utworzone przez Zdzisław Józefowicz | 16 kwietnia 2020 | 2020, Kwiecień 2020
Sądy nad Jezusem
„A gdy nadszedł dzień i zebrali się przełożeni ludu, arcykapłani i nauczyciele Prawa, wtedy przyprowadzili Jezusa i postawili Go przed Sanhedrynem. I mówili: Powiedz nam, czy Ty jesteś Mesjaszem? Odpowiedział im: Jeśli nawet wam powiem, nie uwierzycie, a jeśli zapytam, nie odpowiecie. Odtąd Syn Człowieczy zasiądzie po prawicy Mocy Boga. Wtedy wszyscy zawołali: Jesteś więc Synem Boga?! Odpowiedział im: Wy mówicie, że Ja jestem. Wówczas oni powiedzieli: Czy potrzeba nam jeszcze dowodu? Sami usłyszeliśmy z Jego ust” Łk 22.66-71.
Sięgam do historii związanej z procesem i ukrzyżowaniem Jezusa Chrystusa. Chcę w dalszym ciągu przyglądać się temu, co określiłem kuluarami odbywającego się sądu.
Po nocnych przesłuchaniach przed Kajfaszem Jezus jest rano przyprowadzony przed oblicze Rady Najwyższej – Sanhedryn. Noc minęła na pseudo przesłuchaniu. Rano postawiono 72-osobowy skład, który podejmuje się wyjaśnienia stawianych oskarżeń. Sanhedryn nie mógł prawnie prowadzić przesłuchania w nocy. Dlatego było konieczne spotkać się wczesnym rankiem, by nadać postępowaniu legalność. Sanhedryn składał się z 24 głównych duchownych (saduceuszy), 24 skrybów (faryzeuszy) i 24 starszych mężczyzn. Rada reprezentowała wszystkie żydowskie środowiska, religijne i polityczne.
Zasady, jakimi kierował się Sanhedryn, zawsze miały uwzględniać miłosierdzie. Do uniewinnienia potrzebna była przewaga jednego głosu, do skazania przewaga dwóch. Wyrok śmierci nie mógł być wykonany w dniu ogłoszenia, musiała minąć noc, by Rada miała czas na przemyślenie i ewentualne cofnięcie wyroku. Z cytowanego urywka widać, że nie trzymano się ustalonej procedury.
Rada Najwyższa musiała podjąć decyzję co do formalnego oskarżenia, gdyż spory religijne Rzymian nie interesowały. Rada również nie oczekiwała na wyjaśnienia ze strony Jezusa, oni mieli swój pogląd, który trzeba było ubrać w oskarżenie polityczne. Prawda była zbyt prosta.
Ludzie deklarują jakąś wiarę, która może się przydać w razie czego /np. jeśli istnieje życie po śmierci, to może uda się użyć tej przepustki/. Wiara ludowa – no tak, wiara wiarą, ale żyć trzeba. Czy Bóg stworzył świat? No, to jest dobre w kościele, ale bądź rozsądny świat wierzy w ewolucję. Tak??? Naukowcy jeszcze nie tak dawno wierzyli w gorsze bzdury, a dziś ich unikają. Mówili, że atom jest niepodzielny, a jednak się podzielił. Wierzyli, że jakiś eter przenosi głos w przestrzeni i możemy słyszeć audycje radiowe. Nie wspomnę wielu niedorzeczności w dziedzinie medycyny. Człowiekowi nie zawsze potrzebna jest wiedza, ale częściej wiara. Zanim wiele faktów udowodniono, najpierw wierzono, że tak jest.
Grzesznik potrzebuje wiary w moc zbawczej ofiary, a nie wiedzy jak to działa. Ginący nie pyta, jak to działa, ale wszystko, co potrzebuje to ratunku.
Proces nie trwał tyle czasu, ile zajmuje nam przeczytanie tych kilku wersetów. Sanhedryn poddał Chrystusa temu samemu kompletowi pytań, które zadano w przesłuchaniu nocnym, a odpowiedzi, były zasadniczo te same (por. Mt 26.63-66 i Mr 14.61-64).
Tłem procesu jest zwykła zazdrość. Jezus często ujawniał hipokryzję liderów, a to wywoływało złość.
Zanim Jezus rozpoczął publiczną działalność, ludzie ufali duchowym liderom ich działaniu.
Kiedy Jezus rozpoczął nauczanie, zyskiwał coraz większą popularność. Upominał liderów publicznie, to upokarzało ich. Ich grzechy były ujawnione, a tłumy zaczęły podążać za Jezusem. Tego było im za wiele. Tracili swoją pozycję. Zazdrość wzięła górę. Jezus zyskiwał akceptację i gromadził wokół siebie wielu ludzi. Po wskrzeszeniu Łazarza powiedzieli:
„Wtedy arcykapłani i faryzeusze zwołali Sanhedryn i mówili: Co zrobimy, gdyż ten Człowiek czyni wiele znaków? Jeśli Go tak pozostawimy, wszyscy uwierzą w Niego, przyjdą Rzymianie i zagarną nasze miejsce i naród” (Jan 11.47-48).
