utworzone przez Zdzisław Józefowicz | 10 czerwca 2020 | 2020, Czerwiec 2020
„Głosimy tedy, jak napisano: Czego oko nie widziało i ucho nie słyszało, i co do serca ludzkiego nie wstąpiło, to przygotował Bóg tym, którzy go miłują” (1 Kor 2.9).
W 50 dni po zmartwychwstaniu doszło do zdarzenia, które wstrząsnęło podstawami życia religijnego. Mówimy o fakcie, który dał początek widzialnemu Kościołowi na ziemi. W Jerozolimie był początek, a później „rzeką” popłynęło to przeżycie. Od człowieka do człowieka, od społeczności do społeczności, od kraju do kraju, aż zrealizowała się Boża zapowiedź: „…wyleję mojego Ducha na wszelkie ciało…”.
Nie wspominamy przeżycia odnoszącego się do sfanatyzowanej grupy ludzi, czy jakiejś denominacji, ale mówimy o fakcie ważnym dla całego Kościoła. Przeżycie to doprowadziło do „fermentacji” w uśpionym, zadowolonym z mocnej pozycji – Kościele.
Możemy zadawać sobie pytanie, jaki związek ten tekst ma z Pięćdziesiątnicą?
Zdarzyło mi się słyszeć kilkakrotnie rozważanie na temat tego Słowa w związku z poselstwem o powtórnym przyjściu Jezusa. Sądzę, że dla większości czytających to miejsce taki jest wydźwięk apostolskiego przesłania. Powstają w nas stereotypowe skojarzenia w wyniku takiego czy innego nauczania.
Pewnego dnia uświadomiłem sobie, że właściwie Paweł wcale nie mówi w tym miejscu o niebie i o tym, co przygotował Bóg. Tym zajmuje się Jan w księdze Objawienia. Apostoł Paweł stwierdza, że jednym z najważniejszych poselstw dla zgubionego człowieka jest mowa o ukrzyżowanym Jezusie Chrystusie. Jest to podstawowy rodzaj zwiastowania, który w pierwotnym Kościele nazywano KERYGMĄ /ogłaszanie przez herolda królewskiego polecenia/. Było to więc ogłaszanie podstawowych faktów dotyczących chrześcijaństwa. Były to, pierwsze kroki wiary, podstawowe fakty o życiu, śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa. Paweł z Koryntianami rozpoczął od podstaw i powiada, że czynił to z wielką obawą czy spotka się ze zrozumieniem, ponieważ nie używał on zawiłego języka naukowego, czy filozoficznego, ale oparł się na inspiracji Ducha Świętego. Taki jest zawsze początek.
Paweł niejako powiada – na ulicy i wśród tych, którzy dopiero przyłączyli się, podajemy fakty podstawowe, ale później idziemy dalej, głębiej, do nauki, którą nazywano DIDACHE. Nauczanie i wyjaśnianie podstawowych faktów, które już zostały ogłoszone. Apostoł Paweł przechodzi do nauczania, stwierdzając: „…głosimy mądrość Bożą tajemną, zakrytą, …”. Chodzi tu o tajemnicę dobrze zrozumiałą dla wierzących, dla tych, którzy oddali swoje serce Chrystusowi. Cóż zatem jest tą tajemnicą?
Paweł od wiersza czwartego mówi o działaniu Ducha Świętego w naszym życiu, o Jego inspiracji, Jego niezwykłych przejawach działania. Są ludzie, którzy to nauczanie przyjmą lub odrzucą jako głupstwo. Jednych nazywa pneumatikos – ludzie posłuszni przewodnictwu Ducha Św., liczący się z Jego kierownictwem, drudzy psychikos – odbierający wszystko na poziomie życia fizycznego. W oparciu o to rozgraniczenie na nauczenie kerygmy i didache uważam, że istnieje prawidłowość Biblijna w kolejności przeżyć, niewykluczająca wyjątków, ponieważ dawcą wszystkiego jest Bóg. Zatem kolejność Biblijna rysuje się tak: najpierw zbawienie, później chrzest w wodzie i chrzest w Duchu Świętym.
W wersetach 9-10 Paweł mówi o skutku tego ostatniego przeżycia. To, co zdarzyło się w Kościele apostolskim, zdarzyło się na początku minionego wieku, przekroczyło nasze wyobrażenie o możliwościach działania Ducha Św. „Czego oko nie widziało i ucho nie słyszało?”
„Zdumieli się wtedy wszyscy i będąc w niepewności, mówili jeden do drugiego: Cóż to może znaczyć?” (Dz 2.12).
„I powstał nagle z nieba szum, jakby wiejącego gwałtownego wiatru, i napełnił cały dom, gdzie siedzieli. I ukazały się im języki jakby z ognia, które się rozdzieliły i usiadły na każdym z nich. I napełnieni zostali wszyscy Duchem Świętym, i zaczęli mówić innymi językami, tak jak im Duch poddawał” (Dz 2.2-4).
Czy ktoś widział i słyszał coś podobnego?
„A przez ręce apostołów działo się wśród ludu wiele znaków i cudów. Tak iż nawet na ulice wynoszono chorych i kładziono na noszach i łożach, aby przynajmniej cień przechodzącego Piotra mógł paść na którego z nich.” (Dz 5.12,15).
„Ludzie przyjmowali uważnie i zgodnie to, co Filip mówił, gdy go słyszeli i widzieli cuda, które czynił. Albowiem duchy nieczyste wychodziły z wielkim krzykiem z wielu, którzy je mieli, wielu też sparaliżowanych i ułomnych zostało uzdrowionych” (Dz 8.6-7).
„Żydzi namówiwszy tłum, ukamienowali Pawła i wywlekli go za miasto, sądząc, że umarł. Kiedy go jednak uczniowie obstąpili, wstał i wszedł do miasta…” (Dz 14.19-20).
„A gdy Paweł zgarnął kupę chrustu i nakładał ją na ogień, wypełzła od gorąca żmija i uczepiła się jego ręki. Lecz on strząsnął gada w ogień i nie doznał nic złego” (Dz 28.3-5).
„Czego oko nie widziało i ucho nie słyszało?”, gdy na początku tego wieku rozpoczęły się przeżycia zielonoświątkowe, ten werset miał w całej rozciągłości zastosowanie. Był to szok dla wielu religijnych chrześcijan. Bóg przez Ducha Świętego wstrząsnął Kościołem. Relacje, jakie przekazała historia, brzmią jak opowieści z bajek.
