OFERTA LAST MINYT

„Jonasza, syna Amittaja, doszło słowo Pana tej treści: Wstań, idź do Niniwy, tego wielkiego miasta, i mów głośno przeciwko niej, gdyż jej nieprawość doszła do mnie. Lecz Jonasz wstał, aby uciec sprzed oblicza Pana do Tarszyszu. A gdy przybył do Jaffy, znalazł tam okręt, który miał płynąć do Tarszyszu. I zapłaciwszy za przejazd, wszedł na pokład, aby sprzed oblicza Pana jechać z nimi do Tarszyszu” (Jon 1,1-3).

Dziś bardzo atrakcyjnie brzmią oferty tanich linii lotniczych, morskich. Tanich urlopów, wakacji za złotówkę. Chciałbym zareklamować tanie linie morskie w różnych wersjach: może być luksusowym wycieczkowcem, minimalistyczna – kajakiem,  prawie darmo z gwiazdką i dopiskiem drobnym drukiem podróż ekstremalna – na tratwie.

Chcę przyjrzeć się człowiekowi, który zakupił bilet w ostatniej chwili, czyli last minyt. Chciałbym zastanowić się nad ceną biletu z Jaffy do Tarszysz razem ze słynnym globtroterem Jonaszem.

Tani bilet nie zawsze będzie tani, jeśli nie uwzględni się tzw. kosztów ukrytych, może okazać się tak samo „tani” jak w klasycznej sprzedaży. Rzeczywiście bilet może być tani, ale nie zawsze. Trzeba zwrócić uwagę na opłaty lotniskowe, za bagaż, za każdy dodatkowy kilogram, doliczyć trzeba dojazd do lotniska i z lotniska i w sumie może okazać się, że nie jest tak tanio, jak sądziliśmy.

Zatem ile może kosztować tani bilet do Tarszysz?

Dokładna lokalizacja Tarszysz nie jest ustalona, ale gdziekolwiek by ono nie było oznaczało w sytuacji Jonasza miejsce jak najdalej od Boga.

„Jonasza, syna Amittaja, doszło słowo Pana…”

Super. Bóg lubi mówić. To jest dobra wiadomość, bo zwykle czekamy na słowo od Pana. W dzisiejszych czasach jest bardzo wielkie ciśnienie wśród chrześcijan na słowo od Pana. Biblia już się trochę zestarzała. Poszukiwacze duchowych emocji potrafią twierdzić, że znają słowo, którego nie ujawnił Ap. Paweł, gdy był w zachwyceniu, i nie zapisał tego. Jeden z liderów Jesus Culture ukuł hasło:

„Nie będziemy jak pierwszy kościół, jeśli cenimy bardziej księgę, której oni nie mieli niż Ducha, którego mieli”.

Tak więc Biblia może okazać się tylko jedną z wielu książek, ale to nie jest książeczka do nabożeństwa, to jest księga prawdy i życia.

Jonasz nie skacze z radości, mówiąc: „w porządku Panie, właśnie czekałem na Twoje Słowo, idę do Niniwy”. Nie ma żadnego dramatycznego zwrotu, jak to bywało z innymi ludźmi. Kiedy przychodzi słowo od Boga, to ono jest w jakimś celu. Bóg oczekuje, że z powodu tego słowa coś zrobimy. A, co to, to nie. My potrzebujemy zwykle słowa dla dobrego samopoczucia i to jest problem.

Cichy sprzeciw Jonasza brzmiał: „Nigdy nie robiliśmy tego w ten sposób wcześniej”. Jonasz czuł się bezpiecznie, gdy wygłaszał słowo do swoich.

Czasem zastanawiam się, gdy ludzie mówią, że są narodzeni na nowo, jak bardzo naprawdę się zmienili? Jonasz został porażony słowem Pana. Chyba Bóg żartuje? Wygłosić kazanie do obywateli Niniwy? Może i Bóg ma jakiś plan, ale ja wiem lepiej. Niniwa była stolicą Asyrii, odwiecznego wroga Izraela. Nic bardziej nie mogłoby zirytować Jonasza jak widok pokutujących Asyryjczyków.

Jakieś zranienie, ktoś nadepnął nam na przysłowiowy odcisk i nie chcemy mieć z nim nic do czynienia. „Idź do Niniwy” mówi Bóg, a Jonasz: „gdziekolwiek Panie, ale nie do Niniwy”. Jonasz jest człowiekiem delikatnego uprzedzenia. Nie chce śmierci Niniwczyków, tylko nie chce wygłosić do nich kazania ewangelizacyjnego.

Asyryjczycy nie mieli znaczenia dla Jonasza, ale mieli znaczenie dla Boga.

Czy dziś może pojawić się taka reakcja? Ależ tak i to często. Dlaczego? Mamy do czynienia z „teologią szczęścia”. To, co cię uszczęśliwia, jest od Boga, a co nie, nie jest od Boga. Bóg chce tylko twojego szczęścia, ale On nigdy tego nie powiedział w Biblii. Jest to kulturowe kłamstwo.

Psycholodzy powiadają, że kiedy jesteśmy w bardzo trudnej sytuacji, to mamy tendencję, by zrobić jedną z rzeczy: walczyć z problem, spróbować rozwiązać go, albo uciec. Jonasz wybrał ucieczkę.

Kiedy Bóg zaczyna rozmawiać z nami, nie koniecznie lubimy to, co mówi. Są chwile, kiedy Bóg daje nam zadanie, które jest trudne, twarde, to bądźmy pewni, że bez Boga nie poradzimy sobie. Jonasz szukał łatwej drogi, zaczyna wielbić fałszywego bożka – „wygodę”. Życie to nie automat. Wrzuć monetę, naciśnij guzik i wyskoczy „wygoda” imieniem „szczęście”.

Reklamy wprowadzają bożka szczęścia: „jeszcze tylko  brakuje ci do szczęścia: super samochodu, telewizora najnowszej generacji oraz worka lekarstw tzw. suplementów i rozkoszuj się szczęśliwym życiem”. Ból głowy dopiero przyjdzie, gdy zobaczysz podszewkę w kieszeni wraz z pierwszą ratą kredytu do spłaty.

