NIEPEWNY ELEKTORAT

NIEPEWNY ELEKTORAT

Wiem bowiem komu zawierzyłem i jestem przekonany…” (2 Tym 1.12).

Wybory mogą być fascynującą obserwacją ludzkich zachowań. Prowadzone są sondaże opinii publicznej, by zorientować się, którzy wyborcy jeszcze nie są zdecydowani. Zwykle będzie pewna liczba wyborców zdecydowanych, którzy stają po każdej z przeciwnych stron. Jak ów długoletni wierzący, gdy stwierdzono, że zapewne widział wiele przemian przez wiele lat. Odrzekł: „tak widziałem i przeciwko wszystkim byłem”.

Języczkiem uwagi będą jednak ci, którzy są niezdecydowani. Sztab wyborczy ma największy dylemat w ocenie szans z takimi wyborcami. Oni są nieznanym, niepewnym bytem wyborczym — nieprzewidywalni, ponieważ nie mają mocnych przekonań.

W sferze chrześcijaństwa mamy do czynienia również z niepewnym elektoratem. Są ludzie, którzy nie wiedzą, w co naprawdę wierzą. Nie mają żadnych mocnych przekonań, więc nie są zaangażowani w cokolwiek. Ich brak zdecydowania powoduje, że są chwiejni. Wszystko jedno, w co wierzą, a naprawdę wierzą w wiele fałszywych rzeczy. Ponad 30% deklarujących się jako katolicy wierzy w reinkarnację. Można podziwiać tych, którzy jasno określają się po jakiejś stronie.

Kiedy zaczynały się przemiany w naszym kraju wielu z tych przywódców, którzy je inicjowali, miało w perspektywie aresztowania, było zdecydowanych, przekonanych. Wiele krajów miało takich ludzi jak: Nelson Mandela, Martin Luther King, Lech Wałęsa.

Miliony chrześcijan spotykają się w niedzielę na nabożeństwach, a ilu jest przygotowanych, by ponieść jakieś konsekwencje za swoją wiarę? Przekonania określają styl naszego życia. Ap. Paweł był jednym, z tych, który został przygotowany, by wycierpieć prześladowanie dla Ewangelii. Był w stanie stwierdzić z absolutnym przekonaniem:

…nie wstydzę się, gdyż wiem, komu zawierzyłem, i pewien jestem tego, że On mocen jest zachować to, co mi powierzono…”.

Sportowcy wiedzą, że trudno jest zwyciężyć, mając złe nastawienie, nie mając przekonania. Oni wychodzą, by wygrać.

Jest historia w Starym Testamencie o czterech trędowatych (2 Król 7.3-9), którzy znaleźli się w sytuacji dramatycznej. Nie mogli wejść do miasta z powodu trądu, oblężenia i panującego głodu i tak nikt nie udzieliłby im pomocy. Ci trędowaci dokonali oceny i wybrali rozwiązanie płynące z ich przekonania i sytuacji. Nie mieli nic do stracenia i wszystko, by zyskać. Ich przekonanie i działanie ich uratowało i miasto od śmierci głodowej. Łatwo jest, słysząc i czytając codziennie o terroryzmie, katastrofach, zdziczeniu ludzi, korupcji, nie stracić przekonania, pewności, że warto o coś może zabiegać, coś zmienić.

Dla każdego nagłówka złej wiadomości mamy kilkanaście dobrych historii o tym, co robi Bóg dla człowieka każdego dnia”.

Na krytykę mamy pytanie: „a co dobrego masz do powiedzenia, bo o złych rzeczach gazety już pisały”. Potrzebujemy właściwego przekonania, pewności jak ap. Paweł: „…gdyż wiem, komu zawierzyłem, i pewien jestem tego…”, ponieważ to określi czy zawodzisz, czy masz zwycięstwo. Przekonanie nie znaczy, że nigdy nie będziesz mieć trudności lub psychicznych dołków. Co określi, jak odpowiadasz na nie. Twoje przekonanie i wiara zdecydują — przegrasz czy zwyciężysz. Wiele zależy od naszego mocnego przekonania, pewności, oceny sytuacji.

Dwaj sprzedawcy butów, którzy zostali wysłani do małego afrykańskiego kraju. Jeden oddzwonił do biura przygnębiony: „wracam, nie ma żadnej szansy na handlowy sukces, tutaj nikt nie nosi butów”. Drugi sprzedawca zatelefonował podekscytowany: „wyślijcie więcej butów, nikt nie nosi ich tutaj”.

Jak Bóg ustanowił prawa w naturze, tak ustanowił je też w sferze duchowej. Nie zmienia ich nagle, nie zaskakuje nas loterią zdarzeń. Czy wyobrażacie sobie, że prawa fizyki i ciążenia mogą zmieniać się znienacka? Jabłka, zamiast spadać, leciałyby w górę i polowały na ptaki. Zaparzona kawa raz byłaby zimna innym razem gorąca lub zamarznięta. Zasiane nasiona może wzeszłyby, a może poszybowałyby gdzieś na inną planetę. Jakie byłoby życie, gdyby nie było w nim przewidywalnego związku zgodnego z prawami fizyki, termodynamiki, chemii? Prawa fizyki i chemii umożliwiają nam życie. Rolnicze prawa umożliwiają produkcję jedzenia, a gastronomiczne umożliwiają ich obróbkę. Życie jest zbudowane na prawie.

Wierzymy, mamy mocne przekonanie i tak jest też w sferze wiary. W Bożym Słowie Bóg zawarł prawa dotyczące naszego życia wiecznego i nie zmienia ich, nawet gdybyśmy chcieli odwrócić przyciąganie ziemskie. Dlatego za ap. Pawłem mogę powiedzieć, wiem, jestem przekonany, pewny.

Nie jest ważne co stanie się ze mną, ale co zdarzy się we mnie.

Pozytywne nastawienie jest zaraźliwe.

Nie spędzaj czasu, medytując, czego nie mogę zrobić, ale co możesz zrobić.

Zapał, entuzjazm, gorliwość, oddanie ap. Pawła były natchnieniem dla innych, by angażować się w służbie dla Chrystusa. On wiedział, został przekonany i był zaangażowany. Jeśli nie jesteś pewny, łatwo możesz zostać przekonany do rzeczy, które nie koniecznie będą dobre. Nie angażując się, nie masz wpływu, nie możesz być polecany jako wzór.

Wzoruj się na zdrowej nauce, którą usłyszałeś ode mnie, żyjąc w wierze i w miłości, która jest w Chrystusie Jezusie” (2 Tym 1.13).

Mocne przekonania mogą zbudować mocne życie, ale jeśli twoje przekonania są słabe, twoje życie będzie takie samo. Przekonania nieosadzone w Bogu, prowadzą do niekonsekwencji i mogą skończyć się tym, że idziesz od kryzysu do kryzysu.

Jeśli zbudujesz na Bogu swoją pewność, będziesz oglądać błogosławieństwo. Wybory, których dokonujesz, określają twoje przekonania. Obojętnie co zdarza się w życiu, potrzebujesz mieć przekonanie co do twojej wiary, twego małżeństwa i kościoła.

Bądźmy ludźmi silnego przekonania, nie ustępując, kiedy trudne czasy przychodzą i wiedząc, kim jesteśmy w Bogu. Musisz zdecydować, do jakiego elektoratu będziesz należeć: niepewnego, trudnego, chwiejnego? Na kogo chcesz zagłosować? Musisz być zdecydowany. Wydawało się, że był liczny elektorat za Jezusem, ale w decydującej chwili okazali się niepewnym elektoratem, wybrali Barabasza.

