utworzone przez Zdzisław Józefowicz | 17 sierpnia 2021 | 2021, Sierpień 2021
„Co widzieliśmy i słyszeliśmy, to i wam zwiastujemy, abyście i wy społeczność z nami mieli. A społeczność nasza jest społecznością z Ojcem i z Synem jego, Jezusem Chrystusem.
A zwiastowanie to, które słyszeliśmy od niego i które wam ogłaszamy, jest takie, że Bóg jest światłością, a nie ma w nim żadnej ciemności” (1 Jan 1,3.5).
Jan podzielił się ze swoimi czytelnikami tym, co jego zafascynowało, czym żył, co stało się centrum jego duchowego życia. On dzielił się czymś radosnym, co dla niego było ważne, nie koniecznie musiało być ważne dla innych. Opisuje swoje doświadczenie, które może być zachętą. Zaczyna od wydarzeń, w których uczestniczył. Chce powiedzieć, kim jest dla niego Jezus, u którego boku spędził kilka lat. Był wśród ścisłego grona powołanych uczniów, przeżył dramat sądu i wykonania wyroku na mistrzu, na „Słowie”, był w centrum wydarzeń związanych ze zmartwychwstaniem.
Apostoł rozpoczyna Ewangelię od wątku ontologicznego. On nie ma wątpliwości kim był Jezus.
„Na początku było Słowo. Słowo było u Boga i było Bogiem” (Jan 1,1).
Rozwiewa wszelką wątpliwość co do boskości Jezusa Chrystusa. Był zawsze, nie jest stworzony i jest Bogiem. Oznacza to, że Boże przesłanie nie tylko jest napisaną księgą – objawiło się ono w samej osobie Boga.
„Słowo ciałem się stało i zamieszkało wśród nas” (Jan 1,14).
Bóg stał się wcielonym Słowem, w Jezusie, „Kto mnie widział, widział Ojca” (Jan 14,9).
Oto dlaczego tak istotne jest dla nas poszukiwanie oryginalnego sensu wypowiedzi Jezusa, właśnie przez Jego życie i nauczanie możemy zobaczyć i usłyszeć Stwórcę – Boga.
Jan swoją wiarę nie tylko opiera na tym, co inni mieli do powiedzenia o Jezusie. Jan miał ten niezwykły przywilej być tym, który osobiście słyszał nauczanie Jezusa. Był uczestnikiem większości zdarzeń, spisał wszystko w Ewangelii i listach, to co wraz z pozostałymi uczniami miał możliwość słyszeć, widzieć. Jego Ewangelia ma niepowtarzalny charakter. On słyszał i widział inaczej. Tylko on przekazał nam portret Jezusa, który przedstawił słowami: „Jam jest”. Podkreślił ten zwrot, którym Bóg określił siebie „Jestem, Który Jestem”. Jan w Jezusie widział Boga. Słyszał Zbawiciela szukającego grzesznika. Usłyszał coś, czego inni nie odnotowali:
„Bóg tak umiłował świat, że dał swego Syna…”.
Jan był niezwykłym słuchaczem, słyszał „ultra dźwięki Ewangelii”, to co jest nam niezbędne do zbawienia, dlatego tak lubimy i polecamy jego Ewangelię tym, którzy sięgają po raz pierwszy do Biblii.
Jan nie mówi tylko o tym, że widział Jezusa, bo był uczniem jego, ale mówi o czymś, co spowodowało, że jego społeczność z Ojcem stała się integralną częścią jego życia. W dniu zmartwychwstania miał okazję zobaczyć tryumf życia. Napisał o sobie, że był tym uczniem, który wszedł do grobu i uwierzył, że życie zatryumfowało.
„Życie więc stało się widzialne, a my ujrzeliśmy je i jako jego świadkowie oznajmiamy wam: to życie wieczne było u Ojca i stało się dla nas widzialne”.
Zmartwychwstanie stało się treścią ewangelicznego zwiastowania apostołów obok poselstwa o ukrzyżowaniu. Jeśli uważnie czytamy Ewangelię Jana, zauważymy, że poświęca też wiele uwagi temu niezwykłemu zjawisku, jakim jest światło. Można powiedzieć, że Jan zachłysnął się Jezusem i to chciał nam przekazać, by i nas ogarnęła ta najlepsza z najlepszych nowin, że Jezus jest światłością świata.
„…w Jezusie było życie a ono było światłością”.
Obecność Jezusa Chrystusa tu na ziemi była i jest tak nieodzowna, jak światło dla naszej egzystencji.
„Ja jestem światłością świata; kto idzie za mną, nie będzie chodził w ciemności, ale będzie miał światłość żywota. Ja jestem droga i prawda, i żywot, nikt nie przychodzi do Ojca tylko przeze mnie”.
Bóg zapalił światło dla świata. Świat bez Bożego światła tkwił w najgorszej z chorób – grzechu. Konsekwencją tej choroby jest brak życia i śmierć wieczna.
Pozbawieni światła czujemy się bezradni. Strach przed ciemnością paraliżuje życie, ale Jezus jest światłością, przed którą wszelka ciemność musi ustąpić.
„Ja jestem światłością świata; kto idzie za mną, nie będzie chodził w ciemności, ale będzie miał światłość żywota” (Jan 8,12).
Być chrześcijaninem, żyć z Jezusem nie oznacza życia w zacofaniu, zabobonie i mroku, ale w najjaśniejszej światłości. Wszelki lęk, strach, niepokój muszą ustąpić miejsca światłości, którą jest Jezus. Światło, które wnosi Jezus, ukazuje sprawy naszego życia takimi, jak są. Pozbawia je naszej charakteryzacji, przebrania. Pokazuje nagą prawdę, prawdziwy charakter i wartość człowieka.
„Chodźcie póki światłość macie, aby was ciemność nie ogarnęła, bo kto w ciemności chodzi, nie wie, dokąd idzie” (Jan 12,26).
Nie rozumiemy sensu naszego życia, dopóki nie spojrzymy na nie w świetle Jezusa. Kończy się wtedy czas przypuszczeń, wątpliwości i wahań, bo ciemna ścieżka zostaje oświetlona.
„Noc przeminęła, a dzień się przybliżył. Odrzućmy tedy uczynki ciemności, a obleczmy się w zbroję światłości” (Rzym 13,12).
Współczesna technika obdarowała nas czymś, o czym nie miał pojęcia Jan, będąc uczniem. Podarowany został nam światłowód, który może przenosić ogromne ilości informacji. Technika komputerowa dała dysk optyczny, który na niewielkiej powierzchni zapisuje potężne ilości informacji za pomocą wiązki światła. Bóg dał nam wcześniej najlepszy nośnik informacji – Boże Słowo.
„Słowo twoje jest pochodnią nogom moim I światłością ścieżkom moim” (Ps 119,105).
Światło wykorzystuje się od wieków jako nośnik informacji. Ostrzegało się za pomocą latarni morskich, sygnalizatorów na drodze, aby ostrzec przed niebezpieczeństwem lub przekazać jakąś wiadomość.
Każde światło oświetla otoczenie. Są różne światła, może być reflektor sięgający nieba i świeczka – to też światło. W kościele Chrystusa są reflektory, ale również małe skromne zapałki. Jeśli jedne i drugie są zapalone, to pokazują ludziom piękno Jezusa, nie w jednakowym stopniu i sile. Reflektor i zapałka to wielka różnica, ale jedno mają wspólne – świecą.
Spurgeon był reflektorem oświetlającym Chrystusa. Tysiące bezimiennych chrześcijan – możliwe, że tylko zapałki – oświetla Chrystusa i powoduje, że jest On widoczny. Świadectwo o Chrystusie to bardzo ważna służba dla Boga.
„On był światłem gorejącym i świecącym…” (Jan 5,35).
Wiemy, że światło jest wykorzystywane również do wytwarzania bardzo wysokich temperatur. Najlepszym przykładem jest słońce, którego promienie słoneczne tak wiele radości sprawiają, gdy możemy się w nich ogrzać, ale również poparzyć. Promienie słoneczne skupione przez soczewkę zapalają ogień.