„Rok 1859 znany jest jako rok wielkiego, irlandzkiego odrodzenia duchowego. Dwa lata wcześniej potężna fala odrodzenia przeszła przez Amerykę. W każdym wielkim mieście odbywały się zgromadzenia modlitewne, na które uczęszcza tysiące ludzi. Duch działał tak potężnie, że według ocen każdego miesiąca było 50.000 nawróconych. Radosna wieść o odrodzeniu duchowym w Irlandii i Ameryce pobudziła także wierzących w Anglii do szukania Pana w modlitwie. Wkrótce w całym kraju zaczął płonąć ogień odrodzonej wiary. Spurgeon głosił ewangelię wielkim tłumom w Londynie i na każdym zgromadzeniu wielu przyjęło Jezusa Chrystusa jako swojego Pana i Zbawiciela”.
„Na południu Walii Christmas Evans pełnił wspaniałą służbę ewangelizacyjną. Nawróceni byli tak bardzo szczęśliwi, że w czasie spotkań tańczyli z radości, a Evans im tego nie zabraniał”. W małej miejscowości o nazwie Menston w hrabstwie Yorkshire w Anglii urodził się Smith Wigglesworth”. Człowiek, którego służba uzdrowieńcza jest wprost niewiarygodna a opisana w książce – „Apostoł wiary”.
David du Plessis tak wspomina; „byłem całkowicie pochłonięty czytaniem listu, gdy nagle drzwi otworzyły się gwałtownie i stanął w nich Smith Wigglesworth. Pan posłał mnie, bym ci powiedział, co On mi dziś rano pokazał – zaczął. W Kościołach historycznych rozpocznie się przebudzenie, które zaćmi wszystko, co było dotąd. Nic takiego nie miało jeszcze miejsca w przeszłości, jak to, co się teraz zacznie. Zaćmi ono dzisiejsze przebudzenie zielonoświątkowe, które wprawia świat w zadziwienie i wywołuje silny sprzeciw w Kościołach historycznych. Wkrótce błogosławieństwo stanie się ich udziałem, a ich posłanie i przeżycia przewyższą to, czego doświadczyli zielonoświątkowcy. Dożyjesz takich czasów, kiedy ruch zielonoświątkowy w porównaniu z tym, co Bóg uczyni w Kościołach historycznych, będzie niewielki. Ogromne zgromadzenia ludzi, jakich dotąd nie widzieliśmy. Pan powiedział mi, że mam cię ostrzec, iż użyje ciebie w tym ruchu”. /Mister Pentecost/.
„Wydarzyło się to w miejscu zwanym Starą Misją przy Azusa Street. Ludzie przyjeżdżali z całego świata, żeby zobaczyć, co się tam dzieje. Znajdowało się tam duże audytorium z Górną Izbą, do której wchodziło się po schodach. Przez kilka lat dom był otwarty dzień i noc. Dwa razy dziennie odbywały się nabożeństwa z głoszeniem Słowa Bożego. Modlitwa na górze trwała bez przerwy. Po skończonym kazaniu tłumy udawały się do Górnej Izby na modlitwę. Gdy zbliżał się czas nabożeństwa, ktoś uderzał w dzwonek i wszyscy schodzili w dół. Kathleen Scott, wtedy nastolatka, znajdowała się w Górnej Izbie. Nabożeństwo trwało, do budynku wszedł mężczyzna. Usłyszawszy modlitwę udał się na górę. W momencie gdy wszedł, Kathleen, pod działaniem Ducha Świętego, wstała, wyciągnęła rękę w kierunku mężczyzny stojącego na szczycie schodów i przez kilka minut przemawiała w języku, którego nie znała. Przerwał jej dźwięk dzwonka wzywającego na kazanie. Wszyscy zaczęli schodzić. Gdy Kathleen zbliżyła się do schodów, mężczyzna wziął ją za rękę i sprowadził na dół, za kazalnicę; poczekał, aż się wszyscy usadowili. Wtedy przemówił: – Jestem Żydem i przyjechałem do miasta, by zbadać sprawę mówienia językami. Nikt nie wie, czym się zajmuję, kim jestem. Chodzę słuchać kaznodziejów, by wykorzystywać ich kazania na wykładach przeciw chrześcijaństwu. – Ta dziewczyna, gdy wszedłem do pokoju, zaczęła mówić po hebrajsku. Podała moje imię i nazwisko, powiedziała, dlaczego znalazłem się w mieście, czym się zajmuję i wezwała mnie do pokuty. Powiedziała o mnie rzeczy, których nikt w mieście nie mógł się dowiedzieć. Wtedy mężczyzna upadł na kolana, zaczął płakać i modlić się, jakby serce miało mu pęknąć. Tak wyglądało przebudzenie na Azusa Street. Bez fanfar, bez reklamy, chórów, zespołów, zwykle towarzyszących przebudzeniom. Ruch narodzony w starej stajni się rozwijał. Dzień i noc, przez ponad 1000 dni. / „Oni mówią innymi językami” /.
A dziś jesteśmy obserwatorami używania przez Boga ludzi powołanych z towarzyszącymi znakami, o których możemy powiedzieć; „czego oko nie widziało…”.
Czy widzieliście skandale na cmentarzach? Czasem ktoś wywróci parę nagrobków, ale wśród żywych mają one miejsce codziennie. Ruch zielonoświątkowy jest krytykowany, bo jest żywy, w martwej religii niewiele może się zdarzyć błędów. Myślę, że to słowo ma szczególny wydźwięk w naszych czasach niepokojów, błyskawicznych zmian, poszukiwania sensu życia, uciekania do filozofii wschodu, spirytyzmu i okultyzmu. Dziś jak nigdy potrzebujemy wsłuchania się w to, co Duch Św. mówi zborom, Kościołowi, co przygotował tym, którzy go miłują. Nie jest najważniejsze, co ludzie mówią i wymyślą, ale co Bóg ma nam do powiedzenia.
Mówiąc o Pięćdziesiątnicy, możemy trochę być zachłyśnięci darami Ducha Św. zwłaszcza tymi spektakularnymi, by nie usłyszeć tego, co jest najważniejsze – nauczania Ducha Św. – Didache.
Zostaliśmy napełnieni Duchem Św. i wyposażeni w moc nie po to, by czynić coś widowiskowego, by udokumentować coś przed sobą i innymi, nie potrzebujemy udzielać pomocy Duchowi Św. w jego działaniu.
