Na zamku

Sąd nad Jezusem

„Wtedy żołnierze zaprowadzili Go na wewnętrzny dziedziniec, to jest do pretorium, i zwołali cały oddział. Ubrali Go w purpurę i nałożyli Mu wieniec upleciony z cierni. I zaczęli Go pozdrawiać: Witaj, królu Żydów! Bili Go trzciną po głowie, pluli na Niego, przyklękali i kłaniali się Mu. A kiedy Go wyszydzili, ściągnęli z niego purpurę, ubrali w Jego własne szaty i wyprowadzili, aby Go ukrzyżować” Mr 15.16 – 25.

Sięgam do ostatniego elementu wynikającego z przesłuchania Jezusa. Ostatni element pseudo sądu zamyka proces trwający 24 godziny, które wstrząsną światem. Ostatnie spotkanie nie jest przesłuchaniem, to zamknięcie procesu żołnierskimi drwinami, wyszydzeniem, poniżeniem i wyprowadzeniem na ukrzyżowanie.
Prorocze słowo Izajasza powiada: „Był wzgardzony i odrzucony przez ludzi, pełen boleści, doświadczony cierpieniem, podobny do tego, przed kim twarz się zakrywa, wzgardzony, mieliśmy go za nic. On jednak wziął nasze cierpienia i dźwigał nasze boleści, a my uznaliśmy go za dotkniętego karą, chłostanego przez Boga i poniżonego. Lecz on został przebity za nasze grzechy, zmiażdżony za nasze winy. Dla naszego dobra przyjął chłostę, dzięki jego ranom doznaliśmy uzdrowienia” (Iz 53.3-5).
Ostatni akt przesłuchania to biczowanie, drwiny, poniżenie. Biczowanie było karą praktykowaną w celu odstraszenia potencjalnych sprawców wykroczeń. Przed ukrzyżowaniem żołnierze urządzali sobie zabawę. Bycie rzymskim żołnierzem w Izraelu było nudne i bez perspektyw więc skazańcy stanowili element rozrywki.
Warunkiem takiego sponiewierania więźnia przed ukrzyżowaniem było doprowadzić ofiarę do stanu wyczerpania, ale nie doprowadzenia do śmierci. Jeśli zdarzyłoby się w czasie tortur spowodować śmierć skazańca, żołnierze byli za to karani.
Jezus ma władzę, by wezwać legiony aniołów, ale brak Jego reakcji jest nieprawdopodobny, niezrozumiały. Jezus miał wybór między ratowaniem siebie i ratowaniem nas. Chociaż Jezus fizycznie został wykpiony, pewnego dnia każde kolano zegnie się przed Nim:
„Dlatego też Bóg nad wszystko Go wywyższył i obdarzył imieniem, które jest ponad wszelkie imię, aby na imię Jezusa zgięło się każde kolano w niebiosach, na ziemi i pod ziemią i aby każdy język wyznał, że Jezus Chrystus jest Panem ku chwale Boga Ojca” (Filip 2.9-11).
Jedną z trudnych rzeczy dla nas chrześcijan jest oglądanie, jak ludzie lekceważą i obrażają Jezusa. Tendencją jest obrażanie się, gdy ktoś atakuje naszą wiarę, zamiast reagować, jak ktoś obraża Jezusa. Paweł napisał: „Nie walczymy bowiem przeciw krwi i ciału, ale przeciw zwierzchności i władzom, przeciw władcom tego świata ciemności, przeciw duchowemu złu na wyżynach niebiańskich” (Ef 6.12)
Ap. Paweł doradza Tymoteuszowi i nam: „Trzymaj się z daleka od głupich i niedorzecznych dyskusji, świadomy, że prowadzą do kłótni” (2Tym 2.23).

Nie potrzebujemy bronić Jezusa, On jest Bogiem, mamy Go proklamować.

„Zyt często usiłujemy bronić wiary. Prawdziwa wiara, jak dobra muzyka, nie potrzebuje obrony, ale oddania. Członkowie orkiestry nie muszą bić krytyków po głowie skrzypcami, by udowodnić, że ta muzyka jest piękna.”
Kiedy oświadczamy „Jezus jest Panem” równocześnie idąc własną drogą, kpimy z Chrystusa. Nie możemy wstydzić się Jezusa. Jego rany uratowały nas z piekła. Jezus zrobił tak wiele dla nas, a więc róbmy więcej niż tylko minimum dla Niego.

Proces dobiegł końca, ale kto naprawdę był przesłuchiwany?

Listopad 2006

Ponownie przed Piłatem

Sąd nad Jezusem

„Piłat zaś zwołał arcykapłanów, przywódców oraz lud i powiedział do nich: Przyprowadziliście do mnie tego Człowieka jako podżegacza ludu. Ja jednak przesłuchałem Go wobec was i nie znalazłem w tym Człowieku żadnego powodu, dla którego Go oskarżacie. Herod także, bo odesłał Go do nas. Nie popełnił zatem niczego, czym zasłużyłby na śmierć. Każę Go więc ubiczować i uwolnię. Wtedy wszyscy razem zawołali: Tego strać, a uwolnij nam Barabasza! A został on wtrącony do więzienia za wywołanie rozruchów w mieście i za zabójstwo. Piłat jednak ponownie przemówił do nich, chcąc uwolnić Jezusa. Lecz oni wołali: Ukrzyżuj, ukrzyżuj Go! Wtedy po raz trzeci powiedział do nich: Co On właściwie złego uczynił? Nie znalazłem w Nim żadnego powodu, by Go skazać na śmierć. Każę Go więc wychłostać i uwolnię. Oni jednak głośno krzycząc, domagali się, aby został ukrzyżowany, a krzyki ich się wzmagały. Piłat zatem postanowił, że stanie się według ich żądania. I uwolnił tego, którego się domagali, a który został wtrącony do więzienia za rozruchy i zabójstwo. Jezusa natomiast wydał zgodnie z ich wolą” Łk 23.13-25.

