Bóg zaspokoi

Bóg zaspokoi

„A Bóg mój zaspokoi wszelką potrzebę waszą według bogactwa swego w chwale, w Chrystusie Jezusie” (Flp 4,19).

Apostoł Paweł napisał list z więzienia, zapewne miał potrzeby, jednak nie skarży się; ale raduje w Panu. Kiedy otrzymał pomoc, nie miał czym się odwdzięczyć, ale mógł napisać  o Bożym błogosławieństwie i trosce. Ap. Paweł czuł się dłużnikiem Filipian, ale równocześnie był świadomy prawdy:

Bóg nie jest dłużnikiem człowieka.

Prześledźmy tę wspaniałą obietnicę.

Wielki dostawca – Bóg mój.

Obietnica nie jest skierowana do każdej religijnej osoby. To nie jest obietnica dla wyznawców jakiejś religii. Nie jest obietnicą dla ludzi, którzy powiadają: chrześcijaństwo, judaizm, islam służą temu samemu Bogu – NIE. Paweł używa zwrotu „mój Bóg”. Bóg hinduizmu, islamu, buddyzmu, judaizmu, nie jest Bogiem apostoł Pawła, ani naszym Bogiem. Biblia mówi, że ta obietnica błogosławieństwa jest tylko dla tych, którzy są w Jezusie Chrystusie. To jest dla tych, którzy modlą się i wywyższają Boga życia, Twórcę ziemi, nieskończonego i wiecznego, osobistego Boga. Boga, który jest Ojcem naszego Pana Jezusa Chrystusa.

Ten Bóg nie był obcy apostołowi, on woła: „mój Bóg”. Jak ten Bóg staje się naszym Bogiem i Ojcem? Przez pokutę i wiarę. Musimy uwierzyć w tego wielkiego Boga przez pokładanie ufności w jego Synu, Jezusie Chrystusie, który umarł z powodu naszych grzechów i został z martwych wzbudzony dla naszego usprawiedliwienia. On nie jest Bogiem tych, którzy praktykują religię, nie ufając Jezusowi Chrystusowi. On jest moim Bogiem i On wybrał mnie do wieczności, dał mi istnienie i wezwał do Jego królestwa. On przebaczył moje grzechy i usprawiedliwił mnie. On kocha mnie i dał Syna jako ofiarę mojego kompletnego i wiecznego zbawienia.

On jest moim Bogiem i jestem Jego.

Jestem jego odpowiedzialnością i on zatroszczy się o wszystkie moje potrzeby. Jeśli będziesz chrześcijaninem, on jest Twoim Bogiem i zna Twoje potrzeby.

„Jedynie w Bogu jest uciszenie duszy mojej, Od niego jest zbawienie moje. Tylko On jest opoką moją i zbawieniem moim, Twierdzą moją, przeto się nie zachwieję” (Ps 62,2-3)

Zaspokoi wszelką potrzebę.

„A Bóg mój zaspokoi wszelką potrzebę waszą według bogactwa swego w chwale, w Chrystusie Jezusie”.

Człowiek jest ciałem, więc ma potrzeby z tym ciałem związane. Obietnica mówi, że On zaspokoi każdą potrzebę. Inaczej mówiąc, jesteśmy ubezpieczeni przez Boga, że on da to, co jest nam odpowiednio potrzebne. Boże „autocasco”. Każde ubezpieczenie ma swoje warunki. Dlatego Jezus nauczył nas, by się modlić:

„Daj nam chleba naszego powszedniego na każdy dzień”.

Człowiek ma też duchowe potrzeby. Potrzebujemy przebaczenia i usprawiedliwienia, Ducha Świętego i Jego darów. Człowiek potrzebuje Boga, wiedzy o Nim, poselstwa. Potrzebuje kaznodziei i odpowiedzialnego kościoła. Bóg zna te potrzeby byśmy urośli w wierze i pokorze.

Obfitość zapasu Boga – według.

„A Bóg mój zaspokoi wszelką potrzebę waszą według bogactwa swego w chwale, w Chrystusie Jezusie”.

Bóg napełni puste naczynia naszych potrzeb. Paweł mówi o Bogu dającym nam według bogactwa swego. Chociaż Paweł był w łańcuchach, w więzieniu, jednak potwierdził, że Bóg w pełni zaspokoił jego potrzeby. Jak Paweł mógł powiedzieć to? Bóg zaspokoił jego potrzeby. W wyniku jego chrześcijańskiego doświadczenia Paweł nauczył się sekretu niezależnego od okoliczności.

„A nie mówię tego z powodu niedostatku, bo nauczyłem się przestawać na tym, co mam” (Flp 4,11).

Paweł nauczył się zadowolenia.

Paweł nie był niezależny od okoliczności, bo polegał na sobie, samowystarczalności i zaufaniu w siebie. Nie. Paweł nauczył się być zadowolony w każdych okolicznościach – w obfitości i w pragnieniach, w radości i w smutku. On nauczył się prowadzić wyważone chrześcijańskie życie we wszystkich okolicznościach z powodu jego polegania na Bogu.

„Zewsząd uciskani, nie jesteśmy jednak pognębieni, zakłopotani, ale nie zrozpaczeni, prześladowani, ale nie opuszczeni, powaleni, ale nie pokonani, zawsze śmierć Jezusa na ciele swoim noszący, aby i życie Jezusa na ciele naszym się ujawniło” (2 Kor 4,8-10).

Sekret zadowolenia i szczęście jest życiem wiary w Jezusie Chrystusie.

Jeśli wiara będzie pusta i fałszywa, życie będzie odbijać się czkawką. Będziesz tylko jak poganin, bez nadziei, zawsze martwiący się, zawsze skarżący się, zawsze niezadowolony. Ponieważ Paweł nauczył się sekretu zależności od Jezusa, dlatego mógł napisać:

„Wszystko mogę w tym, który mnie wzmacnia, w Chrystusie” (Flp 4,13).

Jak możemy mieć takie zaufanie w Bogu? Ponieważ Jezus Chrystus jest pełnią, otrzymujemy łaskę za łaską. Sekretem jest żyć w Chrystusie, mieć życie, niesztuczną wiarę. Jeśli jesteśmy połączeni z Jezusem Chrystusem przez wiarę, możemy żyć, prowadząc produktywne życie dla chwały Boga. Znajdujemy ilustrację tej zupełnej zależności Pawła w Chrystusie.

„W pierwszej obronie mojej nikogo przy mnie nie było, wszyscy mnie opuścili: niech im to nie będzie policzone; ale Pan stał przy mnie i dodał mi sił” (2 Tym 4,16-17).

Właśnie to zdarza się, kiedy zależymy od ludzi. Kiedy potrzebujemy ich najwięcej, oni nie są tam, gdzie ich potrzebujemy.

Miara troski Boga – według bogactwa.

