Zdrowa nauka boli

„Wzoruj się na zdrowej nauce, którą usłyszałeś ode mnie, żyjąc w wierze i miłości, która jest w Chrystusie Jezusie” (2 Tym 1,13).

Jeśli wierzący ma poczynić postępy w wierze, powinien trzymać się zdrowej nauki, co natychmiast przypomina, że jest też niezdrowa nauka. Ta niezdrowa wcale nie reklamuje się jako niezdrowa, ale przeciwnie jako zdrowsza od zdrowej. Nie każda nauka natychmiast szkodzi, niektóre mają opóźniony czas zapłonu. Za niezdrową nauką stoi „zwodniczy duch”, który posługuje się ludzkimi pomysłami, tworząc kłamliwą rzeczywistość, a później przedstawia ją tak, aby wyglądała jak prawdziwa, czyli podaje truciznę w „chińskiej porcelanie”.
„Albowiem przyjdzie czas, że zdrowej nauki nie ścierpią, ale według swoich upodobań nazbierają sobie nauczycieli, żądni tego, co ucho łechce” (2 Tym 4,3).
Jako nawróceni trwamy w wierze i miłości Jezusa Chrystusa. Zdrową naukę przekazujemy przez naszą interpretację Bożego Słowa. Paweł Tymoteuszowi przekazał zdrowe nauczanie i mógł śmiało się pod tym podpisać. Lubimy to, co „fajne”, miłe, bez zobowiązań i obciążeń, co nie wymaga wysiłku. Praca lżejsza od spania, a nauczanie lżejsze od studiowania i czytania Słowa Bożego, zamiast wgryzania się w znaczenie biblijnego tekstu. Kiedy apostoł Paweł odjeżdżał z Efezu, mówił:
„Wiem, że po moim odejściu wejdą między was wilki drapieżne, nie oszczędzając stada. Także spośród was samych powstaną ludzie, którzy głosić będą przewrotne nauki, aby pociągnąć za sobą uczniów. Dlatego czuwajcie, pamiętając, że przez trzy lata we dnie i w nocy nie przestawałem ze łzami upominać każdego z was” (Dz 20,29-31).
Każdy potrzebuje edukacji i to niezależnie na jakim poziomie. Proces ten zaczyna się z chwilą narodzin. Od tego momentu poznajemy otoczenie, uczymy się kolejnych czynności, w odpowiednim wieku trafiamy do szkoły po to, by po jej ukończeniu, zyskać miano osoby wykształconej. Autor listu do Hebrajczyków mówi:
„Biorąc pod uwagę czas, powinniście być nauczycielami, tymczasem znowu potrzebujecie kogoś, kto by was nauczał pierwszych zasad nauki Bożej; staliście się takimi, iż wam potrzeba mleka, a nie pokarmu stałego” (Hbr 5.12).
Dlatego mamy trwać w zdrowej nauce, by po latach nie zadawać pytań na poziomie przedszkolaka.
Z powodu chorego nauczania, niezdrowych ambicji ludzi, którzy chcą zabłysnąć, poprawić Pana Boga. Jeden ze współczesnych ruchów wątpliwej jakości, reklamował się, że ma objawienie słowa, które nie zostało ujęte w Nowym Testamencie. Co mówi Biblia?
„Co do mnie, to świadczę każdemu, który słucha słów proroctwa tej księgi: Jeżeli ktoś dołoży coś do nich, dołoży mu Bóg plag opisanych w tej księdze; a jeżeli ktoś ujmie coś ze słów tej księgi proroctwa, ujmie Bóg z działu jego z drzewa żywota i ze świętego miasta, opisanych w tej księdze” (Obj 22,18-19).
W sprawie nauczania dokonano wielu nadużyć. Chrystus staje się kimś w rodzaju czarodziejskiej lampy Aladyna, gotowym do czynienia drobnych cudów na usługi tych wszystkich, którzy przywołują Go dla spełnienia swoich poleceń. Jaka jest zdrowa nauka?
„I trwali w nauce apostolskiej i we wspólnocie, w łamaniu chleba i w modlitwach” (Dz 2,42).
Kiedy czytamy „trwali” oznacza to, że byli przeciw czemuś. Sprzeciwiali się czemuś, co nie było zdrowe. Coś chciało się wkraść, by upodobnić ich do innych. Pierwszy Kościół „trwał w nauce apostolskiej” i tego się trzymali, a oglądali przebudzenie. Kościół musi rozróżnić między tym, co czyste, a co nieczyste, co zdrowe, a co chore, między nikczemnym a świętym. Bóg jest tym samym świętym Bogiem, którym był kiedyś i mówi do Swojego kościoła:
„…Bądźcie świętymi, gdyż Ja, Pan, jestem Bogiem waszym” (3 Moj 20,7).
Apostołowie za swoje przekonania i trwanie w zdrowej nauce byli prześladowani. Niektórzy po takim doświadczeniu, potrzebowaliby dwutygodniowego wypoczynku w pięknej miejscowości wczasowej, recepty na Valium i pełnego zadośćuczynienia przed powrotem do zajęć. Apostołowie szli i głosili zdrowe nauczanie. Nasza kultura podaje pełen zestaw wymówek, usprawiedliwiających nieposłuszeństwo.
„Pochodzę z rozbitej rodziny, moja matka była…, mój ojciec był…, miałem matkę, miałem ojca, nie miałem matki, nie miałem ojca, jestem po chorobie, szerokie badania wykazały, że ze względu na moją osobowość niemożliwe jest, bym mógł być posłuszny Bogu”.
Miliony chrześcijan spotykają się w niedzielę na nabożeństwach, a ilu jest przygotowanych, by ponieść jakieś konsekwencje za swoją wiarę?
Kościół w pewnych sytuacjach usiłuje przymknąć oko. Kościół się zmienił, ale Bóg się nie zmienił.
Syn marnotrawny roztrwonił wszystko i zapukał do drzwi świata, prosząc o coś do jedzenia. Świat powiedział: „karm moje świnie, a ja będę karmił ciebie”. Za swoją pomoc świat zażądał: „obniżcie trochę swoje normy, a to zachęci więcej ludzi. Nie będziecie mieli wrogów”.
Jeżeli ktoś czemuś się sprzeciwia, jest posądzany o brak miłości. Brak trwania w zdrowej nauce jest często wynikiem lenistwa.
Leniwy umysł jest warsztatem diabła.
Powodem apostolskiego wezwania jest podział naszego umysłu na dwie półkule: religijną i świecką. Kiedy przychodzi niedziela, pozwalamy półkuli religijnej na dominację. Nawet nie zastanawiamy się zbytnio, że jej używamy. Kiedy przychodzi poniedziałek, posługujemy się drugą i też chyba zbytnio nie zastanawiamy się, że jej już używamy. Po czym tak sadzę? Po skutkach naszej moralności, wartościowania, zachowania. Po dostosowaniu się do nowoczesności, tej „epistemologicznej schizofrenii”.
„Prawdziwą wartość członka zboru ujawnia raczej jego życie w poniedziałek niż w niedzielę” /A.Tozer/.
Brak trwania w zdrowej nauce skłania kościoły do wydawania oświadczeń przypominających, co leży u podstaw wiary i praktyki, że to ma znaczenie, co w praktyce robimy, a nie tylko jak wierzymy. Jakość życia ludzi w kościele ma znaczenie dla przebudzenia.
Pojawiały się różne trudności, ale oni (apostolscy wierzący) trwali.
Drzewo Sekwoja gigant może wyrosnąć na kilkadziesiąt metrów wysokości i kilkanaście metrów w obwodzie. Mieć kilka tysięcy lat. Jednak sekwoje mają bardzo płytki system korzeniowy. Jak zatem stawiają czoła wiatrom i burzom oraz wszystkim przeciwnościom? Ich korzenie przeplatają się z korzeniami innych drzew. W ten sposób mogą przetrwać.
Trwajmy w tym, co było charakterystyczną cechą kościoła Dziejów Apostolskich.
„I trwali w nauce apostolskiej i we wspólnocie, w łamaniu chleba i w modlitwach” (Dz 2,42).
Im więcej czasu upływa od chwili nawrócenia, podjęcia służby, tym bardziej potrzebujemy zachęty do wytrwania, bo tak łatwo o zniechęcenie, zaniechanie, znudzenie, rutynę. Szybko wypalamy się w swej aktywności. Dlatego szukamy atrakcyjnych zmian, „duchowych dopalaczy”.
Jedni lubią piłkę nożną, inni golfa, jedni są baptystami inni zielonoświątkowcami, ale jedno jest wspólne, nasz Zbawiciel Jezus. Trzymajcie się Jego i zdrowej nauki.
Czasem kandydaci na liderów mówią o powołaniu, a nie mają ochoty się uczyć. Myślą, że teologia to szkółka niedzielna i z tą szkółkową wiedzą chcieliby ewangelizować świat, świat intelektualistów.
Każde pokolenie musi otrzymać poselstwo na miarę swego czasu i na jego poziomie.
Obserwuję i co utwierdza mnie, że poselstwem na czasie jest zwiastowanie o wytrwałości w zdrowej nauce. Mamy często do czynienia z nauczaniem, które nie uderza w nas jawnie, tylko przychodzi w postaci pogmatwanych pojęć, idei wartości. Diabeł jest zbyt inteligentny, by próbować zwieść chrześcijan poprzez wyraźne kłamstwo. On przedstawia prawdę, ale wyrwaną z kontekstu.
Mojżeszowi faraon proponował rozwiązania kompromisowe, ale ten powiedział: „ani kopyto”. Ewangeliczni chrześcijanie naszych czasów zbyt koncentrują się na ziemi, zapominając o naszej „niebiańskiej nadziei”.
„Nasza zaś ojczyzna jest w niebie, skąd też Zbawiciela oczekujemy, Pana Jezusa Chrystusa” (Flp 3.20).

