Wycierpiał krzyż

Wycierpiał krzyż

Utkwijmy wzrok w Jezusie, w Tym, który wzbudza i doskonali wiarę, i który ze względu na czekającą Go radość wycierpiał krzyż, nie zważając na hańbę […]” (Hbr 12,2).

Raz w roku szczególniej niż w innych nabożeństwach czujemy atmosferę tamtych dni, gdy oskarżono Jezusa i skazano na śmierć. Dramat, jaki rozegrał się pod koniec Wielkiego Tygodnia.

Tydzień miał dobry początek, ale bardzo fatalne zakończenie. Zakończył się złowieszczymi okrzykami „ukrzyżuj”.

W Wielki Piątek jesteśmy na jednym z najbardziej uroczystych zgromadzeń, w jakim mogą uczestniczyć ludzie wierzący. Centrum tego nabożeństwa jest zwiastowanie o śmierci Jezusa Chrystusa.

W Wielki Piątek przypominamy to, co jest dla nas bardzo ważne – objawiła się Łaska. Golgota i krzyż ciągle przypominają cenę zbawienia. Każde z tych słów ma znaczenie: „wycierpiał krzyż, nie zważając na jego hańbę”.

Śmierć Jezusa nie miałaby znaczenia, gdyby nie dotyczyła każdego z nas osobiście. Według księgi Dziejów Apostolskich Jezus został ukrzyżowany „rękami bezbożnych” (Dz 2,23).

Ap. Paweł powiada: „Chrystus umarł za nasze grzechy według Pism” (1 Kor 15,3).

 W tym dramatycznym zakończeniu, które wspominamy, nie ma nic przypadkowego, jest natomiast Boży plan zbawienia.

Jedna z naszych pieśni mówi: „chcę powiedzieć Tobie, kim jest dla mnie Jezus”. Kiedy staję przed zgromadzeniem w tej szczególnej pamiątce, chcę mówić, kim jest Jezus dla mnie. Mówię o Tym, który coś uczynił dla mnie, jak wszystko przewartościował.

Stanął przed Piłatem i zostawił ślady w historii świata. Te ślady w sensie duchowym można zobaczyć, będąc na miejscu, które dziś nazywa się Litostrotos, a z którego Piłat ogłosił: Ecce homo – oto człowiek!

Samarytanka pobiegła do miasta, mówiąc: „oto ten człowiek…”

Pójdźcie, zobaczcie człowieka, który mi powiedział wszystko, co uczyniłam: Czyż On nie jest Mesjaszem?” (Jan 4,29).

W godzinie śmierci modli się za wrogów. Uczynił ludzi obywatelami Królestwa Niebios.

Setnik zaś, który stał naprzeciw, widząc, że w ten sposób oddał ducha, rzekł: Prawdziwie, ten człowiek był Synem Bożym” (Mr 15.39).

W wielkopiątkowym nabożeństwie stajemy na miejscu świętym, przypominając zniewolonym przez grzech – usprawiedliwienie. Ap. Paweł powiada, że darem Bożej łaski jest przebaczenie płynące z przesłania śmierci Jezusa Chrystusa, którą wspominamy.

Jego przywilejem było przeżywać radość, ale wycierpiał krzyż.

Cytowany tekst na początku tego rozważania wydaje się tak oczywisty, ale dla słuchaczy tamtego czasu nie był oczywisty. Jesteśmy osłuchani z tymi zwrotami; „krzyż”, „Golgota”, „ukrzyżowanie”. One już nie szokują. Ap. Paweł stwierdził pisząc do Koryntian, że mowa o krzyżu dla wielu ludzi jest głupstwem.

Dzień, dzisiejszej pamiątki należy do ciemnej karty ludzkości. Mówi o najgorszej stronie ludzkich zachowań, które opanował grzech. Dziś, gdy stajemy w refleksji nad śmiercią Jezusa, chcę, byśmy sobie mocno uświadomili, co nas gromadzi, nie oburzenie, że ukrzyżowano świętego, ale powaga czasu. Jezus to uczynił dla nas. Chcemy wspominać dramat Golgoty, śmierć Jezusa, nie koniecznie krok po kroku, bo to opisali ewangeliści i możemy o tym czytać. Nie o sentymentalizm chodzi, ale zasadę. Jezus dla nas poszedł na krzyż. Chcemy spojrzeć, wspomnieć Jego drogę świadomie wybraną dla nas, bo taki sens ma to nasze wspominanie.

Nawet w ostatecznych rozwiązaniach jest nadzieja, „Ja wam ją daję” powiada Bóg.

Potrzebujemy refleksji, zachęty, stajemy przed świętym Bogiem.

Dziś wiemy, co znaczy dla nas śmierć Jezusa. Myślę, że wielu przychodzi tu dlatego, że był dzień, kiedy Bóg powiedział do nich: „zdejm obuwie swoje, bo miejsce, na którym jesteś, jest święte”, a to oznaczało, zostaw swój grzech i wejdź do mojej świętości.

Wiem, że nawet gdy zwątpimy, to wspomnienie tego przeżycia będzie nas tu przyciągać. Tu się wszystko zaczęło. Tu może usłyszeliśmy: „ratuj się z tego świata, bo chodzi o twoje życie”.

Patrzeć na Jezusa, to znaczy patrzeć na obecnego Chrystusa, nie zmarłego, odległego. Mógł pozostać w chwale Ojca i aniołów, korzystać z przywilejów synostwa. Zrezygnował z tego wszystkiego dla nas. Zamiast radości krzyż, cierpienie, hańba.

