Czy widzisz to samo co ja?

Czy widzisz to samo co ja?

Czy widzisz to samo co ja?

A Słowo ciałem się stało i zamieszkało wśród nas, i ujrzeliśmy chwałę jego, chwałę, jaką ma jedyny Syn od Ojca, pełne łaski i prawdy.  Do swej własności przyszedł, ale swoi go nie przyjęli” (Jan 1,14.11).

Świąteczny czas jest jak pójście do ulubionej restauracji i konsumpcja przy szwedzkim stole. Wybieramy z każdej potrawy po trochę i mamy niestrawności lub tylko posmakujemy kilku drobiazgów.

W ewangeliach mamy dwie bardzo zróżnicowane relacje o narodzeniu Jezusa. Jedna relacja przekazana przez ewangelistę Mateusza i Łukasza jest tak plastyczna i barwna, że z łatwością umiemy wczuć się w dramatyzm sytuacji, czytając ewangeliczny przekaz. Bez trudu przywołujemy stajenkę, Marię, Józefa, dziecko, słoma i żłób, owce i pasterze, anielski chór, mędrcy i prezenty. Ewangeliści dali nam gotowy scenariusz filmu. Szwedzki stół.

I druga historia z Ewangelii Jana, abstrakcyjna i filozoficzna. Trudno przywołać tak plastyczne obrazy, jak w poprzednich ewangeliach. Kochamy świąteczne historie, ale w ewangelii Jana nie słyszymy o tym. Jest jak w stołówce, bez wyboru jedno danie wyglądające na niestrawne.

Malarz Maurice Lamouroux utworzył stronę internetową, na której umieścił obrazy sławnych malarzy z biblijnych historii według tematów. Na zakładce narodziny Jezusa, jest ok. 500 obrazów, które przedstawiają dzieciństwo Jezusa. Żaden malarz jednak nie został zainspirowany, by namalować historię narodzin wg. Ew. Jana. Dlaczego? Świąteczna historia Jana jest zbyt abstrakcyjna, zbyt filozoficzna.

Jan nie mówi „oh i ach” o wspaniałym zwiastowaniu aniołów w świetle gwiazdy, o rozterkach Marii i Józefa, emocjach pasterzy. Najwyraźniej dla Jana centrum poselstwa i jego punkt ciężkości nie znajduje się w malowniczych narodzinach, ale zgoła innym miejscu.

A co z naszą tradycją świętowania i wszystkimi zwyczajami?

To przełożenie na obrazy spowodowało, że zbyt wielu ludzi myśli o Jezusie tylko jako człowieku. Był taki ludzki i sentymentalny w historii narodzenia i całego życia. Zapominamy, że Jezus Biblii jest Bogiem, który Był, Jest i Będzie. Zanim świat powstał, Jezus był. Słowo – Logos stało się ciałem i żyło między nami.

Najkrótsza historia narodzenia Jezusa brzmi:

A Słowo ciałem się stało i zamieszkało wśród nas, i ujrzeliśmy chwałę jego, chwałę, jaką ma jedyny Syn od Ojca, pełne łaski i prawdy”.

Bóg nie żył w jakiegoś rodzaju przedmieściu wieczności, bezpiecznie, z dala od wszystkiego. Bóg nie żył daleko od szorstkiego i upadłego świata, ale zniżył się do tej ziemi, by być z nami w naszej codzienności, prawdziwy i autentyczny.

Pojawiały się poglądy, że Bóg jest iluzją, fantazją, wytworem ludzkiego umysłu. Dla niektórych pytanie brzmi: „czy Bóg stworzył ludzi, czy ludzie stworzyli Boga?”

Ewangelia Jana mówi jasno:

Bóg jest prawdziwy i Jezus był naprawdę Bogiem w ciele.

Baczcie, aby was kto nie sprowadził na manowce filozofią i czczym urojeniem, opartym na podaniach ludzkich i na żywiołach świata, a nie na Chrystusie; gdyż w nim mieszka cieleśnie cała pełnia boskości” (Kol 2,8-9).

Czy zatem nasze świętowanie pozbawione jest uroku?

Urokiem wspominania narodzenia Jezusa jest sięganie przez nas do tradycji biblijnej. Akcent naszego świętowania położony jest na fakt narodzin i związane z tym konsekwencje, nie zwyczaje i daty.

Jezus wybrał drogę człowieka, by przynieść Zbawienie i to jest ekscytująca tradycja.

