TRZY SŁOWA DROGA, PRAWDA, ŻYWOT

TRZY SŁOWA DROGA, PRAWDA, ŻYWOT

Ja jestem droga i prawda, i żywot, nikt nie przychodzi do Ojca, tylko przeze mnie” (Jan 14,6).

Chciałbym sięgnąć do słów, które znamy doskonale, wypowiadamy je w połączeniu ze sobą, aby zachęcić do chwili refleksji nad ich znaczeniem w kontekście naszego duchowego rozwoju czy też wzrastania.

Sięgam do zwrotu, którego użył Jezus w stosunku do siebie: „Ja jestem droga, prawa i żywot”. Czy jest to tylko hasło, czy ten werset znaczy coś więcej? Treść tkwi w trzech słowach, które są nośnikami Dobrej Nowiny. W tych określeniach używając szekspirowskiego określenia, jest nasze być albo nie być.

DROGA

Możliwe, że wszystkie drogi prowadzą do Rzymu, do Boga prowadzi tylko jedna. Wielcy Boży mężowie, jak prorocy stawali przed ludem, mówiąc:

Oto ja daję wam do wyboru: drogę życia albo drogę śmierci” (Jer 21,8).

Droga śmierci.

Jezus nie ukrywa, czym charakteryzuje się droga szeroka i jakie jest jej zakończenie, dokąd ona prowadzi. Diabeł nigdy nie powie prawdy o tej drodze. Przedstawi ją jako najpiękniejszą drogę, na której nie ma znaków ostrzegawczych, zakazu lub nakazu, są tylko drogowskazy do łatwego sukcesu, powodzenia, przyjemności.

Niejedna droga zda się człowiekowi prosta, lecz w końcu prowadzi do śmierci” (Prz 14,12).

Jadąc tą drogą, rozwijasz nadmierną prędkość, a ona jest drogą krótką. Za zakrętem, o którym nie wiesz, czyha śmierć. Jest to droga prowadząca na skróty.

[…] albowiem szeroka jest brama i przestronna droga, która wiedzie na zatracenie, a wielu jest takich, którzy przez nią wchodzą” (Mt 7,13).

Jest to droga bez dyscypliny życiowej.

Droga życia.

Niechaj Pan, twój Bóg, wskaże nam drogę, którą mamy pójść, i powie, co mamy czynić” (Jer 42,3).

Na tej drodze obowiązują zasady duchowego ruchu drogowego zawarte w kodeksie, którym jest Biblia. Są tam znaki:

Nakazu„musicie się na nowo narodzić” (Jan 3,7).

Ostrzegawcze„jeśli się kto nie narodzi na nowo, nie może ujrzeć Królestwa Bożego” (Jan 3,5).

Informacyjne„Ja jestem droga i prawda, i żywot” (Jan 14,6).

Stop – zatrzymaj się, zastanów, pomyśl, popatrz, dokąd idziesz – „[…] zatrzymaj się na chwilę, a ja ci wyjawię słowo Boże” (1 Sam 9,27).

Chrześcijaństwo to nie jest droga na przełaj. Na tej drodze obowiązują Boże zasady.

Ludzie podążają starymi, utartymi szlakami. Kierowcy jeżdżący w swoim mieście z przyzwyczajenia, często nie zauważają nowego znaku, zmiany organizacji ruchu.

Jezus powiedział; wąska droga jest nową, inną od dotychczasowej. Te stare utarte szlaki, wydeptane przez pokolenia mogą prowadzić na zatracenie. Oto Ja daję wam nową drogę życia.

Nie wiesz, która jest właściwa? Weź mapę – Słowo Boże i popatrz, ona jest zaznaczona linią, prowadzącą na Golgotę, pod krzyż, do Jezusa, który może powiedzieć ci, dziś będziesz ze mną. Nie jest ona zatłoczoną drogą, ale na niej Jezus wyrywa ze śmierci.

„Starajcie się więc czynić tak, jak rozkazał wam Pan, wasz Bóg. Nie zbaczajcie ani w prawo, ani w lewo. Idźcie dokładnie drogą, jaką wam nakazał Pan, wasz Bóg” (5 Mojż 5,32-33).

Śmierć Jezusa na krzyżu mówi tylko jedno, nie ma kompromisu, żadnej modyfikacji. Kiedy idziemy drogą krzyża, rozstajemy się na zawsze ze starym życiem.

Wiara Chrystusowa nie przebiega równolegle do świata, lecz przecina go. Przychodząc do Chrystusa, nie podnosimy swojego starego życia na wyższy poziom, lecz pozbywamy się go na krzyżu” /A.Tozer/.

Jeśli zmierzasz w złym kierunku, to wiedz, że Bóg pozwala zawracać”.

PRAWDA

Zwykle prawda, to zgodność wypowiedzi z faktami. Ewangelista Jan rozumie i wiąże prawdę zawsze z osobą Jezusa Chrystusa, który polecał wprowadzać ją w życie. Prawda nie może być tylko przekazywana w słowach, ale i w praktycznym działaniu. Psalmista powiada:

Obrałem drogę prawdy, Prawa twoje stawiam przed sobą” (Ps 119,30).

Człowiek może uczyć prawdy, a tylko Jezus mógł powiedzieć; „Ja jestem prawdą” dając tym samym odpowiedź na pytanie o prawdę. Wielu ludzi mówi o prawdzie i oczekuje jej od innych. Jeśli zachłanny uczy hojności, a pyszny skromności, nienawidzący miłości, to taka postawa nigdy nie znajdzie akceptacji i wiarogodności. Prawda, którą był Jezus i prawda przyniesiona przez Jezusa jest przeznaczona do wykonania w codziennym naszym życiu. Nie tylko w dni świąteczne lub w chwilach dobrego nastroju, ale zawsze, niezależnie od okoliczności i sytuacji. Nie zawsze będzie to wygodne i łatwe, ale chrześcijanin wybrał iść drogą prawdy.

Na drugim końcu jako przeciwieństwo prawdy stoi kłamstwo i ma ono swojego ojca. Tam, gdzie jest oryginał, tam jest i falsyfikat. Kłamstwo jest zaprzeczeniem prawdy. Kłamstwo tak łatwo lgnie do naszego języka. Dla wielu ludzi stało się drugą naturą. Jak wiele spraw wydaje się prostych z pominięciem prawdy, ale tylko pozornie. Nie ma usprawiedliwionego kłamstwa. Kłamstwo pozostaje kłamstwem a prawda zawsze prawdą.

