Ten świat nie jest domem mym

Ten świat nie jest domem mym

Ten świat nie jest domem mym

„A Bóg wszelkiej łaski, który was powołał do wiecznej swej chwały w Chrystusie, po krótkotrwałych cierpieniach waszych, sam was do niej przysposobi, utwierdzi, umocni, na trwałym postawi gruncie” (1Ptr 5,10).

Czy wiesz, ile kosztuje pójście za Jezusem?

Piąty rozdział przypomina nam, co jako chrześcijanie powinniśmy wiedzieć i posiadać, by dotrzeć bezpiecznie do wieczności. Jakimi dysponujemy pomocami? Potrzebujemy zatem informacji, jakie są podjęte kroki dla naszej ochrony w obliczu zagrożeń naszej wiary. Potrzebujemy zapewnienia od Boga, że zawsze będzie z nami w trudnych sytuacjach.

Apostoł Piotr przedstawia nas w 5 rozdziale załodze samolotu i załogę.

Każdy lot zaczyna się od instrukcji stewardes i zapewnień pilota, że najważniejszym priorytetem jest bezpieczeństwo lotu i zapewnienie jak największego komfortu pasażerom.

List został napisany, by przygotować i zachęcić wierzących, że jest nadzieja pomimo bolesnych doświadczeń. Adresatami są wierzący – rozproszeni, ale czeka ich inny dom. Oni ponieśli koszt, by pójść za Jezusem! Koszt ich to, rodziny, dom, kraj, miejsca.

Jesteśmy obcymi w świecie. To nie jest nasz dom. Mamy obywatelstwo w Niebie.

Kiedy dotrzesz do domu, jakimi wspomnieniami będziesz się dzielić? Jakie życie prowadziłeś dla Jezusa?

Czekamy z niecierpliwością na świat, którego jeszcze nie widzimy. Jesteśmy na ziemi z krótkoterminową wizą, jej ważność będzie wygasać.

Bohaterami wiary nie są ci, którzy osiągają pomyślność, sukces, ale ci, którzy traktują to życie jako tymczasowe zadanie i podążają wiernie, oczekując obiecanej nagrody w wieczności.

Jesteśmy pielgrzymami przechodzącymi przez życie do następnego. Nie jesteśmy tutaj, by pozostać, ale jesteśmy w drodze.

Profilaktyka brzmi: zawsze patrz na Jezusa, spoglądaj na horyzont, dom Ojca, oddychaj właściwym duchowym powietrzem, nie oglądaj się do tyłu.

Jesteśmy rozdarci duchowo między dwiema rzeczywistościami. Żyjemy na ziemi, a zarazem zdążamy do rzeczywistości niebiańskiej.

Dotrzeć bezpiecznie, ale z kim? Z jaką „lecisz” załogą?

Są ludzie, którzy są oddelegowani tu na ziemi, by wesprzeć nasz lot do wieczności. Są na pokładzie, by pilnować i ochronić. Są przygotowani, a przede wszystkim mają powołanie, by pilnować naszego bezpieczeństwa, kiedy życie staje się trudne.

Kto to jest?

„Tych zatem pośród was, którzy pełnią funkcję starszych, zachęcam również jako starszy, świadek cierpień Chrystusa oraz uczestnik mającej się objawić chwały: Paście stado Boże, powierzone wam w opiekę, nie z przymusu, lecz chętnie, po Bożemu. Nie dla brudnego zysku, lecz z oddaniem. Nie jak ciemięzcy poddanych, lecz jako wzór dla stada” (w.1-3)

Oto nasza załoga samolotu, który odbywa lot do wieczności. Starsi są pierwszą linią obrony w zgromadzeniu. Oni jak załoga samolotu muszą umieć zapanować w sytuacjach kryzysowych. Właśnie dlatego Bóg tak bardzo podkreślał wymagania co do ich kwalifikacji.

Zespół obsługi samolotu pasażerowie darzą największym zaufaniem, tu nie ma prowizorki.

Są pasażerowie, którzy przychodzą do kościoła, by być obsłużeni, nie obsługiwać. Powinni zmienić linie lotnicze na dużo droższe.

Tutaj wszystko jest ku wspólnemu usługiwaniu.

Wszyscy zaś przyjmijcie postawę pokory względem siebie nawzajem, gdyż Bóg się pysznym przeciwstawia, lecz pokornych darzy łaską.

Jest powód, dlaczego potrzebujemy służyć jeden drugiemu.

Starsi i pastor nie mogą być wszędzie, więc Bóg liczy na ciebie, by stanowić różnicę dla innych.

Co robimy, kiedy człowiek zawodzi? Kiedy ludzkie metody zawodzą, rodzi się pomysł; zmieńmy, zamieszajmy i powiedzmy, że to Bóg, bo tamci zawiedli.

