utworzone przez Zdzisław Józefowicz | 18 maja 2021 | 2021, Maj 2021
„A gdy nadszedł dzień Zielonych Świąt, byli wszyscy razem na jednym miejscu.
I napełnieni zostali wszyscy Duchem Świętym” (Dz 2,1.4).
Wspominamy dzień, który wstrząsnął Jerozolimą. Tam był początek, a później popłynęło to przeżycie od człowieka do człowieka, od społeczności do społeczności, od kraju do kraju. Uczniowie nie tylko słyszeli Pięćdziesiątnicę, oni ją widzieli.
Kiedy ludzie świętowali dożynki, coś ich świąteczny nastrój zmąciło. Gdyby dziś, w czasie tu i ówdzie trwających festynów ludowych coś takiego miało miejsce, byłaby to również sensacja.
Być może największym cudem Pięćdziesiątnicy jest to, że zebrani ludzie w Jerozolimie w ogóle usłyszeli uczniów wśród hałasu, świętowania, krzątaniny, w tym świątecznym festiwalu.
Nie żyjemy w świecie, który lubi słuchać. Zbyt często słyszymy to, co chcemy usłyszeć i czasem nazywamy to głosem Boga. Nasze życie i nasz świat są pełne paplaniny, nie mamy czasu, by posłuchać. W niedzielę mówimy nieco innym językiem, ale to nie jest nasz powszedni język, ten domowy. Myślę, że nie tylko ludzie z zewnątrz byli zdumieni tym, co się działo. Uczniowie od czasu zmartwychwstania byli zaskakiwani zdarzeniami, jak zmartwychwstanie, wniebowzięcie, nakaz misyjny. Zdumieni byli, gdy przychodził do nich Jezus i mówił „pokój wam”, zamiast wypominać jacy to z nich przyjaciele, gdy w godzinie próby opuścili Go. Zdumieni, gdy usłyszeli o wielkich dziełach Bożych we własnych dialektach i językach.
Nie był to jakiś bełkot, ale zrozumiały dla nich język, w którym usłyszeli o Bogu i to był cud. To, co słyszeli, miało sens.
Wydaje się, że w zbyt uproszczony i emocjonalny sposób podchodzimy do Pięćdziesiątnicy. Pierwsza część historii jest emocjonująca. Szum potężnego wiatru, języki ognia, ludzie słyszący w różnych językach wypowiedzi zwykłych Galilejczyków. Obietnica Ducha Św. przyszła do młodych i starców, niewolników, kobiety i dzieci. Ap. Piotr wygłasza kazanie, tak potężne, że 3.000 ludzi nawróciło się do Boga.
Zielone Święta znaczą to wszystko.
Jednak jaki był końcowy efekt, co naprawdę one znaczą, co jest głównym rezultatem?
Niektórym Pięćdziesiątnica kończy się w drugim rozdziale Dziejów Apostolskich. Owszem były języki (120 zgromadzonych w Górnej izbie), ale nie koniecznie u 3000 ochrzczonych, a jednak to jest rezultat wylania Ducha Św.
Ośmielam się postawić śmiałą tezę, że zbyt uboga jest Pięćdziesiątnica, jeśli kończy się na językach. Ona więcej znaczy niż języki i dary Ducha. Ona ukształtowała życie ludzi i narodzonego kościoła. To doświadczenie było czymś więcej niż tylko wylanie Ducha Św., by mówić językami. To nie był Jezus Chrystus, o którym przeczytali w książce; to nie był Jezus Chrystus, który żył w przeszłości Starego Testamentu; to nie był Jezus Chrystus, o którym powiedzieli im rodzice.
To było doświadczenie z pierwszej ręki.
Ich doświadczenie z Wywyższonym Chrystusem dało im moc i naturalność, z jaką rozmawiali o Chrystusie i nowej mocy.
To było przemienione życie podane z pierwszej reki. Posłuchajmy:
„I trwali w nauce apostolskiej i we wspólnocie, w łamaniu chleba i w modlitwach.
A dusze wszystkich ogarnięte były bojaźnią, albowiem za sprawą apostołów działo się wiele cudów i znaków.
Wszyscy zaś, którzy uwierzyli, byli razem i mieli wszystko wspólne,
i sprzedawali posiadłości i mienie, i rozdzielali je wszystkim, jak komu było potrzeba.
Codziennie też jednomyślnie uczęszczali do świątyni, a łamiąc chleb po domach, przyjmowali pokarm z weselem i w prostocie serca, chwaląc Boga i ciesząc się przychylnością całego ludu. Pan zaś codziennie pomnażał liczbę tych, którzy mieli być zbawieni” (Dz 2,42-47).
To jest dla mnie tożsamość zielonoświątkowa – jedno serce, jedna dusza, jednomyślnie uczęszczali do świątyni, modlili się, cieszyli się dobrą opinią ludzi z zewnątrz.
Czy tak zmieniła Pięćdziesiątnica Twoje i moje życie? Czy tylko myślisz o darach, o proroctwach, wizjach, a z miejsca ani rusz? Ile czasu już spędziłeś patrząc w ścianę swego pokoju marząc o zielonoświątkowości, a w zborze miejsce puste. Ile już słyszałem opowieści o niezwykłym działaniu Ducha i prowadzeniu, a zbory kilkuosobowe osobowe. Pięćdziesiątnica tamtego czasu zmieniła ludzi, że świat widział przełożenie między teorią a praktyką.
Co to znaczy dla mnie i Ciebie, którzy żyjemy 2000 lat później od tamtej Pięćdziesiątnicy? Czy to znaczy mieć jakieś tylko duchowe emocjonalne doświadczenie, jakiś rodzaj duchowego zachwytu?
Mamy doświadczenie z pierwszej ręki.
Nie uprawiali polityki kościelnej, ale braterstwo, jedność i miłość. To, co od nich zależało, zrobili.
Nie mieli czasu na stratę czasu.