Wielu liderów też uwierzyło i spotęgowało zazdrość o przywileje.
„Wielu jednak przywódców uwierzyło w Niego, ale z obawy przed faryzeuszami nie ujawniali się, aby nie wykluczono ich z synagogi. Bardziej bowiem umiłowali ludzką chwałę niż chwałę Boga” (Jan 12.42-43).
Prawda była nieważna. Jedyna rzecz jak liczyła się, to nie stracić pozycji. Jezus stał się zagrożeniem, dlatego trzeba było osądzić Go i skazać na śmierć.
Chciałbym zwrócić uwagę, że Sanhedryn mimowolnie podaje trzy tytuły Jezusa tak ważne dla chrześcijanina.
Mesjasz – w. 67
„Powiedz nam, czy Ty jesteś Mesjaszem? Odpowiedział im: Jeśli nawet wam powiem, nie uwierzycie, a jeśli zapytam, nie odpowiecie”.
Gdy czytamy Ewangelie, dostrzegamy, że słowo „Mesjasz” (lub jego grecka wersja – Chrystus) jest bardzo rzadko używane na określenie osoby Jezusa.
Jezus właściwie rzadko nazwał siebie Chrystusem, ponieważ tytuł był źle rozumiany. Ludzie oczekiwali politycznego wybawiciela. Jezus wiedział, że, jeśli on podkreślałby ten tytuł, będzie źle zrozumiany, ponieważ to miało implikacje rebelii przeciw Rzymowi. Oczywiście, właśnie to Rada chciała, by On potwierdził.
Jezus umiejętnie odpowiedział na pytanie, ale nie zupełnie oni zrozumieli.
„…zapytał Go arcykapłan: Czy Ty jesteś Mesjasz, Syn Błogosławionego? Jezus odpowiedział: Ja jestem! Ujrzycie Syna Człowieczego, siedzącego po prawicy Mocy i przychodzącego z obłokami nieba” (Mr 14.61-62).
Jezus został wysłany przez Boga, by szukać i ratować zgubionych (Łk 19.10). On został namaszczony, by być Królem Królów i Panem Panów. Jezus umarł jako Mesjasz z tytułem w tle: „Jezus Nazarejczyk, król Żydów” by cały świat wiedział, że on jest naprawdę Chrystusem. To było wszystko, co rada potrzebowała, by uznać tę wypowiedź za bluźnierstwo. Nie było potrzeby dla dalszego przesłuchiwania. Ale był problem. W prawie karą za bluźnierstwo była śmierć. Żydzi byli pod rzymską okupacją i nie mieli prawa skazywać więźniów na śmierć. Musieli zaprowadzić Jezusa do Piłata.
Syn Człowieczy – w. 69
„Odtąd zaś Syn Człowieczy siedzieć będzie po prawicy mocy Bożej”.
Syn Człowieczy jest określeniem, którego Jezus najczęściej używał w odniesieniu do swojej osoby i swojego dzieła. Tytuł „Syn Człowieczy” jest użyty 82 razy w Ewangeliach. Jezus najczęściej używał tego zwrotu dla zapowiedzenia jego zbliżającej się śmierci (Mk 8.31; 9.9; 14.21; Mt 26.2).
Kiedy Jezus nazywał siebie Synem Człowieczym, chciał po prostu podkreślić, że jedna część jego natury była całkiem zwyczajna, ludzka, podczas gdy druga określona była terminem „Syn Boży”. Znaczenie wyrażenia Syn Człowieczy jest jednym z najbardziej dyskutowanych tematów w badaniach nad Nowym Testamentem.
Jezus zapowiedział Radzie, jaka jest przed nim przyszłość: „Odtąd Syn Człowieczy zasiądzie po prawicy Mocy Boga”. On wiedział, że jego ziemska obecność będzie zakończona i podniesiona do godności, jaką miał, zanim przyszedł w roli Syna Człowieczego do honoru Syna Bożego. Tak, Jezus jest Chrystusem i jest też Synem Człowieczym.
Syn Boży – w. 70
„Czyż więc Ty jesteś Synem Bożym?”
Tytuł „Syn Boży” jest użyty tylko 26 razy w Ewangeliach. Chrześcijańska wiara zawsze obejmowała stwierdzenie, że Jezus jest Synem Bożym. Twierdzenie to było doskonale znane ludziom współczesnym Jezusowi. Setnik rzymski wyraził się o wiszącym na krzyżu Jezusie: „Zaiste, ten był Synem Bożym” (Mt 27.54).
Rada pytała o Jego tożsamość i odpowiedź, „Wy mówicie, że Ja jestem” nie jest unikiem. Jezus zgadzał się z ich oceną Jego tożsamości. Ocena Rady była stwierdzeniem bluźnierstwa.
Nie ma jednak wątpliwości, że w ewangeliach zwrot „Syn Boży” stosowany jest w celu zaznaczenia szczególnej, niezwykłej więzi, jaka łączyła Jezusa z Bogiem.