Uciekanie przed Bogiem oznacza – idziesz w kierunku kłopotów.

Nie jesteśmy marionetkami. Możemy postąpić jak chcemy, ale to nie znaczy, że Bóg nie przyjdzie po nas.

Kiedy uciekamy od Boga, szatan jest zawsze szczęśliwy i gotowy, by dostarczyć transport. Zadba, by były dostępne bilety, wygodna kabina, by statek odpłynął punktualnie. Jeśli chcesz uciekać od Boga, szatan zawsze zadba, by było to możliwe.

Ludzie mówią no i co, nic się nie stało, wszystko się układa. Poczekaj, jeszcze nie dotarłeś do końca. Na razie rachunek, a VAT przyjdzie później.

Gdy tylko zaczęła się podróż, zaczęły się i problemy. No tak, Bóg zawziął się na mnie i postawił na mnie „krzyżyk”.

Ścieżka od Boga zawsze jest równią pochyłą.

Jonasz uwierzył w to, w co chciał uwierzyć. Uwierzył, że może uciec od obecności Boga. Kupił tani bilet i uciekł, ponieważ uwierzył w złą teologię. Bóg to dziadek, przed którym można się ukryć. Zła teologia powoduje, że mięso chodzi po ulicach, a ludzie głodują.

Na pewnym spotkaniu w zborze z poczęstunkiem pojawiła się kartka przy koszu z pączkami: „weź tylko jednego, Bóg widzi”. Na końcu sali była inna taca z owocami, a jakiś dowcipniś napisał: „bierz ile chcesz, Bóg zajęty jest pilnowaniem pączków”.

Jonasz pozwolił, by Bóg szukał na jego miejsce kogoś innego. Jest wielu świętych ludzi w Izraelu, których Bóg może użyć. On mógł powiedzieć, tylko odejdę na chwilę. Bóg zapomni o mnie i powoła kogoś innego, by poszedł do Niniwy. Wrócę do Izraela i naprawię moją relację z Bogiem.

Tani bilet zamienił się w najdroższą podróż życia. Pojawiły się ukryte koszty, o których nawet nie myślał. Burza zaczęła weryfikować wszystko.

Dziś mamy problemy z ludźmi, którzy mówią o Bogu, ale nie żyją wg. tego co mówią. Jak długo Bóg robi to, co chcą, jest dobrze, gdy stawia wymagania, uciekają, kryją się.

Jesteśmy parą chrześcijańską, ale nie jesteśmy szczęśliwi więc rozwodzimy się. Jonasz czcił Boga i tak mówi o sobie, ale nie chce wykonać poleceń. Zbór to zbór a życie, to moja prywatna sprawa. Jonasz myślał, że Bóg postawił na nim „krzyżyk”, że jest beznadziejnie.

Czy zdarzyło się komuś mieć takie beznadziejne uczucie?

Co teraz myślisz o twoim tanim bilecie Jonaszu?

Ile kosztuje naprawdę wyprawa od Boga?

Ile kosztuje bilet do Tarszysz? Zbyt dużo. Doprowadził do społecznych problemów. Jak z czystym sumieniem wyrzucić kogoś za burtę? Wokół statku pływała już łódź podwodna: „wyrzucajcie, czekam, dam sobie radę z nim”.

Bóg pozwolił Jonaszowi przeżyć połknięcie, a wyglądało na to, że Bóg postawił krzyżyk na Jonaszu i przygotował innego proroka, z którym będzie pracować.

Ponownie odżywają duchowe upiory: wierzących spotykają tylko dobre rzeczy, nie chorują, są szczęśliwi, wszystko inne to diabeł. Bóg jest dobry. On nie wysłał ryby po Jonasza.

Ludzie myślą, że to jest naiwna historyjka i nieprawdziwa.

Chłopiec na lekcji biologii słucha, jak nauczyciel mówi o wielorybach. Odzywa się i mówi: „Wiem o wielorybach i proroku Jonaszu, że został połknięty przez jednego”. Nauczyciel patrzy na chłopca i mówi, że nie sądzi, aby to była prawda. Chłopiec upiera się, że to jest prawda. Jonasz został połknięty przez wieloryba i przeżył. Nauczyciel stwierdza, że historia o Jonaszu połkniętym przez wieloryba jest tylko taką historyjką i poza tym, nie możesz udowodnić, że to zdarzyło się, ponieważ Jonasz żył tak dawno temu. Więc chłopiec mówi: „dobrze, kiedy znajdę się w niebie, zapytam Jonasza, czy on został połknięty przez wieloryba”. Nauczyciel odcina się, „a co, jeśli Jonasz nie poszedł do nieba?” „Wtedy możesz ty jego zapytać”. Jak było?

Ufam Biblii.

Bileam rozmawia z oślicą – jak było?

Jezus rozmnaża 5 chlebków i dwie rybki – jak było?

Anioł porusza wodę i ktoś jest uzdrowiony – jak było?

Kiedy faryzeusze poprosili Jezusa o znak, by udowodnić, że coś, co On powiedział, było prawdziwe.

„Albowiem jak Jonasz był w brzuchu wieloryba trzy dni i trzy noce, tak i Syn Człowieczy będzie w łonie ziemi trzy dni i trzy noce” (Mt 12,40).

Wierzę Jezusowi, On nie opowiada bajek.

Jonasz przeżył.

„Lecz ja pragnę ci złożyć ofiarę z głośnym dziękczynieniem, spełnię, co ślubowałem. U Pana jest wybawienie. Wtedy Pan rozkazał rybie, a ta wypluła Jonasza na ląd” (Jon 2,10).

Jonasz nie otrzepał się i powiedział: no udało się, żyję. W stresie to człowiek obiecuje takie dziwne rzeczy.