Rezultatem Pięćdziesiątnicy większym niż języki były gorące hojne serca, pragnienie bycia z sobą, spotkań i modlitwy. Arystokraci chcieli spotykać się podczas Pamiątki Wieczerzy razem z niewolnikami. Byli dla siebie siostrą i bratem w Chrystusie. Nie wymachiwali przeżyciami swoimi, by innych pognębić, ale by zbudować. Cieszyli się przychylnością ludzi, bo byli z Chrystusem, który ich radykalnie zmienił.
Im nie przeszło.
Zbyt często niewłaściwie rozkładamy akcent tego przeżycia. Skoncentrowani jesteśmy na przeżyciu, doznaniu, językach, darach, ale głównym akcentem tego duchowego doświadczenia jest Bóg obecny w nas, z nami, dający nam życie, rozpalający nasze serca dla Niego. Nie uważam, że jest to przeżycie dające duchowość, ale przeżycie dające nowy wymiar mojemu zrozumieniu Boga, który kocha człowieka nieskończenie.
Ich modlitwy nie stworzyły pięćdziesiątnicy.
Kiedy Duch Święty przychodzi i żyje w Tobie, z Twego serca będą płynęły rzeki wody życia.
Życie blisko brzegów rzeki miłości jest zawsze zielone.
Pięćdziesiątnica nie jest liturgicznym świętem czczenia przeszłość, ale realnym dotykaniem Boga dzisiaj.
Tylko ogień rozpala ogień.
Płonące serce wkrótce znajdzie dla siebie palący język.
Módlmy się zatem, by Bóg dał zielonoświątkowych chrześcijan, którzy będą w płomieniach dla Jezusa Chrystusa, który ma moc, by Boży nakaz misyjny wykonali ludzie z doświadczeniem z pierwszej ręki.
maj 2008
utworzone przez Zdzisław Józefowicz | 18 maja 2021 | Maj 2021, 2021
„Albowiem tajemna moc nieprawości już działa, tajemna dopóty, dopóki ten, który teraz powstrzymuje, nie zejdzie z pola” (2Tes 2,7).
Tekst brzmi jak dziwna kakofonia, w konfrontacji z 2 rozdziałem Dziejów Apostolskich. Wydawać się może, że tekst nie pasuje do okoliczności, jaką jest wspominanie zesłania Ducha Świętego. Wspominając ekscytujące fakty historyczne, znaki i czyny mające miejsce a opisane w klasycznym tekście Dziejów Apostolskich, zapominamy o dość istotnej roli Ducha Św. w dzisiejszych czasach.
„Tajemna moc nieprawości” już działa, wprawia nas w przerażenie i osłupienie w wielu przypadkach, ale to jest dopiero preludium. Będzie dzień, tak jak został zesłany na ziemię Duch Św., jako moc działająca w kościele, tak zejdzie z pola działania, a żywioły diabelskie się rozszaleją. Jest powód, by mówić o Duchu Św. Nie tylko z powodu znaków i cudów, emocjonalnych doznań, ale znacznie poważniejszy, dla którego mamy być pełni Ducha Św., aby dać odpór preludium zła. Jeśli teraz nie będziemy diablo-odporni, zwycięzcy i ugruntowani w Bożym Słowie, może okazać się, że nasza wiara była ulotna jak mgiełka poranna.
Pamiątka zesłania Ducha Św. przywołuje prawdę, która mówi, że nie ma bezpiecznego oczekiwania, bo Kościół wypełniony Duchem Św. jest niebezpieczny dla diabła. Tylko trzy tygodnie usługiwania Pawła, a jakby trąba powietrzna przeszła przez Tesaloniki. Ludzie byli poruszeni, oddawali życie Jezusowi, urzędnicy miasta zirytowani, że pod osłoną nocy apostołowie musieli opuścić miasto. Tak działali ludzie pod mocą Ducha Św. (Dz 17).
Jesteśmy spadkobiercami Pięćdziesiątnicy, proklamujemy, że „Chrystus umarł, zmartwychwstał i przyjdzie znów”. Mogę tylko wyobrazić sobie, jak mógłby wyglądać świat bez tego powstrzymywania, skoro to, co się dzieje, jest wystarczająco przerażające. Nadzieja powrotu Chrystusa jest ekwiwalentem dla panoszącego się grzechu.Chociaż wieki przeszły, królestwa były i upadły, radykalne rewolucje zmieniły kulturę i narody ta jedna rzecz nie zmieniła się, Duch Św. powstrzymuje.
Żyjemy w okresie ochrony Ducha Św.
Ap. Paweł był zaniepokojony i zatroskany, by chronić ludzi przed skrajnościami, które mogą nękać kościół. Dlatego przypominanie obecności i roli Ducha Św. jest niezbędne w rozwoju i umocnieniu się naszej wiary. Gdy ten, który powstrzymuje, zejdzie z pola, nie będzie ludziom do śmiechu.
Boga nie interesowało czy Jonaszowi jest dobrze, czy nie, czy mu się podoba, czy nie. Boga interesowali ginący ludzie w Niniwie. Spotkasz kiedyś Jonasza, a on powie, warto było. Diabeł nie chce by ludzie byli zbawieni, uratowani, napełnieni Duchem Św., dlatego da im zajęcie oblatywania duchowych miejsc, a twoje „Jeruzalem”, „Niniwa”? Pamiętajmy, wszystko się zmieni. Co naprawdę będzie się liczyć, ile zaliczyłeś dobrych konferencji, na których było ci dobrze, co widziałeś, w czym brałeś udział, czy uratowani ludzie?
Czas wolności może szybko zamienić się w czas prześladowań. Europa ma swoje piekło, gdzie starły się różne interesy polityczne, wystarczy tylko iskra, by zamienić wszystko w popiół. Świat stoi w ogniu walki duchowej, bo tak naprawdę centrum jest nie w sferze fizycznej, ale duchowej. Diabeł wie, że coraz mniej ma czasu, by osiągnąć sukces.
Bóg dziś przez Swoje Słowo przypomina, że zarezerwował dla dziejów tego świata specjalny dzień. Ilu ludzi z powodu błahostek, własnych wyobrażeń o duchowości, odchodzi. Jakże często ludzie szukają dobrego kościoła, zboru dla siebie. Zamiast szukać dobrego Boga dla ich skołatanej duszy.