Przeżycie zwane napełnieniem Duchem Św. jest bardzo ważne, towarzyszące znaki również, ale bez zbawienia nie ma ono żadnego znaczenia. Jest wtedy tylko jakimś ekstatycznym przeżyciem. Od każdego chrześcijanina oczekuje się zdecydowanej postawy:
1. W sprawie zbawienia: musisz wiedzieć, czy jesteś zbawiony lub nie.
2. Oczekiwano decyzji chrztu w wodzie.
3. Oczekiwano wyraźnego wydarzenia w sprawie chrztu Duchem Św.
Często musimy włączać hamulce naszej wiary. Chcielibyśmy już, szybko, natychmiast, ale Bóg ma swój czas.
Wylanie Ducha Św. ma w sobie nagłość i gwałtowność i jest jedynym niepowtarzalnym wydarzeniem w Biblii. Nie było podobnego w charakterze wydarzenia, ale miało ono swój czas, którego nie można było przyspieszyć. Apostoł Piotr podkreśla, że jest to przeżycie dla wszystkich, którzy doznają zbawienia:
„Obietnica ta bowiem odnosi się do was i do dzieci waszych oraz do wszystkich, którzy są z dala, ilu ich Pan, Bóg nasz, powoła”.
Nowo narodzenie, poznanie Jezusa Chrystusa jako swego osobistego Zbawiciela jest sprawą Ducha Św., ale pozostaje życie w tym świecie pośród zła i grzechu, i dlatego potrzebujemy przeżycia, zwanego CHRZTEM W DUCHU ŚW.
„Znacznie łatwiej jest zostać napełnionym Duchem Św. niż utrzymać się w tym stanie”.
Języki nie są środkiem rozprzestrzeniania Ewangelii, lecz znakiem obecności Boga. Nie jest to ozdoba czy dodatek do życia chrześcijanina.
Dar Ducha Św. nie czyni nas dojrzałymi chrześcijanami w ciągu jednego wieczoru, ale przez stałe jego używanie. Cel tego przeżycia nie leży w tym, by dawać nam stałe podniecenie, lecz w tym, by obdarzyć nas jeszcze jedną cudowną możliwością, którą Bóg nam, aby Chrystus mógł być w nas Panem życia.
Maj 1994
utworzone przez Zdzisław Józefowicz | 2 czerwca 2020 | 2020, Czerwiec 2020
„Wy natomiast zostaliście namaszczeni Duchem Świętym i wszyscy znacie całą prawdę” (BWP), (1 Jan 2.20).
Drugi rozdział Dziejów Apostolskich dostarcza pełnego obrazu wydarzenia, które nazywamy zesłaniem Ducha Świętego — Pięćdziesiątnicą. Oprócz tak charakterystycznych znaków, jak: glosolalia, wizja, proroctwa, słowo wiedzy i mądrości, uzdrowienia, a więc charakterystyczne dary Ducha Św., pojawia się zwrot; „namaszczenie Ducha Świętego”.
Przeżycie zwane napełnieniem Duchem Świętym jest bardzo ważne, towarzyszące znaki również, ale nie może ono być tylko jakimś ekstatycznym przeżyciem. Chrześcijanin powinien być świadomy potrzeby tego przeżycia, ale bez przeżycia zbawienia nie ma ono znaczenia. Staje się tylko jakimś przeżyciem. Istotą namaszczenia Ducha Św. jest trwanie w otrzymanym przeżyciu.
Czy to przeżycie może starzeć się, mieć datę ważności, stać się nieświeże? Ogień tego przeżycia nie jest drugorzędnym, używanym, zwietrzałym, słabym, tandetnym. Bóg ma ogień, który jest zawsze świeży, a jego płomienie są jasne.
Bóg objawiał się w różnoraki sposób, ale z Mojżeszem postąpił w nowy sposób: „w ogniu”. Tak uczynił też w dzień Pięćdziesiątnicy. Jego ogień „zapłonął” na drodze chrześcijan. Bóg nie przyszedł, by dać nam trochę mądrości, narzucić komplet reguł albo ogłosić jakąś ideologię. Przyszedł jako ogień, nie filozofia albo teoria, ale jako rozpalające namaszczenie. To jest Bóg ognia i pasji. Bóg miłości, kochający. Jeśli jest Zbawicielem, ratuje. Jeśli napełnia Duchem Św., to z namaszczeniem.
O ludziach Dziejów Apostolskich mówiło się, że byli z Jezusem, że byli pełni Ducha Św., bo ich życie było dowodem.
Prowadzeni przez Ducha Bożego nie muszą udowadniać, że są dziećmi Bożymi.
Nie emocje budują wewnętrznego człowieka, ale wewnętrzne doświadczenie z Bogiem buduje emocje, naszą radość, zachowanie, bo jesteśmy przez Ducha Św. poruszeni.
Dary Ducha Św. nie są oznaką awansu chrześcijanina, ale znakiem wielkości Boga w nas.
Dlaczego zatem mamy problemy z ludźmi, którzy odwołują się do osoby Ducha Św.? Dlaczego duchowość nie chodzi w parze z czynami?
Jak budowa w stanie surowym wygląda zniechęcająco, tak życie duchowe również, gdy nie czynimy postępów. Apostoł Jan apeluje, aby namaszczenie, na nas pozostało. Oznacza to, że z jakichś powodów można namaszczenie utracić. Potwierdzają to dramaty takich pomazańców jak Samson i Saul, którzy je stracili.
„Wtedy zawołała: Filistyńczycy nad tobą, Samsonie! A gdy się ocknął ze swego snu, pomyślał sobie: Wyrwę się, jak za każdym razem dotąd i otrząsnę się. Nie wiedział jednak, że Pan odstąpił od niego” (Sdz 16.20).
Przyczyną utraty namaszczenia jest grzech. Grzech był przyczyną utraty namaszczenia w życiu wielkich pomazańców Pana. Życie niektórych współczesnych pomazańców dowodzi, że to grzech przerywa przepływ namaszczenia.
Potrzebujemy namaszczenia Ducha Św., by dać odpór narastającemu pokuszeniu grzechu. Wielu chrześcijan sądzi, że nie koniecznie muszą doświadczyć tego przeżycia, bo ono nie jest konieczne do zbawienia. To prawda. Jednak brak tego Bożego ognia, namaszczenia bardzo łatwo może pozbawić zbawienia. Wystarczy przyjrzeć się życiu duchowemu, by widzieć, jak brak mocy Ducha Św., brak trwania w namaszczeniu prowadzi do kompromisu z grzechem. Bardziej troszczymy się o wszystko wokół, tylko nie o życie duchowe. Przecież wystarczy niedziela. Brak duchowego poznania, zwycięstwa, bezradność, ignorancja, twierdzenie, że dam sobie radę, pozbawia namaszczenia. Cena jest jednak bardzo wysoka. Za cenę kariery zawodowej, statusu materialnego, dobrej pracy, wykształcenia, szybkiego dorobienia się, przyjemności, płacić przyjdzie swoim życiem i nie tylko duchowym. Co siejesz, to zbierzesz.