Już jako 12-letni chłopiec powiedział do Marii: „Czy nie wiedzieliście, że powinienem zajmować się sprawami Mojego Ojca?” (Łk 2.49)
Wiele wypowiedzi ewangelistów bardzo wyraźnie mówi: „Wszystko zostało Mi przekazane przez Mojego Ojca i nikt nie zna Syna, tylko Ojciec, ani Ojca nikt nie zna, tylko Syn i ten, komu Syn postanowi to objawić” (Mt 11.27).
Co zatem miał na myśli Jezus, gdy mówił o sobie „Syn Boży”? Nie umiemy dać ostatecznej, pełnej odpowiedzi. Nauczanie Jezusa, szczególnie w ewangelii Jana, wyjaśnia, że ta społeczność pomiędzy Ojcem a Synem jest wyjątkowa i niepowtarzalna. Istniała ona już na długo przedtem, zanim Jezus narodził się w Betlejem. Jan napisał, „Słowo ciałem się stało i zamieszkało wśród nas” (Jan 1.14). Bóg stał się wcielonym Słowem, w Jezusie.
Gdy Piotr złożył wyznanie: „Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego” (Mt 16.16). Jezus nie zganił tego wyznania, nie uznał za błędne. Jest to niesłychanie ważne, abyśmy przyjęli jako pewnik wiary, że w Jezusie Chrystusie Bóg stał się człowiekiem i że Jezus jest Synem Bożym.
Przesłuchanie zakończono bez wyroku. Nie, Rada nie chciała postawić przysłowiowej kropki nad „i”. Nie własnymi rękoma.
Bywa, że mamy wiele pytań w sprawie Jezusa, a gdy padają odpowiedzi mamy i tak własny komentarz. W sprawie Jezusa wielu ludzi pozostawiło decyzje innym: rodzinie, dzieciom, sąsiadom. Często unikamy rzetelnej odpowiedzi, zasłaniając się parawanem niewiedzy, wątpliwości.
W kwestii zbawienia nie ma wątpliwości, Bóg dał jasną odpowiedź: „Tak bowiem Bóg umiłował świat, że dał swego Jednorodzonego Syna, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne” (Jan 3.16).
Przesłuchanie nadal trwa.
Październik 2000
utworzone przez Zdzisław Józefowicz | 16 kwietnia 2020 | Kwiecień 2020, 2020
Sądy nad Jezusem
„Ci, którzy schwytali Jezusa, zaprowadzili Go do arcykapłana Kajfasza, gdzie zebrali się nauczyciele Prawa i przełożeni. A Piotr szedł za Nim w pewnej odległości aż do dziedzińca pałacu arcykapłana. Następnie wszedł do środka i usiadł ze służbą, żeby zobaczyć, jak to się skończy. Tymczasem arcykapłani i cały Sanhedryn szukali fałszywego dowodu przeciwko Jezusowi, żeby Go skazać na śmierć, lecz nie znaleźli, chociaż przyszło wielu fałszywych świadków. W końcu przyszli dwaj i zeznali: On powiedział: Mogę zburzyć świątynię Boga i przez trzy dni ją odbudować. Wtedy arcykapłan powstał i zapytał: Nic nie odpowiadasz na to, co oni przeciwko Tobie zeznają? Jezus zaś milczał. Arcykapłan więc powiedział: Wzywam Cię pod przysięgą na Boga żyjącego, powiedz nam, czy Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga? Wówczas Jezus mu odpowiedział: Ty powiedziałeś” (Mt 26.57 – 63).
Sięgam ponownie do historii związanej z procesem i ukrzyżowaniem Jezusa Chrystusa. Chcę w dalszym ciągu przyglądać się temu co określiłem, kuluarami odbywającego się sądu. Annasz po wstępnym przesłuchaniu odsyła Jezusa do arcykapłana Kajfasza. Kajfasz jest autorem proroczej zapowiedzi:
„Wówczas jeden z nich, Kajfasz, który w tym roku był arcykapłanem, powiedział: Wy nic nie rozumiecie ani nie bierzecie pod uwagę tego, że lepiej jest dla was, aby jeden człowiek umarł za lud, niż miałby zginąć cały naród. A nie powiedział tego sam od siebie, lecz będąc w tym roku arcykapłanem, prorokował, że Jezus miał umrzeć za naród, i nie tylko za naród, ale i po to, aby zgromadzić w jedno rozproszone dzieci Boga” (Jan 11.49-52).
Kajfasz jest arcykapłanem, przypuszczalnie był niezmiernie religijnym i prawym człowiekiem. Kiedy jednak przyjrzymy się dokładniej, Kajfasz był właściwie złym i niecnym człowiekiem. Kajfasz miał uprzedzenie do Jezusa. On widział Jezusa jako wroga, którego należy zlikwidować. Badacze twierdzą, że w 40 punktach zostało naruszone prawo przy aresztowaniu i przesłuchaniu Jezusa z przyzwolenia Kajfasza. Kajfasz manipulował wyrokiem, bo jego celem było skazać Jezusa na śmierć.