Czego potrzebujemy zatem?
W jednym zdaniu odpowiedź brzmi: Pocieszyciela, Doradcy, Nauczyciela.
„Lecz Pocieszyciel, Duch Święty, którego Ojciec pośle w imieniu moim, nauczy was wszystkiego i przypomni wam wszystko, co wam powiedziałem” (Jan 14,26).
Doradztwo we współczesnym społeczeństwie stało się najpopularniejszym zawodem. Tysiące ofert w gazetach, internecie, kościołach. Podobno jeden na dziesięciu to doradca.
„Zapytano mędrca, co jest najłatwiejsze i najtrudniejsze? Najłatwiej jest radzić innym, najtrudniej poznać samego siebie”.
Doradzanie staje się piętnem współczesności, tylko źródło nie jest czyste.
Potrzebujemy informacji, więc pytamy, szukamy lepszej informacji, by podejmować inteligentne decyzje. Pamiętajmy: „Albowiem tajemna moc nieprawości już działa”, zatem musimy mądrze żyć, by się nieprawości przeciwstawić.
Wszyscy bibliści zgadzają się co do jednego, że przeżycie zielonoświątkowe powinno mieć miejsce w dzisiejszym Kościele.
Osoby ochrzczone w Duchu Św. i napełnione Jego mocą wywierają wpływ na resztę wierzących. Płynie stąd wniosek, że chrzest w Duchu Świętym jest tym, co sprawia, że to przeżycie jest ważne na tyle, aby o nim wiedzieć, rozumieć je i w nim uczestniczyć. Posiadanie darów Ducha nie jest ostatecznym celem tego przeżycia ani nie jest powodem, dla którego należałoby go pragnąć. Powodem, dla którego przeżycie chrztu w Duchu Świętym jest ważne, to potrzeba ponadnaturalnej mocy do świadczenia i służby oraz przeciwstawiania się „tajemnej mocy nieprawości”.
Donald Gee powiada: „Zielonoświątkowcy za pewnik uznają to, że chrzest w Duchu Świętym nie przeminął wraz z dniem Zielonych Świąt ani wraz z końcem czasów apostolskich. Wierzą, a potwierdzają to ich przeżycia, że jest to prawo każdego chrześcijanina”.
„Obietnica ta bowiem odnosi się do was i do dzieci waszych oraz do wszystkich, którzy są z dala, ilu ich Pan, Bóg nasz, powoła” (Dz 2,39).
Doradca nie rozwiązuje problemów za ludzi, ale pomaga im wzmacniać się, aby mogli rozwiązać własne problemy.
Pamiątka zesłania Ducha Św. mówi gdzie i jakiego doradcę daje Bóg. Dziś zapytuję siebie i nas jak korzystamy z pomocy Doradcy-Ducha w każdej sferze naszego życia? Ludzie mają iluzję, że Duch-Doradca, rozwiąże wszystkie nasze problemy. Nie jest to prawdą. On nie podejmuje za nas decyzji. On sprawia, że wiesz gdzie leży problem i jaki jest twój grzech. Duch jest Pocieszycielem, daje nam siłę i nowe zasoby. Jego godziny urzędowania nie są od 8:00 do 16:00. Jego godziny urzędowania nie są limitowane ani nie ma automatycznej sekretarki, która odpowie, że oddzwonimy później. Nigdy sygnał nie jest zajęty. Duch-Doradca żyje wewnątrz mnie i jest dostępny, by słuchać zawsze. On jest obecny dla moich dużych i małych problemów, banalnych i tych bardzo poważnych. Nigdy nie zlekceważy nas.
Nic nie jest zbyt banalne dla Boga.
Uczniowie spotkali się podczas ostatniej wieczerzy, a Jezus powiedział im:
„Nie zostawię was sierotami, poślę Ducha mego, Pocieszyciela, który będzie w was” (Jan 14,18).
Bycie uczniem nie jest dla mięczaków – powiedziało jedno z dzieci na szkółce niedzielnej.
Jesteśmy kontynuatorami dzieła Jezusa na ziemi i nie może się On wstydzić z powodu mięczaków bez Ducha Św.
Giacomo Puccini napisał kilka oper, które stały się sławne. W 1922 r. zachorował na raka, kiedy pracował nad ostatnią operą, „Turandot”. Puccini powiedział do jednego ze swoich studentów: „Jeśli nie skończę »Turandota «, chcę, byś skończył to dla mnie”. Wkrótce zmarł. Studenci Pucciniego studiowali operę ostrożnie i wkrótce dokończyli ją. W 1926 odbyła się światowa premiera „Turandota”, została wykonana w Mediolanie pod batutą ulubionego studenta, Arturo Toscaniniego. Wszystko szło pięknie, aż do miejsca, gdzie Puccini został zmuszony, by odłożyć swoje pióro. Łzy popłynęły po twarzy Toscaniniego. Zatrzymał orkiestrę, położył batutę i zwrócił się do widowni: „Do tego miejsca Puccini napisał i umarł”. Zaległa ogromna cisza. Toscanini podniósł batutę, uśmiechnął się i wykrzyczał: „Ale jego uczniowie skończyli jego pracę”. Kiedy „Turandot” dobiegł końca, widownia grzmiała aplauzem. Nikt nie zapomniał tamtego dnia.
Jeśli będziemy naprawdę jego uczniami, będziemy żyli tak jak On, że inni będą widzieli Jego w nas, będziemy mogli powiedzieć, Jego dzieło kontynuujemy.
„…weźmiecie moc Ducha Świętego, kiedy zstąpi na was, i będziecie mi świadkami w Jerozolimie i w całej Judei, i w Samarii, i aż po krańce ziemi” (Dz 1,8).
Ten, który powstrzymuje, chce by jego uczniowie pełni Jego mocy dali niezwykłe świadectwo.
