Wezwani na przesłuchanie

Sądy nad Jezusem

„Wtedy dowódca z oddziałem i strażnicy żydowscy pojmali i związali Jezusa. Zaprowadzili Go najpierw do Annasza. Był on bowiem teściem Kajfasza, który był w tym roku arcykapłanem. Właśnie Kajfasz doradził Żydom, że lepiej jest, aby jeden człowiek umarł za lud.
Szedł zaś za Jezusem Szymon Piotr i inny uczeń. Uczeń ten był znany arcykapłanowi i dlatego wszedł za Jezusem na dziedziniec arcykapłana. Piotr natomiast stał na zewnątrz przed bramą. Wyszedł więc ten drugi uczeń, znany arcykapłanowi, porozmawiał z odźwierną i wprowadził Piotra. A odźwierna zapytała Piotra: Czy i ty jesteś jednym z uczniów tego Człowieka? On odpowiedział: Nie jestem. Słudzy zaś i strażnicy stali i ogrzewali się przy ognisku, które rozpalili, ponieważ było zimno. Piotr stał także z nimi i się ogrzewał.
W tym czasie arcykapłan zapytał Jezusa o Jego uczniów i o Jego naukę. Jezus mu odpowiedział: Ja otwarcie mówiłem światu. Ja zawsze nauczałem w synagodze i w świątyni, gdzie gromadzą się wszyscy Żydzi. Potajemnie niczego nie mówiłem. Dlaczego Mnie pytasz? Zapytaj tych, którzy słuchali, co mówiłem. Oni wiedzą, co powiedziałem” Jan 18.12-21.

Czterej ewangeliści relacjonują jaki był przebieg procesu nad Jezusem, wzajemnie się uzupełniając. Chciałbym moją uwagę poświęcić spojrzeniu na przebieg tych dramatycznych zdarzeń i temu, co działo się wokół przesłuchania. Zanim ukrzyżowano Jezusa, odbyło się kilka spotkań z różnymi przedstawicielami władzy, kilka przesłuchań (sądów), które ostatecznie zadecydowały o wyroku skazującym. W mojej ocenie było ich siedem.
1. Przed arcykapłanem Annaszem — Jan 18.12-23
2. Przed Kajfaszem — Jan 18.24
3. Przed Radą Najwyższą — Łk 22.66-71
4. Na zamku przed Piłatem — Łk 23.1-6
5. Przed Herodem — Łk 23.7-11
6. Ponownie przed Piłatem — Łk 23.13-25
7. Na zamku – Mr 15,16-20
Postaram się omówić poszczególne przesłuchania w kolejnych rozważaniach. Sięgam zatem do pierwszego przesłuchania.

Przed arcykapłanem Annaszem.

Pojmanego Jezusa zdecydowano zaprowadzić do Annasza nieurzędującego już arcykapłana, ale prawdopodobnie stał na czele Sanhedrynu, ciesząc się autorytetem i doświadczeniem w rozstrzyganiu trudnych spraw, a ponadto był teściem obecnego arcykapłana Kajfasza, na którego mógł przecież mieć wpływ. Annasz przeprowadzi wstępne przesłuchanie, ale nie podejmie decyzji i odeśle Jezusa do arcykapłana Kajfasza. Równocześnie z aresztowanym Jezusem, ryzykując wiele, poszło dwóch uczniów, by zobaczyć jakie będą dalsze losy ich Nauczyciela. Byli to Piotr i Jan ewangelista, który w tej ewangelii ukrywa się za sformułowaniem „drugi uczeń”. Jemu to jako znanemu w pałacu arcykapłana zezwolono wejść, a Piotra niestety zatrzymano na zewnątrz. Protekcja Jana okazała się skuteczną i Piotr został wpuszczony, ale doszło do incydentu. Rozpoznany jako uczeń Jezusa Chrystusa zaprzeczył. Interesujące jest, że nie postawiono takiego zarzutu drugiemu z uczniów, czyżby lepiej ukrywał swoje uczniostwo?

Pierwsza refleksja — uczniostwo na dystans.

