utworzone przez Zdzisław Józefowicz | 10 maja 2020 | 2020, Maj 2020
Świat nie jest domem mym (3)
„Nie mamy tu bowiem miasta trwałego, ale tęsknimy za przyszłym” (EIB) (Hbr 13.14).
„Bo ten świat nie jest naszym domem; my oczekujemy wiecznego domu w niebiosach” (Słowo Życia).
Życie na ziemi jest tymczasowe. Nasza obecność jest przejściowa i to jest oczywiste. Niektórych ta myśl jednak może stresować, mimo że Boże Słowo zawsze jest zachętą.
Bóg porównuje życie na ziemi do życia w obcym kraju. Ziemia nie jest naszym trwałym domem ani końcowym celem. Ludzie są tylko imigrantami, którzy wylądowali na ziemi, są tymczasowo. Zostaliśmy stworzeni dla czegoś lepszego.
Ponieważ ziemia nie jest naszym ostatecznym domem, doświadczamy trudności, smutku, czasem odrzucenia. Mimo wielu szczęśliwych chwil, nic nie da się porównać z tym, co w końcu będziemy przeżywać w wieczności z Bogiem. Jeśli będziemy tak myśleć o życiu, jako tymczasowym zadaniu, to doprowadzi do zmian naszych wartości i priorytetów.
C.S. Lewis spostrzegł: „To wszystko, co nie jest wieczne, jest wiecznie bezużyteczne”.
Przed Bogiem wielkimi bohaterami wiary nie są ci, którzy osiągają pomyślność, sukces, ale ci, którzy traktują to życie jako tymczasowe i podążają wiernie, oczekując obiecanej nagrody w wieczności.
„Nasza zaś ojczyzna jest w niebiosach, skąd też oczekujemy Zbawiciela, Pana Jezusa Chrystusa” (Flp 3.20).
Nasze prawdziwe obywatelstwo jest w niebie, a zatem ma bardzo ważne znaczenie. Ap. Paweł był obywatelem rzymskim i miało to w pewnych okolicznościach poważne znaczenie. Przysługiwały mu uprawnienia wynikające z tego obywatelstwa. Obywatelstwo nieba definiuje nasz kraj i wiedzę o nim. Według Biblii, niebo nie jest tylko symbolicznym stanem. Jest fizycznym miejscem. Księga Objawienia ap. Jana czyni wyraźne odniesienie do fizycznego powrotu Jezusa z fizycznego miejsca, gdzie Jezus teraz przebywa.
„Potem zobaczyłem, a oto drzwi były otwarte w niebie i głos – ten, który poprzednio usłyszałem, jakby trąby mówiącej do mnie – powiedział: Wstąp tutaj, a pokażę ci to, co ma się stać potem” (Ap 4.1).
Kiedy tę ziemię opuścimy, bo nie jest domem naszym, wejdziemy do miejsca fizycznego.
Dwie możliwości są, by stać się obywatelem nieba. Urodzić się w danym kraju i tak staliśmy się obywatelami Polski. Drugi to naturalizacja – przyjęcie obywatelstwa danego kraju. W takim przypadku trzeba spełniać pewne warunki. Osoba musi znać historię kraju, znać język, kulturę, mieć 18 lat, mieszkać co najmniej 5 lat, znać konstytucję itd. To są wspólne czynniki, które łączą obywateli. Aby stać się obywatelem nieba, osoba musi też przejść przez podobny proces. Chociaż nie ma ograniczenia wieku i wymagań rezydencji.
Wiele miejsc Biblii opisuje wymagania, jak stać się obywatelem nieba.
„Odpowiadając Jezus, rzekł mu: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się kto nie narodzi na nowo, nie może ujrzeć Królestwa Bożego” (Jan 3.3).
„Zapewniam, zapewniam was, że kto słucha Mojego słowa i wierzy Temu, który Mnie posłał, ma życie wieczne i nie idzie na potępienie, ale przeszedł ze śmierci do życia” (Jan 5.24).
Pojawia się pytanie, czy jest sens poświęcać tyle uwagi obywatelstwu nieba i oczekiwaniu na nie, skoro jakoś życie na tej ziemi się toczy. Czy rzeczywiście ten świat nie jest naszym domem?
Tymczasowym tak, wiecznym nie.
Billy Graham powiadał: „Jedną z najlepszych dróg, by pozbyć się zniechęcania, to zapamiętać, że Chrystus powróci. Najwspanialszą prawdą jest poselstwo o zbawieniu i drugim przyjściu Jezusa Chrystusa. Kiedy spoglądamy wokoło i widzimy pesymizm, zniechęcenie, frustrację, powinniśmy pamiętać, że Biblia jest jedyną, która przewiduje przyszłość. Biblia jest dużo nowocześniejszą niż jutrzejsza gazeta”.
Nie, nie wolno być nieświadomym faktu, że Chrystus wróci pewnego dnia, a ten świat nie jest domem mym na stałe. Biblia daje nam obraz przyszłości.
Możemy wiedzieć, co będzie jutro przez czytanie Biblii dzisiaj.
W starożytnej Grecji igrzyska olimpijskie miały jeden szczególny bieg, który był inny od pozostałych. W tym biegu nie liczyło się kto będzie pierwszy, ale kto z zapaloną lampą dotrze do mety. To jest zachęta dla chrześcijanina dzisiaj – skończyć bieg z zapaloną lampą wiary.
Na czym się skupiamy? Na dobrych rzeczach czy najlepszych.
W pewnej gazecie ukazał się dziwny nekrolog:
„Mył zęby dwa razy dziennie. Lekarz dwa razy w roku badał go dokładnie. Gdy padał deszcz, nosił nieprzemakalny płaszcz. Pilnował diety z przewagą świeżych owoców i warzyw. Uprawiał sport, sypiał co najmniej 8 godzin. Nigdy nie palił, nie pił, nie stracił panowania nad sobą. Był przygotowany, by żyć 100 lat. Miał opinię 18 specjalistów, 4 instytutów zdrowia, 6 profesorów producentów zdrowej żywności. Pogrzeb odbędzie się w środę. Miał tylko 63 lata. O wszystko zadbał, oprócz rzeczy najważniejszej, zapomniał, że jest śmiertelny”.
Jako chrześcijanie musimy trzymać się tej perspektywy, że jesteśmy pielgrzymami przechodzącymi przez życie, do życia następnego. Nie jest tak, że życie nie ma żadnego znaczenia dla nas, jest to życie, które określa, gdzie spędzimy następne. Nie jesteśmy obywatelami tego świata. Jesteśmy jak Abraham, kiedy przechodził z miejsca do miejsca, aż dotarł do miejsca obietnicy Boga.