Chrystus natomiast wykupił nas od przekleństwa Prawa przez to, że zamiast nas stał się przekleństwem […]” (Gal 3,13).

Jezus, głosząc miłość, nie otrzymał w zamian nawet sprawiedliwości (W. Barclay).

Wycierpiał hańbę krzyża dla radości oglądania zbawionych ludzi, którzy przychodząc pod krzyż, zrzucają balast całego swego grzesznego życia, życia śmierci duchowej.

Autor zachęca, przyjdź pod krzyż, popatrz na Jezusa, który chce zapoczątkować twoją wiarę, ale chce równocześnie być jej dokończycielem, chce doprowadzić Cię do wieczności. On nie chce budzić iluzorycznych obrazów, coś zacząć w tobie i powiedzieć a dalej radź sobie sam. On chce prowadzić aż do końca, do wieczności.

Krzyż jest miejscem gdzie zostało złożone ciało i przelana krew w ofierze, ale też miejsce, na którym cierpiał Zbawiciel. Krzyż jednak nie jest miejscem płaczu i litowania się nad sobą. Krzyż oznacza wewnętrzną radość. Ap. Paweł razem z Sylasem w Filipii mogli modlić się i śpiewać hymny uwielbienia Bogu. Szczepan, mógł prosić Boga, aby wybaczył jego oprawcom.

Krzyż oznacza, że bez względu na to, jaki na mnie spadnie problem, będę w stanie wielbić Boga.

Nie możemy przeżyć Wielkanocy, jeśli wpierw nie przeżyjemy Wielkiego Piątku.

Nie przychodzimy do zboru szukać umarłego między umarłymi, ale żywego między żywymi. Dlatego mamy uzasadnienie dla naszej radości.

Wesel się wielce, córko Syjonu! Wołaj radości, córko Jerozolimy! Oto twój Król przychodzi do ciebie! Sprawiedliwy On i zwycięski” (Zach 9,9).

W centrum historii i życia człowieka stanął KRZYŻ —- centrum Bożego planu Zbawienia. Nie istnieje żaden fakt, który by sprawił tyle przemian w świecie co ukrzyżowanie Jezusa. Krzyż w każdej sytuacji ma jedno tylko przesłanie: na Golgocie Syn Boży, Jezus Chrystus zapłacił za Twój i mój grzech.

Gdy dziś mówimy o śmierci, to właśnie ta jedyna, niezwykła jest tą, którą wspominamy, napełnia nas nadzieją, bo jesteśmy uratowani. Czy nie było lepszej i innej drogi? NIE!!!

Nawet gdy idę ciemną doliną, On jest ze mną. Moje zaproszenie brzmi, by każdy z nas nie szedł samotnie, ale z tym niezwykłym Pasterzem. Zaprośmy Go do naszego życia w ten nasz, osobisty Wielki Piątek.

Bóg nie wysłał Jezusa, by potępić ludzi, ale uratować.

Od monotonii do pełni życia

Od monotonii do pełni życia

Wówczas Pan mu powiedział [Eliaszowi]: Idź, wracaj drogą ku pustyni Damaszku! A gdy tam dotrzesz, namaścisz Chazaela na króla Aramu, Jehu, syna Nimsziego, na króla nad Izraelem, a Elizeusza, syna Szafata z Abel-Mechola, na proroka po tobie” (1Krl 19,15-16).

Znamy zapewne historie opowiadane o ludziach jak zaczęli od pucybuta i stali się milionerami. Lubimy słuchać takich historii i marzymy, by się nam coś takiego przytrafiło. Używając wspomnianego zwrotu, od „pucybuta do milionera”, chcę zwrócić uwagę na człowieka, który monotonię swojego życia zamienił na fascynującą przygodę z fascynującym Bogiem. Tym niezwykłym człowiekiem jest Elizeusz.

Historia powołania Elizeusza, przedstawia pewną dramaturgię. Człowiek z poganiacza zaprzęgów wołów, zostaje powołany na proroka Boga Wszechmogącego.

Dlaczego Elizeusz zwraca na siebie uwagę?

Był zajęty – nie siedział z założonymi rękoma, czekając na doskonałą okazję.

Był odpowiedzialny – jego ojciec wiedział, że praca zostanie wykonana, że może zaufać synowi w jego pracy.

Był zdyscyplinowany – Elizeusz narzucił sobie dyscyplinę życia. Praca nie była karą pozbawienia miłych rzeczy w życiu.

Był chętny, by pracować – nie oczekiwał natychmiastowej nagrody. Elizeusz miał stabilną sytuację, wiedział co będzie robić następnego dnia. Zalety Elizeusza zwróciły uwagę Boga.

Elizeusz był człowiekiem, którego mógł użyć Bóg.

Czasami możemy być zniechęceni, ponieważ myślimy, że Bóg nie pracuje, bo nie widzimy tego, co niewidzialne. Zewnętrzne symptomy wydają się mówić: niesiesz drabinę w poprzek przez las. Może jesteś zniechęcony, ale Bóg mówi: mam plan, idź, jesteś potrzebny pewnym ludziom.

Eliasz mógł myśleć, kim jest Elizeusz? On na proroka? To tylko rolnik zajmuje się prowadzeniem gospodarstwa. Boże, czy jesteś pewien, że to jest ten człowiek?

Elizeusz zostaje zaproszony do służby przez Eliasza na polecenie Boga. Elizeusz jest wolny, by pozostać albo pójść. W tym, co zrobił, daje publicznie oświadczenie – podejmuję wyzwanie.