Jeśli wytrwacie w słowie moim, prawdziwie uczniami moimi będziecie i poznacie prawdę, a prawda was wyswobodzi” (Jan 8,31-32).

Chrześcijanin to uczeń Jezusa Chrystusa, a uczeń to człowiek znający prawdę, a prawda sprawia, że wszystko staje się nowe.

Tak więc, jeśli ktoś jest w Chrystusie, nowym jest stworzeniem; stare przeminęło, oto wszystko stało się nowe” (2 Kor 5,17).

Prawda leży pośrodku, może dlatego wszystkim zawadza.

Bycie chrześcijaninem jest świadomym wyborem zasad życia, które prezentował Jezus Chrystus. Jakże często ze względu na ludzi nie opowiadamy się po stronie prawdy. Co inni powiedzą, to nasz argument. Jako chrześcijanin zawsze zadaję sobie pytanie, co Bóg w tej sprawie ma najpierw do powiedzenia. Jego opinia i Jego wskazówki są najlepsze z najlepszych.

Ten sam ewangelista Jan w swoim liście pisze o przyjacielu Gajusie:

Uradowałem się bowiem bardzo, gdy przyszli bracia i złożyli świadectwo o rzetelności twojej, że ty istotnie żyjesz w prawdzie. Nie ma zaś większej radości, jak słyszeć, że dzieci moje żyją w prawdzie” (3 Jan 3-4).

ŻYCIE

Ewangelia Jana zaczyna się i kończy relacją o życiu.

W Nim było życie” (1,4), to początkowe słowa Ewangelii a takie są jej słowa końcowe: „abyście wierzyli, że Jezus jest Chrystusem, Synem Boga i abyście wierząc mieli żywot w imieniu Jego” (20,31).

Podstawowa myśl, jaką zawarł ewangelista Jan o życiu, mówi: „Kto bez Chrystusa żyje, który jest życiem, prowadzi jakąś egzystencję, ale nie wie, czym naprawdę jest życie”.

Chrześcijanin to człowiek, który żyje życiem Jezusa i ogłasza wartość tego życia w Chrystusie.

Pewien lekarz powiedział: „szybciej zostanie wynalezione lekarstwo na raka niż na nudę”. Jakże mylił się bardzo, na znudzone, sfrustrowane życie, Bożym darem jest życie w Chrystusie.

Czy rzeczywiście stwierdzenie Jezusa Chrystusa jest prawdą, co do której nie mamy wątpliwości? Jak wielu ludzi zadaje sobie pytanie o sens życia, po co żyję, co tu robię?

Ludzie są tak skoncentrowani na dniu dzisiejszym, że nie myślą o przyszłości. Owszem myślą, ale tylko o tej na kilka lat przed nimi. Wielu ludzi nie umie dać sensownej odpowiedzi na pytanie o życie. Ilu ludzi tyle odpowiedzi. Jedni żyją, by służyć narodowi, inni, by pomagać, jeszcze inni, by spełniać swój obowiązek, ale to wszystko nie ma sensu, jeśli się nie wie, po co żyję.

Na pytanie o sens życia i samo życie odpowiedź daje tylko Biblia i Bóg.

[…] abyście wierzyli, że Jezus jest Chrystusem, Synem Boga i abyście wierząc mieli żywot w imieniu Jego” (Jan 20,31).

Beztroska nie wywołuje bólu, dlatego tylu śmiertelnie chorych chodzi po ziemi, nie wiedząc, że są martwi duchowo już za życia”.

Dopóki Jezus nie stanie się twoim życiem, nie znajdziesz odpowiedzi na sens życia na ziemi.

Ewangelie pokazują nam ludzi, dla których życie straciło sens, a Jezus przywrócił im radość z bycia na ziemi.

Naszym powołaniem jest stać się dziećmi Bożymi.

Współczesny człowiek minął się z powołaniem na człowieka.

Życie, które Bóg w nas tchnął, było warte tego, by Jezus przyszedł na ziemię i uświadomił nam cel naszego pobytu na ziemi. Wszystko inne to tylko środki do realizacji tego życia, a nie cel sam w sobie.

Tempo życia ukradło ludziom czas, ale za tym stoi ktoś, komu zależy, byś nie miał na nic czasu. On nie przebiera w środkach. Jezus nie przyszedł do zdrowych, ale do chorych, a ten świat i człowiek są chorzy na grzech. Codziennie odbywają się milczące, niewidoczne pogrzeby, katastrofy, za które odpowiedzialnym jest morderca – grzech.

Wielu chrześcijan nie ma czasu na Biblię, modlitwę, na życie. Mają czas na samych siebie.

Ja jestem droga i prawda, i żywot”.

To jest Twój czas. Cóż będzie znaczyć twoja wiedza, prestiż, pieniądze, jeśli o życiu powiesz jedynie; „nie wiem, po co żyję”.

Chrześcijanin to człowiek, który żyje życiem Jezusa i ogłasza wartość tego życia w Chrystusie.

Sens życia to droga, prawda i życie w Jezusie. Trzy niezwykłe słowa.

Z szacunku do chleba

Z szacunku do chleba

„Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj” (Mt 6,11).

Zacznę od osobistej refleksji z dzieciństwa. Moi rodzice wychowali się na wsi i my dzieci często bywaliśmy w ich rodzinnej wsi. Poza miłością do zwierząt nauczyłem się od rodziców i moich krewnych z tej wsi, szacunku do chleba, jakiego nie spotykałem w mieście. Kiedy kromka chleba komuś spadła na podłogę podnosił ją z wielkim szacunkiem i całował. Wyrzucenie chleba do śmieci było niewyobrażalne. Chleb był świętością.

Chcę, byśmy poświęcili naszą uwagę i dziękczynienie produktowi, który w naszej codziennej diecie ma ogromne znaczenie i nie jest produktem obcym nam. W Biblii w wielu sytuacjach występuje również w roli głównej w charakterze produktu diety codziennej, jak również jako odniesienie do pokarmu duchowego. Proponuję, by to rozważanie było monotematyczne.

Z szacunku do chleba

Nasz chleb powszedni.

Kiedy modlimy się: „chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj” wypowiadamy modlitwę zależności. Ta prośba powiada: codziennie, nienastępnego tygodnia, nie następnego miesiąca, ale dzisiaj. To jest modlitwa wystarczającej ilości. Powiadam w tej modlitwie: wiem, że jestem zależny od Dawcy i Jego hojności.