Jest stare przysłowie: „światła innego samochodu są zawsze jaśniejsze niż twoje własne”.
Czasem można myśleć, że to, co wiem i robię, jest tak mało znaczące.
Żona pewnego kaznodziei trochę utyskiwała, że ma tak niewiele do powiedzenia z powodu zajętego czasu wychowywaniem dzieci. „Ależ to jest najzdrowsza służba, jaką wykonujesz, mów o tym, gdy cię pytają, co robisz”, doradzał mąż. Jak był bardzo zaskoczony, gdy kiedyś podsłuchał odpowiedź, jakiej udzieliła pytającej osobie: „co robisz?”
„Szkolę dwóch homo sapiens do panujących wartości Judeo-chrześcijańskiej tradycji, aby mogli stać się instrumentami w transformacji porządku społecznego z eschatologicznej perspektywy, którą Bóg ustanowił na początku czasu”. Pytająca kobieta powiedziała: „O, przepraszam, jestem tylko prawnikiem”.
Stańmy się ludźmi silnego przekonania, nie ustępując, kiedy trudne czasy przychodzą, wiedząc, kim jesteśmy w Bogu.
Ludzie poddali się i zrezygnowali z życia, są emocjonalnie i duchowo sparaliżowani. Czują się kalekami, niezdolnymi do życia, czują się bezsilnymi, bezradnymi. Zostali zranieni przez życie, boją się ruszyć, zadziałać, żyć, ponieważ wierzą, że śmiertelnie zostali zranieni, więc się poddają. Rzucają ręcznik na ring życia i rezygnują. Wstają, idą do pracy, oglądają TV, ale nie mają żadnej energii, żadnej siły, żadnej ochoty, żadnego ognia, żadnej pasji, ponieważ są duchowo i emocjonalnie sparaliżowani. Potrzebują, by ktoś przyszedł i uratował ich, by powiedział: „masz szansę, to jeszcze nie koniec”.
Pewien filozof powiedział: „im więcej ma człowiek w swoim własnym sercu, tym mniej będzie potrzebował z zewnątrz”.
Wiele osób stanie przed Bogiem w przekonaniu, że są w porządku i zostaną oddzieleni. Będą wołać: „ależ Panie, to jakieś nieporozumienie! Wierzyliśmy w Ciebie. Modliliśmy się, pościliśmy, chodziliśmy do kościoła. Jesteśmy owcami odkupionymi Twoją krwią”. Nie trwali jednak w nauce apostolskiej.
Kiedy chrześcijanin nie posiada wyraźnego obrazu, czym jest chrześcijaństwo, to albo staje się ofiarą świata, albo brata się z nim.
Jezus był przyjacielem celników i grzeszników, tj. ludzi ze świata. Szedł do nich, aby przywrócić ich Bogu.
Ewangelia znaczy więcej niż dostarczenie informacji o zbawieniu. Dobra Nowina zawiera całość objawienia, szczegółowe nauczanie w listach apostolskich. Apostolska nauka rozpoczyna się od osoby Chrystusa, od tego, że człowiek potrzebuje Jezusa, jak i podkreślenia, że ważnym jest przekazanie poselstwa o zbawieniu całemu światu.
Apostołowie przekazywali naukę Jezusa o życiu, śmierci i wieczności.
Uczniowie przekształcali w czyn naukę apostolską. Dlatego tak ważne jest, by chrześcijanie mieli czynną znajomość Biblii.
Niedoinformowanym chrześcijanom naprawdę brak dobrego oprogramowania, na podstawie którego mogliby dokonywać właściwych wyborów. Ich baza danych jest zbyt mała, by docierające informacje szybko przetworzyć, a dysk już dawno się zatkał śmieciami.
Rozwiązanie rozpoczyna się od intensywnego poświęcenia się prawdom biblijnym i zastosowaniu tych prawd. Wiedza biblijna sama w sobie nie ma żadnej mocy; lecz w połączeniu z aktywnością człowieka i Duchem Świętym pozyskuje energię, która czyni z niej potężną broń.
Kościół wzrastał z dnia na dzień, aż została zdobyta Europa, bo trwał i był wytrwały. Będziemy potrzebowali wytrwałości, by pociągnąć do Jezusa tych, którym zabrakło i chęci i zapału i czasu na Boga, lecz nie dla siebie.
Jeśli wierzysz, że Kościół buduje Jezus Chrystus, to wiedz, że On potrzebuje Ciebie w tym Kościele. Bądźmy wdzięczni Bogu, że jesteśmy w Kościele, który buduje Jezus Chrystus. Czasy, w których żyjemy i do których zmierzamy, będą trudne, ale mamy trwać w Bogu.
Mówisz, że zdrowa nauka boli. Kiedy dentysta nie da ci znieczulenia i w wierci się do nerwu, to podskoczysz, ale on skomentuje, „ten ząb jeszcze żyje”. Jak cię boli zdrowa nauka, to jeszcze masz szansę – sumienie żyje.
„Wzoruj się na zdrowej nauce, którą usłyszałeś ode mnie, żyjąc w wierze i miłości, która jest w Chrystusie Jezusie” (2 Tym 1.13).

wrzesień 2009

PRZYGOTUJ SIĘ

„… A ponieważ tak chcę z tobą postąpić, przeto przygotuj się na spotkanie twojego Boga, Izraelu! On bowiem jest tym, który kształtuje góry i stwarza wiatr, i objawia człowiekowi swoje zamysły; On stwarza zorzę poranną i mrok i kroczy po wyżynach ziemi: a imię jego Pan, Bóg Zastępów” (Am 4,12-13).

