Prawie — czyni różnicę.

„A na to Agryppa do Pawła: Niedługo, a przekonasz mnie, bym został chrześcijaninem” (Dz 26,28).

Biblia nie jest księgą przedstawiającą świat baśniowy, w którym wszystko jest ckliwe, słodkie i święte. Biblia mówi o realiach życia. Kiedy czytamy 26 rozdział Dziejów Apostolskich, to uczestniczymy w przesłuchaniu ap. Pawła, tylko czy naprawdę? Obrona Pawła przed królem Agryppą jest jego szóstą i końcową obroną zarejestrowaną w Dziejach Apostolskich.

Co chce nam zakomunikować przeczytany tekst?

Ap. Paweł tak naprawdę nie zeznaje, ale składa swoje świadectwo nawrócenia, a w jego trakcie zamienia się miejscami z przesłuchującymi. To, o czym mówi, wywołuje wybuch namiętności u prokuratora Festusa i króla Agryppy. Paweł mówi, co znaczy dla niego tytuł chrześcijanin i dlaczego nim jest. Paweł mówi o osobistym doświadczeniu, które jest jednym z najbardziej znanych nawróceń w historii chrześcijaństwa. Mówi o historii i kapitulacji, o końcu własnych pomysłów, i wydaje się końcu kariery. Mówi, ile znaczy życie ludzkie i nasze plany przed Bogiem.

Często zapominamy, że nie jesteśmy panami swego życia. Między jednym a drugim mrugnięciem oka wszystko może ulec zmianie, a my planujemy.

Na drodze do Damaszku wydarzenia potoczyły się błyskawicznie. Zapomniany bohater kościoła Ananiasz oddelegowany przez Boga składa wizytę Pawłowi i nazywa go bratem w Chrystusie. Paweł usłyszał niesłychane pozdrowienie: „Bracie Saulu”. Ci, których chciał prześladować, są gotowi nazywać go bratem w Chrystusie — niesamowite. Tak postępuje Bóg, tak zmienia zmartwychwstały Jezus.

Jesteśmy usprawiedliwieni Bożą sprawiedliwością, której punktem kulminacyjnym była śmierć umiłowanego Syna na krzyżu Golgoty. Jezus specjalizuje się w braniu zmarnowanego, zrujnowanego życia i przywróceniu mu przydatności. Życie nie musi pozostać takim, jakim jest dzisiaj. Może być lepsze i nowe w Jezusie. Każdej niedzieli spotkania ludzi wierzących mówią o nadziei, radości i nowym życiu, które mamy w Jezusie.

Informacja jest jasna: ci, którzy przychodzą do Jezusa, wychodzą z moralnej ciemności do światła życia. Ewangelia o zbawieniu jest „Ewangelią szansy”. Intelektualista powie naiwne, ale ten sam intelektualista wierzy w horoskopy, puka w niemalowane drewno, łapie się za guzik widząc kominiarza, unika czarnego kota, wierzy różdżkarzom, bioenergoterapeutom, szklanej kuli i wszystko to w XXI wieku, nie w średniowieczu.

Chrześcijaństwo jest atrakcyjne. Paweł przed Agrypą powiada: „jestem szczęśliwy królu”, a przecież był więźniem. To była prawdopodobnie ostatnia szansa Agryppy, by usłyszeć ewangelię i zostać uratowanym. Był poruszony, ale nie uratowany. Prawie czyni wielką różnicę. Agrypa ujęty świadectwem Pawła zareagował spontanicznie.

Jest wielka różnica między pragnieniem a byciem chrześcijaninem.

Uczucie jest najmniej solidnym założeniem, by być chrześcijaninem. Niektórzy sądzą, że chodzenie do kościoła czyni chrześcijaninem. Jest prawdą, że chrześcijanie chodzą do kościoła, ale nie to czyni ich chrześcijanami. Nie można też urodzić się chrześcijaninem — nawet w kraju chrześcijańskim. Wiary nie można odziedziczyć. Prawdą jest, że chrześcijanie się modlą, ale modlitwa nie sprawia, że jesteś chrześcijaninem. Prowadzenie porządnego życia nie czyni chrześcijaninem. Czyste, moralne życie nie sprawi, że zostaniesz chrześcijaninem. Wielu ateistów prowadzi uczciwe, dobre życie. Gdyby to wystarczyło, Chrystus nie musiałby umierać na krzyżu. Czytanie Biblii nie czyni chrześcijaninem. Chrześcijanie kochają Biblię, a niektórzy nawet codziennie ją czytają. To, że ją czytasz, nie musi oznaczać, iż jesteś chrześcijaninem.