Moją zachętą jest, byśmy mieli mocne i pewne przekonania odnośnie do Jezusa, bo one zadecydują o miejscu naszej wieczności. Jeśli źle zagłosujesz, możesz spędzić wieczność w piekle zamiast w wymarzonym niebie.

Czy należysz do sztabu Jezusa Chrystusa? Czym jesteś zajęty? Promowaniem Jego chwały, Królestwa Bożego, czy walczysz z innymi „partiami”?

Wierzysz Biblii, że mówi prawdę o życiu wiecznym, o przebaczeniu, o potrzebie nawrócenia, o wiecznym potępieniu?

Nie muszę wierzyć zapewnieniom kaznodziei, ale Biblii. Jeśli nie będę przekonany, to pewne jest, że rozminę się z Królestwem Bożym. Jeśli jesteśmy przekonani, wpływa to na naszą aktywność chrześcijańską, jeśli nie, to wszystko nam jedno.

Bądź człowiekiem wyrazistym z mocnym przekonaniem w Jezusie Chrystusie.

Chrześcijanie z mikrofalówki

Chrześcijanie z mikrofalówki

Bracia, ja o sobie samym nie myślę, że pochwyciłem, ale jedno czynię: zapominając o tym, co za mną, i zdążając do tego, co przede mną, Zmierzam do celu, do nagrody w górze, do której zostałem powołany przez Boga w Chrystusie Jezusie” (Flp 3,13–14).

Czas urlopów teoretycznie dobiegł końca i ponownie ruszamy do intensywnego biegu, bo przed nami cel. W okresie wakacyjnym włączamy trucht, ale przed nami zachęta, zdążamy do tego, co przed nami. Zatem będziemy powtarzać zacytowane słowo:

Zdążając do tego, co przede mną”.

W cytowanych wersetach Apostoł Paweł przeprowadza duchową inwentaryzację swojego życia. Żyjemy szybko. Około 100 lat temu, większość ludzi używała wozów ciągniętych przez konie. Podróżowanie samolotami nie istniało. Radio było w powijakach, a telewizji nie było, telefony były unikatem. Samochody przypominały dymiącą rurę, siejąc przerażenie na ulicach. Dziś pozwalamy programistom kontrolować wyobraźnię poprzez gry.

Niektóre nowoczesne udogodnienia nie są jednak tak mile widziane, jak inne.

Pewien właściciel zakładu pogrzebowego (Alvin Verette) w Louisianie, uruchomił wirtualny przekaz pogrzebu dla wygody zapracowanych żałobników. Zmarły jest wyświetlany w kilku ustalonych miejscach na dużym ekranie telewizyjnym, przyjaciele mogą podejść do ekranu i pożegnać zmarłego. Właściciel pomysłu mówi: „Chcieliśmy coś zrobić dla ludzi, którzy nie mają czasu, aby ubrać się i udać na pogrzeb”.

Jeśli ktoś nie ma czasu, by oddać ostatnią posługę, to nie będzie się martwił, by podejść do ekranu i zobaczyć glinianą powłokę. Nie zawsze nowoczesne, oznacza, że jest lepsze.

Za jeden z symboli nowoczesności poza telefonem komórkowym można uznać „mikrofalówkę”. Szybko i błyskawicznie wszystko ugotowane.

Jesteśmy wezwani, aby zrobić coś, co pozornie jest psychicznie, mentalnie i emocjonalnie niemożliwe: „zapominając o tym, co za mną”.

Kiedy naciskamy klawisz komputera „delete”, wcale nie oznacza to, że plik został całkowicie wymazany. Informacja zniknie z ekranu, ale wciąż jest w pamięci komputera. Mimo że została usunięta, wciąż może zostać odzyskana.

Wierzę, że Paweł mówi, by nasze przeszłe niepowodzenia, ból, rozczarowania, nie trzymały nas od doświadczania Boga dzisiaj. Przeszłość niektórych trzyma jak zakładników. Wszyscy wiemy, że przeszłości nie można zmienić. Można wrócić i zmienić niektóre rzeczy. Naprawić ogrodzenia, odbudować mosty. Wiemy, że odbudowane nigdy nie są takie same jak w oryginale. Przeszłość jest pomocna w jeden sposób.

Przeszłość pomaga nam podejmować decyzje, które będą miały wpływ na przyszłość.

Nie żyj w lustrze

Żona Lota jest tego przykładem, miała śmierć za sobą i życie przed sobą. Patrząc w lusterko, próbowała iść do przodu. Nie można dokonać postępu z Bogiem, dopóki trzymamy się kawałków starego życia.

A Jezus rzekł do niego: Żaden, który przyłoży rękę do pługa i ogląda się wstecz, nie nadaje się do Królestwa Bożego” (Łk 9,62).

Niektórzy starają się uczynić w kościele ziemskim, świat bardziej komfortowy, do akceptacji. Nie głoszą przeciwko grzechowi. Wystarczy, że czujesz się dobrze w kościele jak w domu. Zrobimy wszystko, by cię poklepać po plecach. Bez zobowiązań, pokuty, wyznania grzechu. Niestety nadal z perspektywą piekła.

Kościół we współczesnym świecie zaczyna tracić tożsamość.

Można mieć rozrywkowy program nabożeństwa, ale jeśli odejdzie chwała Boga, jeśli Duch Pana opuści miejsce zgromadzenia, nic nie pomoże najwymyślniejsza nazwa zboru ani najatrakcyjniejszy program, zagości tylko śmierć wieczna. Nie ma nic w świecie, co zmienia serce jak tylko zwiastowanie ewangelii pod namaszczeniem Ducha Świętego!

Chcę słyszeć, co Bóg ma do powiedzenia. Muszę usłyszeć orędzie Chrystusa.

Zastanawiam się, czy tych samych problemów współczesnego kościoła nie miał wczesny Kościół.

Wielu bowiem z tych, o których często wam mówiłem, a teraz także z płaczem mówię, postępuje jak wrogowie krzyża Chrystusowego; Końcem ich jest zatracenie, bogiem ich jest brzuch, a chwałą to, co jest ich hańbą, myślą bowiem o rzeczach ziemskich” (Flp 3,18-19).

Paweł powiada, moje życie nie jest z kuchenki mikrofalowej, ale toczę duchowy bój.

Chrześcijanie z mikrofalówki naciskają na uznanie świata, chwałę ludzi, akceptację tych, którzy odmawiają podporządkowania się woli Boga. Starają się zaspokoić ciało zamiast zaspokojenia ducha. Czczą Boga wtedy, gdy jest to wygodne, w sposób, który nie kosztuje nic.

Mikrofalowe chrześcijaństwo”.

Pokuta nie jest łatwa, a ołtarz nie jest darmo. Jezus zapłacił za nasze miejsce pokuty własną krwią. Oddał życie, cenę bólu i cierpienia, tak, że ty i ja możemy mieć przywilej cieszenia się życiem wiecznym. Wszyscy chcielibyśmy życia wygodnego. Jednak służba Panu nie jest zabawą, to kosztuje, nadal będziemy płacić cenę. Można się śmiać z naszego biblijnego konserwatyzmu, ale rację ujawni Dzień Pana.

Gdyż bliski jest dzień PANA dla wszystkich narodów! Jak ty postępowałeś, tak postąpią z tobą. Zapłata za twoje czyny wróci na twoją głowę” (Abd 1,15 EIB).