Najprostszym urządzeniem jest żarówka lub promiennik podczerwieni, które mają zastosowanie w inkubatorach, kuchenkach domowych, ale również światło lasera służy do cięcia metalu lub niszczenia. Jego użycie wytwarza ciepło.
Dwaj uczniowie doświadczyli bezpośredniej cechy Bożego rozgrzania. Kiedy sfrustrowani szli do Emaus, przyłączył się do nich Jezus – Światłość.
„Wtedy otworzyły się ich oczy i poznali go. Lecz On znikł sprzed ich oczu. I rzekli do siebie: Czyż serce nasze nie pałało w nas, gdy mówił do nas w drodze i Pisma przed nami otwierał?” (Łk 24,32).
Doświadczamy Bożego rozgrzania, gdy zbliżamy się do Jego światła i nie tylko w sensie metaforycznym, ale dosłownie. Wiele razy doświadczyłem Bożej obecności, która sprawiła, że czułem ciepło przepływające przez moje ciało. Wielu ludzi daje świadectwo, gdy modlono się o ich uzdrowienie, jak fala ciepła przeszyła ich ciało i doświadczyli Boga. Światło Bożej obecności tak mocno rozgrzewa nasze życie, że stajemy się dla niego gorącymi chrześcijanami, zapalonymi do pracy, służby, świadectwa.
Znana jest choroba, która doprowadza do apatii i depresji ludzi pozbawionych światła naturalnego. Szczególnie znana jest w krajach skandynawskich i na dalekiej północy. Leczenie polega na codziennym kilkugodzinnym przebywaniu w bardzo mocno oświetlonym pomieszczeniu. Brak światła zagraża zdrowiu.
Jeśli Jezus nie jest naszą światłością, żyjemy w depresji, sfrustrowani, bez chęci do życia, chorujemy.
Światło lasera wykorzystywane jest bardzo szeroko w medycynie. Odkryto, że właściwości skupionego światła można wykorzystać, by leczyć. Już prorok Izajasz odkrył jakie skutki niesie Boże światło:
„Wtedy twoje światło wzejdzie jak zorza poranna i twoje uzdrowienie rychło nastąpi; twoja sprawiedliwość pójdzie przed tobą, a chwała Pańska będzie twoją tylną strażą” (Iz 58,8).
Narządem odbierającym bodźce świetlne jest nasze oko. Coś bardzo interesującego powiedział Jezus:
„Światłem ciała jest oko. Jeśli tedy oko twoje jest zdrowe, całe ciało twoje jasne będzie” (Mt 6,22).
Chodząc w ciemności, obijasz się o grzech i ranisz, kaleczysz, poparzysz, a może połkniesz coś trującego.
„Jeśli zaś chodzimy w światłości, jak On sam jest w światłości, społeczność mamy z sobą, i krew Jezusa Chrystusa, Syna jego, oczyszcza nas od wszelkiego grzechu”.
Oto wyzwanie dla chrześcijanina. Nie można być uczniem Jezusa a równocześnie oddzielonym od człowieka i bliźniego. Jeśli mówienie jest jednym, a życie drugim, to jesteśmy w ciemności. Narodzeni na nowo ludzie trzymali się razem. Postępowali tak z następujących powodów:
– wyznawanie wiary w Jezusa Chrystusa, fascynacja osobą Zbawiciela pociągała ich ku sobie i prowadziła do miejscowej wspólnoty – Kościoła.
Zbór to wspólnota, a więc między jej członkami istnieją silne więzi, bo chodzą w światłości. Społeczności nie osiąga się tylko przez to, że się przebywa (choćby nawet regularnie) w jednym pomieszczeniu. Coś takiego jest możliwe tylko w Jezusie – bowiem zbór to społeczność ludzi, którzy z racji wiary w Chrystusa są zainteresowani sobą nawzajem, gotowi i zdolni do wspólnych działań.
„Byliście bowiem niegdyś ciemnością, a teraz jesteście światłością w Panu. Postępujcie jako dzieci światłości” (Ef 5,8).
Lepiej jest zapalić światło w swoim życiu niż narzekać na zły świat.
luty 2002
utworzone przez Zdzisław Józefowicz | 9 lipca 2021 | 2021, Lipiec 2021
„A na to Agryppa do Pawła: Niedługo, a przekonasz mnie, bym został chrześcijaninem” (Dz 26,28).
Biblia nie jest księgą przedstawiającą świat baśniowy, w którym wszystko jest ckliwe, słodkie i święte. Biblia mówi o realiach życia. Kiedy czytamy 26 rozdział Dziejów Apostolskich, to uczestniczymy w przesłuchaniu ap. Pawła, tylko czy naprawdę? Obrona Pawła przed królem Agryppą jest jego szóstą i końcową obroną zarejestrowaną w Dziejach Apostolskich.
Co chce nam zakomunikować przeczytany tekst?
Ap. Paweł tak naprawdę nie zeznaje, ale składa swoje świadectwo nawrócenia, a w jego trakcie zamienia się miejscami z przesłuchującymi. To, o czym mówi, wywołuje wybuch namiętności u prokuratora Festusa i króla Agryppy. Paweł mówi, co znaczy dla niego tytuł chrześcijanin i dlaczego nim jest. Paweł mówi o osobistym doświadczeniu, które jest jednym z najbardziej znanych nawróceń w historii chrześcijaństwa. Mówi o historii i kapitulacji, o końcu własnych pomysłów, i wydaje się końcu kariery. Mówi, ile znaczy życie ludzkie i nasze plany przed Bogiem.
Często zapominamy, że nie jesteśmy panami swego życia. Między jednym a drugim mrugnięciem oka wszystko może ulec zmianie, a my planujemy.
Na drodze do Damaszku wydarzenia potoczyły się błyskawicznie. Zapomniany bohater kościoła Ananiasz oddelegowany przez Boga składa wizytę Pawłowi i nazywa go bratem w Chrystusie. Paweł usłyszał niesłychane pozdrowienie: „Bracie Saulu”. Ci, których chciał prześladować, są gotowi nazywać go bratem w Chrystusie — niesamowite. Tak postępuje Bóg, tak zmienia zmartwychwstały Jezus.
Jesteśmy usprawiedliwieni Bożą sprawiedliwością, której punktem kulminacyjnym była śmierć umiłowanego Syna na krzyżu Golgoty. Jezus specjalizuje się w braniu zmarnowanego, zrujnowanego życia i przywróceniu mu przydatności. Życie nie musi pozostać takim, jakim jest dzisiaj. Może być lepsze i nowe w Jezusie. Każdej niedzieli spotkania ludzi wierzących mówią o nadziei, radości i nowym życiu, które mamy w Jezusie.
Informacja jest jasna: ci, którzy przychodzą do Jezusa, wychodzą z moralnej ciemności do światła życia. Ewangelia o zbawieniu jest „Ewangelią szansy”. Intelektualista powie naiwne, ale ten sam intelektualista wierzy w horoskopy, puka w niemalowane drewno, łapie się za guzik widząc kominiarza, unika czarnego kota, wierzy różdżkarzom, bioenergoterapeutom, szklanej kuli i wszystko to w XXI wieku, nie w średniowieczu.
Chrześcijaństwo jest atrakcyjne. Paweł przed Agrypą powiada: „jestem szczęśliwy królu”, a przecież był więźniem. To była prawdopodobnie ostatnia szansa Agryppy, by usłyszeć ewangelię i zostać uratowanym. Był poruszony, ale nie uratowany. Prawie czyni wielką różnicę. Agrypa ujęty świadectwem Pawła zareagował spontanicznie.
Jest wielka różnica między pragnieniem a byciem chrześcijaninem.
Uczucie jest najmniej solidnym założeniem, by być chrześcijaninem. Niektórzy sądzą, że chodzenie do kościoła czyni chrześcijaninem. Jest prawdą, że chrześcijanie chodzą do kościoła, ale nie to czyni ich chrześcijanami. Nie można też urodzić się chrześcijaninem — nawet w kraju chrześcijańskim. Wiary nie można odziedziczyć. Prawdą jest, że chrześcijanie się modlą, ale modlitwa nie sprawia, że jesteś chrześcijaninem. Prowadzenie porządnego życia nie czyni chrześcijaninem. Czyste, moralne życie nie sprawi, że zostaniesz chrześcijaninem. Wielu ateistów prowadzi uczciwe, dobre życie. Gdyby to wystarczyło, Chrystus nie musiałby umierać na krzyżu. Czytanie Biblii nie czyni chrześcijaninem. Chrześcijanie kochają Biblię, a niektórzy nawet codziennie ją czytają. To, że ją czytasz, nie musi oznaczać, iż jesteś chrześcijaninem.