Prorok Amos jest prorokiem działającym za czasów Jeroboama II w państwie Izraelskim. Państwo za tego króla osiągnęło rozkwit, ale dzieliło je tylko ok. 25 lat od upadku, który nastąpił w 723 r. p.n.Ch. Zanim jednak nadszedł ten dramatyczny moment, Bóg wysłał Amosa z poselstwem by ludzie mimo nadciągającego nieszczęścia, którego sami byli autorami, zaufali Bogu, zwrócili swoją uwagę na Jego troskę o człowieka. Ludzie, jednak lekceważyli sprawy Boże, śmiali się mówiąc to nas nie interesuje, mamy własne życie, interesy, codzienne problemy. Bóg – owszem, ale co ja z tego będę mieć?
Proroku, jeśli masz wieści, jak można dobrze ustawić się w życiu, możesz mówić, jeśli nie, daj sobie spokój.
Amazjasz powiedział wprost:
„Do Amosa zaś rzekł Amazjasz: Jasnowidzu! Uchodź, uciekaj do ziemi judzkiej, tam jedz chleb i tam prorokuj, lecz w Betelu już nie prorokuj, bo to jest świątynia królewska i przybytek królewski” (Am 7.12-13).
Podobną replikę na swoje poselstwo usłyszał prorok Izajasz:
„Którzy mówią do jasnowidzów: Nie miejcie widzeń, a do wieszczów: Nie wieszczcie nam prawdy! Mówcie nam raczej słowa przyjemne, wieszczcie rzeczy złudne! Zejdźcie z drogi, zboczcie ze ścieżki, dajcie nam spokój ze Świętym Izraelskim” (Iz 30,10-11).
Nie lubimy napominania, strofowania, pouczeń, zwłaszcza gdy one dotykają naszego osobistego życia. Jesteśmy gotowi powiedzieć, to jest moja prywatna sprawa. Tak jednak nie jest. Nasze życie, sposób realizacji tego życia, ma swoje odbicie w społeczeństwie. Dlatego Bóg posłał Jezusa, by zmienić styl życia upadłego w grzech człowieka. Bóg wkroczył w tę naszą prywatność, aby odnowić utraconą przez nas świętość w rozumieniu Biblii.
Zapowiedź proroka Amosa wzywała ludzi do zastanowienia, uporządkowania własnego życia. Ludzie, którzy winni znać Boga, Boga nie znali, lekceważyli sprawy Boże, śmiali się mówiąc, to nas nie interesuje, mamy własne życie. By wiedzieć jaka była odpowiedź Boga trzeba przeczytać całe proroctwo. Zapowiedź sądu, łącznie z upadkiem Samarii wzywała ludzi do zastanowienia, uporządkowania własnego życia.
Od czego zacząć, jak to uczynić? Prorok Amos w jednym rozbudowanym zdaniu przedstawia Boga Stwórcę z Jego imieniem brzmiącym wspaniale; BÓG ZASTĘPÓW.
Jaki ten Bóg jest naprawdę, czy On nie zabawia się moim kosztem? Czy na pewno jest potrzebne mi spotkanie z Nim, czy jest to ważne? Daję sobie jakoś w życiu radę.
W teologii wiersz ten zaliczany jest do tzw. doksologii sławiącej wszechmoc Boga. Dla przykładu taką bliższą nam doksologię znamy z Modlitwy Pańskiej, kończącej się słowami:
„albowiem Twoje jest królestwo i moc, i chwała na wieki wieków”.
Do jakich ludzi kierował Bóg słowa przez proroka Amosa? Do takich samych, jakich spotykamy dziś. Ludzi wątpiących, rozczarowanych, zniechęconych i znudzonych. Ludzi mających własną filozofię życia, intelektualistów, którzy swą wiedzą chcą udowodnić lub zaprzeczyć istnieniu Boga.
Czasem można usłyszeć; nauka mówi coś innego niż Biblia. Wielu ludzi marnuje czas, chcąc dowieść sprzeczności w Biblii, traktując ją jak podręcznik biologii, zoologii, astronomii, fizyki i chemii. Biblia tym nie jest. Ona stwierdza, Bóg jest Stwórcą – kropka. Biblia mówi:
„Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię”.
Nikt tej prawdy nie jest w stanie zmienić. Biblia nie musi się bronić, ale nauka ma obronić swoje tezy. Jeśli nauka próbuje odpowiedzieć lub zaprzeczyć, że Bóg nie jest Stwórcą, nie jest już nauką, ale światopoglądem. Wiedza mówi: „na początku był wybuch”, Biblia: „na początku stworzył Bóg”.
A co było przedtem? Ludziom wydaje się bezsensowne i nieprawdziwe, to na co nie potrafią dać odpowiedzi, a więc musi to być nieprawdą. Posłużmy się tylko jednym przykładem.
Jeszcze kilkadziesiąt lat temu czytając słowa Psalmu19,2-5 ktoś mógłby powiedzieć, Biblia kłamie.
Niebiosa głoszą chwałę Boga, dzieło rąk Jego nieboskłon obwieszcza. Dzień dniowi głosi opowieść, a noc nocy przekazuje wiadomość. Nie jest to słowo, nie są to mowy, których by dźwięku nie usłyszano; ich głos się rozchodzi na całą ziemię i aż po krańce świata ich mowy”.
Człowiek niczego nie słyszał, gdyż jego aparat słuchu jest zbyt mało czuły. Technika udowodniła, że jesteśmy otoczeni ogromnym hałasem wszechświata. Tak jest z tysiącami i milionami zjawisk, jakie spotykamy. Jeśli czegoś nie potrafimy udowodnić rozumem, to nie zaprzecza jeszcze istnienia, ani nie jest w stanie podważyć autentyczności Biblii.
Prorok Amos powiada, jak Bóg objawił się człowiekowi. Objawienie to odnotowały dwie księgi: Biblia i Księga Przyrody. Wszystko, co dotyczy wiedzy o Bogu i Jego dziele zbawienia zostało człowiekowi objawione.
„To bowiem, co o Bogu można poznać, jawne jest wśród nich, gdyż Bóg im to ujawnił. Albowiem od stworzenia świata niewidzialne Jego przymioty wiekuista Jego potęga oraz bóstwo stają się widzialne dla umysłu przez Jego dzieła…” (Rz 1,19-23).
Nie mamy do czynienia z bóstwem, groźnym i straszącym, mściwym, ale z kochającym, miłującym człowieka.
„Tak Bóg umiłował świat, że dał Syna Jednorodzonego, aby każdy kto w niego wierzy nie zginął…” – nie zginął !!!
Jest On osobowy i ma imię ponad wszelkie imię: „Jestem, Który Jestem. Król Królów, Pan Panów”.
Człowiek pyszni się swoją wiedzą, stroszy pióra jak kogut, krzycząc „już wiem, poznałem; Boga nie ma”.