Zmierzam do celu

Kochamy nasze nawigacje GPS. Wspaniale byłoby mieć GPS wiary. Za 5 dni idź na modlitewne, w niedzielę nie zapomnij o nabożeństwie, daj trochę pieniędzy do kościoła, wieczorem i rano nie zapomnij pomodlić się, przeczytaj trzy rozdziały Biblii codziennie, przyjechałeś na miejsce, jesteś święty. To jest kuszące. Prowadzeni za rączkę.

Wstaw do mikroweli, nastaw na 40 sekund i już masz gorącego chrześcijanina.

Nie przychodzimy do kościoła na pogawędki przy kawie, ale:

by Słowo Boże stało się mieczem przenikającym do rozdzielenia duszy i ducha, stawów i szpiku, zdolne osądzić zamiary i myśli serca” (Hbr 4,12).

Nie chcemy tracić cennego czasu, jaki dał nam Bóg. Nie mamy czasu na zakładanie duchowego pampersa. Nie prowadzimy żłobka do lulania, nie dysponujemy lektykami, by nosić, bo toczymy bój o życie. Przychodzę, by otrzymać impuls do zwycięskiego życia w nadchodzącym tygodniu. Nie musimy straszyć się piekłem. Przychodzimy, by dowiedzieć się, że Bóg nas kocha. Jesteśmy wartościowymi osobami przeznaczonymi do życia wiecznego z Bogiem, a nie w piekle.

Zmierzam do celu, który ma też swoją motywację; „wieniec niezniszczalny”.

Ewangelikalne chrześcijaństwo ma w swym poselstwie punkt zwrotny, od którego wszystko się zaczyna liczyć w nowy sposób. Mówimy o nowym życiu w Chrystusie. Jest to duchowy zwrot o 1800 w kierunku Boga.

Między jednym a drugim mrugnięciem oka wszystko może ulec zmianie.

Autor listu do Hebrajczyków powiada:

[…] biegnijmy wytrwale w wyścigu, który jest przed nami […]” (Hbr 12,1).

Droga za Chrystusem to nie beztroski spacer, niedzielna przechadzka w pogodny dzień, ale wysiłek, praca, bój, wtedy gdy pojawiają się burze. Chrześcijanin nie musi jednak błąkać się po bezdrożach, ale może iść wyznaczoną drogą przez Jezusa. Nie jesteśmy turystami, ale patrzymy na krzyż i zwycięstwo zmartwychwstania. W tej drodze nie jesteśmy pozbawieni zachęty, nauczania, ale też i napomnienia. Napominanie ma barwę zachęty, mobilizacji. Przecież stać Cię na to, by odpowiedzieć Bogu na Jego zaproszenie do innego życia. O Jezusie powiedziano w Twojej sprawie – „przyjaciel grzeszników”.

Dla chrześcijanina podstawową metodą treningu jest studiowanie Bożego Słowa, ono daje zachętę, ale też przypomina gdzie mamy słabe punkty, które muszą być wyeliminowane. Wszystko mi wolno, ale bywa, że rezygnuję z mojej wolności wyboru, bo mógłbym nie osiągnąć celu.

Największym niebezpieczeństwem dla chrześcijanina jest zadowolenie z siebie i swego stanu – mikrofalowe chrześcijaństwo.

Ap. Paweł powiada, ja nie wymachuję moimi duchowymi pięściami na oślep. Do mety biegnę niewystrzelony z duchowej armaty, ale intensywnie duchowo trenuję – ćwiczę.

Potrzebujemy autorytetu. Dzieci wierzących nie idą za rodzicami, prowadzą życie bez Boga, wiążą się w nieformalne związki małżeńskie, wybierają świeckich partnerów, a potem dają zajęcie zborowi na 24 godziny – módlcie się. Nie mówcie mi, że to jest w porządku.

Zdążam do celu, meta duchowa nie jest utopią. Mamy dom w niebie u Ojca. Gdy dokończysz biegu, Bóg powie, jesteś u celu.

…wiemy bowiem, że mamy dom w niebie, wieczny” (2 Kor 5,1).

Celem ludzkiego życia nie jest śmierć, ale zmartwychwstanie” (Karol Batrh).

Zatem wyłączmy duchowe mikrofalówki, bo celem jest zmartwychwstanie.

Trzy słowa

Trzy słowa

Łaska Pana Jezusa Chrystusa i miłość Boga, i społeczność Ducha Świętego niech będzie z wami wszystkimi” (2 Kor 13,13).

Kaznodzieje częściej ten werset cytują jako zakończenie zwiastowania lub tzw. doksologię jako udzielenie błogosławieństwa na koniec zgromadzenia.

Trzy pojęcia zawarte w cytowanym wersecie niech posłużą naszej duchowej refleksji.

Łaska Pana Jezusa Chrystusa

Ludzie wierzący są z tym pojęciem za pan brat. Ono już nie szokuje tak jak w chwili objawienia się tej zbawiennej Łaski w Jezusie.

Albowiem objawiła się łaska Boża, zbawienna dla wszystkich ludzi” (Tyt 2,11).

Stwierdzenie było rewolucyjne. Osłuchanie się z tym zwrotem możliwe, że stępia niezwykłe znaczenie.

Kiedy dziś myślimy o łasce, może wydaje się ona oczywista jakby wpisana w nasze życie, omal należna człowiekowi. Zadałem sobie pytanie, jak dalece jest dla mnie ta łaska świeża, pobudzająca do chwały i uwielbienia Boga. Ile znaczy?

Jezus narodził się, żył i oddał swoje życie dla nas, dla mnie. Okazał nam łaskę. Jego łaska odnalazła nas, zagubionych, zbuntowanych, grzesznych. Podniosła i zmieniła życie, czyniąc nas nowym człowiekiem, uświęconym i miłującym Boga.

Nowy człowiek? Na zewnątrz może mało atrakcyjny, trzeba go czasem podretuszować, ale wieczorem i tak maska spada. Jest jednak jeszcze wewnętrzny, piękny, gdy Bóg dokonał jego odnowienia.

Ozdobą waszą niech nie będzie to, co zewnętrzne, lecz ukryty wewnętrzny człowiek z niezniszczalnym klejnotem łagodnego i cichego ducha, który jedynie ma wartość przed Bogiem” (1 Ptr 3,3-4).

Zasługiwaliśmy na inną zapłatę, a jednak:

Albowiem zapłatą za grzech jest śmierć, ale darem laski Bożej jest żywot wieczny w Chrystusie Jezusie Panu naszym” (Rz 6,23).

Słowniki definiują tę łaskę jako: „Niezasłużona Boża życzliwość. To wszystko, co Bóg uczynił dla człowieka, czego człowiek sam nie byłby w stanie uczynić”. Takie definicje mogą być mylące. Tworzą leniwą teologię.

Łaska to Chrystus, który przeszedł drogę człowieka, zszedł pomiędzy grzesznych ludzi, aby doświadczać głodu i pragnienia, aby stawać twarzą w twarz z grzechem, chorobami i demonami, a przez to utorować drogę nam do obecności Bożej. To, siostry i bracia jest łaska! Ap. Piotr napisze:

A Bóg wszelkiej łaski, który was powołał do wiecznej swej chwały w Chrystusie, po krótkotrwałych cierpieniach waszych, sam was do niej przysposobi, utwierdzi, umocni, na trwałym postawi gruncie.

[…] taka jest prawdziwa Łaska Boża, w niej trwajcie” (1Ptr 5,10.12)

Czy na pewno tak myślimy o łasce? Czy to, czego doświadczył Hiob i jego rodzina postrzegamy jako łaskę? Hiob nie miał pojęcia, co działo się w niebie między Bogiem a szatanem. Nie otrzymał żadnego ostrzeżenia. A jednak po niedługim czasie radość i śmiech ponownie wypełniły ich dom. Wszystko zostało przywrócone.