Kiedy mówię, że potrzebujemy pełności Ducha Św., może ktoś sądzić, że to pastorska przesada. Przyjrzyjcie się ludziom, którzy stracili kontakt ze społecznością, zborem. To nie tylko duchowe straty, ale często życie na krawędzi. „Za miskę soczewicy” sprzedali swe błogosławione namaszczenie.
Wydaje się, że coraz mniej o tym namaszczeniu i pełności Ducha mówimy i coraz mniej pragniemy, a to może w konsekwencji oznaczać, że nie pragniemy Boga i Jezusa, bo nie można Ich rozdzielać, gdyż są jednością. Odizolowanie się od Ciała, separacja, powoduje przerwę i namaszczenie ustaje. Gdy Piotr przyszedł do domu Korneliusza, usłyszał zapewnienie:
„A teraz jesteśmy wszyscy zgromadzeni przed Bogiem…” i gdy przemówił „…zstąpił Duch Święty na wszystkich słuchających…” (Dz 10.33,44).
Odcięta gałąź, prędzej czy później uschnie.
Rozproszenie sprawia brak namaszczenia, a Jezus przyszedł, aby zebrać w jedno rozproszone dzieci Boże. Kajfasz powiedział:
„A tego nie mówił sam z siebie, ale jako arcykapłan w owym roku prorokował, że Jezus miał umrzeć za naród. A nie tylko za naród, lecz też, aby zebrać w jedno rozproszone dzieci Boże” (Jan 11.51).
Powodem utraty namaszczenia jest wykonywanie tego, co chcę.
Apostoł Paweł chciał się udać do Azji, a potem do Bitynii i za każdym razem napotykał sprzeciw Ducha Świętego (Dz 16.6-7). Duch Święty potrzebował Pawła w Filippi (Dz 16,9). Gdyby Paweł postąpił po swojemu, nie mógłby liczyć na namaszczenie.
Duch Św. upodabnia namaszczonych do Mistrza. Namaszczenie, które przejął Elizeusz po Eliaszu, upodobniło go do jego nauczyciela (2 Krl 2.13).
Pierwsi chrześcijanie nazwani zostali w Antiochii „chrześcijanami” (Dz 11.26). Sposób ich życia upodobnił ich do Chrystusa.
Namaszczenie zmienia przede wszystkim tego, kto został namaszczony. Jesteśmy świadomi dotyku Ducha Świętego. Oczywiście, człowiek może skutecznie blokować usiłowania Ducha Świętego w doprowadzaniu do wewnętrznej przemiany. Bóg oczekuje przede wszystkim na to, aby życie osoby namaszczonej było czyste, przemienione i godne świętego namaszczenia. Kiedy Duch Święty przejmuje serce, to powoduje, że nasze relacje z Bogiem stają się osobiste. Duch Święty w czasie doświadczeń mówi jasno i głośno. Duch Święty pociesza i powiada: „Jesteś dziedzicem Bożym, nie jesteś tu na długo. Czemu się wszystkim martwisz? Czy masz walizki spakowane? Wkrótce zostawisz wszystkie kłopoty za sobą! Raduj się więc masz miejsce przygotowane w chwale. Jesteś umówiony na wieczne spotkanie”.
W tym punkcie wielu wierzących zawodzi. Są gotowi, aby Duch Święty przekonywał ich o grzechu i upadku, ale nie pozwolą, aby Duch Święty ułożył im życie. Namaszczenie oznacza pozwolenie, aby Duch Święty wykonywał w nas to, na co został posłany. Zacznij polegać na Bogu w każdej sytuacji!
Może usłyszysz tylko dwa słowa: „Pokutuj i uciekaj!”. Duch Św. będzie Ci mówił o grzechu, sprawiedliwości i sądzie. Nie karm się własnym usprawiedliwieniem: „mój problem nie jest tak zły”. Bez namaszczenia i ognia przegrasz największą batalię o swoje życie.
„Albowiem cóż pomoże człowiekowi, choćby cały świat pozyskał, a na duszy swej szkodę poniósł?” (Mr 8.36).
Jeśli nie pozwolisz, by przekonywał Cię Duch Św., będzie przekonywał Cię szatan. Jeśli w czasach ostatecznych nie masz namaszczenia Ducha Św., nie przetrwasz! Poddasz się nadchodzącemu duchowi Antychrysta! Dlatego jest ważne, co Duch mówi, o czym przekonuje, bo On mówi o wieczności. Nie straćcie tego, co dał Jezus, oczekując Jego powrotu.
Maj 2004
utworzone przez Zdzisław Józefowicz | 30 maja 2020 | 2020, Maj 2020
„A gdy nadszedł dzień Zielonych Świąt, byli wszyscy razem na jednym miejscu. I powstał nagle z nieba szum, jakby wiejącego gwałtownego wiatru, i napełnił cały dom, gdzie siedzieli. I ukazały się im języki jakby z ognia, które się rozdzieliły i usiadły na każdym z nich. I napełnieni zostali wszyscy Duchem Świętym, i zaczęli mówić innymi językami, tak jak im Duch poddawał.(Dz 2.1-4).
Wspominamy dzień zesłania Ducha Świętego — Pięćdziesiątnicę, bardziej znana nazwa to Zielone Świątki (Dz 20.16), a w Izraelu obchodzi się je jako święto Szewaot, Święto Żniw („bikkurim” – święto Pierwocin), tygodni. W synagodze odczytuje się Dziesięć Przykazań oraz księgę Rut.
Wspominamy dzień, który przeszedł do historii chrześcijaństwa, a który wstrząsnął Jerozolimą i tak dopiero co wstrząśniętą niewygasłymi wydarzeniami Golgoty i Zmartwychwstaniem. Dzień, którego rezultaty wstrząsają do dzisiaj chrześcijaństwem, tak katolickim, jak i protestanckim. Dzień, który annały historyczne odnotowały jako narodziny Kościoła widzialnego na ziemi.
Święto w naszej kulturze religijnej ma więcej z charakteru festynu ludowego niż z przeżycia, jakim być powinno. Zesłanie Ducha Św. nie jest świętem ludowym, ale jest przesłaniem dla człowieka, jak ma się stać świętym, Bożym dzieckiem. Przypominanie Pięćdziesiątnicy jest przypominaniem jej celu, a on brzmi:
„…weźmiecie moc Ducha Świętego, kiedy zstąpi na was, i będziecie mi świadkami w Jerozolimie i w całej Judei, i w Samarii, i aż po krańce ziemi”.