Pierwszy biegnący lis może udowodnić, że lepiej siedzieć w kurniku, bo można być bez tych lśniących piórek wiedzy.

„Ponieważ mówisz: Bogaty jestem i wzbogaciłem się, i niczego nie potrzebuję, a nie wiesz, żeś pożałowania godzien nędzarz i biedak, ślepy i goły, radzę ci, abyś nabył u mnie złota w ogniu wypróbowanego, abyś się wzbogacił i abyś przyodział szaty białe, aby nie wystąpiła na jaw haniebna nagość twoja, oraz maści, by nią namaścić oczy twoje, abyś przejrzał” (Obj 3,17-18).
Przygotować się, to zrozumieć co Bóg chciał mi powiedzieć, stawiając na tej ziemi. Kim Bóg jest i Jego Syn dla mnie? W Biblii Bóg nie chciał dać naukowego poglądu na wszechświat. Pokazał historię człowieka i Jego Boży plan zbawienia umieszczony w konkretnych historycznych ramach.
W różnoraki sposób Bóg przemawiał do człowieka:
„Wielokrotnie i wieloma sposobami przemawiał Bóg dawnymi czasy do ojców przez proroków. Ostatnio, u kresu tych dni, przemówił do nas przez Syna” (Hbr 1,1-2).
Jezus, którego śmierć wspominamy przez uczestnictwo w Pamiątce Wieczerzy, oraz wspominając zmartwychwstanie — powróci. Aniołowie w dzień wniebowstąpienia to zapowiedzieli:
„Ten Jezus, który od was został wzięty w górę do nieba, tak przyjdzie” (Dz 1,11).
Przeto przygotuj się na spotkanie twojego Boga.
Co to oznacza w praktyce? Mam posprzątać dom, odświętnie się ubrać, chodzić codziennie do Kościoła? Może mam ciągle modlić się, czytać Biblię i powtarzać: Alleluja, a może memento mori, umartwiać się i wykonywać tysiące praktyk religijnych? Co to znaczy?
Niektórzy ludzie dostają rozstroju nerwowego na tym tle, bo widzą jak bezsilni są w zachowywaniu praktyk religijnych, a ta świadomość nie daje im spokoju, bo chcą być w zgodzie z Bogiem. Biblia powiada; żyj normalnie, pracuj, ucz się, prowadź wszystkie sprawy, zostałeś postawiony w doczesności i nie możesz zamknąć się pod kloszem.
Jednak nie zapominaj, że jesteś grzesznikiem, który nie może sam własnym wysiłkiem zmienić swojej grzesznej natury. Dlatego Bóg posłał swego Syna Jezusa Chrystusa.
Ludzie przychodzili do Jezusa, a później do apostołów i pytali co mamy czynić, jak się zmienić, jak być lepszym człowiekiem?
Nie Ty masz czynić, ale Jezus uczynił. Żył na ziemi świętym życiem i powiedział, że możemy takim samym życiem żyć. Zgodził się na haniebną śmierć i rzekł; WYKONAŁO SIĘ !!! Teraz wierz w to, co On uczynił, wierz w skuteczność tej ofiary. Wyznaj Jezusowi, że chcesz być przygotowanym na spotkanie z Nim, wyznaj swój grzech Bogu, a On ci przebaczy. Nie wystarczy powiedzieć, przecież Bóg wie. Tak, ale chce byś i Ty wiedział, że to, co czyniłeś, jak żyłeś, było grzechem. Może mówisz, przecież tak wszyscy żyją lub większość, ale to nie jest usprawiedliwienie — jesteśmy grzesznikami.
Jezus nie przyszedł zbawić sprawiedliwych, ale grzesznych.
Jezus zadał niewidomemu pytanie; co chcesz? Czy Jezus nie wiedział, że ten człowiek jest niewidomy?
Musisz powiedzieć co chcesz. Zbawienie nie przychodzi automatycznie.
„Panie, abym przejrzał”, to wystarczy, by usłyszeć: „…Idź i więcej nie grzesz…”, „…wiara twoja uzdrowiła cię…”, „…dziś ze mną będziesz w raju…”. Będziesz żyć nadal na ziemi, prowadzić normalne życie, ale nie będziesz w permanentnym grzechu i będziesz świętym bez czekania na beatyfikację. Bóg mówi: „jesteście moim świętym narodem”.
„Jeśli wyznajemy grzechy swoje, wierny jest Bóg i sprawiedliwy i odpuści nam grzechy, i oczyści nas od wszelkiej nieprawości” (1J 1,9).
Ludzie czasów proroka Izajasza mówili, damy sobie radę:
„Tak bowiem mówi Pan, BÓG, Święty Izraela: w nawróceniu i pokoju jest wasze ocalenie, w ciszy i zaufaniu jest wasza siła. Ale nie chcecie tego. Mówicie: Nie! Na koniach uciekniemy! – Dlatego będziecie uciekać! Na szybkich rumakach pomkniemy! – Dlatego szybsi będą ci, którzy będą was ścigać! Dlatego PAN czeka, by okazać wam łaskę, dlatego powstaje, aby zlitować się nad wami, bo PAN jest Bogiem sprawiedliwym. Szczęśliwi wszyscy, którzy Go oczekują” (Iz 35,15-18).
Oto powód, by być chętnym na spotkanie, bo On czeka na Ciebie, pragnie Twojego szczęścia. Oto powód, dla którego jesteśmy w zborze każdej niedzieli, bo jesteśmy szczęśliwi w Bogu. Jesteśmy, by spotykać go w zwiastowanym słowie, wspólnej modlitwie, śpiewanych pieśniach. Kiedy przychodzimy do kościoła, bądźmy gotowi na spotkanie Boga w drugim człowieku. Czy ktoś w moim stylu życia, postępowaniu, mowie, zachowaniu, pracy — zobaczy Boga?
Czy pomyśli: jeszcze jeden Kościół, gdzie tylko dużo mówią o świętości, a wszystko święte jest w niedzielę.
Czy spotkałeś Boga i czy grzesznik spotkał świętych ludzi szczęśliwych w Bogu?
Nasze życie od narodzin aż do śmierci jest przygotowywaniem się na największe spotkanie ze Zbawicielem w wieczności.

wrzesień 1995

Jakiego szukasz kościoła?

„Ci więc, którzy przyjęli słowo jego, zostali ochrzczeni i pozyskanych zostało owego dnia około trzech tysięcy dusz. I trwali w nauce apostolskiej i we wspólnocie, w łamaniu chleba i w modlitwach” (Dz 2.41-42).