Niebezpieczne słowo „prawie”.
Co sprawia, że spotykamy „prawie chrześcijan”? Co stanęło na przeszkodzie Agryppie? Strach, ośmieszenie, uznanie tego za szaleństwo?
„Prawie chrześcijanin” ma niewolniczy strach przed człowiekiem. Co powiedzieliby najbliżsi, rodzina, przyjaciele, środowisko? Co twoja rodzina powie, kiedy umrzesz? „Prawie został uratowany!”
„Prawie” jest niebezpieczne z powodu zgubnego przekonania: „przecież Bóg jest miłością”, Bóg nie będzie ekstremalny, nie będzie drobiazgowy.
1 lutego 2003 roku, podczas powrotu z przestrzeni kosmicznej, prom kosmiczny Columbia uległ zniszczeniu w wyniku uszkodzenia osłony termicznej. Wahadłowiec prawie wykonał misję. Miał tylko około 16 minut do lądowania, prawie wylądowali, ale prawie, nie wystarczyło, by odnotować sukces misji. Tylko, dlatego, że wysłano wahadłowiec, nie gwarantowało, że misja przebiegnie pomyślnie. Tylko dlatego, że osiągnęli orbitę, nie znaczy, że misja jest sukcesem. Wahadłowiec musiał szczęśliwie wylądować, to wieńczy jego podróż. Astronauci wykonali ważne rzeczy, ale misja skończyła się niepowodzeniem i śmiercią 7 astronautów.
„Prawie” — ale nie zupełnie.
Pomyślmy o emocji, która zawarta jest w słowie „prawie”. Oto pięć sekund do końcowego sygnału meczu koszykówki. Twój ulubiony zespół przegrywa jednym punktem, ale oto piłkę ma najlepszy koszykarz zespołu. Szybki ruch, skacze i rzuca. Piłka zatacza łuk, uderza w obręcz, odbija się i… odpada. Fani wydali zbiorowy jęk — ich zespół prawie wygrał. „Prawie wygrali” — dwa słowa skręcające wnętrzności. Nie ma drugiej szansy; nie ma żadnego trofeum dla „prawie wygranej”, nie ma owacji, żadnego świętowania zwycięstwa. NIC!!!
Prawie nie jest wystarczająco dobre w głoszeniu słowa, które darzy życiem, bo jeśli wszystko, co wykona, będzie prawie decyzją, to po wylądowaniu będą tylko „prawie chrześcijanie”.
Agryppa pozwolił, by wyznanie Pawła wzruszyło go, może nawet uronił łzę, jego serce emocjonalnie było poruszone, prawie pokutował, prawie oddał życie Jezusowi. Prawie, ale nie całkiem.
Prawie czyni wielką różnicę.
Jeśli istnieje lista oczekujących, to zapewne są na niej Agryppa i Festus. Nie osiągnęli sukcesu, prawie zrobili to, ale nie całkiem. Jak wielu ludzi, którzy słyszą dobrą nowinę, będzie na tej liście. Prawie dokonali biegu, ale nie osiągnęli sukcesu, byli poruszeni, ale kiedy był czas na decyzję, byli tylko prawie gotowi.
Prawie czyni wielką różnicę.
Bycie prawie chrześcijaninem nie ratuje duszy od wiecznego zatracenia. Sukces albo niepowodzenie naszego życia będzie zależeć od tego, czy wysiądziemy bezpiecznie po drugiej stronie?
Słyszałem kilka razy jak dziennikarze, komentując lądowania wahadłowców, stwierdzali, że loty wahadłowców stały się prawie rutynowe, ale nie można pozwolić sobie, by misja wahadłowca stała się rutyną, to jest zbyt ważne, bo chodzi o życie.
Nie pozwólmy, by nasze życie duchowe stało się rutyną, to jest zbyt ważne, ale u wielu tak jest, a chodzi przecież o życie — wieczne życie.
Prawie przekonany, jest jak człowiek, który prawie został uratowany, a jednak zginął mimo wysiłków.
Co trzyma ludzi w „obozie prawie”, w którym znalazł się też Agryppa? — JUTRO.
Wielu sądzi, że jest zawsze jutro.
Ludzie o imieniu „prawie” mówią: „podejmę decyzję później”.
„A teraz wy, którzy mówicie: Dziś albo jutro pójdziemy do tego lub owego miasta, zatrzymamy się tam przez jeden rok i będziemy handlowali i ciągnęli zyski, wy, którzy nie wiecie, co jutro będzie. Bo czymże jest życie wasze? Parą jesteście, która ukazuje się na krótko, a potem znika” (Jak 4,13-14).
„Prawie chrześcijanin” jest jednym z najnieszczęśliwszych stworzeń na świecie.
Nie możesz mieć błogosławieństwa przez bycie prawie przekonanym. Twój głód nie może zostać zaspokojony przez prawie jedzenie ani twoje pragnienie ugaszone przez prawie napicie się.
Czasem można usłyszeć, jestem wierzącym, niepraktykującym, czyli wirtualnym. Samo wierzenie niewiele znaczy, nikt nie staje się chrześcijaninem dlatego tylko, że wierzy. Tysiące ludzi wierzy w konieczność używania mydła, a mimo to nie są z powodu tej wiary czyściejsi. Bycie prawie chrześcijaninem jest jak bycie absolutnie nikim.
„Cóż pomoże człowiekowi, choćby cały świat pozyskał, a na swojej duszy poniósł szkodę?” (Mt 16,26).
Ludzie mówią o Jezusie Chrystusie. Wielu nawet dobrze się o Nim wyraża. Jednocześnie mogą nie wierzyć, iż to, co Biblia mówi o Jezusie, jest prawdą. Przedstawiają Jezusa, który odpowiada ich sposobowi myślenia, nie zaś takiego, jaki jest w Biblii. Agryppa z powodu posiadanej wiedzy nie stał się chrześcijaninem. Paweł stwierdza: „jesteś obeznany ze wszystkimi zwyczajami i spornymi zagadnieniami żydowskimi”.
Drzewo wiedzy nie jest drzewem życia.
„Prawie że chrześcijanin” używa religijnego języka jak: Chwała Bogu, Alleluja, Pan mi powiedział itp.
Jest jednak słowo, które niweluje słowo „prawie” – słowo „jestem przekonany”.
„Końcowa odpowiedź” w teleturnieju może pozwolić wygrać milion, ale jest dużo ważniejsza końcowa odpowiedź, co do której człowiek musi być przekonany. Nie wystarczy telefon do przyjaciela ani 50 na 50.
„Jaka jest twoja końcowa odpowiedź?”.
Agrypa stwierdził — później.
Paweł: „…wiem, komu zawierzyłem, i pewien jestem tego, że On mocen jest zachować to, co mi powierzono, do owego dnia” (2 Tym 1,12).
Chrześcijanin nie powinien być znakiem zapytania, ale wykrzyknikiem! Czyni to wielką różnicę.
Czy naprawdę chrześcijanin, to coś znaczy?
grudzień 2012
utworzone przez Zdzisław Józefowicz | 6 lipca 2021 | 2021, Lipiec 2021
„Jonasza, syna Amittaja, doszło słowo Pana tej treści: Wstań, idź do Niniwy, tego wielkiego miasta, i mów głośno przeciwko niej, gdyż jej nieprawość doszła do mnie. Lecz Jonasz wstał, aby uciec sprzed oblicza Pana do Tarszyszu. A gdy przybył do Jaffy, znalazł tam okręt, który miał płynąć do Tarszyszu. I zapłaciwszy za przejazd, wszedł na pokład, aby sprzed oblicza Pana jechać z nimi do Tarszyszu” (Jon 1,1-3).