Historia Jonasza nie jest o rybie. To jest historia o Bogu drugiej szansy. Umyślnie, świadomie, uparcie, Jonasz uciekał od Boga, a Ten przyszedł do proroka i powiedział, „chcę byś kontynuował misję”.

Myślałeś, że już wszystko stracone, ale Bóg jeszcze nie zrezygnował, nie zaprzestał z Tobą pracować. Może myślałeś, że już połknęła cię wielka ryba, zwana życiem.

Bóg jest Bogiem drugiej szansy.

Co z nią zrobisz, gdy przyjdzie, a może już był? Nie strać tej szansy.

Zadziwiające jest, że wielu wierzących lepiej się zna na pogodzie, niż wie o Jezusie, dlatego pogoda jest łatwiejszym tematem do rozmów.

Jonasz poszedł ze swoim siedmio wyrazowym kazaniem:

„… Jeszcze czterdzieści dni pozostaje do zburzenia Niniwy”.

Historia obraca się jak drzwi na zawiasach. Poselstwo Jonasza zmienia bieg spraw, a Jonasz jak król Lir ze swym tragicznym charakterem popada w złość. On miał nadzieję, że jednak Niniwa i jej mieszkańcy poniosą jakieś konsekwencje swego grzechu, a nie, że będą pokutować. Jakaś kara, a nie łaska.

Jonasz jest rozgniewany, ponieważ Bóg kocha zbyt wielu ludzi.

Bóg okazuje łaskę, a my musimy umieć ją rozpoznać.

Jonasz zagubił trzeźwy osąd.

Często rzeczy, które gniewają i frustrują nas, czynią niezdolnymi do obiektywnej oceny, okazują się małostkowymi, nieważnymi, gdy widzimy je z właściwej perspektywy. Pozwalamy problemom zmonopolizować nasze myśli. Nasz własny ból i rany są rzadko tak poważne jak pozwalamy im się wydawać.

Nie ma żadnej ucieczki od odpowiedzialności.

Chęci uniknięcia odpowiedzialności musimy powiedzieć NIE.

Misja Jonasza była niewdzięczna i trudna, ale nikt nie mógł tego wykonać tylko on.

Na każdego z nas czeka jakaś Niniwa.

Nie czekajmy, by Bóg wysłał po nas wielką rybę.

Ile kosztuje „tani” bilet do Tarszysz?

Bilet kosztuje wieczność.

wrzesień 2019

Graffiti

„Król Belsazar urządził wielką ucztę dla tysiąca swoich dostojników i przed tym tysiącem pił wino.

Pili wino i wysławiali bogów ze złota, srebra, miedzi, żelaza, drzewa i kamienia.

W tej samej chwili ukazały się palce ręki ludzkiej i pisały naprzeciw świecznika na wapiennej ścianie pałacu królewskiego” (Dan 5,1.4-5).

Mimo jasnego przekazu biblijnego ludzie mają bardzo niewielkie zrozumienie faktu, że wszystkie rzeczy się skończą. Poselstwo w czasach Noego było prawdziwe. Nikt nie zwracał uwagi na to, co głosił Noe i tylko ośmiu ludzi zostało zachowanych.

Słowo Boga było prawdziwe w czasach Sodomy i Gomory. Nawet dziesięciu ludzi nie zostało uratowanych, a żona Lota zginęła.

Większość ludzi jest jak Belsazar z Babilonu, chcą mile spędzać czas – zjeść i pić i zapomnieć o problemach.

Czy złą rzeczą jest zabawić się, potańczyć, wypić lampkę wina? Gdy rozmowy schodzą na te tematy, zwolennicy powiadają, przecież wszystko jest dla ludzi. Można by przyznać rację, gdyby nie jeden drobiazg król Belsazar postanowił zabawić się z całym dworem i wydawało się, że uroczystość jest w granicach rozsądku, dopóki nie zadziałało wino. Zaczęło się poruszanie samochodem, z którego wymontowano układ hamulcowy.

W 539 B.C., około 47 lat po zniszczeniu świątyni w czasie nocnego przyjęcia wydanego przez Belsazara babilońskie imperium przeszło do historii.

Nie wiemy co świętował Belsazar. To mogły być urodziny albo jakieś święto wg babilońskiego kalendarza. Jakakolwiek była okazja przyjęcie było okazałe. W tym przyjęciu było wiele pochlebstwa. Na dobrze oświetlonej ścianie były wypisane przesadne pochlebstwa. Oczywiście głównie były to kłamstwa, by podbudować „ego” Belsazara.

Belsazar był człowiekiem, który wyobraził sobie, że, ponieważ usiadł na wielkim tronie, jest wielką osobą.

Przyjęcie odbywało się wewnątrz pałacu, ale stało się też coś na zewnątrz. Cyrus pokonał Nabonida (ojca Belsazara) i teraz skierował się do Babilonu. Musimy zrozumieć, że każdy w tamtym czasie myślał, że Babilon jest nie do zdobycia. Miasto zostało otoczone przez bardzo wysokie mury, które miały 15 m szerokości. Nikt nie był w stanie, by zrobić wyłom w nich. Eufrat dostarczał wody, a żywności zgromadzono na 20 lat, gdyby było oblężone. Mieszkańcy Babilonu czuli się bardzo, bardzo pewnie.

Dzisiejsze cywilizacje, narody, zachowują się podobnie: nasza technologia, mocarstwowość, gwarantują stabilność – do czasu. Do pierwszego trzęsienia, pierwszej powodzi, pierwszego wybuchu.

Bóg miał inny plan. Cyrus sprytnie skierował wody Eufratu, który przepływał przez miasto do pobliskiego jeziora. W ten sposób perska armia mogła wejść do miasta przez suche koryto rzeki, co zapowiedział prorok Izajasz w 44 i 45 rozdziale.

Pijany Belsazar zdecydował przeciwstawić się Bogu, używając naczyń świątynnych, w ten sposób kpiąc z Boga. Chciał pokazać, że Babilon pokonał nie tylko Judę, ale Boga Judy.