Bóg zaoferował nam ziarno i zaprosił nas, byśmy nabywali pola, siali ziarno, daje siły do pracy, byśmy mielili żniwa, a później wypiekali chleb. Dlaczego? Ponieważ umieścił nas na tej planecie, dając też część odpowiedzialności.

Chleb mówi nam o zapotrzebowaniu. Mówi, że codziennie musimy patrzeć na Ojca w naszych potrzebach. Nie uważać zaspokojenia potrzeb za coś, co się nam należy.

Bóg przez tę prośbę chcę być z nami w każdej sprawie życia i śmierci.

Nasza potrzeba codziennego chleba nie jest maleńką modlitwą do Niego. Prośba tej modlitwy wydaje się pokłosiem wydarzeń, jakie opisała księga wyjścia, gdy Izrael jako naród został wyprowadzony z niewoli egipskiej i skonfrontowany z życiem na pustyni.

Synowie izraelscy jedli mannę czterdzieści lat, aż przybyli do ziemi zamieszkałej. Jedli mannę, aż przybyli do granic ziemi kananejskiej” (2 Mojż 16,35).

Każdego dnia, codziennie, bez zapasu, ale w zaufaniu, przez 40 lat.

Izraelici mieli wiele cudownych doświadczeń zaopatrzenia Boga w pustyni (manna, woda, przepiórki, odzież, zdrowie), jednak narzekali. To jest tak łatwe, by zapomnieć, że Bóg troszczy się o nas.

Miliony ludzi każdego dnia jest bombardowanych przez reklamy, które mówią, że więcej, doprowadzi nas do zadowolenia. Tylko jeden zakup, tylko ta jedna rzecz i pełna satysfakcja. Kup mnie! Zjedz mnie! Noś mnie! Ulepsz mnie!

Jak dużo wystarcza? Jak dużo jest zbyt dużo? Bez czego mogę żyć?

Codzienny chleb – dwa proste słowa; „każdego dnia”.

Znaczenie tej prośby to nie ile chcemy, ale ile potrzebujemy.

Może narzekasz, że zaparkowałeś na końcu parkingu, to dobrze, znaczy, że masz siłę, by przejść się, a inni nie.

Narzekasz na duży rachunek za ogrzewanie, to znaczy, że masz ciepło.

Pojawiło się grzechotanie w samochodzie, to dobrze – słyszysz.

Masz stos rzeczy do prasowania, to dobrze masz w co się ubrać.

Bolą cię mięśnie na koniec dnia, to dobrze byłeś pracowity.

Alarm obudził cię wcześnie rano, to dobrze znaczy, że żyjesz.

Apostoł Paweł pisze:

Umiem się ograniczyć, umiem też żyć w obfitości; wszędzie i we wszystkim jestem wyćwiczony; umiem być nasycony, jak i głód cierpieć, obfitować i znosić niedostatek” (Flp 4,12).

Kiedy będziemy modlić się, pomyślmy, że mogłoby być gorzej.

Jako wierzący już z pewnym doświadczeniem wiemy, że prośba jest uniwersalna i dotyczy ogółu naszego funkcjonowania, naszych potrzeb. Z punktu widzenia dosłowności ma też ogromne znaczenie poczucia stabilności, uspokojenia niepewności co do codziennego bytu. Chleb daje poczucie oddalenia od perspektywy głodu, niepewności.

Bóg nie zmienił się – Bóg nadal troszczy się o nasze potrzeby.

Niestety my się zmieniliśmy. Staliśmy się samowystarczalni, niezależni i zadowoleni z siebie, albo cały czas myśląc w kategoriach: jeśli tylko, jeśli tylko.

Modlitwa, którą przywołuję, uczy nas zaufania, że Bóg wie, czego potrzebujemy i ma zaskakujące często rozwiązania.

Bóg się nie zmienił. On jest w stanie dawać nam nasz codzienny chleb.

Jezus też zadeklarował, że jest chlebem życia i to jest ten nasz ostateczny chleb, od którego zależy nasze być albo nie być. Dlatego ta deklaracja jest sprawą życia i śmierci.

Jest tyle powodów, by niepokoić się, martwić – co jeśli, co jeśli, co jeśli? To nie jest retoryka dla chrześcijan.

Nie szukamy chleba jutra dzisiaj i nie żyjemy dzisiaj wczorajszym chlebem.

Jeśli miałbym zabezpieczenie w spiżarni na cały rok, to nie potrzebuję mieć nadziei.

Chcę być wdzięczny za to, że zjem dziś chleb powszedni, że rodziny będą błogosławione dostatkiem wystarczającej ilości, że Bóg nie powiedział bądź wdzięczny raz w roku, ale cały czas.

Niech nasza modlitwa będzie wielkim świętem chleba w tym szerokim zrozumieniu, od fizycznego o cudownym zapachu i smaku, do duchowego pokarmu. Bądźmy błogosławieni jego pomyślnością.

Biblia nie jest przeciw pomyślności, ale przeciw chciwości.

Trzy słowa Proście, szukajcie, kołaczcie.

Trzy słowa Proście, szukajcie, kołaczcie.

A ja wam powiadam: Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam” (Łk 11,9).

Chciałbym sięgnąć do słów, które znamy doskonale, wypowiadamy je w różnych sytuacjach, aby stały się powodem refleksji nad ich znaczeniem. Istnieją słowa, zwroty, wytrychy. Wystarczy je zacytować, a wydaje się, że wszystko jest jasne i zrozumiałe.

„Bóg, honor, ojczyzna” slogan, który wyświechtano na wszystkie możliwe sposoby: „wiara, nadzieja, miłość”, „droga, prawda, żywot”, „łaska, miłość, społeczność”, „trwoga, bojaźń, chwała”.

W swoim środowisku też mamy ulubione zwroty, które się zdewaluowały lub wypowiadamy je spontanicznie bez przywiązywania większej wagi do treści, jaką niosą np. „chwała Panu”, „Bóg mi powiedział”, „amen, alleluja”.

Proście, a będzie wam dane.

Większość czasu spędzanego przez chrześcijan na modlitwie to proszenie Boga o wyjście naprzeciw ich potrzebom (co jest ważną częścią modlitwy). Wiele czasu spędzamy, powiadamiając Boga o naszych i innych ludzi – problemach. Jest to oczywiście dobre i właściwe. Dlaczego? Prośba zakłada, że Bóg jest przychylny, gdyby bowiem uważać Boga za obojętnego lub wrogiego, trzeba by zrezygnować z prawdziwej modlitwy a zacząć targ z Bogiem lub wywieranie na Niego nacisku, presji. Pojawia się czasem „ale”!