Dziś bardzo atrakcyjnie brzmią oferty tanich linii lotniczych, morskich. Tanich urlopów, wakacji za złotówkę. Chciałbym zareklamować tanie linie morskie w różnych wersjach: może być luksusowym wycieczkowcem, minimalistyczna – kajakiem, prawie darmo z gwiazdką i dopiskiem drobnym drukiem podróż ekstremalna – na tratwie.
Chcę przyjrzeć się człowiekowi, który zakupił bilet w ostatniej chwili, czyli last minyt. Chciałbym zastanowić się nad ceną biletu z Jaffy do Tarszysz razem ze słynnym globtroterem Jonaszem.
Tani bilet nie zawsze będzie tani, jeśli nie uwzględni się tzw. kosztów ukrytych, może okazać się tak samo „tani” jak w klasycznej sprzedaży. Rzeczywiście bilet może być tani, ale nie zawsze. Trzeba zwrócić uwagę na opłaty lotniskowe, za bagaż, za każdy dodatkowy kilogram, doliczyć trzeba dojazd do lotniska i z lotniska i w sumie może okazać się, że nie jest tak tanio, jak sądziliśmy.
Zatem ile może kosztować tani bilet do Tarszysz?
Dokładna lokalizacja Tarszysz nie jest ustalona, ale gdziekolwiek by ono nie było oznaczało w sytuacji Jonasza miejsce jak najdalej od Boga.
„Jonasza, syna Amittaja, doszło słowo Pana…”
Super. Bóg lubi mówić. To jest dobra wiadomość, bo zwykle czekamy na słowo od Pana. W dzisiejszych czasach jest bardzo wielkie ciśnienie wśród chrześcijan na słowo od Pana. Biblia już się trochę zestarzała. Poszukiwacze duchowych emocji potrafią twierdzić, że znają słowo, którego nie ujawnił Ap. Paweł, gdy był w zachwyceniu, i nie zapisał tego. Jeden z liderów Jesus Culture ukuł hasło:
„Nie będziemy jak pierwszy kościół, jeśli cenimy bardziej księgę, której oni nie mieli niż Ducha, którego mieli”.
Tak więc Biblia może okazać się tylko jedną z wielu książek, ale to nie jest książeczka do nabożeństwa, to jest księga prawdy i życia.
Jonasz nie skacze z radości, mówiąc: „w porządku Panie, właśnie czekałem na Twoje Słowo, idę do Niniwy”. Nie ma żadnego dramatycznego zwrotu, jak to bywało z innymi ludźmi. Kiedy przychodzi słowo od Boga, to ono jest w jakimś celu. Bóg oczekuje, że z powodu tego słowa coś zrobimy. A, co to, to nie. My potrzebujemy zwykle słowa dla dobrego samopoczucia i to jest problem.
Cichy sprzeciw Jonasza brzmiał: „Nigdy nie robiliśmy tego w ten sposób wcześniej”. Jonasz czuł się bezpiecznie, gdy wygłaszał słowo do swoich.
Czasem zastanawiam się, gdy ludzie mówią, że są narodzeni na nowo, jak bardzo naprawdę się zmienili? Jonasz został porażony słowem Pana. Chyba Bóg żartuje? Wygłosić kazanie do obywateli Niniwy? Może i Bóg ma jakiś plan, ale ja wiem lepiej. Niniwa była stolicą Asyrii, odwiecznego wroga Izraela. Nic bardziej nie mogłoby zirytować Jonasza jak widok pokutujących Asyryjczyków.
Jakieś zranienie, ktoś nadepnął nam na przysłowiowy odcisk i nie chcemy mieć z nim nic do czynienia. „Idź do Niniwy” mówi Bóg, a Jonasz: „gdziekolwiek Panie, ale nie do Niniwy”. Jonasz jest człowiekiem delikatnego uprzedzenia. Nie chce śmierci Niniwczyków, tylko nie chce wygłosić do nich kazania ewangelizacyjnego.
Asyryjczycy nie mieli znaczenia dla Jonasza, ale mieli znaczenie dla Boga.
Czy dziś może pojawić się taka reakcja? Ależ tak i to często. Dlaczego? Mamy do czynienia z „teologią szczęścia”. To, co cię uszczęśliwia, jest od Boga, a co nie, nie jest od Boga. Bóg chce tylko twojego szczęścia, ale On nigdy tego nie powiedział w Biblii. Jest to kulturowe kłamstwo.
Psycholodzy powiadają, że kiedy jesteśmy w bardzo trudnej sytuacji, to mamy tendencję, by zrobić jedną z rzeczy: walczyć z problem, spróbować rozwiązać go, albo uciec. Jonasz wybrał ucieczkę.
Kiedy Bóg zaczyna rozmawiać z nami, nie koniecznie lubimy to, co mówi. Są chwile, kiedy Bóg daje nam zadanie, które jest trudne, twarde, to bądźmy pewni, że bez Boga nie poradzimy sobie. Jonasz szukał łatwej drogi, zaczyna wielbić fałszywego bożka – „wygodę”. Życie to nie automat. Wrzuć monetę, naciśnij guzik i wyskoczy „wygoda” imieniem „szczęście”.
Reklamy wprowadzają bożka szczęścia: „jeszcze tylko brakuje ci do szczęścia: super samochodu, telewizora najnowszej generacji oraz worka lekarstw tzw. suplementów i rozkoszuj się szczęśliwym życiem”. Ból głowy dopiero przyjdzie, gdy zobaczysz podszewkę w kieszeni wraz z pierwszą ratą kredytu do spłaty.
Uciekanie przed Bogiem oznacza – idziesz w kierunku kłopotów.
Nie jesteśmy marionetkami. Możemy postąpić jak chcemy, ale to nie znaczy, że Bóg nie przyjdzie po nas.
Kiedy uciekamy od Boga, szatan jest zawsze szczęśliwy i gotowy, by dostarczyć transport. Zadba, by były dostępne bilety, wygodna kabina, by statek odpłynął punktualnie. Jeśli chcesz uciekać od Boga, szatan zawsze zadba, by było to możliwe.
Ludzie mówią no i co, nic się nie stało, wszystko się układa. Poczekaj, jeszcze nie dotarłeś do końca. Na razie rachunek, a VAT przyjdzie później.
Gdy tylko zaczęła się podróż, zaczęły się i problemy. No tak, Bóg zawziął się na mnie i postawił na mnie „krzyżyk”.
Ścieżka od Boga zawsze jest równią pochyłą.
Jonasz uwierzył w to, w co chciał uwierzyć. Uwierzył, że może uciec od obecności Boga. Kupił tani bilet i uciekł, ponieważ uwierzył w złą teologię. Bóg to dziadek, przed którym można się ukryć. Zła teologia powoduje, że mięso chodzi po ulicach, a ludzie głodują.
Na pewnym spotkaniu w zborze z poczęstunkiem pojawiła się kartka przy koszu z pączkami: „weź tylko jednego, Bóg widzi”. Na końcu sali była inna taca z owocami, a jakiś dowcipniś napisał: „bierz ile chcesz, Bóg zajęty jest pilnowaniem pączków”.
Jonasz pozwolił, by Bóg szukał na jego miejsce kogoś innego. Jest wielu świętych ludzi w Izraelu, których Bóg może użyć. On mógł powiedzieć, tylko odejdę na chwilę. Bóg zapomni o mnie i powoła kogoś innego, by poszedł do Niniwy. Wrócę do Izraela i naprawię moją relację z Bogiem.
Tani bilet zamienił się w najdroższą podróż życia. Pojawiły się ukryte koszty, o których nawet nie myślał. Burza zaczęła weryfikować wszystko.
Dziś mamy problemy z ludźmi, którzy mówią o Bogu, ale nie żyją wg. tego co mówią. Jak długo Bóg robi to, co chcą, jest dobrze, gdy stawia wymagania, uciekają, kryją się.
Jesteśmy parą chrześcijańską, ale nie jesteśmy szczęśliwi więc rozwodzimy się. Jonasz czcił Boga i tak mówi o sobie, ale nie chce wykonać poleceń. Zbór to zbór a życie, to moja prywatna sprawa. Jonasz myślał, że Bóg postawił na nim „krzyżyk”, że jest beznadziejnie.