Jaka jest miara tego zapasu?

„A Bóg mój zaspokoi wszelką potrzebę waszą według bogactwa swego w chwale, w Chrystusie Jezusie”.

Ponieważ Bóg jest nieskończony, jego bogactwa są nieskończone i niewyczerpane.

„Ziemia jest Pana i to, co ją napełnia”.

Czy zjadłeś jakąś rybę, owoc, warzywa, chleb? To pochodziło z Jego świata. On jest Bogiem twórcą, Bogiem przewidującym, Bogiem troski.

Jego miara nie ma żadnej miary.

„żeby Chrystus przez wiarę zamieszkał w sercach waszych, a wy, wkorzenieni i ugruntowani w miłości, zdołali pojąć ze wszystkimi świętymi, jaka jest szerokość i długość, i wysokość, i głębokość, i mogli poznać miłość Chrystusową, która przewyższa wszelkie poznanie, abyście zostali wypełnieni całkowicie pełnią Bożą” (Ef 3,17-19).

Zaspokoi w Chrystusie

A Bóg mój zaspokoi wszelką potrzebę waszą według bogactwa swego w chwale, w Chrystusie Jezusie

Bóg spotyka nas tylko w Chrystusie Jezusie. Ktoś, kto nie woła „mój Pan i mój Bóg” może nie otrzymać niczego specjalnego.

„Kto ma Syna, ma żywot; kto nie ma Syna Bożego, nie ma żywota” (1 Jan 5,12).

Prawdziwe chrześcijaństwo raduje się nawet w zmartwieniach, bo jest obtoczone jak kotlet w panierce – błogosławieństwem Boga.

Nie mogę powiedzieć, że życie zawsze jest pełne obfitości, zdrowia, albo radości. To nie jest nigdy tylko tak. Będzie radość i będzie smutek. Będzie obfitość i będzie ubóstwo. Będziesz młody i się zestarzejesz. Będą czasy choroby i czasy zdrowia. W życiu sytuacje zmieniają się, ale jedno nigdy nie zmieni się: Chrystus jest z nami i zawsze daje nam obfitą łaskę. Będziesz mężem i ojcem, którego Bóg chce mieć. Będziesz żoną i matką, którą Bóg chce mieć. Młodzieńcem i starcem, których On chce mieć w Jego błogosławieństwie.

Błogosławieństwo przed nami.

„A Bóg mój zaspokoi wszelką potrzebę waszą według bogactwa swego w chwale, w Chrystusie Jezusie”.

To jest błogosławieństwo, które chce przyjść do nas i w tym roku. Jakie jest życzenie Pawła? Nie bądź zaniepokojony, ale we wszystkim z modlitwą i błaganiem z dziękczynieniem powierz swoje prośby i oczekiwania Bogu nie ludziom.

Pokój Boga jest uśmiechem Boga rejestrowanym w naszym duchu.

Możesz wstać od modlitwy i powiedzieć: „Wszystko jest w porządku; widziałem Boga uśmiechającego się we mnie. On będzie troszczył się o mnie. On wzmocni mnie i będzie obfita Łaska Jego we mnie”.

„Choćbym nawet szedł ciemną doliną, zła się nie ulęknę, boś Ty ze mną, laska twoja i kij twój mnie pocieszają”.

Dlatego nie panikuj. Jezus Chrystus nie chce, byśmy żyli minimalnym życiem. Wznieś modlitwę Nehemiasza:

„Ty dla wielkiego swego miłosierdzia nie opuściłeś ich na pustyni; słup obłoczny nie odstąpił od nich w dzień, prowadząc ich po drodze, ani słup ognisty w nocy, oświetlając im drogę, po której iść mieli. Dałeś im swego dobrego ducha, aby ich pouczał; twojej manny nie odjąłeś od ich ust i wodę im dałeś, gdy byli spragnieni.  Przez czterdzieści lat utrzymywałeś ich na pustyni tak, że niczego im nie brakło. Odzienia ich nie zdarły się i nogi ich nie napuchły. Dałeś im królestwa i ludy, przydzielając im je jako przyległość, toteż wzięli w posiadanie ziemię” (Neh 9,19-22).

Pomyślmy o Józefie, Eliaszu, historii wdowy, która została bez emerytury po uczniu prorockim (2 Krl 4,1-7).

Ewangelia Jana kończy się dziwną historią trochę rozczarowanych uczniów. Piotr powiada: „idę łowić ryby” inni powiedzieli my też, ale było to fiasko bez Chrystusa. Zmartwychwstały jednak czekał na nich ze śniadaniem – zaspokoję Wasze potrzeby.

Suma miliona zer jest nadal zerowa, ale gdy Jeden dołączył do nich, osiągnęli niebywała wartość.

Bóg jest tym, który chce nam błogosławić zawsze nie tylko w szczególnych okolicznościach.

„A Bóg mój zaspokoi wszelką potrzebę waszą według bogactwa swego w chwale, w Chrystusie Jezusie”.

Kościół, który trwa

Kościół, który trwa

„I trwali w nauce apostolskiej i we wspólnocie, w łamaniu chleba i w modlitwach” (Dz 2,42).

Wkraczając w Nowy Rok, tak bardzo chcemy mieć jakąś wskazówkę, jakąś myśl przewodnią. Psalmista modlił się:

„Chcę słuchać, co Pan Bóg mówi, oto obwieszcza pokój swojemu ludowi i swoim wiernym. Niech nie wracają do swojej głupoty” (Ps 85,9).

Początek roku prowadzi nas do podsumowań, bilansu, oceny, samokrytyki a może usprawiedliwień z tego, czego nie wykonaliśmy, tłumacząc się brakiem czasu, ale to nie brak czasu, to brak pragnienia.

Znajdujemy czas na to, na co naprawdę mamy ochotę.

Gdy spoglądam z mojej perspektywy wstecz za siebie, jednego jestem pewien, że potrzebuję i my również jako Boża rodzina w ciele Chrystusa – wytrwałości. Trwania w Bogu, w tym, czemu poświęciliśmy swoje życie.

Oczekujemy życzeń, które ktoś by nam zadedykował, życzeń, które nie byłyby tylko kurtuazyjne, ale naprawdę pewne, że będą się spełniać w tym roku.

Dzieje Apostolskie podsumowując historię kościoła, jego rozwój, już na początku podają, co było kluczem:

„I trwali w nauce apostolskiej i we wspólnocie, w łamaniu chleba i w modlitwach”.

Czy jest to nam potrzebne, czy możemy zaakceptować taką perspektywę na Nowy Rok?

Trwający chrześcijanie i trwający Kościół.

Brak trwania w podstawowych zasadach chrześcijaństwa skłania liderów kościołów do wydawania oświadczeń przypominających, co leży u podstaw naszej wiary i praktyki, że to ma znaczenie, co w praktyce robimy, a nie tylko jak wierzymy.