Można być uczniem Jezusa na dystans, z dala, w sprzyjających okolicznościach. Co można powiedzieć o Piotrze, że był dynamiczny, odważny, aktywny, ale nagle stchórzył. Można wykonywać wszystkie praktyki danej społeczności, spełniać oczekiwania przywódców i któregoś dnia powiedzieć nie jestem z nich. Jeśli zmienisz tylko kościół, a nie uczynisz Jezusa centrum swojego życia, to niesprzyjające okoliczności mogą sprowokować do zaprzeczenia kim jesteś.
„W tym czasie arcykapłan zapytał Jezusa o Jego uczniów i o Jego naukę”.
Annasz chciał wiedzieć, czy ci, którzy poszli za Jezusem myślą i postępują tak samo, jak nauczyciel. Annasz chciał się upewnić czy zlikwidowanie przywódcy zakończy problem. Uczniowie byli zwykłymi ludźmi, ale ufali Jezusowi, mieli chwile zwątpień, ale nie szli na kompromis z grzechem. Pozostawili wiele by naśladować Chrystusa i stokroć więcej otrzymali. Jego uczniowie nie byli niezastąpionymi „fachowcami”, ale byli gorliwi, a gdy gorliwość została wypełniona mocą Ducha Św. Zmienili oblicze Europy i Azji.
Mówienie o chrześcijańskiej miłości jest łatwiejsze niż jej realizacja.
Dlaczego Annasz usłyszał „pytaj ich”. Przesłuchanie było nielegalne i Jezus miał prawo odmówić składania zeznań.
Prawo stanowiło:
– Żadne przesłuchanie nie może być prowadzone w nocy.
– Żadne przesłuchanie nie może rozpoczynać się dzień przed sabatem albo podczas święta, ale to przesłuchanie rozpoczęło się w czasie Paschy.
– Wszystkie przesłuchania muszą być otwarte dla szerokiej publiczności, ale to odbywało się potajemnie.
– Wszystkie przesłuchania muszą odbywać się w obrębie świątyni, ale Jezusa zaprowadzono do prywatnego pomieszczenia Annasza.
– Nikt nie został dopuszczony, by stanąć w obronie Jezusa.
– Według żydowskiego prawa, nikt nie mógł zostać skazany tego samego dnia po zakończeniu przesłuchań.
– Ani Annasz, ani Kajfasz nie mogli zadawać pytań bezpośrednio. Jezus odwrócił sytuację na niekorzyść tego sądu. Ananiasz nie był w stanie, by oskarżyć Jezusa, to Jezus oskarżył jego nie tylko za próbę wymuszenia zeznań, ale też pozwolenie straży na spoliczkowanie. Odpowiedź Jezusa była upomnieniem za nadużycie władzy. Zdecydował jednak by uczniowie odpowiedzieli jakie znaczenie miało nauczanie Jezusa. Co jest w ich życiu ważne, kim jest dla nich Bóg i życie z Nim. Zamiarem Jezusa nie było stworzenie potajemnej sekty esseńczyków. Jego życie i życie uczniów było jawną kartą, którą mogli czytać wszyscy.
„Nie słuchajcie człowieka, który nie słucha Boga.”
Pytanie, czy jesteśmy uczniami jest ważne. Czy jestem uczniem w pracy, w urzędzie skarbowym, na przyjęciu biznesmenów, w relacjach zwierzchnik podwładny (-a), narzeczony i narzeczona, sąsiad? Jeśli nie – zaparłeś się Chrystusa i nie usprawiedliwiaj się naiwnie, ale pokutuj.
W długoletniej służbie zaobserwowałem zjawisko jakby odwrotności tego co uczynił Piotr. Są ludzie, którzy gdzieś otarli się np. o zbór, o jakąś społeczność i deklarują się jako jej przedstawiciele. Mówią: „jestem z nich”, ale nie są. Jakie są powody?
Sądzą, że samo uczestniczenie w nabożeństwie czyni z nich już np. zielonoświątkowców, baptystów, katolików. Nie przeżyli nawrócenia, nie rozumieją zasad, nie znają doktryny biblijnej, historii związanej z ugrupowaniem, nie potrafią nawet wymienić poprawnie nazwy, nie wiedzą co ona znaczy, nie mówiąc już o znajomości Biblii. Zmiana Kościoła dobrze robi na własne samopoczucie, ale życie szybko weryfikuje taką postawę. Za tym nie idzie chrześcijańskie praktyczne życie, znajomość Biblii, modlitwa, świętość życia, zerwanie z grzechem, niemoralnością, nałogami. Często tacy ludzie są jak wizytatorzy, spotkacie ich w czasie ważniejszych świąt, uroczystości zborowych lub jubileuszy rodzinnych. Inne okoliczności są zbyt nudne oni mają bardziej kolorowy, bajeczny świat pogan.
„Pseudo-wiara zawsze ma przygotowaną drogę ewakuacyjną na wypadek gdyby Bóg zawiódł”. /Aiden Wilson Tozer/
Wielu znanych ludzi jest „ZA” Jezusem, ale nigdy nie byli „Z” Jezusem. Dlatego są znanymi, wielkimi poganami.

Druga refleksja — przy cudzym ogniu.

 „Słudzy zaś i strażnicy stali i ogrzewali się przy ognisku, które rozpalili, ponieważ było zimno. Piotr stał także z nimi i się ogrzewał”.
„Słudzy zaś i strażnicy stali i ogrzewali się przy ognisku, które rozpalili, ponieważ było zimno. Piotr stał także z nimi i się ogrzewał”.
Piotr zaczął rozmijać się z Jezusem przy cudzym ogniu. Niektórym tak łatwo jest stanąć przy cudzym ogniu i grzać się, ale jeśli poznawszy Chrystusa idziesz do cudzego ognia nigdy nie będziesz z nich. Jeśli ktoś myśli, że jesteśmy tak nienowocześni, to niech wyjmie Biblię na parkiecie tanecznym i zacznie ją głośno czytać, wywiozą go w kaftanie bezpieczeństwa. Nie pasujesz do tego ognia. Tak długo będziesz akceptowany jak długo przy tym ognisku jesteś potrzebny, jak długo ten ogień będziesz podsycać, a później dostaniesz „czerwoną kartkę”, by zejść z boiska. Zostaniesz sam na sam z sobą i zmarnowanym bezsensownie życiem.
Nasze nabożeństwa mają przypominać nam o tym co zdarzyło się w odległej przeszłości, a co doprowadziło do ukrzyżowania Jezusa Chrystusa i jakie ma to dziś znaczenie? Jak dalece jest aktualne, co ma zmienić, jaki ma mieć wpływ na nas.
Golgota i krzyż ciągle przypominają cenę zbawienia.