Bóg wkroczył w sprawy ludzi. W tym świętowaniu nie o historię i biografię tylko chodzi, ale o moją relację z Nim – Jezusem Chrystusem.

Czas narodzin Jezusa jest chwilą entuzjastycznego, radosnego zwiastowania o zbawieniu, dlatego nie na obyczajach koncentrujemy naszą uwagę, bo one już dawno zabiły sens świąt. Słowa Jana wpisują się w ten żal utraty sensu narodzenia Jezusa. Jan ze smutkiem przypomina:

Do swej własności przyszedł, ale swoi go nie przyjęli”.

Jeśli wyprowadza się sąsiad, to jednym z pierwszych pytań, jakie pojawia się, jest: „zastanawiam się (możecie skończyć pytanie?), kto wprowadzi się po nim”.

„Jak czułbyś się, wiedząc, że twoim sąsiadem będzie Jezus Chrystus?” Pomyślmy o tym przez chwilę. Pewien człowiek na tak zadane pytanie odpowiedział: „to byłoby miłe dla dzieci”.

Do swej własności przyszedł, ale swoi go nie przyjęli”.

Chcielibyście mieć za sąsiada Jezusa Chrystusa? Jaki to miałoby wpływ na Twój styl życia?

Niewątpliwie powitalibyśmy Go w naszym mieście, w końcu jesteśmy chrześcijanami. Jednak sąsiad, następne drzwi?

Do swej własności przyszedł, ale swoi go nie przyjęli”.

My nie jesteśmy tak niedoinformowani, jak tamci, wiemy, kto to jest Chrystus. Jednak jest granica wyznaczająca bliskość Chrystusa – sąsiad?

Niestety mam złą wiadomość, On nie chce być naszym sąsiadem, On chce być w naszym domu.

Jezus wszedł do świata, który należy do Boga i został odrzucony przez swoich. Najważniejsza rzecz, która trafiła się naszemu światu, miała miejsce dawno temu, kiedy Bóg zdecydował się wyruszyć do nas.

W kościele niech sobie będzie i podczas świąt, dwa razy w roku. To nawet wskazane, bo jest okazja świętować, ale pytam się jak?

Chrystus jest nam dany jak chleb powszedni. Czy nasz chleb powszedni czasem nie usiłujemy zastąpić ciastkami?

Jezus narodził się w Betlejem i świętuję, to ogłaszam, że wierzę we wszystko, co stało się później: Jego życie, męczeńską śmierć, chwalebne zmartwychwstanie i wniebowstąpienie. Wierzę, że mam w Nim życie wieczne.

Mój świąteczny nastrój wynika z faktu, że narodził się dla mnie Zbawiciel, mój Zbawiciel, mój Pan i Król. Bóg dał mnie żywot wieczny w Jezusie.

Jezus nie jest zawieszoną sezonowo bombką na choince, na parę dni, a potem?

Czy wśród wszystkich prezentów, znalazłeś swoją teraźniejszość w Bogu?

Czy widziałeś prezent, że Chrystus dał Siebie każdemu z nas?

gdyż oczy moje widziały zbawienie twoje” (Łk 2,30).

Słowo brzmi jak wyrok śmierci dla Symeona, gdy narodzi się Mesjasz – umrzesz. Co zrobilibyśmy, mając taką obietnicę? Może zatkać uszy, by nie usłyszeć, że to już. Z czego się cieszyć. Dla wielu ludzi ewangelikalnie wierzących zbawienie dziś nie jest powodem do radości, trzeba je upiększyć. Symeon mógł pomyśleć to już koniec, stało się. Tu w świątyni spotkał Marię i Józefa oraz tego, którego oczekiwał – Jezusa.

Wziął dziecko na ręce i zaczął wysławiać Boga”.

Jakim człowiekiem wiary trzeba być, by nie kłócić się z Bogiem, nie targować, ale wysławiać.

Czy widzisz to samo co ja?

Kartki świąteczne wysłane, kolacja wigilijna spożyta, prezenty rozdane, kolędy odśpiewane, czas sprzątnąć bałagan i ruszyć ku spotkaniu Nowego Roku. Oto symbolika współczesnej kultury pamiątki Narodzenia.

Dla niektórych to jest piękne świąteczne doświadczenie jak aspiryna, będzie trwało zaledwie kilka godzin, a później ból powróci.

Czy widzisz to samo co ja?