Apostoł Paweł przypomina:

„Zbudowani na fundamencie apostołów i proroków, którego kamieniem węgielnym jest sam Chrystus Jezus” (Ef. 2.20).

Chciałbym, by Kościół opisany w Dziejach Apostolskich był dla naszego trwania w Bogu przykładem. Kościół ciągle ma Jezusa Chrystusa, który się nie zmienił, jest taki sam. Jezus chce błogosławić i wypełniać nasze życie swoim błogosławieństwem. Jeśli chcemy, by Kościół XXI wieku w Polsce wzrastał, to musimy pamiętać, że mamy Jezusa Chrystusa, który jest: „wczoraj i dziś, ten sam i na wieki”. Nic się nie zmieniło. Zmartwychwstały Jezus ma moc zbawiać, uzdrawiać, nieść pokój, zmieniać sytuacje i okoliczności. Taka świadomość musi być naszym życiem.

Kościół trwający to ludzie, a ci trwali w nauce. I to jest przesłanie, które powinno być mottem Nowego Roku. Są ludzie, którzy oczekując na przebudzenie, próbują je osiągnąć na drodze struktur, jakby jakość życia ludzi w kościele nie miała znaczenia. Nawrócenie, odrodzenie, uświęcenie, to dodatki do najważniejszego celu – wzrost liczebny. Przebudzenie przez liczby.

Trwanie w kościele apostolskim objawiało się w wielu dziedzinach życia zboru. Pojawiały się różne trudności, ale oni trwali. Im więcej czasu upływa od chwili nawrócenia, podjęcia służby, tym bardziej potrzebujemy zachęty do wytrwania, bo tak łatwo o zniechęcenie, zaniechanie, znudzenie i rutynę. Przykładów jest aż nadto.

Każde pokolenie musi otrzymać poselstwo na miarę swego czasu i na jego poziomie. To, co obserwuję, utwierdza mnie, że poselstwem na czasie jest zwiastowanie o wytrwałości.

Salomon był znakomicie zorganizowanym człowiekiem. Wszystko, co robił, było większe, lepsze, a struktury państwa doskonale funkcjonowały. Tak doskonale, że królowa Saby, gdy zobaczyła wszystko, prawie zemdlała z wrażenia. Siłą Salomona była mądrość i poznanie. Jednak całkowicie skupione na człowieku! Salomon mówił w istocie:

„Daj mi tylko środki, Boże, a ja wykonam pracę. Daj mi mądrość i poznanie, a ja wszystko uporządkuję, dokonam wszystkiego!”

Dzisiejszy człowiek też lubi polegać na sobie, a nie na Bogu, Duchu Św. Dzisiejszy kościół, to Kościół „dyskietki komputerowej”! Rzeki informacji płyną przez kościół dni ostatecznych: komputery wyposażone w niezliczone megabajty, komputerowe Biblie, skomputeryzowane komentarze, programy komputerowe duchowego doradztwa. Wszystko, co musisz zrobić, to zainstalować program, przycisnąć klawisz, a odpowiedź wyskoczy prosto na spotkanie.

Obecnie występuje nienasycony głód informacji, mądrości i poznania, taki jak nigdy przedtem. Internet robi oszałamiającą karierę łącznie z kościołami wirtualnymi. Nigdy nie było tak wielu seminariów, konferencji, nienasyconego głodu informacji, ale czy kościół trwa w tym, w czym trwał kościół apostolski?

„Jeżeli tylko będziemy mieli wystarczającą ilość pieniędzy, wiedzy i strategii, możemy zewangelizować dla Boga cały świat”.

Salomon skończył źle, ufając wszystkim środkom, którymi dysponował. Pod koniec życia nie wytrwał: obce bóstwa, niegodziwe dzieci, słaby, cierpiący, niemoralny bałwochwalca. Wszystko, co Salomon zrobił, zakończyło się w Księdze Kaznodziei zwrotem: „wszystko jest marnością!”

Kiedy Dawid był już na łożu śmierci, powiedział Salomonowi, co było jego siłą:

„Duch Pański mówił przeze mnie, a słowa jego przechodziły przez język mój” (2 Sam 23,2) (BG).

Potrzebujemy wytrwałości. Dawid mówił o bliskości z Panem. Mówił o „skale”, którą jest Chrystus. Tak cenił sobie obecność Ducha Świętego, że prosił, aby Pan nigdy nie zabierał Go od Niego.

Jeśli kaznodzieja nie spędza czasu przed Bogiem, nie będzie miał Bożego ognia. Jeśli chrześcijanin nie będzie trwał w Bogu, nie będzie miał ochoty na duchowe życie, a jedynie na religijne.

Dawid po tym, jak zgrzeszył, zawołał z głębi duszy:

„Obmyj mnie zupełnie z winy mojej I oczyść mnie z grzechu mego! Ja, bowiem znam występki swoje I grzech mój zawsze jest przede mną. Przeciwko tobie samemu zgrzeszyłem I uczyniłem to, co złe w oczach twoich, Abyś okazał się sprawiedliwy w wyroku swoim, Czysty w sądzie swoim (w.4-6).

Serce czyste stwórz we mnie, o Boże, A ducha prawego odnów we mnie! Nie odrzucaj mnie od oblicza swego I nie odbieraj mi swego Ducha świętego! Przywróć mi radość z wybawienia twego I wesprzyj mnie duchem ochoczym!” (Ps 51,12-14).

Jeśli masz problem, uporządkuj życie z Bogiem!

Kościół trwający to nie jakieś plany, programy, służby, ale przekształceni w Jego obraz, zapatrzeni w Jezusa chrześcijanie, którzy trwają w Tym, który jest ten sam wczoraj, dziś i na wieki.

Kościół budował się, bo towarzyszyły mu czyny, znaki i cuda dokonywane w imieniu Jezusa Chrystusa. Zmartwychwstały Jezus, rozstając się z uczniami, powiedział:

„A takie znaki będą towarzyszyły tym, którzy uwierzyli: w imieniu moim demony wyganiać będą, nowymi językami mówić będą, węże brać będą, a choćby coś trującego wypili, nie zaszkodzi im. Na chorych ręce kłaść będą, a ci wyzdrowieją” (Mk 16,17-18).

Kościół wzrastał z dnia na dzień, aż została zdobyta Europa, bo trwał i był wytrwały. Będziemy potrzebowali wytrwałości, by pociągnąć do Jezusa tych, którym zabrakło i chęci, i zapału, i czasu na Boga, lecz nie dla siebie.

Jeśli wierzysz, że Kościół buduje Jezus Chrystus, to wiedz, że On potrzebuje Ciebie w Kościele. Kościele, który buduje Jezus Chrystus.