„…albowiem Ojciec wasz niebieski wie, że tego wszystkiego potrzebujecie” (Mt 6,32).

Jeśli Bóg jest wszechwiedzący, to wie na pewno, co jest najlepsze. Jeśli jest dobry, to odpowie bez względu na to, czy się modlimy, czy też nie. Dlaczego prosić? Jeśli Bóg uzna prośbę za właściwą, odpowie. Modlimy się o plony, chociaż wiadomo, że one nastąpią, bo taka jest naturalna kolej rzeczy.

Wartość chrześcijanina poznaje się po tym, o co prosi jego modlitwa.

W prośbie należy pamiętać, że Bóg myśli o dobrych rzeczach dla nas. Modlitwa prośba jest czymś innym niż tylko żebraniem u Boga.

Wielu ludzi w dzisiejszym czasie, staje wobec trudnych przeżyć, trudnych decyzji. Każdy dzień wydaje się, przynosi więcej pytań niż odpowiedzi. Problemy wydają się nakładać na inne i zastanawiamy się: „Panie, jak długo chcesz, bym czekał na odpowiedź, której potrzebuję?” Czasami wydaje się, że niebo jest ołowiane.

Jeśli naprawdę wierzymy, że Bóg odpowiada na modlitwę, to jest czas, kiedy czujemy, że potrzebujemy coraz więcej modlitwy. Zwykle wielu uduchowionych ludzi wie co i jak trzeba, ale chętnie zlecą to innym, gdy przychodzi do modlitwy, oni są już przygotowani, by zbierać błogosławieństwo. To ludzie lubiący stać na wystawie, ale to miejsce dla manekinów.

Na pytania, „dlaczego nie ma”, „dlaczego tak słabo”, „dlaczego tak wolno”, jest tylko jedna odpowiedź – proście, a otrzymacie. Musimy wiedzieć, czego chcemy i w jakim celu.

Bogu nie musimy mówić byle czego, On wszystko wie, ale uważajmy, co mówimy ludziom.

Niektórzy posądzają Boga, że stara się jak najdłużej powstrzymywać swoje dary i człowiek musi je „wydrzeć” z Jego rąk, musi być natrętny. Ponieważ modlący długo argumentował, przekonywał i ostatecznie Bóg ustąpił, takie pojęcie jest pogańskie, a nie chrześcijańskie.

Naszą powinnością jest modlitwa, natomiast Bóg wziął odpowiedzialność za odpowiedź.

Pewne zgromadzenie poszukiwało pastora i zastanawiano się, jak wysoki powinien być? Jedna z odpowiedzi brzmiała:

Tak wysoki, by na kolanach sięgał aż do nieba”.

Powinniśmy prosić w imieniu Jezusa.

I o cokolwiek poprosilibyście w moim imieniu, tego dokonam, aby Ojciec był uwielbiony w Synu” (Jan 14,13).

Mamy prosić z wiarą, wierząc, że Bóg nam odpowie w czasie i w sposób odpowiedni dla Jego mądrości.

I wszystko, o co wierząc poprosilibyście w modlitwie — otrzymacie” (Mt 21,22).

Ważną praktyką związaną z modlitwą i prośbą jest modlenie się razem. Błogosławieństwo zielonoświątkowe nastąpiło po wspólnej, jednomyślnej modlitwie.

„Ci wszyscy trwali jednomyślnie w modlitwie wraz z niewiastami i z Marią, matką Jezusa, i z braćmi jego” (Dz 1,14.)

Biblia kładzie nacisk na modlenie się jednych za drugimi. Samuel z mocą podkreślał potrzebę modlenia się za drugich, mówiąc:

Również ja daleki jestem od zgrzeszenia przeciw Panu i od zaniechania modlitwy za wami. Przeciwnie, będę was uczył, jak postępować w sposób godny i prawy” (1Sam 12,22).

Bogu potrzebna jest nasza modlitwa. On może dać tylko, gdy prosimy, bo nieskończenie szanuje naszą wolność. Bóg jest zawsze obecny, zawsze kocha i zawsze czeka.

Niektórzy modlą się o całą beczkę, a nadstawiają kubek. Miarą naszej pojemności jest nasza wiara.

 

Szukajcie, a znajdziecie.

Szukanie to pewna determinacja, to poświęcenie bez reszty, bez „ale”. Salomon przestał szukać i zgubił swoje poświęcenie dla Boga. Kiedy chrześcijanie i Kościół przestaje szukać, ma problem z ludźmi, którzy nie widzą nic złego w grzechu. Widzą wtedy tylko siedem grzechów śmiertelnych, zapominając, że wszystkie są śmiertelne.

Szukanie świadczy, że odczuwamy głód Boga. Kiedy trzeba było rozwiązać problem głodnych ludzi idących za Chrystusem, ktoś był zdeterminowany, by znaleźć rozwiązanie i znalazł.

On chce, byśmy byli zdeterminowani – wstań i idź, szukaj, a znajdziesz. Szukasz zbawienia – znajdziesz, służby – znajdziesz. Bądź poświęcony, zdeterminowany, nawet zdesperowany.

Ewangeliczna niewiasta z przypowieści, która zgubiła drachmę, nie machnęła ręką, „a kiedyś się znajdzie”, ale dom przewróciła do góry nogami, aż znalazła. Tak Bóg szukał nas, nie zrezygnował.

Szukajcie, a znajdziecie. Nie zaczynaj na krańcach świata, ale zacznij od czubków swoich butów.

O wierzących czasów Wesleya powiadało się, że zawsze byli rozpoznawalni po startych czubkach butów od trwania w modlitwie.

Szukamy doktrynalnych rozwiązań, wiary, mocy, czy trzeba się nawrócić, przyjąć chrzest, być częścią zboru, dawać dziesięcinę czy tylko co łaska. Jak znajdziesz Chrystusa w swoim sercu, to nie potrzeba instrukcji, bo wiesz, pragniesz, chcesz. Jak w zakochaniu się nikt nie musi namawiać do miłości.

Nikt w Górnej Izbie nie słyszał kazania na temat mówienia językami, ale kiedy zstąpił Duch Św., wszyscy mówili językami.

„Szukajcie najpierw Królestwa Bożego i sprawiedliwości jego, a wszystko inne będzie wam dodane” (Mt 6,33).

Jezus najpierw oczyścił świątynię, a potem powiedział: „to jest mój dom modlitwy”.