Niebezpieczne słowo „prawie”.

Co sprawia, że spotykamy „prawie chrześcijan”? Co stanęło na przeszkodzie Agryppie? Strach, ośmieszenie, uznanie tego za szaleństwo?

„Prawie chrześcijanin” ma niewolniczy strach przed człowiekiem. Co powiedzieliby najbliżsi, rodzina, przyjaciele, środowisko? Co twoja rodzina powie, kiedy umrzesz? „Prawie został uratowany!”

„Prawie” jest niebezpieczne z powodu zgubnego przekonania: „przecież Bóg jest miłością”, Bóg nie będzie ekstremalny, nie będzie drobiazgowy.

1 lutego 2003 roku, podczas powrotu z przestrzeni kosmicznej, prom kosmiczny Columbia uległ zniszczeniu w wyniku uszkodzenia osłony termicznej. Wahadłowiec prawie wykonał misję. Miał tylko około 16 minut do lądowania, prawie wylądowali, ale prawie, nie wystarczyło, by odnotować sukces misji. Tylko, dlatego, że wysłano wahadłowiec, nie gwarantowało, że misja przebiegnie pomyślnie. Tylko dlatego, że osiągnęli orbitę, nie znaczy, że misja jest sukcesem. Wahadłowiec musiał szczęśliwie wylądować, to wieńczy jego podróż. Astronauci wykonali ważne rzeczy, ale misja skończyła się niepowodzeniem i śmiercią 7 astronautów.

„Prawie” — ale nie zupełnie.

Pomyślmy o emocji, która zawarta jest w słowie „prawie”. Oto pięć sekund do końcowego sygnału meczu koszykówki. Twój ulubiony zespół przegrywa jednym punktem, ale oto piłkę ma najlepszy koszykarz zespołu. Szybki ruch, skacze i rzuca. Piłka zatacza łuk, uderza w obręcz, odbija się i… odpada. Fani wydali zbiorowy jęk — ich zespół prawie wygrał. „Prawie wygrali” — dwa słowa skręcające wnętrzności. Nie ma drugiej szansy; nie ma żadnego trofeum dla „prawie wygranej”, nie ma owacji, żadnego świętowania zwycięstwa. NIC!!!

Prawie nie jest wystarczająco dobre w głoszeniu słowa, które darzy życiem, bo jeśli wszystko, co wykona, będzie prawie decyzją, to po wylądowaniu będą tylko „prawie chrześcijanie”.

Agryppa pozwolił, by wyznanie Pawła wzruszyło go, może nawet uronił łzę, jego serce emocjonalnie było poruszone, prawie pokutował, prawie oddał życie Jezusowi. Prawie, ale nie całkiem.

Prawie czyni wielką różnicę.

Jeśli istnieje lista oczekujących, to zapewne są na niej Agryppa i Festus. Nie osiągnęli sukcesu, prawie zrobili to, ale nie całkiem. Jak wielu ludzi, którzy słyszą dobrą nowinę, będzie na tej liście. Prawie dokonali biegu, ale nie osiągnęli sukcesu, byli poruszeni, ale kiedy był czas na decyzję, byli tylko prawie gotowi.

Prawie czyni wielką różnicę.

Bycie prawie chrześcijaninem nie ratuje duszy od wiecznego zatracenia. Sukces albo niepowodzenie naszego życia będzie zależeć od tego, czy wysiądziemy bezpiecznie po drugiej stronie?

Słyszałem kilka razy jak dziennikarze, komentując lądowania wahadłowców, stwierdzali, że loty wahadłowców stały się prawie rutynowe, ale nie można pozwolić sobie, by misja wahadłowca stała się rutyną, to jest zbyt ważne, bo chodzi o życie.

Nie pozwólmy, by nasze życie duchowe stało się rutyną, to jest zbyt ważne, ale u wielu tak jest, a chodzi przecież o życie — wieczne życie.

Prawie przekonany, jest jak człowiek, który prawie został uratowany, a jednak zginął mimo wysiłków.

Co trzyma ludzi w „obozie prawie”, w którym znalazł się też Agryppa? — JUTRO.