„A przez ręce apostołów działo się wśród ludu wiele znaków i cudów. Tak iż nawet na ulice wynoszono chorych i kładziono na noszach i łożach, aby przynajmniej cień przechodzącego Piotra mógł paść, na którego z nich” (Dz 5,12.15).
„Ludzie przyjmowali uważnie i zgodnie to, co Filip mówił, gdy go słyszeli i widzieli cuda, które czynił. Albowiem duchy nieczyste wychodziły z wielkim krzykiem z wielu, którzy je mieli, wielu też sparaliżowanych i ułomnych zostało uzdrowionych” (Dz 8,6-7).
Dziś jak nigdy potrzebujemy wsłuchania się w to, co Duch Św. mówi zborom, Kościołowi, co przygotował tym, którzy go miłują. Nie jest najważniejsze, co ludzie mówią i wymyślą, ale co Bóg ma nam do powiedzenia. Dlatego jest ważne, co Duch mówi, bo On mówi o wieczności.
Życie wielu ludzi jest religijne, bo słyszą lepiej samych siebie niż głos Ducha Św.
Bądźmy pełni mocy Ducha, bo przyjdzie dzień zmian, a bez jego mocy nie oprzemy się „mocy nieprawości”.
maj 2010
utworzone przez Zdzisław Józefowicz | 15 kwietnia 2021 | Kwiecień 2021, 2021
„Potem wyprowadził ich aż do Betanii, podniósł ręce i pobłogosławił. Podczas gdy ich błogosławił, rozstał się z nimi i został uniesiony do nieba” (Łk 24,50-51).
Chciałbym zwrócić naszą uwagę na wydarzenie, które właściwie nie ma swego zdecydowanego odbicia w kalendarzu. Wniebowstąpienie to „ostatni dzień Jezusa na ziemi w ciele”.
Podniesiono do rangi święta wniebowzięcie Marii, które nie ma biblijnego uzasadnienia i jest poglądem opartym na legendach, a tymczasem biblijne udokumentowane zdarzenie przemija prawie bez echa. Z powodu tego święta zgodnie z ustawą z 20.02.1997 r. mamy prawo (Kościół Zielonoświątkowy) do dnia wolnego od pracy i zapominamy o tym przywileju.
Mamy święta biblijne i niebiblijne.
Wniebowzięcie Marii jest dogmatem Kościoła rzymsko-katolickiego, ogłoszonym przez Piusa XII 1 listopada 1950 r. w konstytucji apostolskiej Munificentissimus Deus (Najszczodrobliwszy Bóg). Dogmat ten stwierdza, że po zakończeniu swojego ziemskiego życia Maria została z ciałem i duszą wzięta do wiecznej chwały.
Łukasz przekazuje nam niezwykłą relację i gdyby nie wiara można by uznać ją za fantazję, jakąś mitologiczną opowieść, ale tu są fakty.
Jest to biblijne święto chrześcijan. Bez Wniebowstąpienia, historia Chrystusa byłaby niekompletna. Ten dzień musiał kiedyś nastąpić po zmartwychwstaniu, Jezus powrócił do domu, do tych, z którymi pożegnał się, idąc na ziemię. Udokumentowany pobyt na ziemi w Ewangeliach, zakończony dramatycznym finałem na Golgocie i chwalebnym zmartwychwstaniem. Przyszedł czas by powiedzieć – wracam. Jezus na miejsce rozstania z uczniami wybiera Betanię.
Wniebowstąpienie było prawdziwym wydarzeniem w historii.
Kiedy powraca do świata, do którego my jesteśmy w drodze, jest dziwnie cicho. Jezus powrócił do Ojca. Nie mogło być tak, że ukazywałby się coraz rzadziej i rzadziej, aż ustałyby Jego pojawienia się. Wtedy ludzie mogliby zwątpić, czy On nadal żyje, gdzie jest i gdzie my będziemy, bo rozmyłby się gdzieś w tych pojawieniach. Przykładem jest poszukiwanie kości Jezusa przez tych, którzy nie wierzą w zmartwychwstanie Jezusa. Ten brak dowodów materialnych pośrednio popiera zapis wniebowstąpienia.
Kiedy patrzymy na potężny samolot np. Boeing 747 stojący na pasie startowym i ważący kilkaset ton można myśleć, że to nie ma prawa się wznieść. Silniki odrzutowe udowadniają, że jest siła, która może pokonać wagę.
Śmierć i grób nie mógłby zatrzymać Jezusa, kiedy Bóg wzbudził Go z martwych. Ziemia nie mogła zatrzymać Jezusa i przyszedł czas, by wrócić do Ojca. Jezus nie kończy na Księżycu, Marsie, ale udał się tam, gdzie jest Bóg Ojciec. Wniebowstąpienie musiało zdarzyć się w biały dzień w obecności świadków! Gdyby Jezus po prostu zniknął, stałby się niewiarygodny. Pożegnania są trudne. Apostołowie byli z Jezusem przez trzy lata. Teraz nadszedł czas, by powiedzieć im — do widzenia. To musiało być bardzo emocjonalne.
Nasze pożegnania często zawierają trzy elementy: czas, obietnicę, termin. Czas, który spędziliśmy z osobą. Obietnicę, że pozostaniemy w kontakcie. Czasem powiadamy: „powinniśmy spotykać się częściej”. Termin: „spotkamy się za rok, miesiąc, albo kiedykolwiek”.
Podobne elementy zawiera pożegnanie Jezusa z uczniami:
1. Czas
W spotkaniach przez 40 dni po zmartwychwstaniu omówił czas, jaki mieli z sobą.
„Każdego dnia zasiadałem w świątyni, aby was nauczać” (Mt 26,55).
2. Obietnica
Jezus obiecał pozostać w kontakcie z nimi.
„Nie zostawię was sierotami, przyjdę do was” (Jan 14,18).
Oto Zbawiciel, który nigdy nie zostawia nas samych, nawet gdy wstępuje do Ojca.
3. Termin
Jezus powiedział o Jego planach, by zobaczyć się ponownie.
„Przyjdę znowu i wezmę was do siebie, abyście, gdzie Ja jestem, i wy byli” (Jan 14,3).
