Między opiniami

„Wtedy Eliasz przystąpił do całego ludu i rzekł: Jak długo będziecie kuleć na dwie strony? Jeżeli Pan jest Bogiem, idźcie za nim, a jeżeli baal, idźcie za nim! Lecz lud nie odrzekł mu ani słowa” (1 Krl 18,21).

Zdanie zostało wypowiedziane w dramatycznych okolicznościach. Zdanie, które dla mnie osobiście ma ogromne znaczenie.
Głuche milczenie. Eliasz powiedział: musicie określić się, kim jesteście. Kto jest waszym autorytetem, kto określa wasz światopogląd. Bóg albo diabeł?
Dlaczego ludzie milczą, nabierają wody w usta i zamykają się w sobie? Muszą być i są powody takich zachowań.
1. By uniknąć kłopotów
2. ze strachu
3. milczenie dla tzw. świętego spokoju.
Milczenie często dużo mówi. Gdy śledzę życie Eliasza w Biblii, to można odnieść wrażenie, że to jakaś bajka. Od cudu do cudu i nawet normalnie nie umarł.
Eliasz nie był kimś specjalnym, ale jak nie, skoro takie rzeczy jego życiu towarzyszyły. On był tylko zwykłym człowiekiem, który służył nadzwyczajnemu Bogu. Dziś Eliasz miałby swój program TV Eliasz show. NIE!!!
Eliasz miał odwagę podkreślić różnicę i dał szansę wyboru. Eliasz z prorokami pogańskich bóstw „zagrał w otwarte karty”, a więc wprost z diabłem.
Lubimy opcje. Lubimy restauracje z atrakcyjnym menu i dodatkami jak sałatki lub inne produkty w opcji. Jeśli za każdy dodatek trzeba dopłacać, wybieramy inny lokal.
Lubimy kościoły z dużą ofertą do wyboru, bo inaczej czujemy się znudzeni. Niektóre zbory są jak supermarkety z ogromną gamą atrakcji oprócz nauczania biblijnego.
W tym miejscu mamy tylko dwie opcje: tak lub nie. Dla dzisiejszych tendencji liberalnych oferta zbyt skromna. Mojej duchowości bliższy jest fundamentalizm niż liberalizm, ale lansowana wolność dzieci Bożych często przekracza Boże granice.
Jaka jest twoja opinia?
Jako kaznodzieja, muszę być konkretny w wielu sprawach. To jest moje zadanie, by mieć opinie i upewnić się, że te opinie są oparte na Biblii nie tylko na moich osobistych przekonaniach! Jestem bardzo stanowczy w moich opiniach i dobrze z tego znany. Mieć opinie nie oznacza, że są one właściwe lub niewłaściwe. Często one są konieczne. Jeśli masz pasję dla czegoś, znaczy, że będziesz musiał mieć opinię, która jest niepodważalna. Upewnij się tylko czy twoja opinia oparta jest na faktach, czy domysłach, prawdzie czy kłamstwie, Bożym Słowie czy „tak mi się wydaje”.
Eliasz stanął przed ludźmi i powiedział: jak długo będziecie tkwić między dwiema opiniami?

„Jak długo będziecie kuleć na dwie strony? Jeżeli Pan jest Bogiem, idźcie za nim, a jeżeli baal, idźcie za nim!”

Myślę, że mieliście takie sytuacje: zadajesz pytanie, albo składasz oświadczenie, a ktoś stoi z błędnym wzrokiem jakby to, co powiedziałeś, spowodowało przeciążenie mózgu?
Są ludzie, którzy są podrzucani w życiu jak szmaciana lalka, są stale w zamieszaniu, nie mają swojej tożsamości. Ich wiara oparta jest na cudzych nogach.
Ani zimny, ani gorący – lurowaci.

Lubicie taką kawę, herbatę? Kiedy znajdziesz kogoś, kto jest cięgle niezadowolony: za nudno, nie duchowo, nie ma energii dla pracy w zborze, ale ma energię, by angażować się w jakieś dziwne rzeczy. Bądź pewny, że znalazłeś lurowatego chrześcijanina.
Jeśli ktoś pozostaje między dwiema opiniami, to musi zdecydować Bóg i Jego Słowo czy rzeczy świata? Nie możesz mieć obu rzeczy naraz. To jest lurowate. Musisz podjąć decyzję. Co jest najważniejsze?

„Nie spędzaj czasu poza ogrodzeniem! Nie bądź na ziemi niczyjej, bo to jest miejsce między akceptacją i odrzuceniem”.

Eliasz powiada: nie ma żadnej strefy środkowej. Herod myślał, że mógłby pozostać w strefie środkowej. Bał się Jana Chrzciciela, wiedząc, że to święty człowiek, ale nigdy nie żałował życia w grzechu. Został zmuszony, by zrobić straszliwy wybór. Żałował, że nie mógł mieć dwu rzeczy równocześnie.
Eliasz przyszedł na Karmel i tamtego dnia strefa środkowa zniknęła. Kiedy Jan Chrzciciel wzywał ludzi do pokuty i chrztu, strefa środkowa zniknęła. Kiedy Jezus przyszedł na ziemię i powiedział, że musisz być albo gorący, albo zimny strefa środkowa zniknęła.
Eliasz zrobił przygotowanie dla ognia, dla przebudzenia. Ci, którzy myślą, że ożywienie jest obowiązkiem Boga, że wystarczy czekać na ogień, są w błędzie. Jeśli jednak przebudzenie nie przychodzi, podkładają sztuczny ogień lub fajerwerki.
Eliasz znał Boga, żył w Jego obecności. Nie naprawiał ołtarza baala, ale zaczął od podstaw. Gdzie nie ma żadnego ołtarza, nie ma żadnego ognia. Przygotowanie nie jest opcjonalne, jest konieczne. Nasze rowy wokół ołtarza są płytkie, nasze uczenie i pogłębianie pobieżne. Bardziej zainteresowani jesteśmy błogosławieństwami niż zmianą w życiu. Eliasz zrobił coś niemożliwego. Jeśli chcesz spalić ofiarę, nie polewasz jej wodą.
Jeśli ożywienie jest z ciała, jakiekolwiek ruchy nie są niczym więcej niż ludzki emocjonalizm. Eliasz nie miał obaw, że woda zatrzyma działanie Boga.
Iluż ludzi dziś wierzy w ożywienie, ale boją się, że człowiek może temu przeszkodzić, zgasić ducha, co to za duch? Wierzą w karłowatego bożka baala.
Dlatego ludzie podkładają sztuczny ogień, by się paliło, by przyszło przebudzenie? Wymyślony ogień mógłby zwęglić kawałki byka leżącego na ołtarzu. Ogień Boga spalił ofiarę i drewno, kamienie a woda wyparowała.
Góra Karmel i sztuczny ogień nie przekonały, a właściwie brak ognia. Ludzie zobaczyli, co jest prawdziwe a co na pokaz.
Kiedy ta konfrontacja zaczynała się, ludzie milczeli, zadając sobie pytanie, to, gdzie jest Bóg? Czy żyje Bóg Izraela?
Jednym z bardzo poważnych problemów dzisiejszych czasów jest to, że wielu ludzi jest sfrustrowanych. Pytają, gdzie jest Bóg? I zawsze znajdą winnych tylko nie siebie.
Prorocy Baala zrobili wszystko, by zstąpił ogień, ale drewno nie przynosi ognia, ożywienia.
W tej modlitwie proroków baala oglądamy bożka dżina w magicznej lampie. Oni sądzą, że jeśli będą pocierać ich lampę wystarczająco mocno, długo i często, to mogą zmusić boga do wykonania ich woli. Eliasz miał słowo dla tych, którzy „zatrzymali się między dwoma opiniami”. Bóg czy baal?
Eliasz ma słowo dla chrześcijan dzisiaj: „Jak długo zatrzymujecie się między dwoma opiniami?”
Możemy myśleć; zbyt mocno mokre jest drewno, myślimy, że ogień zapali się na naszych warunkach. Biblia uczy nas, że nie ma rzeczy niemożliwych dla Boga na Jego warunkach, a nie dlatego, że podłożyliśmy sztuczny ogień.
„Jan odpowiedział wszystkim, mówiąc: Ja chrzczę was wodą, lecz przychodzi mocniejszy ode mnie, któremu nie jestem godzien rozwiązać rzemyka u sandałów jego; On was chrzcić będzie Duchem Świętym i ogniem” (Łk 3,16).