Wielu sądzi, że jest zawsze jutro.

Ludzie o imieniu „prawie” mówią: „podejmę decyzję później”.

„A teraz wy, którzy mówicie: Dziś albo jutro pójdziemy do tego lub owego miasta, zatrzymamy się tam przez jeden rok i będziemy handlowali i ciągnęli zyski, wy, którzy nie wiecie, co jutro będzie. Bo czymże jest życie wasze? Parą jesteście, która ukazuje się na krótko, a potem znika” (Jak 4,13-14).

„Prawie chrześcijanin” jest jednym z najnieszczęśliwszych stworzeń na świecie.

Nie możesz mieć błogosławieństwa przez bycie prawie przekonanym. Twój głód nie może zostać zaspokojony przez prawie jedzenie ani twoje pragnienie ugaszone przez prawie napicie się.

Czasem można usłyszeć, jestem wierzącym, niepraktykującym, czyli wirtualnym. Samo wierzenie niewiele znaczy, nikt nie staje się chrześcijaninem dlatego tylko, że wierzy. Tysiące ludzi wierzy w konieczność używania mydła, a mimo to nie są z powodu tej wiary czyściejsi. Bycie prawie chrześcijaninem jest jak bycie absolutnie nikim.

„Cóż pomoże człowiekowi, choćby cały świat pozyskał, a na swojej duszy poniósł szkodę?” (Mt 16,26).

Ludzie mówią o Jezusie Chrystusie. Wielu nawet dobrze się o Nim wyraża. Jednocześnie mogą nie wierzyć, iż to, co Biblia mówi o Jezusie, jest prawdą. Przedstawiają Jezusa, który odpowiada ich sposobowi myślenia, nie zaś takiego, jaki jest w Biblii. Agryppa z powodu posiadanej wiedzy nie stał się chrześcijaninem. Paweł stwierdza: „jesteś obeznany ze wszystkimi zwyczajami i spornymi zagadnieniami żydowskimi”.

Drzewo wiedzy nie jest drzewem życia.

„Prawie że chrześcijanin” używa religijnego języka jak: Chwała Bogu, Alleluja, Pan mi powiedział itp.

Jest jednak słowo, które niweluje słowo „prawie” – słowo „jestem przekonany”.

„Końcowa odpowiedź” w teleturnieju może pozwolić wygrać milion, ale jest dużo ważniejsza końcowa odpowiedź, co do której człowiek musi być przekonany. Nie wystarczy telefon do przyjaciela ani 50 na 50.

„Jaka jest twoja końcowa odpowiedź?”.

Agrypa stwierdził — później.

Paweł: „…wiem, komu zawierzyłem, i pewien jestem tego, że On mocen jest zachować to, co mi powierzono, do owego dnia” (2 Tym 1,12).

Chrześcijanin nie powinien być znakiem zapytania, ale wykrzyknikiem! Czyni to wielką różnicę.

Czy naprawdę chrześcijanin, to coś znaczy?

grudzień 2012

OFERTA LAST MINYT

„Jonasza, syna Amittaja, doszło słowo Pana tej treści: Wstań, idź do Niniwy, tego wielkiego miasta, i mów głośno przeciwko niej, gdyż jej nieprawość doszła do mnie. Lecz Jonasz wstał, aby uciec sprzed oblicza Pana do Tarszyszu. A gdy przybył do Jaffy, znalazł tam okręt, który miał płynąć do Tarszyszu. I zapłaciwszy za przejazd, wszedł na pokład, aby sprzed oblicza Pana jechać z nimi do Tarszyszu” (Jon 1,1-3).

Dziś bardzo atrakcyjnie brzmią oferty tanich linii lotniczych, morskich. Tanich urlopów, wakacji za złotówkę. Chciałbym zareklamować tanie linie morskie w różnych wersjach: może być luksusowym wycieczkowcem, minimalistyczna – kajakiem,  prawie darmo z gwiazdką i dopiskiem drobnym drukiem podróż ekstremalna – na tratwie.

Chcę przyjrzeć się człowiekowi, który zakupił bilet w ostatniej chwili, czyli last minyt. Chciałbym zastanowić się nad ceną biletu z Jaffy do Tarszysz razem ze słynnym globtroterem Jonaszem.