Wniebowstąpienie mówi nam o rzeczywistości, do której zdążamy. Uświadamiamy sobie, że żyjemy tu, oczekując wejścia do wieczności, która nie jest wyimaginowaną krainą. Ziemię niejako mamy we krwi. Wniebowstąpienie mówi o naszej Ojczyźnie. To prowadzi nas do pytania „dlaczego”? Dlaczego Jezus wstąpił?
Banalna odpowiedź brzmi, bo stamtąd przyszedł.
– Nie rozumiemy, dlaczego wybrał być człowiekiem, ale wiemy, że to zrobił.
– Nie wiemy, dlaczego wybrał krzyż, ale to zrobił.
– Nie rozumiemy jak powrócił, ale powrócił.
Jezus wstąpił do miejsca, gdzie nie jest ograniczony czasem i przestrzenią.
Gdyby jeszcze pozostawał, organizowalibyśmy pielgrzymki do Jerozolimy, by być w Jego obecności. Niektórzy jeszcze nie wiedzą, że On został wzięty do nieba i pielgrzymują w oczekiwaniu na szczególne dotkniecie. Dziś możemy robić to turystycznie, ale nie z powodów duchowych.
Jezus wstąpił, aby być z Ojcem.
Wniebowstąpienie daje nam nadzieję dotyczącą przyszłości. Jesteśmy zachęceni, bo na tronie chwały jest Ten, który wstawia się za nami, nasz przedstawiciel, Jezus Chrystus Pan!
Wniebowstąpienie jest potwierdzeniem, że mamy zlecenie kontynuacji.
„Idąc na cały świat, głoście ewangelię wszystkiemu stworzeniu”. (Mr 16,15)
Gdyby nie było Wniebowstąpienia, moglibyśmy oczekiwać, że Jezus za nas wykona zadanie ewangelizacji, a my bylibyśmy tłem dla tego dzieła. Wynika z tego jeden bardzo prosty wniosek, że gdy Jezus powróci, nie będzie lepszego zajęcia dla nas, przy którym powinien nas zastać, jak wykonywanie naszych obowiązków.
Chrześcijanie powinni pilnować się, by spoglądając nadto długo w niebo, nie zapomnieli o swoich obowiązkach tu na ziemi.
Wniebowstąpienie było dopięciem planu zbawienia.
Jezus zajął należne mu miejsce. Nikt inny nie został posadzony obok Ojca i nikt nie ma prawa być pośrednikiem zbawienia. To On wszystko wykonał doskonale i On wstawia się za nami przed Ojcem, aż do dnia, kiedy wszelka władza zostanie przekazana Ojcu:
„Potem nastanie koniec, gdy odda władzę królewską Bogu Ojcu, gdy zniszczy wszelką zwierzchność oraz wszelką władzę i moc. Bo On musi królować, dopóki nie położy wszystkich nieprzyjaciół pod stopy swoje” (1 Kor 15,24-25).
Wniebowstąpienie pokazuje, kto jest naszym Zbawicielem, kto miał moc zbawić grzesznika, kto żyje i króluje, kto jest godzien swego święta na ziemi.
Zakończył swoje ostatnie instrukcje, błogosławił uczniom i się wzniósł. Był to niezwykły moment dla uczniów, gdy widzieli jak Jezus znika. Był zachowany majestat. To nie było jak w filmach o UFO, że nagle coś przeleciało, śmignęło. Oni mieli czas by to zarejestrować w swoich umysłach. Jak w zwolnionym tempie na filmie. To nie była forma podróży w przestrzeni, ale następny krok idący za Zmartwychwstaniem, powrót Jezusa od śmierci do chwały.
Zjawisko było kompletnie odwróceniem wszystkich naukowych praw dotyczących awiacji ciała w przestrzeni. Bez skafandra, butli tlenowej, kapsuły. Czy Jezus nie wiedział, że musi to mieć?
Jezus podróżował z ziemi do nieba, nie uwzględniając ograniczeń czasu, przestrzeni, odległości.
Jezus powróci, to nie jest pożegnanie na zawsze.
Jest niewątpliwą sprawą, że jesteśmy przez zwiastowanie o powrocie Chrystusa zachęcani do czuwania.
Wniebowstąpienie nie jest mniejszym epizodem od narodzin, życia, śmierci i zmartwychwstania.
Bez wniebowstąpienia „Wielkanoc jest niekompletna, Pięćdziesiątnica zatrzymana, a powtórne przyjście niemożliwe” (Robert Ramsay).
Wniebowstąpienie przypomina, że chrześcijaństwo nie jest doświadczeniem niedzielnym, to jest doświadczenie na każdy dzień. Dzień przypominający o obecności Jezusa wśród nas:
„Bo gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich” (Mt 18,20).
Wniebowstąpienie to szczególny dzień rozpalający moją nadzieję i oczekiwanie na spotkanie z moim Panem i Królem.
Wniebowstąpienie jest ostrzeżeniem, aby nigdy nie dać się tak pochłonąć czasowi, by zapomnieć o wieczności, nigdy nie pozwolić świeckim sprawom, chociażby bardzo ważnym do tego stopnia odwrócić naszą uwagę od Boga, abyśmy zapomnieli o Jego istnieniu.
Czy warto czekać?
Tak. Nie zostawił nas.
Powiedziano nam: „On wróci”.
maj 2020
utworzone przez Zdzisław Józefowicz | 3 kwietnia 2021 | Kwiecień 2021, 2021
„Dlaczego uważacie za rzecz nie do wiary, że Bóg wzbudza umarłych?” (Dz 26,8).
Ostatni tydzień w liturgii Kościoła podporządkowany był przygotowaniu ludzi do refleksji nad wydarzeniami związanymi z pamiątką Ostatniej Wieczerzy, sądem nad Jezusem, ukrzyżowaniem i nad nieprawdopodobnym wydarzeniem, jakie wspominamy – zmartwychwstaniem.