Wśród wielu refleksji pojawia się też często porównanie płynące z zapowiedzi Izajasza proroka:

Albowiem dziecię narodziło się nam, syn jest nam dany i spocznie władza na jego ramieniu, i nazwą go: Cudowny Doradca, Bóg Mocny, Ojciec Odwieczny, Książę Pokoju” (Iz 9,5).

Równie abstrakcyjne stwierdzenie, jak i Janowe. Nie da się namalować, a jednak często przywoływane, gdy mówimy o narodzeniu i równie gorliwie wyczekiwane atrybuty.

Chcemy żyć w świecie pokoju, mając jako zaplecze doradcę, Boga mocnego. Ciągle słyszymy o bólu, cierpieniu, o cenie, jaką ludzie płacą za pokój.

Ludzie wewnętrznie pęknięci.

Pamiątka narodzenia jest też przypomnieniem, że nie o dziecię chodzi, ale o Boga. Bóg lubi zaskakiwać wspaniałymi, choć czasem niezrozumianymi do końca rozwiązaniami. Tak było i wtedy: „On przyszedł, a oni nie przyjęli”.

Muszę sobie osobiście dać odpowiedź: ja i mój Bóg, co mamy sobie do powiedzenia.

Usłyszeć co Bóg ma nam do powiedzenia. Usłyszeć poprzez świąteczny nastrój prawdę o narodzeniu Jezusa. Brzmi to banalnie, a jednak wielu ludzi zna prawdę tylko o żłóbku, ubogiej stajence, o biednych pastuszkach. A przecież narodził się Król Królów i Pan Panów, Zbawiciel Jezus Chrystus. Był to niezwykły dzień i jest nadal niezwykłym.

Wielu chciało zaprzeczyć faktom na przestrzeni wieków. Miotali się, wygrażali i odchodzili, a prawda o Jezusie ciągle pozostaje ta sama. On jest moim i Twoim Zbawicielem.

Do swej własności przyszedł…”

Czy widzisz to samo co ja?

Narodzenie się Jezusa było nowym dniem w dziejach ludzkości, ale teraz oczekujemy Dnia Pana, w którym powróci zabrać tych, dla których narodzenie to nie tylko rzewne wspomnienie, ale nowe życie.

Jezus wybrał drogę człowieka, by przynieść Zbawienie. Zadaję sobie pytanie, jaki jest On we mnie i w Tobie?

Do swej własności przyszedł…”

Czy widzisz to samo co ja?

Trwoga, bojaźń, chwała

Trwoga, bojaźń, chwała

Trwoga, bojaźń, chwała

Gdy zaś Jezus narodził się w Betlejemie Judzkim za króla Heroda, oto mędrcy ze Wschodu przybyli do Jerozolimy i pytali: Gdzie jest ten nowo narodzony król żydowski? Widzieliśmy bowiem gwiazdę jego na Wschodzie i przyszliśmy oddać mu pokłon. Gdy to usłyszał król Herod, zatrwożył się, a z nim cała Jerozolima” (Mt 2,1-3).

Na kanwie przeczytanego tekstu zrodziła się następująca refleksja: narodziny Jezusa wywołały różne stany emocjonalne takie jak: trwoga, bojaźń, chwała.

Trwoga

Herod, zatrwożył się”.

Narodzenie Jezusa wywołało niepokój Heroda, ponieważ pojawił się potencjalny rywal. Dla Heroda myśl, że urodził się król żydowski, była przerażająca. Nie tylko Herod, ale i mieszkańcy Jerozolimy. Ta wiadomość uderza w sam środek ich życia, pewnej niezależności.

Większość z nas nie jest chętna do zmian, mimo że nie ze wszystkim się zgadzamy. Cenimy sobie pewną stabilizację, a pojawienie się króla rodzi napięcie, niepewność. Jerozolima została zaniepokojona, ponieważ nie rozumiano wszystkiego, co dotyczyło narodzin Jezusa. Herod był królem despotą, ale przewidywalnym, a nowy król?

Herod był bardzo dumnym człowiekiem, ale teraz jego królestwo zostało zagrożone; co najmniej w jego własnym mniemaniu. Jego strach i gniew doprowadził do masakry niemowląt.

Jak to się ma do kultury naszego wieku? Dla dzisiejszej kultury Jezus jest również potencjalnym rywalem. Staje się zagrożeniem dla niezależności, indywidualizmu. Człowiek usiłuje górować nad Bogiem, który staje się tylko pewnym obrazem, mitem.