„On, który nawet własnego Syna nie oszczędził, ale wydał Go za nas wszystkich…” (Rzym 8.32).
Stwierdzamy: zbawienie jest darem, ale nie było darmo, było i jest ono w oczach Boga najdroższe, ceną było życie Syna. To cena naszego zbawienia. Dlatego list do Hebrajczyków zachęca nas do wzrastania, dojrzałości chrześcijańskiej, by nikt mimo upływu czasu nie postawił nam zarzutu, że duchowo stoimy w miejscu.
„Pragniemy jednak, aby każdy z was wykazywał tę samą gorliwość w celu spełnienia nadziei aż do końca. Nie bądźcie ociężali, lecz naśladujcie tych, którzy przez wiarę i cierpliwość dziedziczą obietnice” (Hbr 6.11-12).
Niektórzy ludzie, zamiast dążyć do świętego życia i dojrzałości chrześcijańskiej, domagają się „zabawek religijnych”, a gdy ich nie otrzymują zakładają sobie żłobek lub przedszkole, by się takimi zabawkami pobawić. Na ogół z wieku dziecięcego powinno się wyrosnąć, ale jeśli nie, to jest tragicznie.
Biblia nie jest katalogiem z zamówieniami na dobra życiowe.
Jakiego ogniska i ognia powinniśmy pilnować? Jest ogień tego świata i można się przy nim ogrzać, do czasu, aż trzeba będzie siebie określić. Piotr wydawało się jest taki sam jak oni przy ognisku. Piotr jednak zreflektował się, był zdruzgotany wizją śmierci Jezusa, ale odświeżony zmartwychwstaniem i zesłaniem Ducha Św., powiedział: nigdy więcej kroków w tył.
Chrześcijanin nie może tylko stać i grzać się, ale wydać owoc. Dopóki nie wydajesz owocu niczym się nie różnisz, nie będziesz zdemaskowany.
„Ja jestem krzewem winnym, wy zaś latoroślami. Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi obfity owoc, bo beze Mnie nic nie możecie uczynić” (Jan 15.5).
Dziś normy moralne obniżane do minimum chcą sugerować ludziom, że nic złego się nie stało, musisz być tolerancyjny. Salomon jednak zapytuje:
„Czy można nosić ogień w zanadrzu i nie spalić sobie ubrania? Czy można chodzić po rozżarzonych węglach i nie poparzyć sobie stóp?” (Prz. 6.27-28)
Grzanie się przy cudzym ogniu w nieformalnych związkach, nikogo nie szokuje, wręcz przeciwnie ma ciche przyzwolenie.
Piotr opuścił środowisko cudzego ogniska, zreflektował się, pokutował, gorzko płakał, nie usprawiedliwiał się, zerwał ze starym życiem i wszedł w Boży Ogień. W dzień Pięćdziesiątnicy stanął przed ludźmi i wzywał ich do pokuty i świętego życia.
Biblia wzywa nas bądźcie pełni Bożego żaru, ognia Ducha Św., „nie bądźcie ospali w gorliwości, bądźcie płomiennego ducha, służcie Panu” (Rzym 12.11).
„My zaś nie otrzymaliśmy ducha świata, lecz Ducha, który pochodzi od Boga, abyśmy poznali dary łaski udzielone nam przez Boga” (1Kor 2.12).
„Jeśli żyjemy według Ducha, według Ducha też postępujmy” (Gal 5.25)
Boży ogień rozpala w nas właściwe pragnienia, właściwe zachowania i postępowanie. Przynosi rezultaty, które są owocami. Rozbudza miłość do Boga, a ta jest płomieniem Bożym w nas.
Zacząłem od sytuacji, która stała się preludium do ukrzyżowania i chcę do niego powrócić. To, co zakończy wszystkie procesy – ukrzyżowanie i jego moc zmieniło ludzi. Krzyż zmienił moralność i mentalność zachodniego świata. Czasem w swej nadgorliwości niektórzy chrześcijanie oburzają się, gdy śpiewamy stary hymn o szorstkim krzyżu (Tam na wzgórzu stał stary, szorstki krzyż…) podejrzewając nas, że oddajemy chwałę drewnu, a nie oburzają się, gdy ich bliscy oddają chwałę Bachusowi, niemoralnym zachowaniom, gdy kłamią, bluźnią, dokonują różnych matactw finansowych, a może i sami tak postępując.
Krzyż jednak jest kresem starego życia. Można uciec przed nim albo umrzeć na nim.
Mam wrażenie, że dziś zafundowano ludziom nowy krzyż. Podobny do starego, lecz inny. Stary krzyż nie miał nic wspólnego ze światem. Nowy to raczej kumpel, nie żąda pokuty, wyrzeczenia się starego życia. Lubi poklask ludzi, pokazuje, że chrześcijaństwo nie stawia żadnych nieprzyjemnych żądań, lecz że oferuje to samo, co świat, tylko na wyższym poziomie. Nowy krzyż nie zabija grzesznika, tylko zmienia jego orientację. Naprowadza go na czystszy i weselszy sposób życia, zachowując jego miłość do samego siebie.
Przychodząc do Chrystusa nie podnosimy swojego starego życia na wyższy poziom, lecz pozbywamy się go na krzyżu.
Wiara w Chrystusa nie przebiega równolegle do świata, lecz przecina go.
Taki jest sąd nad starym człowiekiem albo gorzko zapłaczesz, albo możesz nadal stać przy cudzym ogniu jako jeden z nich. Ukrzyżowanie kończy wszystkie procesy, ale zmartwychwstanie zmieniło ludzi. Nie musimy poznawać Jego wielkiej miłości, dopiero gdy znajdziemy się „na dnie”. Nie koniecznie musimy mieć mocne świadectwo z dna.
Świadectwo jest mocne z każdego miejsca, w którym spotyka nas Bóg.
Bóg posłał swego Pocieszyciela, a On uleczył załamanego Piotra i odświeży też nasze życie.
Wsłuchując się w przebieg całego procesu aż do ogłoszenia wyroku muszę zadać pytanie: kto został naprawdę wezwany na przesłuchanie?