Na jakim wzorze oparły się nowo powstające zbory?
Dziś wystarczy rozejrzeć się dookoła, popatrzeć jak robi to ten i ów, wziąć od każdego coś, wymieszać i już gotowe. Czasem pożyteczne składniki wymieszane razem okazują się niebezpieczne. Pierwsi chrześcijanie nie mieli wzoru, na którym mogliby się oprzeć. Nie mieli też Nowego Testamentu. Dziś ludzie jeżdżą, podpatrują, jak funkcjonują inne zbory, rozczytują się w dostępnej literaturze i chcą czasem jakąś stworzyć mieszankę, ale to, co podpatrzą, może działać tylko lokalnie. Głową Kościoła jest Chrystus, a zbór ciałem, dlatego szukamy Bożego kierownictwa i Ducha Św.

Pierwsza rzecz, która wyraźnie jest zaakcentowana przez Łukasza, mówi o społeczności, która była razem.
Jesteśmy dobrzy w zaczynaniu czegoś, ale brak nam wytrwałości, kontynuowania, szybko się zniechęcamy. Pojawia się pewna charakterystyczna cecha: zwolennicy Chrystusa byli wierni pewnemu sposobowi postępowania. Jeszcze nie mają zdecydowanej nazwy, nie wiadomo jak ich nazwać, ale są bardzo określeni. To nie była rozrywka, hobby, albo coś, co oni zrobili, bo nie mieli nic lepszego do zrobienia. Było to coś, co było priorytetem w ich życiu. Zatem czemu się poświęcili?
Wszyscy zwolennicy poświęcili się pouczaniu apostołów. Świetny pomysł, my to mamy we krwi.
„Trwali w nauce apostolskiej”, a wyglądało obiecująco. Nie było wystarczające, by zaledwie przekroczyć próg albo być na chwilkę częścią społeczności. Oni mieli nienasycony głód, by nauczyć się więcej o Chrystusie poprzez apostołów.
Nie uważano, że nauczanie jest zbędne, jeśli tak ktoś myśli lub myślał, są to peryferie chrześcijaństwa. Nie twierdzono, że tylko Duch Św. jest jedynym nauczycielem i dlatego nie są potrzebni ludzie nauczający. Paweł Filipianom napisze podziękowanie, przypominając tę cechę:
„Dziękuję Bogu mojemu za każdym razem, ilekroć was wspominam, zawsze w każdej modlitwie mojej za wszystkich was z radością się modląc, za społeczność waszą w ewangelii od pierwszego dnia aż dotąd” (Flp 1. 3-5).
Było to więcej niż spotykanie się, to była społeczność z wielopoziomowym systemem wspólnego nauczania i pracy. Apostołowie mieli coś do zakomunikowania, co wypełniło całe ich zwiastowanie.
Apostoł Piotr i Paweł w swych wystąpieniach mocno podkreślał ukrzyżowanie. Nauczanie o ukrzyżowaniu jest ważne, bo dotyczy nas osobiście. Ono nie zagłębia się w tradycję, doktrynę kościołów, liturgię. Nauczanie to dotyczy faktu ukrzyżowania Chrystusa za nasze grzechy.

Drugi temat to poselstwo o zmartwychwstaniu. Zwiastowanie o zmartwychwstaniu nie było urojeniem. W tym zwiastowaniu nie chodzi o poglądy, czy o to, co komu się wydaje, ale o Ewangelię.
„…Zwiastował im bowiem dobrą nowinę o Jezusie i zmartwychwstaniu” (Dz 17.18).
Zmartwychwstania nie musimy dowodzić, ale je zwiastować. Nauka o zmartwychwstaniu eliminuje wątpliwości. Zmartwychwstanie stało się pieczęcią dla tego, co było napisane.

Trzeci temat to o Chrystusie zbawiającym. Apostołowie mieli zwiastowanie – Jezus Chrystus obecny w ich życiu, a nie jakąś odkurzoną historyjkę.
„…abyśmy dla Imienia Jego przywiedli do posłuszeństwa wiary wszystkie narody” (Rz 1.5).

Czwarty temat to Chrystus uzdrawiający. Wiele tekstów mówi nam, że nauczanie o ukrzyżowanym i zmartwychwstałym Chrystusie było wielokrotnie potwierdzane znakami i cudami. Nauczanie to brzmiało – uzdrawianie nie jest ukryte w naszych zdolnościach ani predyspozycjach, ale w wierze w Zmartwychwstałego Jezusa Chrystusa.
„Jeżeli my dziś jesteśmy przesłuchiwani z powodu dobrodziejstwa wyświadczonego człowiekowi choremu, dzięki czemu został on uzdrowiony, to niech wam wszystkim i całemu ludowi izraelskiemu wiadome będzie, że stało się to w imieniu Jezusa Chrystusa Nazareńskiego […] dzięki niemu ten oto stoi zdrów przed wami” (Dz 4.9-10).

Temat piąty to Chrystus napełniający. Piotr nie mówił na temat techniki i sposobów napełnienia ani praktyk:
„Opamiętajcie się i niechaj się każdy z was da ochrzcić w imię Jezusa Chrystusa na odpuszczenie grzechów waszych, a otrzymacie dar Ducha Świętego” (Dz 2.38).
Cel każdego naszego spotkania – budzić do życia przez naukę, którą nazywamy apostolską, a streszczającą się w Osobie Jezusa Chrystusa.

A zatem jaki kościół?
Trzymanie się z dala od kościoła jest mówieniem Bogu: „Mogę zrobić to po mojemu”.
Życie jest wystarczająco twarde bez ignorowania duchowej pomocy, którą oferuje Bóg.
Łukasz podkreśla bardzo ważną cechę: „Wszyscy zaś, którzy uwierzyli, byli razem”. Było to techniczne określenie na cechę wspólnoty. Byli tak blisko krzyża i zmartwychwstania i tak napełnieni Duchem Św., że przez pewien czas skupienie na sobie zostało połknięte w miłości. Dlatego było to możliwe. Zostaliśmy utworzeni z naturalną zależnością dla siebie nawzajem.
„Czemu chrześcijanie mają kłopoty ze sobą, bo stroją się jeden od drugiego, a nie od Pana Panów”.
Ludzie kościoła nie próbowali robić wrażenia na kimś. Oni rozwinęli nastawienie do siebie, które umożliwiało im by naprawdę cieszyć się sobą. Jaki dawało to efekt?
„Pan zaś codziennie pomnażał liczbę tych, którzy mieli być zbawieni”.
Potrzebujemy miejsca, gdzie czujemy się akceptowani, gdzie znają Twoje imię i są zadowoleni, że przyszedłeś.
Żyjemy w kulturze, która ograbia nas ze społeczności bycia ze sobą, relacji. To nie tylko coś co mówimy, ale to jak żyjemy i jak budujemy relacje z innymi ludźmi, czyni różnicę.
Nie pal mostów. Inni będą ich potrzebowali.
Wierzę, że nie jesteśmy kościołem w niedzielę, ale kościołem Jezusa Chrystusa ze wszystkim znakami towarzyszącymi wierzącym. Wzrost kościoła nie od stylu zależy, lecz od Jezusa.
Wierzący mieli codzienne doświadczenie z Chrystusem i tym się dzielili. Spotykali się w domach, bo innych miejsc nie mieli. Kościół domowy nie jest wzorcem do naśladowania, tylko odpowiedzią na sytuację. Zwiastowanie o ukrzyżowanym i zmartwychwstałym Chrystusie stało się siłą chrześcijan, ale nie ma to żadnego sensu, jeśli nie jest siłą naszego codziennego życia.