Przebudzenie zaczyna się w oczekiwaniu.

Gdyby ogień nie zstąpił, Eliasz zginąłby na miejscu, a Izrael byłby pogański. Szansa była 1 do 850, czyli brak szans.
Eliasz znał kilka ważnych elementów:
Eliasz nigdy nie ściągnąłby deszczu, ognia, gdyby nie proklamował, że Bóg jest Panem.

Odpowiedź tkwi w zachęcie: „bądźcie świętymi” o takim życiu uczy Biblia. Nie bądźmy jak dziecko, które na 10 dni przed świętami Pamiątki Narodzenia stara się być dobre, bo inaczej nie otrzyma prezentu, ale wie, że potem jest 26 grudnia, a prezent już otrzymał, wiec może robić, co chce. Nie próbujmy być duchowi, bo coś chcemy od Boga, ale my chcemy być w porządku cały czas.

Bóg nie jest zainteresowany frazesami.

Pytanie, jak osiągamy cel? Jak zostać Eliaszem? Czy jest jakaś formułka, jakieś szczególne słowa, szczęśliwa liczba? NIE MA. Chrześcijaństwo to nie czary.

W czym tkwił sekret Eliasza? On ufał Bogu i nie przestawał, aż zobaczył skutki. Modlił się, modlił, mimo że jego sługa nie widział rezultatów.

Nie zniechęcaj się i nie obliczaj, że już 500 razy modliłeś się o to samo, a może tylko raz – co?

Nie znam odpowiedzi, dlaczego Bóg tak postępuje, dlaczego nie odpowiada za pierwszym razem? Może nigdy się nie dowiem dlaczego? Kiedy czytam Biblię, widzę ludzi, którzy byli wytrwali i odnosili zwycięstwo w Bogu.

Eliasz był na górze, by pokazać nie siebie, ale Boga, jakiego mamy. Wszystko, czego potrzebujemy, to staromodnego działania Ducha Św. Nie patrz na wielkość manifestacji Ducha, ale na skuteczność.

Nie ma żadnej strefy środkowej.
Miej właściwą modlitwę.
Bądźcie świętymi zawsze.
Nasz Bóg jest Panem, a nie marionetką.

maj 2016

Komplementy

„Powinniśmy zawsze dziękować Bogu za was, bracia. Jest to rzecz słuszna. Wiara wasza bowiem bardzo wzrasta, a wzajemna dobroć wasza pomnaża się w was wszystkich” (2 Tes 1,3).

Ap. Paweł przedstawia wierzących, którzy wzrastali i byli godni jego komplementów. Paweł mówi: „Niesamowite jak urośliście, zarówno w wierze w Chrystusa, jak i we wzajemnej miłości. Gdziekolwiek się pojawiam, wszystkim opowiadam o waszym wzroście duchowym. Dziękuje za was Bogu!”

Najwyraźniej chrześcijanie w Tesalonikach nie próbowali tylko utrzymać się na powierzchni życia duchowego, ale byli w ciągłym ruchu, uczyli się nowych rzeczy, wzrastali i było to widać. Wynika z tych pozdrowień, że mówiło się o nich w kościele w Azji. Zwiastowanie, jakie słyszeli, prowokowało ich do wiary w Chrystusa, do odrzucenia wszelkich niegodnych chrześcijanina zachowań. Duch Święty przełamywał w nich wszelkie bariery, uczyli się jak akceptować się wzajemnie.

W tamtym czasie jak wiemy ci chrześcijanie byli prześladowani, doświadczani różnymi zawirowaniami doktrynalnymi, a jednak nie przeszkodziło to innym widzieć w nich przykład godny naśladowania. Może składano wizyty w ich nadzwyczajnym kościele. Ludzie, którzy odwiedzali ich zbór, widzieli, jak zgromadzenie wierzących rośnie w łasce i poznaniu Boga.

Wierzący powinni „budować się nawzajem w Chrystusie”, wszyscy potrzebujemy siebie wzajemnie. Potrzebujemy zachęty wobec wielu zagrożeń dla duchowego wzrostu.

„Dlatego zachęcajcie się wzajemnie i budujcie jedni drugich, jak to zresztą czynicie”  (BT)

Jedną z cech ap. Pawła była jego troska o Ciało Chrystusowe. Tę troskę starał się „zaszczepić” innym, „zarazić” nią Ciało Chrystusowe. Dlatego ap. Paweł zachęcał, aby każdy chrześcijanin był aktywny, aby każdy był zaangażowany w proces rozwoju Ciała Chrystusa.

Ap. Paweł pochwalił zbór w Tesalonice za miłość i troskę okazywaną jedni drugim. Oni nauczyli się, jak ważną rzeczą jest wzajemne zachęcanie, napominanie i pocieszanie. Podbudowujcie jedni drugich, przypominajcie jedni drugim Boże obietnice, zachęcajcie jedni drugich tym, że wszyscy wierzący ludzie będą spędzali wieczność z Chrystusem.