Rodzice Elizeusza może pytali: gdzie idziesz? Naprawdę nie wiem. Co będziesz robił? Naprawdę nie wiem.

Czy nie chcielibyście wiedzieć, dokąd zmierzasz i na jak długo? Czy nie zastanawiasz się, jakie świadczenia otrzymasz, ile urlopu? Elizeusz nie zadał żadnego z tych pytań, mimo że była przed nim ogromna odpowiedzialność.

Wiara nie czeka na wszystkie mapy.

Elizeusz dokonał wyboru, żadnego planu awaryjnego, by się wycofać. Elizeusz nie zostawił sobie furtki, gdyby coś nie wyszło, decyduje się pozostać na łasce wiary i żyć z wiary.

Czy warto mieć taką „zwariowaną” wiarę? TAK!!!

Jezus powiedział:

Żaden, który przyłoży rękę do pługa i ogląda się wstecz, nie nadaje się do Królestwa Bożego” (Łk 9,62).

Elizeusz został powołany, by stać się „Kombajnem Dusz”.

Namaszczenie nie jest substytutem dla twardej pracy. Nie jest substytutem dla edukacji, nie jest substytutem dla charakteru, ono nie produkuje charakteru. Samson miał nadprzyrodzone namaszczenie od Boga, ale jego życie było bez równowagi, nie było charakteru, nie było owocu Ducha.

Namaszczenie bez Bożego charakteru lub bez owocu Ducha jest mylące, sprzeczne. Elizeusz wiedział, że nie będzie natychmiast taki jak Eliasz z dnia na dzień, ale zobowiązał się do tego procesu nauczania. Gdyby Elizeusz nie odpowiedział na Boże wezwanie, nie byłoby:

pomnożenia oliwy, wskrzeszenia syna Szunamitki, uzdrowionego Naamana, pomnożonego chleba dla 100 ludzi i wielu cudów, w których użył go Bóg.

Elizeusz zrezygnował z osobistej stabilności na rzecz powołania.

Czy jesteśmy zdeterminowani, by służyć Bogu z całego serca? Może próbujesz funkcjonować w obie strony? Świat i Bóg. Czy starasz się służyć Bogu na tyle, aby go uszczęśliwić, aby zachować spokój sumienia, a jednocześnie podążasz za rzeczami świata? Nie możesz służyć Bogu i … Dlaczego? Ponieważ możemy działać na pełnych obrotach tylko w jednym kierunku. Nasz duchowy silnik nie może obracać się raz w lewo raz w prawo.

Dlaczego jest tak ważne, aby być radykalnie oddanym Chrystusowi?

Jak długo mamy możliwość zawrócenia, rezygnacji, to straciliśmy przewagę nad diabłem. Bardzo trudno jest utrzymać energię, skupić się i pójść za Chrystusem przez trudne czasy, jeśli w naszych umysłach mówimy do siebie: „zawsze mogę zawrócić, jeśli to stanie się zbyt niewygodne; lub zbyt nieprzyjemne; lub zbyt wymagające, zawsze mogę wrócić do tego, w czym byłem”. Idę łowić ryby.

Dlaczego tak ważne jest, aby umieścić świat za nami? Tak długo, jak para małżeńska bierze pod uwagę możliwość separacji lub rozwodu, będą mieli trudności z przywołaniem woli, aby pogodzić swoje różnice. Ta potencjalna ucieczka odejścia, pozbawia ich energii i zaangażowania, by walczyć o małżeństwo. To sprawia, że zbyt chętnie, rzucą ręcznik, zbyt chętnie powiedzą, że ich związek jest „beznadziejny”.

Hernando Cortez hiszpański konkwistador, nakazał spalenie swoich statków, gdy zdobywał Meksyk. Żołnierze mieli tylko dwa wyjścia albo zwyciężyć, albo umrzeć. Nie mogli się wycofać.

Bóg zawsze wzywa nas do przemiany, do wzrastania, do wyjścia z narzuconych warunków naszego życia, bez względu na to, jak wygodne się wydają. Bóg wzywa nas do podejmowania ryzyka. Jesteśmy wzywani, aby odłączyć się od „starego pługa”. Koszt może wydawać się wysoki, dopóki nie weźmiemy pod uwagę konsekwencji.

Świat Elizeusza stał się lepszy ze względu na przejście od monotonii do pełni życia.

Nie wystarczy marzyć o byciu innym. Trzeba się odważyć, aby być innym, płacąc cenę i pozostając w drodze z Bogiem.

To, kim jesteśmy lub będziemy, jak przebiegać będzie życie, zależy nie od ślepego losu, ale od wyboru, decyzji.

Jeśli Bóg powołuje nas do jakiejś szczególnej służby, to nie koniecznie do wykonywania identycznych zadań, to oznacza, że nie używa też jednakowych sposobów przygotowania do wykonania tej służby. Szymon zarzucał sieci i łowił, jego przyjaciele płukali sieci, inni naprawiali. Elizeusz orał pole, Dawid pasł owce, Mateusz siedział na cle i usłyszeli „pójdź za mną”. Jest szereg rzeczy do wykonania: opasz się, włóż sandały, narzuć płaszcz i pójdź za mną.

Modne jest naśladownictwo, bo inni to czynią i działa, to i w moim przypadku lub w sytuacji zboru zadziała. Warunek, że idziemy za a nie tylko kopiujemy.

Biblia nie zarejestrowała rybaków pytających Jezusa: „Co będziemy robili poza tym?”