Proces Jezusa i przesłuchanie trwa zbyt długo. Jezus powraca od Heroda, a Piłat czuje się zawiedziony. On spróbował podać gorący ziemniak Herodowi, spodziewając, że zajmie się Jezusem. Piłat nie widząc pozytywnych rezultatów, szuka możliwości i sytuacji, która pozwoliłaby na podjęcie decyzji uniewinniającej. Chłosta jako oferta Piłata ma mieć charakter odstraszający, jak również pokaz władzy Piłata.
Wzbudza to gniew tłumu, a Piłat po raz trzeci usiłuje przekonać oskarżycieli, że nie ma powodu do wyroku skazującego na śmierć. Wydawało się, że walczy o Jezusa. Powodem mogło być też to, że on nienawidził żydowskich liderów. Piłat miał nadzieję, że przez zasugerowanie biczowania będzie w stanie uspokoić żydowskich liderów. Jest jeszcze jeden powód odsunięcia wyroku, sen żony Piłata: „A gdy on siedział na tronie sędziowskim, jego żona przysłała mu ostrzeżenie: Nie rozsądzaj sprawy tego niewinnego człowieka, gdyż dzisiaj we śnie wiele wycierpiałam z Jego powodu”. (Mt 27.19).
Nie wiemy, co żona Piłat zobaczyła w śnie. Nie znamy natury jej cierpienia z powodu snu. Wszystko, co wiemy, to kolejne potwierdzenie niewinności Jezusa.
Nacisk ze strony arcykapłana, który miał ukryte motywy, był zbyt wielki dla Piłata. Piłat nie wytrzymał, poddał się naciskowi. Zdecydował się na wydanie Jezusa może w obawie przed rozruchami i narażeniem kariery politycznej.
Kiedy śledzimy inne Ewangelie, możemy odnaleźć informację, dlaczego Piłat skapitulował: „Od tej chwili Piłat starał się Go uwolnić. Żydzi jednak zawołali: Jeśli Go uwolnisz, nie jesteś przyjacielem cesarza. Każdy, kto się czyni królem, sprzeciwia się cesarzowi” (Jan 19.12).
Żydzi mieli z Piłatem już konflikt. Wiedzieli, że relacje z cezarem były napięte i wykorzystali, to żądając śmierci Jezusa. Prawdziwy problem Piłata tkwił w tym, że został postawiony przed prawdą, ale on nie wierzył w nią.
Zamiana Barabasza na Jezusa jest ironią ze strony Piłata, który dobrze wiedział, że Jezus jest niewinny. Zabijając własne sumienie, obłudnie umył ręce, podkreślając swoją niewinność w sprawie wyroku na Jezusa. Piłat miał wybór, by coś, co miało rację zrobić, ale wybrał to, co skompromitowało jego zasady.
Decyzja Piłata, chociaż brzmi to źle, mieści się w planie Boga. Jeśli nawet Piłat postąpiłby inaczej, Jezus nadal oddałby życie za grzechy ludzi.
Pojawia się w naszych umysłach myśl, że dzieje się największa niesprawiedliwość w świecie. Będą rzeczy, które zdarzą się w naszym życiu i nie będziemy w stanie ich zrozumieć przez lata. Nie zawsze większość ma rację. Na pewno tego dnia Barabasz był najszczęśliwszym człowiekiem w Jerozolimie. Piłat w świetle tego, co mówił, został wykorzystany przez Sanhedryn. Miał nadzieję, że ludzie będą rozsądni, ale to się nie zdarzyło.
Żyjemy w takich czasach, że manipulacja dla kariery ciągle ma się dobrze. Podobnie jak Piłat, wielu ludzi, nie zajmuje stanowiska wobec Jezusa. Często zgadzają się z większością, mimo że wewnętrznie nie akceptują czegoś. Ludzie czasem odrzucają Ewangelię z pseudo naukowych powodów. Czasem odkładają decyzję na później a później, nie przychodzi. Potwierdzają, że Jezus był wielkim nauczycielem, ale to nie dla nich. Odrzucenie doprowadza do duchowego rozbicia wiary.
„To ci nakazuję, Tymoteuszu, moje dziecko, w myśl odnoszących się do ciebie dawnych proroctw, abyś zgodnie z nimi toczył dobrą walkę, mając wiarę i prawe sumienie, co niektórzy odrzucili i stali się rozbitkami w wierze” (1Tym 1.18-18).

Jezus nie był ofiarą ludzkiej nienawiści. On zgodził się na Boży plan.

Kwiecień 2007

Przed Herodem

Sądy nad Jezusem

„A gdy dowiedział się, że Herod ma nad Nim władzę, odesłał Go do Heroda, który był właśnie w tych dniach w Jerozolimie. Na widok Jezusa Herod niezmiernie się ucieszył, bo od dłuższego czasu pragnął Go zobaczyć. Słyszał o Nim i miał nadzieję, że ujrzy jakiś znak, dokonany przez Niego. Zadawał Mu wiele pytań, lecz Jezus nic mu nie odpowiedział. Arcykapłani i nauczyciele Prawa stali wokoło i z zacietrzewieniem Go oskarżali. Wtedy Herod ze swoimi żołnierzami wyszydził Go, ubrał w lśniącą szatę i odesłał do Piłata. W tym dniu Herod z Piłatem zostali przyjaciółmi. Wcześniej bowiem żyli we wzajemnej wrogości” Łk 23.7-12.

Sięgam do piątej odsłony procesu w trybie przyspieszonym nad Jezusem Chrystusem. Zapewne większość z nas pamięta, że ten proces odbywa się w siedmiu fazach. Czterej ewangeliści relacjonują, jaki był przebieg procesu nad Jezusem, wzajemnie się uzupełniając. Zanim ukrzyżowano Jezusa, odbyło się kilka spotkań z różnymi przedstawicielami władzy, które ostatecznie zadecydowały o śmierci Jezusa.
Herod przebywał w Jerozolimie, by świętować Paschę. Mamy tu do czynienia z Herodem, który kazał ściąć Jana Chrzciciela. Antypas był tylko tetrarchą, ale teren jego jurysdykcji obejmował też Galileę. Słysząc o Jezusie, był przerażony, że być może, to Jan powstał z martwych /Mt.14.1-2/. Spotkanie z Jezusem wprawiło go w dobry nastrój, bo jego sumienie domagało się rozliczenia z haniebnego wyroku na Janie. Teraz był już pewien, to nie Jan. Słyszał wiele, więc miał też oczekiwania. Dobra okazja coś zobaczyć. Jednak bardzo myląca może być radość i pragnienie Heroda. Herod miał tylko ciekawość. Gdybym zobaczył cud, to może uwierzę. Jezus był królem, a Herod tylko otrzymał na krótko królestwo. To nie Jezus był na posługi Heroda, ale odwrotnie.
Herod usiłował wykorzystać spotkanie do ośmieszenia Jezusa.

Po pierwsze. Herod mógł myśleć, że Jezus był jakimś magikiem, artystą oszustem i oczekiwał emocji, dreszczyku, zabawienia przez Jezusa.