Ostatnia cecha kościoła to wspólna modlitwa, zbiorowa nie indywidualna. Modlitwa była częścią składową ich codziennego życia.
„Gdzie jest dużo modlitwy, jest dużo działalności Ducha Św. i gdzie jest dużo działalności Ducha Św., jest dużo modlitwy”.
Jeśli modlitwa wywołuje ziewanie, to nie przyniesie skutku, na jaki oczekujesz.
Paweł nie znał wybitnych ewangelistów, ale znał Jezusa Chrystusa, my często znamy człowieka i liczymy na człowieka. Kościół nie zaistniał jako organizacja, ale organizm trwający w nauce apostolskiej ze znakami i cudami.
Dzieje Apostolskie pokazują różnicę między wczesnym kościołem a nowoczesnym dzisiaj. Dzisiaj ważniejsze jest istnienie niż treść.
Kościół musi mieć więcej życia, niż świat ma śmierci, bo życie musi pokonać śmierć, by Kościół wzrastał.

kwiecień 2015

Niezbędna antena

„Co było od początku, co słyszeliśmy, co oczami naszymi widzieliśmy, na co patrzyliśmy i czego ręce nasze dotykały, o Słowie żywota – a żywot objawiony został, i widzieliśmy, i świadczymy, i zwiastujemy wam ów żywot wieczny, który był u Ojca, a nam objawiony został – co widzieliśmy i słyszeliśmy, to i wam zwiastujemy, abyście i wy społeczność z nami mieli. A społeczność nasza jest społecznością z Ojcem i z Synem jego, Jezusem Chrystusem. A to piszemy, aby radość nasza była pełna”. (1 Jan 1.1-4).

Mieliśmy stary telewizor ok. 16-18 lat. Wydawało się, że jest dobry, chociaż często śnieżył. Kiedy zdecydowaliśmy się na nowy pakiet (szybki internet, telefon i tv w jednym) sądziliśmy, że trzeba będzie zmienić odbiornik, bo sygnał z tej usługi jest w HD.

Technik, który przyszedł zainstalować ruter, usłyszał, że chcę zmieniać telewizor, stwierdził, że nie i będę zdziwiony jak dobry obraz będziemy odbierać.

Odkryliśmy, że potrzebny był właściwy sygnał antenowy niż ten, co mieliśmy. Jakość oglądania weszła w zupełnie inny wymiar.

Tak jest w sprawach duchowych, życie bez relacji z Bogiem przypomina telewizor bez właściwego sygnału antenowego.

Bez wiedzy o Bogu i Jego zaleceniach objawionych w Biblii, jako ludzie, mamy w najlepszym razie zniekształcony obraz niewidzialnego, świętego Stwórcy. Jednak, gdy czytamy Biblię i spotykamy się z Jezusem, wszelkie niejasności stopniowo znikają. Jezus powiedział:

„Kto mnie widział, widział Ojca” (Jan 14:9).

Czy próbujesz dostroić się do sensu życia tego świata? Aby uzyskać Boży obraz, potrzebujemy Bożej anteny.

Nie uzyskamy wyraźnego obrazu Chrystusa, sensu życia, jeśli nie zobaczymy go w Biblii.

Wrzesień 2015

Nowe poruszenie

„Oto Ja czynię rzecz nową: Już się rozwija, czy tego nie spostrzegacie? Tak, przygotowuję na pustyni drogę, rzeki na pustkowiu” (Iz 43.19).

Trudno znaleźć chrześcijanina, któremu nie zależy na duchowej odnowie osobistego życia, życia zboru czy kraju. Żyjemy w czasie gdy wszyscy oczekują czegoś nowego. Po 11 września 2001 roku szczególnie jesteśmy wyczuleni na każdą nową niepokojącą wiadomość. Ze Stanów Zjednoczonych napływały informacje, że wydarzenia z września spowodowały większy napływ ludzi do zborów. Na jak długo starczyło tego ożywienia wywołanego dramatem? Niestety na kilkanaście miesięcy. Europa czekała na nowe rzeczy, a w niej Polska. Wszyscy wyczekiwali wstąpienia do wspólnoty europejskiej jak na wybawienie, panaceum, które miałoby rozwiązać trudności gospodarcze. Niestety, ale tak się nie stało.

Chrześcijanie czekają na nowe ożywienie duchowe. Bardzo wielu chrześcijan pragnie nowych rzeczy, że sami dają im początek. Niektóre z nowości nie mają nic wspólnego z Bożym przebudzeniem. Są ludzie, którzy tak bardzo potrzebują nowości, że szybko czują się znudzeni, zaszufladkowani, sfrustrowani, gdy jakiś pomysł jest zbyt długo realizowany, a zwłaszcza bez widocznych efektów. Moglibyśmy powiedzieć; są nastawieni na efekciarstwo, a bardziej modne słowo to „sukces”. Jeśli nie ma sukcesu, trzeba go wymyślić. Często szuka się efektownych znamion nowego działania Boga w życiu chrześcijan, a im bardziej dziwaczne, tym bardziej duchowe.

Podstawą niekonwencjonalnych działań jest odwoływanie się do cytowanego na początku wersetu z księgi Izajasza zwiastującego nadejście nowych rzeczy (czytaj dziwactw). Argumentem jest to, że Jezus też czynił rzeczy dziwne, np. ślepemu przywrócił wzrok, robiąc błoto ze śliny i piasku. Jezus na zasadzie wyjątku czynił coś zadziwiającego, ale nie była to Jego strategia każdego dnia. Tak naprawdę wszystko, co czynił Jezus, było zaskakujące i dziwne, przecież był Synem Bożym.

Zacytowany werset nie jest zapowiedzią nowych dziwactw, jakie pojawią się w przebudzonym chrześcijaństwie, ale zachętą do trwania w Bogu, bo chce czynić nowe rzeczy z naszym życiem. Tak nowe, że będziemy zachęceni do uwielbiania i chwały naszego Boga. Życie duchowe doświadczy takiego odświeżenia, że będziemy chwałę Pana zwiastować. Jego majestat i dobroć, miłość i łaskę, zbawienie i życie wieczne.

Wierzę, że Bóg przygotowuje przebudzenie świętości. Dzieci Boże łakną i pragną sprawiedliwości, świętego życia. Wielu nie zadawala się przeciętnym życiem duchowym, chcą oglądać Boże ożywienie, odnowienie, dlatego że wymęczyło ich życie. Podnoszą się głosy wołające do Pana: „oczyść nas, wyrwij nas z brudu tego wieku, doprowadź nas do życia w świętości, zachowaj niesplamionymi przez ten świat. Nie chcemy, aby nam mówiono jak odnosić sukces, potrzebujemy wiedzieć jak oddać nasze życie Chrystusowi”.
Jak to się stanie? Czy pojawią się kolejni ludzie z nowinkami i religijnymi technikami? Przeczytajmy fragment Słowa Bożego:

„A Maria rzekła do anioła: Jak się to stanie…, ? I odpowiadając anioł, rzekł jej: Duch Święty zstąpi na ciebie” (Łk 1.34-35).