Emocje w procesie osiągnęły punkt kulminacyjny. Kajfasz spodziewał się mowy obrończej Jezusa, tymczasem Jego obroną było milczenie, które przesłuchującym podniosło ciśnienie. Otóż od chwili aresztowania aż do ukrzyżowania nikt nie wypowiedział jednego pozytywnego zdania na temat Jezusa. Czy nie jest to dziwne, że nagle wszyscy milczą, mają amnezję, nie pamiętają niczego, co mogłoby posłużyć obronie Sprawiedliwego, niewinnego Baranka Bożego.
Gorzka zmowa milczenia
Żaden z ewangelistów nie odnotował ani jednego przypadku by ludzie, którzy doznali tak wielu różnych błogosławieństw, zdobyli się na odwagę i stanęli w obronie Jezusa. NIKT. Milczenie może być wyrazem różnych stanów emocjonalnych, począwszy od strachu, pogardy, smutku, ale też mówimy o niemym zachwycie oraz milczeniu tragedii. Nie było innej drogi jak przez zbawczą śmierć Mesjasza.
Dlaczego? Ważniejsze dla wielu ludzi są układy, koneksje, wątpliwe przyjaźnie. Wewnętrznie ludzie są przekonani, że jest źle, ale głośno mówią zupełnie co innego. W niedzielę jesteś w zborze, a w poniedziałek na „dziedzińcu Kajfasza”. Brudne żarty i słowa, czujesz ciśnienie, by powiedzieć, „Jezus? Nie znam Jego”. Czy kiedykolwiek słyszałeś, jak kogut pieje?
„Wtedy Piotr i Jan odpowiedzieli: Rozsądźcie, czy wobec Boga jest słuszne bardziej słuchać was niż Boga? Nie możemy przecież nie mówić tego, co widzieliśmy i słyszeliśmy” (DA 4.19-20).
Jeśli tylko dostosujesz się do myślenia, mowy, stylu życia świata, nigdy nie będziesz mieć wyznania, świadectwa dla Jezusa. Jeśli udajesz wystarczająco długo, możesz stać się tym kogo udajesz.
Przeciwstawmy temu autentyczność Jezusa. Kajfasz nie wytrzymuje, „Arcykapłan więc powiedział: Wzywam Cię pod przysięgą na Boga żyjącego, powiedz nam, czy Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga”?
Nagle Jezus przerywa milczenie. Moglibyśmy powiedzieć, że Wszechświat wstrzymał oddech, to był decydujący moment przesłuchań. Odpowiedź NIE zakończyłaby proces i rozczarowała wszystkich, którzy poszli za tym niezwykłym nauczycielem. Napięcie sięgnęło zenitu.
Jezus nie powiedział słowa w obronie przeciw fałszywym świadkom. Jezus odpowiada: „tak jest jak mówisz”, to będzie kosztować Jego życie. „Wówczas Jezus mu odpowiedział: Ty powiedziałeś”.
To był Mesjasz – Zbawiciel. Wyrok zapadł: „Wtedy arcykapłan rozdarł swoje szaty i zawołał: Zbluźnił! Czy potrzeba nam jeszcze świadków? Przecież teraz słyszeliście bluźnierstwo. Jak wam się zdaje? Odpowiedzieli: Zasłużył na śmierć!”
Proroctwo Kajfasza weszło w fazę realizacji. On Jezus po to przyszedł, aby oddać swoje życie za wielu. Spotkanie z Jezusem musi wywołać albo akceptację, albo nienawiść. Rozpoczął się tragiczny taniec śmierci.
Procedura przesłuchania jest kontynuowana, a Piotr przy ognisku przysłuchuje się być może komentarzom. Przyparty do przysłowiowego muru dopuszcza się jak na ucznia Jezusa niewiarygodnego czynu, zaparcia się Jezusa.
Czy jest możliwe by wierzący mógł doprowadzić swoje życie na skraj przepaści, do rozminięcia się z Bogiem? Niewątpliwie tak. Salomon próbował mieć to, co najlepsze z dwóch światów. Chciał mieć swego Boga i cały świat.
Dlatego ap. Paweł zachęca nas: „…z bojaźnią i drżeniem zabiegajcie o swoje zbawienie” (Filip 2.12).
Widzę chrześcijan, którzy minęli się z powołaniem, teraz zadają pytania. Życie ludzi wierzących to nie jest pasmo niekończących się sukcesów, niezakłóconych z zewnątrz. Mamy prawo do doświadczeń i prawo do godnego, chwalebnego życia wiary. Nie każdy chrześcijanin doświadcza cudów, nie wszyscy otrzymują natychmiastowe odpowiedzi, nie wszyscy żyją nienagannie i wszystko na świecie jest jasne i wspaniałe.
Wierzę, że dobre rzeczy dotyczą Bożych ludzi, lecz dla wielu naprawdę szczerych i uczciwych chrześcijan sprawy życiowe układają się inaczej. Nie wszyscy nauczyli się, żeby być zadowolonymi z tego, co posiadają, by znosić upokorzenia i przystać na to, że nie zawsze mieć będą wszystko w obfitości. Wszyscy mamy okresy z uczuciem porażki.