I nazwał pierwszą Jemima (gołąbek), drugą Kesja (miły zapach), a trzecią Kerenhappuch (flakonik do pachnideł)”.

Spójrzcie na ten obraz Bożej łaski: ta sama kobieta, która powiedziała swojemu mężowi, aby złorzeczył Bogu, została teraz ubłogosławiona kochanym małym gołąbkiem, który do jej domu na nowo wniósł pokój.

Czy o swoim życiu myślimy, że jest nad nim łaska?

Może nigdy nie zrozumiemy swojego bólu, depresji i niewygody. Może nigdy nie dowiemy się, dlaczego nasze modlitwy o uzdrowienie nigdy nie zostały spełnione, ale nie musimy wiedzieć dlaczego. Nasz Bóg już nam odpowiedział:

Masz moją łaskę – ona ci wystarczy”.

Po jednej stronie krzyża Chrystus, ale po drugiej ja ukrzyżowany. Czy myślisz lub myślimy tak o łasce?

Ap. Paweł powiedział:

Z Chrystusem jestem ukrzyżowany; żyję więc już nie ja, ale żyje we mnie Chrystus; a obecne życie moje w ciele jest życiem w wierze w Syna Bożego, który mnie umiłował i wydał samego siebie za mnie” (Gal 2,20).

Nie tylko życie lekkie, miłe i przyjemne, ale odpowiedzialne, bo łaska to krzyż.

Łaska stała się drzwiami do zbawienia jak wrota do zamku. Nie możesz zatrzymać się w holu, by powiedzieć, że znasz zamek.

Łaska uczy nas mówić: NIE, temu, co pozbawiłoby nas społeczności z nią.

Kiedy patrzę wstecz na swoje życie, mogę zaświadczyć, że Boża łaska wystarcza.

Łaska Pana Jezusa Chrystusa niech będzie z wami wszystkimi”.

Miłość Boga

Bóg odnalazł nas poprzez miłość!

Miłujmy więc, gdyż On nas przedtem umiłował” (1Jan 4,19).

Nie tylko służymy Bogu, nie tylko należymy do Boga, nie tylko jesteśmy Mu posłuszni i podporządkowani, ale kochamy Go.

Będziesz tedy miłował Pana, Boga swego, z całego serca swego i a całej duszy swojej, i z całej siły swojej” (5 Mojż 6,5).

Dla Nikodema było szokiem, że Jezus może kochać grzeszników, tych, którzy Go odrzucają. My kochamy tych, których chcemy, mamy własną miarę miłości. Boża miłość ma inne wymiary. Ap. Paweł mówi o jej czterech wymiarach:

[…] żeby Chrystus przez wiarę zamieszkał w sercach waszych, a wy, wkorzenieni i ugruntowani w miłości, zdołali pojąć ze wszystkimi świętymi, jaka jest szerokość i długość, i wysokość, i głębokość”

(Ef 3,17-18).

Bóg umiłował, to nie jest zgorzkniały, groźny, straszny starzec. Bóg umiłował i dał. Gdyby nie miłował, nie dałby. Bóg umiłował świat, to słowo ogólne, ale On umiłował indywidualnie – KAŻDEGO. Każdy, to znaczy dotyczy mnie osobiście. Co Cię skłoniło, że posłałeś Syna i to umiłowanego, na ziemię? Dlaczego?

Dlatego, że jesteś w moich oczach drogi, cenny i Ja cię miłuję” (Iz 43,4).

Myślałem, że już nikt mnie nie miłuje. Problemem jest różnica pomiędzy nowoczesną definicją miłości, a tym, co Jezus nazywa miłością!

Miłość nie jest tylko emocją, czy uczuciem, które mamy do Chrystusa. Miłość oznacza posłuszeństwo przykazaniom Pana Jezusa Chrystusa!

Możemy śpiewać ze łzami: „Sercem kocham Jezusa…”, „Ty jesteś moją miłością…”, ale jeżeli nie jesteśmy posłuszni Bożemu Słowu w codziennym życiu, to całe nasze mówienie, zwiastowanie i śpiewanie o tym, że kochamy Jezusa, jest tylko naszą sentymentalną duchowością.

Gdy mówię o miłości Bożej, myślę też o bojaźni. Boża miłość nie oznacza, że Bóg jest kumplem do poklepywania po plecach. Mówienie do Boga tatusiu jest dla mnie spoufalaniem się, a nie jesteśmy równymi partnerami. Jeżeli nie masz bojaźni Bożej, to zaczniesz wierzyć, że Bóg przymyka oko na grzech.

Miłość jest reakcją na łaskę.

Społeczność Ducha Świętego

Społeczność Ducha Św. to niezwykła społeczność ludzi, których dotknęła łaska i miłość Boga. Społeczność Ducha sprawiła, że dotknięci chcieli być z sobą ciągle.

I trwali w nauce apostolskiej i we wspólnocie, w łamaniu chleba i w modlitwach. Codziennie też jednomyślnie uczęszczali do świątyni” (Dz 2,42.46).

Wyniosły faryzeusz Paweł, dzieli się świadectwem swego życia z niewolnikami ze slumsów. Teraz są jego braćmi w Chrystusie. Wyjaśnienie jest tylko jedno – Duch Św.

Podczas pamiątki wieczerzy stojący na dwóch biegunach klasy społecznej ludzie dzielą się chlebem i winem. Jedyne wytłumaczenie tego to Duch Św.

Ta społeczność Ducha Św. jest zdumiewająca, była ona wszystkim dla tych, których ogarnęła łaska i miłość Boga. Nigdy nie traktowali braterstwa, jako obowiązeku. Ich społeczność była dzieleniem się życiem Jezusa Chrystusa.

Bóg nie chce apologetów, którzy będą się o Niego spierać. On chce zwiastunów, którzy Go ogłaszają. Na tym polegała społeczność Ducha Św..

Nie potrzebujemy teatru, by pokazać, jak kochamy Boga, ale społeczności Ducha Św.

Są ludzie, którzy ciągle się nawracają, a nie pozwolą, by Duch Św. ułożył im życie. On musi zbliżyć nas do Chrystusa.

Społeczność Ducha Św. to nie 5 minut emocjonalnego podekscytowania, ale 30 minut służby.

Społeczność Ducha Św. zawiera różnicę między wspólnotą a byciem razem. Są ludzie, których lubimy lub nie. Miłujesz człowieka, bo jest bratem w Chrystusie, ale jako człowieka nie bardzo, a innego lubisz i chcesz z nim razem wypić kawę, ale to nie jest wspólnota, to jest bycie razem. Kościół nie jest klubem, w którym pozostajemy pod wrażeniem, ale społecznością Ducha Św. w łasce i miłości Boga. Chcemy być w społeczności ludzi wierzących ze względu na Chrystusa, ale też siostry i brata drogocennych świętych.

Jako żywe kamienie budujcie się w dom duchowy”.

Chrześcijanie, z którymi są problemy, to ludzie, którzy zapomnieli o tym wspaniałym pozdrowieniu ap. Pawła. Dlaczego o tym mówię, bo nie ma w życiu chrześcijańskim stania w miejscu, kto stoi, ten się cofa.

Dzisiejsze Słowo zachęca nas, idźmy o kolejny krok w wierze dalej a:

Łaska Pana Jezusa Chrystusa i miłość Boga, i społeczność Ducha Świętego niech będzie z wami wszystkimi”.