Wspomnienie narodzin Jezusa może również dziś wywoływać niepokój, ponieważ Chrystus jest potencjalnym rywalem do naszego „tronu”.

Herod był zaniepokojony, ponieważ nie miał zamiaru uniżyć się przed innym królem.

Czy jest jakiś niepokój, gdy myślisz o narodzeniu Jezusa? On może pojawiać się, jeśli nie jesteśmy jeszcze po Bożej stronie. Pamiątka narodzenia Jezusa może być dla kogoś niespokojnym czasem. Mam nadzieję, że nie jesteś to Ty.

Bojaźń

I anioł Pański stanął przy nich, a chwała Pańska zewsząd ich oświeciła; i ogarnęła ich bojaźń wielka” (Łk 2,9).

W tym kontekście omawianego wydarzenia bojaźń, o jakiej wspomina ewangelista, ma moim zdaniem pozytywny wydźwięk.

Owszem pasterze byli przerażeni, ale równocześnie ogarnięci dostojeństwem wielkości Boga. Pola zamieniły się w świątynię, w której przemówił Bóg w sposób szczególny.

Próbuję się wczuć w atmosferę tego doświadczenia i bliska jest mi sytuacja opisana w księdze Izajasza, gdy ten doświadczył szczególnej obecności Bożej i chwały, ale równocześnie ta towarzysząca bojaźń była lekarstwem dla jego duszy.

Chwała

[…] przyszliśmy oddać mu pokłon”.

Kulminacja długiego procesu szukania. Mędrcy poszukiwali nie tylko z powodu intelektualnej ciekawości. Poszukiwanie zajęło im wiele czasu, przebyli długą drogę, ale byli zdeterminowani. Kiedy znaleźli Pana, uczcili Go, wyrazili to w sposób duchowy i materialny. Mędrcy mieli serce, by uwielbić Boga. To było spełnienie ich podróży.

Który sposób wolisz?

Herod nie był tak mądry. Nie wystarczy wiedzieć o Jezusie.

Prawdziwe uwielbienie daje wszystko.

„Trzymaj się Chrystusa w pamiątce narodzenia”, to nie jest słodki chrześcijański slogan. Jest to głęboka prawda dla nas jako chrześcijan. To czas aktywnego wspominania narodzin Jezusa, bo światłość nam zajaśniała.

Cytowane teksty Słowa Bożego dają nam powód, dla którego świat chrześcijański ma być wypełniony radością. Tę radość wyrażamy w różnoraki sposób, a jednym z nich jest śpiewanie na chwałę Bogu.

Czasem ewangelikalne chrześcijaństwo chce się dystansować od śpiewania kolęd. Może ich ludowość, ckliwość, czasem rozmijanie się z zasadniczym przesłaniem Biblii drażnić jakiś subtelny intelekt, ale jesteśmy powołani, by ogłaszać chwałę wynikającą z narodzenia Jezusa. Betlejemskie pola rozbrzmiewały chwałą niebios, to nie my jesteśmy autorami pieśni opiewających narodziny, przyjście Mesjasza na świat.

Chwała zawarta w zwiastowaniu o narodzeniu mówi coś więcej niż tylko o niemowlęciu betlejemskim. Mówi nam o Bogu, który w Synu swoim stał się człowiekiem. Dlaczego Chrystus przyszedł, dlaczego zostawił niebo i chwałę Ojca? On Król Królów i Pan Panów, który gdy rzekł, stało się.

[…] zwiastuję wam radość wielką, która będzie udziałem wszystkiego ludu” (Łk 2,10).

Była to zapowiedź przemian. Ap. Paweł poleca:

Radujcie się w Panu zawsze…”

Radość zaoferowana jest inna niż naturalna. Jest ona niezależna od sytuacji. Jest Bożym zaworem bezpieczeństwa.

[…] radość z Pana jest waszą ostoją” (Neh 8,10).

Lęk i strach zamieniają się w pieśń chwały i radości, w zachwyt, że Bóg tak umiłował świat.

Zaskoczenie i strach ustąpiły miejsca chwale, dziękczynieniu, pewności, że „Słowo ciałem się stało”.

TRZY SŁOWA DROGA, PRAWDA, ŻYWOT

TRZY SŁOWA DROGA, PRAWDA, ŻYWOT

Ja jestem droga i prawda, i żywot, nikt nie przychodzi do Ojca, tylko przeze mnie” (Jan 14,6).