„Dzięki wierze Abraham okazał posłuszeństwo wezwaniu, aby wyruszyć na miejsce, które miał wziąć w dziedzictwo. Wyruszył, nie wiedząc, dokąd zmierza. Dzięki wierze przebywał w Ziemi Obiecanej jako obcej, mieszkając pod namiotami z Izaakiem i Jakubem, współdziedzicami tej samej obietnicy. Oczekiwał bowiem miasta zbudowanego na trwałych fundamentach, którego budowniczym i twórcą jest Bóg” (Hbr 11.8-10).
My nie jesteśmy tu, by pozostać, ale wędrujemy, gotowi, by wejść do domu wiecznego. Wszystko, co robimy, powinno skupiać się na tej podróży. Nasze skupienie jest na następnym, którego oczekujemy.
C. S. Lewis powiedział: „Jeśli mam pragnienie, którego żadne doświadczenie w tym świecie nie może zaspokoić, prawdopodobnie zostałem przeniesiony do innego świata”.
Kiedy ludzie powracają do domu z wakacji dzielą się z innymi, wspomnieniami. Pokazują filmy, zdjęcia wstawiają na Facebooka. To jest jakby najważniejsza część ich wakacji.
Kiedy dotrzesz do domu, do nieba, jakimi wspomnieniami będziesz się dzielić? Jakie życie prowadziłeś dla Jezusa? Czy byliśmy dobrymi obywatelami niebiańskiej ojczyzny, bo ten świat nie jest domem naszym.
Październik 2016
utworzone przez Zdzisław Józefowicz | 6 maja 2020 | 2020, Maj 2020
„Ja, Paweł, dopisuję to pozdrowienie własną ręką. Jeśli ktoś nie kocha Pana, niech będzie przeklęty. Marana tha!” (BE) (1 Kor 16.21-22).
Pozdrowienie w obecnym czasie stało się raczej grzecznościowym pustym zwrotem. Charakterystyczne dla dzisiejszej kultury jest unikanie korespondencji listownej. Dominuje krótka lapidarna informacja np. w formie SMS-a, ewentualnie emaila zakończonego lapidarnym „pozdrawiam”.
Przy spotkaniu wymieniamy się jakimś powitaniem: „jak się masz, co słychać, heja, jak leci, jak zdrowie, jak się macie?”. Z prawdziwym zainteresowaniem ma to niewiele wspólnego. Ludzie mówią: „dobrze Cię widzieć”, nie myśląc, czy kiedyś jeszcze się zobaczą. Odpowiedzi są banalne, ugrzecznione albo jakaś „chwalaczka”. Co kupiłem, w co zainwestowałem, jaki dom, samochód.
W środowisku chrześcijańskim wierzący też ulegają takiej nowo modzie. Jednego pozdrowienia nie usłyszymy: „Pan jest blisko – Marana Tha” (wyrażenie aramejskie, znaczy: Nasz Pan [Maran] nadchodzi [atha]). Dziś taki zwrot jest de mode.
Teraz oczekujemy na wielkie rzeczy, znaki, jakieś nieokreślone poruszenia. Jeszcze wiele rzeczy mamy do zrobienia. Jeszcze szkoła, ślub, wycieczka, zbuduję dom, dwa, a jak osiągnę setkę, to mogę pomyśleć, czy „Pan jest blisko”.
Pozdrowienie Pawła ma chronić nas przed pustosłowiem. On zachęca do prawdziwej motywacji w pozdrowieniu, szczerego wyrażenia chrześcijańskiej miłości i oczekiwania na spotkanie z Jezusem. Charakterystyczne było, że ap. Paweł każdy list kończy osobistym i niebanalnym pozdrowieniem:
„Pozdrówcie każdego świętego w Chrystusie Jezusie. Pozdrawiają was bracia, którzy są ze mną. Pozdrawiają was wszyscy święci, szczególnie zaś ci z domu cesarskiego. Łaska Pana Jezusa Chrystusa niech będzie z waszym duchem” (Flp 4.21-23).
Wzruszające są pozdrowienia kończące list do Rzymian, gdy o każdym z pozdrawianych chociaż dwa, trzy, pozytywne słowa przekazuje.
John Stott pisze: „To był zwyczaj w starożytnym świecie dla korespondentów, by skończyć listy życzeniem — zwykle świeckim życzeniem zdrowia albo szczęścia. Paweł nie widzi żadnego powodu, by opuścić ten zwyczaj. On schrystianizował inauguracyjne pozdrowienie, tak teraz chrystianizuje końcowe życzenie. Naprawdę to, co pisze jest w połowie życzeniem, a w połowie modlitwą. On życzy błogosławieństw od Boga Ojciec i Pana Jezusa Chrystusa”.
Dlaczego pozdrowienie: „Pan jest blisko”?
Świat nie jest naszym celem ostatecznym, ale przygotowujemy się na spotkanie uwielbionego Jezusa Chrystusa w naszej niebiańskiej ojczyźnie. Zawsze czegoś oczekujemy, mamy plany i spodziewamy się, a spełnienie wieńczy nasze marzenia.
Ziemia czy wieczność z Bogiem?
Co spowodowałoby w naszym myśleniu ogłoszenie, że za 24 godziny historia się zamknie – Jezus przyjdzie. Czy jesteś gotowy? Czy jesteś podekscytowany, czy przestraszony?
Jeśli ktoś niespodziewanie do nas przyjdzie, prowadzimy go do pokoju gościnnego i zanim otworzymy drzwi, w 15 sekund sprzątamy wszystko z tego pokoju do innego. Może to być za mało 15 sekund, gdy Pan przyjdzie, nie ogarniesz się, potrzebne jest tylko mgnienie oka.
Jeśli tylko prześledzić jeden tydzień w mediach i docierające informacje możemy wyczuwać atmosferę powrotu. Katastrofy, huragany, tornada, trzęsienia ziemi, pożary na niespotykaną skalę, epidemie chorób. Plan Boga wykona się, możemy zaufać Mu.
Oto katastrofy, które zdarzyły się w tylko w jednym tygodniu 2011 roku:
– Trzęsienie ziemi o amplitudzie 6.9 w Argentynie, trzęsienie ziemi (5.2) w Południowym Xin Jiang, Chiny.
– Trzęsienie ziemi (7.1) Chile.
– Więcej niż 1000 martwych ptaków spada z nieba w Arkansas.
– Wybuch żółtej febry w Ugandzie, zabija więcej niż 40 osób.
– Trzęsienie ziemi blisko Japonii wywołuje tsunami.
– Potężne trzęsienie ziemi na południowym wschodzie Iranu.
– 10.000 ptaków znaleziono martwych w Manitobie.
– Powódź w Rockhampto, Australia.
– 100 ton martwej ryby na brzegach – Brazylii.
– Martwe ptaki w Szwecji, miliony martwych ryby w Maryland, Brazylii, Nowej Zelandii.
– Przesunięcie magnetycznego bieguna północnego ziemi zakłóca prace portu lotniczego w Tampa.
– 40.000 krabów znaleziono na plażach Anglii.
Jest to bilans tylko jednego tygodnia. Mimo tych dramatycznych znaków Bóg jest suwerenny, On jest odpowiedzialny, On ma kontrolę nad wszystkim. Suwerenność znaczy, że Bóg jest Panem i Królem.