Uważaj na drugą Miłość

Uważaj na drugą Miłość

Lecz mam coś przeciwko tobie: Porzuciłeś swoją pierwszą miłość” (Obj.2,4).

 

Są tematy, kaznodziejsko wyeksploatowane. Tematy dyżurne, a zwłaszcza temat o miłości. Podejmuję jednak kaznodziejskie wyzwanie i mam nadzieję z pozytywnym skutkiem.

Księga Objawienia w rozdziale drugim rozpoczyna dedykację do siedmiu wyselekcjonowanych zborów w Azji. Zborów było znacznie więcej, jak Troada, Milet, Kolosy, Hierapolis, ale Pan wybrał siedem. Wśród nich Efez i tylko jeden werset z dedykowanego listu będzie tłem mojego rozmyślania.

Efez był tyglem narodowości i egzotycznych kultów. Miasto ze świątynią Artemidy, z powodu której doszło do wielkich rozruchów, o których relacjonują nam Dzieje Apostolskie. Miasto praktyk okultystycznych. Dzieje Apostolskie mówią nam, że wartość spalonych ksiąg okultystycznych wyniosła 50.000 drachm. W mieście, w którym rządziły demony i pieniądze, działa duży, prężny zbór.

Co daje ludziom wierzącym lektura listów, z jakimi zwraca się do zborów uwielbiony Chrystus? Jakie to ma znaczenie dziś? Jest to dowód, że żadne przeszkody zewnętrzne nie mogą ograniczyć życia duchowego zboru, jak i ludzi wierzących. Listy skierowane do siedmiu zborów są jak coroczna kontrolna wizyta u lekarza. Przypominają nam o tych obszarach naszego życia, na które musimy zwrócić uwagę, jeśli chcemy być zdrowi duchowo.

Niewątpliwie ważne jest ostrzeżenie, byśmy powrócili do źródeł, do pierwszej miłości, do modlitwy, postu, znajomości Słowa Bożego. Nie można być dla Boga letnim, meduzą, człowiekiem bez kręgosłupa.

Wielką radością dla wierzących jest to, że zbory nie są pozostawione same sobie, że nie musimy polegać tylko na swoich umiejętnościach. Uwielbiony Chrystus trzyma je w swojej prawicy i jest pośród nich.

Kiedy Paweł pisał list do Efezu, zbór był na fali wznoszącej, kiedy Jan napisał kilka lat później, był to zbór w pewnym kryzysie. Piec nadal tam był, ale ogień prawie wymarł. Było jeszcze trochę ciepła, ale węgle straciły blask. Ogień zaczął wygasać, a węgle straciły żar. Był to „zespół umierającego żaru”.

John Stott o zborze w Efezie powiedział: „Wydawało się, że jest to kościół modelowy pod każdym względem. Jego członkowie byli zajęci służbą, cierpliwi w swoich doświadczeniach, cierpieniach i ortodoksyjni w wierze”.

Jeśli to był zdrowy kościół, to gdzie jest haczyk?

W ten pochwalny ton wkrada się fatalne „lecz”. Lepiej, żeby go nie było. Uwielbiony Chrystus Pan wszystko widział, obejrzał, niczego nie przeoczył, ale i nie przemilcza tego, co złe.

Dziś dominują tematy o szczęściu, łasce, dobroci, a grzech – chyba nie istnieje albo nie wspominaj, by nie obrazić ludzi.

Kościół w Efezie był zajęty robieniem wielu rzeczy dobrych, ale Efezjanie zapomnieli, dlaczego je robią. Zapomnieli, kim są. Zapomnieli o swojej Pierwszej Miłości.

Lecz mam coś przeciwko tobie: Porzuciłeś swoją pierwszą miłość”.

Niestety to zgrzyt, jakby uwielbiony Jezus nasypał piasku w buty. Kiedy Jezus wspomina „pierwszą miłość”, nie mówi o szkolnej sympatii. Pamiętasz swoją pierwszą miłość? Miłość swojego życia? Twoja pierwsza randka z nim lub z nią, kiedy miłość była świeża i wspaniała? Kiedy jesteś zakochany, twoje oczy błyszczą, twoja twarz lśni. Natychmiast rozpoznajemy „ostry zespół zakochania”.

Kiedy Jezus mówi, o „pierwszej miłości”, mówi, że chrześcijanie efescy zapomnieli o Tym, który ich kocha, Tym, który umarł, aby ich zbawić. W Efezie Jezus dostrzega „zespół umierającego żaru”. Ten zwrot obejmuje całe chrześcijańskie życie z jego praktycznymi aspektami, bo właśnie utrata tej pierwszej chrześcijańskiej gorliwości prowadzi do marazmu, zniechęcenia. Wtedy zadajemy sobie pytanie, co to się stało, że nie jest tak, jak było kiedyś? Co jako chrześcijanin straciłem z tego, co miałem na początku? Świeżość wiary, aktywność, entuzjazm, otwartość?

Zdarza się, że zapominamy o niektórych rzeczach. Zapominamy, gdzie położyliśmy kluczyki do samochodu. Zapominamy o terminach, datach urodzenia i rocznicach. Zapominamy, gdzie zostawiliśmy telefon, zapominamy o haśle do internetu, banku, a nawet, dlaczego weszliśmy do pokoju! W erze komputerów wiele programów ma zabezpieczenia hasłami, które zapominamy.

Żyjemy w hasło szczęśliwym świecie.

W chrześcijaństwie nie ma haseł. Nic w naszej wierze nie powinno być trzymane w tajemnicy przed innymi. Jeśli zapomniałeś hasła bądź wdzięczny, że nadal pamiętasz miłość Boga do ciebie.

Zostawiliśmy naszą pierwszą miłość, nie dlatego, że postanowiliśmy po prostu zostawić Jezusa, ale dlatego, że sprawy codziennego życia po prostu powoli nas odciągają. Tak dzieje się z ludźmi, którzy tracą pierwszą miłość do Chrystusa. Pozwalają, aby coś lub ktoś inny w ich sercach zajął miejsce Jezusa.

Słowo to jest tak bardzo aktualne. Nie odczytuję księgi Objawienia w kontekście jakiejś odległej przyszłości, ale teraźniejszości, bo teraz ją czytam i teraz chcę, by ona do mnie mówiła.

Pytanie nie brzmi, czy może się to zdarzyć? Pytanie brzmi, jak chronić się przed tym niebezpieczeństwem?

Naukowcy przeprowadzili ankietę, w której zadawali ludziom szereg pytań na temat tego, jak postrzegają Boga – Jego priorytety i Jego pogląd na ludzkość. Odkryli najbardziej intrygującą rzecz, gdy zestawiali wyniki: ludzie mieli tendencję do postrzegania Boga jako powielenie siebie. Zaczynają myśleć, że Bóg jest podobny do nich, że On myśli tak, jak oni i ma te same priorytety i cele w życiu. Kiedy tak się stanie, ludzie mogą zacząć myśleć, że każda decyzja, którą podejmują, jest dobra. Jedynym z powodów, dla którego chrześcijanie doświadczają duchowego wychłodzenia, jest brak odpowiedzi na pierwszą miłość! Coraz łatwiej jest uciec od obowiązków i pierwszej miłości. Pojawiają się pytania typu: „czy muszę”? W tym miejscu pojawia się główna myśl, którą chcę mocno podkreślić:

Uważaj na drugą miłość.

Druga miłość sprawi, że nie odpowiesz na pierwszą miłość Bożą.

Każdemu wierzącemu zagraża niebezpieczeństwo przyzwyczajenia, zwietrzenia, normalności w tym, co się z nami zdarzyło, pożeglowania ku drugiej miłości.