Czasy, w których żyjemy i do których zmierzamy, będą trudne, ale mamy trwać w Bogu.

„A teraz, dzieci, trwajcie w nim, abyśmy, gdy się objawi, mogli śmiało stanąć przed nim i nie zostali zawstydzeni przy przyjściu jego” (1 Jan 2,28).

grudzień 2002

Nareszcie święta!

„Błogosławiony niech będzie Bóg i Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa, który nas ubłogosławił w Chrystusie wszelkim duchowym błogosławieństwem niebios; w nim bowiem wybrał nas przed założeniem świata, abyśmy byli święci i nienaganni przed obliczem jego; w miłości przeznaczył nas dla siebie do synostwa przez Jezusa Chrystusa według upodobania woli swojej, ku uwielbieniu chwalebnej łaski swojej, którą nas obdarzył w Umiłowanym.

W nim mamy odkupienie przez krew jego, odpuszczenie grzechów, według bogactwa łaski jego, której nam hojnie udzielił w postaci wszelkiej mądrości i roztropności, oznajmiwszy nam według upodobania swego, którym go uprzednio obdarzył, tajemnicę woli swojej, aby z nastaniem pełni czasów wykonać ją i w Chrystusie połączyć w jedną całość wszystko, i to, co jest na niebiosach, i to, co jest na ziemi w nim.” (Efez 1,3-10).

Zawsze myślałem, że u nas w Polsce te święta mają jakiś szczególny charakter, otoczone są nimbem atmosfery rodzinnego święta. Ludzie życzliwsi i dookoła jakby cieplej. Niestety czar błogości i pokoju pryska po kilkudziesięciu godzinach. Pamiątka narodzenia jest tylko czasem zawieszenia broni na okres świąteczny, później wszystko wraca do normy.

Tak niewiele znaczy to święto w praktyce. Świat i ludzie mają swoje interesy i swoją filozofię życia. Po świętach dowiemy się, ile dokonano kradzieży, włamań, rozbojów, zabójstw a wszystko zrobili ludzie, którzy dzielili się opłatkiem.

Czemu mimo wszystko te święta mają swój tak specyficzny klimat?

Jest tylko jedna odpowiedź, bo dotyczą najważniejszej sprawy w dziejach tego świata:

„Albowiem objawiła się łaska Boża, zbawienna dla wszystkich ludzi…” powiada ap. Paweł.

Zapewne coś jeszcze się z tego zachowało i zachowa charakterystycznego dla polskiej ludowej pobożności, ale już można zauważyć jakie spustoszenie poczyniło otwarcie „puszki Pandory” kapitalizmu.

Skomercjalizowane święta.

Kościół światu i grzesznikowi funduje tanią łaskę z przeceny, po cenach obniżonych. Jak tandetny towar, za bezcen, za półdarmo.

Świat znajduje tanie pokrycie dla swych grzechów, z których wcale nie pragnie się wyzwolić.

Skoro „tania Łaska” robi wszystko sama, wszystko może pozostać po staremu. Tania Łaska bez pokuty, bez krzyża, beż żywego Jezusa.

Bóg pobłogosławił nas w Chrystusie.

Relacje o narodzeniu Jezusa brzmią wręcz niewiarygodnie. Gdy czytamy pierwszy raz ewangeliczny przekaz, myślimy, że to jedna ze wschodnich opowieści z pogranicza baśni. Dziś już nie ma wątpliwości, że mamy przed sobą prawdziwy zapis. Niezależnie czy nas to mniej lub bardziej dziwi, zapisy ewangeliczne nie są po to, by zaspokoić naszą ciekawość, ale przekazać najważniejsze przesłanie dla świata – narodził się Zbawiciel.

W zwiastowaniu o narodzeniu ani pieluszki nie są najważniejsze, ani żłóbek, ani stajnia i zwierzęta, nawet dzieciątko jako dzieciątko, w co się ubierał i co jadł, ale ważny jest Chrystus, czego uczył, co dał ludzkości, co zdziałał, kim był.

Apostoł Paweł zaledwie w kilku początkowych wersetach swego listu daje jasną odpowiedź na pytanie, które moglibyśmy postawić: „po co przyszedł Jezus na ziemię?”. Dlatego list do Efezjan nazywany jest „Królową listów apostolskich”.

Przyjście Jezusa Chrystusa na ziemię dało nam wszelkie duchowe błogosławieństwo. Inne tłumaczenie powiada: „obdarzył nas pełnią duchowego błogosławieństwa”.

W tym zwrocie kryje się wszystko, co ma związek z doskonałością misji, dla jakiej Jezus opuścił chwałę nieba, swojego Ojca i zastępy anielskie, aby zamieszkać z nami na ziemi.

„Słowo stało się człowiekiem i zamieszkało wśród nas. Widzieliśmy blask jego majestatu, majestatu jedynego Syna Ojca. W nim była pełnia łaski i prawdy” (Jan 1.14).

Co swym zakresem obejmuje to wszelkie błogosławieństwo?

Wybranie

Narodzenie Jezusa Chrystusa mówi nam, że Bóg dokonał niezwykłego wyboru.

Łaska, która zstąpiła na ziemię, nie jest tanią Łaską. Tak, jest za darmo, ale nie jest tanią łaską z przeceny.

Dla zgubionego grzesznika jest to „Droga Łaska”. Bóg dał Syna, który już po narodzeniu musiał być chroniony przed śmiercią z rąk Heroda. Maria i Józef musieli uchodzić do Egiptu na wygnanie, stali się uchodźcami.

Ponieważ Bóg wybrał nas, wrócił, by razem ze spotykanymi ludźmi być w ich życiu, które niosło codzienne problemy. Był z nimi, gdy byli głodni, chorzy, bezradni, zagubieni, zrozpaczeni. Był z nimi i jest z nami, bo nas wybrał. Jesteśmy obiektem jego miłości, co jest najdziwniejszą miłością świata. Ten wybór to skarb zakopany w roli, dla którego warto nabyć tę rolę, by go pozyskać. To cenna perła, za którą oddajesz wszystko, to uczniowie, którzy porzucają sieci i idą za Nim.

Wybrał nas obiekty swojej miłości, mimo że byliśmy może jak Paweł, który z nim walczył, wybrał nas, mimo że tkwiliśmy w swym upadku, nałogach. Jeszcze nic nie zdążyliśmy zrobić, by być lepszymi, a on już wybrał nas.

Do czego był mu potrzebny śmietnik? Bóg dokonał największej rekultywacji największego śmietnika na świecie, aby…

Abyśmy byli święci.

Wybrani ze świata, aby tworzyć żywy Kościół Jezusa. Nie ekskluzywną elitę, czy organizację ludzką, ale zespół ludzi wybranych przez Boga, mimo że tego wybrania, nie byli godni.