Chciałbym sięgnąć do słów, które znamy doskonale, wypowiadamy je w połączeniu ze sobą, aby zachęcić do chwili refleksji nad ich znaczeniem w kontekście naszego duchowego rozwoju czy też wzrastania.

Sięgam do zwrotu, którego użył Jezus w stosunku do siebie: „Ja jestem droga, prawa i żywot”. Czy jest to tylko hasło, czy ten werset znaczy coś więcej? Treść tkwi w trzech słowach, które są nośnikami Dobrej Nowiny. W tych określeniach używając szekspirowskiego określenia, jest nasze być albo nie być.

DROGA

Możliwe, że wszystkie drogi prowadzą do Rzymu, do Boga prowadzi tylko jedna. Wielcy Boży mężowie, jak prorocy stawali przed ludem, mówiąc:

Oto ja daję wam do wyboru: drogę życia albo drogę śmierci” (Jer 21,8).

Droga śmierci.

Jezus nie ukrywa, czym charakteryzuje się droga szeroka i jakie jest jej zakończenie, dokąd ona prowadzi. Diabeł nigdy nie powie prawdy o tej drodze. Przedstawi ją jako najpiękniejszą drogę, na której nie ma znaków ostrzegawczych, zakazu lub nakazu, są tylko drogowskazy do łatwego sukcesu, powodzenia, przyjemności.

Niejedna droga zda się człowiekowi prosta, lecz w końcu prowadzi do śmierci” (Prz 14,12).

Jadąc tą drogą, rozwijasz nadmierną prędkość, a ona jest drogą krótką. Za zakrętem, o którym nie wiesz, czyha śmierć. Jest to droga prowadząca na skróty.

[…] albowiem szeroka jest brama i przestronna droga, która wiedzie na zatracenie, a wielu jest takich, którzy przez nią wchodzą” (Mt 7,13).

Jest to droga bez dyscypliny życiowej.

Droga życia.

Niechaj Pan, twój Bóg, wskaże nam drogę, którą mamy pójść, i powie, co mamy czynić” (Jer 42,3).

Na tej drodze obowiązują zasady duchowego ruchu drogowego zawarte w kodeksie, którym jest Biblia. Są tam znaki:

Nakazu„musicie się na nowo narodzić” (Jan 3,7).

Ostrzegawcze„jeśli się kto nie narodzi na nowo, nie może ujrzeć Królestwa Bożego” (Jan 3,5).

Informacyjne„Ja jestem droga i prawda, i żywot” (Jan 14,6).

Stop – zatrzymaj się, zastanów, pomyśl, popatrz, dokąd idziesz – „[…] zatrzymaj się na chwilę, a ja ci wyjawię słowo Boże” (1 Sam 9,27).

Chrześcijaństwo to nie jest droga na przełaj. Na tej drodze obowiązują Boże zasady.

Ludzie podążają starymi, utartymi szlakami. Kierowcy jeżdżący w swoim mieście z przyzwyczajenia, często nie zauważają nowego znaku, zmiany organizacji ruchu.

Jezus powiedział; wąska droga jest nową, inną od dotychczasowej. Te stare utarte szlaki, wydeptane przez pokolenia mogą prowadzić na zatracenie. Oto Ja daję wam nową drogę życia.

Nie wiesz, która jest właściwa? Weź mapę – Słowo Boże i popatrz, ona jest zaznaczona linią, prowadzącą na Golgotę, pod krzyż, do Jezusa, który może powiedzieć ci, dziś będziesz ze mną. Nie jest ona zatłoczoną drogą, ale na niej Jezus wyrywa ze śmierci.

„Starajcie się więc czynić tak, jak rozkazał wam Pan, wasz Bóg. Nie zbaczajcie ani w prawo, ani w lewo. Idźcie dokładnie drogą, jaką wam nakazał Pan, wasz Bóg” (5 Mojż 5,32-33).

Śmierć Jezusa na krzyżu mówi tylko jedno, nie ma kompromisu, żadnej modyfikacji. Kiedy idziemy drogą krzyża, rozstajemy się na zawsze ze starym życiem.

Wiara Chrystusowa nie przebiega równolegle do świata, lecz przecina go. Przychodząc do Chrystusa, nie podnosimy swojego starego życia na wyższy poziom, lecz pozbywamy się go na krzyżu” /A.Tozer/.

Jeśli zmierzasz w złym kierunku, to wiedz, że Bóg pozwala zawracać”.