Po drugie. Zasypał Jezusa wieloma pytaniami, ale nie otrzymał żadnej odpowiedzi. Herod jest jedyną osobą, której Jezus nigdy nie odpowiedział. Być może dlatego, że Herod naprawdę nie był zainteresowany prawdą. On po prostu próbował ośmieszyć Jezusa, więc Jezus odmówił odpowiedzi. Wyobrażam sobie zaskoczenie Heroda, kiedy Jezus umarł na krzyżu i może zrozumiał, że Jezus naprawdę był Królem Królów i Panem Panów. Zbawicielem grzeszników, ale refleksja mogła być mocno spóźniona, o ile była.

Po trzecie. Herod pozwolił na fałszywe oskarżenia Jezusa. Wcześniej religijni liderzy zaledwie oskarżali Jezusa; teraz gwałtownie to czynili. Wyraźnie, Herod pozwolił na to w odwecie na milczenie Jezusa.

Po czwarte. Herod potraktował Jezusa z pogardą. Była to kulminacja pogardy, lekceważenia i kpin z Jezusa. Jeden z komentatorów podejrzewa, że szata w jaką ubrano Jezusa, była jedną z płaszczy Heroda. Milczenie, brak odpowiedzi zirytowało na tyle Heroda, że odesłał Jezusa ponownie do Piłata.

Ciągle przychodzi nam spotykać się z taką postawą ludzi gotowych do oglądania: „nie uwierzę jak nie zobaczę”. Zobaczą i też nie wierzą, bo mają w zanadrzu swoje magiczne słowo „ale”.
Reakcje są też identyczne. Herod rozzłoszczony czytamy „sponiewierał” Jezusa i odesłał Piłatowi.
To, że ktoś chce zobaczyć Jezusa wcale nie musi świadczyć o dobrej motywacji. Czasem będzie to zaspokojenie tylko ciekawości. Przez wieki trwania chrześcijaństwa słyszymy nic nieznaczące zawołania: „pokażcie mi cud a uwierzę”.
Jezus nigdy nie uczynił czegoś dla siebie lub na pokaz. Celem Jezusa było zaspokajać ludzkie potrzeby, a nie ludzką ciekawość. Tak myślał bogacz, gdy znalazł się po drugiej stronie rzeczywistości:
„Wówczas powiedział: Proszę cię więc, ojcze, abyś go posłał do domu mojego ojca. Mam bowiem pięciu braci, niech ich ostrzeże, aby i oni nie przyszli na to miejsce męki. Wtedy Abraham oznajmił: Mają Mojżesza i Proroków, niech ich słuchają. Lecz on odpowiedział: Nie, ojcze Abrahamie, ale jeśli przyszedłby do nich ktoś ze zmarłych, to się opamiętają. Powiedział mu jednak: Jeśli Mojżesza i Proroków nie słuchają, to choćby ktoś ze zmarłych powstał, nie dadzą się przekonać” (Łk 16.27-31).
Gdyby tak się stało, sceptyk powiedziałby, że nie była to śmierć tylko letarg.
W każdym z nas jest pragnienie zobaczenia cudu. Kiedy przeżywamy doświadczenie związane z naszym zdrowiem, oczekujemy Bożej interwencji. Kiedy mamy trudne sytuacje chcielibyśmy widzieć nadnaturalne działanie Boga, które wydaje nam się podbuduje naszą wiarę. Kaznodzieje też chcieliby widzieć cuda za każdym razem, gdy zwiastują Słowo, bo to podniosło by ich prestiż.
Nowy Testament chce uczynić nas otwartymi na bogactwo sposobów działania mocy, także na niezwykłe czyny, których Bóg pośród nas dokonuje. Hebr 2.4 mówi o „znakach i cudach i różnorodnych niezwykłych czynach”. Czytamy też: „niezwykłe cuda działy się przez ręce apostołów”. Nie są one opisane bliżej, ale jedno o nich wiemy: były niezwykłe. Pan, który objawia się w tych działających mocach, jest większy niż nasz rozum. Wierzymy w Boże działanie poprzez cud, ale nie w każdym przypadku przychodzi on natychmiast, a raczej te manifestacje Bożej obecności należą do incydentalnych w skali zapotrzebowania na cud.
Herod miał oczekiwania, ale Bóg decyduje, kiedy tego znaku użyje. Bóg za każdym razem daje swoje polecenie, impuls. Posłużę się przykładem laski Mojżesza, która zamieniła się przed faraonem w węża, ale ta laska nie zamieniała się za każdym razem w węża ile razy chciał jej użyć Mojżesz. Innym razem służyła do wyprowadzenia wody ze skały.
My ludzie chcielibyśmy z cudu uczynić coś powtarzalnego. Heroda brak tej manifestacji bardzo zirytował i podjął decyzję w sprawie Jezusa. Nie zauważył cudu jakim było spotkanie Mesjasza, było to dla niego zbyt banalne – jakiś Jezus.
Jest pewna interesująca historia w Ew. Jana, która miała miejsce po zmartwychwstaniu Jezusa. Uczniowie z Piotrem poszli łowić ryby, byli nieco zawiedzeni, sfrustrowani, podjęli solidarnie decyzję, że wracają do starych zajęć. Wracają sfrustrowani po nocnym, nieudanym połowie. Teraz Jezus wysyła ich jeszcze raz na połów, który ich zdaniem jest stratą czasu, ale dla Jezusa czynią to, że wypływają ponownie. Doświadczają cudu, którego nie oczekiwali – sieci są aż nadto wypełnione. Przychodzą do ogniska i widzą jeszcze jeden bardzo dyskretny cud – rybę na ognisku. Skąd się tam wzięła?
Uczy to mnie, że mam zwarć uwagę na te pojedyncze „rybki”, które może nie są jakimś spektakularnym działaniem, krzyczącą reklamą, ale są świadectwem mocy Bożej w drobnych, prozaicznych sprawach.
Herod zirytował się, że nie zobaczył cudu, co wcale nie oznacza, że Jezus nie mógł tego, na co oczekiwał Herod dać, ale cuda nie są dla zaspokojenia naszej próżności. Uważam, że są ciągle znakami na drodze wiary.
Milczenie spotęgowało złość Heroda i postanowił ukarać Jezusa. Nie podjął decyzji skazującej tylko wydrwił Go, zlekceważył, zignorował. Jezus nie był kimś groźnym, co dało Piłatowi podstawę do pozornej obrony. Tak zrodziła się na wątpliwej przesłance przyjaźń. Zjawisko, które powtarza się i teraz.
Pojmanego Jezusa Herod zdecydował odprawić. Nie pierwsza to przepychana w tym przedłużającym się procesie. Zapewne irytacja spowodowała, że konflikt między Herodem a Piłatem został zażegnany. Jego wielkość prawdopodobnie była wyimaginowana na potrzeby możnych.
Herod miał zbawienie w zasięgu ręki, miał nie tylko cud, ale dawcę cudów. Stwierdzenie: „jak zobaczę cud, to uwierzę” jest tylko wykrętem. Wszystko zależy od serca i jego nastawienia, zaufania.
Czasem ktoś myśli: zrobię na złość i zobaczymy kto ma rację? Jeśli ktoś myśli, że zrobił coś na złość, to tylko sobie, bo wydzierżawił kwaterę w piekle.
Wiele razy w sytuacjach trudnych, gdy oczekiwaliśmy na cud, który nie nadchodził w czasie przez nas wyznaczonym, pojawia się pytanie bardzo istotne, czy ufamy Bogu? Niby tak, ale…

Analizując kolejne przesłuchanie Jezusa powinniśmy pamiętać, że niewinność Jezusa przykrywa naszą winę przed Bogiem.