Samson był nazyrejczykiem, poświęconym Panu. Był znakiem, że należał do Boga Izraela, ale miał drugą miłość – flirt.

Filistyni nadchodzą, Samsonie! — zawołała. On zbudził się ze snu: Wyjdę z tego, jak zawsze! — pomyślał. Nie wiedział jednak, że PAN go opuścił” (Sdz 16,20).

Pierwsza miłość przegrała z drugą miłością.

Saul został królem, ale w sercu hodował drugą miłość.

Kiedy wojsko wracało po bitwie, a Dawid po pokonaniu Filistyna, kobiety ze wszystkich miast Izraela wychodziły ze śpiewem i tańcem, z radością, przy wtórze tamburyn i cymbałek na spotkanie króla Saula. Śpiewały sobie przy tym piosenkę: Pobił Saul gromady, a Dawid — miriady! Słowa te dotknęły Saula. Uważał je za niewłaściwe. Dawidowi przypisały dziesiątki tysięcy, a mnie tylko tysiące — wyrwało mu się. — Brakuje mu teraz tylko królewskiej władzy!” (1Sam 18,6-8).

Saul kochał swój urząd, władzę i sławę. Kochał swoją pozycję bardziej, niż kochał Boga.

Bogaty młodzieniec miał coś ważniejszego niż Boga – odszedł samotny. Miał drugą miłość.

Jezus kiedyś skierował słowo zaproszenia do pewnych ludzi, by poszli za Nim. Byli gotowi to uczynić, ale na swoich warunkach: „już idę” tylko… „pozwól jeszcze”. „Jeszcze tylko” nie daje odporności na drugą miłość.

Uważaj na drugą miłość.

Uczniowie mieli drugą miłość ukrytą głęboko w sercach.

Szymon Piotr powiedział: Idę łowić ryby. A oni mu na to: My też idziemy z tobą. Wyszli więc, wsiedli do łodzi, lecz tej nocy nic nie złowili” (Jan 21,3).

Piotr i uczniowie w sercu mieli: „jeśli to nie wyjdzie, to mamy jeszcze nasze łodzie, sieci do połowu ryb, nasze stare zajęcie!” Ludzie wierzą, że ich priorytety są priorytetami Jezusa i że ich decyzje są decyzjami Jezusa. Zapominają o swojej pierwszej miłości, ponieważ są bardziej zakochani w sobie. To nie jest tak, że pójdziesz do piekła, bo przegapiłeś niedzielę. Problem w tym, że im więcej pozwolisz zaśmiecać swoje życie, tym dalej będziesz dryfować od Chrystusa. Bliskość z Jezusem jest tym, co mówi o naszej miłości do Niego. Kiedy zastępujemy Jezusa czymś innym, przestaliśmy Go kochać tak, jak powinniśmy.

Nie można być dla Boga letnim, meduzą, człowiekiem bez kręgosłupa. Jutro zdecyduję, mam jeszcze czas, zdążę podjąć decyzję, teraz muszę jeszcze… „złowić złotą rybkę”. Tak mijają dni, tygodnie, lata, a my mamy ciągle jeszcze coś do zrobienia, co jest ważniejsze od Boga.

Uważaj na drugą miłość.

Kiedy ktoś poznał łaskę Boga, to postawa „jeszcze tylko” jest o jeden raz za dużo”.

Były trzy polecenia, które Chrystus dał kościołowi:

Po pierwsze – wspomnij i się zastanów.

Czasem patrzenie wstecz może być szkodliwe jak dla żony Lota. Czasem może być korzystne: Syn marnotrawny wejrzał w siebie.

Po drugie – opamiętaj się.

Nie było harmonogramu rozpoczęcia opamiętania. Program brzmiał – natychmiast.

Chrystus chciał, aby kościół w Efezie zmienił kierunek. Mieli odwrócić się plecami do grzechu. Nie kazano im czekać, aż poczują wyrzuty sumienia lub skruchę, ale mieli uznać ocenę Chrystusa ich duchowego stanu: uważajcie na drugą miłość.

Po trzecie – Postępuj tak jak w pierwszej miłości.

Jest to wezwanie do zatrzymania się i posłuchania Boga. Bez obecności Ducha Świętego liderzy muszą polegać na rozrywce, umiejętnościach oratoryjnych i „chwytach” religijnych. Druga miłość skradła nasze oddanie i poświęcenie. Słabością dziś jest chwalenie się naszymi aktywnościami. Spójrzcie co robimy.

Uważaj na drugą miłość.

Możemy być tak zajęci robieniem „rzeczy kościelnych”, że zostawiamy Boga. Szatan nie jest zdenerwowany, jeśli prowadzisz „działalność religijną”. Nie jesteś dla niego zagrożeniem, o ile jesteś odłączony od źródła zasilania. Jeśli tylko wierzący rozpoczną rozpalanie duchowego ognia, przygasającego żaru, to włącza się alarm i pełna mobilizacja.

Mamy „złoty czas Bożej Łaski” i mając Chrystusa jako swego Pana, czuję się pewnie.

Chciałbym, aby ten werset, pobudził nas do zadania sobie pytania, co ja chrześcijanin straciłem z tego, co miałem na początku? Świeżość wiary, aktywność, entuzjazm, otwartość, pierwsza miłość – nie porzucajcie tych cech. Każdemu wierzącemu zagraża niebezpieczeństwo przyzwyczajenia, zwietrzenia, normalności w tym, co się z nami zdarzyło.

Nie musimy powracać w poczuciu skompromitowania, ale w poczuciu ogarniającej nas miłości Boga.

Prawda jest jednak taka, że kiedy doświadczasz nowego życia, nic innego nie może cię ponownie zadowolić.

Może przechodzisz przez trudny czas, chcesz rzucić to całe chrześcijaństwo. Może czujesz, że ludzie cię zawiedli i chcesz uciec od wszystkiego.

A Bóg wszelkiej łaski, Ten, który was powołał do swej wiecznej chwały w Chrystusie Jezusie, po krótkotrwałych cierpieniach sam was odnowi, utwierdzi, umocni i ugruntuje” (1 Ptr 5,10).

Nigdy nie dowiesz się, że Bóg jest wszystkim, czego potrzebujesz, dopóki Bóg nie będzie wszystkim, co masz”.

Zostaw drugą miłość i wróć do pierwszej.

Chrystus jest tym, który sprawi, że znów pójdziemy we właściwym kierunku. On z nas nie rezygnuje.

Uważaj na drugą miłość, by nie zastąpiła pierwszej.

Od pamiątki do pamiątki

Od pamiątki do pamiątki

A gdy nadszedł dzień Zielonych Świąt, byli wszyscy razem na jednym miejscu. I powstał nagle z nieba szum, jakby wiejącego gwałtownego wiatru, i napełnił cały dom, gdzie siedzieli. I ukazały się im języki jakby z ognia, które się rozdzieliły i usiadły na każdym z nich. I napełnieni zostali wszyscy Duchem Świętym…” (Dz 2,1-4).

Aktualnie chrześcijanie wspominają pamiątkę zesłania Ducha Św. Przygoda z ruchem Zielonoświątkowym zaczyna się w drugim rozdziale Dziejów Apostolskich i trwa do dziś.

Drugi rozdział Dziejów Apostolskich dostarcza nam obraz wydarzenia, które wspominamy, a jest ono przypomnieniem narodzin kościoła Jezusa Chrystusa na ziemi. Tak zaczyna się żywy wzrost misji chrześcijańskiej i inauguracja wspólnoty chrześcijańskiej na całym świecie. W Jerozolimie był święty czas i gotowi ludzie i pojawiła się iskra, języki ognia i Kościół wystartował.