PRAWDA

Zwykle prawda, to zgodność wypowiedzi z faktami. Ewangelista Jan rozumie i wiąże prawdę zawsze z osobą Jezusa Chrystusa, który polecał wprowadzać ją w życie. Prawda nie może być tylko przekazywana w słowach, ale i w praktycznym działaniu. Psalmista powiada:

Obrałem drogę prawdy, Prawa twoje stawiam przed sobą” (Ps 119,30).

Człowiek może uczyć prawdy, a tylko Jezus mógł powiedzieć; „Ja jestem prawdą” dając tym samym odpowiedź na pytanie o prawdę. Wielu ludzi mówi o prawdzie i oczekuje jej od innych. Jeśli zachłanny uczy hojności, a pyszny skromności, nienawidzący miłości, to taka postawa nigdy nie znajdzie akceptacji i wiarogodności. Prawda, którą był Jezus i prawda przyniesiona przez Jezusa jest przeznaczona do wykonania w codziennym naszym życiu. Nie tylko w dni świąteczne lub w chwilach dobrego nastroju, ale zawsze, niezależnie od okoliczności i sytuacji. Nie zawsze będzie to wygodne i łatwe, ale chrześcijanin wybrał iść drogą prawdy.

Na drugim końcu jako przeciwieństwo prawdy stoi kłamstwo i ma ono swojego ojca. Tam, gdzie jest oryginał, tam jest i falsyfikat. Kłamstwo jest zaprzeczeniem prawdy. Kłamstwo tak łatwo lgnie do naszego języka. Dla wielu ludzi stało się drugą naturą. Jak wiele spraw wydaje się prostych z pominięciem prawdy, ale tylko pozornie. Nie ma usprawiedliwionego kłamstwa. Kłamstwo pozostaje kłamstwem a prawda zawsze prawdą.

Jeśli wytrwacie w słowie moim, prawdziwie uczniami moimi będziecie i poznacie prawdę, a prawda was wyswobodzi” (Jan 8,31-32).

Chrześcijanin to uczeń Jezusa Chrystusa, a uczeń to człowiek znający prawdę, a prawda sprawia, że wszystko staje się nowe.

Tak więc, jeśli ktoś jest w Chrystusie, nowym jest stworzeniem; stare przeminęło, oto wszystko stało się nowe” (2 Kor 5,17).

Prawda leży pośrodku, może dlatego wszystkim zawadza.

Bycie chrześcijaninem jest świadomym wyborem zasad życia, które prezentował Jezus Chrystus. Jakże często ze względu na ludzi nie opowiadamy się po stronie prawdy. Co inni powiedzą, to nasz argument. Jako chrześcijanin zawsze zadaję sobie pytanie, co Bóg w tej sprawie ma najpierw do powiedzenia. Jego opinia i Jego wskazówki są najlepsze z najlepszych.

Ten sam ewangelista Jan w swoim liście pisze o przyjacielu Gajusie:

Uradowałem się bowiem bardzo, gdy przyszli bracia i złożyli świadectwo o rzetelności twojej, że ty istotnie żyjesz w prawdzie. Nie ma zaś większej radości, jak słyszeć, że dzieci moje żyją w prawdzie” (3 Jan 3-4).

ŻYCIE

Ewangelia Jana zaczyna się i kończy relacją o życiu.

W Nim było życie” (1,4), to początkowe słowa Ewangelii a takie są jej słowa końcowe: „abyście wierzyli, że Jezus jest Chrystusem, Synem Boga i abyście wierząc mieli żywot w imieniu Jego” (20,31).

Podstawowa myśl, jaką zawarł ewangelista Jan o życiu, mówi: „Kto bez Chrystusa żyje, który jest życiem, prowadzi jakąś egzystencję, ale nie wie, czym naprawdę jest życie”.

Chrześcijanin to człowiek, który żyje życiem Jezusa i ogłasza wartość tego życia w Chrystusie.

Pewien lekarz powiedział: „szybciej zostanie wynalezione lekarstwo na raka niż na nudę”. Jakże mylił się bardzo, na znudzone, sfrustrowane życie, Bożym darem jest życie w Chrystusie.

Czy rzeczywiście stwierdzenie Jezusa Chrystusa jest prawdą, co do której nie mamy wątpliwości? Jak wielu ludzi zadaje sobie pytanie o sens życia, po co żyję, co tu robię?