„Wszelką swoją troskę zrzućcie na Niego, gdyż On troszczy się o was” (w.7).

Może przyjść czas, kiedy nikt z nas nie będzie w stanie pomóc, ale będzie Bóg. On nigdy nie zostawi, nie porzuci.

Pewna rodzina wracała samolotem do domu i zdarzył się dramat, w trakcie lotu pilot zmarł na zawał serca. Ojciec rodziny był licencjonowanym pilotem, ale małych samolotów. Wszystko co umiał obsłużyć w tak dużym samolocie to było radio.

Jedyne co powiedział: „kontrola, mamy nagły przypadek. Pilot nie żyje, potrzebuję pomocy”. Oczekiwanie na odpowiedź wydawało się wiecznością. Wtedy spokojny głos poprowadził go przez kolejnych 30 minut. I z powodu tego opanowanego głosu ten ojciec był w stanie posadzić samolot na pasie bezpiecznie.

Jest Bóg.

„Czy nie wiesz? Czy nie słyszałeś? Bogiem wiecznym jest Pan, Stwórcą krańców ziemi. On się nie męczy i nie ustaje, niezgłębiona jest jego mądrość.

Zmęczonemu daje siłę, a bezsilnemu moc w obfitości.

Młodzieńcy ustają i mdleją, a pacholęta potykają się i upadają,

lecz ci, którzy ufają Panu, nabierają siły, wzbijają się w górę na skrzydłach jak orły, biegną, a nie mdleją, idą, a nie ustają” (Izaj 40,28-31).

Potrzebujemy siebie w kościele. Ap. Piotr wie o czym pisze, przeżył kryzys, który uświadomił jemu jak trudno jest być czujnym i jak łatwo diabeł może naruszyć świętość naszej społeczności z Bogiem.

Diabeł nigdy nie zaniechał swojej aktywności, ciągle pracuje, by pochłaniać, rujnować.

Grzech nigdy nie umiera sam z siebie.

Jeśli prowadzisz jakiekolwiek życie duchowe, pobieżnie znasz Biblię, masz zardzewiały miecz, czym się przeciwstawisz? Jakub ujął to tak:

„Poddajcie się Bogu, przeciwstawcie się diabłu, a ucieknie od was”.

Możemy to czynić tylko mocni w wierze. Bez autorytetu Jezusa nie przeciwstawisz się tej wrogiej mocy. Jakie dasz Mu wytłumaczenie na lgnięcie do grzechu?

Po co tyle uwag, zabiegów, wysiłku, rozmów, zachęceń?

By nie było przypadkowości.

No, ale prowadzenie Ducha Św.?

Ludzi proklamują, że wierzą, że Jezus powróci. Ale kiedy patrzysz na ich życie, dają dowód, że nie przewidują Jego nadejścia.

Efekt widoczny będzie dopiero na końcowym lotnisku. Jak chcesz „dolecieć”, nie znając zasad, instrukcji, jak wystawić podwozie przy lądowaniu?

„Uniżcie się więc pod mocną ręką Boga, aby was wywyższył w swoim czasie” (w.6).

Jeśli nie jesteś przedstawicielem załogi, to módl się o załogę, proś o właściwych ludzi z punktu widzenia Boga, a nie wygody. Właściwi ludzie to nie ci, o których mówi się; dobry brat, ale rozpoznajemy jego powołanie od Boga.

Facebook usiłuje być narzędziem opiniotwórczym, ale jest to opinia najczęściej emocjonalna. Czy się nie mylimy? Oczywiście, że tak, dlatego potrzebna jest korekta. Korekty szukam w Biblii a nie w internecie.

Gdy w samolocie zaczyna się coś dziać niepokojącego, pozostaje tylko zaufać, że załoga wie co dalej. Jeśli oni będą wykonywać ruchy nerwowe, one udzielą się pasażerom.

Pozostaje modlitwa, by szczęśliwie „dolecieć” do celu i bezpiecznie wylądować.

Wiedz, że jest BÓG, który powołał cię do Jego wiecznej chwały, bo ten świat nie jest domem naszym, a zegar odlicza czas.

Nieprawdopodobne

Nieprawdopodobne

„Dlaczego uważacie za rzecz nie do wiary, że Bóg wzbudza umarłych?” (Dz 26,8).

Wspominamy wydarzenie nieprawdopodobne – Zmartwychwstanie.

Z biografią Jezusa związane są same rzeczy niemożliwe. Ewangelie w wielu miejscach wydają się być zmyślone, nieprawdopodobne, szokujące. Niektórzy czytają je z przymrużeniem oka.