Czy zdarzyło się komuś mieć takie beznadziejne uczucie?
Co teraz myślisz o twoim tanim bilecie Jonaszu?
Ile kosztuje naprawdę wyprawa od Boga?
Ile kosztuje bilet do Tarszysz? Zbyt dużo. Doprowadził do społecznych problemów. Jak z czystym sumieniem wyrzucić kogoś za burtę? Wokół statku pływała już łódź podwodna: „wyrzucajcie, czekam, dam sobie radę z nim”.
Bóg pozwolił Jonaszowi przeżyć połknięcie, a wyglądało na to, że Bóg postawił krzyżyk na Jonaszu i przygotował innego proroka, z którym będzie pracować.
Ponownie odżywają duchowe upiory: wierzących spotykają tylko dobre rzeczy, nie chorują, są szczęśliwi, wszystko inne to diabeł. Bóg jest dobry. On nie wysłał ryby po Jonasza.
Ludzie myślą, że to jest naiwna historyjka i nieprawdziwa.
Chłopiec na lekcji biologii słucha, jak nauczyciel mówi o wielorybach. Odzywa się i mówi: „Wiem o wielorybach i proroku Jonaszu, że został połknięty przez jednego”. Nauczyciel patrzy na chłopca i mówi, że nie sądzi, aby to była prawda. Chłopiec upiera się, że to jest prawda. Jonasz został połknięty przez wieloryba i przeżył. Nauczyciel stwierdza, że historia o Jonaszu połkniętym przez wieloryba jest tylko taką historyjką i poza tym, nie możesz udowodnić, że to zdarzyło się, ponieważ Jonasz żył tak dawno temu. Więc chłopiec mówi: „dobrze, kiedy znajdę się w niebie, zapytam Jonasza, czy on został połknięty przez wieloryba”. Nauczyciel odcina się, „a co, jeśli Jonasz nie poszedł do nieba?” „Wtedy możesz ty jego zapytać”. Jak było?
Ufam Biblii.
Bileam rozmawia z oślicą – jak było?
Jezus rozmnaża 5 chlebków i dwie rybki – jak było?
Anioł porusza wodę i ktoś jest uzdrowiony – jak było?
Kiedy faryzeusze poprosili Jezusa o znak, by udowodnić, że coś, co On powiedział, było prawdziwe.
„Albowiem jak Jonasz był w brzuchu wieloryba trzy dni i trzy noce, tak i Syn Człowieczy będzie w łonie ziemi trzy dni i trzy noce” (Mt 12,40).
Wierzę Jezusowi, On nie opowiada bajek.
Jonasz przeżył.
„Lecz ja pragnę ci złożyć ofiarę z głośnym dziękczynieniem, spełnię, co ślubowałem. U Pana jest wybawienie. Wtedy Pan rozkazał rybie, a ta wypluła Jonasza na ląd” (Jon 2,10).
Jonasz nie otrzepał się i powiedział: no udało się, żyję. W stresie to człowiek obiecuje takie dziwne rzeczy.
Historia Jonasza nie jest o rybie. To jest historia o Bogu drugiej szansy. Umyślnie, świadomie, uparcie, Jonasz uciekał od Boga, a Ten przyszedł do proroka i powiedział, „chcę byś kontynuował misję”.
Myślałeś, że już wszystko stracone, ale Bóg jeszcze nie zrezygnował, nie zaprzestał z Tobą pracować. Może myślałeś, że już połknęła cię wielka ryba, zwana życiem.
Bóg jest Bogiem drugiej szansy.
Co z nią zrobisz, gdy przyjdzie, a może już był? Nie strać tej szansy.
Zadziwiające jest, że wielu wierzących lepiej się zna na pogodzie, niż wie o Jezusie, dlatego pogoda jest łatwiejszym tematem do rozmów.
Jonasz poszedł ze swoim siedmio wyrazowym kazaniem:
„… Jeszcze czterdzieści dni pozostaje do zburzenia Niniwy”.
Historia obraca się jak drzwi na zawiasach. Poselstwo Jonasza zmienia bieg spraw, a Jonasz jak król Lir ze swym tragicznym charakterem popada w złość. On miał nadzieję, że jednak Niniwa i jej mieszkańcy poniosą jakieś konsekwencje swego grzechu, a nie, że będą pokutować. Jakaś kara, a nie łaska.
Jonasz jest rozgniewany, ponieważ Bóg kocha zbyt wielu ludzi.
Bóg okazuje łaskę, a my musimy umieć ją rozpoznać.
Jonasz zagubił trzeźwy osąd.
Często rzeczy, które gniewają i frustrują nas, czynią niezdolnymi do obiektywnej oceny, okazują się małostkowymi, nieważnymi, gdy widzimy je z właściwej perspektywy. Pozwalamy problemom zmonopolizować nasze myśli. Nasz własny ból i rany są rzadko tak poważne jak pozwalamy im się wydawać.
Nie ma żadnej ucieczki od odpowiedzialności.
Chęci uniknięcia odpowiedzialności musimy powiedzieć NIE.
Misja Jonasza była niewdzięczna i trudna, ale nikt nie mógł tego wykonać tylko on.
Na każdego z nas czeka jakaś Niniwa.
Nie czekajmy, by Bóg wysłał po nas wielką rybę.
Ile kosztuje „tani” bilet do Tarszysz?
Bilet kosztuje wieczność.
wrzesień 2019
utworzone przez Zdzisław Józefowicz | 10 czerwca 2021 | 2021, Czerwiec 2021
„Król Belsazar urządził wielką ucztę dla tysiąca swoich dostojników i przed tym tysiącem pił wino.
Pili wino i wysławiali bogów ze złota, srebra, miedzi, żelaza, drzewa i kamienia.
W tej samej chwili ukazały się palce ręki ludzkiej i pisały naprzeciw świecznika na wapiennej ścianie pałacu królewskiego” (Dan 5,1.4-5).
Mimo jasnego przekazu biblijnego ludzie mają bardzo niewielkie zrozumienie faktu, że wszystkie rzeczy się skończą. Poselstwo w czasach Noego było prawdziwe. Nikt nie zwracał uwagi na to, co głosił Noe i tylko ośmiu ludzi zostało zachowanych.
Słowo Boga było prawdziwe w czasach Sodomy i Gomory. Nawet dziesięciu ludzi nie zostało uratowanych, a żona Lota zginęła.
Większość ludzi jest jak Belsazar z Babilonu, chcą mile spędzać czas – zjeść i pić i zapomnieć o problemach.
Czy złą rzeczą jest zabawić się, potańczyć, wypić lampkę wina? Gdy rozmowy schodzą na te tematy, zwolennicy powiadają, przecież wszystko jest dla ludzi. Można by przyznać rację, gdyby nie jeden drobiazg król Belsazar postanowił zabawić się z całym dworem i wydawało się, że uroczystość jest w granicach rozsądku, dopóki nie zadziałało wino. Zaczęło się poruszanie samochodem, z którego wymontowano układ hamulcowy.
W 539 B.C., około 47 lat po zniszczeniu świątyni w czasie nocnego przyjęcia wydanego przez Belsazara babilońskie imperium przeszło do historii.
Nie wiemy co świętował Belsazar. To mogły być urodziny albo jakieś święto wg babilońskiego kalendarza. Jakakolwiek była okazja przyjęcie było okazałe. W tym przyjęciu było wiele pochlebstwa. Na dobrze oświetlonej ścianie były wypisane przesadne pochlebstwa. Oczywiście głównie były to kłamstwa, by podbudować „ego” Belsazara.
Belsazar był człowiekiem, który wyobraził sobie, że, ponieważ usiadł na wielkim tronie, jest wielką osobą.
Przyjęcie odbywało się wewnątrz pałacu, ale stało się też coś na zewnątrz. Cyrus pokonał Nabonida (ojca Belsazara) i teraz skierował się do Babilonu. Musimy zrozumieć, że każdy w tamtym czasie myślał, że Babilon jest nie do zdobycia. Miasto zostało otoczone przez bardzo wysokie mury, które miały 15 m szerokości. Nikt nie był w stanie, by zrobić wyłom w nich. Eufrat dostarczał wody, a żywności zgromadzono na 20 lat, gdyby było oblężone. Mieszkańcy Babilonu czuli się bardzo, bardzo pewnie.