Listopad 2005

Przed Piłatem

Sądy nad Jezusem

„I całe zgromadzenie powstało, zaprowadzili Jezusa do Piłata I zaczęli Go oskarżać. Mówili: Stwierdziliśmy, że buntuje nasz naród, wstrzymuje go od płacenia podatków cesarzowi i mówi, że sam jest Mesjaszem, królem. Wówczas Piłat zapytał Go: Czy Ty jesteś królem Żydów? On odpowiedział: Ty to mówisz. Wtedy Piłat oznajmił arcykapłanom i tłumom: Nie znajduję żadnej winy w tym człowieku. Oni jednak coraz natarczywiej oskarżali Go: Swoim nauczaniem buntuje lud w całej Judei. Zaczął od Galilei i dotarł aż tutaj.
Gdy Piłat to usłyszał, zapytał: Czy ten człowiek jest Galilejczykiem? A gdy dowiedział się, że Herod ma nad Nim władzę, odesłał Go do Heroda, który był właśnie w tych dniach w Jerozolimie” Łk 23.1-7

Sięgam do kolejnej rozprawy, która miała miejsce na zamku przed Piłatem. Przesłanką jest szczególna pamiątka jaką wspominamy – ŚMIERĆ JEZUSA.
Przypominam to, co zdarzyło się w czasie przesłuchań i doprowadziło do ukrzyżowania Jezusa Chrystusa i tego najważniejsze przesłanie:
„Albowiem objawiła się łaska Boża, zbawienna dla wszystkich ludzi” (Tyt 2.11).
Wspominając śmierć Jezusa, mówimy o radości, mimo że w cieniu krzyża. Łatwo jest poddać się nastrojowi tego ponurego zdarzenia, które wspominamy. Mówimy o powadze, ale równocześnie muszę sam w sobie pozbywać się tego kulturowego przygnębienia, gdy myślę o śmierci.

Co zdarzyło się przed Piłatem?

„Piłat więc wyszedł do nich na zewnątrz i zapytał: O co oskarżacie tego Człowieka?” (Jan 18.29).
W całym procesie Jezus w zasadzie milczał i najwięcej powiedział Piłatowi. Nawet Piłat, gdy stanął przed nim Chrystus, okazał się bardziej rozsądny niż przywódcy religijni. Można parafrazując tekst biblijny powiedzieć: „straszna to rzecz wpaść w ręce fanatyka religijnego”. Zawiść i kłamstwo stały się podstawą oskarżenia, ale były tak wiotkie, że nawet Piłat zwątpił w ich rzetelność.
„Wtedy Piłat powiedział: Weźcie Go i osądźcie według waszego Prawa. Żydzi zaś mu odpowiedzieli: Nam nie wolno nikogo zabijać. Stało się tak, aby wypełniły się słowa Jezusa, w których zapowiedział, jaką śmiercią miał umrzeć. Wtedy Piłat wrócił do pretorium, zawołał Jezusa i Go zapytał: Czy Ty jesteś królem Żydów? Jezus odpowiedział: Czy mówisz to sam od siebie, czy też inni powiedzieli ci o Mnie? Piłat powiedział: Czy ja jestem Żydem? Twój naród i arcykapłani wydali mi Ciebie. Co uczyniłeś? Jezus oznajmił: Moje Królestwo nie jest z tego świata. Gdyby Moje Królestwo było z tego świata, wtedy Moi słudzy walczyliby, abym nie został wydany Żydom. Teraz jednak Moje Królestwo nie jest stąd. Wówczas Piłat Go zapytał: A więc jesteś królem? Jezus odpowiedział: Ty mówisz, że jestem królem. Ja po to się narodziłem i przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie. Każdy, kto jest z prawdy, słucha Mojego głosu” (Jan 18.31-37).

Kim był prawdziwy Poncjusz Piłat?
Krytycy twierdzili, że Mel Gibson w filmie „Pasja” przedstawił zbyt łagodnego Piłata. Etiopski kościół koptyjski uznaje Piłata i jego żonę za świętych. Piłat nie tylko jest przedstawiony w czterech Ewangeliach i księdze Dziejów Apostolskich, ale też przez żydowskiego historyka Józefa Flawiusza, Euzebiusza i innych. Wszyscy historycy przedstawiają Piłata jako brutalnego despotę, który gardził Żydami. Często prowokował swoją pogardą zamieszki. Jego korupcja, przemoc, kradzieże, aroganckie zachowanie, skazywanie bez wyroku więźniów w końcu doprowadziły, że został odesłany do Rzymu w marcu 37 AD.

Jedno z najstarszych wyznań wiary, „Wyznanie Apostolskie” wspomina także Piłata.
„Wierzę w Boga Ojca, Wszechmogącego, Stworzyciela nieba i ziemi. I w Jezusa Chrystusa, Syna Jego jedynego, Pana naszego, który się począł z Ducha Świętego, narodził się z Marii Panny, umęczon pod Poncjuszem Piłatem, ukrzyżowan, umarł i pogrzebion, zstąpił do piekieł, trzeciego dnia zmartwychwstał, wstąpił na niebiosa, siedzi na prawicy Boga, Ojca Wszechmogącego, skąd przyjdzie sądzić żywych i umarłych”.

