, a inni mogli powiedzieć, idę użyć jeszcze świata skoro to już koniec.
Przygoda z ruchem Zielonoświątkowym zaczyna się w Dziejach Apostolskich i trwa do dnia dzisiejszego.
Hasło tego przeżycia brzmi: Bóg obecny w nas.
Dary Ducha Św., ogień, wiatr, znaki i cuda, emocje, to jest skala, która mierzy się obecność i działanie Ducha Św. w kościele. Bracie masz źle skalibrowaną poziomicę duchowości zielonoświątkowej, czasem słyszę.
Przyglądanie się czy inni są pełni Ducha Św. zamiast dowodu, że Duch Św. jest w moim życiu doświadczeniem, które zmieniło praktykę życia, jest tylko marnowaniem czasu.
Bóg nie chce być tylko Bogiem w niebie, lecz „Bogiem, który mieszka z nami”. Nie uważam, że jest to przeżycie dające duchowość, ale przeżycie dające nowy wymiar mojemu zrozumieniu Boga. Nie powinno wzbudzać naszego zdziwienia ciągłe pragnienie obecności Ducha Św. w naszym życiu, bo to jest pragnienie obecności Boga.
Podstawowym celem zesłania Ducha Świętego nie jest duchowe uniesienie, ale wprowadzenie w prawdę, że Chrystus jest Panem i Zbawicielem.

„lecz gdy przyjdzie On, Duch Prawdy, wprowadzi was we wszelką prawdę, bo nie sam od siebie mówić będzie, lecz cokolwiek usłyszy, mówić będzie, i to, co ma przyjść, wam oznajmi. On mnie uwielbi, gdyż z mego weźmie i wam oznajmi” 

                                                                                                                                (Jan 16,13-15)

Ludzie nie pytali jak mówić innymi językami, ale jak być zbawionymi.
Kazanie o nawróceniu i odrodzeniu musi wyprzedzać poselstwo o otrzymaniu darów Ducha Świętego. Jezus najpierw wręczy ci szuflę z miotłą, byś zrobił porządek u siebie. Tylko dzieci Boże są prowadzone przez Ducha Bożego i nie rób sobie nadziei, że jest inaczej.
Potrzebujemy napełnienia Duchem Św. by mieć osobistą relację z Bogiem. Najczęściej rozumie się to jako doświadczenie, które następuje w jakiś czas po nawróceniu. Uczniowie Jezusa nawrócili się na długo przed tym, jak otrzymali Ducha Świętego.
Sposobem na otrzymanie tego doświadczenia duchowego poza nawróceniem jest pragnienie.
Nie ma magicznych zaklęć, by otrzymać chrzest w Duchu Św.

„A w ostatnim, wielkim dniu święta stanął Jezus i głośno zawołał: Jeśli kto pragnie, niech przyjdzie do mnie i pije. Kto wierzy we mnie, jak powiada Pismo, z wnętrza jego popłyną rzeki wody żywej. A to mówił o Duchu, którego mieli otrzymać ci, którzy w niego uwierzyli”

                                                                                                                                (Jan 7,37)

Sposób jest taki sam jak przyjęcie zbawienia przez wiarę, wszystko inne jest ludzkim pomysłem.
Wynikiem wylania Ducha była jedność i miłość.

„Wszyscy zaś, którzy uwierzyli, byli razem i mieli wszystko wspólne,
Codziennie też jednomyślnie uczęszczali do świątyni, a łamiąc chleb po domach, przyjmowali pokarm z weselem i w prostocie serca”

                                                                                                                       (Dz 2,44-46).

Jednym z elementów poświadczających obecność Ducha Św. w osobistej relacji z Bogiem są dary Ducha Św.. Ap. Paweł daje następującą radę Koryntianom:

„ponieważ usilnie zabiegacie o dary Ducha, starajcie się obfitować w te, które służą ku zbudowaniu zboru”

                                                                                                                             (1 Kor 14,12).

Dary łaski Ducha Świętego, to nie są naturalne talenty oddawane na służbę Bogu, jak np. talent do śpiewania. Biblia mówi nam: „Jeden bowiem otrzymuje… drugi otrzymuje…”, a na końcu „wszystko to zaś sprawia jeden i ten sam Duch”. Otrzymanie daru ma ścisły związek z osobą Ducha Św., a nie z wykształceniem i uformowaniem naszych zdolności. W tej dziedzinie trwa dyskusja między klasycznym ruchem zielonoświątkowym a ruchami charyzmatycznymi.
Jest oczywiste, że wszystko mamy od Boga, co moim zdaniem nie stawia znaku równości między talentami a darami Ducha Św.
Udzielenie daru Ducha Św. jest suwerennym, niezależnym czynem Dawcy – Boga. Jednego jestem pewien, trzeba być własnością Jezusa, by otrzymać dary Ducha Św.
Celem darów nie jest powodowanie sensacji ani przyciąganie uwagi.

„Bóg bowiem nie jest Bogiem zamieszania, lecz pokoju. Tak jak to jest we wszystkich zgromadzeniach świętych”

                                                                                                                              (1 Kor 14,33).

Ignoranci zawsze podkreślają, że ważniejszą jest miłość, ale ap. Paweł nie napisał: „dążcie do miłości zamiast darów duchowych”.
Jest rzeczą oczywistą, że Duch Św. nie daje chrześcijanom darów niepotrzebnych.
Pamiętajmy: „dary nie są oznaką awansu chrześcijanina, ale znakiem wielkości Bożej”.
Bóg przez Ducha Świętego daje dary, a nie ludzi.
Dary ducha Świętego potrzebne są nam do „podkręcania” życia duchowego, ale nie do przeginania.
Biblia zmieniła świat, a nie zmienia nas i tu tkwi problem. Dlaczego dary nie są w Tobie?
Chrześcijaństwo jest proste. To my je z uporem komplikujemy. Organizujemy kursy, które trwają tygodniami lub miesiącami. W ten sposób wierzący myśli, że trudno jest zdobyć coś od Chrystusa. „Eksperci” wypowiadają się na temat Ducha Św., a wierzący w ławce myśli, że bardzo trudno jest być napełnionym Duchem Świętym.
Pięćdziesiątnica jest prowokacją, by Bóg był obecny w nas.