Najważniejszym słowem, które rozbrzmiewać będzie w Wielkanoc, niewątpliwie jest słowo ALLELUJA. Będzie ono rozbrzmiewać w różnych połączeniach: Chrystus Zmartwychwstał, On żyje, śmierć pokonana, zwycięstwo życia, tryumf życia nad śmiercią, a wszystkie te sformułowania mogę zamknąć jednym słowem wprawiającym mnie ciągle w zdumienie – NIEPRAWDOPODOBNE.

Nieprawdopodobne jest to, co wspominamy, co się zdarzyło bez mała dwa tysiące lat temu i ciągle jest ważne dla milionów ludzi. Tak wiele niezwykłych zdarzeń w historii ludzkości miało miejsce, ważnych, niezwykłych, o których już tylko w archiwach można znaleźć wzmianki i jest jedno, które co roku wspominane podnosi duchową temperaturę wierzących i może pobłażliwy uśmiech wątpiących.

Jakże nie mieć wypieków na twarzy, gdy czytam w Biblii o wydarzeniach, które zostały na 700 lat przed tym faktem zapowiedziane i się wypełniły.

  1. Nieprawdopodobną wydawała się śmierć Jezusa.

Jego uczniowie nie dowierzali. Tryumfalny wjazd do Jerozolimy raczej sugerował wyniesienie na tron niż na krzyż, ale to, co było niemożliwe, stało się faktem. Śmierć Jezusa na krzyżu wstrząsnęła Jerozolimą – umarł Sprawiedliwy, Niewinny. Nawet setnik nadzorujący ukrzyżowanie wracał zszokowany – nieprawdopodobne, że to się stało.

  1. Nieprawdopodobny powrót.

Po ludzku wydawało się, niemożliwe, aby wrócić zza kurtyny śmierci, a jednak ogłaszamy – śmierć została pokonana.

Jak nie być zaszokowanym, gdy czytam słowa:

„Byłem umarły, lecz oto żyję na wieki wieków i mam klucze śmierci i piekła” (Obj 1,18).

To, co dla wielu wydawało się nieprawdopodobne, określiło treść, styl życia, wiarę. Jednym z takich ludzi stał się Szaweł. Człowiek, który długo uważał ludzi wierzących za niebezpiecznych fanatyków. Kiedy jednak stało się to, co wydawało się nieprawdopodobne, swym świadectwem, życiem, obroną faktów, wprawiał w osłupienie. Wiara w żywego Jezusa Chrystusa i co znaczy dla niego zmartwychwstanie, nieomal doprowadziły do nawrócenia króla Agryppy. Z powodu nadziei zmartwychwstania, które wspominamy, stał ap. Paweł przed sądem.

Wydaje się nieprawdopodobne, że dziś możemy z taką samą pewnością o tym zdarzeniu mówić.

Chrześcijaństwo z wiarą w śmierć odkupieńczą i zmartwychwstanie się nie zdewaluowało.

Spotykając się na niedzielnych nabożeństwach, ogłaszamy tryumf zmartwychwstania. Nie świętujemy niedzieli dlatego, że tak postanowił cesarz Konstantyn, ale dlatego, że Bóg uświęcił ten dzień chwałą zmartwychwstania Jezusa.

Można nie wierzyć, ale tylko na etapie przed Damaszkiem. Wielka uczoność Pawła uczyniła z niego wroga Chrystusa, ale tylko do Damaszku, a później był jego szczęśliwym „fanatykiem”.

„Uważam się za szczęśliwego, królu Agryppo, że mogę się dziś wobec ciebie bronić przed tym wszystkim, o co mnie oskarżają Żydzi” (Dz 26,2).

Niektórzy liznąwszy zdecydowanie mniej wiedzy od ap. Pawła, już silą się na naukowe próby niewiary w Boga, mają wątpliwości, a dopiero nauczyli się tabliczki mnożenia. Do rachunku różniczkowego jeszcze im daleko, a już zadzierają „naukowy nos”.

C.S.Lewis w książce „Bóg na ławie oskarżonych” powiada:

„Dla człowieka współczesnego Bóg jest na ławie oskarżonych”.

Problem w tym, że pewnego dnia możemy zasiąść na ławie oskarżonych.

„Bóg wprawdzie puszczał płazem czasy niewiedzy, teraz jednak wzywa wszędzie wszystkich ludzi, aby się upamiętali, gdyż wyznaczył dzień, w którym będzie sądził świat sprawiedliwie przez męża, którego ustanowił, potwierdzając to wszystkim przez wskrzeszenie go z martwych” (Dz 17,30-31).

Tak było i będzie, że żądać się będzie od wierzących obrony swej wiary w zmartwychwstanie. Ap. Paweł ciągle to czynił w różnych okolicznościach, jak również inni apostołowie.

