Lepiej zapalić światło niż…

„Co widzieliśmy i słyszeliśmy, to i wam zwiastujemy, abyście i wy społeczność z nami mieli. A społeczność nasza jest społecznością z Ojcem i z Synem jego, Jezusem Chrystusem.

A zwiastowanie to, które słyszeliśmy od niego i które wam ogłaszamy, jest takie, że Bóg jest światłością, a nie ma w nim żadnej ciemności” (1 Jan 1,3.5).

Jan podzielił się ze swoimi czytelnikami tym, co jego zafascynowało, czym żył, co stało się centrum jego duchowego życia. On dzielił się czymś radosnym, co dla niego było ważne, nie koniecznie musiało być ważne dla innych. Opisuje swoje doświadczenie, które może być zachętą. Zaczyna od wydarzeń, w których uczestniczył. Chce powiedzieć, kim jest dla niego Jezus, u którego boku spędził kilka lat. Był wśród ścisłego grona powołanych uczniów, przeżył dramat sądu i wykonania wyroku na mistrzu, na „Słowie”, był w centrum wydarzeń związanych ze zmartwychwstaniem.

Apostoł rozpoczyna Ewangelię od wątku ontologicznego. On nie ma wątpliwości kim był Jezus.

„Na początku było Słowo. Słowo było u Boga i było Bogiem” (Jan 1,1).

Rozwiewa wszelką wątpliwość co do boskości Jezusa Chrystusa. Był zawsze, nie jest stworzony i jest Bogiem. Oznacza to, że Boże przesłanie nie tylko jest napisaną księgą – objawiło się ono w samej osobie Boga.

„Słowo ciałem się stało i zamieszkało wśród nas” (Jan 1,14).

Bóg stał się wcielonym Słowem, w Jezusie, „Kto mnie widział, widział Ojca” (Jan 14,9).

Oto dlaczego tak istotne jest dla nas poszukiwanie oryginalnego sensu wypowiedzi Jezusa, właśnie przez Jego życie i nauczanie możemy zobaczyć i usłyszeć Stwórcę – Boga.

Jan swoją wiarę nie tylko opiera na tym, co inni mieli do powiedzenia o Jezusie. Jan miał ten niezwykły przywilej być tym, który osobiście słyszał nauczanie Jezusa. Był uczestnikiem większości zdarzeń, spisał wszystko w Ewangelii i listach, to co wraz z pozostałymi uczniami miał możliwość słyszeć, widzieć. Jego Ewangelia ma niepowtarzalny charakter. On słyszał i widział inaczej. Tylko on przekazał nam portret Jezusa, który przedstawił słowami: „Jam jest”. Podkreślił ten zwrot, którym Bóg określił siebie „Jestem, Który Jestem”. Jan w Jezusie widział Boga. Słyszał Zbawiciela szukającego grzesznika. Usłyszał coś, czego inni nie odnotowali:

„Bóg tak umiłował świat, że dał swego Syna…”.

Jan był niezwykłym słuchaczem, słyszał „ultra dźwięki Ewangelii”, to co jest nam niezbędne do zbawienia, dlatego tak lubimy i polecamy jego Ewangelię tym, którzy sięgają po raz pierwszy do Biblii.

Jan nie mówi tylko o tym, że widział Jezusa, bo był uczniem jego, ale mówi o czymś, co spowodowało, że jego społeczność z Ojcem stała się integralną częścią jego życia. W dniu zmartwychwstania miał okazję zobaczyć tryumf życia. Napisał o sobie, że był tym uczniem, który wszedł do grobu i uwierzył, że życie zatryumfowało.

„Życie więc stało się widzialne, a my ujrzeliśmy je i jako jego świadkowie oznajmiamy wam: to życie wieczne było u Ojca i stało się dla nas widzialne”.

Zmartwychwstanie stało się treścią ewangelicznego zwiastowania apostołów obok poselstwa o ukrzyżowaniu. Jeśli uważnie czytamy Ewangelię Jana, zauważymy, że poświęca też wiele uwagi temu niezwykłemu zjawisku, jakim jest światło. Można powiedzieć, że Jan zachłysnął się Jezusem i to chciał nam przekazać, by i nas ogarnęła ta najlepsza z najlepszych nowin, że Jezus jest światłością świata.