Ekscytującym znakiem jest, że Ewangelia Jezusa Chrystusa jest głoszona prawie w każdym zakątku ziemi. Mamy eksplozję Dobrej Nowiny. Właśnie teraz jest więcej misjonarzy niż kiedykolwiek w historii świata.
Nasze pozdrowienia dotyczą innych spraw, tak bardzo wydaje się odległych od przypomnienia, że o każdym czasie powinniśmy być przygotowani. Ciągle jesteśmy obcy, bo nasza duchowa ojczyzna jest w innym miejscu.
Jeśli decydujesz się być wierny wobec współmałżonka z powodu twojej wiary, jesteś obcym.
Jeśli jesteś chrześcijańskim nastolatkiem i starasz się żyć dla Jezusa, jesteś obcym w szkole.
Jeśli wybierzesz ścieżkę czystości, twoi przyjaciele będą myśleli, że jesteś świętoszkowaty, obcy. Stare biblijne standardy moralności są ośmieszone, niemodne.
Zbyt wielu ludzi opiera swoje życie na fałszywej filozofii, że życie powinno być łatwe. Chrześcijanie stają się uwiedzionymi przez fałszywą filozofię. Zastanawiają się, dlaczego muszą przejść przez jakieś próby, walki, finansowe upadki, problemy ze zdrowiem, w końcu śmiercią. Dlatego tak chwytliwe jest nauczanie, że nam się należy życie łatwe, miłe i przyjemne.
Nie ma żadnych zwolnień, tylko dlatego, że jesteś chrześcijaninem.
Nie możesz żyć w połowie po chrześcijańsku, a w połowie po świecku.
Chrześcijanie obserwują symptomy powrotu Jezusa, ale nie oczekują powrotu Chrystusa! Biblia nie uczy nas, by spoglądać na Jego powrót; mamy oczekiwać Jego powrotu! Jest różnica między CZEKANIEM i PATRZENIEM!
Jezus nie przyjdzie po wierzących na pół etatu. On przyjdzie po Swoich, którzy nie dali się uwikłać w sprawy tego świata. Kłopot polega na tym, że jesteśmy ciągle w pośpiechu, ale Bóg nie.
Kiedy oczekuję końca gry lub filmu, przewiduję szczęśliwe zakończenie. Bóg powiedział nam w Biblii, jakie będzie zakończenie.
„Niech się nie trwoży wasze serce. Wierzycie w Boga i we Mnie wierzcie. W domu Mojego Ojca jest wiele mieszkań. Jeśliby tak nie było, to czy powiedziałbym wam, że idę przygotować wam miejsce? Gdy pójdę i przygotuję wam miejsce, znowu przyjdę i zabiorę was do siebie, abyście tam, gdzie Ja jestem i wy byli” (J 14.1-3).
Wydaje się jednak, że czas jakby dla każdego był inny. Godzina nie jest równa godzinie. Czas jest bezlitosny, nieubłagany – ciągle mija, bez względu na to, co się dzieje, a ludzie mówią: „poczekajmy, jeszcze jest czas”. Naszym chrześcijańskim pozdrowieniem, a też wyrazem nadziei, którą żyjemy, jest pozdrowienie: Pan jest blisko – Marana Tha.
Nie chodzi o przesadne teraz witanie się tym starochrześcijańskim pozdrowieniem, ale o życie w gotowości, oczekiwaniu i czerpaniu z tego błogosławieństwa.
„Powinniśmy żyć jak gdyby: Jezus umarł wczoraj, wstąpił do nieba dzisiaj i wróci jutro”.
Ten świat nie jest naszym domem.
Listopad 2016
utworzone przez Zdzisław Józefowicz | 2 maja 2020 | 2020, Maj 2020
„Nasza zaś ojczyzna jest w niebiosach, skąd też oczekujemy Zbawiciela, Pana Jezusa Chrystusa” (Flp 3.20).
Chrześcijanie wierzą, że spędzą wieczność w cudownym miejscu, ale niewielu chce o tym mówić. Jednym z najbardziej praktycznych i inspirujących przesłań Biblii jest nauka o powtórnym przyjściu Jezusa Chrystusa. Jedna piąta Nowego Testamentu poświęcona jest temu zagadnieniu. Kiedy kościół dochodzi do stwierdzenia, że Pan odwleka swoje przyjście, staje się nieefektywny. Wielu ludzi nie wierzy, że ten świat kiedykolwiek osiągnie koniec, ale Jezus powiedział, że to nastąpi, (astronomowie i fizycy chyba już tak. Wystarczy prześledzić różne opracowania).
C.S. Lewis powiedział: „Odkąd chrześcijanie przestają myśleć o świecie wieczności, stają się nieefektywni w tym świecie”.
Prześledziłem kontrolnie z kilku lat kazania na internetowych stronach zborów i nie doszukałem się lub sporadycznie kazań na temat powtórnego przyjścia Jezusa. Dla człowieka wierzącego jedną z pocieszających myśli, jest wiara, że Jezus przyjdzie powtórnie jako Król Królów i Pan Panów. Biblia, gdy mówi o przyszłości, mówi zawsze o perspektywie spotkania Tego, który nas kocha, akcentując równocześnie, że jej słowa wypełnią się. Nie możemy ignorować zapowiedzi biblijnych dotyczących przyszłości, ale nie musimy dramatyzować. Wierzę, że dramaturgia rozgrywa się na innej płaszczyźnie. Jesteśmy powołani, by zachęcać do świętości życia. Stwarzanie sztucznej atmosfery zagrożenia byłoby fałszowaniem rzeczywistości. Celem nie jest straszenie, ale nadzieja.
Pozdrowienie: „Pan jest blisko” (Flp 4.5) jest jedną z najpotężniejszych obietnic Biblii. Bez tej obietnicy nie mamy żadnej nadziei, obietnicy powrotu Chrystusa, zachęty do wiary w zmartwychwstanie.
Wczytując się w teksty Nowego Testamentu, możemy za ap. Pawłem powiedzieć: „wiem, dokąd idę, nie walczyłem z grzechem daremnie, to wszystko ma swój sens”. Porażające jest myślenie, że przypomnienie „Pan blisko jest”, to dla konserwatystów, „betonów”. Nowocześni chrześcijanie mają gładką, śliską doktrynę pełną frazesów, ale nie konkretów. Można cały świat pozyskać, omamić ludzi, ale szkodę ponieść na duszy.
„W piekle chyba największym dowcipem musi być całkowity brak przygotowania wśród chrześcijan!” D.Wilkerson
Kiedy głoszone jest przyjście Chrystusa, to rezultatem takiego oczekiwania jest święte życie. Wiemy, że jesteśmy na ziemi pielgrzymami. Nasz adres, pod którym żyjemy, może jeszcze wiele razy się zmieni, ponieważ nie jesteśmy w miejscu, gdzie będziemy na zawsze. Fałszywi nauczyciele proklamują, że wszystkie drogi prowadzą do nieba. Właśnie to ludzie chcą usłyszeć. Jedyny problem w tym, że nie jest to prawdą.