Chrześcijanie Nowego Testamentu zbierali się po to, aby Ciało Chrystusowe, które tworzyli, mogło funkcjonować przez wzajemne dodawanie sobie otuchy. Ap. Paweł daje nam polecenie: „znoście jedni drugich w miłości”.

To jest chrześcijaństwo w akcji.

Kościół Jezusa Chrystusa trwający, którego żadne bramy nie przemogą. Słyszy się, że „bardzo wzrastamy w Panu”. Miłość Chrystusowa jest wyraźnie odczuwalna.

– Przed rozpoczęciem nabożeństwa ludzie modlą się, oczekując na Boże prowadzenie.

– Wszyscy okazują sobie wzajemnie szacunek i miłość.

– Jedni drugich zachęcają do uwielbiania, a ludziom z grupy uwielbiającej mówią: „śpiewaliście z prawdziwym namaszczeniem. Dziękuję Bogu za wasz dar i za was”.

– Grupy modlitewne otaczają troską ludzi, którzy przeżywają doświadczenia, nie pozostają sami w swojej rozpaczy.

Tak, rozmarzyłem się w wizji zboru, ale nie jest to wizja nierealna.

Wytrwałość w wierze, studiujący Słowo Boże chrześcijanie, modlący się i chwalący Boga, biegnący na nabożeństwo, by nie uronić nic z chwały, którą zstępuje na zgromadzenie ludzi wierzących. Jeśli karmisz się Bożym Słowem, będziesz doświadczać stałego wzrostu duchowego.

Namaszczone głoszenie czystego Słowa Bożego zawsze jest przyczyną wzrostu. Apostoł Paweł mówi, że wszyscy, którzy pragną niesfałszowanego mleka Słowa, będą wzrastać.

Ap. Paweł mówi, że Duch Św. odnawia nasze umysły, umartwiając nasze ciało i wydobywając świętość naszego wewnętrznego człowieka. Pracuje w naszych serach, aby pokonać gniew, zgorzknienie, rezygnację i wszelkiego rodzaju niedociągnięcia. Jednocześnie wlewa w nas uprzejmość, czułość i przebaczenie w stosunku do otaczających nas ludzi. Powoduje nasz wzrost w Chrystusie – ucząc nas, że cokolwiek mówimy albo robimy, powinno być godne naszego Pana!

„Niechże więc człowiek samego siebie doświadcza…” (1 Kor 11,28).

„Poddawajcie samych siebie próbie… doświadczajcie siebie” (2 Kor 13,5).

Apostoł mówi: testujcie siebie, sprawdzajcie, czy postępujecie zgodnie ze Słowem Bożym. Czy wzrastasz w swoim entuzjazmie dla Jezusa i jego kościoła?

Kochani brak wzrostu często nie jest spowodowany jakimś wielkim grzechem. Częściej jest to drobnostka, którą nigdy się nie zajęliśmy. Może nie traktowaliśmy jej poważnie, ale w rzeczywistości jest przeszkodą we wzroście duchowym.

Większość wierzących jest często nieświadoma postępów duchowych, które mają miejsce w ich życiu. Modlą się, czytają Biblię i szukają Pana, nie zauważają swojego wzrostu. Myślę, że Tesaloniczanie byli zdziwieni, słysząc, jak wysoko ocenia ich ap. Paweł. Myśleli: „Niby to ja tak bardzo wzrastam? Paweł chyba żartuje. Chyba nie wie jak daleko mi jeszcze do doskonałości?” Paweł to wiedział.

Bóg ocenia twój wzrost duchowy po tym, jak bardzo Go kochasz. Prawdziwy wzrost duchowy ma miejsce w Tobie, niezależnie od tego, czy go widzisz, czy nie!

Kiedyś odbyłem podróż naszym byłym transatlantykiem „Batorym”. Kiedy byliśmy na pełnym oceanie, nie było punktów odniesienia i wtedy trudno było stwierdzić czy płyniemy. Jednak dotarliśmy do portu.

Biblia mówi, że Bóg nie dołamie nadłamanej trzciny. Jeśli widzi choćby małą tlącą się iskierkę, nie zagasi jej. Przeciwnie roznieci ją, aż spowoduje, że ponownie narodzą się z niej płomienie!

Prawdziwa wiara nie ma nic wspólnego z wielkością lub ilością pracy, jaką zamierzasz wykonać. Związana jest z kierunkiem twojego życia.

Bóg nie jest zainteresowany twoją wielką wizją, ale tym, kim się stajesz.

Jedną rzeczą jest wierzyć, a całkiem inną poddać wszystko Bogu. Wzrastaniu będą towarzyszyć kryzysy, nie staniemy się wolni od nich po przeżyciu iluś „testów wiary”. One skończą się dopiero wtedy, gdy przyjdzie Jezus lub gdy odejdziemy do wieczności.

Wzrastania nie da się skopiować. Jest wiele miejsc, gdzie można nabyć kopie różnych towarów i jest wiele pomysłów, by kopiować nowotestamentową duchowość, ale to się nie da. Jedynym owocem tego rodzaju wysiłków jest martwa duchowość. Ponieważ niemożliwe jest, aby człowiek skopiował coś, co jest prawdziwie duchowe. Zrobić to może tylko Duch Święty. Czasem ludzie są przekonani, że jeżeli tylko będą w stanie zaimportować jakiś rodzaj duchowego przebudzenia do swojego zboru, to będzie wzrost. Szukają jakiegoś ruchu duchowego, który byłby dla nich kołem ratunkowym. W rezultacie otrzymują kopię bez prawdziwego namaszczenia.

Wytrwać, wytrzymać pomimo trudności; cierpliwie znosić się nie poddając. Mamy mieć nadzieję. Możesz doświadczyć zadowolenia w każdej sytuacji, ponieważ masz obietnicę Jezusa: „Ten, kto wytrwa do końca, będzie zbawiony”.

Zachętą Bożego Słowa jest – życie, którym można się zachwycić, jest możliwe. Poproś Ducha Świętego, abyś nie należał do zaparkowanych chrześcijan.

Mogę tylko podjąć się komplementowania Waszego życia, przypominając; idźmy razem, dalej i dalej w wierze będąc wytrwali.

„Bracia, powinniśmy nieustannie dziękować Bogu za was, gdyż jest to ze wszech miar słuszne. Wasza wiara bowiem staje się coraz silniejsza, a miłość jednych ku drugim obfituje tak bardzo”.

styczeń 2003

Podobny do nas

„Eliasz był człowiekiem podobnym do nas…” (Jak 5,17).