Centrum każdego przeżycia zielonoświątkowego jest zawsze Chrystus, którego Duch Św. Przyszedł wywyższyć! Pierwsza część historii jest emocjonująca. Szum potężnego wiatru, języki ognia, ludzie słyszący we własnych językach wypowiedzi Galilejczyków. Kiedy Duch Św. zstąpił, ludzie nie wychwalali przeżycia, głosili chwałę i wywyższali Boga.
„…słyszymy ich, jak w naszych językach głoszą dzieła Boże” (Dz 2.11).
Wierzący potrzebowali wyposażenia w moc do życia w pogańskim świecie. Czasem w komentarzach do Dziejów Apostolskich doczytywałem się, że głównym tematem jest osoba Ducha Św. Niewątpliwie Dzieje Apostolskie są relacją, jak Duch Św. wkroczył na terytorium zajęte przez dzieła diabelskie, aby je zniszczyć. Jednak najważniejszym tematem jest wzrastający kościół poprzez ludzi napełnionych mocą Ducha Św. i odwagą.
„Pan zaś codziennie pomnażał liczbę tych, którzy mieli być zbawieni” (Dz 2.47).
Nie wspominamy przeżycia, które było doświadczeniem kilku zapaleńców, ale mówimy o fakcie, który miał wpływ na rozwój Kościoła. Przeżycie to stało się „drożdżami Kościoła”.
Wydaje się, że w zbyt uproszczony i emocjonalny sposób podchodzimy do Pięćdziesiątnicy. Zbyt często niewłaściwie rozkładamy akcent tego przeżycia. Skoncentrowani na przeżyciu, doznaniu, językach, darach, ale głównym akcentem tego duchowego doświadczenia jest Bóg obecny w nas, dający życie, rozpalający nasze serca dla Jezusa. To nie był Jezus Chrystus, o którym przeczytali w książce; to nie był Jezus Chrystus, który żył w przeszłości, to nie był Jezus Chrystus, o którym powiedzieli im rodzice.
To było doświadczenie z pierwszej ręki.
Ośmielam się postawić tezę, że zbyt uboga jest Pięćdziesiątnica, jeśli kończy się na językach. Ona więcej znaczy niż języki i dary Ducha. Ona ukształtowała życie ludzi i narodzonego Kościoła. To doświadczenie było czymś więcej niż mówienie językami. Pięćdziesiątnica to przemienione życie podane z pierwszej reki, od samego Boga. Pierwsi chrześcijanie Pięćdziesiątnicę przełożyli na trwanie we wspólnocie, łamanie chleba, modlitwę, praktykę ulicy. Pięćdziesiątnica tamtego czasu zmieniła ludzi, że świat widział przełożenie między teorią a praktyką.
Nie mieli czasu na stratę czasu.
Zbyt wielu ludzi marnuje czas i swój duchowy potencjał na przyglądanie się czy inni są pełni Ducha Św., zamiast dać dowód, że Duch Św. jest w ich życiu doświadczeniem, które zmieniło ich życie. Przeżyciem, które poszerzyło horyzont miłości, praktyki chrześcijańskiej, tolerancji, obdarzyło Darami i przynosi Jego owoce.
W zesłaniu Ducha Św. Bóg objawił się, by ożywić ludzi, którzy myśleli, że wszystko się skończyło. Objawił się, by przepłynęła przez nich woda życia, by ich życie zamienić na świadectwo Dziejów Apostolskich.
Pięćdziesiątnica nie jest liturgicznym świętem czczenia przeszłości, ale realnym dotykaniem Boga dzisiaj.
Do tych oczekujących i skoncentrowanych na Chrystusie, przyszedł Duch Święty. Sednem tego przeżycia nie był gwałtowny wiatr ani ogień, ani języki. To były dodatki.
Sednem było wyposażenie, które wstrząsnęło nimi i wysłało ich, by wstrząsnęli światem.
Jeżeli Duch Św. mieszka w nas, to On ożywi nasze śmiertelne ciała. Będziemy mieli siłę, by czynić to, co On chce. Jesteśmy kontynuatorami dzieła Jezusa na ziemi.
Giacomo Puccini napisał kilka oper, które stały się sławne. W 1922 roku zachorował na raka, kiedy pracował nad ostatnią operą, „Turandot”. Puccini powiedział do jednego ze swoich studentów: „Jeśli nie skończę »Turandota«, chcę, byś skończył to dla mnie”. Wkrótce zmarł. Studenci Pucciniego studiowali operę ostrożnie i wkrótce dokończyli ją. W 1926 roku odbyła się światowa premiera „Turandota”, została wykonana w Mediolanie pod batutą ulubionego studenta, Arturo Toscaniniego. Wszystko szło pięknie, aż do miejsca, gdzie Puccini został zmuszony, by odłożyć swoje pióro. Łzy popłynęły po twarzy Toscaniniego. Zatrzymał orkiestrę, położył batutę i zwrócił się do widowni: „Do tego miejsca Puccini napisał i umarł”. Zaległa ogromna cisza. Toscanini podniósł batutę, uśmiechnął się i wykrzyczał: „Ale jego uczniowie skończyli tę pracę”. Kiedy „Turandot” dobiegł końca, widownia grzmiała aplauzem. Nikt nie zapomniał tamtego dnia.
Jeśli będziemy naprawdę uczniami Jezusa, będziemy żyli tak jak On, że inni będą widzieli Chrystusa w nas, będziemy mogli powiedzieć: Jego dzieło kontynuujemy.
Bibliści zgadzają się, że przeżycie zielonoświątkowe powinno mieć miejsce w dzisiejszym Kościele.
Bądźmy pełni Ducha Św., bo przyjdzie dzień zmian, a bez Jego mocy nie oprzesz się „mocy nieprawości”.
Poddanie się Duchowi Św. jest zawsze nową przygodą, indywidualną dla każdego z nas. Wydma poddaje się działaniu wiatru, to on ją formuje, nadaje kształt. Duch św. musi mieć możliwość formowania nas wg. swego projektu.
W zborach jest ogromne ciśnienie na manifestacje darów Ducha Św. i na pewno tych manifestacji potrzebujemy. Naszym zadaniem jest to, co czynili ludzie Pięćdziesiątnicy:
„…słyszymy ich, jak w naszych językach głoszą wielkie dzieła Boże”.
To jest nasze zadanie w tym przeżyciu, głosić Chrystusa i jego dzieła, a nie dzieła i dokonania ludzi.