Dzisiejsze cywilizacje, narody, zachowują się podobnie: nasza technologia, mocarstwowość, gwarantują stabilność – do czasu. Do pierwszego trzęsienia, pierwszej powodzi, pierwszego wybuchu.
Bóg miał inny plan. Cyrus sprytnie skierował wody Eufratu, który przepływał przez miasto do pobliskiego jeziora. W ten sposób perska armia mogła wejść do miasta przez suche koryto rzeki, co zapowiedział prorok Izajasz w 44 i 45 rozdziale.
Pijany Belsazar zdecydował przeciwstawić się Bogu, używając naczyń świątynnych, w ten sposób kpiąc z Boga. Chciał pokazać, że Babilon pokonał nie tylko Judę, ale Boga Judy.
Grzech sprawia, że ludzie ślepną. Grzech nie jest statyczny, ale Bóg nie jest też statyczny. On jest działającym Bogiem we właściwym czasie. Zareagował podczas budowy wieży Babel, powodzi czasu Noego, w zniszczeniu Sodomy i Gomory. Bóg zawsze działa we właściwym czasie.
Bóg włączył się do tego przyjęcia. Ściana pokryta kłamstwami otrzymała prawdziwe graffiti z nieba. Nagle na przyjęciu zapanowała cisza. Rzeczywistość przerosła bluźnierstwa. Wszyscy uczestnicy libacji byli przerażeni. Dlaczego? Oni nie pomyśleli o końcu tego przyjęcia.
Nikt nie chce myśleć o końcu. Nikt nie chce dowiedzieć się o śmierci. Ludzie idą do kościoła, by uciszyć myśli. Mówią: „Możesz mówić mi miłe rzeczy, które podniosą mojego ducha. Powiedz mi, że jestem miły”. Inni mówią kaznodziejom: „nie strasz mnie grzechem i śmiercią. Kto chce dowiedzieć się o piekle, ogniu, sądzie, grzechu, prawości?”
Cywilizowany świat co jakiś czas otrzymuje bolesną lekcję, a bezbożni nadal kpią. Nie ma zagrożenia – na pewno?
„I zawołał król z całej siły, aby wprowadzono wróżbitów, Chaldejczyków i astrologów” (w.7).
Kim byli ci wróżbici? Oni byli intelektualnymi oszustami. Za każdym razem zawodzili. Nie zdali egzaminu przed Faraonem, Nebukadnessarem ani Belsazarem. To gadające głowy, możecie ich usłyszeć i zobaczyć w radiu, telewizji. Prawie że udają bogów, ale nie mają żadnej odpowiedzi. Rozczarowują nas swoimi teoriami i dyskusjami. Są bezradni, gdy przychodzi koniec. Obojętnie, czy są ze wschodu, czy zachodu – zawodzą.
Belsazarowie świata nigdy się nie uczą.
Kiedy wezwano Daniela, Belsazar spodziewał się, że ten zadziała jak błyskawiczny rozpuszczalnik problemu.
Co powiedział Daniel?
Daniel przynosi rzeczywistość
„Bóg policzył dni twojego panowania i doprowadził je do końca. Jesteś zważony na wadze i znaleziony lekkim. Twoje królestwo będzie podzielone i oddane Medom i Persom”.
Belsazar został policzony, zważony, oceniony i stanął na krawędzi końca.
Mam słowo dla tych, którzy od dzieciństwa wyrastali w chrześcijańskich rodzinach i zdeptali słyszane słowo. Nie pozostanie to bez echa. Czy oni tu są, czy nie, czy to słyszą teraz, czy ktoś im to przypomni, Bóg upomni się o swoją cześć. Niektórzy już wiedzą, jak boleśnie się upomniał.
Nie zawsze wychowane w domach wierzących rodziców dzieci chcą pójść drogą ojców. Często wolą jeść gorzki chleb własnego doświadczenia.
Czy widzisz różnicę między rzeczywistością a urojeniem?
Bóg nie skupiał się na wadze Belsazara jego BMI (Body Mass Index Indeksie Masy Ciała), ale na SSI (soul sin index – indeksie grzechu duszy). Dopuścił do potwornej nadwagi grzechu, a Bóg przyszedł w malowniczym graffiti.
Co powinniśmy zrobić? To jest przekazem Ewangelii.
„On tego, który nie znał grzechu, za nas grzechem uczynił, abyśmy w nim stali się sprawiedliwością Bożą” (2 Kor 5,21).
To jest nadzieja ewangelii. To jest dla każdego Belsazara.
Czy doświadczenia innych służą naszej wiedzy i doświadczeniu? Mogłoby wydawać się, że tak. Nauka na cudzych błędach to przecież najtańszy sposób zdobywania życiowego doświadczenia. Jednak życie uczy, że łatwiej uczymy się na własnych błędach niż na cudzych lub wcale.
Klepsydra przesypuje się szybko.
Możemy pójść do wróżbiarzy, którzy powiedzą nam gładkie słowa, ale one nie uratują życia.
Bóg mówi – „Radzę ci” (Obj 3,17-18).
Zbyt często myślimy, że jeszcze zdążymy!!!
W świat wypełniony grzechem przyszedł Chrystus jak światło w ciemną noc. Bez względu jak ciemna by nie była noc, na niebie są gwiazdy, po nich możemy orientować się gdzie wschód a gdzie zachód. Taką jasną gwiazdą dla człowieka jest Jezus Chrystus.
Mene, mene, tekel, uparsin.
kwiecień 2011
utworzone przez Zdzisław Józefowicz | 9 czerwca 2021 | 2021, Czerwiec 2021
„Jonasza, syna Amittaja, doszło słowo Pana tej treści: Wstań, idź do Niniwy, tego wielkiego miasta, i mów głośno przeciwko niej, gdyż jej nieprawość doszła do mnie. Lecz Jonasz wstał, aby uciec sprzed oblicza Pana do Tarszyszu. A gdy przybył do Jaffy, znalazł tam okręt, który miał płynąć do Tarszyszu. I zapłaciwszy za przejazd, wszedł na pokład, aby sprzed oblicza Pana jechać z nimi do Tarszyszu” (Jon 1,1-3).
„I have a dream” mam marzenia, to słowa wypowiedziane przez M. L. Kinga, a jakie my mamy marzenia?
Chcę przyjrzeć się człowiekowi, który reprezentował pewien standard życia przed Bogiem i myślę, że miał marzenia. Człowiekiem tym jest Jonasz. Tak znamy, znamy. Zakładam optymistycznie, że historia opisana w księdze Jonasza większości jest znana.
Czasem zastanawiam się, gdy ludzie mówią, że są narodzeni na nowo, jak bardzo naprawdę się zmienili?
Myślę, że Jonasz został porażony słowem Pana i niezwykle się zdenerwował. Chyba Bóg żartuje? Wygłosić kazanie do obywateli Niniwy? Niniwa była stolicą Asyrii odwiecznego wroga Izraela. Jonasz nienawidził Asyryjczyków. To byli aroganccy i okrutni zdobywcy. To tak jak pójść do terrorystów i powiedzieć – przebaczam.
Nic bardziej nie mogłoby zirytować Jonasza jak widok pokutujących Asyryjczyków.
Ci Asyryjczycy mogli mieć znaczenie dla Boga, ale oni nie mieli znaczenia dla Jonasza.
Jonasz jest niechętny i uparty. Może i Bóg ma jakiś plan, ale ja wiem lepiej. Boże polecenie jest jednak poleceniem, wstał i udał się do portu, by kupić bilet na statek do Tarszysz.
Mamy w Biblii wiele przykładów, jak ludzie wstają i idą, gdy Bóg do nich przemówił. Abraham i Sara wyprowadzają się z Ur. Mojżesz udaje się do faraona Egiptu. Eliasz staje przeciwko prorokom Baala, ale nie Jonasz.
Na pewno pójście do obcej ziemi nie jest nigdy łatwe.