Chrześcijanin ma szukać: prawdy, miłości, łaski, przebaczenia, bojaźni. Ap. Paweł daje doskonałą radę:

Skoro więc razem z Chrystusem zostaliście wzbudzeni, zabiegajcie o to, co w górze, gdzie siedzi Chrystus po prawej stronie Boga. Myślcie o tym, co w górze, nie o tym, co na ziemi” (Kol 3,1-2).

Chrześcijańskie poszukiwanie ma zmierzać ku innemu zakotwiczeniu.

O, jak szczęśliwi są ci, którzy przestrzegają Jego postanowień I szukają Go z całego serca” (Ps 119,2).

 

Kołaczcie, a otworzą wam.

Ci, co mają dzieci, na pewno już doświadczyli uporu dziecka, albo nastolatka proszącego o coś. W takim momencie one nie wiedzą albo nie przyjmują znaczenia słowa „NIE”. Mają takie założenie, przekonania, że „jeśli wystarczająco długo będę prosić mamę, tatę, to ci będą tak zmęczeni pytaniem, że w końcu zgodzą się i powiedzą: »w porządku, zrób, jak chcesz, tylko daj mi spokój«; albo zostanę odesłany do pokoju z kwitkiem”.

Czasami to jest cudowna rzecz, kiedy Bóg mówi „NIE”.

Nawet najbardziej duchowym chrześcijanom jest trudno zaakceptować to słowo przeczenie. Do proszenia i szukania mamy dodać kołatanie, pukanie, a współcześnie powiedzielibyśmy dzwonienie.

Apostoł Paweł i Tymoteusz symbolicznie pukali do drzwi Bitynii, lecz Pan nie pozwolił im tam wejść, a otwierając możliwość udania się do Macedonii.

Módlcie się przy tym i za nas, aby Bóg otworzył nam drzwi dla Słowa, w celu rozgłoszenia tajemnicy Chrystusa — z powodu której jestem też więźniem” (Kol 4,3)

Na ogół mamy do czynienia z monologiem pośpiesznie prowadzonym i aby nas nie zaskoczyła odpowiedź zbyt wcześnie, mówimy amen. Audiencja zakończona, spieszę się do swoich spraw. To kiedy Bóg ma nas poinformować, jeśli ciągle jesteśmy w biegu?

Jeśli chcesz oglądać skuteczność modlitw, miej czas na wysłuchanie Bożej odpowiedzi, wtedy modlitwy nie będą cię męczyły i nużyły, ale będą satysfakcją i radością.

Kołaczcie jak Mojżesz, a drzwi się otworzą. Faraon w końcu ustąpił. Amalekici byli pokonani, bo Chur i Aaron wspierali Mojżesza, kołatali u wrót nieba.

Królestwo Niebios doznaje gwałtu i gwałtownicy je porywają” (Mt 11,12).

Zapytano kiedyś Beniamina Franklina, skąd u niego tyle wytrwałości w dążeniu do wytyczonego celu. Wynalazca piorunochronu miał odpowiedzieć:

Obserwował pan kiedyś rzeźbiarza przy pracy? Sto razy uderza w to samo miejsce, a mimo to nie widać najmniejszej rysy, ale za sto pierwszym razem kamień pęka. Jednak nie ostatnie uderzenie przynosi sukces, lecz tamte sto poprzednich prowadzi do niego”.

Musisz mieć wiarę, że kiedy pukasz, skutek będzie pozytywny. Kiedy zapukasz do duchowych drzwi, musisz być gotowy, na to, co Bóg ma dla ciebie po drugiej stronie.

Wytrwałości nam potrzeba, determinacji w sprawach dotyczących naszego życia z Bogiem i wiecznością.

Potrzeba wam wytrwałości, abyście — po wypełnieniu woli Boga — dostąpili spełnienia obietnicy” (Hbr 10,36).

Jeśli coś zaniedbaliśmy, to powinniśmy zacząć w tym miejscu: proś, szukaj, kołacz (stukaj), bo nawróceni grzesznicy mają być wytrwali. Jeśli kołaczemy, to musimy być gotowi, by przejść przez otwarte drzwi do nowego obszaru w naszym życiu.

Kościół jest na tyle święty, w jaki stopniu święci i wytrwali są jego członkowie.

Jest jeszcze jedno dramatyczne kołatanie, od którego zależy nasza wieczność.

Oto stoję u drzwi! Pukam. Jeśli ktoś usłyszy mój głos i otworzy drzwi, wstąpię do niego i będę z nim ucztował, a on ze mną” (Obj 3,20).

Jeśli nie otworzyliśmy jeszcze drzwi, zakończenie może być dramatyczne. Jeśli otworzyliśmy drzwi, to Chrystus Zmartwychwstały będzie tym, który gdy prosisz – odpowie, gdy szukasz – znajdziesz, gdy pukasz – otworzy.

Trzy słowa determinujące naszą modlitwę i niech tak będzie.

proście, szukajcie, kołaczcie.

Trzy słowa Wiara, nadzieja, miłość.

Trzy słowa Wiara, nadzieja, miłość.

Teraz więc pozostaje wiara, nadzieja, miłość, te trzy; lecz z nich największa jest miłość” (1 Kor 13,13).

Chciałbym zwrócić naszą uwagę na trzy słowa, które wszyscy znamy i cytujemy w różnych sytuacjach. Stały się sloganem i hasłem. Czy na tyle ważnym ile znaczyć powinny? Trzy słowa wypowiadane często jak banał niewiele znaczący, ale też słowa dla wielu mają bardzo ważny wydźwięk. Czy są bliskie naszym sercom?

Trzy słowa Wiara, nadzieja, miłość.

 

Wiara

Nowotestamentowa definicja wiary znalazła się w niezwykłym rozdziale listu do Hebrajczyków przedstawiającym bohaterów wiary.

„A wiara jest pewnością tego, czego się spodziewamy, przeświadczeniem o tym, czego nie widzimy” (Hbr 11,1).

Rozdział mówi o biblijnym wzorcu wiary. Nie można mieć wiary, nie mając społeczności z Bogiem, bo wtedy mamy religijność. Przywołani bohaterowie Starego Testamentu, gdy czytam o ich czynach dokonanych w przekonaniu płynącym z wiary, wywołują emocje, są inspirujące.

Synowi Adama i Ewy, Ablowi zależało, by jego wiara przełożyła się na czynną aktywność. Dlatego zbudował ołtarz i złożył ofiarę. Jego bratu Kainowi – nie. To przesądziło o wartości. Wiara tanim kosztem, z błogosławieństwem, powodzeniem, bez szczególnej społeczności z Bogiem.