Najważniejszym słowem, które dziś rozbrzmiewać będzie i rozbrzmiewa, niewątpliwie jest słowo ALLELUJA. Będzie ono rozbrzmiewać w różnych połączeniach: Chrystus Zmartwychwstał, On żyje, śmierć pokonana, zwycięstwo życia, tryumf życia nad śmiercią, a wszystkie te sformułowania można zamknąć jednym słowem wprawiającym ciągle w zdumienie – NIEPRAWDOPODOBNE.
Nieprawdopodobne jest to, co wspominamy, co się zdarzyło ponad dwa tysiące lat temu i ciągle jest ważne dla milionów ludzi. Tak wiele niezwykłych zdarzeń w historii ludzkości miało miejsce, ważnych, o których już tylko w archiwach można znaleźć wzmianki i jest jedno, które co roku wspominane podnosi duchową temperaturę wierzących i może pobłażliwy uśmiech wątpiących. Jak nie mieć wypieków na twarzy, gdy czytam w Biblii o nieprawdopodobnych wydarzeniach, które mają związek ze śmiercią Jezusa, a zostały na 700 lat przed tym faktem zapowiedziane i się wypełniły.
Nieprawdopodobną wydawała się śmierć Jezusa.
Jego uczniowie nie dowierzali. Piotr nie wierzył, że może się to stać. Tryumfalny wjazd do Jerozolimy raczej sugerował wyniesienie na tron, niż na krzyż, ale to, co było niemożliwe, stało się faktem. Śmierć Jezusa na krzyżu wstrząsnęła Jerozolimą – umarł Sprawiedliwy, Niewinny. Nawet setnik nadzorujący ukrzyżowanie wracał zszokowany – nieprawdopodobne, że to się stało.
„Wtedy setnik, ujrzawszy, co zaszło, oddał chwałę Bogu, powiadając: Zaiste, człowiek ten był sprawiedliwy” (Łk 23,47).
Nieprawdopodobny powrót.
Po ludzku wydawało się niemożliwe, aby wrócić zza kurtyny śmierci, a jednak ogłaszamy – śmierć została pokonana.
Ap. Paweł musiał postawić pytanie królowi: „dlaczego nie wierzysz w zmartwychwstanie?” Takie fakty miały już miejsce. Wskrzeszony młodzieniec z Nain, Łazarz, Tabita. Jak nie być zszokowanym, gdy czytam słowa:
„Byłem umarły, lecz oto żyję na wieki wieków i mam klucze śmierci i piekła” (Obj 1,18).
Można powiedzieć – nieprawdopodobne. Jednak to, co dla wielu wydawało się nieprawdopodobne, określiło treść, styl życia, ich wiarę. Jednym z takich ludzi stał się Szaweł, który uważał ludzi wierzących w zmartwychwstanie Jezusa i wniebowstąpienie, za niebezpiecznych fanatyków. Kiedy jednak stał się jednym z nich jako apostoł, swym świadectwem, życiem, obroną faktów, wprawiał w osłupienie. Z powodu nadziei zmartwychwstania, które wspominamy, stał ap. Paweł przed sądem.
Wydaje się nieprawdopodobne, że możemy z taką samą pewnością o tym zdarzeniu mówić. Chrześcijaństwo z wiarą w śmierć odkupieńczą i zmartwychwstanie się nie zdewaluowało. Naśladowcy Jezusa Chrystusa nigdy nie zapomną pierwszego dnia po sabacie, w którym ogłaszamy tryumf zmartwychwstania. Nie świętujemy niedzieli dlatego, że tak postanowił cesarz Konstantyn, ale dlatego, że Bóg uświęcił ten dzień chwałą zmartwychwstania Jezusa. Ap. Paweł był szczęśliwym „fanatykiem” zmartwychwstania Jezusa.
„Uważam się za szczęśliwego, królu Agryppo, że mogę się dziś wobec ciebie bronić przed tym wszystkim, o co mnie oskarżają Żydzi” (Dz 26,2).
Problem w tym, że pewnego dnia my zasiądziemy na ławie oskarżonych.
„Bóg wprawdzie puszczał płazem czasy niewiedzy, teraz jednak wzywa wszędzie wszystkich ludzi, aby się opamiętali, gdyż wyznaczył dzień, w którym będzie sądził świat sprawiedliwie przez męża, którego ustanowił, potwierdzając to wszystkim przez wskrzeszenie go z martwych” (Dz 17,30-31).
Żądać się będzie od wierzących obrony swej wiary w zmartwychwstanie i ap. Paweł ciągle to czynił w różnych okolicznościach, jak również inni apostołowie.
Chcemy powtórzyć za ap. Pawłem:
„… a jednak Chrystus został wzbudzony z martwych”.
Ewangelią jest poselstwo, że Chrystus umarł za nasze grzechy i zmartwychwstał, stając się zwycięzcą nad śmiercią. Jedną z niezwykłych cech wiary chrześcijan jest nadzieja, której źródłem jest Zmartwychwstały Jezus.
Rockowa opera „Jesus Christ Superstar”, którą przed wielu laty świat muzyki był zafascynowany, kończy się w momencie, gdy Jezus jest w grobie. Pominięto najważniejsze przesłanie Jezusa, śmierć nie była Jego końcem. On zmartwychwstał.
„Dla pierwszych uczniów ewangelia bez zmartwychwstania była po prostu ewangelią bez końcowego rozdziału; to nie była w ogóle ewangelia” (Arcybiskup Canterbury, Dr Michael Ramsey).
O wyjątkowości chrześcijaństwa świadczy zmartwychwstanie Jezusa i w to wierzymy. Chrześcijaństwo jest jedyną religią świata opartą na zmartwychwstaniu jej Założyciela.
Zmartwychwstanie jest poselstwem o tym, co widziano – o rzeczywistości.
Niektórzy, próbując zakwestionować historyczność zmartwychwstania, nawracali się, pisząc obronę zmartwychwstania. Tak było z Frankiem Morisonem, który w pierwszym zdaniu swej książki „Whu Moved the Stone?” /Kto przesunął kamień?/, miała obalić wiarę w zmartwychwstanie, napisał: „książka, która nie pozwoliła się napisać”. Przeprowadzony dowód zmienił Morisona.