Chwała Bogu, że możemy ogłaszać to, co było nieprawdopodobne.

Chcemy powtórzyć za ap. Pawłem:

„a jednak Chrystus został wzbudzony z martwych”.

Ewangelią jest poselstwo, że Chrystus umarł za nasze grzechy i zmartwychwstał, stając się zwycięzcą nad śmiercią. Jedną z niezwykłych cech wiary chrześcijan jest nadzieja, której źródłem jest zmartwychwstały Jezus.

Rockowa opera „Jesus Christ Superstar”, którą przed wielu laty świat muzyki był zafascynowany, kończy się w momencie, gdy Jezus jest w grobie. Pominięto najważniejsze przesłanie Jezusa, śmierć nie była Jego końcem. On zmartwychwstał.

O wyjątkowości chrześcijaństwa świadczy zmartwychwstanie Jezusa i w to wierzymy. Chrześcijaństwo jest jedyną religią świata opartą na zmartwychwstaniu jej założyciela. Żaden buddysta nie może stwierdzić, że Budda zmartwychwstał. Mahomet zmarł 8 czerwca 632 roku, a jego grób jest w Medynie.

Jezus nie ma swego grobu, gdzie można odwiedzać Jego doczesne szczątki.

Zmartwychwstanie jest poselstwem o tym, co widziano – o rzeczywistości.

Niektórzy, próbując zakwestionować historyczność zmartwychwstania, nawracali się, jak Frank Morison, który w pierwszym zdaniu swej książki „Whu Moved the Stone?” napisał: „Książka, która nie pozwoliła się napisać”. Przeprowadzony dowód zmienił Morisona.

Zmartwychwstanie nie jest nieśmiertelnością duszy ani nie jest reinkarnacją.

Zmartwychwstanie oznacza wieczne życie, a nie wieczną zagładę.

Wiara i nadzieja razem z miłością są trwałymi podstawami chrześcijańskiego życia.

„Teraz więc pozostaje wiara, nadzieja, miłość, te trzy; lecz z nich największa jest miłość” (1 Kor 13,13).

Ta nadzieja różni się od nadziei świata /od świeckiej/ ona nie ma nic wspólnego z naszymi domysłami czy przypuszczeniami. Nadzieja ap. Pawła pochodziła z jego osobistego spotkania z Jezusem Chrystusem na drodze do Damaszku.

Chrześcijańska nadzieja nie ignoruje faktu fizycznej śmierci. Aż do drugiego przyjścia Jezusa Chrystusa każdy z nas musi umrzeć. Życie fizyczne jest niezwykle kruche, nie zawsze z tego zdajemy sobie sprawę, gdy jednak przyjdzie śmierć, to ona nie kończy naszego życia.

Kto wierzy w zmartwychwstanie, ma życie wypełnione radością i nadzieją.

  1. Nieprawdopodobne przetrwanie.

Kapłanom i tym, którzy podjęli decyzję o ukrzyżowaniu Jezusa, wydawało się nieprawdopodobne, że wiara w Jezusa trwa. Musieli stwierdzić, nic się nie skończyło na Golgocie, a wręcz przeciwnie – rozwija się.

Możemy ogłaszać to, co było niemożliwe.

Każdego roku ten sam radosny okrzyk: „Pan zmartwychwstał” powtarzamy w okresie świąt Wielkanocy. Ogłaszamy koniec jednej historii i początek nowej.

Chociaż podróżujemy przez rzeczywistość straty, morze rozczarowań, to świętujemy podczas Wielkanocy, nie śmierć, ale życie. Ewangelia nie kończy się słowami; „umarł i pogrzebany jest”. Ewangelią jest poselstwo, że Chrystus umarł za nasze grzechy i powstał z martwych, stając się zwycięzcą nad grzechem i śmiercią.

Nie mamy tkliwych wspomnień, ale zwiastowanie, które podrywa nas do chwały, zachwytu, entuzjazmu, że Bóg jest żywym, realnym, obecnym w naszym życiu.

Ogłaszamy:

„Ja jestem Pierwszy i Ostatni — i Żywy. Byłem martwy, lecz teraz żyję na wieki wieków. Mam też klucze śmierci oraz świata zmarłych” (Obj 1,17-18).

Pamiątka Zmartwychwstania stanowi kolejne ogniwo łańcucha dowodowego, że wiara w Boga objawionego w Jezusie Chrystusie jest prawdą. Nie stanowią o tej prawdzie obrzędy i zwyczaje wielkanocne pochodzenia poza biblijnego, ale dowody Nowego Testamentu.

Wierzę w zmartwychwstanie, bo bez niego byłbym na straconej pozycji.