Lipiec 2000

Niepewny grób

Niepewny grób

„Wtedy Piłat powiedział: Weźcie straż, idźcie, zabezpieczcie grób, jak tylko potraficie. Oni poszli i zabezpieczyli grób, opieczętowali kamień i postawili straż” Mt 27.65-66.

Nawet gdy Jezus jest bezpiecznie martwy, arcykapłani i faryzeusze stwierdzają, że ostrożności nigdy nie za dużo. Interweniują u Piłata, by zabezpieczyć grób Jezusa. Oni nie chcą żadnych pomysłów ze zmartwychwstaniem. Zamknięcie, opieczętowanie i postawienie straży ma się nijak do trzęsienia ziemi, które nastąpiło. Kamień grobowy zostaje usunięty.
Michał Anioł, kiedy odwiedził kilka galerii sztuki w miastach Europy, był głęboko zasmucony przytłaczającą ilością obrazów przedstawiających Jezusa wiszącego na krzyżu. Zadał pytanie: „dlaczego galerie są wypełnione tak wielką ilością obrazów Chrystusa umierającego? Dlaczego artyści koncentrują się na tym przemijającym epizodzie, jak gdyby to było ostatnie słowo i końcowa scena? Chrystus umiera na krzyżu zaledwie kilka godzin, ale przez całą wieczność On jest żywy”.
Jest więcej hymnów o ukrzyżowaniu niż o pustym grobie. Ukrzyżowanie jest ważnym momentem dla naszego zbawienia, ale co ze zmartwychwstaniem? Czy zmartwychwstanie miało jakąś wartość?
Jak musiały się czuć Maria i Marta, gdy stały obok grobu ich brata? Ich świat zmienił się na zawsze. Bądźmy szczerzy, nie jest to dobre uczucie, kiedy życie obraca się przeciw nam pomimo faktu, że modliliśmy się, pomimo że szliśmy dodatkową milę, nadstawiliśmy drugi policzek, że byliśmy wierni Bogu? Mówimy o życiu, gdy nagle stało się puste.
Jest coś, co świętujemy podczas Wielkanocy, chociaż idziemy przez rzeczywistość straty, klęsk i rozczarowań, jest moc w świecie, która jest mocniejsza niż śmierć, niż nasz strach śmierci — zmartwychwstanie.
Droga do Wielkanocy przebiega przez cmentarz. To nie jest droga, która odbiega od rzeczywistości życia, ale upoważnia nas, by pomyśleć o życiu dalej. Prawdopodobnie nie powinno zaskoczyć nas, że grób nie mógł zatrzymać Jego.
Przyglądam się, co miało miejsce w poranek wielkanocny przy grobie. Maria przyszła by oddać szacunek jej Panu. Przy grobie zastaje sytuację, która ją dezorientuje. Odsunięty kamień, jacyś mężczyźni przy grobie informują o czymś niewiarygodnym, więc szuka ogrodnika. Znalazła się jakby w nierealnym filmie. Zmartwychwstały Jezus, jej Nauczyciel, nieograniczony już życiem ziemskim, z poleceniem, „idź, powiedz uczniom, że żyję”.
Wielkanoc musi stać się osobistą dla każdego z nas, musi poprowadzić nas do przyszłości nadziei, do osobistego zmartwychwstania. Słowo Boże mówi o Bogu Abrahama, Bogu Izaaka i Bogu Jakuba, każdy z ich miał osobiste doświadczenie z tym jedynym Bogiem.
Stajemy na drodze Wielkanocy i wiemy, że świat nie będzie miał ostatniego słowa ani my, ale do Boga należy ostatnie słowo.
Znaleźć radość i nadzieję Wielkanocy, to przejść przez cmentarze naszych klęsk i rozczarowań. Biblia pokazuje wiele historii o przekształcaniu sytuacji, które były beznadziejne, ale zostały zmienione i wypełnione obietnicami i nowym życiem.
„Zapewniam, zapewniam was, że kto słucha Mojego słowa i wierzy Temu, który Mnie posłał, ma życie wieczne i nie idzie na potępienie, ale przeszedł ze śmierci do życia” (Jan 5.24).
Na miesiąc przed śmiercią sławny ateista Jean Paul Sartre powiedział: „Wiem, że umrę z nadzieją, choć trzeba dopiero znaleźć dla niej realne oparcie” („Czas nadziei” rozmowa pomiędzy Jean-Paul Sartrem, a Benny Lévym jego osobistym sekretarzem).
Nasza nadzieja leży w śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa. Świat nie oferuje żadnej nadziei. Hollywood nie może wyprodukować jej. Nauka nie może jej wymyślić. Ona jest tylko w Jezusie.

Zmartwychwstanie jest centralnym przesłaniem naszej wiary.

Bracia i siostry, Chrystus jest Zmartwychwstały.

Kwiecień 2020

Między…

„A gdy Jezus spróbował octu, powiedział: Wykonało się! Po czym skłonił głowę i oddał ducha”. Jan 19.30

Czasem bywamy konfrontowani rozdźwiękiem, życiowym rozdarciem, które staje się rzeczywistością. Festiwal niedzieli palmowej w cieniu męki Jezusa. Mówimy o dobrych czasach, pełni radości, świętowania i skrzętnie ukrywamy mękę życia, jak nie radzimy sobie ze zwycięskim życiem, ukryci między… Rodzi się wnuk i umiera dziadek. Rocznica ślubu, uroczysty obiad, a po drugiej stronie rozwód. Życie nie jest zawsze świętowaniem.