By doświadczyć inspirującej radości, nowego życia w Bogu, nie potrzebujemy religijnych technik, ale powiewu Ducha Św. Wierzę, że On poruszy Kościół do biblijnej świętości. Duch Święty będzie przekonywał o grzechu, aż wierzący zaczną tęsknić za duchowym oczyszczeniem i wyzwoleniem. Zobaczymy, jak Duch Św. w przestarzały sposób będzie dotykał i przekonywał o grzechu, o sądzie i sprawiedliwości. Jeśli chcemy widzieć przebudzenie, musimy zacząć od siebie. Wierzę, że Bóg wyleje ducha pokuty, a ludzie będą wołać o nowe wypełnienie miłością Boga.

Pierwotny kościół chodził w bojaźni Bożej i prowadził święte, pełne oddania życie. Nasi duchowi ojcowie byli Bożymi sługami, którzy nienawidzili grzechu.

M. Luter powiedział przed śmiercią: „Obawiam się tego, że kiedy odejdę, przesłanie to zostanie zapomniane”.

Stało się dokładnie tak, jak się tego obawiał. Pobożni reformatorzy nie rozpoznaliby dzisiaj taniej ewangelii głoszonej z niektórych kazalnic.
Chcę, aby na pustyni, Bóg przygotował drogę dla zbawionych i rzekę wody żywej, w której napiją się do syta. Wzywaj Boga i módl się o świeże namaszczenie, szukaj Go z całego serca i całej duszy. Zagłębiaj się w Słowo Boże, szukaj nowego objawienia świętości Boga.

Kiedy Jan Chrzciciel zapowiadał Chrystusa, widział Go jako nadchodzącego z siekierą w jednej ręce i wiejadłem w drugiej.

„A już i siekiera do korzenia drzew jest przyłożona; wszelkie więc drzewo, które nie wydaje owocu dobrego, zostaje wycięte i w ogień wrzucone. Ja was chrzczę wodą, ku upamiętaniu, ale Ten, który po mnie idzie, jest mocniejszy niż ja; jemu nie jestem godzien i sandałów nosić; On was chrzcić będzie Duchem Świętym i ogniem. W ręku jego jest wiejadło, by oczyścić klepisko swoje, i zbierze pszenicę swoją do spichlerza, lecz plewy spali w ogniu nieugaszonym” (Mt 3.10-12).

On to zrobi gruntownie. Jan nie zobaczył Chrystusa, jako przychodzącego z workiem prezentów świętego Mikołaja. On nie przyszedł, aby przynieś dobrobyt i sukces, ale zbawienie. On przyszedł z siekierą i wiejadłem. Duch Święty wywieje wszelką plewę letniości i grzechu ze świętej Bożej świątyni. Siekiera jest mocą Słowa Bożego i przychodzi pod namaszczeniem Ducha Świętego. On nie będzie szczędził używania siekiery, jak i wiejadła. Czekał wystarczająco długo, aby winnica wydała owoc, a teraz musi zostać oczyszczona. Kiedy pozwolimy, by Duch Św. czynił nowe rzeczy w naszym życiu, to efekty będzie widać w zgromadzeniu dzieci Bożych. Częścią tego oczyszczenia będzie to, że muzyka i śpiew będą uwielbiającą i chwalącą muzyką, która wywyższa Chrystusa, ucisza niespokojne duchy, która wynosi w górę imię Jezusa. Kaznodzieje będą ludźmi rozpalonymi przez Boży ogień, aby razem mieć czas na społeczność z sobą w modlitwie, aby dotykać nieba. Wszyscy w zborze będą pragnąć bycia z sobą, bo będzie pociągać ich więź Bożej rodziny. To nie będzie tylko nabożeństwo.

Czy także odczuwacie w sercu, że nadchodzą zmiany – oczyszczające, obmywające zmiany?
W tym przebudzeniu świętości nie będzie więcej nakładania łat na grzech.
Grzech będzie nie tylko wyznany, ale także porzucony. Będzie miało miejsce rozprawienie się z ludźmi, którzy twierdzą, że są zbawieni, a żyją w duchowym odstępstwie, nieprawości, cudzołóstwie i wszeteczeństwie!
Nawrócenie nie będzie polegać tylko na poczuciu fałszywego bezpieczeństwa, tylko dlatego, że ktoś uronił kilka łez i wypowiedział krótką modlitwę. Chcę widzieć, jak Duch Święty będzie wiejadłem i siekierą, będzie odcinał od grzechu i uwalniał.

Chrystus powróci po Kościół bez zmazy i skazy, a nie po Kościół wylegujący się na łożach łatwizny.

„Wylegują się na łożach z kości słoniowej i rozciągają się na swoich dywanach, zjadają jagnięta z trzody i cielęta z obory”( Am 6.4).

Chrystus nie płakał nad Egiptem, Rzymem, czy Grecją, ale płakał nad Jerozolimą, Jego miastem, w którym mieszkał Jego lud. Słowo Boże mówi:

„[Jeśli] ukorzy się mój lud, który jest nazwany moim imieniem, i będą się modlić, i szukać mojego oblicza, i odwrócą się od swoich złych dróg, to Ja wysłucham z niebios, i odpuszczę ich grzechy i ich ziemię uzdrowię” (2 Kro 7.14).

Czy odczuwasz wewnętrzne łaknienie? Czy jesteś głodny Boga? Przygotujcie się święci! Ten stary świat zaczyna się rozpadać, ale Duch Święty może czynić rzeczy nowe. Módlcie się o nowe łaknienie i pragnienie Bożej pełni. Nie przegapcie poruszenia Ducha Świętego!

Jak to się stanie?

„Nie dzięki mocy ani dzięki sile, lecz dzięki mojemu Duchowi to się stanie – mówi Pan Zastępów” (Za 4.6).

Dziś naszą modlitwą niech jest pragnienie wyrażone słowami: „przyjdź Duchu Św. i odnów Kościół Twój”.

Marzec 2002

Znakami i przepowiedniami

„Oto ja i dzieci, które mi dał Pan, jesteśmy znakami i przepowiedniami w Izraelu od Pana Zastępów, który mieszka na górze Syjon” (Iz 8.19).

W realizację Bożych planów zawsze zaangażowany jest człowiek. Wszystko, o czym mówi Biblia, ma związek z człowiekiem i dla człowieka.
Sztandarową postacią na duchowej mapie Izraela jest postać Abrahama, protoplasty narodu. Kiedy z powodu nadchodzących lat głodu zagraża unicestwienie, Bóg powołuje Józefa. Ciekawe jest, że nie rezygnuje z doświadczenia ziemi klęską suszy, ale przeprowadza Józefa przez cały proces ratowania Izraela. Aby uwolnić naród z niewoli, powołuje Mojżesza. Aby wychować i nauczać, powołuje proroków. Bóg chce mieć człowieka jako znak i przepowiednię.