Zmienione życie od monotonii do pełni życia. Taka jest biografia Elizeusza, ale taka też może być nasza.

Podsumujmy:

– Bóg wie, w jakiej jesteśmy sytuacji. On myśli o nas a okoliczności są tylko częścią Jego planu.

– Jesteśmy wartościowi, każdy inaczej, ale nie pozostawieni ślepemu losowi. To, co przeżywasz, jest też częścią planu.

– Zamieniajmy monotonię, na relację z Bogiem, na pełnię duchowego żucia. Zostaw „stary pług” i zamień na „duchowy pług” błogosławionego życia.

Bóg używa zwykłych ludzi, by wykonać Jego nadzwyczajne cele.

Koło fortuny

Koło fortuny

„To, co było, znów się wydarzy, a ludzie będą robić to samo, co już kiedyś robili. Nic nowego pod słońcem! Choćby mówiono o czymś: Patrzcie! Coś nowego! To przecież było to już w czasach, które minęły” (Kzn 1,9-10).

Spędzę więcej czasu z moimi dziećmi, skończę prace dorywcze, stanę się bardziej produktywny w mojej pracy, zaangażuję się bardziej w kościele, odchudzę się, będę wierniejszy w moim codziennym chrześcijańskim życiu. Każdy z nas podejmuje jakieś decyzje, chociaż większość tych decyzji była z założenia tylko obietnicą.

Dlaczego podejmujemy takie decyzje?

Przypuszczam, że robimy je, ponieważ chcielibyśmy widzieć jakieś zmiany. Chcielibyśmy mieć pewną ilość nowości, chcemy mieć nadzieję, że jakościowo czas przed nami będzie inny. Dziś jest tak samo, jak wczoraj; w tym tygodniu to samo jak w zeszłym. Czy czujesz się złapany w pułapkę tego cyklu, który wydaje się nigdy nie zmieniać?
Salomon stwierdził, mimo iż rzeczy wydawały się zmieniać, nie było różnicy. Stwierdził, że szukać nowych rzeczy jest daremnym usiłowaniem. Ogłosił: to jest „marność”.

Czasem nasze życie wydaje się tkwić w martwym punkcie. Biegniemy jakby nie w porę. Bieg kończy się tam, gdzie się zaczął. Wczoraj jest naszym nadzorcą. Przeszłość może związać nas, może uwięzić. Są ludzie, którzy żyją w przeszłości i przeszłością. Nie oznacza to, że jest coś niewłaściwego z naszą pamięcią. Powracanie do naszych niepowodzeń, lęków, zranień, to są rzeczy, którym powinniśmy pozwolić pójść z czasem. Dobra pamięć jest nadzwyczaj wartościowa. Przeszłość ukształtowała nas. Z powodu naszych doświadczeń w przeszłości, nasz charakter został ukształtowany. Przeszłość jest obecna z nami w każdym momencie.

Przeszłość przeszła, ale jutro jest w rękach Boga.

Nikt z nas nie ma gwarancji jutra, ale nie znaczy to, że nie myślimy o przyszłości. Powinniśmy myśleć realistycznie o przyszłości, jeśli mamy żyć skutecznie w teraźniejszości. Przyszłość może dać nadzieję, że kolejne dni będą lepsze.
Spotykałem ludzi, którzy żyją przyszłością. Oni będą robili wielkie rzeczy, kiedy będą mieli czas. Zrobią później, jutro, następnego tygodnia, następnego miesiąca, pewnego dnia. Większość z nas pragnie prawdziwej transformacji, co najmniej w jakimś obszarze naszego życia. Próbowaliśmy zmienić się i zawiedliśmy.

Jest nadzieja, ponieważ nasza nadzieja jest w Bogu. Kiedy wprowadzasz Boga w ten obszar, wtedy wszystko jest możliwe. Spójrzmy przede wszystkim, co się nie zmienia i co może się zmienić.

Nic nowego.

Powiedzenie „czas biegnie nieubłaganie” jest prawdziwe. Nie możemy nic zrobić, by zmienić ten fakt. Jednakże możemy wybrać: nie zrobić niczego albo wykorzystać zmieniający się czas. Sekunda za sekundą przechodzi w minuty, godziny, dni, tygodnie, miesiące, lata. Marsz czasu jest nieuchronny. Czas może być też zwodniczy. Zawsze jesteśmy zaskoczeni, jak szybko coś minęło. Pomyślmy o minionym roku, to zaledwie rok. Faktycznie, to wydaje się, jak gdyby dopiero wczoraj zaczynaliśmy rok. Jednak dzisiaj, to jest przeszłość.

Kiedy byliśmy młodzi, myśleliśmy, że będziemy żyli zawsze. Kiedy jest się dzieckiem, myślimy, jak cudownie byłoby już być nastolatkiem. Wydawało się, że nigdy nie dojdziemy do tego magicznego wieku kilkunastu lat. Następny cel, mieć osiemnaście lat, bo wtedy można już dostać prawo jazdy. Myślisz, że ten dzień nigdy nie przyjedzie, ale przychodzi. Następny cel dwadzieścia pięć lat, ponieważ stawki ubezpieczeniowe na samochód będą niższe. Trzydzieści lat jest taką liczbą budzącą zaufanie. Ludzie myślą, że można ci już zaufać. Interesującą prawdą wzdłuż tej drogi jest, że lata zaczęły dużo szybciej biec, niż gdy się miało pięć lat.