Chcę byśmy sobie mocno uświadomili co nas gromadzi w Wielki Piątek. Fascynacja bohaterem, święte oburzenie, czy dzień największej żałoby chrześcijan?

Mowa o krzyżu i zmartwychwstaniu prowadzi do zakłopotania. Mowa krzyża, to mowa o upadłym grzeszniku, potrzebie usprawiedliwienia, pokuty. Nic dziwnego, że jest niezrozumiała lub wzburzy. Kto chce publicznie przyznać się, że jest winien, że jest grzesznikiem?

Pasja, wspomnienie męki, sądu, lżenia Zbawiciela i ukrzyżowanie jest czymś więcej niż festyn, ono ma ostateczny wpływ na nasze życie. Potrzebujemy, by zarówno „hosanna” jak i „wykonało się” były w równowadze. Nasze radości są zmieszane z naszymi smutkami i nasze smutki są zmieszane z momentami radości. Przesłanie Niedzieli Palmowej i Wielkiego Piątku przywołują rzeczywistość, którą obecnie wspominamy przeżywając Wielki Tydzień.

Zaproszenie do kościoła częściej brzmi przyjdźmy i zaśpiewajmy „hosanna” niż będziemy w rozpamiętywaniu „ukrzyżowania”. Rozpamiętywanie męki Pańskiej nie robi dobrej reklamy rynkowi kościelnego sukcesu. Wolimy by kościół był postrzegany jako miejsce festynu niż jako miejsce, gdzie wspominamy grzech, śmierć i wyzwolenie na krzyżu.

Wielki Tydzień jest centrum naszego chrześcijańskiego życia. Żadna inna religia nie ma w centrum człowieka grzesznego, za którego ponosi śmierć Sprawiedliwy.

Pewien architekt zaprojektował nowy kościół i zaniechał umieszczenia w nim krzyża. „Nie chcemy jakichś krzyży na kościele ani wewnątrz”. „Nie chcemy, by ktokolwiek myślał o niepowodzeniu albo słabości”. Wdzięczny jestem, że Ewangeliści nie poprawili ewangelii rezygnując z krzyża, śmierci Jezusa i historii ukrzyżowania stawiając ją w centrum. Ukrzyżowanie i zmartwychwstanie stawiają historię Jezusa w centrum. Paweł powiada: „Postanowiłem wręcz o niczym nie wiedzieć pośród was, jak tylko o Jezusie Chrystusie — i to tym ukrzyżowanym”. (1Kor 2.2) Dlaczego? Ponieważ krzyż przypomina nam, że w tym życiu jesteśmy ciągle „miedzy”. Radość i ból, rozpacz i entuzjazm, grzech i sprawiedliwość, ziemia i wieczność. Wolimy „hosanna”, bo czasem nie wiemy jak odnieść się do tych dramatycznych faktów jak: zdrada, wrzeszczący tłum „ukrzyżuj”, tortur i ukrzyżowania. Czujemy się zagubieni we własnym doświadczeniu, problemach i wolimy chwile odprężenia, pogodnej refleksji, one są tuż, tuż, na wyciągniecie ręki. Wielkanoc już puka. „Wykonało się”.

Nikt z nas nie lubi nieszczęśliwych zakończeń, ale to zakończenie „Wykonało się” nie jest krzykiem rozpaczy lecz zwycięstwa. Nowej perspektywy dla życia godnego. Miłość Boga nie wyjaśnia wszystkiego, ale sprawia, że widzimy rękę Boga, by odkupić nas i sprawić, że jesteśmy ocaleni. Lubimy festyny, ale życie ma też momenty Pasji. Końcowe słowa jednak brzmią: „Alleluja On Zmartwychwstał.”

Kwiecień 2017

Boża tarcza

Panie, opoko moja, twierdzo i wybawicielu. Mój Bóg jest skałą, na której się chronię, moją tarczą i mocą mojego zbawienia, moją warownią. Ps 18.3

Nie pierwszy raz świat został dotknięty pandemią. Choroby zawsze były częścią naszego istnienia. Kilka tygodni wstecz życie było normalne. Ale z powodu małego wirusa, cały świat obrócił się do góry nogami! Świat dzisiaj jest szalenie inny niż świat, który znaliśmy kilka tygodni temu.

Jak wiele naszych planów zostało postawionych na głowie? Marzenia wielu ludzi rozsypały się. Miliony ludzi są przerażone, oddzielone nagle od kochanych i członków rodzin. Świat ekonomiczny już zatrząsł się i to będzie koniec gospodarki światowej jaką znamy. Dlatego nie trzymajmy się rzeczy tego świata kurczowo, trzymajmy się ich lekko.

Słyszę ludzi mówiących: „nie martw się, przejdziemy przez to”. Doceniam ich optymizm i kiedy to mówi chrześcijanin jestem wdzięczny za ich zachętę. Są też tacy, co podsycają przerażenie wysyłając jakieś fałszywe informacje, filmiki, udające słowo prorocze. Właśnie teraz świat szuka odpowiedzi. Nie wysyłaj niepotrzebnych wiadomości, które powodują strach albo panikę. Wiem, że ten strach jest narzędziem diabła i dokładnie to próbuje on robić z tą pandemią.

Problem w tym, że ludzie chcą widzieć ochronę Boga jako magiczne pole sił, które chroni przed wirusem. Myślę, że jednym z powodów, iż wirus jest tak przerażający, jest to, że nie możemy widzieć wroga. Poważne jednak pytanie brzmi: czego Bóg chce nas nauczyć przez tę „godzinę próby”?

Czy Bóg woła byśmy pomyśleli, zastanowili się, na czym opieramy nasze życie, w czym pokładamy naszą nadzieję?