Być napełnionym Duchem Św. jest rzeczą niebezpieczną, bo to rodzi odpowiedzialność. Mogę z dumą mówić, że reprezentuję nurt chrześcijaństwa, w którym zawsze coś się burzyło, fermentowało i wstrząsało posadami tradycji chrześcijańskiej. Tu zawsze rodzi się z woli Ducha Św. pragnienie do bardziej uświęconego, odsekularyzowanego życia poświęconego Bogu. Tu rodzą się nowe formy uwielbiania, przeżywania pobożnościowego, dopuszczające Ducha Św. do głosu i działania. To ten ruch łamie często chrześcijańskie konwencje, tradycje, sposoby misji i zwiastowania Ewangelii, ale jest z pierwszej ręki.
Maj 2008
utworzone przez Zdzisław Józefowicz | 26 maja 2020 | 2020, Maj 2020
„Przywodzę sobie na pamięć nieobłudną wiarę twoją, która była zadomowiona w babce twojej Loidzie i w matce twojej Eunice, a pewien jestem, że i w tobie żyje” (2 Tym 1.5).
W naszej kulturze matka zajmuje miejsce szczególne. Mama to pierwsze słowo, którego nauczyliśmy się w dzieciństwie. Mama to jednak słowo na dźwięk, którego biją nam mocniej serca, jesteśmy wzruszeni, bo z nią od dziecka przebywamy, jesteśmy mocno uczuciowo związani. Ona nas wprowadza w świat ludzi dorosłych i nawet te bardzo dorosłe dzieci lubią w trudnych chwilach swego życia pójść do niej i wyżalić się oczekując pomocy. Jej przytulenie, dobre słowo, czyni bardziej znośnym ciężar, a jej pocałunek łagodzi ból.
Poświęcenie jednego dnia uhonorowaniu mam nie stoi w sprzeczności z nauczaniem Biblii. Szacunek do matki wynika z przykazania:
„Czcij ojca swego i matkę swoją, aby długo trwały twoje dni w ziemi, którą Pan, Bóg twój, da tobie”(Wj 20.12).
Biblia w wielu miejscach zwraca uwagę na rolę kobiety-matki dając przykłady.
Mojżesz w domu swojej matki dowiedział się, że istnieje Bóg, który go kocha i troszczy się o niego, że jest Stworzycielem i Wszechmogącym, że tylko Jego ma miłować i kochać.
Rebeka matka Jakuba i Ezawa znała Boże błogosławieństwo dotyczące Jakuba, a gdy widziała kończące się życie Izaaka, pomogła błogosławieństwu się nie spóźnić. Wyprzedziła Boga w działaniu, bo zależało jej bardzo, tak jak każdej matce na świecie, by szczęście nie opuściło jej syna.
Anna matka Samuela była tak szczęśliwa, że swego syna oddała na służbę w świątyni, a Pan wynagrodził jej błogosławieństwem. Taką rolę wychowawczą spełniły też dwie kobiety, wspomniane w liście do Tymoteusza. Były to córka i matka, a dla Tymoteusza matka i babka, Eunice i Loida. Znaczący wpływ musiały mieć na Tymoteusza, skoro Ap. Paweł poświęca temu uwagę.
Matka jest pierwszym nauczycielem wprowadzającym w życie. Jej rola wychowawcza jest nie do przecenienia. Matka Tymoteusza postawiła sobie za punkt honoru zapoznać syna z drogą Pańską i zrobiła wiele, aby od dzieciństwa Tymoteusz został wychowany w wierze w żywego Boga. Matka nie przyjęła biernej postawy, stwierdzając, jest młody, później zdecyduje. Nie poprzestała na teorii, ale zapewne pokazała młodemu Tymoteuszowi sposób chrześcijańskiego życia w praktyce, świadczy o tym stwierdzenie: „nieobłudna wiara”. Nie zaniedbała daru Łaski, który otrzymała, wszczepiając go swemu synowi. Jego dobre chrześcijańskie wychowanie procentowało tym, że był prezbiterem zboru. Nie przypuszczała jakie plany Bóg ma wobec Tymoteusza, ale nie zaniedbała biblijnego wychowania. Klimat domu i atmosfera w dużej mierze zależą od kobiety i jakie wyrastają później dzieci. Pewien kaznodzieja stwierdził: „gdy Bóg chce dać światu wielkich kaznodziei, najpierw przygotowuje matkę”.
Nie przypuszczała Monika matka Augustyna, jaką rolę odegra jej syn w kościele zachodnim, nie przypuszczała matka Billy Grahama, że jej syn będzie tak znanym ewangelistą.
Drogie matki nie rezygnujcie z tego, o czym nie wiecie, a może okazać się szczególnym błogosławieństwem dla was.
Wspominając mamy, mówimy o ich ogromnej odpowiedzialności i wychowawczej roli w życiu rodziny, domu. Wiara matki jej chrześcijański tryb życia będą przypominane i opiewane po wielu latach.
Niech Dobry Bóg błogosławi każdą z niewiast matek za jej trud i poświęcenie w wychowaniu każdego dziecka, za ich domową ewangelizację.
Maj 1987
utworzone przez Zdzisław Józefowicz | 24 maja 2020 | 2020, Maj 2020
„Bo bezsprzecznie wielka jest tajemnica pobożności: Ten, który objawił się w ciele, został usprawiedliwiony w duchu, ukazał się aniołom, był zwiastowany między poganami, uwierzono w niego na świecie, wzięty został w górę do chwały” (1Tym 3.16).
Chciałbym zwrócić naszą uwagę na wydarzenie, które właściwie nie ma swego zdecydowanego odbicia w poświęconym temu świętu. Wydarzenie, które w całym spektrum tematów, jakie kaznodzieje lubią poruszać, jest właściwie traktowane marginalnie. Podniesiono do rangi święta wniebowzięcie Marii, które nie ma biblijnego uzasadnienia i jest poglądem opartym na legendach, a tymczasem biblijne udokumentowane zdarzenie przemija bez echa.
Wniebowstąpienie.
Chcę odświeżyć ten niezwykły moment powrotu, bo jest to biblijne święto dla chrześcijanina. Są święta nie biblijne i są biblijne. Jezus powiedział do zobaczenia aniołom w niebie i przyszedł na ziemię jako zwykły człowiek. Ludzie odwiedzają święte miejsca, rzeki, świątynie, miasta. Najświętszym miejscem wierzących w Chrystusa nie jest Jerozolima, ale niebo, bo nasz wywyższony Zbawiciel, znajduje się w niebie:
Chcę odświeżyć ten niezwykły moment powrotu, bo jest to biblijne święto dla chrześcijanina. Są święta niebiblijne i są biblijne.