Tani bilet nie zawsze będzie tani, jeśli nie uwzględni się tzw. kosztów ukrytych, może okazać się tak samo „tani” jak w klasycznej sprzedaży. Rzeczywiście bilet może być tani, ale nie zawsze. Trzeba zwrócić uwagę na opłaty lotniskowe, za bagaż, za każdy dodatkowy kilogram, doliczyć trzeba dojazd do lotniska i z lotniska i w sumie może okazać się, że nie jest tak tanio, jak sądziliśmy.

Zatem ile może kosztować tani bilet do Tarszysz?

Dokładna lokalizacja Tarszysz nie jest ustalona, ale gdziekolwiek by ono nie było oznaczało w sytuacji Jonasza miejsce jak najdalej od Boga.

„Jonasza, syna Amittaja, doszło słowo Pana…”

Super. Bóg lubi mówić. To jest dobra wiadomość, bo zwykle czekamy na słowo od Pana. W dzisiejszych czasach jest bardzo wielkie ciśnienie wśród chrześcijan na słowo od Pana. Biblia już się trochę zestarzała. Poszukiwacze duchowych emocji potrafią twierdzić, że znają słowo, którego nie ujawnił Ap. Paweł, gdy był w zachwyceniu, i nie zapisał tego. Jeden z liderów Jesus Culture ukuł hasło:

„Nie będziemy jak pierwszy kościół, jeśli cenimy bardziej księgę, której oni nie mieli niż Ducha, którego mieli”.

Tak więc Biblia może okazać się tylko jedną z wielu książek, ale to nie jest książeczka do nabożeństwa, to jest księga prawdy i życia.

Jonasz nie skacze z radości, mówiąc: „w porządku Panie, właśnie czekałem na Twoje Słowo, idę do Niniwy”. Nie ma żadnego dramatycznego zwrotu, jak to bywało z innymi ludźmi. Kiedy przychodzi słowo od Boga, to ono jest w jakimś celu. Bóg oczekuje, że z powodu tego słowa coś zrobimy. A, co to, to nie. My potrzebujemy zwykle słowa dla dobrego samopoczucia i to jest problem.

Cichy sprzeciw Jonasza brzmiał: „Nigdy nie robiliśmy tego w ten sposób wcześniej”. Jonasz czuł się bezpiecznie, gdy wygłaszał słowo do swoich.

Czasem zastanawiam się, gdy ludzie mówią, że są narodzeni na nowo, jak bardzo naprawdę się zmienili? Jonasz został porażony słowem Pana. Chyba Bóg żartuje? Wygłosić kazanie do obywateli Niniwy? Może i Bóg ma jakiś plan, ale ja wiem lepiej. Niniwa była stolicą Asyrii, odwiecznego wroga Izraela. Nic bardziej nie mogłoby zirytować Jonasza jak widok pokutujących Asyryjczyków.

Jakieś zranienie, ktoś nadepnął nam na przysłowiowy odcisk i nie chcemy mieć z nim nic do czynienia. „Idź do Niniwy” mówi Bóg, a Jonasz: „gdziekolwiek Panie, ale nie do Niniwy”. Jonasz jest człowiekiem delikatnego uprzedzenia. Nie chce śmierci Niniwczyków, tylko nie chce wygłosić do nich kazania ewangelizacyjnego.

Asyryjczycy nie mieli znaczenia dla Jonasza, ale mieli znaczenie dla Boga.

Czy dziś może pojawić się taka reakcja? Ależ tak i to często. Dlaczego? Mamy do czynienia z „teologią szczęścia”. To, co cię uszczęśliwia, jest od Boga, a co nie, nie jest od Boga. Bóg chce tylko twojego szczęścia, ale On nigdy tego nie powiedział w Biblii. Jest to kulturowe kłamstwo.

Psycholodzy powiadają, że kiedy jesteśmy w bardzo trudnej sytuacji, to mamy tendencję, by zrobić jedną z rzeczy: walczyć z problem, spróbować rozwiązać go, albo uciec. Jonasz wybrał ucieczkę.

Kiedy Bóg zaczyna rozmawiać z nami, nie koniecznie lubimy to, co mówi. Są chwile, kiedy Bóg daje nam zadanie, które jest trudne, twarde, to bądźmy pewni, że bez Boga nie poradzimy sobie. Jonasz szukał łatwej drogi, zaczyna wielbić fałszywego bożka – „wygodę”. Życie to nie automat. Wrzuć monetę, naciśnij guzik i wyskoczy „wygoda” imieniem „szczęście”.