„Głoś Słowo, nalegaj w porę i nie w porę, upominaj, pouczaj, zachęcaj, z całą cierpliwością, ile razy nauczasz. Nadejdzie bowiem czas, gdy zdrowej nauki nie będą znosić, ale według własnych pożądań będą sami sobie dobierać nauczycieli, którzy wyjdą naprzeciw ich oczekiwaniom. I odwrócą się od słuchania prawdy, a zwrócą się do baśni” (2 Tm 4.2).
Ludzie chcą się czuć dobrze, a nie myśleć o powtórnym przyjściu Pana. Zwracają się do bajeczek, poświęcą kilka tygodni studium na temat piór aniołów, a nie poświęcą jednego tygodnia na studium o powtórnym przyjściu Jezusa.
Ap. Paweł kończy list do Koryntian stwierdzeniem: „Pan jest blisko” – Marana tha (BE). (Maranatha — wyrażenie aramejskie, znaczy: Nasz Pan [Maran] nadchodzi [atha]. Wyrażenie to było hasłem wzywającym do czujności i oczekiwania przyjścia Pana).
Przygotowujemy się na spotkanie uwielbionego Jezusa Chrystusa w naszej niebiańskiej ojczyźnie, ale po co tak od razu o wieczności, to temat niezręczny? Właśnie, wolimy ziemskie tematy, bo chyba niektórzy wierzą w niebo na ziemi.
„Na ziemi jest o niebo lepiej” brzmiał tytuł pewnego koncertu. Nie ma na ziemi nic tak radosnego, jak to, że pewnego dnia zobaczę Jezusa takim, jakim On jest. Nadzieja świata jest zbudowana na bezpieczeństwie posiadania. Nadzieja chrześcijanina mówi ap. Paweł to Jezus Chrystus:
„Paweł, apostoł Chrystusa Jezusa z nakazu Boga, naszego Zbawiciela, i Chrystusa Jezusa, naszej nadziei” (1 Tm 1.1).
Jezus nie jest jedynie wspomnieniem; jest On osobą, którą spotkamy. Kościół Jezusa Chrystusa to Kościół nadziei. Zawsze czegoś oczekujemy, mamy plany i spodziewamy się, spełnienie wieńczy nasze marzenia. Ap. Paweł przypomina, że jesteśmy obcymi w świecie. Nie musisz nawet podróżować do innego kraju, by czuć się obcym, wystarczy, że wyznasz Jezusa jako swego Pana i jesteś obcy, fanatyk. Nie należymy tutaj. To nie jest nasz dom. Jeśli nie pamiętamy tego, możemy czuć się sfrustrowani.
Jesteśmy kłopotem dla tego świata.
„Nasza zaś ojczyzna jest w niebiosach”.
Ludzie nie rezygnują z powodu braku wiary, poddają się z powodu braku nadziei.
Nie należymy tutaj, mamy rezerwację w Niebie. Tu jesteśmy tylko na urlopie.
Niektórzy chyba zapomnieli o tym, nie myślą o domu Ojca, ale zaharowali się przy całej infrastrukturze swego życia. Trzeba nam ciągle przypominać, że Chrystus może przyjść w każdej chwili. Możemy usłyszeć, że ktoś, kto jeszcze dzisiaj rano był wśród nas, wieczorem przeszedł do wieczności. Wielu ludzi, którzy cieszyli się doskonałym zdrowiem, odchodzili nagle, bez ostrzeżenia.
Jeżeli umrzesz jako święty, będziesz święty wiecznie, ale jeżeli umrzesz jako grzesznik, takim zostaniesz na wieki.
Który świat jest moim prawdziwym domem?
Ten świat nie jest moim domem. Tylko przechodzę przez niego.
„Albowiem nie mamy przecież trwałego miasta, ale poszukujemy przyszłego” (Hbr 13.14).
Chrześcijanie są tylko pielgrzymami w tym świecie, który nie jest naszym domem. Nie jesteśmy jeszcze w domu. Musimy być ostrożni w myśleniu o tym obecnym świecie, w którym mieszkamy. Chrześcijanin tu na ziemi zawsze jest nie do pary: widzi niewidocznego, słyszy niesłyszalnego i wie, że umiera, aby żyć. Nie jest tak ważne, że znasz znaki, albo widzisz symptomy przyjścia Jezusa, kluczową rzeczą jest, czy będziesz gotowy, kiedy On przyjdzie?
Co zdarzyło się w dniach Noego, powtórzy się na końcu historii. Możesz być pewny, że ten świat, zdecydowanie skończy się. Urodzi się ostatnie dziecko, ostatnie małżeństwo będzie zawarte, ostatni pocałunek, ostatnia piosenka. Moim celem nie jest przestraszyć, ale pozwolić, by Słowo Boże pobudziło nas do czujności, jeśli koniec jest w zasięgu wzroku.
„A dzień Pana przyjdzie jak złodziej. Wówczas niebiosa z hukiem przeminą, żywioły zaś zostaną zniszczone w ogniu, i ziemia, i te dzieła, które na niej zostaną znalezione. Skoro to wszystko zostanie zniszczone, to jacy wy powinniście być w świętym postępowaniu i pobożności” (2 P 3.10).
Jeśli nie wiemy, kiedy będzie powtórne przyjście, to jak będziemy wiedzieli, kiedy być gotowymi?
Ilustracja: Pewien dom handlowy poszukiwał pracownika. Jeden zgłaszający się napisał w CW: „Obecnie sprzedaję meble pod adresem poniżej. Możesz ocenić moją przydatność jako sprzedawcę, jeśli przyjdziesz udając, że jesteś zainteresowany kupnem mebli. Kiedy wejdziesz, rozpoznasz mnie po moich rudych włosach. I nie będę pytał kim jesteś. Umiejętność, jaką zaprezentuję w sprzedaży towaru, nie będzie na pokaz z Twojego powodu, ale będzie to moje zwykłe codzienne podejście i niespecjalny wysiłek, by zrobić wrażenie na przyszłym pracodawcy”.
Spomiędzy ok. 1500 zgłaszających się, ten mężczyzna dostał pracę.
Jezus chce byśmy kiedy On powróci, byli gotowi jak ten sprzedawca – przygotowani cały czas.
Na ile jesteśmy bliżej tego zdarzenia?