Abyśmy byli święci tu na ziemi, nie dopiero gdzieś w niebie. Ap. Piotr napisze:

„Świętymi bądźcie, bo Ja jestem święty”.

Jest to kręgosłup, na którym zbudowane jest nasze chrześcijańskie życie. I…

Przeznaczył nas do synostwa.

Przyjście Chrystusa na świat przypomina nam, że dostąpiliśmy szczególnego przywileju – synostwa. Przez grzech sami zrzekliśmy się dziedzictwa, synostwa, to był wybór człowieka. Najlepiej charakteryzuje to opowieść Jezusa o synu marnotrawnym. „Daj mi co moje”, a ja sam sobie ułożę życie zdecydowanie lepiej niż przy tobie. Wiem lepiej, zrobię lepiej, dam sobie radę, mam silną wolę, zerwę ze wszystkim, co złe.

Bóg dał nam to, co jako ludziom nam się należało: silną wolę, moc do wykonania postanowień, ale człowiek odjechał do „dalekiego kraju”, daleko od Boga i wszystko roztrwonił. Wszystko, co miał od Boga dobrego i pozytywnego roztrwonił. Miały być parkiety, lustrzane sale, a był tylko śmietnik świata – diabelska oferta.

W tym miejscu zaczyna się historia, która ma związek z narodzeniem się Jezusa, z sensem Jego przyjścia na świat. Przyszedł, by odnaleźć zagubionych, z roztrwonionym majątkiem swego życia i usynowić ich, to jest cel narodzenia.

„…wykupił tych, którzy byli pod zakonem, abyśmy usynowienia dostąpili” (Gal 4,5).

Ku uwielbieniu chwalebnej łaski.

Wybrał nas i usynowił, abyśmy oddawali Jemu chwałę. Chce, by z naszego życia płynęła wdzięczność wynikająca z miłości, a nie obowiązku. Rozgłaszajmy wspaniałość jego Łaski tak, jak rozbrzmiewały pola betlejemskie chwałą i wdzięcznością aniołów, a później pasterzy.

„…zjawiło się mnóstwo wojsk niebieskich, chwalących Boga i mówiących:

Chwała na wysokościach Bogu, a na ziemi pokój ludziom, których Bóg darzy miłością”.

Nie przyszedł, by nas dręczyć, dokuczać i uczynić życie nieznośnym, ale by kochać.

Zadanie rozgłaszania tej wieści Bóg nie zlecił aniołom, ale nam ludziom. Jest to nasze zadanie uwielbiania chwalebnej Łaski Jego.

W tę służbę mają być zaangażowane nasze usta. Dlatego śpiewamy pieśni, którym dajemy wiele miejsca w nabożeństwie, zwiastujemy Słowo Boże jako nasze świadectwo o Łasce dla nas.

W Nim mamy odkupienie i przebaczenie.

Co w tych pieśniach i Słowie wychwalamy? Jaką Łaskę? Czy tę, że dobrotliwy Bóg pogłaszcze nas po główkach, mówiąc dobre dziewczynki i chłopcy, trochę niesforni, ale wyrosną, oni się jeszcze poprawią?

Ogłaszamy największą nowinę, jaka mogła obiec świat:

„Gdyż dziś narodził się wam Zbawiciel, którym jest Chrystus Pan…”

„Gdyż oczy moje widziały zbawienie twoje…”

Zbawienie, które przyniosło przebaczenie. Człowiek nie musi żyć z balastem i widmem wiecznej kary, ale wiecznego życia z Bogiem.

„Co nie daje ci spać?”

To, co nas męczy, nie daje spać, może być rozwiązane przez Chrystusa.

Celnikowi poczucie winy nie dawało spać, musiał przyjść do świątyni i powiedzieć Bogu: „tak mi jest z tym źle, bądź miłościw mnie grzesznemu” i wrócił do domu szczęśliwy.

Zbawienie nasze nie zależy od tego, co na zewnątrz, ale od tego, co jest w naszym wnętrzu.

Objawił wolę swoją.

Bóg, posyłając Syna w najwłaściwszym czasie, w jakim mógł to uczynić, zadeklarował swoją wolę wobec człowieka.

„Lecz gdy nadeszło wypełnienie czasu, zesłał Bóg Syna swego, który się narodził z niewiasty i podlegał zakonowi” (Gal 4,4).

Dlaczego właśnie wtedy?

Dlatego, że była to wola Boża.

Był to czas, gdy Rzym podbił cały ówczesny świat. Były zbudowane drogi ułatwiające podróżowanie, a rzymskie legiony stały na ich straży.

Był to czas, gdy powszechnie używanym językiem był grecki, a więc istniała łatwość komunikowania się.

Zakon Mojżesza wykonał swoje zadanie jako przewodnik, przygotowując ludzi do spotkania z Chrystusem.

Był właściwy czas ze względu na nas.

„…objawiony został dopiero w czasach ostatnich ze względu na nas…” (1 Ptr 1,20).

Oznajmił nam tajemnicę woli swojej.

Co jest wolą Bożą? Pytanie to zadają wszyscy chrześcijanie. Bardzo często jednak zadajemy to pytanie za późno, po wykonaniu jakiegoś planu, który się nie powiódł. Pytanie to będzie towarzyszyć każdemu chrześcijaninowi. Wszyscy chcemy wiedzieć co mamy czynić. Nie ma potrzeby wykręcać Boku, ręki by powiedział nam co mamy czynić. On powiedział:

„Pouczę ciebie i wskażę ci drogę, którą masz iść. Będę ci służył radą, a oko moje spocznie na tobie” (Ps 32,8).

Przede wszystkim Boża wola została objawiona w Biblii. Jest ona najważniejszym i zasadniczym instrumentem poznania woli Bożej. Nie można mówić, że się zna wolę Bożą, nie znając Biblii. Boża wola nie jest uzależniona od tego, co czujemy lub co myślimy.

Mało pożytku jest z konia, który wie jak latać, wystarczy, gdy wie jak chodzić.

Tajemnicą woli Bożej objawionej w Jezusie Chrystusie jest jedność.

Jedność nieba z ziemią.

Salomon wypowiedział dziwne słowa:

„Zanim zerwie się srebrny sznur i stłucze złota czasza, i rozbije się dzban nad zdrojem, a pęknięte koło wpadnie do studni”.

Zanim pęknięte życie wróci tam, gdzie wrócić nie powinno, Jezus Chrystus przyszedł, aby koło naszego życia było całe i sprawne. Przyszedł, aby pojednać ziemię z niebem. Jeśli naprawdę pragniemy być posłuszni Jezusowi i podporządkowani Jego woli, znajdziemy sposób, by Bóg zmienił nas, by to, co pęknięte scalił.

Zacheusz miał wiele przeszkód, ale znalazł sposób by zobaczyć Jezusa. W nim coś się zmieniło. On narodził się na nowo i rozpoczął życie dla Boga. Rozdwojony i rozerwany wewnętrznie człowiek został scalony, nastąpiła jedność.