Ludzie są tak skoncentrowani na dniu dzisiejszym, że nie myślą o przyszłości. Owszem myślą, ale tylko o tej na kilka lat przed nimi. Wielu ludzi nie umie dać sensownej odpowiedzi na pytanie o życie. Ilu ludzi tyle odpowiedzi. Jedni żyją, by służyć narodowi, inni, by pomagać, jeszcze inni, by spełniać swój obowiązek, ale to wszystko nie ma sensu, jeśli się nie wie, po co żyję.

Na pytanie o sens życia i samo życie odpowiedź daje tylko Biblia i Bóg.

[…] abyście wierzyli, że Jezus jest Chrystusem, Synem Boga i abyście wierząc mieli żywot w imieniu Jego” (Jan 20,31).

Beztroska nie wywołuje bólu, dlatego tylu śmiertelnie chorych chodzi po ziemi, nie wiedząc, że są martwi duchowo już za życia”.

Dopóki Jezus nie stanie się twoim życiem, nie znajdziesz odpowiedzi na sens życia na ziemi.

Ewangelie pokazują nam ludzi, dla których życie straciło sens, a Jezus przywrócił im radość z bycia na ziemi.

Naszym powołaniem jest stać się dziećmi Bożymi.

Współczesny człowiek minął się z powołaniem na człowieka.

Życie, które Bóg w nas tchnął, było warte tego, by Jezus przyszedł na ziemię i uświadomił nam cel naszego pobytu na ziemi. Wszystko inne to tylko środki do realizacji tego życia, a nie cel sam w sobie.

Tempo życia ukradło ludziom czas, ale za tym stoi ktoś, komu zależy, byś nie miał na nic czasu. On nie przebiera w środkach. Jezus nie przyszedł do zdrowych, ale do chorych, a ten świat i człowiek są chorzy na grzech. Codziennie odbywają się milczące, niewidoczne pogrzeby, katastrofy, za które odpowiedzialnym jest morderca – grzech.

Wielu chrześcijan nie ma czasu na Biblię, modlitwę, na życie. Mają czas na samych siebie.

Ja jestem droga i prawda, i żywot”.

To jest Twój czas. Cóż będzie znaczyć twoja wiedza, prestiż, pieniądze, jeśli o życiu powiesz jedynie; „nie wiem, po co żyję”.

Chrześcijanin to człowiek, który żyje życiem Jezusa i ogłasza wartość tego życia w Chrystusie.

Sens życia to droga, prawda i życie w Jezusie. Trzy niezwykłe słowa.

Z szacunku do chleba

Z szacunku do chleba

„Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj” (Mt 6,11).

Zacznę od osobistej refleksji z dzieciństwa. Moi rodzice wychowali się na wsi i my dzieci często bywaliśmy w ich rodzinnej wsi. Poza miłością do zwierząt nauczyłem się od rodziców i moich krewnych z tej wsi, szacunku do chleba, jakiego nie spotykałem w mieście. Kiedy kromka chleba komuś spadła na podłogę podnosił ją z wielkim szacunkiem i całował. Wyrzucenie chleba do śmieci było niewyobrażalne. Chleb był świętością.

Chcę, byśmy poświęcili naszą uwagę i dziękczynienie produktowi, który w naszej codziennej diecie ma ogromne znaczenie i nie jest produktem obcym nam. W Biblii w wielu sytuacjach występuje również w roli głównej w charakterze produktu diety codziennej, jak również jako odniesienie do pokarmu duchowego. Proponuję, by to rozważanie było monotematyczne.

Z szacunku do chleba

Nasz chleb powszedni.

Kiedy modlimy się: „chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj” wypowiadamy modlitwę zależności. Ta prośba powiada: codziennie, nienastępnego tygodnia, nie następnego miesiąca, ale dzisiaj. To jest modlitwa wystarczającej ilości. Powiadam w tej modlitwie: wiem, że jestem zależny od Dawcy i Jego hojności.

Bóg zaoferował nam ziarno i zaprosił nas, byśmy nabywali pola, siali ziarno, daje siły do pracy, byśmy mielili żniwa, a później wypiekali chleb. Dlaczego? Ponieważ umieścił nas na tej planecie, dając też część odpowiedzialności.

Chleb mówi nam o zapotrzebowaniu. Mówi, że codziennie musimy patrzeć na Ojca w naszych potrzebach. Nie uważać zaspokojenia potrzeb za coś, co się nam należy.

Bóg przez tę prośbę chcę być z nami w każdej sprawie życia i śmierci.