Reklamy wprowadzają bożka szczęścia: „jeszcze tylko  brakuje ci do szczęścia: super samochodu, telewizora najnowszej generacji oraz worka lekarstw tzw. suplementów i rozkoszuj się szczęśliwym życiem”. Ból głowy dopiero przyjdzie, gdy zobaczysz podszewkę w kieszeni wraz z pierwszą ratą kredytu do spłaty.

Uciekanie przed Bogiem oznacza – idziesz w kierunku kłopotów.

Nie jesteśmy marionetkami. Możemy postąpić jak chcemy, ale to nie znaczy, że Bóg nie przyjdzie po nas.

Kiedy uciekamy od Boga, szatan jest zawsze szczęśliwy i gotowy, by dostarczyć transport. Zadba, by były dostępne bilety, wygodna kabina, by statek odpłynął punktualnie. Jeśli chcesz uciekać od Boga, szatan zawsze zadba, by było to możliwe.

Ludzie mówią no i co, nic się nie stało, wszystko się układa. Poczekaj, jeszcze nie dotarłeś do końca. Na razie rachunek, a VAT przyjdzie później.

Gdy tylko zaczęła się podróż, zaczęły się i problemy. No tak, Bóg zawziął się na mnie i postawił na mnie „krzyżyk”.

Ścieżka od Boga zawsze jest równią pochyłą.

Jonasz uwierzył w to, w co chciał uwierzyć. Uwierzył, że może uciec od obecności Boga. Kupił tani bilet i uciekł, ponieważ uwierzył w złą teologię. Bóg to dziadek, przed którym można się ukryć. Zła teologia powoduje, że mięso chodzi po ulicach, a ludzie głodują.

Na pewnym spotkaniu w zborze z poczęstunkiem pojawiła się kartka przy koszu z pączkami: „weź tylko jednego, Bóg widzi”. Na końcu sali była inna taca z owocami, a jakiś dowcipniś napisał: „bierz ile chcesz, Bóg zajęty jest pilnowaniem pączków”.

Jonasz pozwolił, by Bóg szukał na jego miejsce kogoś innego. Jest wielu świętych ludzi w Izraelu, których Bóg może użyć. On mógł powiedzieć, tylko odejdę na chwilę. Bóg zapomni o mnie i powoła kogoś innego, by poszedł do Niniwy. Wrócę do Izraela i naprawię moją relację z Bogiem.

Tani bilet zamienił się w najdroższą podróż życia. Pojawiły się ukryte koszty, o których nawet nie myślał. Burza zaczęła weryfikować wszystko.

Dziś mamy problemy z ludźmi, którzy mówią o Bogu, ale nie żyją wg. tego co mówią. Jak długo Bóg robi to, co chcą, jest dobrze, gdy stawia wymagania, uciekają, kryją się.

Jesteśmy parą chrześcijańską, ale nie jesteśmy szczęśliwi więc rozwodzimy się. Jonasz czcił Boga i tak mówi o sobie, ale nie chce wykonać poleceń. Zbór to zbór a życie, to moja prywatna sprawa. Jonasz myślał, że Bóg postawił na nim „krzyżyk”, że jest beznadziejnie.

Czy zdarzyło się komuś mieć takie beznadziejne uczucie?

Co teraz myślisz o twoim tanim bilecie Jonaszu?

Ile kosztuje naprawdę wyprawa od Boga?

Ile kosztuje bilet do Tarszysz? Zbyt dużo. Doprowadził do społecznych problemów. Jak z czystym sumieniem wyrzucić kogoś za burtę? Wokół statku pływała już łódź podwodna: „wyrzucajcie, czekam, dam sobie radę z nim”.

Bóg pozwolił Jonaszowi przeżyć połknięcie, a wyglądało na to, że Bóg postawił krzyżyk na Jonaszu i przygotował innego proroka, z którym będzie pracować.

Ponownie odżywają duchowe upiory: wierzących spotykają tylko dobre rzeczy, nie chorują, są szczęśliwi, wszystko inne to diabeł. Bóg jest dobry. On nie wysłał ryby po Jonasza.

Ludzie myślą, że to jest naiwna historyjka i nieprawdziwa.