Krytykujemy Piotra za jego zachowanie, brak wiary, gdy wyszedł z łodzi i zaczął tonąć, ale wyszedł. Kiedy doszło do aresztowania Jezusa, to on stanął w obronie używając miecza, ale bronił. Piotr był pewny siebie aż Pan spojrzał na niego i coś w nim pękło.
Chrześcijanie potrzebują również dziś odświeżenia, odnowienia, pokuty. Oczekujemy nowych rzeczy, nawróceń, powołań, odnowy w Duchu Św., odnowienia w modlitwach, inspiracji do poświęcenia.
Piotr nie stał całe życie gorzko płacząc, ale rozpoczął swój marsz do wieczności poprzez oddane praktyczne życie ucznia Jezusa. Życie wypełnione pokojem, radością, zwycięstwem mimo różnych doświadczeń. One już nie będą powodem Jego depresji.
Jak może być odświeżone nasze życie?
Po pierwsze – Bóg mnie kocha.
Można zacząć od „rozwiązania na skróty” i „magicznych lekarstw”.
Szatan będzie zawsze podejmować próby obrabowania każdego wierzącego z jego wiary i zaufania Bogu. Jest jednak odpowiedź, tak jak była dla Piotra: Bóg naprawdę nas kocha. On nie zajmuje się potępianiem i pragnie podnieść nas z naszych słabości. Pan nigdy nie rezygnuje z żadnego z nas!
Po drugie – moja wiara!
„Bez wiary zaś nie można podobać się Bogu…” (Heb 11.6).
Mogę nie rozumieć, dlaczego tak długo nie przychodzi z pomocą, lecz wiem, że On to zrobi! Dotrzyma swojego słowa! Szatan chce zniszczyć w nas wiarę i sprawić, byśmy uwierzyli, że Bóg zostawił nas! Wierzę Bogu, ufam, że będzie nas strzec.
Po trzecie – zakochaj się w Bożym Słowie.
„Słowo Chrystusa niech mieszka w was obficie. Z wszelką mądrością nauczajcie i napominajcie jedni drugich psalmami, hymnami i natchnionymi pieśniami, z wdzięcznością śpiewając w waszych sercach Bogu” (Kol 3.16).
Biblia to księgą, która zmieniła świat. Tylko jej można zaufać, bo jest Słowem Boga zapisanym przez ludzi, słowem dającym odpowiedzi na najważniejsze pytania życia.
„Dziadek R. Brandstaettera umierając powiedział do niego: „Będziesz Biblię nieustannie czytał. Będziesz kochał więcej niż rodziców. Więcej niż mnie. A gdy zestarzejesz się, dojdziesz do przekonania, że wszystkie książki, jakie przeczytałeś w życiu, są tylko nieudolnym komentarzem do tej jednej Księgi”.
Jest jeszcze jeden powód, dla którego akcentuję ważność Słowa Bożego, jakim jest Biblia. Niektórzy chcą przekonywać ludzi, że jest to tylko książka napisana przez ludzi. Niestety to pozorna prawda wyciągająca fałszywy wniosek, który chce doprowadzić do myśli: „Jeśli ukaże mi się Jezus i coś mi powie, to wtedy to słowo stoi ponad Biblią, bo On jest „żywym Słowem”, a nie martwa księga napisana przez ludzi”.
Biblia ze swoim poselstwem musi zajmować swoje miejsce w naszym życiu i nic nie jest w stanie jej zastąpić ani widzenia, znaki, ani świadectwa. Tym, co radykalnie odróżnia Biblię od każdej innej świętej księgi jest to, że jest nie tylko księgą o Bogu, ale jest objawieniem Boga. Bóg jest żywy w niej objawiając siebie tym, którzy to życie odnajdą. Biblia jest zbiorem ksiąg natchnionych przez Ducha Św. stanowiących dla Kościoła chrześcijańskiego jedyne źródło objawienia Boga w Panu Jezusie Chrystusie.
Po czwarte – ufaj Duchowi Św.
Pozwalajmy aby Jego moc przepływała przez nasze życie. Nie musimy czekać na pocieszenie od anioła, nadzwyczajnego kaznodziei, proroka, uzdrowiciela. Bóg posłał swego Pocieszyciela, a On uleczył załamanego Piotra i odświeży też nasze życie.
„Orędownik zaś, Duch Święty, którego Ojciec pośle w Moim imieniu, On nauczy was wszystkiego i przypomni wam wszystko, co Ja wam powiedziałem” (Jan 14.26).
Potrzebujemy zwycięskiego życia jak tlenu, by funkcjonować.
Niektórzy chrześcijanie nie są w stanie funkcjonować bez swoich ulubieńców: narzekania i szemrania. Bez swoich nieszczęść nie mieliby o czym rozmawiać!
„Nie bój się, bo Ja jestem z tobą! Nie rozglądaj się z trwogą, bo Ja jestem twoim Bogiem! Wzmocniłem cię i pomogłem, podtrzymałem sprawiedliwą prawicę” (Iz 41.10)
Opuść „dziedziniec Kajfasza” i nie czekaj aż kogut zapieje.