Grzech sprawia, że ludzie ślepną. Grzech nie jest statyczny, ale Bóg nie jest też statyczny. On jest działającym Bogiem we właściwym czasie. Zareagował podczas budowy wieży Babel, powodzi czasu Noego, w zniszczeniu Sodomy i Gomory. Bóg zawsze działa we właściwym czasie.

Bóg włączył się do tego przyjęcia. Ściana pokryta kłamstwami otrzymała prawdziwe graffiti z nieba. Nagle na przyjęciu zapanowała cisza. Rzeczywistość przerosła bluźnierstwa. Wszyscy uczestnicy libacji byli przerażeni. Dlaczego? Oni nie pomyśleli o końcu tego przyjęcia.

Nikt nie chce myśleć o końcu. Nikt nie chce dowiedzieć się o śmierci. Ludzie idą do kościoła, by uciszyć myśli. Mówią: „Możesz mówić mi miłe rzeczy, które podniosą mojego ducha. Powiedz mi, że jestem miły”. Inni mówią kaznodziejom: „nie strasz mnie grzechem i śmiercią. Kto chce dowiedzieć się o piekle, ogniu, sądzie, grzechu, prawości?”

Cywilizowany świat co jakiś czas otrzymuje bolesną lekcję, a bezbożni nadal kpią. Nie ma zagrożenia – na pewno?

„I zawołał król z całej siły, aby wprowadzono wróżbitów, Chaldejczyków i astrologów” (w.7).

Kim byli ci wróżbici? Oni byli intelektualnymi oszustami. Za każdym razem zawodzili. Nie zdali egzaminu przed Faraonem, Nebukadnessarem ani Belsazarem. To gadające głowy, możecie ich usłyszeć i zobaczyć w radiu, telewizji. Prawie że udają bogów, ale nie mają żadnej odpowiedzi. Rozczarowują nas swoimi teoriami i dyskusjami. Są bezradni, gdy przychodzi koniec. Obojętnie, czy są ze wschodu, czy zachodu – zawodzą.

Belsazarowie świata nigdy się nie uczą.

Kiedy wezwano Daniela, Belsazar spodziewał się, że ten zadziała jak błyskawiczny rozpuszczalnik problemu.

Co powiedział Daniel?

Daniel przynosi rzeczywistość

„Bóg policzył dni twojego panowania i doprowadził je do końca. Jesteś zważony na wadze i znaleziony lekkim. Twoje królestwo będzie podzielone i oddane Medom i Persom”.

Belsazar został policzony, zważony, oceniony i stanął na krawędzi końca.

Mam słowo dla tych, którzy od dzieciństwa wyrastali w chrześcijańskich rodzinach i zdeptali słyszane słowo. Nie pozostanie to bez echa. Czy oni tu są, czy nie, czy to słyszą teraz, czy ktoś im to przypomni, Bóg upomni się o swoją cześć. Niektórzy już wiedzą, jak boleśnie się upomniał.

Nie zawsze wychowane w domach wierzących rodziców dzieci chcą pójść drogą ojców. Często wolą jeść gorzki chleb własnego doświadczenia.

Czy widzisz różnicę między rzeczywistością a urojeniem?

Bóg nie skupiał się na wadze Belsazara jego BMI (Body Mass Index Indeksie Masy Ciała), ale na SSI (soul sin index – indeksie grzechu duszy). Dopuścił do potwornej nadwagi grzechu, a Bóg przyszedł w malowniczym graffiti.

Co powinniśmy zrobić? To jest przekazem Ewangelii.

„On tego, który nie znał grzechu, za nas grzechem uczynił, abyśmy w nim stali się sprawiedliwością Bożą” (2 Kor 5,21).

To jest nadzieja ewangelii. To jest dla każdego Belsazara.

Czy doświadczenia innych służą naszej wiedzy i doświadczeniu? Mogłoby wydawać się, że tak. Nauka na cudzych błędach to przecież najtańszy sposób zdobywania życiowego doświadczenia. Jednak życie uczy, że łatwiej uczymy się na własnych błędach niż na cudzych lub wcale.

Klepsydra przesypuje się szybko.

Możemy pójść do wróżbiarzy, którzy powiedzą nam gładkie słowa, ale one nie uratują życia.

Bóg mówi – „Radzę ci” (Obj 3,17-18).

Zbyt często myślimy, że jeszcze zdążymy!!!

W świat wypełniony grzechem przyszedł Chrystus jak światło w ciemną noc. Bez względu jak ciemna by nie była noc, na niebie są gwiazdy, po nich możemy orientować się gdzie wschód a gdzie zachód. Taką jasną gwiazdą dla człowieka jest Jezus Chrystus.

Mene, mene, tekel, uparsin.

kwiecień 2011

Bóg drugiej szansy

„Jonasza, syna Amittaja, doszło słowo Pana tej treści: Wstań, idź do Niniwy, tego wielkiego miasta, i mów głośno przeciwko niej, gdyż jej nieprawość doszła do mnie. Lecz Jonasz wstał, aby uciec sprzed oblicza Pana do Tarszyszu. A gdy przybył do Jaffy, znalazł tam okręt, który miał płynąć do Tarszyszu. I zapłaciwszy za przejazd, wszedł na pokład, aby sprzed oblicza Pana jechać z nimi do Tarszyszu” (Jon 1,1-3).

„I have a dream” mam marzenia, to słowa wypowiedziane przez M. L. Kinga, a jakie my mamy marzenia?

Chcę przyjrzeć się człowiekowi, który reprezentował pewien standard życia przed Bogiem i myślę, że miał marzenia. Człowiekiem tym jest Jonasz. Tak znamy, znamy. Zakładam optymistycznie, że historia opisana w księdze Jonasza większości jest znana.

Czasem zastanawiam się, gdy ludzie mówią, że są narodzeni na nowo, jak bardzo naprawdę się zmienili?

Myślę, że Jonasz został porażony słowem Pana i niezwykle się zdenerwował. Chyba Bóg żartuje? Wygłosić kazanie do obywateli Niniwy? Niniwa była stolicą Asyrii odwiecznego wroga Izraela. Jonasz nienawidził Asyryjczyków. To byli aroganccy i okrutni zdobywcy. To tak jak pójść do terrorystów i powiedzieć – przebaczam.