Jeśli zwlekanie Boga dla niektórych jest zniechęcające, to wyobraźmy sobie, jak frustrujące jest dla diabła. On nie wie, kiedy Jezus powróci. Jezus nie ma żadnego zamiaru dania szatanowi sygnału, kiedy przyjdzie. Jest to zaplanowany element zaskoczenia. Ap. Piotr mówi: „dzień Pana przyjdzie jak złodziej”. Nadzieja na powrót Chrystusa stanowi motywację chrześcijańskiego postępowania. Kiedy jednak nadejdzie ostateczne rozliczenie, nie będzie żadnego „spróbujmy jeszcze raz”. Żadne alarmy nie zabrzmią; żadne nagłówki gazet nie ogłoszą tego przed czasem. Nie obudzimy się pewnego ranka, by powiedzieć: „To jest dzisiaj ten dzień”. Dzień Pana spotka się z nami nagle.
Żyć na ziemi to przywilej i przygotowywać się jako obywatel nowego niebiańskiego świata.
Wszystko jest już przy końcu ulicy jednokierunkowej, a tam czeka Bóg.
Wrzesień 2016
utworzone przez Zdzisław Józefowicz | 1 maja 2020 | 2020, Maj 2020
„Apostołowie znowu zebrali się u Jezusa i opowiedzieli o wszystkim, czego dokonali i nauczali. On zaś im polecił: Idźcie na pustkowie i trochę odpocznijcie. Tak wielu bowiem przychodziło i odchodziło, że nawet nie mieli czasu zjeść. Popłynęli więc łodzią w zaciszne i odosobnione miejsce. Zobaczono jednak, jak odpływali. Wielu ich rozpoznało, podążyło pieszo ze wszystkich miast i przybyło tam przed nimi” (Mr 6.30-33).
Uczniowie powrócili z wyprawy misyjnej i opowiadali podekscytowani o wydarzeniach, które miały miejsce:
„Wróciło siedemdziesięciu dwóch z radością i powiedziało: Panie, nawet złe duchy nam ulegają ze względu na Twoje imię” (Łk 10.17).
Nie wiemy, po jak długim pobycie uczniowie wrócili, ale byli podekscytowani tym, co miało miejsce. Co uczniowie zobaczyli? Czego doświadczyli? Co sądzili o sobie i swoich osiągnięciach? Co teraz powie Jezus o ich służbie, efektach pracy? Czym zostaliśmy pobłogosławieni?
Maszyna została wprawiona w ruch i trzeba podgrzewać kocioł, by była para. Co usłyszeli z ust mistrza?
„Na to odpowiedział im: Widziałem szatana, który spadł z nieba jak błyskawica. Oto dałem wam władzę stąpać po wężach i skorpionach, i po całej potędze wroga tak, że nic wam nie zaszkodzi. Lecz nie z tego się cieszcie, że duchy wam się poddają, ale z tego, że wasze imiona są zapisane w niebie” (Łk 10.18-20).
Dzisiejsze życie jest bardzo rozpędzone (chwilowo nie), brak nam czasu. Ciągle słyszymy „nie mam czasu”. Ten upowszechniający się styl życia wymyślił wyroby instant, fast foody, „wyścig szczurów”. Moglibyśmy mieć na czołach napis: „zajęty, zajęty, zajęty”.
Posłużę się tylko jednym przykładem: gastronomia szybkiej obsługi powstała, ponieważ nie mamy czasu, by spokojnie zjeść. Dzisiejsze pokolenie połowę czasu spędza w barach szybkiej obsługi, to jest społeczny zwyczaj. Myślę, że symbol McDonalda dla wielu jest bardziej rozpoznawalny niż chrześcijański krzyż. Jezus uczniom powiada — STOP. Wiem, co jest przed wami, musicie znaleźć czas na zwolnienie, posilenie. Mamy być dostępni potrzebującym, ale równocześnie musimy mieć miejsce dla zbilansowania energetycznego, odpocząć. Czasem ludzie chcą być kimś, są zabiegani, zmęczeni, wszędzie obecni. Nie jesteśmy powołani do wszystkiego. Niektórzy źle się czują, jeśli nie są wszędzie. Pewien człowiek opowiadał pastorowi jak jest aktywny, że wszędzie gdzie tylko jest działanie misji, kościoła, on jest. Gdy skończył, pastor zapytał: „i kim jesteś?” zapadło milczenie.
Niektórzy popadają w syndrom kameleona, który spadł na kraciasty kolorowy obrus i nie wie, który kolor wybrać. Nie możemy być wszystkimi kolorami.
Kiedy coś dobrze idzie, mamy taką tendencję, by iść „za ciosem”. Oni byli zajęci, wygłaszali kazania, uczestniczyli w życiu ludzi, wyganiali demony, uzdrawiali. Jezus jednak powiada; odpocznij i miej chwilę refleksji, zastanowienia, duchowego posilenia i fizycznego odpoczynku. Inaczej mówiąc, każe im wziąć przerwę, by poświęcić jakiś czas na „być” niż „robić”.
Są chrześcijanie nieuznający znaku STOP. Jak nie mogą iść, to chociaż muszą machać rękoma jak wiatrak. Ludzie w pędzie mają zaburzony sen, odpoczynek, którego brak jest jedną z przyczyn wypadków samochodowych.
Jest dobrze, opracujmy strategię, nowe rozwiązania, nowe pomysły, a czasem bywa i nową ewangelię. Chcemy pójść za Jezusem, czekamy na rzeczy wielkie, jesteśmy chętni, by działać, ale przychodzi Jezus mówiąc, zrób przerwę.
Nie możemy być wszędzie równocześnie, odpowiedzieć na wszystkie potrzeby. Potrzeby będą zawsze. Jezus nie reagował nerwowo, gdy nie wszystkie były natychmiast zaspakajane. Nasza duchowość nie powiększa się przez naszą szybkość, wielkość, ale przez naszą umiejętność zatrzymania się, refleksji, zastanowienia, przemyślenia. Jego tempo jest przemyślane. Jezus służył wielu ludziom, a tłumy zaczęły podążać za Nim. Po uzdrowieniu w domu Szymona, wstał, by odejść, by się pomodlić. Kiedy uczniowie to odkryli, szukali go, by poinformować: „tłumy Cię szukają”, jego odpowiedź była: „musimy pójść do innych miast”.
Pozwalamy by „hałas” tego świata zagłuszał Boga.
Jezus ma powody, by zaprosić uczniów do odpoczynku. Wrócili z misji, mogli być wyczerpani, ale potrzeby ludzi nie opuściły ich. „Tak wielu bowiem przychodziło i odchodziło, że nawet nie mieli czasu zjeść”.
Czy ta scena nie jest nam znana? Czy Twoje miejsce pracy nie jest czasem podobne? Czy Twój dom nie jest czasem taki? To jest wspólne doświadczenie ludzi dzisiaj. Mimo efektów Jezus nie każe uczniom by rzucili się w wir działania ponownie, nawet z większym zapałem. Jeszcze nie teraz. Na to przyjdzie czas. On nie prosi ich o coś trudnego i niebezpiecznego.