Marzec 1997
utworzone przez Zdzisław Józefowicz | 16 kwietnia 2020 | 2020, Kwiecień 2020
Sądy nad Jezusem
„Wtedy dowódca z oddziałem i strażnicy żydowscy pojmali i związali Jezusa. Zaprowadzili Go najpierw do Annasza. Był on bowiem teściem Kajfasza, który był w tym roku arcykapłanem. Właśnie Kajfasz doradził Żydom, że lepiej jest, aby jeden człowiek umarł za lud.
Szedł zaś za Jezusem Szymon Piotr i inny uczeń. Uczeń ten był znany arcykapłanowi i dlatego wszedł za Jezusem na dziedziniec arcykapłana. Piotr natomiast stał na zewnątrz przed bramą. Wyszedł więc ten drugi uczeń, znany arcykapłanowi, porozmawiał z odźwierną i wprowadził Piotra. A odźwierna zapytała Piotra: Czy i ty jesteś jednym z uczniów tego Człowieka? On odpowiedział: Nie jestem. Słudzy zaś i strażnicy stali i ogrzewali się przy ognisku, które rozpalili, ponieważ było zimno. Piotr stał także z nimi i się ogrzewał.
W tym czasie arcykapłan zapytał Jezusa o Jego uczniów i o Jego naukę. Jezus mu odpowiedział: Ja otwarcie mówiłem światu. Ja zawsze nauczałem w synagodze i w świątyni, gdzie gromadzą się wszyscy Żydzi. Potajemnie niczego nie mówiłem. Dlaczego Mnie pytasz? Zapytaj tych, którzy słuchali, co mówiłem. Oni wiedzą, co powiedziałem” Jan 18.12-21.
Czterej ewangeliści relacjonują jaki był przebieg procesu nad Jezusem, wzajemnie się uzupełniając. Chciałbym moją uwagę poświęcić spojrzeniu na przebieg tych dramatycznych zdarzeń i temu, co działo się wokół przesłuchania. Zanim ukrzyżowano Jezusa, odbyło się kilka spotkań z różnymi przedstawicielami władzy, kilka przesłuchań (sądów), które ostatecznie zadecydowały o wyroku skazującym. W mojej ocenie było ich siedem.
1. Przed arcykapłanem Annaszem — Jan 18.12-23
2. Przed Kajfaszem — Jan 18.24
3. Przed Radą Najwyższą — Łk 22.66-71
4. Na zamku przed Piłatem — Łk 23.1-6
5. Przed Herodem — Łk 23.7-11
6. Ponownie przed Piłatem — Łk 23.13-25
7. Na zamku – Mr 15,16-20
Postaram się omówić poszczególne przesłuchania w kolejnych rozważaniach. Sięgam zatem do pierwszego przesłuchania.
Przed arcykapłanem Annaszem.
Pojmanego Jezusa zdecydowano zaprowadzić do Annasza nieurzędującego już arcykapłana, ale prawdopodobnie stał na czele Sanhedrynu, ciesząc się autorytetem i doświadczeniem w rozstrzyganiu trudnych spraw, a ponadto był teściem obecnego arcykapłana Kajfasza, na którego mógł przecież mieć wpływ. Annasz przeprowadzi wstępne przesłuchanie, ale nie podejmie decyzji i odeśle Jezusa do arcykapłana Kajfasza. Równocześnie z aresztowanym Jezusem, ryzykując wiele, poszło dwóch uczniów, by zobaczyć jakie będą dalsze losy ich Nauczyciela. Byli to Piotr i Jan ewangelista, który w tej ewangelii ukrywa się za sformułowaniem „drugi uczeń”. Jemu to jako znanemu w pałacu arcykapłana zezwolono wejść, a Piotra niestety zatrzymano na zewnątrz. Protekcja Jana okazała się skuteczną i Piotr został wpuszczony, ale doszło do incydentu. Rozpoznany jako uczeń Jezusa Chrystusa zaprzeczył. Interesujące jest, że nie postawiono takiego zarzutu drugiemu z uczniów, czyżby lepiej ukrywał swoje uczniostwo?
Pierwsza refleksja — uczniostwo na dystans.
Można być uczniem Jezusa na dystans, z dala, w sprzyjających okolicznościach. Co można powiedzieć o Piotrze, że był dynamiczny, odważny, aktywny, ale nagle stchórzył. Można wykonywać wszystkie praktyki danej społeczności, spełniać oczekiwania przywódców i któregoś dnia powiedzieć nie jestem z nich. Jeśli zmienisz tylko kościół, a nie uczynisz Jezusa centrum swojego życia, to niesprzyjające okoliczności mogą sprowokować do zaprzeczenia kim jesteś.
„W tym czasie arcykapłan zapytał Jezusa o Jego uczniów i o Jego naukę”.
Annasz chciał wiedzieć, czy ci, którzy poszli za Jezusem myślą i postępują tak samo, jak nauczyciel. Annasz chciał się upewnić czy zlikwidowanie przywódcy zakończy problem. Uczniowie byli zwykłymi ludźmi, ale ufali Jezusowi, mieli chwile zwątpień, ale nie szli na kompromis z grzechem. Pozostawili wiele by naśladować Chrystusa i stokroć więcej otrzymali. Jego uczniowie nie byli niezastąpionymi „fachowcami”, ale byli gorliwi, a gdy gorliwość została wypełniona mocą Ducha Św. Zmienili oblicze Europy i Azji.