Spoglądamy za siebie, co powiemy? Co zrobiliśmy z naszym życiem? Biblia uczy o odkupywaniu czasu, ale czy w to wierzymy?
„Uważajcie więc pilnie, jak postępujecie, nie jak niemądrzy, ale jak mądrzy. Wykorzystujcie czas, bo dni są złe” (Ef 5,15-16).

Marsz czasu.

Księga Kaznodziei czasem bywa nazywana „traktatem o iluzji życia”. Inaczej mówiąc, życie jest pustką i to nie ma znaczenia, jak bardzo pracujesz.

Salomon mówi: „Jaki pożytek ma człowiek z całego swojego trudu, który znosi pod słońcem?”

Salomon opisał życie w bardzo pesymistycznych barwach, jako jałowy cykl wydarzeń, w niekończącym się powtarzaniu. I w pewnym sensie ma rację. Słońce wschodzi i zachodzi, pory roku mijają, lata biegną, cywilizacje powstają i upadają.

Możesz powiedzieć, „naiwne stwierdzenie”. Oczywiście są nowe rzeczy. Tylko popatrzmy na miniony wiek: mamy samoloty, radia i telewizory, pralki i zmywarki, kuchenki mikrofalowe i samochody, satelity, wahadłowce i telefony komórkowe.

Co Salomon miał na myśli, kiedy mówi: „nie ma niczego nowego pod słońcem?” Czy on się mylił? Nie sądzę, on miał na myśli życie i monotonię życia.

Czy gotujesz jedzenie w dziesięć minut w kuchence mikrofalowej albo w trzydzieści minut na ognisku jest bez znaczenia, nadal musisz jeść. Czy śpisz w jaskini, czy na łóżku wodnym, nadal musisz spać. Czy rzeźbisz słowa na kamiennej tablicy albo piszesz je w edytorze tekstów, ale piszesz. Postęp technologiczny nie zmienił nas. Czy żyjemy w ziemiankach, szałasach, domach z cegły nie robi to wielkiej różnicy. Czy pracujemy na brudnej ulicy, czy Wall Street, nie zmieniło to serca człowieka.

Pragnienia człowieka nie zmieniają się, a życie zawsze jest to samo.

Upadek komunizmu, zburzenie muru berlińskiego, nie zburzyło murów w ludzkich sercach. Okoliczności naprawdę nie zmieniają nas. Demokracja nie jest odpowiedzią dla chciwości, zawiści, samolubstwa, dumy, egoizmu, nienawiści, żądzy i wielu innych problemów. Coś, co teraz widzimy, będziemy widzieli znów. Nie ma niczego nowego pod słońcem.

Popatrzmy na teraźniejszość z perspektywy Boga. Musimy przeciwstawić Słowo Boga wnioskowi Salomona. Jezus przyszedł na ziemię, by stanowić różnicę. On przyszedł dać nam obfite życie. W Chrystusie Bóg może sprawić, że wszystkie rzeczy są nowe.
Czy okoliczności mogą zrobić różnicę w Twoim życiu? Wielu ludzi w to wierzy. Jeśli tylko oni mogliby mieć nową sytuację w pracy albo lepszą pensję. Jeśli tylko jakaś zewnętrzna okoliczność mogłaby być zmieniona, wtedy wszystkie ich problemy byłyby rozwiązane, tak myślą. Niestety to nie jest prawdziwe. Okoliczności mogą zmienić się, ale podstawowe problemy pozostają. Okoliczności nie są najważniejsze, one są wtórne.

Szczęście nie zamieszkuje w naszych okolicznościach.

Szczęście pochodzi od Boga, w nastawieniu serca do Boga. Okoliczności mogą zmienić się, ale jeśli przez miłość Boga mamy nowe serce, nowy umysł, niebiańską perspektywę, wtedy nawet nasze okoliczności będą lepsze.

„Dlatego, jeśli ktoś pozostaje w Chrystusie, jest nowym stworzeniem. To, co dawne, przeminęło, a nastało nowe” (2 Kor 5,17).

Kiedy przychodzisz do Jezusa Chrystusa, zaczyna się postępująca zmiana.

Prawdziwym pytaniem nie są okoliczności, ale relacja z Bogiem.

Dzisiaj jest wszystkim, co mamy. Żyjemy w teraźniejszości. Przeszłość minęła, przyszłość może nigdy nie nadejść, dzisiaj jest tutaj. Jak teraz żyjesz? Czy żyjesz w przeszłości albo przyszłości? Są tam rzeczy, które odkładasz do jutra, które powinieneś robić dzisiaj?
Dziękuj Bogu za przeszłość. Dziękuj Bogu za jakąkolwiek przyszłość, ale żyj teraz z Bogiem. To jest jedyny czas, który masz.
Twoje i moje życie to nie jest koło fortuny, to życie błogosławione przez Boga. To życie oparte nie na iluzji i powtórce tego, co inni już sprawdzili, ale osobiste doświadczenie w Chrystusie.

Zawsze można wybrać, ale na początku jest DECYZJA.

Rok łaski czy dzień pomsty?

Rok łaski czy dzień pomsty?

Duch Wszechmocnego, Pana nade mną, gdyż Pan namaścił mnie, abym zwiastował ubogim dobrą nowinę; posłał mnie, abym opatrzył tych, których serca są skruszone, abym ogłosił jeńcom wyzwolenie, a ślepym przejrzenie, abym ogłosił rok łaski Pana i dzień pomsty naszego Boga, abym pocieszył wszystkich zasmuconych” (Iz 61,1-2).

