Jakiego szukasz kościoła?

„Ci więc, którzy przyjęli słowo jego, zostali ochrzczeni i pozyskanych zostało owego dnia około trzech tysięcy dusz. I trwali w nauce apostolskiej i we wspólnocie, w łamaniu chleba i w modlitwach” (Dz 2.41-42).

Na jakim wzorze oparły się nowo powstające zbory?
Dziś wystarczy rozejrzeć się dookoła, popatrzeć jak robi to ten i ów, wziąć od każdego coś, wymieszać i już gotowe. Czasem pożyteczne składniki wymieszane razem okazują się niebezpieczne. Pierwsi chrześcijanie nie mieli wzoru, na którym mogliby się oprzeć. Nie mieli też Nowego Testamentu. Dziś ludzie jeżdżą, podpatrują, jak funkcjonują inne zbory, rozczytują się w dostępnej literaturze i chcą czasem jakąś stworzyć mieszankę, ale to, co podpatrzą, może działać tylko lokalnie. Głową Kościoła jest Chrystus, a zbór ciałem, dlatego szukamy Bożego kierownictwa i Ducha Św.

Pierwsza rzecz, która wyraźnie jest zaakcentowana przez Łukasza, mówi o społeczności, która była razem.
Jesteśmy dobrzy w zaczynaniu czegoś, ale brak nam wytrwałości, kontynuowania, szybko się zniechęcamy. Pojawia się pewna charakterystyczna cecha: zwolennicy Chrystusa byli wierni pewnemu sposobowi postępowania. Jeszcze nie mają zdecydowanej nazwy, nie wiadomo jak ich nazwać, ale są bardzo określeni. To nie była rozrywka, hobby, albo coś, co oni zrobili, bo nie mieli nic lepszego do zrobienia. Było to coś, co było priorytetem w ich życiu. Zatem czemu się poświęcili?
Wszyscy zwolennicy poświęcili się pouczaniu apostołów. Świetny pomysł, my to mamy we krwi.
„Trwali w nauce apostolskiej”, a wyglądało obiecująco. Nie było wystarczające, by zaledwie przekroczyć próg albo być na chwilkę częścią społeczności. Oni mieli nienasycony głód, by nauczyć się więcej o Chrystusie poprzez apostołów.
Nie uważano, że nauczanie jest zbędne, jeśli tak ktoś myśli lub myślał, są to peryferie chrześcijaństwa. Nie twierdzono, że tylko Duch Św. jest jedynym nauczycielem i dlatego nie są potrzebni ludzie nauczający. Paweł Filipianom napisze podziękowanie, przypominając tę cechę:
„Dziękuję Bogu mojemu za każdym razem, ilekroć was wspominam, zawsze w każdej modlitwie mojej za wszystkich was z radością się modląc, za społeczność waszą w ewangelii od pierwszego dnia aż dotąd” (Flp 1. 3-5).
Było to więcej niż spotykanie się, to była społeczność z wielopoziomowym systemem wspólnego nauczania i pracy. Apostołowie mieli coś do zakomunikowania, co wypełniło całe ich zwiastowanie.
Apostoł Piotr i Paweł w swych wystąpieniach mocno podkreślał ukrzyżowanie. Nauczanie o ukrzyżowaniu jest ważne, bo dotyczy nas osobiście. Ono nie zagłębia się w tradycję, doktrynę kościołów, liturgię. Nauczanie to dotyczy faktu ukrzyżowania Chrystusa za nasze grzechy.

Drugi temat to poselstwo o zmartwychwstaniu. Zwiastowanie o zmartwychwstaniu nie było urojeniem. W tym zwiastowaniu nie chodzi o poglądy, czy o to, co komu się wydaje, ale o Ewangelię.
„…Zwiastował im bowiem dobrą nowinę o Jezusie i zmartwychwstaniu” (Dz 17.18).
Zmartwychwstania nie musimy dowodzić, ale je zwiastować. Nauka o zmartwychwstaniu eliminuje wątpliwości. Zmartwychwstanie stało się pieczęcią dla tego, co było napisane.

Trzeci temat to o Chrystusie zbawiającym. Apostołowie mieli zwiastowanie – Jezus Chrystus obecny w ich życiu, a nie jakąś odkurzoną historyjkę.
„…abyśmy dla Imienia Jego przywiedli do posłuszeństwa wiary wszystkie narody” (Rz 1.5).

Czwarty temat to Chrystus uzdrawiający. Wiele tekstów mówi nam, że nauczanie o ukrzyżowanym i zmartwychwstałym Chrystusie było wielokrotnie potwierdzane znakami i cudami. Nauczanie to brzmiało – uzdrawianie nie jest ukryte w naszych zdolnościach ani predyspozycjach, ale w wierze w Zmartwychwstałego Jezusa Chrystusa.
„Jeżeli my dziś jesteśmy przesłuchiwani z powodu dobrodziejstwa wyświadczonego człowiekowi choremu, dzięki czemu został on uzdrowiony, to niech wam wszystkim i całemu ludowi izraelskiemu wiadome będzie, że stało się to w imieniu Jezusa Chrystusa Nazareńskiego […] dzięki niemu ten oto stoi zdrów przed wami” (Dz 4.9-10).

Temat piąty to Chrystus napełniający. Piotr nie mówił na temat techniki i sposobów napełnienia ani praktyk:
„Opamiętajcie się i niechaj się każdy z was da ochrzcić w imię Jezusa Chrystusa na odpuszczenie grzechów waszych, a otrzymacie dar Ducha Świętego” (Dz 2.38).
Cel każdego naszego spotkania – budzić do życia przez naukę, którą nazywamy apostolską, a streszczającą się w Osobie Jezusa Chrystusa.