Jednym z bardzo poważnych problemów dzisiejszych czasów jest to, że wielu ludzi nie jest naprawdę szczęśliwych! Są samotni i smutni. Nie mogą poradzić sobie ze strachem. Depresje przetaczają się po nich jak walec. Tak jest i z wieloma chrześcijanami: śpiewają, uśmiechają się, uwielbiają, jak długo?

Ludzie wiary prowadzili normalne życie.

Jeśli diabeł bawi się twoimi uczuciami, manipuluje, wchodzi do twego życia i wychodzi, kiedy tylko chce, to znaczy, że Bóg stoi z boku. W czym więc tkwi problem?

„Eliasz był człowiekiem podobnym do nas”, ale niestety my nie jesteśmy podobni do niego – jesteśmy zbyt samowystarczalni. Eliasz był pełen pasji, nie wygłaszał „gładkich” kazań, jego słowa padały jak roztopiony metal na ciało.

„Jak długo będziecie kuleć na dwie strony? Jeżeli Pan jest Bogiem, idźcie za nim, a jeżeli Baal, idźcie za nim! Lecz lud nie odrzekł mu ani słowa” (1 Krl 18,21).

Głuche milczenie. Eliasz z prorokami pogańskich bóstw „zagrał w otwarte karty”, a więc wprost z diabłem.

Chrześcijańskie świadectwo to walka o moralność, godność ludzkiego życia, to protest przeciw panoszącemu się grzechowi.

Kiedy skończyła się konfrontacja z prorokami baala, Eliasza ogarnęła moc Pana. W tej mocy, jak maratończyk biegł przed wozem króla Achaba do bram miasta. Do tego momentu Eliasz był zainspirowany w duchu, nie bał się, był gorliwy dla Boga i nienawidził bałwochwalstwa, wstrząsnął mocami piekła! Co myślał, kiedy usiadł przed bramą miejską? Był człowiekiem, który dokonał rzeczy niezwykłych. Może oczekiwał, że Bóg dokończy niszczenia bałwochwalstwa w kraju! Może oczekiwał teraz śmierci krwawej Izebel, która nareszcie umiera ze strachu, a król abdykuje. Chyba pakuje już walizy i zamawia rydwan. Czekając poza miastem na Boży ruch, Eliasz czuł się bardzo ważny i może bardzo potrzebny.

„Gorliwie stawałem w obronie Pana, Boga Zastępów, gdyż synowie izraelscy porzucili przymierze z tobą, poburzyli twoje ołtarze, a twoich proroków wybili mieczem. Pozostałem tylko ja sam…” (1 Krl 19,10).

Jestem jedynym w Izraelu, który walczy dla Boga.

Bywają chwile, gdy duchowo czujemy się mocni, błogosławieni, skuteczni w działaniu i świadectwie. Ważne jest, aby tak było zawsze lub częściej niż nie.

„Achab opowiedział Izebel wszystko to, co uczynił Eliasz i jak kazał wybić mieczem wszystkich proroków Baala” (1 Krl 19,1).

Możemy wyobrazić sobie jak Izebel słucha opowieści męża i robi się coraz bardziej purpurowa – „krwawa Izebel”. Skończyły się żarty panie Eliasz, dobiorę się do ciebie. Nie ważne co może się stać – dopadnę cię.

„Wtedy Izebel wyprawiła gońca do Eliasza z takim poselstwem: To niechaj uczynią bogowie i niechaj to sprawią, że jutro o tym czasie uczynię z twoim życiem to samo, co stało się z życiem każdego z nich” (1 Krl 19,2).

Izebel przysięgła na bogów, którzy właśnie okazali się bezsilni. Eliasz nie musiał się niczego obawiać, ale Eliasz spanikował, wziął nogi za pas!

„Zląkł się więc i ruszył w drogę, aby ocalić swoje życie” (w 3).

W ciągu zaledwie kilku godzin przeszedł od świętej odwagi, pewności i władzy – do strachu, rozpaczy i zdezorientowania!

Kiedy stajesz twarzą w twarz z rozwścieczonym diabłem – a on chce cię dopaść, co robić? Jakub powiada:

„Przeto poddajcie się Bogu, przeciwstawcie się diabłu, a ucieknie od was” (Jak 4,7).

Co zrobił nasz zwycięski bohater, który był podobny do nas? Siedział na pustyni pod krzakiem jałowca, lamentując; „Mam już dosyć! Nie wytrzymam dłużej. Chcę umrzeć!”

Czy nie zdarzyło się komuś z nas powiedzieć: „Dosyć, Panie – chcę umrzeć”.

Jeremiasz doświadczył takiej samej sytuacji:

„Po cóż to wyszedłem z łona matki, aby doznać tylko znoju i udręki i swoje dni trawić w hańbie!” (Jer 20,18).

Wielu sprawiedliwych ludzi przechodzi przez okresy, kiedy uciekają przed diabłem, czując się pokonanymi. Może większość z nas już uciekała tak jak Eliasz? Być może siedzisz pod swoim „krzakiem jałowca” sfrustrowany. Mówisz w swoim sercu: „Panie, mam już dosyć. Zabierz mnie do domu!”

Jak odzyskać moc Pana?

Bóg jest z tobą. Zwyciężył Lew z pokolenia Judy. Bóg posłał anioła do Eliasza, możliwe, że z takim poselstwem: „Bądź z nim cierpliwy! On jest przestraszony, zmęczony, w depresji, lekko zbuntowany, nie przestrasz go, czuje się bezużyteczny. Myśli, że chce umrzeć, ale tak naprawdę chce żyć. Ja go kocham! Mam dla niego wiele pracy do wykonania w Moim królestwie”.

Dziś mamy Biblię, Słowo Boga, jest to lepsze niż jakikolwiek anioł! On mówi: „Idź do Mojego Słowa, bo w nim jest życie”.

Słuchaj głosu Pana!

Co tu robisz, Eliaszu? Dlaczego żyjesz w strachu i depresji? Wstań! Twoja praca dla mnie nie jest jeszcze wykonana. Jezus, powołując uczniów, powiedział, idźcie, a nie siedźcie.

Co Eliasza tak naprawdę bolało?

„Boże, pozwoliłeś diabłu zbliżyć się do mnie! Pozwoliłeś mu nękać mnie, zabrać mi moją radość, przestraszyć mnie. A ja nie zasłużyłem na takie traktowanie! Byłem święty, posłuszny, robiłem wszystko, co mi kazałeś. I po wszystkich moich modlitwach, kazaniach i posłuszeństwie, muszę jeszcze toczyć największą bitwę mojego życia! Już dość mam wszystkich lekcji, Panie! Nie chce się już więcej uczyć. Pozwól mi tylko odejść do domu, do chwały”.