Pytanie Piłata brzmiało: Czy Ty jesteś królem Żydów?”. Piłat nie był zainteresowany żydowskim religijnym prawem, ale musiał stwierdzić, czy Jezus był rewolucjonistą, próbując buntować przeciw Rzymowi, wtedy musiałby w tej sprawie reagować. Odpowiedź Jezusa mówi o duchowym królestwie.
Chociaż wymiana zdań między Piłatem i Jezusem nie trwała długo, Piłat uwierzył, że Jezus nie stanowi zagrożenia dla Rzymu. Za około godzinę Piłat jeszcze trzykrotnie potwierdzi niewinność Jezusa. Jego wyrok powinien skończyć sprawę, ale tak się nie dzieje. Przywództwo żydowskie jest zbuntowane przeciw Bogu. Żydowscy liderzy wyciągali wszystkie argumenty, aby nic nie powstrzymywało ich od skazania Jezusa na śmierć.
Niewinny charakter nie zabezpieczy nas przed fałszywym językiem. Potrzebujemy jak pierwsi uczniowie, być odważni, zdecydowani, by stać w obronie Chrystusa, gdy otrzymali ostrzeżenie przez Sanhedryn.
„…zabrońmy im surowo mówić do kogokolwiek w to Imię. Przywołali ich potem i zakazali im w ogóle przemawiać i nauczać w imię Jezusa. Wtedy Piotr i Jan odpowiedzieli: Rozsądźcie, czy wobec Boga jest słuszne bardziej słuchać was niż Boga? Nie możemy przecież nie mówić tego, co widzieliśmy i słyszeliśmy” (Dz Ap 4.17-20).

Człowiek sądził, że jego prawda zwycięży i ukrzyżował „Prawdę”.
Piłat prawdę ukrył pod płaszczem własnej sprawiedliwości. Piłatowi zabrakło odwagi, więc wysłał Jezusa do Heroda. Piłat prawdopodobnie nie chciał zająć się tym oskarżonym. Spory religijne zostawiał religijnym przywódcom.

Kwiecień 2003

Przed Radą Najwyższą

Sądy nad Jezusem

„A gdy nadszedł dzień i zebrali się przełożeni ludu, arcykapłani i nauczyciele Prawa, wtedy przyprowadzili Jezusa i postawili Go przed Sanhedrynem. I mówili: Powiedz nam, czy Ty jesteś Mesjaszem? Odpowiedział im: Jeśli nawet wam powiem, nie uwierzycie, a jeśli zapytam, nie odpowiecie. Odtąd Syn Człowieczy zasiądzie po prawicy Mocy Boga. Wtedy wszyscy zawołali: Jesteś więc Synem Boga?! Odpowiedział im: Wy mówicie, że Ja jestem. Wówczas oni powiedzieli: Czy potrzeba nam jeszcze dowodu? Sami usłyszeliśmy z Jego ust” Łk 22.66-71.

Sięgam do historii związanej z procesem i ukrzyżowaniem Jezusa Chrystusa. Chcę w dalszym ciągu przyglądać się temu, co określiłem kuluarami odbywającego się sądu.
Po nocnych przesłuchaniach przed Kajfaszem Jezus jest rano przyprowadzony przed oblicze Rady Najwyższej – Sanhedryn. Noc minęła na pseudo przesłuchaniu. Rano postawiono 72-osobowy skład, który podejmuje się wyjaśnienia stawianych oskarżeń. Sanhedryn nie mógł prawnie prowadzić przesłuchania w nocy. Dlatego było konieczne spotkać się wczesnym rankiem, by nadać postępowaniu legalność. Sanhedryn składał się z 24 głównych duchownych (saduceuszy), 24 skrybów (faryzeuszy) i 24 starszych mężczyzn. Rada reprezentowała wszystkie żydowskie środowiska, religijne i polityczne.
Zasady, jakimi kierował się Sanhedryn, zawsze miały uwzględniać miłosierdzie. Do uniewinnienia potrzebna była przewaga jednego głosu, do skazania przewaga dwóch. Wyrok śmierci nie mógł być wykonany w dniu ogłoszenia, musiała minąć noc, by Rada miała czas na przemyślenie i ewentualne cofnięcie wyroku. Z cytowanego urywka widać, że nie trzymano się ustalonej procedury.
Rada Najwyższa musiała podjąć decyzję co do formalnego oskarżenia, gdyż spory religijne Rzymian nie interesowały. Rada również nie oczekiwała na wyjaśnienia ze strony Jezusa, oni mieli swój pogląd, który trzeba było ubrać w oskarżenie polityczne. Prawda była zbyt prosta.
Ludzie deklarują jakąś wiarę, która może się przydać w razie czego /np. jeśli istnieje życie po śmierci, to może uda się użyć tej przepustki/. Wiara ludowa – no tak, wiara wiarą, ale żyć trzeba. Czy Bóg stworzył świat? No, to jest dobre w kościele, ale bądź rozsądny świat wierzy w ewolucję. Tak??? Naukowcy jeszcze nie tak dawno wierzyli w gorsze bzdury, a dziś ich unikają. Mówili, że atom jest niepodzielny, a jednak się podzielił. Wierzyli, że jakiś eter przenosi głos w przestrzeni i możemy słyszeć audycje radiowe. Nie wspomnę wielu niedorzeczności w dziedzinie medycyny. Człowiekowi nie zawsze potrzebna jest wiedza, ale częściej wiara. Zanim wiele faktów udowodniono, najpierw wierzono, że tak jest.
Grzesznik potrzebuje wiary w moc zbawczej ofiary, a nie wiedzy jak to działa. Ginący nie pyta, jak to działa, ale wszystko, co potrzebuje to ratunku.
Proces nie trwał tyle czasu, ile zajmuje nam przeczytanie tych kilku wersetów. Sanhedryn poddał Chrystusa temu samemu kompletowi pytań, które zadano w przesłuchaniu nocnym, a odpowiedzi, były zasadniczo te same (por. Mt 26.63-66 i Mr 14.61-64).
Tłem procesu jest zwykła zazdrość. Jezus często ujawniał hipokryzję liderów, a to wywoływało złość.
Zanim Jezus rozpoczął publiczną działalność, ludzie ufali duchowym liderom ich działaniu.
Kiedy Jezus rozpoczął nauczanie, zyskiwał coraz większą popularność. Upominał liderów publicznie, to upokarzało ich. Ich grzechy były ujawnione, a tłumy zaczęły podążać za Jezusem. Tego było im za wiele. Tracili swoją pozycję. Zazdrość wzięła górę. Jezus zyskiwał akceptację i gromadził wokół siebie wielu ludzi. Po wskrzeszeniu Łazarza powiedzieli:
„Wtedy arcykapłani i faryzeusze zwołali Sanhedryn i mówili: Co zrobimy, gdyż ten Człowiek czyni wiele znaków? Jeśli Go tak pozostawimy, wszyscy uwierzą w Niego, przyjdą Rzymianie i zagarną nasze miejsce i naród” (Jan 11.47-48).
Wielu liderów też uwierzyło i spotęgowało zazdrość o przywileje.
„Wielu jednak przywódców uwierzyło w Niego, ale z obawy przed faryzeuszami nie ujawniali się, aby nie wykluczono ich z synagogi. Bardziej bowiem umiłowali ludzką chwałę niż chwałę Boga” (Jan 12.42-43).
Prawda była nieważna. Jedyna rzecz jak liczyła się, to nie stracić pozycji. Jezus stał się zagrożeniem, dlatego trzeba było osądzić Go i skazać na śmierć.
Chciałbym zwrócić uwagę, że Sanhedryn mimowolnie podaje trzy tytuły Jezusa tak ważne dla chrześcijanina.