„…w Jezusie było życie a ono było światłością”.

Obecność Jezusa Chrystusa tu na ziemi była i jest tak nieodzowna, jak światło dla naszej egzystencji.

„Ja jestem światłością świata; kto idzie za mną, nie będzie chodził w ciemności, ale będzie miał światłość żywota. Ja jestem droga i prawda, i żywot, nikt nie przychodzi do Ojca tylko przeze mnie”.

Bóg zapalił światło dla świata. Świat bez Bożego światła tkwił w najgorszej z chorób – grzechu. Konsekwencją tej choroby jest brak życia i śmierć wieczna.

Pozbawieni światła czujemy się bezradni. Strach przed ciemnością paraliżuje życie, ale Jezus jest światłością, przed którą wszelka ciemność musi ustąpić.

„Ja jestem światłością świata; kto idzie za mną, nie będzie chodził w ciemności, ale będzie miał światłość żywota” (Jan 8,12).

Być chrześcijaninem, żyć z Jezusem nie oznacza życia w zacofaniu, zabobonie i mroku, ale w najjaśniejszej światłości. Wszelki lęk, strach, niepokój muszą ustąpić miejsca światłości, którą jest Jezus. Światło, które wnosi Jezus, ukazuje sprawy naszego życia takimi, jak są. Pozbawia je naszej charakteryzacji, przebrania. Pokazuje nagą prawdę, prawdziwy charakter i wartość człowieka.

„Chodźcie póki światłość macie, aby was ciemność nie ogarnęła, bo kto w ciemności chodzi, nie wie, dokąd idzie” (Jan 12,26).

Nie rozumiemy sensu naszego życia, dopóki nie spojrzymy na nie w świetle Jezusa. Kończy się wtedy czas przypuszczeń, wątpliwości i wahań, bo ciemna ścieżka zostaje oświetlona.

„Noc przeminęła, a dzień się przybliżył. Odrzućmy tedy uczynki ciemności, a obleczmy się w zbroję światłości” (Rzym 13,12).

Współczesna technika obdarowała nas czymś, o czym nie miał pojęcia Jan, będąc uczniem. Podarowany został nam światłowód, który może przenosić ogromne ilości informacji. Technika komputerowa dała dysk optyczny, który na niewielkiej powierzchni zapisuje potężne ilości informacji za pomocą wiązki światła. Bóg dał nam wcześniej najlepszy nośnik informacji – Boże Słowo.

„Słowo twoje jest pochodnią nogom moim I światłością ścieżkom moim” (Ps 119,105).

Światło wykorzystuje się od wieków jako nośnik informacji. Ostrzegało się za pomocą latarni morskich, sygnalizatorów na drodze, aby ostrzec przed niebezpieczeństwem lub przekazać jakąś wiadomość.

Każde światło oświetla otoczenie. Są różne światła, może być reflektor sięgający nieba i świeczka – to też światło. W kościele Chrystusa są reflektory, ale również małe skromne zapałki. Jeśli jedne i drugie są zapalone, to pokazują ludziom piękno Jezusa, nie w jednakowym stopniu i sile. Reflektor i zapałka to wielka różnica, ale jedno mają wspólne – świecą.

Spurgeon był reflektorem oświetlającym Chrystusa. Tysiące bezimiennych chrześcijan – możliwe, że tylko zapałki – oświetla Chrystusa i powoduje, że jest On widoczny. Świadectwo o Chrystusie to bardzo ważna służba dla Boga.

„On był światłem gorejącym i świecącym…” (Jan 5,35).

Wiemy, że światło jest wykorzystywane również do wytwarzania bardzo wysokich temperatur. Najlepszym przykładem jest słońce, którego promienie słoneczne tak wiele radości sprawiają, gdy możemy się w nich ogrzać, ale również poparzyć. Promienie słoneczne skupione przez soczewkę zapalają ogień.