Nic bardziej nie mogłoby zirytować Jonasza jak widok pokutujących Asyryjczyków.

Ci Asyryjczycy mogli mieć znaczenie dla Boga, ale oni nie mieli znaczenia dla Jonasza.

Jonasz jest niechętny i uparty. Może i Bóg ma jakiś plan, ale ja wiem lepiej. Boże polecenie jest jednak poleceniem, wstał i udał się do portu, by kupić bilet na statek do Tarszysz.

Mamy w Biblii wiele przykładów, jak ludzie wstają i idą, gdy Bóg do nich przemówił. Abraham i Sara wyprowadzają się z Ur. Mojżesz udaje się do faraona Egiptu. Eliasz staje przeciwko prorokom Baala, ale nie Jonasz.

Na pewno pójście do obcej ziemi nie jest nigdy łatwe.

Ludzie Nowego Testamentu wstają i idą za Jezusem: rybacy, poborcy podatkowi, grzesznicy, ale nie Jonasz.

„Gdziekolwiek Panie, gdziekolwiek, ale nie do Niniwy”. Jonasz jest człowiekiem delikatnego uprzedzenia. On nie chce krzywdy Niniwczyków, On tylko nie chce wygłosić do nich kazania.

W swojej upartości bywa, że wybieramy te z powołań, na które chcemy odpowiedzieć. Ponieważ to czynimy, musimy spodziewać się problemów. Gdy tylko zaczęła się podróż, zaczęły się i problemy. No tak Bóg zawziął się na mnie i postawił krzyżyk. Myślał, że się dobrze ukrył, ale wszystko się wydało. No tak, Bóg postawił na mnie krzyżyk, jest beznadziejnie.

Czy zdarzyło się komuś z was mieć takie beznadziejne uczucie? Może żyłeś w strachu, sądząc, że pewnego dnia ktoś odkryje, jaki jesteś naprawdę.

Jonasz myślał, że to już koniec – krzyżyk. Właśnie wtedy ryba połknęła Jonasza, chyba miała lekki atak niestrawności. Bóg pozwolił Jonaszowi przeżyć to niezwykłe doświadczenie. Jonasz mógł przypuszczać, że w tym kontekście Bóg znajdzie odpowiedniejszego proroka.

Ludzie myślą, że to jest naiwna historia i nieprawdziwa.

Uczeń na lekcji biologii słucha, jak nauczyciel mówi o wielorybach. Odzywa się, mówiąc: „Wiem o jednym wielorybie, że połknął Jonasza”. Nauczyciel patrzy na chłopca i mówi, że nie sądzi, aby to była prawda. Chłopiec upiera się, że to jest prawda. Nauczyciel stwierdza, że historia o Jonaszu jest tylko taką historyjką i poza tym, nie możesz udowodnić, że to zdarzyło się, ponieważ Jonasz żył dawno temu. Uczeń powiada: „dobrze, kiedy znajdę się w niebie, zapytam Jonasza, czy został połknięty przez wieloryba?” Nauczyciel odcina się, „a co, jeśli Jonasz nie poszedł do nieba?” „Wtedy możesz ty zapytać jego”.

Jak było? Ufam Biblii.

Jeśli czujesz się jak Jonasz, gdy myślał o swoim „krzyżyku”, nie jesteś sam. Ap. Piotr miał też taki moment w życiu. W godzinie kryzysu, zawiódł, zaparł się Jezusa. To był ponury epizod w życiu Piotra. Piotr gorzko zapłakał i zastanawiał się, czy jest dla niego jeszcze jakaś szansa? Spisalibyście go na straty?

Jonasz przeżył i teraz zrobił coś, co otwierało drogę nadziei:

„lecz ja pragnę ci złożyć ofiarę z głośnym dziękczynieniem, spełnię, co ślubowałem. U Pana jest wybawienie. Wtedy Pan rozkazał rybie, a ta wypluła Jonasza na ląd” (2,10).

Jonasz nie powiedział: „no udało się, żyję. W stresie to człowiek obiecuje takie dziwne rzeczy”.

Historia Jonasza nie jest o rybie. To jest historia o Bogu drugiej szansy. Umyślnie, świadomie, uparcie, Jonasz uciekł od Boga, a Ten przyszedł do proroka drugi raz i powiedział, chcę, byś kontynuował misję.

Po zmartwychwstaniu Jezus chciał spotkać Piotra. Jezus przywrócił Piotrowi nadzieję i za kilka tygodni on głosił ewangelizacyjne kazanie. Piotr czegoś nauczył się: że Bóg jest Bogiem drugiej szansy.

Myślałeś, że już wszystko stracone, ale Bóg jeszcze nie zrezygnował, nie zaprzestał z Tobą pracować. Może myślałeś, że już połknęła cię wielka ryba zwana życiem. Bóg jest Bogiem drugiej szansy. Co z nią zrobisz, gdy przyjdzie, a może już była? Nie strać tej szansy.

Jonasz teraz poszedł do Niniwy ze swoim siedmio wyrazowym kazaniem:

„Jeszcze czterdzieści dni pozostaje do zburzenia Niniwy”.

Historia obraca się jak drzwi na zawiasach. Poselstwo Jonasza zmienia bieg spraw, a Jonasz jak król Lir ze swym tragicznym charakterem popada w złość. On miał nadzieję, że jednak Niniwa i jej mieszkańcy poniosą jakieś konsekwencje swego grzechu, a nie, że będą pokutować. Jakaś kara, a nie łaska. Co za uparty człowiek.

Jonasz jest rozgniewany, ponieważ Bóg kocha zbyt wielu ludzi.

Kościół zmagał się z tym problemem od początku. Niejaki Szymon zwany Piotrem w mieście Joppa modlił się i Bóg przemówił: „Chcę, byś głosił moje poselstwo i łaskę ludziom spoza twego małego kręgu”. Szymon sprzeciwił się temu, a Duch Św. powiedział „za późno”, pewni Włosi są już przy drzwiach.