Mesjasz – w. 67

„Powiedz nam, czy Ty jesteś Mesjaszem? Odpowiedział im: Jeśli nawet wam powiem, nie uwierzycie, a jeśli zapytam, nie odpowiecie”.
Gdy czytamy Ewangelie, dostrzegamy, że słowo „Mesjasz” (lub jego grecka wersja – Chrystus) jest bardzo rzadko używane na określenie osoby Jezusa.
Jezus właściwie rzadko nazwał siebie Chrystusem, ponieważ tytuł był źle rozumiany. Ludzie oczekiwali politycznego wybawiciela. Jezus wiedział, że, jeśli on podkreślałby ten tytuł, będzie źle zrozumiany, ponieważ to miało implikacje rebelii przeciw Rzymowi. Oczywiście, właśnie to Rada chciała, by On potwierdził.
Jezus umiejętnie odpowiedział na pytanie, ale nie zupełnie oni zrozumieli.
„…zapytał Go arcykapłan: Czy Ty jesteś Mesjasz, Syn Błogosławionego? Jezus odpowiedział: Ja jestem! Ujrzycie Syna Człowieczego, siedzącego po prawicy Mocy i przychodzącego z obłokami nieba” (Mr 14.61-62).
Jezus został wysłany przez Boga, by szukać i ratować zgubionych (Łk 19.10). On został namaszczony, by być Królem Królów i Panem Panów. Jezus umarł jako Mesjasz z tytułem w tle: „Jezus Nazarejczyk, król Żydów” by cały świat wiedział, że on jest naprawdę Chrystusem. To było wszystko, co rada potrzebowała, by uznać tę wypowiedź  za bluźnierstwo. Nie było potrzeby dla dalszego przesłuchiwania. Ale był problem. W prawie karą za bluźnierstwo była śmierć. Żydzi byli pod rzymską okupacją i nie mieli prawa skazywać więźniów na śmierć. Musieli zaprowadzić Jezusa do Piłata.

Syn Człowieczy – w. 69

„Odtąd zaś Syn Człowieczy siedzieć będzie po prawicy mocy Bożej”.
Syn Człowieczy jest określeniem, którego Jezus najczęściej używał w odniesieniu do swojej osoby i swojego dzieła. Tytuł „Syn Człowieczy” jest użyty 82 razy w Ewangeliach. Jezus najczęściej używał tego zwrotu dla zapowiedzenia jego zbliżającej się śmierci (Mk 8.31; 9.9; 14.21; Mt 26.2).
Kiedy Jezus nazywał siebie Synem Człowieczym, chciał po prostu podkreślić, że jedna część jego natury była całkiem zwyczajna, ludzka, podczas gdy druga określona była terminem „Syn Boży”. Znaczenie wyrażenia Syn Człowieczy jest jednym z najbardziej dyskutowanych tematów w badaniach nad Nowym Testamentem.
Jezus zapowiedział Radzie, jaka jest przed nim przyszłość: „Odtąd Syn Człowieczy zasiądzie po prawicy Mocy Boga”. On wiedział, że jego ziemska obecność będzie zakończona i podniesiona do godności, jaką miał, zanim przyszedł w roli Syna Człowieczego do honoru Syna Bożego. Tak, Jezus jest Chrystusem i jest też Synem Człowieczym.

Syn Boży – w. 70

„Czyż więc Ty jesteś Synem Bożym?”
Tytuł „Syn Boży” jest użyty tylko 26 razy w Ewangeliach. Chrześcijańska wiara zawsze obejmowała stwierdzenie, że Jezus jest Synem Bożym. Twierdzenie to było doskonale znane ludziom współczesnym Jezusowi. Setnik rzymski wyraził się o wiszącym na krzyżu Jezusie: „Zaiste, ten był Synem Bożym” (Mt 27.54).
Rada pytała o Jego tożsamość i odpowiedź, „Wy mówicie, że Ja jestem” nie jest unikiem. Jezus zgadzał się z ich oceną Jego tożsamości. Ocena Rady była stwierdzeniem bluźnierstwa.
Nie ma jednak wątpliwości, że w ewangeliach zwrot „Syn Boży” stosowany jest w celu zaznaczenia szczególnej, niezwykłej więzi, jaka łączyła Jezusa z Bogiem.
Już jako 12-letni chłopiec powiedział do Marii: „Czy nie wiedzieliście, że powinienem zajmować się sprawami Mojego Ojca?” (Łk 2.49)
Wiele wypowiedzi ewangelistów bardzo wyraźnie mówi: „Wszystko zostało Mi przekazane przez Mojego Ojca i nikt nie zna Syna, tylko Ojciec, ani Ojca nikt nie zna, tylko Syn i ten, komu Syn postanowi to objawić” (Mt 11.27).
Co zatem miał na myśli Jezus, gdy mówił o sobie „Syn Boży”? Nie umiemy dać ostatecznej, pełnej odpowiedzi. Nauczanie Jezusa, szczególnie w ewangelii Jana, wyjaśnia, że ta społeczność pomiędzy Ojcem a Synem jest wyjątkowa i niepowtarzalna. Istniała ona już na długo przedtem, zanim Jezus narodził się w Betlejem. Jan napisał, „Słowo ciałem się stało i zamieszkało wśród nas” (Jan 1.14). Bóg stał się wcielonym Słowem, w Jezusie.
Gdy Piotr złożył wyznanie: „Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego” (Mt 16.16). Jezus nie zganił tego wyznania, nie uznał za błędne. Jest to niesłychanie ważne, abyśmy przyjęli jako pewnik wiary, że w Jezusie Chrystusie Bóg stał się człowiekiem i że Jezus jest Synem Bożym.
Przesłuchanie zakończono bez wyroku. Nie, Rada nie chciała postawić przysłowiowej kropki nad „i”. Nie własnymi rękoma.
Bywa, że mamy wiele pytań w sprawie Jezusa, a gdy padają odpowiedzi mamy i tak własny komentarz. W sprawie Jezusa wielu ludzi pozostawiło decyzje innym: rodzinie, dzieciom, sąsiadom. Często unikamy rzetelnej odpowiedzi, zasłaniając się parawanem niewiedzy, wątpliwości.
W kwestii zbawienia nie ma wątpliwości, Bóg dał jasną odpowiedź: „Tak bowiem Bóg umiłował świat, że dał swego Jednorodzonego Syna, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne” (Jan 3.16).