Chłopiec na lekcji biologii słucha, jak nauczyciel mówi o wielorybach. Odzywa się i mówi: „Wiem o wielorybach i proroku Jonaszu, że został połknięty przez jednego”. Nauczyciel patrzy na chłopca i mówi, że nie sądzi, aby to była prawda. Chłopiec upiera się, że to jest prawda. Jonasz został połknięty przez wieloryba i przeżył. Nauczyciel stwierdza, że historia o Jonaszu połkniętym przez wieloryba jest tylko taką historyjką i poza tym, nie możesz udowodnić, że to zdarzyło się, ponieważ Jonasz żył tak dawno temu. Więc chłopiec mówi: „dobrze, kiedy znajdę się w niebie, zapytam Jonasza, czy on został połknięty przez wieloryba”. Nauczyciel odcina się, „a co, jeśli Jonasz nie poszedł do nieba?” „Wtedy możesz ty jego zapytać”. Jak było?

Ufam Biblii.

Bileam rozmawia z oślicą – jak było?

Jezus rozmnaża 5 chlebków i dwie rybki – jak było?

Anioł porusza wodę i ktoś jest uzdrowiony – jak było?

Kiedy faryzeusze poprosili Jezusa o znak, by udowodnić, że coś, co On powiedział, było prawdziwe.

„Albowiem jak Jonasz był w brzuchu wieloryba trzy dni i trzy noce, tak i Syn Człowieczy będzie w łonie ziemi trzy dni i trzy noce” (Mt 12,40).

Wierzę Jezusowi, On nie opowiada bajek.

Jonasz przeżył.

„Lecz ja pragnę ci złożyć ofiarę z głośnym dziękczynieniem, spełnię, co ślubowałem. U Pana jest wybawienie. Wtedy Pan rozkazał rybie, a ta wypluła Jonasza na ląd” (Jon 2,10).

Jonasz nie otrzepał się i powiedział: no udało się, żyję. W stresie to człowiek obiecuje takie dziwne rzeczy.

Historia Jonasza nie jest o rybie. To jest historia o Bogu drugiej szansy. Umyślnie, świadomie, uparcie, Jonasz uciekał od Boga, a Ten przyszedł do proroka i powiedział, „chcę byś kontynuował misję”.

Myślałeś, że już wszystko stracone, ale Bóg jeszcze nie zrezygnował, nie zaprzestał z Tobą pracować. Może myślałeś, że już połknęła cię wielka ryba, zwana życiem.

Bóg jest Bogiem drugiej szansy.

Co z nią zrobisz, gdy przyjdzie, a może już był? Nie strać tej szansy.

Zadziwiające jest, że wielu wierzących lepiej się zna na pogodzie, niż wie o Jezusie, dlatego pogoda jest łatwiejszym tematem do rozmów.

Jonasz poszedł ze swoim siedmio wyrazowym kazaniem:

„… Jeszcze czterdzieści dni pozostaje do zburzenia Niniwy”.

Historia obraca się jak drzwi na zawiasach. Poselstwo Jonasza zmienia bieg spraw, a Jonasz jak król Lir ze swym tragicznym charakterem popada w złość. On miał nadzieję, że jednak Niniwa i jej mieszkańcy poniosą jakieś konsekwencje swego grzechu, a nie, że będą pokutować. Jakaś kara, a nie łaska.

Jonasz jest rozgniewany, ponieważ Bóg kocha zbyt wielu ludzi.

Bóg okazuje łaskę, a my musimy umieć ją rozpoznać.

Jonasz zagubił trzeźwy osąd.

Często rzeczy, które gniewają i frustrują nas, czynią niezdolnymi do obiektywnej oceny, okazują się małostkowymi, nieważnymi, gdy widzimy je z właściwej perspektywy. Pozwalamy problemom zmonopolizować nasze myśli. Nasz własny ból i rany są rzadko tak poważne jak pozwalamy im się wydawać.

Nie ma żadnej ucieczki od odpowiedzialności.

Chęci uniknięcia odpowiedzialności musimy powiedzieć NIE.

Misja Jonasza była niewdzięczna i trudna, ale nikt nie mógł tego wykonać tylko on.

Na każdego z nas czeka jakaś Niniwa.

Nie czekajmy, by Bóg wysłał po nas wielką rybę.

Ile kosztuje „tani” bilet do Tarszysz?

Bilet kosztuje wieczność.

wrzesień 2019