Czego uczy nas historia Jonasza?

Po pierwsze

Jonasz zagubił trzeźwy osąd, zdolność racjonalnej oceny.

Bywa, że rzeczy, które gniewają i frustrują nas, czyniąc niezdolnymi do obiektywnej oceny, okazują się nieistotnym, gdy widzimy je z właściwej perspektywy.

Pozwalamy problemom zmonopolizować nasze myśli, aż coś zdarza się, co wrzuci to wszystko do właściwej perspektywy. Nagle nasz problem, który wydawał się tak ważny, zaczyna wyparowywać. Czujemy się zawstydzeni. Nie możemy pozwolić sobie, by krzak rycynowy paraliżował nasze życie.

Po drugie

Historia Jonasza uczy nas zainteresowania, współczucia i miłości do ludzi, których osobiście nie znamy.

Jesteśmy bombardowani przez przemoc, brutalność w prasie, filmach i telewizji, to czy ludzkie cierpienie, śmierć poruszają nas?

Jonasz został wysłany nie do swoich, ale do mieszkańców Niniwy, stolicy asyryjskiego imperium, wrogów Izraela.

Po trzecie

Nie ma ucieczki od odpowiedzialności.

Misja Jonasza była niewdzięczna i trudna. Szanse były takie, że w najlepszym wypadku mógł być zignorowany albo ośmieszony. „Dlaczego ja?” Postanowił uciec od obecności Boga, uciec od odpowiedzialności, ale nikt nie mógł wykonać tego zadania, tylko on.

Presji uniknięcia odpowiedzialności musimy powiedzieć NIE.

Możemy zagrać najpiękniejszą symfonię życia z unikalną częścią naszego wkładu.

Na każdego z nas czeka jakaś Niniwa.

sierpień 2009

Nagle…

„A gdy nadszedł dzień Zielonych Świąt, byli wszyscy razem na jednym miejscu. I powstał nagle z nieba szum, jakby wiejącego gwałtownego wiatru, i napełnił cały dom, gdzie siedzieli” (Dz 2,1).

Pewne dni wydają się mieć większe znaczenie niż inne. Zapewne macie takie daty i dni, które wzbudzają nostalgię. Dzień zesłania Ducha Św. zwany Pięćdziesiątnicą to jeden z tych wielkich dni w historii świata poprzedzony narodzeniem, śmiercią i zmartwychwstaniem Jezusa Chrystusa. Był to dzień nowego rozdania w Bożym planie zbawienia.

Wspominamy dzień, który przeszedł do historii chrześcijaństwa, który wstrząsnął Jerozolimą. Dzień, którego rezultaty wstrząsają do dzisiaj chrześcijaństwem. Dzień, który też odnotowano jako dzień narodzin kościoła widzialnego na tej ziemi.

Jak do tego doszło?

Szymon Piotr zwołał zebranie apostołów i powiedział: „jesteśmy tu dzisiaj, by powiedzieć sobie, że powinniśmy powołać kościół. Podejmują dyskusję i wtedy Jakub stwierdza, że jest za. Jan popiera ten ruch i uchwalają głosami 10 do 2, że powołują kościół. Więc rozpoczną w Jerozolimie”.

Oczywiście, to nigdy nie stało się w taki sposób!

I powstał nagle z nieba szum.

Przebieg narodzin Kościoła ma swój znak – NAGLE.

Nagłość towarzyszy wielu niezwykłym manifestacjom Bożej obecności.

Doświadczenie to dało początek zjawisku, któremu dano na imię „Kościół”. Jak nadeszło wypełnienie czasu, by narodził się Jezus Chrystus, tak w dzień Pięćdziesiątnicy wypełnił się czas w Bożym planie dla zesłania Ducha Św. W dzień Pięćdziesiątnicy Duch Św. otrzymał nowe polecenie. Przeniósł swoją główną kwaterę, jeśli tak można powiedzieć, z niebiańskiej chwały do swego biura na ziemi, by w ten sposób administrować sprawami Chrystusa, przebywać w Kościele i sercach ludzi wierzących.

Zesłanie Ducha Świętego to nie był tylko jakiś duchowy symbol albo wyobrażenie, ale fakt. Bóg wysłał Ducha Świętego z ważnym fizycznym dowodem. Bóg użył wiatru i ognia.

Wiatr wieje, dokąd chce, i szum jego słyszysz, ale nie wiesz, skąd przychodzi i dokąd idzie; tak jest z każdym, kto się narodził z Ducha” (Jan 3,8).

To znaczy, że moce ciemności mają problem, bo gdy idziesz w napełnieniu Duchem Świętym, one nie wiedzą, gdzie idziesz, gdzie dotrzesz.W dniu Zielonych Świąt znaki ognia i wiatru były potężnymi znakami obecności Boga.

Kościół nie jest, jakimś miejscem, do którego przychodzimy. Kościół to jest to, kim jesteśmy. Gdy zstąpił ogień, ludzie zostali „zespawani”, jak nigdy wcześniej nic nie było w stanie tego uczynić.

Duch Święty jest ogniem, ponieważ ma wypalić zanieczyszczenia z naszego życia!

Bóg napełnienie Duchem Św. potwierdza mówieniem językami. Nowa wieża Babel, ale Jerozolimska. Nie możemy zagadnienia tego dogmatyzować, ale też minimalizować, była to manifestacja Kościoła. Kościół ma być proroczą społecznością, która proklamuje Jezusa Chrystus światu.

Tęsknimy za duchowym ożywieniem i to jest dobre marzenie. Modlisz się o zielonoświątkowe przeżycia, znaki, cuda, wizje, oczekujesz nadnaturalnych przeżyć.

Nie potrzebujemy kolejnych książek, teorii pod tytułem „cztery kroki do”. To, czego potrzebujemy, to namaszczenia Ducha Św., ożywczego tchnienia. Chcemy, by w zborze nie tylko było odprawiane nabożeństwo.