Drugi  złoczyńca

Drugi złoczyńca

„Prowadzono także dwóch innych, złoczyńców, aby ich z Nim stracić.

Gdy przyszli na miejsce zwane Czaszką, ukrzyżowali tam Jego i złoczyńców, jednego po prawej, drugiego po lewej Jego stronie” (Łk 23,32-33).

Historia jest o trzech ukrzyżowanych Jezus i dwóch przestępców. Większość z nas, kiedy słyszymy „łotr na krzyżu” myśli o tym, do którego Jezus powiedział: „Dzisiaj będziesz ze mną w raju”. Drugi nie otrzymał takiej obietnicy.

Przestępcy:

– widzieli tłumy, które zebrały się, by oglądnąć, jak Jezus umiera.

– usłyszeli kobiety, które zebrały się i płakały, lamentowały za Jezusem.

– mogli zauważyć, że On nie przeklinał, jak oni to czynili.

– słyszeli tych, którzy krzyczeli:

„Innych uratował, a sam siebie nie może. Jeśli jest królem Izraela, to niech teraz zejdzie z krzyża, a uwierzymy w Niego” (Mt 27,42).

Pierwszy.

Gdzieś po drodze, podczas procesu coś się zmieniło w pierwszym przestępcy, coś wstrząsnęło i poprosił Jezusa, by wspomniał na niego. Słyszy przekleństwa, drwiny, które Jezus musi znieść i miał tego dosyć. Staje w obronie Jezusa. Być może było to, jak Jezus reagował na nienawiść wokół siebie. Ten przestępca otwiera sobie furtkę nadziei.

A drugi?

Człowiek, który gardzi słabością. Pokora i prawość są słowami przekleństwa dla niego. Nie wierzy w Boga. Był po prostu produktem biedy i niesprawiedliwości społecznej tamtych czasów. Jednak kluczowym punktem, były słowa, które wykrzykiwał do Jezusa:

„Czy nie Ty jesteś Mesjaszem? Ocal siebie samego i nas” (Łk 23,39).

Patrząc na tego przestępcę umierającego razem z Jezusem, możemy powiedzieć, że niewiele o nim wiemy. W Ewangelii Mateusza i Marka opisany jest jako rabuś lub bandyta. W Ewangelii Łukasza jako przestępca. Był człowiekiem, który przyjął jako styl życia przestępczą praktykę. Ignorował i łamał prawa kraju. W rzeczywistości zignorował Boga. To było prawdziwe przestępstwo.

W Jezusie ten drugi złodziej widzi po prostu kolejnego żałosnego słabeusza, na którym można się zemścić, zanim umrze. Mówienie o tym, że Jezus ma moc od Boga, jest dla niego mitem i oszustwem. To jest część powodu, że pokazał taką pogardę dla Jezusa.

Jeśli to Król Żydów to mógłby właściwie uratować ich od tej okropnej śmierci. Kiedy powiedział „Uratuj siebie i nas!” Nie szukał przebaczenia grzechów. On nie chce się zmienić. On tylko chce zmienić okoliczności.

Całe życie zbudował wokół wiary, że Bóg nie istnieje dla niego. Swoje życie poświęcił bezbożności. Jeśli nie ma żadnego Boga, to kto jest odpowiedzialny za jego życie. Nie ma żadnej „dobrej i złej drogi”. Rządzi swoim życiem, a skoro to on rządzi swoim życiem, to on decyduje, co jest dobre, a co złe. Żył jak prawdziwy ateista, ale zmarł też śmiercią prawdziwego ateisty. Nawet w ostatnich chwilach na ziemi jest brutalnym, obojętnym człowiekiem, który przeklina ciemność i stawia czoła niepewnej przyszłości. Okazał się wielkim przegranym. Miał okazję rozmawiać z Królem wszechświata i poprosić o przebaczenie. Zamiast tego przeklina Jezusa i obraża. Nie okazał skruchy.

W 1800 r liberalne Missouri postanowiło stać się całkowicie ateistycznym miastem. Religia nie była dozwolona w granicach miasta. Nie mógł istnieć żaden kościół w mieście, a osoby religijne były zachęcane do nie osiedlać się w mieście. Przestępczość i niemoralność stały się tak powszechne, że miasto upadło i w końcu poproszono kościoły, by wróciły i ustanowiły religijną bazę dla systemu moralnego i prawnego miasta.

Bez Chrystusa jako soli naszego świata, naszego światła życia, życie staje się niemal nie do zniesienia. Nasza własna grzeszność i grzeszność naszych bliźnich byłaby nie do zniesienia.