W tym tkwi sedno, to jest cały problem: Jesteśmy zmęczeni uczeniem się Bożych dróg! Myślimy, „czy nigdy nie nadejdzie taka chwila, kiedy będę mógł usiąść i wiedzieć, że diabeł jest pokonany? Czy moje bitwy kiedykolwiek się skończą?”

Bóg chce nauczyć nas jak dać diabłu odpór. Musisz zrozumieć, dlaczego Bóg pozwolił. Są materiały ognioodporne, a chrześcijanin musi być „diablo-odpornym”. Bóg miał zamiar wysłać Eliasza z misją, która mogła wydawać się dziwna:

„Idź, udaj się w drogę powrotną … namaścisz Chazaela na króla nad Aramem … a Jehu … na króla nad Izraelem … Elizeusza zaś … na proroka na twoje miejsce” (1 Krl 19,15-16).

Eliasz otrzymał świeże namaszczenie. Sposobem diabła na nas jest strach. Bożym sposobem jest nadzieja, pewność, namaszczenie. On chce Cię użyć, a diabłu to się nie podoba. Musimy wiedzieć, gdzie chce nas mieć Bóg. Masz jak Henoch chodzić z Bogiem, jak Noe i Eliasz, kiedy wszystko się rozleci. Pełen pokoju, doświadczony uczeń, głoszący Jezusa ludziom, których świat się rozpadł. Bądź tam, gdzie Duch Święty ciebie pośle wzywając wystraszonych, zmartwionych i pełnych obaw ludzi.

Czy chodzisz z Panem? Po której jesteś stronie?

Jeśli chodzisz z Jezusem, rozmawiasz z Nim, słuchasz Go, wtedy diabeł będzie się też trzymać z daleka. Nie pozwalaj na zasianie lęku i strachu, nie panikuj, Jezus zwyciężył. Wspomnianych mężów Bożych nic nie mogło powstrzymać przed chodzeniem z Bogiem. Bóg ich pochłaniał. Wielu chrześcijan powinno stać się podobnymi do Jezusa.

Dlaczego tak nie jest? Ponieważ nie chodzą z Bogiem. Nie kochają Jezusa na tyle, by chcieć chodzić z Nim. Nie próbują przemodlić sytuacji – chcą ją przemyśleć. Nie opierają się na Słowie Bożym – opierają się na swoich „prawach”! Cała ich uwaga skupiona jest na sobie, ich potrzebach, ich pragnieniach.

Henoch nie miał Biblii, śpiewnika, współwyznawców, nauczycieli, ale znał Boga! Dlaczego dzisiaj jest to takie trudne? Eliasz nie odszedł, kuśtykając do Królestwa Bożego, ale odpłynął do swego Boga. Odszedł w blasku życia i chwały!

Każdy człowiek jest na tyle blisko Boga, jak bardzo chce. Jest na tyle święty i pełen Ducha, jak bardzo tego pragnie. Jezus powiedział:

„Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni” (Mt 5,6).

Jeśli masz pragnienie, to i masz zwycięskie życie.

sierpień 2001

Lepiej zapalić światło niż…

„Co widzieliśmy i słyszeliśmy, to i wam zwiastujemy, abyście i wy społeczność z nami mieli. A społeczność nasza jest społecznością z Ojcem i z Synem jego, Jezusem Chrystusem.

A zwiastowanie to, które słyszeliśmy od niego i które wam ogłaszamy, jest takie, że Bóg jest światłością, a nie ma w nim żadnej ciemności” (1 Jan 1,3.5).

Jan podzielił się ze swoimi czytelnikami tym, co jego zafascynowało, czym żył, co stało się centrum jego duchowego życia. On dzielił się czymś radosnym, co dla niego było ważne, nie koniecznie musiało być ważne dla innych. Opisuje swoje doświadczenie, które może być zachętą. Zaczyna od wydarzeń, w których uczestniczył. Chce powiedzieć, kim jest dla niego Jezus, u którego boku spędził kilka lat. Był wśród ścisłego grona powołanych uczniów, przeżył dramat sądu i wykonania wyroku na mistrzu, na „Słowie”, był w centrum wydarzeń związanych ze zmartwychwstaniem.

Apostoł rozpoczyna Ewangelię od wątku ontologicznego. On nie ma wątpliwości kim był Jezus.

„Na początku było Słowo. Słowo było u Boga i było Bogiem” (Jan 1,1).

Rozwiewa wszelką wątpliwość co do boskości Jezusa Chrystusa. Był zawsze, nie jest stworzony i jest Bogiem. Oznacza to, że Boże przesłanie nie tylko jest napisaną księgą – objawiło się ono w samej osobie Boga.

„Słowo ciałem się stało i zamieszkało wśród nas” (Jan 1,14).

Bóg stał się wcielonym Słowem, w Jezusie, „Kto mnie widział, widział Ojca” (Jan 14,9).

Oto dlaczego tak istotne jest dla nas poszukiwanie oryginalnego sensu wypowiedzi Jezusa, właśnie przez Jego życie i nauczanie możemy zobaczyć i usłyszeć Stwórcę – Boga.

Jan swoją wiarę nie tylko opiera na tym, co inni mieli do powiedzenia o Jezusie. Jan miał ten niezwykły przywilej być tym, który osobiście słyszał nauczanie Jezusa. Był uczestnikiem większości zdarzeń, spisał wszystko w Ewangelii i listach, to co wraz z pozostałymi uczniami miał możliwość słyszeć, widzieć. Jego Ewangelia ma niepowtarzalny charakter. On słyszał i widział inaczej. Tylko on przekazał nam portret Jezusa, który przedstawił słowami: „Jam jest”. Podkreślił ten zwrot, którym Bóg określił siebie „Jestem, Który Jestem”. Jan w Jezusie widział Boga. Słyszał Zbawiciela szukającego grzesznika. Usłyszał coś, czego inni nie odnotowali:

„Bóg tak umiłował świat, że dał swego Syna…”.

Jan był niezwykłym słuchaczem, słyszał „ultra dźwięki Ewangelii”, to co jest nam niezbędne do zbawienia, dlatego tak lubimy i polecamy jego Ewangelię tym, którzy sięgają po raz pierwszy do Biblii.

Jan nie mówi tylko o tym, że widział Jezusa, bo był uczniem jego, ale mówi o czymś, co spowodowało, że jego społeczność z Ojcem stała się integralną częścią jego życia. W dniu zmartwychwstania miał okazję zobaczyć tryumf życia. Napisał o sobie, że był tym uczniem, który wszedł do grobu i uwierzył, że życie zatryumfowało.

„Życie więc stało się widzialne, a my ujrzeliśmy je i jako jego świadkowie oznajmiamy wam: to życie wieczne było u Ojca i stało się dla nas widzialne”.