„Cóż tedy, bracia? Gdy się schodzicie, jeden z was służy psalmem, inny nauką, inny objawieniem, inny językami, inny ich wykładem; wszystko to niech będzie ku zbudowaniu” (1 Kor 14,26).

Wiara jest podstawą naszego stabilnego duchowego życia, naszego entuzjazmu i zachwytu Bogiem, naszego podekscytowania i radości.

Przyszedł dzień, gdy wytrwałość i zaufanie zostały nagrodzone – NAGLE.

Wszyscy są zgodni co do jednego, bez udziału Ducha Św. żadna odnowa Kościoła nie jest możliwa. Nie jesteśmy w stanie zaplanować przebudzenia, ożywienia, darów Ducha Św. w działaniu.

Uważam, że we współczesnym szukaniu zielonoświątkowej duchowości jest wiele życzeniowych haseł, ale są one około biblijne. Nie koniecznie służą zbudowaniu, ale budowaniu aureoli tego, kto hasło wymyślił. Wszystko jednak do czasu. Nie znaczy to, że oczekujemy beztrosko, mówiąc: „niech się dzieje wola nieba”.

„Tak i wy, ponieważ usilnie zabiegacie o dary Ducha, starajcie się obfitować w te, które służą ku zbudowaniu zboru” (1 Kor 14,12).

Kościół nie poszedł za znakami i cudami, to znaki i cuda poszły za nimi!

Duch nie przychodzi współzawodniczyć z Chrystusem, ale wskazać na Chrystusa. Duch jest mową chrześcijańskiego kościoła, ale mowa Ducha, to nie tylko słowa, ale coś ponad słowami.

Co daje fakt napełnienia Duchem Św.?

Duch Św. przekonał ludzi o grzechu, sądzie i sprawiedliwości, że przyszli z pytaniem: „Co mamy czynić, mężowie bracia?” (Dz 2,37).

Kiedy uczniowie otrzymali moc Ducha Św., zaczął się marsz na miasta Europy. Mówili o tym, co Bóg uczynił dla nich i między nimi. Nie opowiadali, co im się wydaje, ale głosili Jezusa Zmartwychwstałego, żyjącego, mającego moc, a On potwierdzał świadectwo znakami i cudami.

Zanim Chrystus napełni nas Duchem Świętym, potrzebujemy mieć pragnienie, by zostać napełnionymi, ale samo pragnienie nie jest wystarczające; musisz być chętnym, by pić.

Jezus powiedział:

„A w ostatnim, wielkim dniu święta stanął Jezus i głośno zawołał: Jeśli kto pragnie, niech przyjdzie do mnie i pije” (Jan 7,37).

Jezus nie powiedział: „Jeśli ty jesteś spragniony, przyjdź i bądź odświeżony przez moją żywą wodę”. Jezus powiedział: „Jeśli jesteś spragniony, przyjdź do Mnie i pij”. Akcent położony jest na Jezusa, który zaspokaja pragnienie: „Przyjdź do mnie!”.

Gotowość, by otrzymać chrzest w Duchu Świętym, nie powinna skupiać się na prezencie, ale dawcy. Bóg zaplanował różnorodność, a Duch Św. ją kocha. Nie bądź monotematycznym zielonoświątkowcem dwóch darów.

Pilot zwraca się przez interkom do pasażerów:

„Witam na pokładzie Południowo-wschodnich Linii lotniczych! Mówi kapitan, z którym odbędziemy wspólny lot. Wyjaśniam, że udało się państwu nabyć bardzo tanie bilety, ponieważ pozbyliśmy się ludzi, których i tak nie widzicie, jak: pracownicy utrzymania pasów startowych, obsługi technicznej samolotu, nawigatorów i kontrolerów lotu, wybraliśmy też najtańsze paliwo, z domieszką wszystkiego, co się dało użyć jako materiał zastępczy. Uznaliśmy, że nie jest konieczne, by mieć ludzi w ochronie sprawdzających wasz bagaż. Życzymy miłego lotu”.

Nie chcielibyśmy lecieć takim samolotem. To zadaję pytanie sobie i wam czemu niektórzy zgadzają się być na pokładzie takich poglądów, które nie gwarantują dotarcia do wieczności z Bogiem? Czasem lecą samolotem widmo.

Nie wspominamy przeżycia, które było doświadczeniem kilku zapaleńców, ale mówimy o fakcie, który miał wpływ na rozwój Kościoła. Jedną z cech błogosławieństwa wylania Ducha Św. była uniwersalność tego daru. Joel powiada: „na wszelkie ciało”.

W dzień Pięćdziesiątnicy Boży głos został przetłumaczony na towarzyszące znaki. Uczniowie nie tylko słyszeli Pięćdziesiątnicę, oni ją widzieli.

Nie musimy czekać na zstąpienie Ducha Św., gdyż zstąpił On już w dniu Pięćdziesiątnicy. Odtąd nigdy nie opuścił Kościoła.

Niewątpliwie Dzieje Apostolskie są relacją, jak Duch Św. wkroczył na terytorium zajęte przez dzieła diabelskie, aby je zniszczyć. Jednak najważniejszym tematem jest wzrastający Kościół poprzez ludzi napełnionych mocą Ducha Św. i odwagą.

„Pan zaś codziennie pomnażał liczbę tych, którzy mieli być zbawieni” (Dz 2,47).

maj 2015

Cóż to może znaczyć?

„I napełnieni zostali wszyscy Duchem Świętym, i zaczęli mówić innymi językami, tak jak im Duch poddawał. Zdumieli się wtedy wszyscy i będąc w niepewności, mówili jeden do drugiego: Cóż to może znaczyć?” (Dz 2,4.12)

Jako ludzie wierzący z historycznym zapleczem zielonoświątkowym możemy powiedzieć, że jest to bardzo medialny czas, gdy wspominamy Pięćdziesiątnicę.