Jezus zaprasza nas, by odpocząć, ale nie traktujmy tego jako przyzwolenie do leniwego odpoczynku. Jeśli ludzie odpoczywają podejrzewamy ich o błogie lenistwo. Nie wykluczam takiej możliwości. Zwykle jest wiele do zrobienia, co nie może usprawiedliwiać nas przez działanie, robienie czegoś. Dlatego Jezus uśmiecha się i mówi: „Idźcie na pustkowie i trochę odpocznijcie”. Dziś aktywność staje się nałogiem, pracoholizmem. Matematyk, fizyk i teolog Blaise Pascal powiedział:
„…więcej niż połowa problemów tego świata pochodzi od ludzi, którzy nie potrafią usiąść spokojnie”.
To, co robimy może mieć większe znaczenie, gdy zatrzymamy się na chwilę, niż gdy jesteśmy w ruchu. To o co jesteśmy proszeni w tej lekcji jest proste: pójść do miejsca wyciszenia, refleksji, przemyślenia.
Oderwać się od robienia czegoś, do bycia i poznania Boga.
Jak będziemy mogli usługiwać, kiedy nas trzeba będzie na noszach przynosić? Gdzie jest Twoje spokojne miejsce? Chodzisz tam często? Czy jest to miejsce modlitwy, czytania Biblii, grupa domowa, jak często jesteś w zborze? Odpoczynek, o jakim mówi Jezus, to miejsce wyciszenia, zbliżenia się do Boga, regeneracji sił duchowych, byśmy mieli co dać.
W tym tekście Jezus nie mówi o wielkich przedsięwzięciach, o wielkiej wierze, która porusza góry, ale o prostych rzeczach.
Pójść do miejsca wyciszenia bez telefonu, komputera, radia, TV … pójść.
Chcesz mieć chwilę odpoczynku, refleksji i słyszysz dzwoniący telefon. Ktoś wyjmuje go i zaczyna rozmowę, nie może czekać. Zniewoleni telefonami, to już fakt. Ludzie są rozdrażnieni, kiedy nie są blisko telefonu. Czy możecie wyobrazić sobie Piotra wysyłającego SMS-a do Jezusa: „Wszyscy szukają cię, czy możesz oddzwonić do nas?”.
Dawid w 23 psalmie zaprowadza do miejsca spokoju:
„Pan jest moim pasterzem i nie brak mi niczego. Pozwala mi odpocząć na zielonych pastwiskach, prowadzi mnie do wód spokojnych, pokrzepia moją duszę” (Ps 23.1-3).
Dzisiaj, Jezus uczy nas mądrości i konieczności znajdowania spokojnego miejsca u Jego stóp. Gdyby w tym miejscu zakończyć, moglibyśmy świętować dzień uroczystego lenistwa. Intrygujące jest to, co się zdarzyło później.
„Po wyjściu z łodzi Jezus zobaczył wielki tłum i ulitował się nad nimi, bo byli jak owce bez pasterza” (Mr 6.34).
Jezus i jego uczniowie szukają wyciszenia i okazało się, że łódź była jedynym miejscem, które mieli do dyspozycji.
Kiedy Jezus i uczniowie dotarli do ich celu wycofania się, świat już czekał i jego potrzeby.
Potrzebowali odpocząć, bo za chwilę czekała ich niezwykła praca – „dajcie wy im jeść” – usłużenie kilku tysiącom ludzi. Jezus pomnożył, ale uczniów potrzebował do rozniesienia chleba.
Jezus wszedł do naszego świata, ogłaszając bliskość Królestwa Bożego i zadeklarował wyzwolenie z grzechu, jarzma aktywności, zniewolenia. Nie skorzystał z zaoferowanej popularności, bo bliższy był mu ten niespokojny tłum potrzebujący duchowego wyciszenia, przecież byli osamotnieni. Jezus nie szukał okazji do wywiadów, nie czytał sondaży popularności, nie reklamował produktu swoich kandydatów. Nie budował królestwa, by rywalizować przez wybitną pracę Jego uczniów. On był Mesjaszem, a Jego chwała była chwałą Boga.
„Ludzie są głodni prawdy, więc nauczał ich wielu rzeczy”.
Jezus nauczył jak żyć i jak być wolnym od przymusu aktywności. Nauczył otwartych serc na potrzeby zmęczonych i zniewolonych grzechem, proponując wolność od zniewalającej zajętości.
Jezus uciął ewangelię pogoni.
Listopad 2007
utworzone przez Zdzisław Józefowicz | 27 kwietnia 2020 | 2020, Kwiecień 2020
„Samuel rósł, a Pan był z nim i nie pozwolił, aby nie spełniło się żadne z jego słów. Cały Izrael, od Dan do Beer-Szeby, dowiedział się, że Samuel jest wiarygodnym prorokiem Pana” (1 Sm 3.19).
Każdego dnia miliony słów przepływa przez agencje informacyjne. Każdej godziny jesteśmy bombardowani słowami reklam zachwalającymi wszystko co naj…, naj…, najlepsze na świecie — numer jeden. Powietrze wypełnione jest pustymi dźwiękami. Rzeczywistość jest nieco mniej kolorowa, mniej atrakcyjna. Znacznie więcej jest biedy, łez, nieszczęścia. Słyszymy paplaninę, niespójny bełkot, upadek słowa. Potoki słów bez pokrycia.
Jezus powiedział: „Niech wasze »tak« znaczy »tak« , a »nie« znaczy »nie«. Co ponadto pochodzi od Złego” (Mt 5.37).
Słowa te stawiają wierzącym bardzo wysoko poprzeczkę. Dziś mamy do czynienia z upadkiem odpowiedzialności za słowa. Mam poważne obawy, że w środowisku chrześcijańskim zjawisko też się zadomowiło. Chcę zwrócić naszą uwagę na to, jak wykorzystujemy informację, jaki z niej czynimy użytek lub jaki powinniśmy czynić. Każda z informacji, jakie do nas docierają, może być w różnoraki sposób wykorzystana: poprawny lub zły, dla dobra człowieka lub przeciw niemu, można nią manipulować i jednych wynieść na piedestał, a innych z niego strącić.
Dynamit ma w sobie element destrukcyjny, ale i pożyteczny (np. w kopalni). Elektryczność — krzesło elektryczne lub oświetlenie. Energia jądrowa — Hiroszima lub elektrownia.
Za dobrą informację lub donos, możesz otrzymać wynagrodzenie lub mieć satysfakcję. Zawsze jest wybór.
Zwiadowcy wysłani przez Mojżesza mieli zdobyć informacje o ziemi, ale po powrocie zaczęli manipulować informacją, wzbudzając bunt. Zwiadowcy nie mówili nieprawdy, ale mieli cel — wywołać reakcję. Tylko Kaleb stwierdził, że Anakici nie są przeszkodą, bo „Pan jest z nami”.
Wszyscy mamy jakieś informacje, na temat przywódców, rodziny, pracodawcy, jakiegoś człowieka, który zadarł ze mną, a ja mam na niego haka. Możemy manipulować informacją tak, że częściowo będzie prawdą. Co z tym robisz? Próbujesz naprawić czy lecisz do osiedlowego BBC? Jesteś wiarygodny?