Najprostszym urządzeniem jest żarówka lub promiennik podczerwieni, które mają zastosowanie w inkubatorach, kuchenkach domowych, ale również światło lasera służy do cięcia metalu lub niszczenia. Jego użycie wytwarza ciepło.

Dwaj uczniowie doświadczyli bezpośredniej cechy Bożego rozgrzania. Kiedy sfrustrowani szli do Emaus, przyłączył się do nich Jezus – Światłość.

„Wtedy otworzyły się ich oczy i poznali go. Lecz On znikł sprzed ich oczu. I rzekli do siebie: Czyż serce nasze nie pałało w nas, gdy mówił do nas w drodze i Pisma przed nami otwierał?” (Łk 24,32).

Doświadczamy Bożego rozgrzania, gdy zbliżamy się do Jego światła i nie tylko w sensie metaforycznym, ale dosłownie. Wiele razy doświadczyłem Bożej obecności, która sprawiła, że czułem ciepło przepływające przez moje ciało. Wielu ludzi daje świadectwo, gdy modlono się o ich uzdrowienie, jak fala ciepła przeszyła ich ciało i doświadczyli Boga. Światło Bożej obecności tak mocno rozgrzewa nasze życie, że stajemy się dla niego gorącymi chrześcijanami, zapalonymi do pracy, służby, świadectwa.

Znana jest choroba, która doprowadza do apatii i depresji ludzi pozbawionych światła naturalnego. Szczególnie znana jest w krajach skandynawskich i na dalekiej północy. Leczenie polega na codziennym kilkugodzinnym przebywaniu w bardzo mocno oświetlonym pomieszczeniu. Brak światła zagraża zdrowiu.

Jeśli Jezus nie jest naszą światłością, żyjemy w depresji, sfrustrowani, bez chęci do życia, chorujemy.

Światło lasera wykorzystywane jest bardzo szeroko w medycynie. Odkryto, że właściwości skupionego światła można wykorzystać, by leczyć. Już prorok Izajasz odkrył jakie skutki niesie Boże światło:

„Wtedy twoje światło wzejdzie jak zorza poranna i twoje uzdrowienie rychło nastąpi; twoja sprawiedliwość pójdzie przed tobą, a chwała Pańska będzie twoją tylną strażą” (Iz 58,8).

Narządem odbierającym bodźce świetlne jest nasze oko. Coś bardzo interesującego powiedział Jezus:

„Światłem ciała jest oko. Jeśli tedy oko twoje jest zdrowe, całe ciało twoje jasne będzie” (Mt 6,22).

Chodząc w ciemności, obijasz się o grzech i ranisz, kaleczysz, poparzysz, a może połkniesz coś trującego.

„Jeśli zaś chodzimy w światłości, jak On sam jest w światłości, społeczność mamy z sobą, i krew Jezusa Chrystusa, Syna jego, oczyszcza nas od wszelkiego grzechu”.

Oto wyzwanie dla chrześcijanina. Nie można być uczniem Jezusa a równocześnie oddzielonym od człowieka i bliźniego. Jeśli mówienie jest jednym, a życie drugim, to jesteśmy w ciemności. Narodzeni na nowo ludzie trzymali się razem. Postępowali tak z następujących powodów:

– wyznawanie wiary w Jezusa Chrystusa, fascynacja osobą Zbawiciela pociągała ich ku sobie i prowadziła do miejscowej wspólnoty – Kościoła.

Zbór to wspólnota, a więc między jej członkami istnieją silne więzi, bo chodzą w światłości. Społeczności nie osiąga się tylko przez to, że się przebywa (choćby nawet regularnie) w jednym pomieszczeniu. Coś takiego jest możliwe tylko w Jezusie – bowiem zbór to społeczność ludzi, którzy z racji wiary w Chrystusa są zainteresowani sobą nawzajem, gotowi i zdolni do wspólnych działań.

„Byliście bowiem niegdyś ciemnością, a teraz jesteście światłością w Panu. Postępujcie jako dzieci światłości” (Ef 5,8).

Lepiej jest zapalić światło w swoim życiu niż narzekać na zły świat.

luty 2002