Nasza potrzeba codziennego chleba nie jest maleńką modlitwą do Niego. Prośba tej modlitwy wydaje się pokłosiem wydarzeń, jakie opisała księga wyjścia, gdy Izrael jako naród został wyprowadzony z niewoli egipskiej i skonfrontowany z życiem na pustyni.

Synowie izraelscy jedli mannę czterdzieści lat, aż przybyli do ziemi zamieszkałej. Jedli mannę, aż przybyli do granic ziemi kananejskiej” (2 Mojż 16,35).

Każdego dnia, codziennie, bez zapasu, ale w zaufaniu, przez 40 lat.

Izraelici mieli wiele cudownych doświadczeń zaopatrzenia Boga w pustyni (manna, woda, przepiórki, odzież, zdrowie), jednak narzekali. To jest tak łatwe, by zapomnieć, że Bóg troszczy się o nas.

Miliony ludzi każdego dnia jest bombardowanych przez reklamy, które mówią, że więcej, doprowadzi nas do zadowolenia. Tylko jeden zakup, tylko ta jedna rzecz i pełna satysfakcja. Kup mnie! Zjedz mnie! Noś mnie! Ulepsz mnie!

Jak dużo wystarcza? Jak dużo jest zbyt dużo? Bez czego mogę żyć?

Codzienny chleb – dwa proste słowa; „każdego dnia”.

Znaczenie tej prośby to nie ile chcemy, ale ile potrzebujemy.

Może narzekasz, że zaparkowałeś na końcu parkingu, to dobrze, znaczy, że masz siłę, by przejść się, a inni nie.

Narzekasz na duży rachunek za ogrzewanie, to znaczy, że masz ciepło.

Pojawiło się grzechotanie w samochodzie, to dobrze – słyszysz.

Masz stos rzeczy do prasowania, to dobrze masz w co się ubrać.

Bolą cię mięśnie na koniec dnia, to dobrze byłeś pracowity.

Alarm obudził cię wcześnie rano, to dobrze znaczy, że żyjesz.

Apostoł Paweł pisze:

Umiem się ograniczyć, umiem też żyć w obfitości; wszędzie i we wszystkim jestem wyćwiczony; umiem być nasycony, jak i głód cierpieć, obfitować i znosić niedostatek” (Flp 4,12).

Kiedy będziemy modlić się, pomyślmy, że mogłoby być gorzej.

Jako wierzący już z pewnym doświadczeniem wiemy, że prośba jest uniwersalna i dotyczy ogółu naszego funkcjonowania, naszych potrzeb. Z punktu widzenia dosłowności ma też ogromne znaczenie poczucia stabilności, uspokojenia niepewności co do codziennego bytu. Chleb daje poczucie oddalenia od perspektywy głodu, niepewności.

Bóg nie zmienił się – Bóg nadal troszczy się o nasze potrzeby.

Niestety my się zmieniliśmy. Staliśmy się samowystarczalni, niezależni i zadowoleni z siebie, albo cały czas myśląc w kategoriach: jeśli tylko, jeśli tylko.

Modlitwa, którą przywołuję, uczy nas zaufania, że Bóg wie, czego potrzebujemy i ma zaskakujące często rozwiązania.

Bóg się nie zmienił. On jest w stanie dawać nam nasz codzienny chleb.

Jezus też zadeklarował, że jest chlebem życia i to jest ten nasz ostateczny chleb, od którego zależy nasze być albo nie być. Dlatego ta deklaracja jest sprawą życia i śmierci.

Jest tyle powodów, by niepokoić się, martwić – co jeśli, co jeśli, co jeśli? To nie jest retoryka dla chrześcijan.

Nie szukamy chleba jutra dzisiaj i nie żyjemy dzisiaj wczorajszym chlebem.

Jeśli miałbym zabezpieczenie w spiżarni na cały rok, to nie potrzebuję mieć nadziei.

Chcę być wdzięczny za to, że zjem dziś chleb powszedni, że rodziny będą błogosławione dostatkiem wystarczającej ilości, że Bóg nie powiedział bądź wdzięczny raz w roku, ale cały czas.

Niech nasza modlitwa będzie wielkim świętem chleba w tym szerokim zrozumieniu, od fizycznego o cudownym zapachu i smaku, do duchowego pokarmu. Bądźmy błogosławieni jego pomyślnością.

Biblia nie jest przeciw pomyślności, ale przeciw chciwości.