Zbyt często zielonoświątkowcy rozkładają niewłaściwie akcent tego przeżycia. Skoncentrowani jesteśmy na przeżyciu, doznaniu, językach, darach, ale głównym akcentem tego duchowego doświadczenia jest Bóg obecny w nas, z nami, dający nam życie, rozpalający nasze serca dla Niego. Łukasza o wiele mniej interesuje pirotechniczny fakt pojawienia się języków i szum wiatru niż to, co ci, którzy są świadkami tego doświadczenia robią w odpowiedzi. Ważne jest to, co dzieje się w wyniku wtargnięcia Ducha Św., a nie szczegóły tego, jak Duch się pojawia.

Zadaniem i celem Ducha Św. jest budowanie naszego wewnętrznego życia duchowego, bo to ono pokazuje nas na zewnątrz.

…weźmiecie moc Ducha Świętego, kiedy zstąpi na was, i będziecie mi świadkami w Jerozolimie i w całej Judei, i w Samarii, i aż po krańce ziemi”.

To, co głosi Pięćdziesiątnica, jest przemieniającą mocą Ducha Świętego jako daru, który wierzących czyni ludem przymierza z Bogiem. Oni nie mieli być ludźmi wyrażającymi intelektualną zgodę na chrześcijaństwo, ale zrodzonymi na nowo jako „nowe stworzenie”. Potrzebowali napełnienia Ducha, a gdy zostali napełnieni, ZACZĘLI…

słyszymy ich, jak w naszych językach głoszą dzieła Boże” (Dz 2,11).

Ap. Paweł wyraża życzenie swoje skierowane do Efezjan słowami:

…żebyście byli przez Ducha jego mocą utwierdzeni w wewnętrznym człowieku” (Ef 3,16).

Zadaniem i celem Ducha Św. jest budowanie naszego wewnętrznego życia duchowego, bo to ono pokazuje nas na zewnątrz.

Być może ktoś potrzebuje filiżanki kawy, kogoś, kto by przytulił, wysłuchał i okazał troskę. Kogoś, kto by użył darów w służbie. Pełnia Boża i Ducha Św. to nie 5 minut emocjonalnego podekscytowania, ale 30 minut służby.

Pierwsza część historii jest emocjonująca. Szum potężnego wiatru, języki ognia, ludzie słyszący własny język od zwykłych Galilejczyków. Obietnica Ducha wylała się na młodych i starych, niewolników i wolnych, kobiety i mężczyzn. Tak, to było napełnienie Duchem Św. Pięćdziesiątnica byłaby historią, gdyby nie to, co stało się później.

Pięćdziesiątnica ukształtowała życie ludzi i narodzonego kościoła.

Pięćdziesiątnica tamtego czasu zmieniła ludzi, że świat widział przełożenie między teorią a praktyką.

Prawdziwa ewangelia jest dwustronna — to są PRAWDA i DOWÓD!

Ludzi nie interesuje, jak dużo wiesz, aż przekonasz ich, jak żyjesz zgodnie z tym, co wiesz.

Zjawiskiem naszych czasów jest pragnienie dynamicznego duchowego poruszenia. Przeżycie zwane napełnieniem Duchem Św. jest bardzo ważne i chrześcijanin powinien być świadomy potrzeby tego przeżycia, ale bez zbawienia nie ma ono żadnego znaczenia. Jest wtedy tylko jakimś przeżyciem. Wspominaniem od pamiątki do pamiątki.

Wiatr Ducha Św. uczynił wiele błogosławionego zamieszania w świecie. Poddać się Duchowi Św. to zgodzić się na Jego plany, zamierzenia a zrezygnować z własnych. Duchu Św. jest zawsze nową przygodą, indywidualną dla każdego z nas.

Duch św. musi mieć możliwość formowania nas wg swego projektu, bo łatwiej jest poruszyć coś niż dać poruszyć sobą.

Tak jak „nadeszło wypełnienie czasu” by narodził się Jezus Chrystus, tak w dzień Pięćdziesiątnicy wypełnił się czas w Bożym planie dla posłania Ducha Św. W dzień Pięćdziesiątnicy Duch Św. otrzymał nowe polecenie. Przeniósł swoją główną kwaterę, jeśli tak można powiedzieć, z niebieskiej chwały do Swego biura na ziemi, by w ten sposób administrować sprawami Chrystusa, przebywać w Kościele i sercach ludzi wierzących. Bóg potrzebował ludzi gotowych stanąć w pierwszej linii. On wiedział, że nie wystarczy entuzjazm, dlatego dał zalecenie uczniom oczekiwania. Pan wiedział, jakie może być ich zwiastowanie, gdy rozproszą się i włączą w zwiastowanie własną energię, uczucia, intelekt. Im był potrzebny entuzjazm Ducha Św. a nie entuzjazm ciała.

Nowo narodzenie, poznanie Jezusa Chrystusa jako swego osobistego Zbawiciela jest sprawą Ducha Św., ale pozostaje życie w tym świecie pośród zła i grzechu, i potrzebujesz przeżycia, zwanego napełnieniem Duchem Św.

Być napełnionym Duchem Św. jest rzeczą niebezpieczną, bo to rodzi odpowiedzialność i trwanie w tym przeżyciu. Nie jest ono do dekoracji ani lepszego samopoczucia, ale owocnego życia. Nie od pamiątki do pamiątki.

Jedną z cech błogosławieństwa wylania Ducha Św. miała być uniwersalność tego daru. Bóg nie postawił żadnego parkanu wokół obietnicy Ducha Św. Prorok Joel powiada:

A potem wyleję mojego Ducha na wszelkie ciało, i wasi synowie i wasze córki prorokować będą, wasi starcy będą śnili, a wasi młodzieńcy będą mieli widzenia. Także na sługi i służebnice wyleję w owych dniach mojego Ducha” (Joel 3,1-2).

Dary Ducha zawsze budują zbór i zarazem są pomocą w życiu wierzącego. Bóg chce być Bogiem, który mieszka z nami. Dary Ducha Św. nie zastępują ani nie mogą wypierać rzetelnego nauczania Biblijnego. Nie mogą one zastąpić Biblii i postawić jej na drugim miejscu. Źródłem mocy nie jest przeżycie jako takie, ale sam Jezus.

Nie żyjmy od pamiątki do pamiątki.

Poselstwo pustego grobu

Poselstwo pustego grobu

On zaś powiedział do nich: Nie dziwcie się! Szukacie ukrzyżowanego Jezusa z Nazaretu? Zmartwychwstał! Nie ma Go tu! Oto miejsce, gdzie Go położono” (Mr 16,6).

Myślę, że zdarzyło się nam widzieć stary opuszczony dom. Być może drzwi były wyrwane, może zwisały na jednym zawiasie, zniszczony dach, martwe pustką okna bez szyb, wokół chwasty, zarośla? Co mówi taki opuszczony dom?

Jeśli zatrzymalibyśmy się, moglibyśmy usłyszeć głosy i dźwięki minionych pokoleń, które spędzały w nim czas, a teraz tylko echo odbijające się od pustych ścian – cicha pustka. Co się zdarzyło, że dom, który zapewne tętnił życiem, stał się smutnym, ponurym grobowcem? Taki dom przemawia – pustką ruiny.

Jest w Izraelu pusty grób. Co może powiedzieć nam tragicznego lub tryumfalnego? Co się zdarzyło, że zaglądamy do niego? Jakie jest świadectwo pustego grobu dzisiaj?