Bardzo lubimy oczekiwać w środowisku zielonoświątkowym znaków i cudów. Chcemy być ich konsumentami, ale czy jesteśmy gotowi wypełnić to stare poselstwo przekazane przez proroka Izajasza,  być znakami i przepowiedniami dla współczesnych? Być ludźmi, którzy jak pomniki będą znakami przeszłości, doświadczeń, oddania, poświęcenia. Którzy będą wzorem dla naszej teraźniejszości i przyszłości? Bohaterowie doświadczonej wiary, nie tylko entuzjaści i konsumenci, ale też dawcy. Zatrzymajmy się przez chwilę przy wspomnianych bohaterach, by czegoś się nauczyć.

Abraham.
Bóg powołał Abrahama i powiedział: „wstań i idź do ziemi, którą ci pokażę”. Mając siedemdziesiąt pięć lat, wyrusza w poszukiwaniu kraju, o którym nawet nie wie, że istnieje. Kiedy doczeka upragnionego syna, doświadczy niebywałej próby. Pomimo tego wytrwa w wierze i stanie się wzorem, znakiem dla nas. Na końcu usłyszy: „wiem, że mogę ci zaufać”. Bóg ukształtował znak.

Józef.
Józef ma stać się znakiem ocalenia dla swojej rodziny i narodu oraz przepowiednią o żywym Bogu dla Faraona. Takim jak jest, nie nadaje się do zrealizowania tego zadania. Bóg powołał go, gdy był chłopcem, zepsutym przez swojego ojca. Bóg przyszedł do tego rozpieszczonego chłopaka w śnie i powiedział mu, że użyje go. Musi przejść szkołę ognia, odrzucenia, poniewierki. Prawie że umiera zapomniany w egipskim więzieniu. Może diabeł przychodził i mówił: „Bóg nigdy do ciebie nie przemówił, gdyby przemówił, nie byłoby cię tutaj”. Bóg miał w nim swój znak. Następnego dnia Józef jeździ rydwanem Faraona.
Czy wiesz, że to chce zrobić z tobą, użyć cię jako znaku?

Mojżesz.
Mojżesz, kiedy uświadamia sobie, kim jest, z jakiego narodu pochodzi, poczuł się mocny i próbował uwolnić lud swoimi własnymi siłami. Bóg go upokorzył. Czterdzieści lat później, w ziemi Midianitów, Bóg powołał go, by był znakiem dla całego Egiptu.
„Usłyszałem krzyk mojego ludu i posyłam cię, abyś go uwolnił”.
Czy było rzeczą niemożliwą dla Boga, przenieść cały naród w sposób niezwykły w bezpieczne miejsce? Tak, ale Jego plan wymaga człowieka. Mojżesz próbuje uwolnić się od zadania: „Nie potrafię mówić”, ale Bóg powiada: „jesteś gotowy, będziesz moim znakiem i przepowiednią, musisz stać się przesłaniem”.
Wszyscy ci mężowie byli dla znaków i cudów w Izraelu. Byli wśród ludzi, jako żywy dowód realnej obecności Boga. Ci ludzie nie tylko mówili o Bogu, oni demonstrowali Jego obecność i moc. Pozwolili, by przez ich ogród powiał wiatr Bożego Ducha i rozeszła się woń Bożej obecności.

„Powstań, wietrze z północy, i zerwij się, wietrze z południa, przewiej mój ogród, niech się rozpłynie jego woń balsamiczna; niech przyjdzie mój miły do swojego ogrodu i niech spożywa wyborne jego owoce” (Pnp 4.16).

Mamy być manifestacją Bożej obecności. Boże cuda zawsze dzieją się przez jakieś narzędzie. Bóg, by mógł dokonać zmian w społeczeństwach, musi mieć naczynie, przez które będzie mógł zaoferować siebie. Takie naczynie musi prowadzić życie w Duchu Świętym. Musi chodzić w świętości: „mamy ten skarb w naczyniach glinianych”.

„…postępujcie, jak przystoi na powołanie wasze” (Ef 4.1).

Zostaliśmy powołani, aby manifestować Boga. Musimy chodzić w świętości, w Duchu Św., być prowadzonymi przez Ducha Św. Kierownictwo Ducha Św. rozpoczyna się od słowa Bożego. Czytajcie słowo. Jeżeli mówi ono, aby się modlić, módlcie się. Jeżeli mówi, chodźcie do kościoła, to chodźcie do kościoła. Jeżeli mówi, żebyś przyniósł dziesięcinę, przynieś dziesięcinę. To jest kierownictwo Ducha Św. Kiedy stajesz się wrażliwy na pisane słowo, Bóg coraz więcej może do ciebie mówić i kierować tobą. Naczynie musi być dobrym odbiornikiem. Możesz dać tylko to, co masz. Takie naczynie musi chodzić w Duchu Św., chodzić w świętości, żyć życiem modlitwy. Prąd nie przepłynie przez plastik czy drewno. Dobrze przepływa przez miedź, lepiej przez srebro, a złoto jest najlepszym przewodnikiem. Aby naczynie było dobrym odbiornikiem, musi zostać oczyszczone z wszelkich zanieczyszczeń. Do tego potrzeba ognia. Takie naczynie musi nie tylko odbierać, musi być też dobrym przekaźnikiem. Życie Boże musi nie tylko wpływać, ale też z niego wypływać.

„Wy jesteście listem naszym, napisanym w sercach naszych, znanym i czytanym przez wszystkich ludzi; wiadomo przecież, że jesteście listem Chrystusowym sporządzonym przez nasze usługiwanie, napisanym nie atramentem, ale Duchem Boga żywego, nie na tablicach kamiennych, lecz na tablicach serc ludzkich” (2 Kor 3.2).

Pracą Boga nad naczyniem jest usunięcie wszystkiego, co nie jest z Chrystusa. Bóg potrzebuje naczynia przygotowanego w ogniu.

„ażeby wypróbowana wiara wasza okazała się cenniejsza niż znikome złoto, w ogniu wypróbowane, ku chwale i czci, i sławie, gdy się objawi Jezus Chrystus” (1 P 1.7).

Jeżeli oddasz się do dyspozycji Bogu bez zastrzeżeń, jeżeli powiesz Mu, mroź mnie w Arktyce, pal na pustyni, karm mnie, głodź, tylko mnie użyj. Bóg ukształtuje z ciebie naczynie, poprzez które będzie mógł działać.
Dziś nie usłyszycie z ust wielu kaznodziei, jak pokazali Chrystusa, ale jak samych siebie pokazali. Kiedy czytam zaproszenia na konferencje, ewangelizacje, to mówca wydaje się przybyszem wprost z nieba. Ile to założył kościołów-zborów, jedyny, niepowtarzalny. Wyjedzie, a ja pytam się, gdzie są te osławione rezultaty. On ma roaming na usługę tylko do granicy, zapomniał go włączyć tutaj. Wszystko wiem, co zrobił tylko ani słowa, co Bóg zrobił. Czy po 10 lub 15 latach ten mocarz duchowy w ogóle jest jeszcze w kościele, czy już ma nowy pomysł? Czy ma słowo od Pana, czy od siebie?

Co zwiastują kaznodzieje, wierzący? Siebie czy Boga?

„Zwiastuj Jezusa zawsze, a tam, gdzie trzeba, używaj słów”.

Czerwiec 2004