  Tragiczne zdarzenia, o jakich słyszymy, skłaniają do refleksji. Jesteśmy poruszeni, przeżywamy ból psychiczny, współczując dotkniętym ludziom dramatem wojny. Obok dzieją się też ciche dramaty, o których wspomina się w biegu. Stajemy przy obłożnie chorych i bezradnie myślimy, jak niewiele możemy pomóc. Jakiś czas będą stawiane pytania, aż oswoimy się i życie potoczy się dalej.

Chcielibyśmy na wiele znaków zapytania otrzymać bardzo jasną odpowiedź. Czy Bóg rozumie nas i nasze zmęczenie, nasze cierpienie, nasz niepokój? Szukamy wsparcia w wierze, miłości, nadziei, jaką pokładamy w Bogu. Nie potrafię wyjaśnić wielu rzeczy. Świat żąda wyjaśnienia bólu i cierpień. Dlaczego Bóg pozwala? Bóg nie musi odpowiadać na wszystkie pytania.

Nie zamierzam dać jednoznacznej odpowiedzi i jedynej na pytania „dlaczego”. Chcę jednak patrzeć przez pryzmat Biblii na nadchodzącą przyszłość.

Cytowany werset z księgi Izajasza to ciepły, pocieszający, dobry tekst, gdy zadajemy sobie pytanie, jaki będzie ten rok? Pełna nadziei i otuchy perspektywa, „rok łaski Pana”. Jest coś właściwego w tym, by uchwycić się tego biblijnego tekstu.

Jezus Chrystus narodził się, by to prorocze słowo w Jego misji na ziemi się realizowało.

Weszliśmy w kolejny rok i patrzymy z nadzieją w przyszłość, widząc w oddali rok Łaski Pana. Nie myślimy, co może zdarzyć się bolesnego, ale oczekujemy rzeczy dobrych. Cytowany werset ma dalszą część: „abym ogłosił rok łaski Pana i dzień pomsty naszego Boga”. Zwykle prześlizgujemy się nad tą częścią wersetu. Może prowadzić to do postawy: „Bóg jest miłością, żyjmy własnym życiem, mamy rok łaski, wszystko będzie dobrze, gdy stanie się niedobrze wtedy mamy mnóstwo pytań, dlaczego?”.

Bóg nie tylko jest miłością, ale i sprawiedliwością. Nie jest Bogiem mściwym, ale prawym. Tu znajduje się jedna z odpowiedzi, dlaczego coś się dzieje.

Świat nie może obarczać winą Boga, gdy odrzuca Ewangelię. Następstwem jest Boży sąd nad grzechem. Przyczyna jest jasna; zbieramy to, co zasiewamy.

Kiedy świat woła: gdzie w tym wszystkim jest Bóg? Odpowiadam: płacze nad tym, co robią ludzie” (D.Wilkerson).

Bóg ogłosił w Jezusie dobrą nowinę, łaskę trwającą do dziś, ale trwanie w grzechu, życie bez Boga, znajdzie swoje odbicie w osądzie.

Świat oszalał na punkcie grzechu. To właśnie miłość Boża upomina się przez wydarzenia, bo On nie chce śmierci grzesznika, ale nikogo nie przymusza do Królestwa Bożego. Życie wskazuje, że nie na długo ludziom starczają punkty otrzeźwienia.

Dziś mamy do czynienia z nową denominacją, która zdobywa najwięcej zwolenników pod nazwą: „też chrześcijanin” – małżeństwo z rozsądku.

Być może niektórzy powiedzą: „Wszystko się zmieni, kiedy umrę”. Śmierć niczego nie zmienia. Jeśli umrzesz jako chrześcijanin z nazwy, takim też okażesz się w dniu sądu.

Możesz twierdzić: „Bóg jest miłością”, ale również Bogiem sprawiedliwości i prawości.

Czy wypełnia nas żarliwość dla Chrystusa? Czy tęsknisz i pragniesz większej zażyłości z Nim? Wyznajesz swoją miłość dla Niego?

Niektórzy chcą tylko na tyle Jezusa, aby uniknąć sądu. Zagłębiać się w Biblię, owszem, ale niezbyt głęboko. Obawiają się zbyt często modlić, bo Duch Święty może postawić im wymagania, a nie chcą zmieniać swojego stylu życia radykalnie.

Wolą ewangelię, która mówi tylko o łasce, miłości i przebaczeniu – miłościwy rok łaski.

Pragnieniem naszym jednak powinno być: „Panie, nie chcę jedynie Twojego imienia. Pragnę Cię przez cały czas. Moje serce wyrywa się do Ciebie”. Chrystus zapewnia:

Niebo i ziemia przeminą, ale słowa moje nie przeminą. To, co wam mówię, mówię wszystkim: Czuwajcie!” (Mr 13,31.37).

Ci, którzy spędzają czas z Jezusem, są przygotowywani na nadchodzące dni. Chociaż świat ogarnia panika, ci wierzący nie tracą pokoju. Pewni swojej tożsamości w Chrystusie. W nadchodzących dniach ważne będzie, aby mieć tę pewność. Kiedy przychodzi kryzys, nie ma czasu na budowanie się w modlitwie i wierze. Ludzie o letnich i zimnych sercach zaczną nagle biegać dookoła, próbując rozpaczliwie nadrobić utracony czas. Przypomnijmy sobie, gdy nas dosięga tylko przeziębienie czy tak bardzo mamy ochotę na lekturę Biblii, na budowanie życia duchowego?