A zatem jaki kościół?
Trzymanie się z dala od kościoła jest mówieniem Bogu: „Mogę zrobić to po mojemu”.
Życie jest wystarczająco twarde bez ignorowania duchowej pomocy, którą oferuje Bóg.
Łukasz podkreśla bardzo ważną cechę: „Wszyscy zaś, którzy uwierzyli, byli razem”. Było to techniczne określenie na cechę wspólnoty. Byli tak blisko krzyża i zmartwychwstania i tak napełnieni Duchem Św., że przez pewien czas skupienie na sobie zostało połknięte w miłości. Dlatego było to możliwe. Zostaliśmy utworzeni z naturalną zależnością dla siebie nawzajem.
„Czemu chrześcijanie mają kłopoty ze sobą, bo stroją się jeden od drugiego, a nie od Pana Panów”.
Ludzie kościoła nie próbowali robić wrażenia na kimś. Oni rozwinęli nastawienie do siebie, które umożliwiało im by naprawdę cieszyć się sobą. Jaki dawało to efekt?
„Pan zaś codziennie pomnażał liczbę tych, którzy mieli być zbawieni”.
Potrzebujemy miejsca, gdzie czujemy się akceptowani, gdzie znają Twoje imię i są zadowoleni, że przyszedłeś.
Żyjemy w kulturze, która ograbia nas ze społeczności bycia ze sobą, relacji. To nie tylko coś co mówimy, ale to jak żyjemy i jak budujemy relacje z innymi ludźmi, czyni różnicę.
Nie pal mostów. Inni będą ich potrzebowali.
Wierzę, że nie jesteśmy kościołem w niedzielę, ale kościołem Jezusa Chrystusa ze wszystkim znakami towarzyszącymi wierzącym. Wzrost kościoła nie od stylu zależy, lecz od Jezusa.
Wierzący mieli codzienne doświadczenie z Chrystusem i tym się dzielili. Spotykali się w domach, bo innych miejsc nie mieli. Kościół domowy nie jest wzorcem do naśladowania, tylko odpowiedzią na sytuację. Zwiastowanie o ukrzyżowanym i zmartwychwstałym Chrystusie stało się siłą chrześcijan, ale nie ma to żadnego sensu, jeśli nie jest siłą naszego codziennego życia.

Ostatnia cecha kościoła to wspólna modlitwa, zbiorowa nie indywidualna. Modlitwa była częścią składową ich codziennego życia.
„Gdzie jest dużo modlitwy, jest dużo działalności Ducha Św. i gdzie jest dużo działalności Ducha Św., jest dużo modlitwy”.
Jeśli modlitwa wywołuje ziewanie, to nie przyniesie skutku, na jaki oczekujesz.
Paweł nie znał wybitnych ewangelistów, ale znał Jezusa Chrystusa, my często znamy człowieka i liczymy na człowieka. Kościół nie zaistniał jako organizacja, ale organizm trwający w nauce apostolskiej ze znakami i cudami.
Dzieje Apostolskie pokazują różnicę między wczesnym kościołem a nowoczesnym dzisiaj. Dzisiaj ważniejsze jest istnienie niż treść.
Kościół musi mieć więcej życia, niż świat ma śmierci, bo życie musi pokonać śmierć, by Kościół wzrastał.

kwiecień 2015

Niezbędna antena

„Co było od początku, co słyszeliśmy, co oczami naszymi widzieliśmy, na co patrzyliśmy i czego ręce nasze dotykały, o Słowie żywota – a żywot objawiony został, i widzieliśmy, i świadczymy, i zwiastujemy wam ów żywot wieczny, który był u Ojca, a nam objawiony został – co widzieliśmy i słyszeliśmy, to i wam zwiastujemy, abyście i wy społeczność z nami mieli. A społeczność nasza jest społecznością z Ojcem i z Synem jego, Jezusem Chrystusem. A to piszemy, aby radość nasza była pełna”. (1 Jan 1.1-4).

Mieliśmy stary telewizor ok. 16-18 lat. Wydawało się, że jest dobry, chociaż często śnieżył. Kiedy zdecydowaliśmy się na nowy pakiet (szybki internet, telefon i tv w jednym) sądziliśmy, że trzeba będzie zmienić odbiornik, bo sygnał z tej usługi jest w HD.

Technik, który przyszedł zainstalować ruter, usłyszał, że chcę zmieniać telewizor, stwierdził, że nie i będę zdziwiony jak dobry obraz będziemy odbierać.

Odkryliśmy, że potrzebny był właściwy sygnał antenowy niż ten, co mieliśmy. Jakość oglądania weszła w zupełnie inny wymiar.

Tak jest w sprawach duchowych, życie bez relacji z Bogiem przypomina telewizor bez właściwego sygnału antenowego.

Bez wiedzy o Bogu i Jego zaleceniach objawionych w Biblii, jako ludzie, mamy w najlepszym razie zniekształcony obraz niewidzialnego, świętego Stwórcy. Jednak, gdy czytamy Biblię i spotykamy się z Jezusem, wszelkie niejasności stopniowo znikają. Jezus powiedział:

„Kto mnie widział, widział Ojca” (Jan 14:9).

Czy próbujesz dostroić się do sensu życia tego świata? Aby uzyskać Boży obraz, potrzebujemy Bożej anteny.

Nie uzyskamy wyraźnego obrazu Chrystusa, sensu życia, jeśli nie zobaczymy go w Biblii.

Wrzesień 2015