Pewien student wygrał konkurs na ekologiczną informację, w której usiłował pokazać, jak podatni jesteśmy na bzdurną niewiedzę. W projekcie zachęcał ludzi, by podpisywali petycję dotyczącą ścisłej kontroli lub całkowitej eliminacji substancji chemicznej zwanej „tlenkiem wodoru; nazwa systematyczna oksydan”.
Podał oczywiście powody:
• ten związek może powodować nadmierne pocenie się i wymioty.
• jest to główny składnik kwaśnych deszczy.
• może powodować w stanie gazowym silne płomienie.
• Przypadkowe zachłyśnięcie może spowodować śmierć.
• zmniejsza skuteczność hamulców samochodu.
• substancja jest wykrywana w guzach nieuleczalnie chorych na raka.
Na 50 ludzi przetestowanych za całkowitym zakazem używania tej substancji chemicznej, 43 powiedziało tak, 6 było niezdecydowanych i tylko jedna osoba wiedziała, że tą substancją chemiczną było H2O (woda).
Wykorzystanie posiadanej informacji w sposób niewłaściwy może spowodować zamieszanie.
Ten wierzący ma dobry samochód, a ja tylko malucha. Oni jadają na porcelanowej zastawie, a ja tylko na glinianej „cienko”. Ona ma kuchnię wyposażoną we wspaniałe meble a ja nie. Co z taką informacją robimy? Puszczamy plotkę, chyba w sposób nieczysty zdobył wszystko, podgrzewamy siebie i innych czy błogosławimy?
Sprężyna została nakręcona, a później wystarczy ją uwolnić.
„Kto oszczędza słowa, ma wiedzę, kto panuje nad sobą, jest rozumny. Nawet głupca, gdy milczy, uznaje się za mądrego, gdy zamyka usta – za rozsądnego” (Prz 17.27-18).
Jednym z najważniejszych źródeł informacji dla chrześcijanina nie są dzieła filozofów, ale Biblia.
Ważne jest, aby nasz umysł był zapisany właściwymi informacjami:
„Słowo Chrystusa niech mieszka w was obficie” (Kol 3.16).
Możesz zachęcić do modlitwy, dać dobrą radę, dać namaszczoną informację, ludzie mogą dowiedzieć się o Bogu, albo będziesz milczeć i robić z nimi to, co oni, a później w domu będziesz próbować usprawiedliwiać się przed Bogiem.
Musimy wiedzieć jak przetwarzać informację. Musimy być biblijnym informatykami. Kiedy zagubisz się w podróży, co robić? Zatrzymaj się i zasięgnij informacji.
Naszym zadaniem jest, aby „Słowo Chrystusa mieszkało w nas obficie”. Zresetuj swój komputer, pozwól Bogu zapisać twój twardy dysk Słowem Chrystusa. Wyłącz wszystkie kanały i zostaw jeden.
Kilkadziesiąt lat temu programy komputerowe były niewielkie, nieprzeładowane i wypełniały zadziwiające zadania. Komputer o pojemności zaledwie 125 kb kontrolował lot na księżyc. Dziś przeładowane, rozrośnięte programy są skierowane na nasze kieszenie, a ich zdolności wykorzystujemy w ułamku procenta.
Posłużę się pewnym przykładem z badań kosmicznych. Istniał program Pioneer – misji amerykańskich sond kosmicznych przeznaczonych do prowadzenia badań przestrzeni międzyplanetarnej i planet. Starty sond Pioneer odbywały się w latach 1958 – 1978. Do najbardziej znanych i udanych należały misje sond Pioneer 10 i Pioneer 11, które dokonały pierwszych przelotów w pobliżu Jowisza i jako pierwsze osiągnęły prędkość ucieczki z Układu Słonecznego. Ostatnie bardzo słabe sygnały zdołano odebrać 23 stycznia 2003 roku. Sygnały emitował 8-watowy nadajnik, którego sygnał potrzebował dziewięć godzin, by dotrzeć do Ziemi. Inżynierowie zaprojektowali Pioniera 10 na okres użytkowania tylko trzech lat. Jego mały 8-watowy nadajnik radiowy dokonał więcej, niż przypuszczano. Nie był przeładowany informacjami.
Kiedy oferujemy siebie w służbę Bogu, On może pracować nawet przez kogoś z 8-watowymi zdolnościami.
Czy Biblia dziś ekscytuje? Nic nie może zastąpić Słowa Bożego w naszym życiu.
Miej zdrowe informacje i w zdrowy biblijny sposób nimi się posługuj. Jeśli chcesz słyszeć, co Bóg mówi, musisz spędzać z Nim czas, aby rozwijać swoją umiejętność rozpoznawania co mówi.
„Słowo Chrystusa niech mieszka w was obficie”.
Samuel nie pozwolił, by Słowo Boga było sponiewierane, upadło na ziemię, był wiarygodny.
Bywa, że kilku ogłoszeń nie pamiętamy lub je ignorujemy. To tylko słowa, nad którymi można przejść spokojnie. Ile pamiętamy z kazania, gdy dochodzimy do drzwi wyjściowych? Bóg nie mówi, by zająć nasz czas, ale chce by życie nasze zmieniało się pod wpływem Jego Słowa.
„Tak będzie ze słowem, które wychodzi z Moich ust, nie wraca do Mnie bezowocnie, zanim nie wykona tego, co chciałem, i nie osiągnie celu, w jakim je posłałem” (Iz 55.11).
Słyszymy Boże poselstwo w dzisiejszych czasach płynące z tysięcy kazalnic i jaki to ma wpływ na ludzi słuchających?
Bierni słuchacze – czy spotykasz ich dzisiaj? Przychodzą do zboru, śpiewają, podnoszą ręce podczas uwielbienia i pozostają zupełnie bierni wobec słowa, które słyszą.
Wiele razy słyszę komentarz; to było dobre słowo i dobre pozostało. Zamrożeni w stanie bierności.
Zdarza się, że współczesne pokolenie ma własną koncepcję Boga. „Stare style” nie są wystarczająco współczesne.
Ludzie uzależnieni od pobłażliwego stylu życia obecnego wieku.
„Słowo Chrystusa niech mieszka w was obficie”.
John R.W. Stott w książce „Biblia dzisiaj” powiada:
„Biblia jest niezbędna dla życia, wzrostu, karmienia, kierowania, reformowania, jedności i odnowy Kościoła. Kościół bez Biblii nie może istnieć”.
Jak jest w naszej chrześcijańskiej rzeczywistości? Słowa, słowa, słowa…?