Niechaj i o Tobie mówią:

Ten mężczyzna, ta kobieta jest z Jezusem i oby nikt nie był w stanie temu zaprzeczyć”.

Biblia mówi, że będzie słychać jeszcze jedno wezwanie:

Ludzie omdlewać będą z trwogi w oczekiwaniu tych rzeczy, które przyjdą na świat, bo moce niebios poruszą się” (Łk 21,26).

W głębi serca czujemy, że ludzkość doszła do punktu krytycznego. Potrzebna jest jakaś interwencja z wysokości. Kiedy nadejdzie ta chwila, nie będziemy mieli czasu, by ukształtować Chrystusowy charakter w naszych duszach. Nie będziemy mieli czasu na zgromadzenie duchowych zasobów. Wszyscy, którzy chcieli mieć jedynie Jego imię, ale nie Jego miłość – zostaną pominięci.

Ciągle jest jeszcze czas. Drzwi są nadal otwarte, a największym pragnieniem Pana jest mieć nas na uczcie weselnej.

Uczyńmy Jezusa centralnym punktem swojego życia.

Powracając do zasadniczego pytania „dlaczego”, Bóg powiada, dosyć masz, gdy masz moją łaskę, miłościwy rok i czas.

Bóg w sytuacji Pawła nie spełnił jego prośby o zakończenie cierpień. Nie usunął ciernia. Bóg dał jednak Pawłowi coś dużo lepszego. Objawił mu, w jaki sposób może przez doświadczenie przejść:

Lecz powiedział do mnie: Dosyć masz, gdy masz łaskę moją…” (2 Kor 12,9).

Bóg nie jest nam winny wyjaśnienia naszych cierpień. Będziemy mieć całą wieczność na zadawanie pytań. Zrozumiemy, że wszystko było częścią planu Ojca, który wiedział, czego trzeba, abyśmy pozostali czujni, gotowi rozwijać się w Nim.

Przed nami rok łaski i pocieszania zasmuconych.

Więcej niż taśma klejąca

Więcej niż taśma klejąca

Dlatego, bracia moi, ukochani, bądźcie stali, niewzruszeni, wciąż tryskający poświęceniem w dziele Pana, pewni, że wasz trud nie jest daremny w Panu” (1 Kor 15,58).

Początek roku jest czasem podejmowania różnych zobowiązań, postanowień. Przygnębiająca bywa realizacja podjętych zobowiązań. Postanowienia zawierają pomysły, które mają sprawić, że będziemy wyglądać lepiej, żyć dłużej, mieć więcej i będziemy mieć lepszą relację z innymi. Jednak zwykle służą one tylko generowaniu poczucia, że coś postanowiliśmy. Postanowienia okazują się tylko doraźnie sklejającą problem srebrną taśmą.

  Jest wiele usterek, które cudowna srebrna taśma klejąca może naprawić! Doraźnie tak. Jest jednak mały problem, po pewnym czasie taśma zaczyna się odklejać, luzować. Nieszczelna rura zaczyna ponownie przeciekać, zaklejony materac dmuchany zaczyna przepuszczać powietrze, a złamany trzonek młotka ponownie jest złamany.

  Taśma była tylko szybkim i tymczasowym rozwiązaniem! Ludzie zawsze szukają szybkich rozwiązań. Nasze rozwiązania trwają tak długo, jak długo trzyma taśma klejąca.

Są ludzie, którzy żyją życiem sklejonym taśmą klejącą!

  Ap. Paweł rzuca nam wyzwanie, abyśmy byli stali, niewzruszeni. Nie prosi nas, abyśmy zmienili rzeczy, które już robimy dobrze! Dlaczego? Ponieważ usterki wymagają czegoś więcej niż taśmy klejącej! Wymagają stabilności, pracy nad problemem, poświęcenia, uwagi.

  Ludzie, których życie trzyma się na taśmie klejącej, zwykle mają nadzieję na trwałe rozwiązanie!

Bóg nie jest Bogiem jednorazowego użytku.

  Wielu ludzi nie wie, dokąd zmierza, nie mają celu. Po prostu wędrują przez życie, oczekując, że wszystko jakoś się ułoży, pójdzie dobrze, że taśma klejąca prowizorycznego życia – wytrzyma wystarczająco długo – do wieczności.

  Potrzebujemy weryfikacji. Musimy oprzeć się na czymś trwalszym niż owa taśma klejąca. Jest to takie ważne dlatego, że każda błędna decyzja ma wpływ na nasze życie.

  Prawie niemożliwe wydaje się w dzisiejszych czasach, znalezienie czegokolwiek, co będzie trwałe? Kluczem jest słowo „prawie”. Dziś właściwie żadna dziedzina życia nie wykazuje stabilności. Wszystko jest niepewne i wszystko możliwe. Ludzie żyją w lęku, boją się dnia następnego, bo nie są pewni, co on przyniesie. Zatruci jesteśmy pesymizmem, bo słyszymy wiele niepokojących informacji. Zwłaszcza teraz, gdy bombardowani jesteśmy różnymi informacjami na temat inflacji, cen gazu, benzyny, żywności.

  Musimy mieć odskocznię, czas na przemyślenia, byśmy byli bardziej gorliwi. Dlaczego? Bo czasy są złe.

  Nie można zatrzymać się, zaparkować lub powiedzieć: „ja wysiadam”. Nie na tej drodze. Na niej obowiązuje ruch jednostajny: 365 dni, 24 godziny na dobę, 60 minut na godzinę, 60 sekund na minutę.