Dlatego, gdy Jezus został ukrzyżowany między dwoma grzesznikami i umarł za nasze grzechy, to było celowe, to było zaplanowane. Setki lat przed narodzinami Chrystusa prorok Izajasz ogłosił:

„I wyznaczono mu grób wśród bezbożnych i wśród złoczyńców jego mogiłę, chociaż bezprawia nie popełnił ani nie było fałszu na jego ustach. Ale to Panu upodobało się utrapić go cierpieniem. Gdy złoży swoje życie w ofierze, ujrzy potomstwo, będzie żył długo i przez niego wola Pana się spełni. Za mękę swojej duszy ujrzy światło i jego poznaniem się nasyci. Sprawiedliwy mój sługa wielu usprawiedliwi i sam ich winy poniesie. Dlatego dam mu dział wśród wielkich i z mocarzami będzie dzielił łupy za to, że ofiarował na śmierć swoją duszę i do przestępców był zaliczony. On to poniósł grzech wielu i wstawił się za przestępcami” (Izaj 53,9-12).

Jezus umarł wśród grzeszników, by przynieść przebaczenie i uzdrowienie wszystkim grzesznikom.

Obaj przestępcy otrzymali te same informacje, obaj widzieli, jak Jezus zareagował na ukrzyżowanie. Jednak jeden żałował, drugi nie. To jest wolność wyboru, którą mamy. Możemy zdecydować się na nawrócenie i przyjęcie Jezusa lub odrzucenie. Wybór należy do nas.

„Wybacz im, mimo że wiedzą, co robią”.

Podjąłeś złe decyzje w życiu, prawda? Wybrałeś złych przyjaciół, może złą karierę. Patrzysz wstecz na swoje życie i mówisz: „Gdyby tylko, gdybym tylko mógł naprawić te złe wybory”.

Możesz.

„Jeden dobry wybór dla wieczności równoważy tysiąc złych na ziemi”.

Jak to możliwe, że dwóch mężczyzn widziało tego samego Jezusa, jeden zdecydował się Go wyśmiewać, a drugi wołać do Niego? Nie wiem, ale tak było. Jeden pokutuje, drugi się z niego naśmiewał. Jezus kochał go na tyle, by mu na to pozwolić.

Pozwolił mu na wybór.

On robi to samo dla każdego z nas.

Wykorzystajmy dobrze czas

Wykorzystajmy dobrze czas

„Baczcie więc pilnie, jak macie postępować, nie jako niemądrzy, lecz jako mądrzy, wykorzystując czas, gdyż dni są złe” (Ef 5:15-16).

Na początku roku, zwykle stajemy przed nieznaną podróżą. Jeszcze nie przejeżdżaliśmy tą drogą życia. Nie pytam, czy udamy się lub nie w tę podróż, ale jaki kierunek obierzemy? Jest podstawową rzeczą, aby podejmować właściwe decyzje każdego dnia. Każda błędna decyzja ma wpływ na nasze życie.

Co przyniesie rok 2026? Jestem pewien, że wszyscy chcielibyśmy wiedzieć. Umówiono się, że jakoś trzeba odliczać czas, dni, lata, by łatwiej było archiwizować historię. Miliony ludzi robi jakieś plany, zamierzenia, jak będzie, jaki będzie rok, co przyniesie?

Nie potrzebujemy kryształowej kuli, by wiedzieć ani adresu do wróżki, nie musimy sięgać do horoskopu.

Każdego roku na początku pojawią się artykuły różnych ekspertów, przewidujących co może zdarzyć się ważnego w tym roku. Często jest to przysłowiowe wróżenie z fusów. Życie zdecydowanie wyprzedza przewidywania.

Zbyt wiele rzeczy dzieje się szybko: reagujemy zbyt szybko, odpowiadamy, zanim słyszymy pytanie. Idziemy, zanim jesteśmy gotowi, rozmawiamy, zanim coś mamy do powiedzenia, uczymy, zanim jesteśmy nauczeni, mierzymy wysoko, zanim zapuścimy korzenie.

Naciskamy przepustnicę życia z napisem „naprzód”, ponieważ boimy się zwolnić.

Zastanawiam się, jak będzie tego roku. Czy będziemy bardzo zajęci? Czy lepiej wykorzystamy nasz czas? Czy po 365 dniach będziemy oglądać się za siebie z radością, czy z żalem? Będziemy patrzyli w przyszłość z optymizmem, nadzieją czy strachem?

Potrzebujemy zaplanowanego czasu z Bogiem.

Dziś właściwie żadna dziedzina życia nie wykazuje stabilności. Wszystko jest niepewne i wszystko możliwe. Ludzie żyją w lęku, boją się dnia następnego, co przyniesie. Czy będę mieć jeszcze pracę, co zdrożeje, jaka będzie moja przyszłość, w jakim stopniu będzie stabilna sytuacja ekonomiczna?