Z cytowanego tekstu wynika, że zesłanie Ducha Św. stworzyło pewną niezrozumiałą sytuację, która zrodziła pytanie: „co to znaczy”? Tu i ówdzie słyszy się głosy przypominające, by dążyć do (użyję trochę dziwnego słowa) „zielonoświątkowości”. W zamyśle darów Ducha Św. i wszystkich przejawów. Nie twierdzę, że nie mamy podążać w tym pragnieniu budowania naszej duchowości.

Cóż to jednak ma znaczyć?

Czy mniejsza aktywność tych charakterystycznych darów na korzyść miłości, szacunku, wierności, etycznego zachowania, oddania w służbie, lojalności, prawdomówności, dobroczynności i wielu innych cech pozbawia nas charakteru zielonoświątkowej pobożności?

Mieszkańcy i goście Jerozolimy byli zdumieni, widząc zachowanie chrześcijan i to nie tylko w trakcie tego szczególnego doświadczenia, ale zdecydowanie później, gdy ich obserwowali. Nie czytam, że słyszeli ich ciągle mówiących językami.

„I trwali w nauce apostolskiej i we wspólnocie, w łamaniu chleba i w modlitwach. A dusze wszystkich ogarnięte były bojaźnią, albowiem za sprawą apostołów działo się wiele cudów i znaków. Wszyscy zaś, którzy uwierzyli, byli razem i mieli wszystko wspólne” (Dz 2,42-44).

Było to świadectwo zielonoświątkowe, które wprawiało w zdumienie i pytania. Duch Św. uzdalniał ich do takiego życia, że mogli świadczyć: „w taki sposób jest widoczny Chrystus dla świata”.

Co było najważniejszym świadectwem? Co przekonywało? Coś, o czym zapominamy lub nie dostrzegamy – chrześcijanie w działaniu.

Oczywiście z czasem tępiało ostrze aktywności, dlatego listy apostołów pobudzały ich do dobrej chrześcijańskiej postawy. Rodziły się pytania, bo wszystko wskazywało na to, że ci chrześcijanie (jeszcze wtedy nienazywani chrześcijanami) mają coś, czego pytający nie mieli lub nie wiedzieli.

Oto świadectwo Pięćdziesiątnicy! Wierzący głosili ewangelię własnymi czynami.

Mówię o tym też w kontekście tej konfrontacji, z jaką przyjdzie nam zmierzyć się, spotykając ludzi wędrujących do marketu. Chciałbym, by nie tylko ludzie usłyszeli chrześcijan, ale też zobaczyli.

Niektórzy kaznodzieje stawiają na to, by ludzie usłyszeli. Krzyczą do mikrofonu i zastanawiam się, słaby sprzęt nagłaśniający, czy do ludzi z przytępionym słuchem mówią? Chcą zrobić wrażenie, czy zakryć płycizny?

Dla mnie cudem Pięćdziesiątnicy były zmiany, jakie dokonały się w życiu ludzi ogarniętych mocą Ducha Św. Zrozumieli, jak ważne jest godne reprezentowanie Jezusa.

Nikt nie może zostać zbawiony z uczynków. Zostaniemy jednak oszacowani z ich wykonywania.

Problem jest w tym, czy wyznaję Chrystusa jako Pana, a potem żyję już tylko dla siebie?

Czytając Dzieje Apostolskie, kilkakrotnie spotykamy zwrot, że ludzie byli zdumieni i zaskoczeni postawą wierzących. „Czym wprawiamy w zdumienie nasze otoczenie?” Wodotryskami, wiatrem czy rzetelnością swego życia.

Jeśli miłujemy świat i to, co do niego należy, nie możemy równocześnie należeć do Boga.

W 3 rozdziale Dziejów Apostolskich spotykamy Piotra i Jana w drodze do świątyni, gdzie zamierzali się modlić. Po drodze jakby mimochodem zahaczyli o żebraka i wygłosili mu wykład na temat ich zielonoświątkowej tożsamości. To, co uczynili, wydaje się, że dla nich było tak naturalne i oczywiste, że zaraz poszli dalej, by się modlić. Kiedy Piotr i Jan zostali wezwani na przesłuchanie, wprawili w zdumienie przesłuchujących.

Piotr pełen Ducha Św. mówi o Jezusie, o ukrzyżowaniu, zmartwychwstaniu i nawróceniu. Piotrze a gdzie tożsamość zielonoświątkowa? Stała obok nich.

„Patrząc zaś na człowieka uzdrowionego, który stał z nimi, nie wiedzieli co odpowiedzieć” (Dz 4,14).

Nasza tożsamość zielonoświątkowa siedzi w ławkach zborów. Mimo skazania Chrystusa na śmierć On zmartwychwstał i żył w ludziach, którzy byli Nim zachwyceni.

Niektórzy wierzący nie chcą nic więcej ponad minimum. Chcą tylko na tyle Jezusa, aby uniknąć sądu, aby czuć, że ich grzechy zostały przebaczone, aby utrzymać dobrą reputację, dać to niezbędne minimum Jezusowi, wytrzymać przysłowiowe dwie godziny w kościele oraz przelotnie zerknąć do Biblii.

Lubimy ewangelię łaski, miłości i przebaczenia, ale musimy pokochać też ewangelię czynu, do czego zachęcam. Akcyjność nie jest rozwiązaniem problemów, ale odsunięciem w czasie osamotnienia, goryczy, zapomnienia. Zatopienie się tylko w duchowości bez działania nie jest tożsamością zielonoświątkową.

Gdy zapytają nas „co to znaczy?” Odpowiesz jak ap. Paweł:

„Lecz ty poszedłeś za moją nauką, za moim sposobem życia, za moimi dążnościami, za moją wiarą, wyrozumiałością, miłością, cierpliwością” (2 Tym 3.10).

Moje życie staje się prawdziwie zielonoświątkowe, kiedy nie okoliczności i sytuacje mnie do tego zobowiązują, ale gdy serce do tego mnie popycha.

Oto moja zielonoświątkowość pełna Ducha Św.

grudzień 2006