Mówienie o chrześcijańskiej miłości jest łatwiejsze niż jej realizacja.
Dlaczego Annasz usłyszał „pytaj ich”. Przesłuchanie było nielegalne i Jezus miał prawo odmówić składania zeznań.
Prawo stanowiło:
– Żadne przesłuchanie nie może być prowadzone w nocy.
– Żadne przesłuchanie nie może rozpoczynać się dzień przed sabatem albo podczas święta, ale to przesłuchanie rozpoczęło się w czasie Paschy.
– Wszystkie przesłuchania muszą być otwarte dla szerokiej publiczności, ale to odbywało się potajemnie.
– Wszystkie przesłuchania muszą odbywać się w obrębie świątyni, ale Jezusa zaprowadzono do prywatnego pomieszczenia Annasza.
– Nikt nie został dopuszczony, by stanąć w obronie Jezusa.
– Według żydowskiego prawa, nikt nie mógł zostać skazany tego samego dnia po zakończeniu przesłuchań.
– Ani Annasz, ani Kajfasz nie mogli zadawać pytań bezpośrednio. Jezus odwrócił sytuację na niekorzyść tego sądu. Ananiasz nie był w stanie, by oskarżyć Jezusa, to Jezus oskarżył jego nie tylko za próbę wymuszenia zeznań, ale też pozwolenie straży na spoliczkowanie. Odpowiedź Jezusa była upomnieniem za nadużycie władzy. Zdecydował jednak by uczniowie odpowiedzieli jakie znaczenie miało nauczanie Jezusa. Co jest w ich życiu ważne, kim jest dla nich Bóg i życie z Nim. Zamiarem Jezusa nie było stworzenie potajemnej sekty esseńczyków. Jego życie i życie uczniów było jawną kartą, którą mogli czytać wszyscy.
„Nie słuchajcie człowieka, który nie słucha Boga.”
Pytanie, czy jesteśmy uczniami jest ważne. Czy jestem uczniem w pracy, w urzędzie skarbowym, na przyjęciu biznesmenów, w relacjach zwierzchnik podwładny (-a), narzeczony i narzeczona, sąsiad? Jeśli nie – zaparłeś się Chrystusa i nie usprawiedliwiaj się naiwnie, ale pokutuj.
W długoletniej służbie zaobserwowałem zjawisko jakby odwrotności tego co uczynił Piotr. Są ludzie, którzy gdzieś otarli się np. o zbór, o jakąś społeczność i deklarują się jako jej przedstawiciele. Mówią: „jestem z nich”, ale nie są. Jakie są powody?
Sądzą, że samo uczestniczenie w nabożeństwie czyni z nich już np. zielonoświątkowców, baptystów, katolików. Nie przeżyli nawrócenia, nie rozumieją zasad, nie znają doktryny biblijnej, historii związanej z ugrupowaniem, nie potrafią nawet wymienić poprawnie nazwy, nie wiedzą co ona znaczy, nie mówiąc już o znajomości Biblii. Zmiana Kościoła dobrze robi na własne samopoczucie, ale życie szybko weryfikuje taką postawę. Za tym nie idzie chrześcijańskie praktyczne życie, znajomość Biblii, modlitwa, świętość życia, zerwanie z grzechem, niemoralnością, nałogami. Często tacy ludzie są jak wizytatorzy, spotkacie ich w czasie ważniejszych świąt, uroczystości zborowych lub jubileuszy rodzinnych. Inne okoliczności są zbyt nudne oni mają bardziej kolorowy, bajeczny świat pogan.
„Pseudo-wiara zawsze ma przygotowaną drogę ewakuacyjną na wypadek gdyby Bóg zawiódł”. /Aiden Wilson Tozer/
Wielu znanych ludzi jest „ZA” Jezusem, ale nigdy nie byli „Z” Jezusem. Dlatego są znanymi, wielkimi poganami.
Druga refleksja — przy cudzym ogniu.
„Słudzy zaś i strażnicy stali i ogrzewali się przy ognisku, które rozpalili, ponieważ było zimno. Piotr stał także z nimi i się ogrzewał”.
„Słudzy zaś i strażnicy stali i ogrzewali się przy ognisku, które rozpalili, ponieważ było zimno. Piotr stał także z nimi i się ogrzewał”.
Piotr zaczął rozmijać się z Jezusem przy cudzym ogniu. Niektórym tak łatwo jest stanąć przy cudzym ogniu i grzać się, ale jeśli poznawszy Chrystusa idziesz do cudzego ognia nigdy nie będziesz z nich. Jeśli ktoś myśli, że jesteśmy tak nienowocześni, to niech wyjmie Biblię na parkiecie tanecznym i zacznie ją głośno czytać, wywiozą go w kaftanie bezpieczeństwa. Nie pasujesz do tego ognia. Tak długo będziesz akceptowany jak długo przy tym ognisku jesteś potrzebny, jak długo ten ogień będziesz podsycać, a później dostaniesz „czerwoną kartkę”, by zejść z boiska. Zostaniesz sam na sam z sobą i zmarnowanym bezsensownie życiem.