Wierzący ludzie mają nadzieję w Jezusie Chrystusie. Zmartwychwstanie nie jest nieśmiertelnością duszy ani nie jest reinkarnacją.
Zmartwychwstanie oznacza wieczne życie, a nie wieczną zagładę.
Ta nadzieja różni się od nadziei świata /od świeckiej/ ona nie ma nic wspólnego z naszymi domysłami czy przypuszczeniami. Nadzieja ap. Pawła pochodziła z jego osobistego spotkania z Jezusem Chrystusem na drodze do Damaszku.
Chrześcijańska nadzieja nie ignoruje faktu fizycznej śmierci. Aż do drugiego przyjścia Jezusa Chrystusa, każdy z nas musi umrzeć. Życie fizyczne jest niezwykle kruche, nie zawsze z tego zdajemy sobie sprawę, gdy jednak przyjdzie śmierć, to ona nie kończy naszego życia. Bóg ma dla nas najpiękniejszy „dom” – nowe ciało z nieba. To nie będzie tymczasowy „namiot”, ale doskonała wieczna „budowla”. Biblia opisuje tę „budowlę” jako nieskazitelną i nieśmiertelną, która nie będzie dotknięta grzechem, zepsuciem, skażeniem lub śmiercią. Śmierć jest składową częścią naszego życia tak jak narodzenie. Wierzący ludzie powinni patrzeć na nią jak na specjalną część Bożego planu dla nich.
Poświęcono już wiele naukowych rozpraw dowodom i autentyczności zmartwychwstania, a ciągle zdarza się, że są odrzucane, ponieważ nie tylko intelektualne wątpliwości są przyczyną, ale zwykła ludzka niechęć wynikająca z woli poddania swego życia Jezusowi. Jest też druga strona medalu, można przyznać intelektualnie rację prawdom chrześcijaństwa i nie spotkać się z żywym Jezusem. Tak zachował się Agryppa.
Nieprawdopodobne przetrwanie.
Tym, którzy podjęli decyzję o ukrzyżowaniu, wydawało się nieprawdopodobne, że wiara w Jezusa trwa. Musieli stwierdzić, nic się nie skończyło na Golgocie, a wręcz przeciwnie – się rozwija. Nawet uczniowie nie byli pewni czy kontynuować to, co się zaczęło z Chrystusem, wracali do swoich zajęć np. do Emaus.
Najmocniejszą stroną chrześcijaństwa jest wieść o zmartwychwstaniu, a bez niej byłoby ono tylko kolejną mitologią.
Naszą wieścią jest świadectwo wielu świadków, którzy widzieli Zmartwychwstałego. By uzmysłowić wartość tego dowodu, pewien kaznodzieja przeprowadził szokujący eksperyment. Na oczach wszystkich zjadł żonkila, zadając pytanie: „wyobraźcie sobie, że po nabożeństwie spotykacie policjanta i mówicie mu, że wygłaszający kazanie zjadł kwiatek. Czy on wam uwierzy?” Natychmiast jakiś chłopiec powiedział: „będzie musiał, ponieważ jest nas tu wielu i widzieliśmy to”. Chłopiec trafił w sedno.
Pamiątka Zmartwychwstania stanowi kolejne ogniwo łańcucha dowodowego, że wiara w Boga objawionego w Jezusie Chrystusie jest prawdą. Nie stanowią o tej prawdzie obrzędy i zwyczaje wielkanocne pochodzenia poza biblijnego, ale dowody Nowego Testamentu.
Wierzę w zmartwychwstanie, bo bez niego byłbym na straconej pozycji.
kwiecień 1999
utworzone przez Zdzisław Józefowicz | 3 kwietnia 2021 | Kwiecień 2021, 2021
„Wzgardzony był i opuszczony przez ludzi, mąż boleści, doświadczony w cierpieniu jak ten, przed którym zakrywa się twarz, wzgardzony tak, że nie zważaliśmy na Niego” (Iz 53,3).
Nikt nie lubi, gdy ludzie śmieją się i poniżają nas. Rani to nasze uczucia, godność, zostawia blizny, które mogą nigdy nie ustąpić. Wiele filmów nakręcono o fizycznym cierpieniu Jezusa, natomiast często pomijane jest cierpienie emocjonalne. W ewangelii Mateusza 27 rozdziale, cztery grupy ludzi użyły emocjonalnej presji, wyśmiewając Jezusa, poniżając Go: żołnierze, przechodzący gapie, religijni liderzy, skazańcy.
Żołnierze
Żołnierze torturowali Jezusa nie z rozkazu Piłata, ale z własnej inicjatywy. Poniżyli Go, obnażając, ubierając w szatę, imitując Jego królewską godność, założyli koronę z cierni i dali trzcinę imitującą berło. Wszystko by poniżyć, dali upust swego gniewu na Żydów. W pałacu Heroda rozegrała się dramatyczna scena, gdy żołnierze urządzili sobie zabawę, ale Jezus milczał. Legiony aniołów były gotowe stanąć po Jego stronie. Jego słowo mogło odwrócić sytuację. Milczał, aby rzec: „wykonało się”. Jezus był wzgardzony i odepchnięty przez ludzi. Kiedy stanął przed Najwyższą Radą, wystąpili przeciwko Niemu fałszywi świadkowie – On milczał. Wzgardzony był.
Przechodzący gapie:
Może niektórzy z nich byli tymi, którzy jeszcze kilka dni wcześniej wołali „Hosanna”? Może niektórzy widzieli, jak Jezus uzdrawiał, karmił, może sami tego doświadczyli, a teraz – kpili. Można poddać się nastrojowi chwili, być widzem z powodu strachu przed ogółem. Wzgardzony był.
Duchowi liderzy
Duchowi liderzy nie mogli zaprzeczyć temu, co widzieli w działalności Jezusa, a jednak ocenili to jako wpływ demonów. Zranili, podważając Jego boskość. Jeśli byłby Mesjaszem, Bóg nie pozwoliłby, uratowałby. Intelekt potrzebował zmiany, oświecenia, transformacji. Wielu ludzi odmawia uznania bóstwa Jezusa, ponieważ On był tak ludzki. Większości widziała Jezusa tylko jako człowieka. Wzgardzony był.