Zmartwychwstanie stało się treścią ewangelicznego zwiastowania apostołów obok poselstwa o ukrzyżowaniu. Jeśli uważnie czytamy Ewangelię Jana, zauważymy, że poświęca też wiele uwagi temu niezwykłemu zjawisku, jakim jest światło. Można powiedzieć, że Jan zachłysnął się Jezusem i to chciał nam przekazać, by i nas ogarnęła ta najlepsza z najlepszych nowin, że Jezus jest światłością świata.

„…w Jezusie było życie a ono było światłością”.

Obecność Jezusa Chrystusa tu na ziemi była i jest tak nieodzowna, jak światło dla naszej egzystencji.

„Ja jestem światłością świata; kto idzie za mną, nie będzie chodził w ciemności, ale będzie miał światłość żywota. Ja jestem droga i prawda, i żywot, nikt nie przychodzi do Ojca tylko przeze mnie”.

Bóg zapalił światło dla świata. Świat bez Bożego światła tkwił w najgorszej z chorób – grzechu. Konsekwencją tej choroby jest brak życia i śmierć wieczna.

Pozbawieni światła czujemy się bezradni. Strach przed ciemnością paraliżuje życie, ale Jezus jest światłością, przed którą wszelka ciemność musi ustąpić.

„Ja jestem światłością świata; kto idzie za mną, nie będzie chodził w ciemności, ale będzie miał światłość żywota” (Jan 8,12).

Być chrześcijaninem, żyć z Jezusem nie oznacza życia w zacofaniu, zabobonie i mroku, ale w najjaśniejszej światłości. Wszelki lęk, strach, niepokój muszą ustąpić miejsca światłości, którą jest Jezus. Światło, które wnosi Jezus, ukazuje sprawy naszego życia takimi, jak są. Pozbawia je naszej charakteryzacji, przebrania. Pokazuje nagą prawdę, prawdziwy charakter i wartość człowieka.

„Chodźcie póki światłość macie, aby was ciemność nie ogarnęła, bo kto w ciemności chodzi, nie wie, dokąd idzie” (Jan 12,26).

Nie rozumiemy sensu naszego życia, dopóki nie spojrzymy na nie w świetle Jezusa. Kończy się wtedy czas przypuszczeń, wątpliwości i wahań, bo ciemna ścieżka zostaje oświetlona.

„Noc przeminęła, a dzień się przybliżył. Odrzućmy tedy uczynki ciemności, a obleczmy się w zbroję światłości” (Rzym 13,12).

Współczesna technika obdarowała nas czymś, o czym nie miał pojęcia Jan, będąc uczniem. Podarowany został nam światłowód, który może przenosić ogromne ilości informacji. Technika komputerowa dała dysk optyczny, który na niewielkiej powierzchni zapisuje potężne ilości informacji za pomocą wiązki światła. Bóg dał nam wcześniej najlepszy nośnik informacji – Boże Słowo.

„Słowo twoje jest pochodnią nogom moim I światłością ścieżkom moim” (Ps 119,105).

Światło wykorzystuje się od wieków jako nośnik informacji. Ostrzegało się za pomocą latarni morskich, sygnalizatorów na drodze, aby ostrzec przed niebezpieczeństwem lub przekazać jakąś wiadomość.

Każde światło oświetla otoczenie. Są różne światła, może być reflektor sięgający nieba i świeczka – to też światło. W kościele Chrystusa są reflektory, ale również małe skromne zapałki. Jeśli jedne i drugie są zapalone, to pokazują ludziom piękno Jezusa, nie w jednakowym stopniu i sile. Reflektor i zapałka to wielka różnica, ale jedno mają wspólne – świecą.

Spurgeon był reflektorem oświetlającym Chrystusa. Tysiące bezimiennych chrześcijan – możliwe, że tylko zapałki – oświetla Chrystusa i powoduje, że jest On widoczny. Świadectwo o Chrystusie to bardzo ważna służba dla Boga.

„On był światłem gorejącym i świecącym…” (Jan 5,35).

Wiemy, że światło jest wykorzystywane również do wytwarzania bardzo wysokich temperatur. Najlepszym przykładem jest słońce, którego promienie słoneczne tak wiele radości sprawiają, gdy możemy się w nich ogrzać, ale również poparzyć. Promienie słoneczne skupione przez soczewkę zapalają ogień.

Najprostszym urządzeniem jest żarówka lub promiennik podczerwieni, które mają zastosowanie w inkubatorach, kuchenkach domowych, ale również światło lasera służy do cięcia metalu lub niszczenia. Jego użycie wytwarza ciepło.

Dwaj uczniowie doświadczyli bezpośredniej cechy Bożego rozgrzania. Kiedy sfrustrowani szli do Emaus, przyłączył się do nich Jezus – Światłość.

„Wtedy otworzyły się ich oczy i poznali go. Lecz On znikł sprzed ich oczu. I rzekli do siebie: Czyż serce nasze nie pałało w nas, gdy mówił do nas w drodze i Pisma przed nami otwierał?” (Łk 24,32).

Doświadczamy Bożego rozgrzania, gdy zbliżamy się do Jego światła i nie tylko w sensie metaforycznym, ale dosłownie. Wiele razy doświadczyłem Bożej obecności, która sprawiła, że czułem ciepło przepływające przez moje ciało. Wielu ludzi daje świadectwo, gdy modlono się o ich uzdrowienie, jak fala ciepła przeszyła ich ciało i doświadczyli Boga. Światło Bożej obecności tak mocno rozgrzewa nasze życie, że stajemy się dla niego gorącymi chrześcijanami, zapalonymi do pracy, służby, świadectwa.

Znana jest choroba, która doprowadza do apatii i depresji ludzi pozbawionych światła naturalnego. Szczególnie znana jest w krajach skandynawskich i na dalekiej północy. Leczenie polega na codziennym kilkugodzinnym przebywaniu w bardzo mocno oświetlonym pomieszczeniu. Brak światła zagraża zdrowiu.

Jeśli Jezus nie jest naszą światłością, żyjemy w depresji, sfrustrowani, bez chęci do życia, chorujemy.

Światło lasera wykorzystywane jest bardzo szeroko w medycynie. Odkryto, że właściwości skupionego światła można wykorzystać, by leczyć. Już prorok Izajasz odkrył jakie skutki niesie Boże światło:

„Wtedy twoje światło wzejdzie jak zorza poranna i twoje uzdrowienie rychło nastąpi; twoja sprawiedliwość pójdzie przed tobą, a chwała Pańska będzie twoją tylną strażą” (Iz 58,8).