Ludzie Nowego Testamentu wstają i idą za Jezusem: rybacy, poborcy podatkowi, grzesznicy, ale nie Jonasz.
„Gdziekolwiek Panie, gdziekolwiek, ale nie do Niniwy”. Jonasz jest człowiekiem delikatnego uprzedzenia. On nie chce krzywdy Niniwczyków, On tylko nie chce wygłosić do nich kazania.
W swojej upartości bywa, że wybieramy te z powołań, na które chcemy odpowiedzieć. Ponieważ to czynimy, musimy spodziewać się problemów. Gdy tylko zaczęła się podróż, zaczęły się i problemy. No tak Bóg zawziął się na mnie i postawił krzyżyk. Myślał, że się dobrze ukrył, ale wszystko się wydało. No tak, Bóg postawił na mnie krzyżyk, jest beznadziejnie.
Czy zdarzyło się komuś z was mieć takie beznadziejne uczucie? Może żyłeś w strachu, sądząc, że pewnego dnia ktoś odkryje, jaki jesteś naprawdę.
Jonasz myślał, że to już koniec – krzyżyk. Właśnie wtedy ryba połknęła Jonasza, chyba miała lekki atak niestrawności. Bóg pozwolił Jonaszowi przeżyć to niezwykłe doświadczenie. Jonasz mógł przypuszczać, że w tym kontekście Bóg znajdzie odpowiedniejszego proroka.
Ludzie myślą, że to jest naiwna historia i nieprawdziwa.
Uczeń na lekcji biologii słucha, jak nauczyciel mówi o wielorybach. Odzywa się, mówiąc: „Wiem o jednym wielorybie, że połknął Jonasza”. Nauczyciel patrzy na chłopca i mówi, że nie sądzi, aby to była prawda. Chłopiec upiera się, że to jest prawda. Nauczyciel stwierdza, że historia o Jonaszu jest tylko taką historyjką i poza tym, nie możesz udowodnić, że to zdarzyło się, ponieważ Jonasz żył dawno temu. Uczeń powiada: „dobrze, kiedy znajdę się w niebie, zapytam Jonasza, czy został połknięty przez wieloryba?” Nauczyciel odcina się, „a co, jeśli Jonasz nie poszedł do nieba?” „Wtedy możesz ty zapytać jego”.
Jak było? Ufam Biblii.
Jeśli czujesz się jak Jonasz, gdy myślał o swoim „krzyżyku”, nie jesteś sam. Ap. Piotr miał też taki moment w życiu. W godzinie kryzysu, zawiódł, zaparł się Jezusa. To był ponury epizod w życiu Piotra. Piotr gorzko zapłakał i zastanawiał się, czy jest dla niego jeszcze jakaś szansa? Spisalibyście go na straty?
Jonasz przeżył i teraz zrobił coś, co otwierało drogę nadziei:
„lecz ja pragnę ci złożyć ofiarę z głośnym dziękczynieniem, spełnię, co ślubowałem. U Pana jest wybawienie. Wtedy Pan rozkazał rybie, a ta wypluła Jonasza na ląd” (2,10).
Jonasz nie powiedział: „no udało się, żyję. W stresie to człowiek obiecuje takie dziwne rzeczy”.
Historia Jonasza nie jest o rybie. To jest historia o Bogu drugiej szansy. Umyślnie, świadomie, uparcie, Jonasz uciekł od Boga, a Ten przyszedł do proroka drugi raz i powiedział, chcę, byś kontynuował misję.
Po zmartwychwstaniu Jezus chciał spotkać Piotra. Jezus przywrócił Piotrowi nadzieję i za kilka tygodni on głosił ewangelizacyjne kazanie. Piotr czegoś nauczył się: że Bóg jest Bogiem drugiej szansy.
Myślałeś, że już wszystko stracone, ale Bóg jeszcze nie zrezygnował, nie zaprzestał z Tobą pracować. Może myślałeś, że już połknęła cię wielka ryba zwana życiem. Bóg jest Bogiem drugiej szansy. Co z nią zrobisz, gdy przyjdzie, a może już była? Nie strać tej szansy.
Jonasz teraz poszedł do Niniwy ze swoim siedmio wyrazowym kazaniem:
„Jeszcze czterdzieści dni pozostaje do zburzenia Niniwy”.
Historia obraca się jak drzwi na zawiasach. Poselstwo Jonasza zmienia bieg spraw, a Jonasz jak król Lir ze swym tragicznym charakterem popada w złość. On miał nadzieję, że jednak Niniwa i jej mieszkańcy poniosą jakieś konsekwencje swego grzechu, a nie, że będą pokutować. Jakaś kara, a nie łaska. Co za uparty człowiek.
Jonasz jest rozgniewany, ponieważ Bóg kocha zbyt wielu ludzi.
Kościół zmagał się z tym problemem od początku. Niejaki Szymon zwany Piotrem w mieście Joppa modlił się i Bóg przemówił: „Chcę, byś głosił moje poselstwo i łaskę ludziom spoza twego małego kręgu”. Szymon sprzeciwił się temu, a Duch Św. powiedział „za późno”, pewni Włosi są już przy drzwiach.
Czego uczy nas historia Jonasza?
Po pierwsze
Jonasz zagubił trzeźwy osąd, zdolność racjonalnej oceny.
Bywa, że rzeczy, które gniewają i frustrują nas, czyniąc niezdolnymi do obiektywnej oceny, okazują się nieistotnym, gdy widzimy je z właściwej perspektywy.
Pozwalamy problemom zmonopolizować nasze myśli, aż coś zdarza się, co wrzuci to wszystko do właściwej perspektywy. Nagle nasz problem, który wydawał się tak ważny, zaczyna wyparowywać. Czujemy się zawstydzeni. Nie możemy pozwolić sobie, by krzak rycynowy paraliżował nasze życie.
Po drugie
Historia Jonasza uczy nas zainteresowania, współczucia i miłości do ludzi, których osobiście nie znamy.
Jesteśmy bombardowani przez przemoc, brutalność w prasie, filmach i telewizji, to czy ludzkie cierpienie, śmierć poruszają nas?
Jonasz został wysłany nie do swoich, ale do mieszkańców Niniwy, stolicy asyryjskiego imperium, wrogów Izraela.
Po trzecie
Nie ma ucieczki od odpowiedzialności.
Misja Jonasza była niewdzięczna i trudna. Szanse były takie, że w najlepszym wypadku mógł być zignorowany albo ośmieszony. „Dlaczego ja?” Postanowił uciec od obecności Boga, uciec od odpowiedzialności, ale nikt nie mógł wykonać tego zadania, tylko on.
Presji uniknięcia odpowiedzialności musimy powiedzieć NIE.
Możemy zagrać najpiękniejszą symfonię życia z unikalną częścią naszego wkładu.
Na każdego z nas czeka jakaś Niniwa.
sierpień 2009
utworzone przez Zdzisław Józefowicz | 23 maja 2021 | 2021, Maj 2021
„A gdy nadszedł dzień Zielonych Świąt, byli wszyscy razem na jednym miejscu. I powstał nagle z nieba szum, jakby wiejącego gwałtownego wiatru, i napełnił cały dom, gdzie siedzieli” (Dz 2,1).
Pewne dni wydają się mieć większe znaczenie niż inne. Zapewne macie takie daty i dni, które wzbudzają nostalgię. Dzień zesłania Ducha Św. zwany Pięćdziesiątnicą to jeden z tych wielkich dni w historii świata poprzedzony narodzeniem, śmiercią i zmartwychwstaniem Jezusa Chrystusa. Był to dzień nowego rozdania w Bożym planie zbawienia.
Wspominamy dzień, który przeszedł do historii chrześcijaństwa, który wstrząsnął Jerozolimą. Dzień, którego rezultaty wstrząsają do dzisiaj chrześcijaństwem. Dzień, który też odnotowano jako dzień narodzin kościoła widzialnego na tej ziemi.
Jak do tego doszło?
Szymon Piotr zwołał zebranie apostołów i powiedział: „jesteśmy tu dzisiaj, by powiedzieć sobie, że powinniśmy powołać kościół. Podejmują dyskusję i wtedy Jakub stwierdza, że jest za. Jan popiera ten ruch i uchwalają głosami 10 do 2, że powołują kościół. Więc rozpoczną w Jerozolimie”.