Skazańcy obok
Jeśli ktoś w tym opisie nie miał żadnego prawa do kpiny z Jezusa, to ci dwaj obok. Jeśli ktoś nie miał niczego, by zyskać i wszystko, by przegrać, to ci dwaj. Wzgardzony był.
Można zastanawiać się, co powinien zrobić, gdy czuł się opuszczony? Jeszcze wczoraj uzdrowił trędowatego, jeszcze kilka dni wcześniej podniósł umarłego do życia. Słońce przygasło, gdy krzyżowano jego twórcę, co zrobi? Przez trzy godziny ludzie drżeli ze strachu, myśleli, że koniec świata nastał. Jednak to się zmieniło. Ludzie wzgardzili Nim, odwracali się. On był tam, by uratować ludzi. Wzgardzony był.
Z piątku na sobotę
Jeśli bylibyśmy jednymi z nich, to jakie emocje towarzyszyłyby nam? Jaka to byłaby noc z piątku na sobotę?
Jaka to była noc Judasza?
Trzydzieści kawałków srebra teraz nic nie znaczyło. Jego grzech sprawił, że przegrał życie.
Grzech weźmie cię dalej, niż kiedykolwiek chciałeś pójść, będzie trzymał cię dłużej, niż kiedykolwiek chciałeś, a koszt będzie większy niż kiedykolwiek chciałeś zapłacić.
Co, jeśli byłbyś Piotrem w piątkową noc?
Gdy tylko aresztowali Jezusa, uciekł z wszystkimi. Zaparł się Jezusa trzykrotnie. Zapłakał gorzko, ale to nie zmieniło niczego. Jego płakanie nie mogło uwolnić Jezusa.
A jaki był piątek dla Jezusa?
W rękach grzeszników sponiewierany, wyśmiany i wzgardzony, powieszony na krzyżu, by umrzeć.
A jaki to był dzień dla Boga Ojca?
Patrzył, jak Jego umiłowanego Syna zbito, pluto w twarz, kpiono ze Stwórcy, że Ojciec jakby odwrócił się, bo Jego Syn wziął cały grzech człowieka na siebie.
Wielki Piątek nigdy nie będzie tak zły dla nas, jak był dla uczniów i na pewno nie tak zły, jak był dla Jezusa.
Sobota i wszystko skończone.
W sobotę dominowało słowo skończone.
Mamy Wielki Piątek i Wielką Niedzielę, do czego ci sobota, ktoś mógłby powiedzieć. Jezus nie żyje, życie toczy się dalej. Wszystko skończone!!!
Kajfasz wstał rano i pomyślał: „w końcu uwolniłem się od tego szarlatana. Trzy lata był mi cierniem, ale to już skończone, dziś jest sobota”.
Dlaczego Żydzi nie dali spokoju tej sprawie z Jezusem, myślał Piłat? Jednak jest sobota, to już skończone.
W niewielkim domu słychać szloch kobiety. Miała wiele oczekiwań i nadziei, ale teraz dopiero rozumie co starzec Symeon mówił do niej, gdy przyniosła Jezusa z Józefem przed oblicze Boga. Czuje, jak ogień płonie w jej sercu, skręca w agonii bólu. Może tylko szepcze imię syna: Jezu, Jezu, Jezu.
Pomyślała, jutro pójdę z innymi kobietami i namaszczę olejkami jego ciało. On jest nadal moim synem. Jutro jest niedziela.
Teraz jest sobota i wszystko skończone.
W Betanii w zamyśleniu siedzą dwie kobiety i mężczyzna. Kilka tygodni temu on był w grobie, a Jezus podniósł go z martwych, teraz to Jezus jest w grobie. Co za ironia? A Marta i Maria już nigdy mu nie usłużą.
Jest sobota i wszystko skończone.
Czy naprawdę jest skończone?
Żyjemy już w innym czasie, daleko od piątku i soboty tamtego roku i wiemy, że Jezus powstanie z umarłych.
Nasza wiara krzyczy: „Nie, nie jest skończone!”
Jesteśmy „ludźmi Wielkiego Piątku”, kiedy modlimy się przeciw wszelkiej beznadziei i oczekujemy odpowiedzi. Jesteśmy „ludźmi Wielkiego Piątku”, kiedy mamy nadzieję na jaśniejszy dzień w wieczności z Bogiem. Jesteśmy „ludźmi Wielkiego Piątku”, kiedy stajemy przy łóżku chorego i wiemy, że Bóg może zmienić beznadziejną sytuację na dobrą. Jesteśmy „ludźmi Wielkiego Piątku”, kiedy bierzemy mały kawałek chleba i spoglądamy ku niebu, dziękując Bogu za Jego Niewypowiedziany Dar. Jesteśmy „ludźmi Wielkiego Piątku”, kiedy podnosimy kielich, pijąc wino, pamiętamy, tak Jezus przyjdzie.
Świat mówi: „to jest skończone”.
Bóg uratował, nawet gdy wzgardzono Jego Synem. Boży to dar i nie możemy zaciągnąć na ten cel kredytu, by kupić przebaczenie.
Wielki Piątek był dramatyczny dla Jezusa, ale sobota jest szczeliną między naszą wiarą i jej spełnieniem. To most między tym, co sądzimy a tym, co zobaczymy w Jego Zmartwychwstaniu.
W piątek był wzgardzony, ale odpowiedź nieba brzmi: POJUTRZE.
C. S. Lewis napisał: „Upadły człowiek nie jest po prostu wadliwym stworzeniem potrzebującym poprawy, on jest buntownikiem, który musi się poddać”.
Dziś niech każdy z nas wspomni dzień swego poddania. Ile minęło czasu, jak jest świeże to przeżycie, ile dziś dla każdego z nas osobiście znaczy TEN WZGARDZONY?
kwiecień 2015