Wiara Henocha podobała się Bogu i zabrał go do chwały na długo przed tym, jak się zestarzał. Historia Henocha wydaje się banalna.

Henoch udowodnił, że największym świadectwem jest żyć po Bożemu w okolicznościach, w jakich Bóg nas stawia.

Łatwo jest stworzyć pozory wokół swojego życia, by podobać się ludziom. Nie wystarczy rozpoznać drzewo po liściach, ale po owocach.

Ile czasu musiał spędzić Noe sam na sam z Bogiem? Noe uwierzył i oceniono go, jak tylko można było najgorzej. Nikt nie uwierzył, ale też i nikt nie ocalał.

Człowiek, wierząc słowu Boga, ryzykuje wszystkim.

Abraham nie miał w sobie nic z ascety, otoczonego poświatą duchowej mgły. Żył zwykłym życiem i był bardzo zaangażowany w ziemskie sprawy. Był ówczesnym biznesmenem. Jednak pomimo wielu spraw i licznych obowiązków, Abraham znajdował czas na społeczność z Bogiem. Miał powody do bycia zajętym, a jednak nic nie mogło go oderwać od tęsknoty za społecznością z Bogiem. Mojżesz, Jozue, Naaman, Dawid i dziesiątki innych. Myślimy, to jest wiara, to raczej ludzkie historie – biografie. Tak, to jest wiara przełożona na język praktyki. To, co niektórzy uważają za wiarę, w ogóle nią nie jest.

Wiara nie jest mgiełką świętości unoszącą się nad człowiekiem, sprawiając, że jest „nadwierzącym” świętym. Wiara to codzienne, zwykłe życie i zwykli ludzie, a jednak w obecności Boga.

Może ktoś zastanawiać się: „W jaki sposób mogę zdobyć wiarę?” Zrobić to samo, co powiedział Jezus Marcie:

A odpowiadając rzekł do niej Pan: Marto, Marto, troszczysz się i kłopoczesz o wiele rzeczy; niewiele zaś potrzeba, bo tylko jednego; Maria bowiem dobrą cząstkę wybrała, która nie będzie jej odjęta” (Łk 10,41-42).

Czytasz: „wszystko jest możliwe dla wierzącego”, słyszysz „wiara czyni cuda” i popadasz w rozterkę, a to dlatego, że odpowiedź albo się opóźnia, albo nie ma na nią widoków. „Sprawdza się u innych – dlaczego nie u mnie?” Przychodzi myśl: „mam słabą wiarę”.

Bóg nigdy nie zatyka Swoich uszu na wołanie, tylko dlatego, że masz słabą wiarę.

Spotykamy się, aby zachęcać siebie do zmagania z zagrożeniami wobec naszego duchowego życia. Spotykamy się, by wspierać i dzielić się tą wspólnie wyznawaną wiarą w Jezusa Chrystusa.

Wiara nie jest nadętą świętością, ale życiem przebiegającym w zgodzie z przesłaniem Biblii.

 

Nadzieja

Do realizacji naszego życia wiary mamy środki wspomagające: nadzieję i miłość.

Błogosławiony ten, którego pomocą jest Bóg Jakuba, Którego nadzieja jest w Panu, Bogu jego” (Ps 146,5).

Wiara i nadzieja razem z miłością są trwałymi podstawami chrześcijańskiego życia. Tak prosto wyznajemy, że dostępujemy zbawienia z łaski przez wiarę, ale również jesteśmy zbawieni w nadziei.

„W tej bowiem nadziei zbawieni jesteśmy; a nadzieja, którą się ogląda, nie jest nadzieją, bo jakże może ktoś spodziewać się tego, co widzi?” (Rz 8,24).

Chrześcijańska nadzieja różni się od nadziei tego świata, ona nie ma nic wspólnego z naszymi domysłami czy przypuszczeniami. Nikt nie może postawić znaku zapytania obok chrześcijańskiej nadziei. Wiara i Boże Słowo dają prawo do nadziei, która nawet nie widząc jeszcze ratunku, mówi, ufam Bogu. Jak młodzieńcy przed wrzuceniem do pieca ognistego, o czym relacjonuje nam księga Daniela.

Jeżeli nasz Bóg, któremu służymy, może nas wyratować, wyratuje nas z rozpalonego pieca ognistego i z twojej ręki, o królu. A jeżeli nie, niech ci będzie wiadome, o królu, że twojego boga nie czcimy i złotemu posągowi, który wzniosłeś, pokłonu nie oddamy” (Dan 3,17).

Nadzieja utrzymywała ap. Pawła przed rozczarowaniem w jego cierpieniach dla Ewangelii. Chociaż ciało jego było sponiewierane, to wewnętrzny człowiek z dnia na dzień się odnawiał. On spoglądanie na metę, a nie śmierć, było nadzieją Pawła.

Nadzieja nie jest matką głupich. Jest ona przypisana tym, którzy wierzą Chrystusowi. Człowiek jest w stanie znieść i zrobić wiele, jeśli wie, że wszystko prowadzi do określonego celu.

A tak, bracia moi mili, bądźcie stali, niewzruszeni, zawsze pełni zapału do pracy dla Pana, wiedząc, że trud wasz nie jest daremny w Panu” (1 Kor 15,58).

Nadzieja potrafi wykrzesać z człowieka jego najlepsze zalety, energię i być bodźcem do działania. Nadzieja chrześcijanina jak mówi ap. Paweł o sobie to Jezus Chrystus.

Paweł apostoł Chrystusa Jezusa z rozkazu Boga, Zbawiciela naszego, i Chrystusa Jezusa, nadziei naszej” (1 Tym 1,1).

Cechą pierwszych chrześcijan była nadzieja, gorliwość i zapał. Oto co mówi NT:

W tej nadziei zbawieni jesteśmy” (Rz 8,24).

… chlubimy się nadzieją chwały Bożej” (Rz 5,2).

… a nadzieja nie zawodzi” (Rz 5.5).

Nie ma nadziei ten, kto jest bez Boga na świecie” (Ef 2,12).

Wszystko na tym świecie dokonuje się dzięki nadziei”, powiedział Martin Luther King.

W nadziei farmer zasiewa ziarno, w nadziei składają nowożeńcy przyrzeczenie wierności.

Wiarą sięgamy do Boga, nadzieją sięgamy w przyszłość, miłością zaś obejmujemy wszystkich otaczających nas ludzi; te trzy są nierozłączne.