Przesłuchanie nadal trwa.

Październik 2000

Przed Kajfaszem

Sądy nad Jezusem

„Ci, którzy schwytali Jezusa, zaprowadzili Go do arcykapłana Kajfasza, gdzie zebrali się nauczyciele Prawa i przełożeni. A Piotr szedł za Nim w pewnej odległości aż do dziedzińca pałacu arcykapłana. Następnie wszedł do środka i usiadł ze służbą, żeby zobaczyć, jak to się skończy. Tymczasem arcykapłani i cały Sanhedryn szukali fałszywego dowodu przeciwko Jezusowi, żeby Go skazać na śmierć, lecz nie znaleźli, chociaż przyszło wielu fałszywych świadków. W końcu przyszli dwaj i zeznali: On powiedział: Mogę zburzyć świątynię Boga i przez trzy dni ją odbudować. Wtedy arcykapłan powstał i zapytał: Nic nie odpowiadasz na to, co oni przeciwko Tobie zeznają? Jezus zaś milczał. Arcykapłan więc powiedział: Wzywam Cię pod przysięgą na Boga żyjącego, powiedz nam, czy Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga? Wówczas Jezus mu odpowiedział: Ty powiedziałeś” (Mt 26.57 – 63).

Sięgam ponownie do historii związanej z procesem i ukrzyżowaniem Jezusa Chrystusa. Chcę w dalszym ciągu przyglądać się temu co określiłem, kuluarami odbywającego się sądu. Annasz po wstępnym przesłuchaniu odsyła Jezusa do arcykapłana Kajfasza. Kajfasz jest autorem proroczej zapowiedzi:
„Wówczas jeden z nich, Kajfasz, który w tym roku był arcykapłanem, powiedział: Wy nic nie rozumiecie ani nie bierzecie pod uwagę tego, że lepiej jest dla was, aby jeden człowiek umarł za lud, niż miałby zginąć cały naród. A nie powiedział tego sam od siebie, lecz będąc w tym roku arcykapłanem, prorokował, że Jezus miał umrzeć za naród, i nie tylko za naród, ale i po to, aby zgromadzić w jedno rozproszone dzieci Boga” (Jan 11.49-52).
Kajfasz jest arcykapłanem, przypuszczalnie był niezmiernie religijnym i prawym człowiekiem. Kiedy jednak przyjrzymy się dokładniej, Kajfasz był właściwie złym i niecnym człowiekiem. Kajfasz miał uprzedzenie do Jezusa. On widział Jezusa jako wroga, którego należy zlikwidować. Badacze twierdzą, że w 40 punktach zostało naruszone prawo przy aresztowaniu i przesłuchaniu Jezusa z przyzwolenia Kajfasza. Kajfasz manipulował wyrokiem, bo jego celem było skazać Jezusa na śmierć.
Emocje w procesie osiągnęły punkt kulminacyjny. Kajfasz spodziewał się mowy obrończej Jezusa, tymczasem Jego obroną było milczenie, które przesłuchującym podniosło ciśnienie. Otóż od chwili aresztowania aż do ukrzyżowania nikt nie wypowiedział jednego pozytywnego zdania na temat Jezusa. Czy nie jest to dziwne, że nagle wszyscy milczą, mają amnezję, nie pamiętają niczego, co mogłoby posłużyć obronie Sprawiedliwego, niewinnego Baranka Bożego.

Gorzka zmowa milczenia

Żaden z ewangelistów nie odnotował ani jednego przypadku by ludzie, którzy doznali tak wielu różnych błogosławieństw, zdobyli się na odwagę i stanęli w obronie Jezusa. NIKT. Milczenie może być wyrazem różnych stanów emocjonalnych, począwszy od strachu, pogardy, smutku, ale też mówimy o niemym zachwycie oraz milczeniu tragedii. Nie było innej drogi jak przez zbawczą śmierć Mesjasza.
Dlaczego? Ważniejsze dla wielu ludzi są układy, koneksje, wątpliwe przyjaźnie. Wewnętrznie ludzie są przekonani, że jest źle, ale głośno mówią zupełnie co innego. W niedzielę jesteś w zborze, a w poniedziałek na „dziedzińcu Kajfasza”. Brudne żarty i słowa, czujesz ciśnienie, by powiedzieć, „Jezus? Nie znam Jego”. Czy kiedykolwiek słyszałeś, jak kogut pieje?
„Wtedy Piotr i Jan odpowiedzieli: Rozsądźcie, czy wobec Boga jest słuszne bardziej słuchać was niż Boga? Nie możemy przecież nie mówić tego, co widzieliśmy i słyszeliśmy” (DA 4.19-20).
Jeśli tylko dostosujesz się do myślenia, mowy, stylu życia świata, nigdy nie będziesz mieć wyznania, świadectwa dla Jezusa. Jeśli udajesz wystarczająco długo, możesz stać się tym kogo udajesz.
Przeciwstawmy temu autentyczność Jezusa. Kajfasz nie wytrzymuje, „Arcykapłan więc powiedział: Wzywam Cię pod przysięgą na Boga żyjącego, powiedz nam, czy Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga”?
Nagle Jezus przerywa milczenie. Moglibyśmy powiedzieć, że Wszechświat wstrzymał oddech, to był decydujący moment przesłuchań. Odpowiedź NIE zakończyłaby proces i rozczarowała wszystkich, którzy poszli za tym niezwykłym nauczycielem. Napięcie sięgnęło zenitu.
Jezus nie powiedział słowa w obronie przeciw fałszywym świadkom. Jezus odpowiada: „tak jest jak mówisz”, to będzie kosztować Jego życie. „Wówczas Jezus mu odpowiedział: Ty powiedziałeś”.
To był Mesjasz – Zbawiciel. Wyrok zapadł: „Wtedy arcykapłan rozdarł swoje szaty i zawołał: Zbluźnił! Czy potrzeba nam jeszcze świadków? Przecież teraz słyszeliście bluźnierstwo. Jak wam się zdaje? Odpowiedzieli: Zasłużył na śmierć!”
Proroctwo Kajfasza weszło w fazę realizacji. On Jezus po to przyszedł, aby oddać swoje życie za wielu. Spotkanie z Jezusem musi wywołać albo akceptację, albo nienawiść. Rozpoczął się tragiczny taniec śmierci.
Procedura przesłuchania jest kontynuowana, a Piotr przy ognisku przysłuchuje się być może komentarzom. Przyparty do przysłowiowego muru dopuszcza się jak na ucznia Jezusa niewiarygodnego czynu, zaparcia się Jezusa.
Czy jest możliwe by wierzący mógł doprowadzić swoje życie na skraj przepaści, do rozminięcia się z Bogiem? Niewątpliwie tak. Salomon próbował mieć to, co najlepsze z dwóch światów. Chciał mieć swego Boga i cały świat.
Dlatego ap. Paweł zachęca nas: „…z bojaźnią i drżeniem zabiegajcie o swoje zbawienie” (Filip 2.12).
Widzę chrześcijan, którzy minęli się z powołaniem, teraz zadają pytania. Życie ludzi wierzących to nie jest pasmo niekończących się sukcesów, niezakłóconych z zewnątrz. Mamy prawo do doświadczeń i prawo do godnego, chwalebnego życia wiary. Nie każdy chrześcijanin doświadcza cudów, nie wszyscy otrzymują natychmiastowe odpowiedzi, nie wszyscy żyją nienagannie i wszystko na świecie jest jasne i wspaniałe.
Wierzę, że dobre rzeczy dotyczą Bożych ludzi, lecz dla wielu naprawdę szczerych i uczciwych chrześcijan sprawy życiowe układają się inaczej. Nie wszyscy nauczyli się, żeby być zadowolonymi z tego, co posiadają, by znosić upokorzenia i przystać na to, że nie zawsze mieć będą wszystko w obfitości. Wszyscy mamy okresy z uczuciem porażki.
Krytykujemy Piotra za jego zachowanie, brak wiary, gdy wyszedł z łodzi i zaczął tonąć, ale wyszedł. Kiedy doszło do aresztowania Jezusa, to on stanął w obronie używając miecza, ale bronił. Piotr był pewny siebie aż Pan spojrzał na niego i coś w nim pękło.
Chrześcijanie potrzebują również dziś odświeżenia, odnowienia, pokuty. Oczekujemy nowych rzeczy, nawróceń, powołań, odnowy w Duchu Św., odnowienia w modlitwach, inspiracji do poświęcenia.
Piotr nie stał całe życie gorzko płacząc, ale rozpoczął swój marsz do wieczności poprzez oddane praktyczne życie ucznia Jezusa. Życie wypełnione pokojem, radością, zwycięstwem mimo różnych doświadczeń. One już nie będą powodem Jego depresji.
Jak może być odświeżone nasze życie?