Zatruci jesteśmy pesymizmem, bo słyszymy tak wiele niepokojących informacji. Wsiadamy do samochodu, pociągu czy samolotu i nasz umysł ogarnia niepokój. Dlaczego?

„Strach zapukał do drzwi, wiara otworzyła i nikogo tam nie było”.

Łatwo można dać się wciągnąć w taki sposób myślenia.

A dla nas wierzących? Bombardowani codziennie przez informacje, zdarzenia musimy mieć odskocznię, czas na przemyślenia, byśmy byli bardziej gorliwi niż w minionym roku. Dlaczego? Bo czasy są złe.

Może to będzie rok, w którym będziemy szukać czasu na modlitwę, studium Biblii, refleksję, spojrzenie co osiągnąłem, co straciłem. Może wystarczy szarpania się z wszystkim i wszystkimi? Odkryjemy plan dla nas albo poniesiemy klęskę.

Bóg powiada: „nie obawiajcie się tego czego obawiają się wszyscy” (Iz 8,12).

Będą jakieś łagodne i ostre zakręty. Czasami spotkamy wyboje i niespodziewane objazdy. Może okazać się, że droga jest ślepą uliczką, a innym razem będzie jak droga szybkiego ruchu z życiem lecącym na przysłowiowe złamanie karku. Każda ścieżka to niewidoczne niebezpieczeństwa i niespodziewane zaskoczenia.

Jedna rzecz jest pewna; drogę w 2026 roku przemierzać będziemy wszyscy jednocześnie.

Bóg dał każdemu z nas wybór co do jakości drogi, którą przejedziemy. Możemy przejechać drogami lokalnymi lub autostradą. Wszyscy jedziemy każdego dnia Bożą drogą lub własną. Nie można zatrzymać się, zaparkować lub powiedzieć: „ja wysiadam”. Nie na tej drodze. Na niej obowiązuje ruch jednostajny: 365 dni, 24 godziny na dobę, 60 minut na godzinę.

Bóg dał każdemu z nas wybór co do jakości drogi, którą przejeździmy. Każdego dnia wybieramy między właściwą rzeczą a rzeczą wygodną, trzymamy się zasad, lub też robimy unik dla wygody. Decydujemy się na uwierzenie i zaufanie Bogu, nawet jeśli nie zawsze rozumiemy Jego drogi, albo wątpimy i zabezpieczamy się ze wszystkich stron pełni nieufności i obaw. Codziennie stajemy wobec takich decyzji.

Moja zachęta – znajdź czas by przejść się duchowym spacerem i porozmawiać z Bogiem. On nie będzie przyspieszał – zdążysz.

Jest okazja, by dokonać wyboru, wyznaczyć nowe priorytety lub trwać przy starych. Podjąć wysiłek, by zapłacić cenę zmian lub czekać na okazję, przecenę, wyprzedaż.

Kiedy jedziesz w niewłaściwym kierunku, to Bóg pozwala dokonać zwrotu. Jest znak „U”, kierowcy wiedzą, jak przydatne jest to zezwolenie, możesz zawrócić.

Biblia ma nadal odpowiedzi, nie zmuszajmy jej do naszego kierunku.

„Baczcie pilnie jak macie postępować […]”.

Przede wszystkim musimy być bardzo roztropni, jak żyjemy, ponieważ nasz czas na ziemi jest ograniczony. Psalmista napisał:

„Daj mi, Panie, poznać kres mój I jaka jest miara dni moich, Abym wiedział, jak jestem znikomy!” (Ps 39,5).

Rozumiem, że dla młodszych 70 albo 80 lat brzmi jak wieczność. Też tak myślałem, że ktoś, mając 50 lat to staruszek, ale już nie. To jest zupełnie względne?

Czas jest naznaczony palcem Bożej miłości i wierności.

Jesteśmy przeładowani informacjami, działalnością na rzecz… Mamy przeładowane szafy, piwnice, garaże, bo „musimy mieć”. Wcześnie wstajemy, dwa etaty, bo trzeba wszystko opłacić. Martwimy się, by tego nikt nie ukradł, więc trzeba zabezpieczyć. Tyle dobrych rzeczy, ale tylko 8760 godzin w roku. Chcemy wykorzystać najlepiej każdą okazję, jak to zrobić? Ap. Paweł radzi:

Baczcie więc pilnie, jak macie postępować, nie jako niemądrzy, lecz jako mądrzy, wykorzystując czas, gdyż dni są złe.

Czy kalendarz będzie tak wypełniony, że nie będzie czasu dla ważnych rzeczy?

Ustal twoje priorytety.

Spodziewam się, że twoja odpowiedź będzie czynić różnicę w podróży drogą 2026.