Luty 2008
utworzone przez Zdzisław Józefowicz | 23 kwietnia 2020 | 2020, Kwiecień 2020
„Przypominam wam, bracia, Ewangelię, którą wam głosiłem, a którą przyjęliście i w której trwacie. Przez nią również dostępujecie zbawienia, jeśli zachowujecie ją tak, jak wam głosiłem, chyba że nadaremnie uwierzyliście. Przekazałem wam bowiem na początku to, co i ja przejąłem, że zgodnie z Pismem Chrystus umarł za nasze grzechy, że został pogrzebany i trzeciego dnia wskrzeszony z martwych, zgodnie z Pismem, że UKAZAŁ SIĘ Piotrowi, potem Dwunastu. Następnie UKAZAŁ SIĘ więcej niż pięciuset braciom jednocześnie, z których większość żyje do dziś, niektórzy zaś pomarli. Później UKAZAŁ SIĘ Jakubowi, potem wszystkim apostołom. A jako ostatniemu ze wszystkich, jakby poronionemu płodowi, UKAZAŁ SIĘ się także mnie”. 1Kor 15.1-8
„Nie mogę uwierzyć!”, „coś nadzwyczajnego, coś niezwykłego, coś niespodziewanego”. „Nie mogę uwierzyć, że dostałem pracę!”, „Nie mogę uwierzyć, że on to powiedział!”. Zdarza się, że wypowiadamy takie oceny, gdy myśleliśmy, że coś się nie zdarzy, a faktycznie miało miejsce.
Naśladowcy Jezusa Chrystusa nigdy nie zapomną pierwszego dnia po sabacie, zwłaszcza kobiety, gdy zastały pusty grób z odsuniętym kamieniem, bez pilnujących straży. Maria Magdalena, gdy zobaczyła odsunięty kamień, pobiegła do Piotra, wierząc, że ktoś ukradł ciało Jezusa. Tego poranku trwało zamieszanie, bieganie od grobu do grobu. Zamieszanie i niedowierzanie.
Wszystkie biografie ogólnie kończą się ze śmiercią osoby, której dotyczą. Biografia Jezusa nie ma zakończenia na cmentarzu. Ona trwa. Po zmartwychwstaniu Jezus ukazał się niewiastom, uczniom, ludziom kościoła, a towarzyszy temu niedowierzanie, lęk. Przyzwyczailiśmy się uważać śmierć za należącą do naturalnego porządku rzeczy. W rzeczywistości jest ona i pozostanie wrogiem nawet dla odkupionego chrześcijanina.
Uczniowie zgromadzili się za zamkniętymi drzwiami z obawy przed Żydami i doznali nowej obawy. Zamiast lęku przed religijnymi liderami, mieli nowy powód do lęku:
„Gdy to mówili, sam Jezus stanął pomiędzy nimi i powiedział: Pokój wam. Oni przerazili się i przestraszeni myśleli, że widzą ducha. A On ich zapytał: Dlaczego jesteście zatrwożeni? Dlaczego wątpliwości ogarniają wasze serca?” (Łk 24.36-38)
Jezus użył prostego codziennego pozdrowienia, które funkcjonowało między Żydami: „Pokój Wam”. Powiedział językiem, jakiego zawsze używał, by nie mieli wątpliwości. Pokazał rany, to musiał być dramatyczny i wzruszający moment, który odblokował umysły uczniów. Wiedzieli na pewno, że to nie jest duch. Zostali przesunięci od przygnębienia do tryumfalnej radości. Teraz wiedzieli, co znaczy, że On jest Drogą, Prawdą i Życiem.
„Być może transformacja uczniów Jezusa jest największym dowodem zmartwychwstania” (John R. W. Stott).
Ap. Paweł kierując do Koryntian swoje poselstwo, powiada, chcę Wam przypomnieć: „Ukazał się…”. Przez kolejnych 40 dni będą odbywać się spotkania z Jezusem, ostatnie wskazówki, zalecenia.
Wiara w zmartwychwstanie towarzyszy kościołowi od pierwszego dnia, gdy grób opustoszał i jest potwierdzana przez spotkania ze Zmartwychwstałym. Wymienieni przez Pawła świadkowie nie są jedynymi, ale równocześnie są uzupełnieniem relacji ewangelicznych.
Chrześcijaństwo Pawła ukształtowało się nie na podstawie objawień, ale żmudnej, dociekliwej pracy. Wszystko, co napisał w listach, było wynikiem pracy, doświadczeń, służby, studiowania Pism Zakonu i prowadzenia Ducha Św.. Pomimo wielu spotkań z Jezusem byli kwestionujący fakt zmartwychwstania.
W życiu chrześcijańskim nie chodzi o poglądy, ale fakty. Jeśli usuwamy zmartwychwstanie, usuwamy fundament zbawienia. Chcemy powtórzyć za ap. Pawłem: „a jednak Chrystus został wzbudzony z martwych”. Skutkiem zmartwychwstania może mało zauważalnym powiada ap. Paweł jest pochłonięcie śmierci w zwycięstwie.
Miliony ludzi wierzyło i wierzy w prawdę o Jezusie Chrystusie i gotowi są dla tej prawdy ponosić najwyższą cenę. Kiedy uczniowie otrzymali moc Ducha Św., zaczął się marsz na miasta Europy. Mówili o tym, co Bóg uczynił dla nich i między nimi. Nie opowiadali snów ostatniej nocy lub co im się wydaje, ale głosili Jezusa Zmartwychwstałego, żyjącego, mającego moc, a On potwierdzał świadectwo znakami i cudami. Oni nie musieli szukać dowodów potwierdzających ich chrześcijaństwo. Oni żyli tak, że wszyscy wiedzieli, czy mają do czynienia z chrześcijanami, czy poganami. Apostołowie mieli jedno zwiastowanie — Jezus Chrystus zmartwychwstały — apostolscy fanatycy. Tak, byli zakochani w Tym, który dał im nowe życie.
W kim jesteś zakochany, o nim mówisz.
Apostołowie głosili Imię Jezusa obecnego w ich życiu, a nie jakąś odkurzoną historyjkę. Wszystko czynili w jednym celu, który ap. Paweł określił:
„…abyśmy dla Imienia Jego przywiedli do posłuszeństwa wiary wszystkie narody” (Rz 1.5).
Nauczanie w swej treści miało poselstwo o śmierci i ukrzyżowaniu Jezusa Chrystusa. Ap. Paweł jednak powiada: „bylibyśmy pożałowania godni, gdybyśmy w tym miejscu się zatrzymali”.
Poselstwo apostołów miało ważne przesłanie: Chrystus zmartwychwstał.
Zmartwychwstanie stało się pieczęcią dla tego, co było napisane.
Dla chrześcijan nadzieja nie jest niewyraźna. Mamy nadzieję, która jest historyczna i osobista. Mamy nadzieję, która staje przed pustym grobem Jezusa i oświadcza: „Jezus żyje!”. Każdy na swojej drodze potrzebował usłyszeć i spotkać Jezusa rozmawiającego z nimi. Potrzebowali przełamać lęk i obawy, aby z odwagą mówić o Zmartwychwstałym, aż zostali wyposażeni w moc Ducha Św..
Jego obecność była bardzo prawdziwa.
Kwiecień 1987