To właśnie musiał mieć na myśli Piotr, gdy pisał do cierpiących chrześcijan:

Błogosławiony niech będzie Bóg i Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa, który według wielkiego miłosierdzia swego odrodził nas ku nadziei żywej przez zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa” (1 Ptr 1,3).

Mamy żywą nadzieję, ponieważ mamy żywego zbawiciela!

Dla nas niebo nie jest „gołąbkiem na dachu” ani marchewką przywiązaną przed oczami konia.

A Bóg nadziei niechaj was napełni wielką nadzieją i pokojem w wierze, abyście obfitowali w nadzieję przez moc Ducha Świętego” (Rz 15,13).

Człowiek wierzący może być u kresu możliwości, ale nigdy u kresu nadziei.

 

Miłosć

Nie jesteśmy pod zakonem – jesteśmy powołani do wolności! Wszyscy upadamy, ale miłość przykrywa każdy grzech. Naucz się więc kochać. Kochaj Jezusa i braci, a masz zagwarantowane niebo”. Brzmi dobrze, ale to nie jest Słowo Boże!

Musisz narodzić się na nowo z powodu miłości Boga do człowieka (Jan 3,16).

Miłość nie jest tylko emocją, czy uczuciem, które mamy do Chrystusa. Niektórzy potrafią przeżywać wielkie emocje, wołać do Boga i płakać – a potem wyjść z kościoła i żyć własnym życiem.

Miłość oznacza posłuszeństwo przykazaniom Jezusa Chrystusa! Jezus powiedział, że jedynym rodzajem miłości, jaką on przyjmuje, jest posłuszeństwo każdemu jego przykazaniu, posłuszeństwo Jego słowu we wszystkim i zawsze!

Jeśli mnie miłujecie, przykazań moich przestrzegać będziecie” (Jan 14,15).

 

Jeśli przykazań moich przestrzegać będziecie, trwać będziecie w miłości mojej, jak i ja przestrzegałem przykazań Ojca mojego i trwam w miłości Jego” (Jan 15,10).

Na tym bowiem polega miłość ku Bogu, że się przestrzega przykazań jego, a przykazania jego nie są uciążliwe” (1 Jan 5,3).

Miłość to nie substancja, nie produkt, ale dar Ducha Św., dlatego najlepszym jej omówieniem jest 13 rozdział pierwszego listu do Koryntian. Nie jest to ten rodzaj miłości, którą świętuje się w Walentynki. To nie romantyczność i emocjonalne uczucie. Ap. Paweł napisał ten niesamowity hymn o miłości, pokazując, że mamy o niej wadliwe myślenie.

Miłość wygładza szorstkie krawędzie naszej wiary, byśmy pasowali dokładniej do rąk Boga, by mógł użyć nas dla większej chwały”.

Kiedy dzieci przychodzą na skargę do rodzica na któreś ze swego rodzeństwa z różnych powodów, to najważniejszym jest uświadomienie im, że są braćmi i siostrami. Tak działa rzetelna miłość.

Myślę, że taki jest Bóg, gdy mówi do kościoła o najważniejszym elemencie – chrześcijańskiej miłości.

O miłości chrześcijańskiej powiedziano tysiące kazań i morze słów o niej napisano. Nie jest to cnota, której można się nauczyć, ale powstaje przez wewnętrzne odrodzenie. Wiemy, że nawet śmierć nas nie może odłączyć od miłości Bożej, która jest w Chrystusie Jezusie:

Albowiem jestem tego pewien, że ani śmierć, ani życie, ani aniołowie, ani potęgi niebieskie, ani teraźniejszość, ani przyszłość, ani moce, ani wysokość, ani głębokość, ani żadne inne stworzenie nie zdoła nas odłączyć od miłości Bożej, która jest w Chrystusie Jezusie, Panu naszym” (Rz 8,38-39).

Każdy z nas ma możliwość przeżyć swoje życie z Bogiem i nie ma powodów, by twierdzić, że jest to niemożliwe, trudne lub niewykonalne. Bohaterowie wiary udowodnili, że największym świadectwem jest żyć po Bożemu w okolicznościach, w jakich Bóg nas stawia. Wspierają nas w tym trzy ważne elementy chrześcijańskiego życia:

Wiara, nadzieja, miłość.

NIEPEWNY ELEKTORAT

NIEPEWNY ELEKTORAT

Wiem bowiem komu zawierzyłem i jestem przekonany…” (2 Tym 1.12).

Wybory mogą być fascynującą obserwacją ludzkich zachowań. Prowadzone są sondaże opinii publicznej, by zorientować się, którzy wyborcy jeszcze nie są zdecydowani. Zwykle będzie pewna liczba wyborców zdecydowanych, którzy stają po każdej z przeciwnych stron. Jak ów długoletni wierzący, gdy stwierdzono, że zapewne widział wiele przemian przez wiele lat. Odrzekł: „tak widziałem i przeciwko wszystkim byłem”.

Języczkiem uwagi będą jednak ci, którzy są niezdecydowani. Sztab wyborczy ma największy dylemat w ocenie szans z takimi wyborcami. Oni są nieznanym, niepewnym bytem wyborczym — nieprzewidywalni, ponieważ nie mają mocnych przekonań.

W sferze chrześcijaństwa mamy do czynienia również z niepewnym elektoratem. Są ludzie, którzy nie wiedzą, w co naprawdę wierzą. Nie mają żadnych mocnych przekonań, więc nie są zaangażowani w cokolwiek. Ich brak zdecydowania powoduje, że są chwiejni. Wszystko jedno, w co wierzą, a naprawdę wierzą w wiele fałszywych rzeczy. Ponad 30% deklarujących się jako katolicy wierzy w reinkarnację. Można podziwiać tych, którzy jasno określają się po jakiejś stronie.

Kiedy zaczynały się przemiany w naszym kraju wielu z tych przywódców, którzy je inicjowali, miało w perspektywie aresztowania, było zdecydowanych, przekonanych. Wiele krajów miało takich ludzi jak: Nelson Mandela, Martin Luther King, Lech Wałęsa.

Miliony chrześcijan spotykają się w niedzielę na nabożeństwach, a ilu jest przygotowanych, by ponieść jakieś konsekwencje za swoją wiarę? Przekonania określają styl naszego życia. Ap. Paweł był jednym, z tych, który został przygotowany, by wycierpieć prześladowanie dla Ewangelii. Był w stanie stwierdzić z absolutnym przekonaniem:

…nie wstydzę się, gdyż wiem, komu zawierzyłem, i pewien jestem tego, że On mocen jest zachować to, co mi powierzono…”.