Narodzenie Chrystusa było ogłoszeniem nadejścia Królestwa Bożego. Ono miało wpływ na styl życia i myślenie milionów ludzi.

Czas pamiątki narodzenia jest przypomnieniem, że dla świata zaczęła się chrześcijańska rewolucja.

Narodzenie Jezusa niesie poselstwo zbawienia, które nie jest tandetne i biedne.

Narodziło się dziecię, Syn Boży, któremu nadano imię Jezus, bo On przyszedł zbawić nas od naszych grzechów. Nazwano Go Emanuel – „Bóg z nami”.

Bóg w tym świątecznym czasie zadaje każdemu z nas pytanie: „Gdzie jesteś Adamie?” Niezwykle dramatyczne jest to wezwanie, bo oznacza, że Bóg nie zaniechał grzesznika, ale szuka go.

Nie świętujemy z powodu marzeń, ale z powodu wiarygodnego świadectwa.

Będziemy świętować „żywot wieczny”, Łaskę Pana, wszelkie duchowe błogosławieństwa. Jest to treść zwiastowania o narodzeniu, bo wiemy, co wniosło narodzenie Jezusa w nasze życie.

grudzień 1997

Jeśli to nie jest tak, co wtedy?

„Wielokrotnie i wieloma sposobami przemawiał Bóg dawnymi czasy do ojców przez proroków; ostatnio, u kresu tych dni, przemówił do nas przez Syna” (Hbr 1,1).

400 lat ciszy nagle zostało przerwane. Bóg przemówił! Tak można rozpocząć kaznodziejską opowieść o wydarzeniu, które wspominamy – narodzenie Jezusa Chrystusa. Jedna z ewangelicznych historii, którą znaczny procent ludzi zna prawie w detalach.

Przyglądając się przeróżnym dekoracjom, można stwierdzić, że jest to święto dla oczu i prezentów. Pamiątka Narodzenia Jezusa przez opakowanie staje się coraz bardziej niezrozumiała z każdym rokiem.

Autorzy ksiąg Nowego Testamentu w wielu miejscach nie mówią o narodzeniu Jezusa jako jednym z zakrętów na rzece historii zbawienia, ale mówią o ostatnim zakręcie.

Pamiątka narodzenia mówi też o czasie ostatecznym, co nie jest już tak kolorowe i radosne. Możemy się martwić lub możemy trywializować znaczenie tego faktu. Wcielenie może być traktowane jako tylko inny zakręt po drodze do końca, ale to jest koniec odkupicielskiej historii. Ignoranci mówią: wszystko było i jest tak samo. Delta tej rzeki jest bardzo długa, bądźcie spokojni. Czy na pewno jest długa?

Jeśli to nie jest tak, co wtedy?

Wyobraźmy sobie, że ustawiamy w kolejce osoby, które przeżyły każda 90 lat. Oznacza to, że Jezus przyszedł 22 osoby temu. Tylko 22 osoby między Tobą i narodzeniem Jezusa. Delta rzeki zbawienia nie jest długa.

Jeśli to nie jest tak, co wtedy?

Czy zawsze zdajmy sobie sprawę, jaki skarb otrzymaliśmy?

Bóg podjął w najważniejszej sprawie człowieka wielkie ryzyko. Zaufał aniołom, że wykonają zadanie, nie myląc domu i osoby. Zaufał Marii i Józefowi, że okoliczności nie spowodują ich wycofania się, lub paniki. Było wysokie ryzyko, ale to była część Bożego planu, by ludzie wiedzieli, że Bóg był gotów, by być blisko człowieka, by mogli kochać Boga znów, jak w Edenie. Był to śmiały plan. Zstąpił, by narodzić się w Betlejem, a aniołowie z góry przyglądali się i tak niechcący jednego wypchnęli z wiadomością:

„I rzekł do nich anioł: Nie bójcie się, bo oto zwiastuję wam radość wielką, która będzie udziałem wszystkiego ludu, gdyż dziś narodził się wam Zbawiciel, którym jest Chrystus Pan, w mieście Dawidowym”.

Dlaczego Betlejem? Bóg zapowiedział to:

„Ale ty, Betlejemie Efrata, najmniejszy z okręgów judzkich, z ciebie mi wyjdzie ten, który będzie władcą Izraela” (Mich 5,1).

Bóg używa cesarza Augusta, który sądzi, że realizuje własne plany, ale jedyne co robi, to realizuje Boży plan.

Politycy sądzili, że są bardzo ważnymi ludźmi, że świat kreci się wokół nich, że przyszłość zależy od ich działań. Tymczasem najważniejsze wydarzenie dla historii miało miejsce, kiedy Mesjasz się narodził!

Dlaczego ta wiadomość jest tak radosna?

„…gdyż dziś narodził się wam Zbawiciel, którym jest Chrystus Pan” (Łk 2,11).

Nie tylko dla ludzi tamtego czasu, ale dla nas!

Jeśli to nie jest tak, co wtedy?

„I wrócili pasterze, wielbiąc i chwaląc Boga za wszystko, co słyszeli i widzieli, jak im powiedziano” (Łk 2,20).

Nie była to masowa halucynacja lub coś podobnego, że para zniknęła, a życie poszło dalej i wszystko zatarło się w pamięci.

Narodzenie Jezusa wprowadza tak naprawdę zakłopotanie, a nie tylko radość i pokój. Jezus nie jest takim, jakiego ludzie oczekiwali. Stał się linią podziału. Chrystus Pamiątki Narodzenia jest, „…przeznaczony, aby przezeń upadło i powstało wielu w Izraelu, i aby był znakiem, któremu się sprzeciwiać będą”.

Jeśli to nie jest tak, co wtedy?

Chrystus Pamiątki Narodzenia przyszedł: „aby były ujawnione myśli wielu serc”.

Chrystus Pamiątki Narodzenia jest „znakiem, któremu się sprzeciwiać będą”.

Nie ma żadnej strefy środkowej, albo – albo.

Chrystus Pamiątki Narodzenia przychodzi uratować ludzi, „gdyż oczy moje widziały zbawienie twoje, które przygotowałeś przed obliczem wszystkich ludów”.

Chrystus Pamiątki Narodzenia to, „Światłość, która oświeci pogan”.

Chrystus Pamiątki Narodzenia jest zbawieniem Boga dla nas.

Chrystus Narodzenia jest wart więcej niż wszystkie nasze nadzieje i sny.

„Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam, kto słucha słowa mego i wierzy temu, który mnie posłał, ma żywot wieczny i nie stanie przed sądem, lecz przeszedł ze śmierci do żywota” (Jan 5,24).

Jeśli to nie jest tak, co wtedy?