Po pierwsze – Bóg mnie kocha.

Można zacząć od „rozwiązania na skróty” i „magicznych lekarstw”.
Szatan będzie zawsze podejmować próby obrabowania każdego wierzącego z jego wiary i zaufania Bogu. Jest jednak odpowiedź, tak jak była dla Piotra: Bóg naprawdę nas kocha. On nie zajmuje się potępianiem i pragnie podnieść nas z naszych słabości. Pan nigdy nie rezygnuje z żadnego z nas!

Po drugie – moja wiara!

„Bez wiary zaś nie można podobać się Bogu…” (Heb 11.6).
Mogę nie rozumieć, dlaczego tak długo nie przychodzi z pomocą, lecz wiem, że On to zrobi! Dotrzyma swojego słowa! Szatan chce zniszczyć w nas wiarę i sprawić, byśmy uwierzyli, że Bóg zostawił nas! Wierzę Bogu, ufam, że będzie nas strzec.

Po trzecie – zakochaj się w Bożym Słowie.

„Słowo Chrystusa niech mieszka w was obficie. Z wszelką mądrością nauczajcie i napominajcie jedni drugich psalmami, hymnami i natchnionymi pieśniami, z wdzięcznością śpiewając w waszych sercach Bogu” (Kol 3.16).
Biblia to księgą, która zmieniła świat. Tylko jej można zaufać, bo jest Słowem Boga zapisanym przez ludzi, słowem dającym odpowiedzi na najważniejsze pytania życia.
„Dziadek R. Brandstaettera umierając powiedział do niego: „Będziesz Biblię nieustannie czytał. Będziesz kochał więcej niż rodziców. Więcej niż mnie. A gdy zestarzejesz się, dojdziesz do przekonania, że wszystkie książki, jakie przeczytałeś w życiu, są tylko nieudolnym komentarzem do tej jednej Księgi”.
Jest jeszcze jeden powód, dla którego akcentuję ważność Słowa Bożego, jakim jest Biblia. Niektórzy chcą przekonywać ludzi, że jest to tylko książka napisana przez ludzi. Niestety to pozorna prawda wyciągająca fałszywy wniosek, który chce doprowadzić do myśli: „Jeśli ukaże mi się Jezus i coś mi powie, to wtedy to słowo stoi ponad Biblią, bo On jest „żywym Słowem”, a nie martwa księga napisana przez ludzi”.
Biblia ze swoim poselstwem musi zajmować swoje miejsce w naszym życiu i nic nie jest w stanie jej zastąpić ani widzenia, znaki, ani świadectwa. Tym, co radykalnie odróżnia Biblię od każdej innej świętej księgi jest to, że jest nie tylko księgą o Bogu, ale jest objawieniem Boga. Bóg jest żywy w niej objawiając siebie tym, którzy to życie odnajdą. Biblia jest zbiorem ksiąg natchnionych przez Ducha Św. stanowiących dla Kościoła chrześcijańskiego jedyne źródło objawienia Boga w Panu Jezusie Chrystusie.

Po czwarte – ufaj Duchowi Św.

Pozwalajmy aby Jego moc przepływała przez nasze życie. Nie musimy czekać na pocieszenie od anioła, nadzwyczajnego kaznodziei, proroka, uzdrowiciela. Bóg posłał swego Pocieszyciela, a On uleczył załamanego Piotra i odświeży też nasze życie.
„Orędownik zaś, Duch Święty, którego Ojciec pośle w Moim imieniu, On nauczy was wszystkiego i przypomni wam wszystko, co Ja wam powiedziałem” (Jan 14.26).
Potrzebujemy zwycięskiego życia jak tlenu, by funkcjonować.
Niektórzy chrześcijanie nie są w stanie funkcjonować bez swoich ulubieńców: narzekania i szemrania. Bez swoich nieszczęść nie mieliby o czym rozmawiać!
„Nie bój się, bo Ja jestem z tobą! Nie rozglądaj się z trwogą, bo Ja jestem twoim Bogiem! Wzmocniłem cię i pomogłem, podtrzymałem sprawiedliwą prawicę” (Iz 41.10)

Opuść „dziedziniec Kajfasza” i nie czekaj aż kogut zapieje.

Marzec 1997