  Jedyną rzeczą do zrobienia jest wprowadzenie trwałej naprawy w swoje życie, by czuć się pewniej! Zbyt często wyznaczamy sobie łatwe cele, linię wzdłuż brzegu, traktując linię brzegu jako linię końca. Każdy jednak musi przejść swój Jordan na drugi brzeg.

Potrzebujemy czegoś więcej niż taśmy klejącej.

Z tego powodu my, otoczeni tak wielką rzeszą świadków, odrzućmy wszelkie przeszkody oraz krępujący nas grzech i biegnijmy wytrwale w wyznaczonym nam wyścigu. Utkwijmy wzrok w Jezusie, w Tym, który wzbudza i doskonali wiarę, i który ze względu na czekającą Go radość wycierpiał krzyż, nie zważając na hańbę, i zajął miejsce po prawej stronie tronu Boga. Pomyślcie o Tym, który ze strony grzeszników doznał wobec siebie takiej wrogości, abyście, zniechęceni, nie upadli na duszy” (Hbr 12,1-3).

  Czasem nasze niepowodzenia są bolesnymi wspomnieniami. Co, zrobić, jeśli podjąłem złe decyzje? Co, jeśli nie uwzględniłem Boga w moich planach? Co, jeśli zepsułem rzeczy tak bardzo, że wydaje się, nie ma żadnego sposobu na ich naprawienie, nawet taśma klejąca nie pomoże.

  Bóg ma dla nas dobrą nowinę. On zna kierunek, który powinniśmy obrać.

– Nie możemy zmienić kierunku wiatru… ale możemy dostosować nasze żagle.

– Doświadczenia, to wspaniała rzecz. Umożliwiają rozpoznanie błędu, gdy popełnisz go ponownie.

Sumienie jest tym, co boli, gdy wszystkie inne części czują się zbyt dobrze.

  Chcielibyśmy na wiele znaków zapytania otrzymać bardzo jasną odpowiedź. Świat żąda wyjaśnienia bólu i wszystkich cierpień – dlaczego Bóg pozwala?

  Bóg nie musi odpowiadać na wszystkie pytania.

Bracia i siostry, „wasz trud nie jest daremny w Panu”.

  Być może przechodziliśmy jakieś burze, może usłyszeliśmy złe wiadomości od lekarza? Może były to duchowe zmagania? Pomyślmy o tym. Pociski, które poddały naszą wiarę próbom, są już za nami. Słońce będzie świecić ponownie. Weźmy ten wiersz jako proroctwo, dające nadzieję i rozpędzające obawy.

Bóg jest nadal odpowiedzialny.

Dlatego, bracia moi, ukochani, bądźcie stali, niewzruszeni, wciąż tryskający poświęceniem w dziele Pana, pewni, że wasz trud nie jest daremny w Panu”.

  Stawiam sobie i nam pytanie. Trzymać „się taśmy klejącej”, prowizorki życiowej, czy oprzeć się na fundamencie – Jezusie Chrystusie?

  Czy jestem teraz bliżej moich duchowych celów, niż byłem wcześniej?

  Czasem ludzie pytają: „Co chciałbyś robić w nadchodzącym czasie. Prawda jest taka, że nie ma znaczenia, czego ja chcę, ani czego ty chcesz. Bądźcie zdesperowani, aby wiedzieć, czego Bóg chce!”

  Niektóre rzeczy są pewne.

Jesteśmy pewni, że Słowo Boże się nie zmieni.

  Nasza gotowość do poddania się Słowu Bożemu może wydawać się płynna, ale Słowo jest pewne. Powinno być oczywiste, że fundamenty naszej wiary nigdy się nie zmienią, prawdy kardynalne definiujące naszą wiarę.

Jesteśmy pewni, że spotkamy się ze sprzeciwem ze strony mocy ciemności.

  Opozycja, z którą przyjdzie nam się zmierzyć, może się nasilić. Nikt z nas nie może przewidzieć, z czym przyjdzie nam się zmierzyć w sferze duchowości.

  Nawet jeśli nie ma sprzeciwu ze strony sił szatańskich, które zmusiłyby nas do odwrócenia się od podążania za Zbawicielem, nasze ciało będzie nam się sprzeciwiać. Trudno jest być pobożnym, gdy ciało nieustannie spiskuje przeciwko pragnieniom Ducha, którego Bóg nam dał.

Jesteśmy pewni, że nasz Zbawiciel będzie z nami.

Jezus obiecał: „A oto Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata” (Mt 28,20).

Żyj właściwie w zepsutym świecie.

  Życie w zepsutym świecie jest decyzją. Życie sprowadza się do jednej z dwóch opcji: albo będziesz służył Jezusowi, albo będziesz służył światu. Jest to wybór, którego każdy musi dokonać, nie można być letnim, to jest decyzja „wszystko albo nic”.

  Bóg dał Swojego Ducha tym, którzy patrzyli na Chrystusa jako na Zbawiciela i ten Duch przypomina nam, że jesteśmy obywatelami lepszej ziemi. Jeśli nie:

Za jakiś czas będziesz żałować, że nie zacząłeś dzisiaj”.

  Dlatego nie zachęcam do nowych deklaracji, do klajstrowania życia taśmą klejącą, oprzyjmy życie nasze tylko na tym, co już wiemy, że jest pewne.

Pewny jest fundament w Jezusie Chrystusie.

…mając tę pewność, że Ten, który rozpoczął w was dobre dzieło, będzie je też pełnił aż do dnia Chrystusa Jezusa” (Flp 1,6).