Panie pomóż nam użyć 8760 godzin w 2026 roku jako najmądrzejszej drogi, którą mamy od Ciebie dla Twojej chwały.

Tradycyjnie, Nowy Rok jest czasem nowych początków. To jest czas, kiedy postanawiamy, by zrobić coś lepiej w tym roku niż zrobiliśmy w ubiegłym! Strona w kalendarzu historii się obróciła. Stajemy na początku nowego czasu. Jesteśmy między tym, co było i tym, co będzie. Czy jestem teraz bliżej moich duchowych celów niż byłem rok temu?

Nie jestem prorokiem, a może? To jest lub będzie Twój rok przełomu. Modlę się o błogosławieństwo, zwycięstwo i radość dla Ciebie.

Po prostu narodzenie

Po prostu narodzenie

„Lecz gdy nadeszło wypełnienie czasu, zesłał Bóg Syna swego, który się narodził z niewiasty i podlegał zakonowi, aby wykupił tych, którzy byli pod zakonem, abyśmy usynowienia dostąpili” Galacjan 4,4-5.

Gdy nadeszło wypełnienie czasu.

Dlaczego Jezus narodził się właśnie wtedy? Czy nie było bardziej sprzyjającego momentu? Dlaczego Jezus przyszedł dokładnie wtedy? Dlaczego wybrał taki czas w tak obcej krainie? Gdyby przyszedł dziś, dotarłby do całego świata skomunikowanego medialnie.

Pełnia czasu zastała tyrana w Jerozolimie; bezwzględnego cesarza panującego w Rzymie; właściwego cieślę w Nazarecie; pasterzy na wzgórzu w pobliżu Betlejem; Cezara Augusta zlecającego spis ludności; oraz obserwatorów gwiazd w perskim obserwatorium.

Pełnia czasu, a świat podbity przez Aleksandra Wielkiego. Wraz z nim przyszła kultura grecka, filozofia grecka oraz język grecki, który był precyzyjny. Prorocy dawno nie żyli, a obietnice niemal zapomniane. Ciemność i grzech panowały na wyścigi.

Jednak wszystko było na swoim miejscu, a wybrana dziewczyna w Galilei usłyszała:

„I rzekł jej anioł: Nie bój się, Mario, znalazłaś bowiem łaskę u Boga. I oto poczniesz w łonie, i urodzisz syna, i nadasz mu imię Jezus.

I rzekła Maria: Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według słowa twego. I anioł odszedł od niej” (Łk 1,30-31.38).

Narodził się z niewiasty.

Niezwykłą tajemnicą historii Narodzenia Jezusa jest to, że dziecko urodzone w stajni w Betlejem, było Synem Bożym, posłanym przez Boga dokładnie w odpowiednim czasie!

Jeśli „Bóg posłał swojego Syna” potwierdza boską naturę Jezusa Chrystusa. „Zrodzony z kobiety” potwierdza, że był także w pełni człowiekiem.

Jezus nie urodził się przypadkowo, pojawił się w swoim wyznaczonym czasie! Bóg idealnie zsynchronizował czas tak, by wpisał się do Jego wiecznego planu. Jezus narodził się w terminie. Urodził się w naszym świecie pełnym winy i rozpaczy, w atmosferze szopy.

Podlegał zakonowi.

Urodził się pod Prawem, które Bóg nadał jako standard życia, a jednak konsekwentnie łamane, dopóki Prawodawca nie przyszedł – w pełni czasu.

Aby wykupił.

„My”, którzy byliśmy grzeszni, ślepi, „my”, którzy Go wyrzekli się i nie przyjęli, odkupił i dał nam swoje życie. Wykupił winnych, zmieniając status w błogosławione łaską dzieci Ojca.

„Do swej własności przyszedł, ale swoi go nie przyjęli. Tym zaś, którzy go przyjęli, dał prawo stać się dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię jego” (Jan 1,11-12).

Abyśmy usynowienia dostąpili.

Żyj z Nim w relacji pełnej miłości, nieograniczonego przebaczenia. Żyj już nie jak niewolnik, lecz ukochane i błogosławione dziecko. Żyj z Jego Łaski. Jesteś dzieckiem Boga, jesteś dziedzicem, masz godność.

Gdy nadeszło wypełnienie czasu.

W tym zdaniu prawdziwy cel opowieści świątecznej staje się jasny. Dlaczego Syn został wysłany? Dlaczego Jezus przyszedł? Jego życie, miało na celu uwolnienie jeńców, aby usynowienia dostąpili.

Dlatego żyj z Nim w relacji pełnej miłości, nieograniczonego przebaczenia i niezachwianej akceptacji.

Świętujmy pamiątkę narodzenia naszego Pana i Zbawiciela godnie, bo czas, w jakim żyjemy, jest też właściwym dla nas.