Oczywiście, to nigdy nie stało się w taki sposób!
I powstał nagle z nieba szum.
Przebieg narodzin Kościoła ma swój znak – NAGLE.
Nagłość towarzyszy wielu niezwykłym manifestacjom Bożej obecności.
Doświadczenie to dało początek zjawisku, któremu dano na imię „Kościół”. Jak nadeszło wypełnienie czasu, by narodził się Jezus Chrystus, tak w dzień Pięćdziesiątnicy wypełnił się czas w Bożym planie dla zesłania Ducha Św. W dzień Pięćdziesiątnicy Duch Św. otrzymał nowe polecenie. Przeniósł swoją główną kwaterę, jeśli tak można powiedzieć, z niebiańskiej chwały do swego biura na ziemi, by w ten sposób administrować sprawami Chrystusa, przebywać w Kościele i sercach ludzi wierzących.
Zesłanie Ducha Świętego to nie był tylko jakiś duchowy symbol albo wyobrażenie, ale fakt. Bóg wysłał Ducha Świętego z ważnym fizycznym dowodem. Bóg użył wiatru i ognia.
„Wiatr wieje, dokąd chce, i szum jego słyszysz, ale nie wiesz, skąd przychodzi i dokąd idzie; tak jest z każdym, kto się narodził z Ducha” (Jan 3,8).
To znaczy, że moce ciemności mają problem, bo gdy idziesz w napełnieniu Duchem Świętym, one nie wiedzą, gdzie idziesz, gdzie dotrzesz.W dniu Zielonych Świąt znaki ognia i wiatru były potężnymi znakami obecności Boga.
Kościół nie jest, jakimś miejscem, do którego przychodzimy. Kościół to jest to, kim jesteśmy. Gdy zstąpił ogień, ludzie zostali „zespawani”, jak nigdy wcześniej nic nie było w stanie tego uczynić.
Duch Święty jest ogniem, ponieważ ma wypalić zanieczyszczenia z naszego życia!
Bóg napełnienie Duchem Św. potwierdza mówieniem językami. Nowa wieża Babel, ale Jerozolimska. Nie możemy zagadnienia tego dogmatyzować, ale też minimalizować, była to manifestacja Kościoła. Kościół ma być proroczą społecznością, która proklamuje Jezusa Chrystus światu.
Tęsknimy za duchowym ożywieniem i to jest dobre marzenie. Modlisz się o zielonoświątkowe przeżycia, znaki, cuda, wizje, oczekujesz nadnaturalnych przeżyć.
Nie potrzebujemy kolejnych książek, teorii pod tytułem „cztery kroki do”. To, czego potrzebujemy, to namaszczenia Ducha Św., ożywczego tchnienia. Chcemy, by w zborze nie tylko było odprawiane nabożeństwo.
„Cóż tedy, bracia? Gdy się schodzicie, jeden z was służy psalmem, inny nauką, inny objawieniem, inny językami, inny ich wykładem; wszystko to niech będzie ku zbudowaniu” (1 Kor 14,26).
Wiara jest podstawą naszego stabilnego duchowego życia, naszego entuzjazmu i zachwytu Bogiem, naszego podekscytowania i radości.
Przyszedł dzień, gdy wytrwałość i zaufanie zostały nagrodzone – NAGLE.
Wszyscy są zgodni co do jednego, bez udziału Ducha Św. żadna odnowa Kościoła nie jest możliwa. Nie jesteśmy w stanie zaplanować przebudzenia, ożywienia, darów Ducha Św. w działaniu.
Uważam, że we współczesnym szukaniu zielonoświątkowej duchowości jest wiele życzeniowych haseł, ale są one około biblijne. Nie koniecznie służą zbudowaniu, ale budowaniu aureoli tego, kto hasło wymyślił. Wszystko jednak do czasu. Nie znaczy to, że oczekujemy beztrosko, mówiąc: „niech się dzieje wola nieba”.
„Tak i wy, ponieważ usilnie zabiegacie o dary Ducha, starajcie się obfitować w te, które służą ku zbudowaniu zboru” (1 Kor 14,12).
Kościół nie poszedł za znakami i cudami, to znaki i cuda poszły za nimi!
Duch nie przychodzi współzawodniczyć z Chrystusem, ale wskazać na Chrystusa. Duch jest mową chrześcijańskiego kościoła, ale mowa Ducha, to nie tylko słowa, ale coś ponad słowami.
Co daje fakt napełnienia Duchem Św.?
Duch Św. przekonał ludzi o grzechu, sądzie i sprawiedliwości, że przyszli z pytaniem: „Co mamy czynić, mężowie bracia?” (Dz 2,37).
Kiedy uczniowie otrzymali moc Ducha Św., zaczął się marsz na miasta Europy. Mówili o tym, co Bóg uczynił dla nich i między nimi. Nie opowiadali, co im się wydaje, ale głosili Jezusa Zmartwychwstałego, żyjącego, mającego moc, a On potwierdzał świadectwo znakami i cudami.
Zanim Chrystus napełni nas Duchem Świętym, potrzebujemy mieć pragnienie, by zostać napełnionymi, ale samo pragnienie nie jest wystarczające; musisz być chętnym, by pić.
Jezus powiedział:
„A w ostatnim, wielkim dniu święta stanął Jezus i głośno zawołał: Jeśli kto pragnie, niech przyjdzie do mnie i pije” (Jan 7,37).
Jezus nie powiedział: „Jeśli ty jesteś spragniony, przyjdź i bądź odświeżony przez moją żywą wodę”. Jezus powiedział: „Jeśli jesteś spragniony, przyjdź do Mnie i pij”. Akcent położony jest na Jezusa, który zaspokaja pragnienie: „Przyjdź do mnie!”.
Gotowość, by otrzymać chrzest w Duchu Świętym, nie powinna skupiać się na prezencie, ale dawcy. Bóg zaplanował różnorodność, a Duch Św. ją kocha. Nie bądź monotematycznym zielonoświątkowcem dwóch darów.
Pilot zwraca się przez interkom do pasażerów:
„Witam na pokładzie Południowo-wschodnich Linii lotniczych! Mówi kapitan, z którym odbędziemy wspólny lot. Wyjaśniam, że udało się państwu nabyć bardzo tanie bilety, ponieważ pozbyliśmy się ludzi, których i tak nie widzicie, jak: pracownicy utrzymania pasów startowych, obsługi technicznej samolotu, nawigatorów i kontrolerów lotu, wybraliśmy też najtańsze paliwo, z domieszką wszystkiego, co się dało użyć jako materiał zastępczy. Uznaliśmy, że nie jest konieczne, by mieć ludzi w ochronie sprawdzających wasz bagaż. Życzymy miłego lotu”.
Nie chcielibyśmy lecieć takim samolotem. To zadaję pytanie sobie i wam czemu niektórzy zgadzają się być na pokładzie takich poglądów, które nie gwarantują dotarcia do wieczności z Bogiem? Czasem lecą samolotem widmo.
Nie wspominamy przeżycia, które było doświadczeniem kilku zapaleńców, ale mówimy o fakcie, który miał wpływ na rozwój Kościoła. Jedną z cech błogosławieństwa wylania Ducha Św. była uniwersalność tego daru. Joel powiada: „na wszelkie ciało”.
W dzień Pięćdziesiątnicy Boży głos został przetłumaczony na towarzyszące znaki. Uczniowie nie tylko słyszeli Pięćdziesiątnicę, oni ją widzieli.
Nie musimy czekać na zstąpienie Ducha Św., gdyż zstąpił On już w dniu Pięćdziesiątnicy. Odtąd nigdy nie opuścił Kościoła.
Niewątpliwie Dzieje Apostolskie są relacją, jak Duch Św. wkroczył na terytorium zajęte przez dzieła diabelskie, aby je zniszczyć. Jednak najważniejszym tematem jest wzrastający Kościół poprzez ludzi napełnionych mocą Ducha Św. i odwagą.
„Pan zaś codziennie pomnażał liczbę tych, którzy mieli być zbawieni” (Dz 2,47).
maj 2015