Sportowcy wiedzą, że trudno jest zwyciężyć, mając złe nastawienie, nie mając przekonania. Oni wychodzą, by wygrać.

Jest historia w Starym Testamencie o czterech trędowatych (2 Król 7.3-9), którzy znaleźli się w sytuacji dramatycznej. Nie mogli wejść do miasta z powodu trądu, oblężenia i panującego głodu i tak nikt nie udzieliłby im pomocy. Ci trędowaci dokonali oceny i wybrali rozwiązanie płynące z ich przekonania i sytuacji. Nie mieli nic do stracenia i wszystko, by zyskać. Ich przekonanie i działanie ich uratowało i miasto od śmierci głodowej. Łatwo jest, słysząc i czytając codziennie o terroryzmie, katastrofach, zdziczeniu ludzi, korupcji, nie stracić przekonania, pewności, że warto o coś może zabiegać, coś zmienić.

Dla każdego nagłówka złej wiadomości mamy kilkanaście dobrych historii o tym, co robi Bóg dla człowieka każdego dnia”.

Na krytykę mamy pytanie: „a co dobrego masz do powiedzenia, bo o złych rzeczach gazety już pisały”. Potrzebujemy właściwego przekonania, pewności jak ap. Paweł: „…gdyż wiem, komu zawierzyłem, i pewien jestem tego…”, ponieważ to określi czy zawodzisz, czy masz zwycięstwo. Przekonanie nie znaczy, że nigdy nie będziesz mieć trudności lub psychicznych dołków. Co określi, jak odpowiadasz na nie. Twoje przekonanie i wiara zdecydują — przegrasz czy zwyciężysz. Wiele zależy od naszego mocnego przekonania, pewności, oceny sytuacji.

Dwaj sprzedawcy butów, którzy zostali wysłani do małego afrykańskiego kraju. Jeden oddzwonił do biura przygnębiony: „wracam, nie ma żadnej szansy na handlowy sukces, tutaj nikt nie nosi butów”. Drugi sprzedawca zatelefonował podekscytowany: „wyślijcie więcej butów, nikt nie nosi ich tutaj”.

Jak Bóg ustanowił prawa w naturze, tak ustanowił je też w sferze duchowej. Nie zmienia ich nagle, nie zaskakuje nas loterią zdarzeń. Czy wyobrażacie sobie, że prawa fizyki i ciążenia mogą zmieniać się znienacka? Jabłka, zamiast spadać, leciałyby w górę i polowały na ptaki. Zaparzona kawa raz byłaby zimna innym razem gorąca lub zamarznięta. Zasiane nasiona może wzeszłyby, a może poszybowałyby gdzieś na inną planetę. Jakie byłoby życie, gdyby nie było w nim przewidywalnego związku zgodnego z prawami fizyki, termodynamiki, chemii? Prawa fizyki i chemii umożliwiają nam życie. Rolnicze prawa umożliwiają produkcję jedzenia, a gastronomiczne umożliwiają ich obróbkę. Życie jest zbudowane na prawie.

Wierzymy, mamy mocne przekonanie i tak jest też w sferze wiary. W Bożym Słowie Bóg zawarł prawa dotyczące naszego życia wiecznego i nie zmienia ich, nawet gdybyśmy chcieli odwrócić przyciąganie ziemskie. Dlatego za ap. Pawłem mogę powiedzieć, wiem, jestem przekonany, pewny.

Nie jest ważne co stanie się ze mną, ale co zdarzy się we mnie.

Pozytywne nastawienie jest zaraźliwe.

Nie spędzaj czasu, medytując, czego nie mogę zrobić, ale co możesz zrobić.

Zapał, entuzjazm, gorliwość, oddanie ap. Pawła były natchnieniem dla innych, by angażować się w służbie dla Chrystusa. On wiedział, został przekonany i był zaangażowany. Jeśli nie jesteś pewny, łatwo możesz zostać przekonany do rzeczy, które nie koniecznie będą dobre. Nie angażując się, nie masz wpływu, nie możesz być polecany jako wzór.

Wzoruj się na zdrowej nauce, którą usłyszałeś ode mnie, żyjąc w wierze i w miłości, która jest w Chrystusie Jezusie” (2 Tym 1.13).

Mocne przekonania mogą zbudować mocne życie, ale jeśli twoje przekonania są słabe, twoje życie będzie takie samo. Przekonania nieosadzone w Bogu, prowadzą do niekonsekwencji i mogą skończyć się tym, że idziesz od kryzysu do kryzysu.

Jeśli zbudujesz na Bogu swoją pewność, będziesz oglądać błogosławieństwo. Wybory, których dokonujesz, określają twoje przekonania. Obojętnie co zdarza się w życiu, potrzebujesz mieć przekonanie co do twojej wiary, twego małżeństwa i kościoła.

Bądźmy ludźmi silnego przekonania, nie ustępując, kiedy trudne czasy przychodzą i wiedząc, kim jesteśmy w Bogu. Musisz zdecydować, do jakiego elektoratu będziesz należeć: niepewnego, trudnego, chwiejnego? Na kogo chcesz zagłosować? Musisz być zdecydowany. Wydawało się, że był liczny elektorat za Jezusem, ale w decydującej chwili okazali się niepewnym elektoratem, wybrali Barabasza.

Moją zachętą jest, byśmy mieli mocne i pewne przekonania odnośnie do Jezusa, bo one zadecydują o miejscu naszej wieczności. Jeśli źle zagłosujesz, możesz spędzić wieczność w piekle zamiast w wymarzonym niebie.

Czy należysz do sztabu Jezusa Chrystusa? Czym jesteś zajęty? Promowaniem Jego chwały, Królestwa Bożego, czy walczysz z innymi „partiami”?

Wierzysz Biblii, że mówi prawdę o życiu wiecznym, o przebaczeniu, o potrzebie nawrócenia, o wiecznym potępieniu?

Nie muszę wierzyć zapewnieniom kaznodziei, ale Biblii. Jeśli nie będę przekonany, to pewne jest, że rozminę się z Królestwem Bożym. Jeśli jesteśmy przekonani, wpływa to na naszą aktywność chrześcijańską, jeśli nie, to wszystko nam jedno.

Bądź człowiekiem wyrazistym z mocnym przekonaniem w Jezusie Chrystusie.