Jezus powiedział do zobaczenia aniołom w niebie i przyszedł na ziemię jako zwykły człowiek. Ludzie odwiedzają święte miejsca, rzeki, świątynie, miasta. Najświętszym miejscem wierzących w Chrystusa nie jest Jerozolima, ale niebo, bo nasz wywyższony Zbawiciel, znajduje się w niebie:
„Główną zaś rzeczą w tym, co mówimy, jest to, że mamy takiego arcykapłana, który usiadł po prawicy tronu Majestatu w niebie” (Hbr 8.1).
Zasiadł na najwyższym podium wszechświata.
Jezus udał się tam, gdzie jest Bóg Ojciec. Powrócił do domu, do tych, z którymi pożegnał się, idąc na ziemię. Musiał nadejść taki dzień, zdecydowany, wyraźny, kiedy Jezus powrócił do Ojca. Nie mogło być tak, że ukazywałby się coraz rzadziej i rzadziej aż ustałyby Jego pojawienia się. Wtedy ludzie mogliby zwątpić, czy On nadal żyje, gdzie jest i gdzie my będziemy, bo rozmyłby się gdzieś w tych pojawieniach.
„I gdy tak patrzyli uważnie, jak On się oddalał ku niebu, oto dwaj mężowie w białych szatach stanęli przy nich i rzekli: Mężowie galilejscy, czemu stoicie, patrząc w niebo? Ten Jezus, który od was został wzięty w górę do nieba, tak przyjdzie, jak go widzieliście idącego do nieba” (Dz 1.10-11).
Wniebowstąpienie jest ważnym dniem w kalendarzu, jest gwarancją miejsca, do którego powrócimy, miejsca, gdzie trwa życie oraz spotkania oczekującego nas Pana:
„A jeśli pójdę i przygotuję wam miejsce, przyjdę znowu i wezmę was do siebie, abyście, gdzie Ja jestem, i wy byli” (Jan 14.3).
Żyjemy w nowoczesnym, naukowym świecie, który nie siada na chmurce, by poszybować w kosmos. Nie mamy tego samego poglądu na kosmos, jaki mieli starożytni, ale to nie jest ważne w tym miejscu ani w tym dniu. Historia wniebowstąpienia Chrystusa nie jest informacją z książki o astronomii. Czym zatem było i jest Wniebowstąpienie?
Jest czasem opartym o wiarę w niewidzialnego i uwielbionego Jezusa. Wniebowstąpienie wypełnia lukę jaka powstała między grzesznym człowiekiem a świętym Bogiem. Ono mówi nam o miejscu, do którego zdążamy. Ziemię niejako mamy we krwi, a oczekiwanie nie jest wiarą w krainę z tysiąca baśni. Oczekujemy rzeczywistości, jaką jest ojczyzna w niebie. Czekanie nie jest naszą mocną stroną, ale Wniebowstąpienie, to nie pożegnanie na zawsze. Dlaczego mamy czekać? Chcielibyśmy wiedzieć przynajmniej jak długo, a w międzyczasie coś byśmy sobie zaplanowali. Żyjemy w świecie, który mówi nam, nie czekaj, bierz już teraz. Czekanie oznacza, że ograniczasz siebie i żyjesz w dyskomforcie.
Kończąc życie na ziemi, nie rozstajemy się z ojczyzną, ale wracamy do ojczyzny. Tam będzie żywy Kościół Jezusa Chrystusa.
Jezus wstąpił, aby być z Ojcem, by wypchnąć uczniów z misją w mocy Ducha Św..
„Lepiej dla was, żebym ja odszedł. Bo jeśli nie odejdę, Pocieszyciel do was nie przyjdzie, jeśli zaś odejdę, poślę go do was” (Jan 16.7).
Chrystus powraca do świata, do którego my jesteśmy w drodze.
Nasze zadanie zostało jasno określone. Wniebowstąpienie było początkiem oczekiwania na ewangelizację w mocy Ducha Św. z wszystkimi symptomami tej ewangelizacji jak: znaki i cuda, demaskowanie diabelskiego oddziaływania na ludzi, wyposażenia w narzędzia, jakimi są dary Ducha Św., do zwalczania destrukcyjnego działania piekła. Gdyby nie było Wniebowstąpienia, ludzie mogliby ciągle oczekiwać, że Jezus za nich wykona to zadanie, bo jest, wędruje po ziemi, a oni byliby tłem dla Jego ewangelizacji.
„Drogą do nieba jest wypełnianie obowiązków na ziemi” (Johan Heinrich Pestalozzi).
Uczniowie usłyszeli odpowiedź, co jest ich zadaniem; patrzeć w niebo czy ziemię?
„Idźcie tedy i czyńcie uczniami wszystkie narody”.
Wniebowstąpienie pokazuje nam, kto jest naszym Zbawicielem, kto miał moc zbawić grzesznika, kto miał moc nad śmiercią, kto żyje i króluje dla naszego zbawienia, kto jest godzien swego święta na ziemi.
W sposób widzialny wzniósł się do góry, ale w taki sam sposób powróci, to nie jest pożegnanie na zawsze.
„Ten Jezus, który od was został wzięty w górę do nieba, tak przyjdzie, jak go widzieliście idącego do nieba” (Dz 1.11).
„…i ujrzą Syna Człowieczego, przychodzącego na obłokach nieba z wielką mocą i chwałą…” (Mt 24.30).
Jest niewątpliwą sprawą, że jesteśmy przez zwiastowanie o powrocie Chrystusa zachęcani do czuwania.
Życie bez czuwania sprowadza nastrój, że mamy jeszcze dużo czasu a jest to najbardziej niebezpieczne ze złudzeń.
Kościół powinien stale przypominać o Tym, Który był, jest i będzie – wczoraj, dzisiaj i na wieki.
Powiedziano nam: „On wróci”.
Zatem do zobaczenia.
Maj 2009
utworzone przez Zdzisław Józefowicz | 19 maja 2020 | 2020, Maj 2020
Ten świat nie jest domem mym.
„Postępujcie wśród pogan nienagannie, aby ci, którzy oczerniają was jak złoczyńców, przyglądając się waszym dobrym uczynkom, oddali chwałę Bogu w dniu nawiedzenia” (1 Piotr 2.12).
„Przykładnie żyjcie wśród niewierzących sąsiadów. Bo gdy nadejdzie dzień powrotu Pana, już nie będą rzucać na was fałszywych oskarżeń, ale przypomną sobie wasze dobre czyny i będą wielbić Boga” (Słowo Życia).