Wiadomość Narodzenia brzmi; nasze życie jest cenne i może zostać uratowane. Problemem nie jest, że świąteczna wiadomość jest bezsilna, ale, że naprawdę nie chcemy zostać zmienieni.

„A gdy mnie będziecie szukać, znajdziecie mnie. Gdy mnie będziecie szukać całym swoim sercem” (Jer 29,13).

Zapewne widzieliśmy walki rycerzy odtwarzane na dziedzińcach istniejących zamków (np. Golub-Dobrzyń). Walka wydaje się tak poważna, że myślisz, zaraz któryś zginie. Rycerze nie walczą tak, jakby naprawdę byli wrogami na prawdziwej wojnie. Gdy kończy się występ, ściskają dłonie i rozstają się, ewentualnie, licząc zarobione pieniądze.

Tak robi człowiek, ściska dłoń z diabłem prywatnie, a w niedzielę toczy grę. Hipokryta i diabeł są bardzo dobrymi przyjaciółmi.

Uważaj, Twoje życie nie jest zwykłą sceną gry.

Jeśli Pamiątka Narodzenia nie jest tylko świąteczną magią, nastrojem, jeśli to nie jest legenda, co wtedy?

Jeśli to nie jest głos Boga do grzesznika, do pokuty, szukania zbawienia, do zmiany życia, to znaczy, że nie narodziło się dziecko w Betlejem, żaden Zbawiciel, żaden Syn Boży dla Ciebie i dla mnie.

Jeśli to nie jest tak, co wtedy?

Pozostajesz bez Pamiątki Narodzenia i bez Syna Zbawiciela.

grudzień 2011

Krzyż – głupstwo czy moc Boża?

„Albowiem mowa o krzyżu jest głupstwem dla tych, którzy giną, natomiast dla nas, którzy dostępujemy zbawienia, jest mocą Bożą” (1 Kor 1,18).

W naszej kulturze symbol krzyża spotykamy codziennie, na wieżach kościelnych, cmentarzach, przy drogach, w domach. Krzyż stał się inspiracją dla wielu poetów, malarzy, kompozytorów. Dla niektórych to tylko symbol szubienicy, miejsce kaźni, chcą go odrzucić, nie widzieć.

Krzyż jest obecny i charakterystyczny w chrześcijaństwie, jest jego znakiem i symbolem. Krzyż, który był zgorszeniem dla Żydów, a głupstwem dla pogan, który traktowano jako coś bezsensownego, pojawił się zdumionym ludziom jako znak zbawienia. Kultura jest przesiąknięta tym wydarzeniem. Wielu, a może bardzo wielu ludzi wobec tego wydarzenia nie przeszło obojętnie. Spotykając ciągle krzyż w różnych okolicznościach, można by sądzić, że mamy do czynienia ze społeczeństwem niezwykle wierzącym, zmienionym przez krzyż, mamy jednak do czynieni z religijnym. Codzienność jest bardziej szara, brutalna, a mniej święta. Ci sami ludzie klękający, pochylający głowy przed krzyżem są brutalni, nieuczciwi, kłamią, bluźnią, zabijają, kradną, żyją niemoralnie.

Znak krzyża stał się oznaką godności. Wręcza się go ludziom za zasługi i osiągnięcia. Stał się znakiem bezinteresowności, dlatego organizacje spieszące z pomocą przyjęły krzyż jako swój znak (Czerwony Krzyż, Niebieski Krzyż).

Nasze środowisko akceptuje krzyż bez krucyfiksu i bez szczególnego akcentowania kultowego. Pierwsi chrześcijanie – choć akceptowali krzyż – nie kwapili się do uczynienia go swoim symbolem, woleli znak ryby. Jest faktem, że szubienica będąca symbolem haniebnej śmierci stała się znakiem rozpoznawczym chrześcijan. Biorąc pod uwagę ten historyczny kontekst krzyża, nie może dziwić, że mowa o krzyżu jak to czynili już pierwsi chrześcijanie, bulwersowała, wydawała się głupstwem, a dla wielu nic nieznaczącą śmiercią jakiegoś skazańca.

Mimo że jakaś wyodrębniająca się społeczność ma prawo do umownych znaków tożsamości, nawet takich jak krzyż, to musimy stwierdzić, że krzyż nie jest tylko znakiem umownym, źródłem tego znaku jest rzeczywista szubienica, do której przybito Syna Bożego, na której dokonało się odkupienie nas wszystkich. Jest zatem czymś oczywistym, że ci, którzy uwierzyli w Syna Bożego, mają prawo do tego znaku i że jest on dla nich nie tylko znakiem rozpoznawczym.

Dla ewangelikalnego chrześcijaństwa krzyż jest wielkim kazaniem Bożej miłości do człowieka.

„Albowiem mowa o krzyżu (…) dla nas, którzy dostępujemy zbawienia, jest mocą Bożą” (1 Kor 1,18).

Krzyż i jego symbol nie jest mocą, lecz „mowa o krzyżu”. Nie wyróżnia chrześcijanina od niechrześcijanina gest, znak czy noszenie symbolu krzyża, ale żywa, osobista wiara w zmartwychwstałego Jezusa Chrystusa. Dlatego nie upatrujemy w gestach liturgicznych mocy uświęcającej np. żegnanie się. Jezus został zdjęty z krzyża, pochowany w grobie, a dnia trzeciego zmartwychwstał. Krzyż bez krucyfiksu jest symbolem takiej właśnie wiary w żyjącego Chrystusa.

Mowa o krzyżu może być dla niektórych i dziś głupstwem i zgorszeniem, jeśli znaku krzyża używać się będzie przeciwko komukolwiek. Niestety najbardziej spektakularnym wydarzeniem, w którym podniesiono krzyż przeciwko innym ludziom, były wyprawy krzyżowe, gdy ogniem i mieczem nawracano. Nie ma chyba zbrodni, jakich pod znakiem krzyża w burzliwych dziejach świata nie popełniono.

Jeśli zatem krzyż Chrystusa jest znakiem rozpoznawczym chrześcijan, to starannie zważajmy na to, aby nie był on znakiem naszego oddzielania się od innych (o. J Salij). Byśmy nie usłyszeli: „Albowiem z waszej winy, jak napisano, poganie bluźnią imieniu Bożemu” (Rzym 2,24).

Mowa o krzyżu uświadamia człowiekowi jego tragiczną sytuację, przekonuje, że jest grzesznikiem potrzebującym usprawiedliwienia. Nic dziwnego, że jest niezrozumiała lub wzburza. Ap. Paweł kiedyś wzburzał się na wieść o ukrzyżowanym Chrystusie: „Ja sam również uważałem, że należy wszelkimi sposobami występować przeciwko imieniu Jezusa Nazareńskiego” (Dz 26,9).