Narządem odbierającym bodźce świetlne jest nasze oko. Coś bardzo interesującego powiedział Jezus:

„Światłem ciała jest oko. Jeśli tedy oko twoje jest zdrowe, całe ciało twoje jasne będzie” (Mt 6,22).

Chodząc w ciemności, obijasz się o grzech i ranisz, kaleczysz, poparzysz, a może połkniesz coś trującego.

„Jeśli zaś chodzimy w światłości, jak On sam jest w światłości, społeczność mamy z sobą, i krew Jezusa Chrystusa, Syna jego, oczyszcza nas od wszelkiego grzechu”.

Oto wyzwanie dla chrześcijanina. Nie można być uczniem Jezusa a równocześnie oddzielonym od człowieka i bliźniego. Jeśli mówienie jest jednym, a życie drugim, to jesteśmy w ciemności. Narodzeni na nowo ludzie trzymali się razem. Postępowali tak z następujących powodów:

– wyznawanie wiary w Jezusa Chrystusa, fascynacja osobą Zbawiciela pociągała ich ku sobie i prowadziła do miejscowej wspólnoty – Kościoła.

Zbór to wspólnota, a więc między jej członkami istnieją silne więzi, bo chodzą w światłości. Społeczności nie osiąga się tylko przez to, że się przebywa (choćby nawet regularnie) w jednym pomieszczeniu. Coś takiego jest możliwe tylko w Jezusie – bowiem zbór to społeczność ludzi, którzy z racji wiary w Chrystusa są zainteresowani sobą nawzajem, gotowi i zdolni do wspólnych działań.

„Byliście bowiem niegdyś ciemnością, a teraz jesteście światłością w Panu. Postępujcie jako dzieci światłości” (Ef 5,8).

Lepiej jest zapalić światło w swoim życiu niż narzekać na zły świat.

luty 2002

Prawie — czyni różnicę.

„A na to Agryppa do Pawła: Niedługo, a przekonasz mnie, bym został chrześcijaninem” (Dz 26,28).

Biblia nie jest księgą przedstawiającą świat baśniowy, w którym wszystko jest ckliwe, słodkie i święte. Biblia mówi o realiach życia. Kiedy czytamy 26 rozdział Dziejów Apostolskich, to uczestniczymy w przesłuchaniu ap. Pawła, tylko czy naprawdę? Obrona Pawła przed królem Agryppą jest jego szóstą i końcową obroną zarejestrowaną w Dziejach Apostolskich.

Co chce nam zakomunikować przeczytany tekst?

Ap. Paweł tak naprawdę nie zeznaje, ale składa swoje świadectwo nawrócenia, a w jego trakcie zamienia się miejscami z przesłuchującymi. To, o czym mówi, wywołuje wybuch namiętności u prokuratora Festusa i króla Agryppy. Paweł mówi, co znaczy dla niego tytuł chrześcijanin i dlaczego nim jest. Paweł mówi o osobistym doświadczeniu, które jest jednym z najbardziej znanych nawróceń w historii chrześcijaństwa. Mówi o historii i kapitulacji, o końcu własnych pomysłów, i wydaje się końcu kariery. Mówi, ile znaczy życie ludzkie i nasze plany przed Bogiem.

Często zapominamy, że nie jesteśmy panami swego życia. Między jednym a drugim mrugnięciem oka wszystko może ulec zmianie, a my planujemy.

Na drodze do Damaszku wydarzenia potoczyły się błyskawicznie. Zapomniany bohater kościoła Ananiasz oddelegowany przez Boga składa wizytę Pawłowi i nazywa go bratem w Chrystusie. Paweł usłyszał niesłychane pozdrowienie: „Bracie Saulu”. Ci, których chciał prześladować, są gotowi nazywać go bratem w Chrystusie — niesamowite. Tak postępuje Bóg, tak zmienia zmartwychwstały Jezus.

Jesteśmy usprawiedliwieni Bożą sprawiedliwością, której punktem kulminacyjnym była śmierć umiłowanego Syna na krzyżu Golgoty. Jezus specjalizuje się w braniu zmarnowanego, zrujnowanego życia i przywróceniu mu przydatności. Życie nie musi pozostać takim, jakim jest dzisiaj. Może być lepsze i nowe w Jezusie. Każdej niedzieli spotkania ludzi wierzących mówią o nadziei, radości i nowym życiu, które mamy w Jezusie.

Informacja jest jasna: ci, którzy przychodzą do Jezusa, wychodzą z moralnej ciemności do światła życia. Ewangelia o zbawieniu jest „Ewangelią szansy”. Intelektualista powie naiwne, ale ten sam intelektualista wierzy w horoskopy, puka w niemalowane drewno, łapie się za guzik widząc kominiarza, unika czarnego kota, wierzy różdżkarzom, bioenergoterapeutom, szklanej kuli i wszystko to w XXI wieku, nie w średniowieczu.

Chrześcijaństwo jest atrakcyjne. Paweł przed Agrypą powiada: „jestem szczęśliwy królu”, a przecież był więźniem. To była prawdopodobnie ostatnia szansa Agryppy, by usłyszeć ewangelię i zostać uratowanym. Był poruszony, ale nie uratowany. Prawie czyni wielką różnicę. Agrypa ujęty świadectwem Pawła zareagował spontanicznie.

Jest wielka różnica między pragnieniem a byciem chrześcijaninem.

Uczucie jest najmniej solidnym założeniem, by być chrześcijaninem. Niektórzy sądzą, że chodzenie do kościoła czyni chrześcijaninem. Jest prawdą, że chrześcijanie chodzą do kościoła, ale nie to czyni ich chrześcijanami. Nie można też urodzić się chrześcijaninem — nawet w kraju chrześcijańskim. Wiary nie można odziedziczyć. Prawdą jest, że chrześcijanie się modlą, ale modlitwa nie sprawia, że jesteś chrześcijaninem. Prowadzenie porządnego życia nie czyni chrześcijaninem. Czyste, moralne życie nie sprawi, że zostaniesz chrześcijaninem. Wielu ateistów prowadzi uczciwe, dobre życie. Gdyby to wystarczyło, Chrystus nie musiałby umierać na krzyżu. Czytanie Biblii nie czyni chrześcijaninem. Chrześcijanie kochają Biblię, a niektórzy nawet codziennie ją czytają. To, że ją czytasz, nie musi oznaczać, iż jesteś chrześcijaninem.

Niebezpieczne słowo „prawie”.

Co sprawia, że spotykamy „prawie chrześcijan”? Co stanęło na przeszkodzie Agryppie? Strach, ośmieszenie, uznanie tego za szaleństwo?