Apostoł Piotr przypomina, że jesteśmy tylko pielgrzymami, przechodzimy przez tę ziemię. Zostaliśmy porównani do kamieni życia, które Bóg używa w Jego duchowym domu. Bóg nie powołał nas, byśmy byli stosem kamieni bezużytecznych. Powołał nas, by coś zrobić z naszą wiarą. Inaczej mówiąc nasz stan duchowy, nie jest sprawą półetatu. Nie jesteśmy kapłaństwem w godzinach obecności w kościele, a później zdejmujemy nasze świąteczne ubranie i jest zwykły dzień roboczy.
„Wy jednak jesteście potomstwem wybranym, królewskim kapłaństwem, narodem świętym, ludem wykupionym, abyście opowiadali o cnotach Tego, który was wezwał z ciemności do swojej niezwykłej światłości” (1 Piotr 2.9).
Nie przestajemy być mężem czy żoną, gdy wychodzimy z domu do pracy. Dzieci nie przestają być naszymi dziećmi, gdy idą do szkoły. Tak samo jesteśmy reprezentantami Boga zawsze.
Coś zmieniło się — spotkaliśmy Jezusa. Jesteśmy w drodze, w drodze do domu, tu nie mamy miejsca trwałego:
„Nie mamy tu przecież trwałego miasta, ale poszukujemy przyszłego” (Hbr 13.14).
W 1961 r. Jurij Gagarin po powrocie na ziemię z pierwszego lotu człowieka w kosmos stwierdził: „nie widziałem żadnego Boga ani nieba”.
Pewien mężczyzna skwitował to tak: „to mnie nie zmartwiło, że kosmonauta nie wpadł na Boga zaledwie kilkaset kilometrów od ziemi. Zmartwiłoby mnie, jeśli on wpadłby na Niego. Niebo to świat mojego Ojca nie kosmonautów”.
Ap. Piotr przypomina, że jesteśmy pielgrzymami. Mamy obietnice, błogosławieństwa, a równocześnie doświadczamy rzeczy, które wydawałoby się, powinny nas ominąć.
„Kochani, nie bądźcie zaskoczeni tym żarem w was, który istnieje dla waszego doświadczenia, jakby coś niezwykłego się wam przytrafiło, ale ponieważ jesteście współuczestnikami cierpień Chrystusa, cieszcie się, abyście, gdy objawi się Jego chwała, cieszyli się i radowali” (1 P 4.12).
Taka jest rzeczywistość. Nie należymy tutaj, tylko przechodzimy. Jeśli nie zrozumiemy tego, będziemy zdezorientowani, chorzy. Jak to się nazywa? Jest to duchowa choroba lokomocyjna nazywana chorobą morską.
Choroba lokomocyjna (kinetoza) – schorzenie wywołane podczas poruszania się dowolnymi środkami transportu. Przyczyną jest brak zgodności bodźców, sygnałów wzrokowych i błędnika, odbieranych przez mózg. Podczas jazdy wzrok odbiera zmianę otoczenia, co mózg interpretuje jako ruch, jednak błędnik, jako narząd równowagi, nie odnotowuje zmian położenia ciała. Reaguje jednak na inne siły powstające podczas jazdy (hamowanie, przyspieszanie, kiwanie), co w efekcie skutkuje brakiem zgodności tych bodźców z określoną sytuacją. Choroba zwykle ustępuje wkrótce po zakończeniu podróży.
Dwie różne rzeczywistości wzajemnie się przenikające, bo jesteśmy w drodze. Powstaje konflikt między naszą percepcją a rzeczywistością. Niektórzy w tej chorobie tkwią. Sądzą, że im się należy, mają prawo, ale konsekwencją są mdłości. Osoby mające dolegliwości związane z chorobą lokomocyjną powinny:
siadać przodem do kierunku jazdy;
w czasie jazdy patrzeć na horyzont – stabilny punkt w krajobrazie, ponieważ obserwacja mijanych drzew czy słupów przydrożnych wzmaga dolegliwości chorobowe;
gdy wystąpią mdłości, zamknąć oczy i głęboko oddychać, zaczerpnąć świeżego powietrza.
„Wpatrujmy się w Jezusa, który jest twórcą naszej wiary i ją doskonali” (Hbr 12.2).
W książce „Bezpieczna kryjówka” Corrie Ten Boom powiada, że tylko wpatrywanie się w osobę Jezusa pozwoliło jej znieść piekło obozu Ravensbruck.
Zawsze patrz na Jezusa, spoglądaj na horyzont, dom Ojca, oddychaj świeżym powietrzem, nie oglądaj się do tyłu. Styl życia jest po prostu symptomem choroby wewnętrznej.
Ten świat nie jest naszym domem, tylko przechodzimy.
Ilu z nas po powrocie z jakiegoś wyjazdu, dłuższej podróży, powiedziało: „cieszę się, że jestem w domu”? Nie mogę czuć się jak w domu w tym świecie, ponieważ on nie jest moim domem.
Uczniowie i wczesny kościół wierzyli, że żyją w dniach ostatnich, że Chrystus powróci lada moment. W tym oczekiwaniu jest napięcie, bo Jego powrót będzie nagły. Jezus zaczął publiczną służbę prostą informacją:
„Nadszedł czas, Królestwo Boga jest już blisko, nawróćcie się i wierzcie w Ewangelię” (Mr 1.15).
Nie wiemy wszystkiego, co czeka na nas po drugiej stronie. Możemy mieć opisy, pomysły, ale nasze umysły nie są nawet zdolne objąć tego.
Słyszę, jak ludzie mówią: „czekam na przyjście Pana”. Pytanie nie tylko brzmi czy oczekujesz przyjścia Pana, ale jak żyjesz? Jak żyjesz, decyduje, czy naprawdę oczekujesz przyjścia Pana.
Możemy zostać na własnym przyjęciu lub zdążać na przyjęcie z wieloma wierzącymi w niebiańskiej rzeczywistości. Możemy doświadczyć duchowej choroby morskiej, rozdarcia między dwiema rzeczywistościami — ziemską i niebiańską.
Dziecko w podróży często zamęcza nas pytaniami: „Daleko jeszcze?”. Dzieci nie liczą czasu w drodze jak rodzice, im się dłuży. Czy już dłuży się nam podążanie w kierunku tego innego świata? Jak się sprawujemy?
Pachniesz światem, na który oczekujesz, czy masz chorobę morską, bo chcesz pogodzić obydwie rzeczywistości?
Ten świat nie jest domem naszym.
Listopad 2016