Jak daleko odsunęliśmy Boga sądząc, że nie potrzebowaliśmy Jego pomocy albo jego prowadzenia? Wszystko przecież naoliwione i doskonale pracuje. Nie wiemy czy to jest konsekwencja upadłego świata czy pracy szatana albo przyzwolenia Boga?

Bóg jednak jest suwerenny i nic nie zdarza się bez jego pozwolenia. Uwierzmy, że Bóg ma i w tym czasie kontrolę.

Ludzie czasami pytają: „Gdzie jest Bóg”? Być może lepszym jest pytanie: „Gdzie byliśmy? Co robimy? I co widzimy?”

Żyjemy w czasie kryzysu, w czasie ekstremalnej niepewności. Ludzie są zaniepokojeni. Potrzebujemy być głosami nadziei w świecie, który rozpaczliwie potrzebuje słowa zachęty.

Jak Kościół może odpowiedzieć w czasie wybuchu takiej epidemii? W czasie gdy doświadczamy realnego zagrożenia bytu.

Kiedy król Aramu toczył wojnę z Izraelem miał spór z prorokiem Elizeuszem i otoczył go z wojskiem w miejscowości Dotan. Sługa Elizeusza popadł w panikę i wtedy Elizeusz przekazał Boże rozwiązanie:

„Nie bój się, bo więcej jest tych, którzy są z nami, niż tych, którzy są z nimi. Następnie Elizeusz modlił się: Panie, otwórz, proszę, jego oczy i niech zobaczy! 2Król 6.16-17

Bóg zna nasze kłopoty i nasze smutki, słyszy nas i uzdrawia nasze myśli, naszego wewnętrznego człowieka.

„Droga Boża jest doskonała, słowo Pana wypróbowane. On jest tarczą wszystkich, którzy się u Niego chronią”. Ps 18.31

O ciężkim stanie zdrowia Łazarza Jezus powiedział: „…Choroba ta nie prowadzi do śmierci, lecz jest na chwałę Boga, aby przez nią został uwielbiony Syn Boży” (Łk 11.4). Jezus wiedział jak skończy się ta dramatyczna sytuacja i On wie jak skończy się epidemia koronawirusa – ufajmy. Pytanie ciągle jest otwarte: jakie wyciągniemy wnioski, jakie podejmiemy działania po zakończeniu pandemii.

Ktoś powiedział: „jesteśmy wszyscy silni wystarczająco, by znieść próby innych”.

Zawsze jest łatwiej doradzać innym, ale jak odnoszę się osobiście do tej sytuacji? Jak na nowo uporządkuję swoje priorytety?

To jest czas dla kościoła, by być kościołem. Szukajmy jak psalmista, Bożej ochrony, On jest naszą tarczą. Niech Bóg otworzy nasze duchowe oczy, bo On nie spóźni się z pomocą! Jednego jestem pewien, Bóg pisze nową historię na ten czas, w której musimy znaleźć się z naszym świadectwem zaufania Wszechmogącemu.

Mój Bóg jest skałą, na której się chronię, moją tarczą.”

Kwiecień 2020

Pocztówka z nieba

Gdyż dziś narodził się wam Zbawiciel, którym jest Chrystus Pan, w mieście Dawidowym”. Chwała na wysokościach Bogu, a na ziemi pokój ludziom, w których ma upodobanie. (Łk 2,11.14)

Z biblijnego punktu widzenia nie ma znaczenia termin wspominania narodzenia Jezusa. Termin należy do tradycji, nie ma nic wspólnego z rzeczywistą datą, natomiast wspominamy historyczne wydarzenie. Szczególne narodziny wśród narodzin powinny uświęcić świąteczny czas.

Jeden z zespołów śpiewał okolicznościową piosenkę o jedynym dniu w roku, że „wszyscy wszystkim ślą życzenia”. Bóg przesłał nam życzenia jedyne w swoim rodzaju. „Boży pocztowcy” przynieśli najpiękniejszą kartkę z życzeniami, a ich treść utrwalił ewangelista Łukasz.

Historia o narodzeniu opowiedziana jest tak, abyśmy nigdy jej nie zapomnieli. Cóż by znaczyły narodziny Jezusa, gdybyśmy się o nich nigdy nie dowiedzieli. Dlatego potrzebne były nadzwyczajne okoliczności, by wywołały nadzwyczajną reakcję i zdumienie. Nikt by nie zwrócił uwagi na narodziny jakiegoś dziecka i okoliczności, które mogły przytrafić się niejednej rodzinie. Właśnie wszystko co dzieje się później jest niezwykłe.

Kartka świąteczna dostarczona przez Anioła Pańskiego brzmi: „oto zwiastuję wam radość wielką”. Zjawisko było niezwykłe, a treść fantastyczna. Gdyby nie posłuszeństwo aniołów kto by nas poinformował, że nadszedł czas radości dla życia w Bogu.

Kiedy dziś rozpoczynamy każde nabożeństwo uwielbieniem, radością i chwałą dla Boga, to aż trudno sobie wyobrazić, że może być inaczej, że można by zaczynać smutną, nostalgiczną muzyką i tekstami mówiącymi o nieuniknionym zdążaniu do śmierci.

Zwiastuję wam radość wielką”, nie jakąś kiepską, chwilową, sztucznie wywołaną, ale radość z powodu narodzenia się Zbawiciela świata.

Niewątpliwie każde narodziny dziecka wywołują radość, nawet w najmniej oczekiwanych warunkach. Mimo tych okoliczności wierzę, że Józef i Maria byli szczęśliwi jako rodzice. Tam nie było tego wszystkiego co zobaczyć można na cukierkowych pocztówkach. Było obskurnie, szaro i biednie, ale były szczęśliwe narodziny. Gdyby to była nasza opowieść i tylko legenda, chcielibyśmy ją ubarwić, ale już za nas to zrobiono.