Dla wielu trzy dni po ukrzyżowaniu Jezusa przeszły jak wieczność. Wyobrażam sobie, że ptaki dla nich nie śpiewały, słońce nie świeciło, a życie gdzieś uciekało.

Przez trzy dni wszystkie demony piekła radowały się, że odniosły wielkie zwycięstwo.

Przez trzy dni, żydowscy liderzy pogratulowali sobie z okazji ich wspaniałego planu.

Kiedy gasło Światło świata, ciemność miała wrażenie tryumfu.

Trzeciego dnia, Bóg Ojciec powiedział do aniołów w niebie, „wyprowadźcie Go!” Kiedy stopy aniołów uderzyły o ziemię, kamień potoczył się, a On powstał, by już nigdy nie umrzeć!

Groby są dla zmarłych, ale co zrobić z pustym grobem Jezusa?

Szukacie ukrzyżowanego Jezusa z Nazaretu? Zmartwychwstał!”

Szukać nadziei w grobowcu to dosyć osobliwe, a jednak. Zmartwychwstanie jest jednym z najlepiej zarejestrowanych faktów historii? Jest więcej dowodów na udokumentowany pusty grób niż na to, że żył Szekspir.

Zmartwychwstanie jest faktem.

Potwierdzone poza licznymi spotkaniami przez 40 dni i objawieniem na wyspie Patmos, które miał apostoł Jan.

Gdy Go zobaczyłem, padłem Mu do stóp jak martwy. Ale On położył na mnie swoją prawą rękę i powiedział: Nie bój się, Ja jestem Pierwszy i Ostatni — i Żywy. Byłem martwy, lecz teraz żyję na wieki wieków” (Obj 1,17-18).

Obojętnie jak wiele teorii lub spekulacji ludzie wymyślą, Jezus jest zmartwychwstały. Tak mówi Biblia, a pusty grób jest jedyną odpowiedzią, która ma sens.

W naszych czasach naukowcy mają nadzieję, że badania genetyczne przyniosą odpowiedź na nieśmiertelność, ale tak się nigdy nie stanie.

Postanowione jest ludziom raz umrzeć, a potem sąd” (Hbr 9,27).

Jednak od wieków pusty grób ogłasza triumfalną odpowiedź śmiertelnemu dylematowi człowieka. Chrystus przyszedł, poniósł śmierć za nas i został złożony w grobie, ale… trzeciego dnia odpowiedział na wszystkie pytania człowieka o nieśmiertelność.

Jak pusty grób, przemawia do naszego świata chaosu, anarchii i zła?

Epitafium na pewnym nagrobku brzmi: „Zatrzymaj się człowieku: jaki jesteś teraz, taki byłem. Jaki teraz jestem, taki wkrótce będziesz, więc przygotuj się, by pójść za mną”.

Ktoś dopisał: „pójść za tobą, nie zadowoli mnie, aż dowiem się, którą drogą poszedłeś”.

Jak zatem przemawia Jezus z pustego grobu?

Maria Magdalena chciała jeszcze raz spojrzeć na grób, być przez chwilę jeszcze sam na sam ze swym bólem. To takie ludzkie przedłużyć tę chwilę rozstania. Może jeszcze mieć nadzieję i jakie rozczarowanie – grób jest pusty.

Maria Magdalena nie otrzymała tego, co chciała. Bóg dał jej zmartwychwstałego Jezusa, a nie martwego.

Wiadomość, którą musimy usłyszeć dzisiaj, brzmi: Bóg nie tylko widzi nas, ale kocha i wie, czego potrzebujemy.

Objawieniem mocy Boga – jest pusty grób.

Śmierć i Piekło nie mają żadnego zwycięstwa – mamy nadzieję i wiarę, ponieważ Bóg wzbudził Jezusa z martwych.

Na drodze do Emaus rozmawiają uczniowie, ich nadzieja była nadal w grobie.

Bywa, że doświadczenia życiowe skłaniają nas do decyzji – wrócę do „Emaus”, tam będzie łatwiej żyć, wiele możliwości. Dopadają nas zmartwienia i frustracje, marzymy o doskonałym życiu i rozczarowujemy się, nie możemy pozbierać kawałków rozbitego życia. „Spodziewaliśmy się”.

„Emaus” nie jest naszym miejscem. Wróć do Jerozolimy, a serce zacznie bić nowym rytmem.

Nie zawsze Bóg wysyła wielką rybę, gdy odchodzimy do swego Emaus, ale zawsze wysyła Zmartwychwstałego.

Pojawił się Jezus między uczniami i powiedział: „Pokój wam”. Przywitał ich tak jak za dawnych czasów, „Shalom”, jakby nic się nie stało. Pokój od Boga jest czymś więcej niż tylko „nastrojem duszy”, chwilowym uniesieniem. Pokój przynosi nowy stan, nową sytuację, odprężenie.

Pokój to nie zaprzestanie wrogości, gorącej lub zimnej wojny. Chrystus stanął między Bogiem a upadłym człowiekiem: „pokój mój daję wam”. Jeśli masz pokój z Bogiem, obdzielisz nim też otoczenie. Musisz znać Tego, który jest naszym pokojem.

Oto zapowiedź nowej jakości życia. To jest wiadomość z pustego grobu!

Bywa, że dopadają nas wątpliwości, jak Tomasza. Tomasz, zwany „niewiernym” z powodu tego doświadczenia, słyszy słowa zaproszenia. Strach i lęk wypełniają powietrze tamtego miejsca i przychodzi Jezus. Jezus nie szuka naszych niepowodzeń. On je zna. On wziął je na Krzyż. On szuka naszych serc w miłości i przebaczeniu. Jego blizny przypominają, że Bóg jest z nami we wszystkich sytuacjach. Blizny są też potrzebne.

Podczas trzeciego spotkania z uczniami Jezus zadaje trzy słynne pytania Piotrowi. Jezus chciał, by Piotr wiedział, że został przywrócony! On nie mówi o wstydzie i winie. On przywraca życie! A potem jest nakaz misyjny „czyńcie uczniami”. To jest misja, nauczyć innych tego, czego my zostaliśmy nauczeni. To jest misja dla wszystkich chrześcijan, by ogłosić dobrą nowinę zwycięstwa Chrystusa.

Wielkanoc to nie tylko jeden dzień wspomnień.

Wielkanoc to nie tylko święto, to sposób życia.

JEGO śmierć bez JEGO zmartwychwstania jest bez znaczenia.

Grób jest pusty, On zmartwychwstał, nie ma Go tam. Można zaprzeczać, że grób jest pusty, ale to nie sprawi, że zmartwychwstanie jest mniej prawdziwe.

Nasz Jezus żyje – zmartwychwstał, mamy to co daje żywy Jezus – życie – religijny świat ma to, co daje martwe bóstwo – śmierć.

Zmartwychwstanie się nie zdewaluowało.

Rockowa opera „Jesus Christ Super star”, którą przed wielu laty świat muzyki był zafascynowany, kończy się w momencie, gdy Jezus jest w grobie. Pominięto najważniejsze przesłanie Jezusa, śmierć nie była Jego końcem. On zmartwychwstał.

Najmocniejszą stroną chrześcijaństwa jest wieść o zmartwychwstaniu, a bez niej byłoby ono tylko kolejną mitologią.

Zmartwychwstanie Jezusa nie jest przeszłością, nie jest przyszłością, to jest obecna rzeczywistość.

Jezusa szukacie Nazareńskiego, ukrzyżowanego; wstał z martwych…”