„Prawie chrześcijanin” ma niewolniczy strach przed człowiekiem. Co powiedzieliby najbliżsi, rodzina, przyjaciele, środowisko? Co twoja rodzina powie, kiedy umrzesz? „Prawie został uratowany!”

„Prawie” jest niebezpieczne z powodu zgubnego przekonania: „przecież Bóg jest miłością”, Bóg nie będzie ekstremalny, nie będzie drobiazgowy.

1 lutego 2003 roku, podczas powrotu z przestrzeni kosmicznej, prom kosmiczny Columbia uległ zniszczeniu w wyniku uszkodzenia osłony termicznej. Wahadłowiec prawie wykonał misję. Miał tylko około 16 minut do lądowania, prawie wylądowali, ale prawie, nie wystarczyło, by odnotować sukces misji. Tylko, dlatego, że wysłano wahadłowiec, nie gwarantowało, że misja przebiegnie pomyślnie. Tylko dlatego, że osiągnęli orbitę, nie znaczy, że misja jest sukcesem. Wahadłowiec musiał szczęśliwie wylądować, to wieńczy jego podróż. Astronauci wykonali ważne rzeczy, ale misja skończyła się niepowodzeniem i śmiercią 7 astronautów.

„Prawie” — ale nie zupełnie.

Pomyślmy o emocji, która zawarta jest w słowie „prawie”. Oto pięć sekund do końcowego sygnału meczu koszykówki. Twój ulubiony zespół przegrywa jednym punktem, ale oto piłkę ma najlepszy koszykarz zespołu. Szybki ruch, skacze i rzuca. Piłka zatacza łuk, uderza w obręcz, odbija się i… odpada. Fani wydali zbiorowy jęk — ich zespół prawie wygrał. „Prawie wygrali” — dwa słowa skręcające wnętrzności. Nie ma drugiej szansy; nie ma żadnego trofeum dla „prawie wygranej”, nie ma owacji, żadnego świętowania zwycięstwa. NIC!!!

Prawie nie jest wystarczająco dobre w głoszeniu słowa, które darzy życiem, bo jeśli wszystko, co wykona, będzie prawie decyzją, to po wylądowaniu będą tylko „prawie chrześcijanie”.

Agryppa pozwolił, by wyznanie Pawła wzruszyło go, może nawet uronił łzę, jego serce emocjonalnie było poruszone, prawie pokutował, prawie oddał życie Jezusowi. Prawie, ale nie całkiem.

Prawie czyni wielką różnicę.

Jeśli istnieje lista oczekujących, to zapewne są na niej Agryppa i Festus. Nie osiągnęli sukcesu, prawie zrobili to, ale nie całkiem. Jak wielu ludzi, którzy słyszą dobrą nowinę, będzie na tej liście. Prawie dokonali biegu, ale nie osiągnęli sukcesu, byli poruszeni, ale kiedy był czas na decyzję, byli tylko prawie gotowi.

Prawie czyni wielką różnicę.

Bycie prawie chrześcijaninem nie ratuje duszy od wiecznego zatracenia. Sukces albo niepowodzenie naszego życia będzie zależeć od tego, czy wysiądziemy bezpiecznie po drugiej stronie?

Słyszałem kilka razy jak dziennikarze, komentując lądowania wahadłowców, stwierdzali, że loty wahadłowców stały się prawie rutynowe, ale nie można pozwolić sobie, by misja wahadłowca stała się rutyną, to jest zbyt ważne, bo chodzi o życie.

Nie pozwólmy, by nasze życie duchowe stało się rutyną, to jest zbyt ważne, ale u wielu tak jest, a chodzi przecież o życie — wieczne życie.

Prawie przekonany, jest jak człowiek, który prawie został uratowany, a jednak zginął mimo wysiłków.

Co trzyma ludzi w „obozie prawie”, w którym znalazł się też Agryppa? — JUTRO.

Wielu sądzi, że jest zawsze jutro.

Ludzie o imieniu „prawie” mówią: „podejmę decyzję później”.

„A teraz wy, którzy mówicie: Dziś albo jutro pójdziemy do tego lub owego miasta, zatrzymamy się tam przez jeden rok i będziemy handlowali i ciągnęli zyski, wy, którzy nie wiecie, co jutro będzie. Bo czymże jest życie wasze? Parą jesteście, która ukazuje się na krótko, a potem znika” (Jak 4,13-14).

„Prawie chrześcijanin” jest jednym z najnieszczęśliwszych stworzeń na świecie.

Nie możesz mieć błogosławieństwa przez bycie prawie przekonanym. Twój głód nie może zostać zaspokojony przez prawie jedzenie ani twoje pragnienie ugaszone przez prawie napicie się.

Czasem można usłyszeć, jestem wierzącym, niepraktykującym, czyli wirtualnym. Samo wierzenie niewiele znaczy, nikt nie staje się chrześcijaninem dlatego tylko, że wierzy. Tysiące ludzi wierzy w konieczność używania mydła, a mimo to nie są z powodu tej wiary czyściejsi. Bycie prawie chrześcijaninem jest jak bycie absolutnie nikim.

„Cóż pomoże człowiekowi, choćby cały świat pozyskał, a na swojej duszy poniósł szkodę?” (Mt 16,26).

Ludzie mówią o Jezusie Chrystusie. Wielu nawet dobrze się o Nim wyraża. Jednocześnie mogą nie wierzyć, iż to, co Biblia mówi o Jezusie, jest prawdą. Przedstawiają Jezusa, który odpowiada ich sposobowi myślenia, nie zaś takiego, jaki jest w Biblii. Agryppa z powodu posiadanej wiedzy nie stał się chrześcijaninem. Paweł stwierdza: „jesteś obeznany ze wszystkimi zwyczajami i spornymi zagadnieniami żydowskimi”.

Drzewo wiedzy nie jest drzewem życia.

„Prawie że chrześcijanin” używa religijnego języka jak: Chwała Bogu, Alleluja, Pan mi powiedział itp.

Jest jednak słowo, które niweluje słowo „prawie” – słowo „jestem przekonany”.

„Końcowa odpowiedź” w teleturnieju może pozwolić wygrać milion, ale jest dużo ważniejsza końcowa odpowiedź, co do której człowiek musi być przekonany. Nie wystarczy telefon do przyjaciela ani 50 na 50.

„Jaka jest twoja końcowa odpowiedź?”.

Agrypa stwierdził — później.

Paweł: „…wiem, komu zawierzyłem, i pewien jestem tego, że On mocen jest zachować to, co mi powierzono, do owego dnia” (2 Tym 1,12).

Chrześcijanin nie powinien być znakiem zapytania, ale wykrzyknikiem! Czyni to wielką różnicę.

Czy naprawdę chrześcijanin, to coś znaczy?

grudzień 2012