Wam się narodził”, to poruszające poselstwo, jeśli uświadomimy sobie, że dziś jest ono do nas kierowane. Tym nadzwyczajnym poselstwem, które każdego roku cyklicznie powtarzamy, dzielimy się: nam, nam, nam. Dlatego tak lubię pamiątkę narodzenia Jezusa, bo w niej tyle ciepła, tyle nadziei, tyle Boga, który chciał mnie zbawić dając Jezusa.

Wam się narodził Zbawiciel”, to poselstwo, które możemy zwiastować do końca świata. Chrześcijanie mając tylko ten jeden werset mogą zwiastować dobrą nowinę przez całe swoje życie. Wszystko zawisło na tym słowie, które powiedział anioł: „Dziś się wam narodził Zbawiciel, którym jest Chrystus Pan”. Niebo rozbrzmiewa chwałą dla Boga. Tu na ziemi próbujemy wkomponować się w wielki chór uwielbiających Boga.

Pokój ludziom” w Jezusie Chrystusie niech też będzie treścią naszych modlitw przed Bogiem. Niech to nie będą tylko pobożne życzenia masowo przekazywane w świątecznych kartkach, ale na ustach chrześcijan jako modlitwa.

Nowy Testament jest wypełniony świadectwami o ludziach, których Boże upodobanie zmieniło, przekształciło, zainspirowało – bohaterowie wiary.

Czy długo pamiętano pieśń aniołów? Gdy Jezus zaczął publiczną działalność już tak niewiele z tego nastroju nocy betlejemskiej pamiętano.

Tak łatwo i szybko zmieniają się nastroje i chcielibyśmy by nastrój betlejemskiej wieści pozostał w naszych sercach aż Ten, którego oczekujemy przyjdzie i zastanie nas gotowych by wziąć udział w chwałach na wysokościach.

Nic tak prędko się nie starzeje, jak wdzięczność.

Maria zaś zachowywała wszystkie te słowa, rozważając je w sercu swoim.”

Powinniśmy słowa te pamiętać i uczyć się z nich, jak świętować czas narodzenia Jezusa.

Niech to świąteczne pozdrowienie Słowa Bożego stanie się znakiem naszego świętowania pamiątki narodzenia Jezusa Chrystusa.

Grudzień 2002

Nieprawdopodobne

Nieprawdopodobne

Dlaczego uchodzi u was za niewiarygodne to, że Bóg wzbudza umarłych? DA 26.8 (EIB)

Ostatni tydzień w liturgii Kościoła podporządkowany jest przygotowaniu ludzi do refleksji nad wydarzeniami związanymi z pamiątką Ostatniej Wieczerzy, sądem nad Jezusem, ukrzyżowaniem i nad nieprawdopodobnym wydarzeniem jakie wspominamy – Zmartwychwstaniem.

Najważniejszym słowem, które będzie rozbrzmiewać niewątpliwie jest słowo ALLELUJA. Będzie ono rozbrzmiewać w różnych połączeniach: „Chrystus Zmartwychwstał”, „On żyje”, „śmierć pokonana”, „zwycięstwo życia”, „tryumf życia nad śmiercią”, a wszystkie te sformułowania można zamknąć jednym słowem wprawiającym ciągle w zdumienie – NIEPRAWDOPODOBNE.

Nieprawdopodobne jest to, co wspominamy, co ciągle jest ważne dla milionów ludzi. Tak wiele niezwykłych zdarzeń w historii ludzkości miało miejsce, ważnych, niezwykłych, o których już tylko w archiwach można znaleźć wzmianki i jest jedno, które co roku wspominane, podnosi duchową temperaturę wierzących i pobłażliwy uśmiech wątpiących.

Jakże nie mieć wypieków na twarzy, gdy czytam w Biblii o nieprawdopodobnych wydarzeniach, które mają związek ze śmiercią Jezusa, a zostały na ok. 700 lat przed tym faktem zapowiedziane i wypełniły się.

1. Śmierć Jezusa

Ap. Piotr nie dowierzał. Tryumfalny wjazd do Jerozolimy raczej sugerował wyniesienie na tron niż na krzyż, ale to, co było niemożliwe stało się faktem. Śmierć Jezusa na krzyżu wstrząsnęła Jerozolimą. Setnik nadzorujący ukrzyżowanie wracał zszokowany z miejsca ukrzyżowania:

Na ten widok setnik oddał Bogu cześć, wyznając: Rzeczywiście ten człowiek był sprawiedliwy. Łk 23.47

2. Nieprawdopodobny powrót

Po ludzku wydawało się niemożliwe, aby wrócić z za kurtyny śmierci, a jednak ogłaszamy – śmierć została pokonana.

Ap. Paweł musiał postawić pytanie królowi: „dlaczego nie wierzysz w zmartwychwstanie”? Takie fakty miały już miejsce. Wskrzeszony młodzieniec z Nain, Łazarz, Tabita. Jak nie być zszokowanym, gdy czytam słowa:

„Byłem martwy, lecz teraz żyję na wieki wieków. Mam też klucze śmierci oraz świata zmarłych”. Obj 1:18

Można pokiwać głową i powiedzieć – nieprawdopodobne. To co dla wielu wydawało się nieprawdopodobne określiło styl życia i wiarę. Apostoł Paweł swym świadectwem, życiem, żarliwością, obroną faktów, wprawiał w osłupienie. Z powodu wiary w zmartwychwstanie stał przed sądem.