Poselstwo ap. Pawła nie było „doktryną o krzyżu” budzącą ciekawość, ale poselstwem poruszającym serca: „Szalejesz Pawle wielka uczoność przywodzi cię do szaleństwa” (Dz 26,24).

Przekonanie to pozwoliło sformułować jego własne kredo: „Co do mnie, niech mnie Bóg uchowa, abym miał się chlubić z czego innego, jak tylko z krzyża Pana naszego Jezusa Chrystusa, przez którego dla mnie świat jest ukrzyżowany, a ja dla świata” (Gal 6,14).

Mowa o ukrzyżowanym Chrystusie jest niezrozumiałą. Wielu ludzi gra komedię życia do końca, dla nich ukrzyżowany Chrystus to głupstwo, historyjka z happy endem, ale niestety nie dla nich.

Krzyż jest symbolem śmierci. Jego zadaniem jest spowodować nagły, gwałtowny koniec „starego Adama”. Krzyż nie dopuszczał do żadnych kompromisów, niczego nie modyfikował, niczego nie oszczędzał – uśmiercał. Nie próbował być w dobrych stosunkach ze swoją ofiarą. My często chcielibyśmy dopasować Boga do swoich potrzeb i sposobu myślenia. Jeśli nawet oburzenie będzie wzrastać przeciw temu skandalowi, bo „…przeklęty każdy, który zawisł na drzewie…” (Gal 3,13), będziemy głosić Chrystusa ukrzyżowanego. Dlaczego? Bo mowa o krzyżu jest mocą Bożą.

Kiedy ludzie zrobili z niego przedmiot dekoracyjny, symbol, zaczęli wieszać na szyjach jako ozdobę i kreślić przed sobą jego znak jako magiczną ochronę przed złem, stał się fetyszem. Jako taki jest dzisiaj czczony przez miliony tych, którzy niewiele wiedzą o jego mocy.

„Niestety wielu używa krzyża jako nowej łaty do starego sukna. Dowodzimy bankructwa wewnętrznego człowieka i dlatego zadowala go symbol” (A.W.Tozer).

Jeśli krzyż nie jest głupstwem to czym?

Ap. Paweł i jego poselstwo stało się krokiem do pokuty. Zwiastowanie sprawiło, że ludzie wyznawali swoje grzechy Bogu. Było to wielkie moralne zwycięstwo chrześcijaństwa.

Krzyż na Golgocie stał się symbolem życia i zbawienia dla wielu grzeszników.

„On grzechy nasze sam na ciele swoim poniósł na drzewo, abyśmy, obumarłszy grzechom, dla sprawiedliwości żyli; jego sińce uleczyły was” (1 Ptr 2,24).

Nadal brzmi to, jak głupstwo, bo gdy oferujemy Jezusa temu światu, często jest rozczarowany. Tylko tyle? Po ludzku głupstwo. Tak i tylko tyle.

Prawdziwe chrześcijaństwo nie domaga się władzy i autorytetu, ale chce dać zmęczonym grzechem ludziom samego Chrystusa. Nie głosimy „doktryny o Krzyżu”, nie głosimy mądrości, co byłoby logiczne, skoro krzyż jest głupstwem dla ginących. Mowa o krzyżu jest czymś innym niż doktryna o krzyżu, w której tkwi niebezpieczeństwo pozbawienia mocy Krzyża, a uczynienia Go nową mądrością.

Krzyż jest krzykiem o życiu wiecznym.

Krzyż uświadamia nam, jak jesteśmy grzeszni, winni, potrzebujący usprawiedliwienia. Zwiastujemy Chrystusa, który jest mocą Bożą. Chrystus nie powiedział, przepraszam, ale zagalopowałem się w moich obietnicach i nie mogę ich zrealizować, nie przewidziałem kryzysów, w jakich będziecie żyć. Nie jestem w stanie wam pomóc. Nie!!!

„A Jezus przystąpiwszy, rzekł do nich te słowa: Dana mi jest wszelka moc na niebie i na ziemi. Idźcie tedy i czyńcie uczniami wszystkie narody, chrzcząc je w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego, ucząc je przestrzegać wszystkiego, co wam przykazałem. A oto Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata” (Mt 28,18-20).

Krzyż jest centrum historii i centrum Bożego planu Zbawienia.

„Ratuj samego siebie i zstąp z krzyża!” To jest bez przerwy ta sama przynęta, przy pomocy której diabeł stara się odwieść nas od drogi krzyża; jest to wyzwanie, którym bez przerwy wymachuje nam przed twarzą. To jest głupstwo.

„Krzyż doprowadza człowieka do bankructwa i przez to przygotowuje miejsce dla Boga” (G. Steinberger).

Stary a nowy krzyż.

Bez wielkich zapowiedzi i niepostrzeżenie do kręgów ewangelicznych wszedł w naszych czasach „nowy krzyż”. Jest podobny do starego, lecz się różni. Podobieństwa są powierzchowne, różnice – fundamentalne.

Stary krzyż nie miał nic wspólnego ze światem.

Nowy krzyż nie przeciwstawia się grzesznikowi. Jest to raczej przyjaźnie nastawiony kumpel i jeśli rozumieć go właściwie, to jest on źródłem oceanów dobrej, czystej uciechy i niewinnych przyjemności. Pozwala Staremu Adamowi żyć bez przeszkód dla swoich własnych przyjemności. Stary Adam ma mieć przyjemność nie koniecznie Bóg.

Nowy krzyż nie zwiastuje kontrastów, lecz podobieństwa.

Wiara w Chrystusa nie przebiega równolegle do świata, lecz przecina go.

Przychodząc do Chrystusa, nie podnosimy swojego starego życia na wyższy poziom, lecz pozbywamy się go na krzyżu. Ziarno pszenicy musi wpaść w glebę i umrzeć. Bóg oferuje nowe życie, a nie poprawione stare, wyremontowane. Życie, które On oferuje, to życie powstające ze śmierci. Ono znajduje się zawsze po tamtej, przeciwnej stronie krzyża. Ktokolwiek chce je posiąść, musi poddać się egzekucji. Musi zaprzeć się samego siebie i przyjąć sprawiedliwy Boży wyrok:

„Albowiem zapłatą za grzech jest śmierć, lecz darem łaski Bożej jest żywot wieczny w Chrystusie Jezusie, Panu naszym” (Rzym 6,23).

„Jeśli kto chce pójść za mną, niech się zaprze samego siebie i weźmie krzyż swój, i niech idzie za mną” (Mt 16,24).

Mowa o „starym krzyżu” sprawia, że oglądamy starą zbawiającą moc (A.W.Tozer).

Chrześcijaństwo, z którego chciano by usunąć krzyż, byłoby pozbawione siły i nazwy.

„Słowa o Krzyżu” nie są dodatkiem do zmartwychwstania, ale centrum.

marzec 2007