Nieprawdopodobne, że dziś możemy z taką samą pewnością o tym zdarzeniu mówić. Chrześcijaństwo z wiarą w śmierć odkupieńczą i zmartwychwstanie nie zdewaluowało się. Naśladowcy Jezusa Chrystusa nigdy nie zapomną pierwszego dnia po sabacie. Ciągle spotykając się na niedzielnych nabożeństwach ogłaszamy tryumf zmartwychwstania. Nie świętujemy niedzieli dlatego, że tak postanowił cesarz Konstantyn, ale dlatego, że Bóg uświęcił ten dzień chwałą zmartwychwstania Jezusa.

Niektórzy liznąwszy zdecydowanie mniej wiedzy od Pawła silą się na naukowe próby niewiary w Boga, mają wątpliwości, a dopiero nauczyli się tabliczki mnożenia. Do rachunku różniczkowego jeszcze im daleko, a już zadzierają „naukowy nos”.

C.S.Lewis w książce „Bóg na ławie oskarżonych” powiada:

„Dla człowieka współczesnego Bóg jest na ławie oskarżonych. On (człowiek) jest dość łagodnym sędzią; gdyby Bóg miał racjonalną obronę na to, że jest Bogiem, który pozwala na wojny i ubóstwo, jest jej gotów wysłuchać. Proces mógłby się nawet skończyć uniewinnieniem Boga.”

Problem w tym, że pewnego dnia ludzie tacy zasiądą na ławie oskarżonych.

„Pominąwszy więc czasy niewiedzy, Bóg wzywa teraz wszędzie wszystkich ludzi, aby się opamiętali, ponieważ wyznaczył też dzień, w którym sprawiedliwie osądzi zamieszkały świat. Sędzią będzie Człowiek, którego On ustanowił, a dowód na to przedstawił wszystkim, gdy wzbudził Go z martwych”. DA 17.30-31

Jest niezwykłe, że możemy ogłaszać to, co było nieprawdopodobne.

Chcemy powtórzyć za ap. Pawłem:

„a jednak Chrystus został wzbudzony z martwych”.Jedną z niezwykłych cech wiary chrześcijan jest nadzieja, której źródłem jest zmartwychwstały Jezus. Rockowa opera ?Jesus Christ Superstar?, którą przed wielu laty świat muzyki był zafascynowany, kończy się w momencie, gdy Jezus jest w grobie. Pominięto najważniejsze przesłanie Jezusa, śmierć nie była Jego końcem. On zmartwychwstał.

„Dla pierwszych uczniów ewangelia bez zmartwychwstania była po prostu ewangelią bez końcowego rozdziału; to nie była w ogóle ewangelia.” (Arcybiskup Canterbury, Dr Michael Ramsey).

O wyjątkowości chrześcijaństwa świadczy zmartwychwstanie Jezusa i w to wierzymy. Chrześcijaństwo jest jedyną religią świata opartą na zmartwychwstaniu jej Założyciela.

Zmartwychwstanie jest poselstwem o rzeczywistości.

Niektórzy próbując zakwestionować historyczność zmartwychwstania, nawracali się pisząc obronę zmartwychwstania. Tak było z Frankiem Morisonem, który w pierwszym zdaniu swej książki „Whu Moved the Stone?” /Kto przesunął kamień?/, która była bestsellerem, a miała obalić wiarę w zmartwychwstanie, napisał: „Książka, która nie pozwoliła się napisać”. Przeprowadzony dowód zmienił Morisona.

Wierzący ludzie mają nadzieję w Jezusie Chrystusie. Zmartwychwstanie nie jest nieśmiertelnością duszy, ani nie jest reinkarnacją.

Wiara i nadzieja razem z miłością są trwałymi podstawami chrześcijańskiego życia. Ta nadzieja różni się od nadziei świata, ona nie ma nic wspólnego z naszymi domysłami czy przypuszczeniami. Nadzieja ap. Pawła pochodziła z jego osobistego spotkania z Jezusem Chrystusem na drodze do Damaszku.

Chrześcijańska nadzieja nie ignoruje faktu fizycznej śmierci. Gdy jednak Przyjdzie śmierć to ona nie kończy naszego życia. Śmierć jest składową częścią naszego życia, tak jak narodzenie. Wierzący ludzie powinni patrzeć na nią jak na specjalną część Bożego planu dla nich.

Poświęcono wiele naukowych rozpraw dowodom i autentyczności zmartwychwstania, a ciągle zdarza się, że są odrzucane, ponieważ nie tylko intelektualne wątpliwości są przyczyną, ale zwykła ludzka niechęć wynikająca z woli poddania swego życia Jezusowi. Można przyznać intelektualnie rację prawdom chrześcijaństwa i nie spotkać się z żywym Jezusem. Tak zachował się Agryppa.

Przetrwanie

Nieprawdopodobne, że wiara w Jezusa trwa. Nawet uczniowie nie byli pewni czy kontynuować to, co się zaczęło z Chrystusem, wracali do swoich zajęć np. do Emaus, Piotr powiedział: „pójdę łowić ryby”.

Chrześcijaństwo bez zmartwychwstania byłoby tylko kolejną mitologią.

Pamiątka Zmartwychwstania stanowi kolejne ogniwo łańcucha dowodowego, że wiara w Boga objawionego w Jezusie Chrystusie jest prawdą. Nie stanowią o tej prawdzie obrzędy i zwyczaje wielkanocne pochodzenia poza biblijnego, ale dowody Nowego Testamentu.

Wierzę w zmartwychwstanie, bo bez niego byłbym na straconej pozycji.

Kwiecień 2019