Nasze nabożeństwa mają przypominać nam o tym co zdarzyło się w odległej przeszłości, a co doprowadziło do ukrzyżowania Jezusa Chrystusa i jakie ma to dziś znaczenie? Jak dalece jest aktualne, co ma zmienić, jaki ma mieć wpływ na nas.
Golgota i krzyż ciągle przypominają cenę zbawienia.
„On, który nawet własnego Syna nie oszczędził, ale wydał Go za nas wszystkich…” (Rzym 8.32).
Stwierdzamy: zbawienie jest darem, ale nie było darmo, było i jest ono w oczach Boga najdroższe, ceną było życie Syna. To cena naszego zbawienia. Dlatego list do Hebrajczyków zachęca nas do wzrastania, dojrzałości chrześcijańskiej, by nikt mimo upływu czasu nie postawił nam zarzutu, że duchowo stoimy w miejscu.
„Pragniemy jednak, aby każdy z was wykazywał tę samą gorliwość w celu spełnienia nadziei aż do końca. Nie bądźcie ociężali, lecz naśladujcie tych, którzy przez wiarę i cierpliwość dziedziczą obietnice” (Hbr 6.11-12).
Niektórzy ludzie, zamiast dążyć do świętego życia i dojrzałości chrześcijańskiej, domagają się „zabawek religijnych”, a gdy ich nie otrzymują zakładają sobie żłobek lub przedszkole, by się takimi zabawkami pobawić. Na ogół z wieku dziecięcego powinno się wyrosnąć, ale jeśli nie, to jest tragicznie.
Biblia nie jest katalogiem z zamówieniami na dobra życiowe.
Jakiego ogniska i ognia powinniśmy pilnować? Jest ogień tego świata i można się przy nim ogrzać, do czasu, aż trzeba będzie siebie określić. Piotr wydawało się jest taki sam jak oni przy ognisku. Piotr jednak zreflektował się, był zdruzgotany wizją śmierci Jezusa, ale odświeżony zmartwychwstaniem i zesłaniem Ducha Św., powiedział: nigdy więcej kroków w tył.
Chrześcijanin nie może tylko stać i grzać się, ale wydać owoc. Dopóki nie wydajesz owocu niczym się nie różnisz, nie będziesz zdemaskowany.
„Ja jestem krzewem winnym, wy zaś latoroślami. Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi obfity owoc, bo beze Mnie nic nie możecie uczynić” (Jan 15.5).
Dziś normy moralne obniżane do minimum chcą sugerować ludziom, że nic złego się nie stało, musisz być tolerancyjny. Salomon jednak zapytuje:
„Czy można nosić ogień w zanadrzu i nie spalić sobie ubrania? Czy można chodzić po rozżarzonych węglach i nie poparzyć sobie stóp?” (Prz. 6.27-28)
Grzanie się przy cudzym ogniu w nieformalnych związkach, nikogo nie szokuje, wręcz przeciwnie ma ciche przyzwolenie.
Piotr opuścił środowisko cudzego ogniska, zreflektował się, pokutował, gorzko płakał, nie usprawiedliwiał się, zerwał ze starym życiem i wszedł w Boży Ogień. W dzień Pięćdziesiątnicy stanął przed ludźmi i wzywał ich do pokuty i świętego życia.
Biblia wzywa nas bądźcie pełni Bożego żaru, ognia Ducha Św., „nie bądźcie ospali w gorliwości, bądźcie płomiennego ducha, służcie Panu” (Rzym 12.11).
„My zaś nie otrzymaliśmy ducha świata, lecz Ducha, który pochodzi od Boga, abyśmy poznali dary łaski udzielone nam przez Boga” (1Kor 2.12).
„Jeśli żyjemy według Ducha, według Ducha też postępujmy” (Gal 5.25)
Boży ogień rozpala w nas właściwe pragnienia, właściwe zachowania i postępowanie. Przynosi rezultaty, które są owocami. Rozbudza miłość do Boga, a ta jest płomieniem Bożym w nas.
Zacząłem od sytuacji, która stała się preludium do ukrzyżowania i chcę do niego powrócić. To, co zakończy wszystkie procesy – ukrzyżowanie i jego moc zmieniło ludzi. Krzyż zmienił moralność i mentalność zachodniego świata. Czasem w swej nadgorliwości niektórzy chrześcijanie oburzają się, gdy śpiewamy stary hymn o szorstkim krzyżu (Tam na wzgórzu stał stary, szorstki krzyż…) podejrzewając nas, że oddajemy chwałę drewnu, a nie oburzają się, gdy ich bliscy oddają chwałę Bachusowi, niemoralnym zachowaniom, gdy kłamią, bluźnią, dokonują różnych matactw finansowych, a może i sami tak postępując.
Krzyż jednak jest kresem starego życia. Można uciec przed nim albo umrzeć na nim.
Mam wrażenie, że dziś zafundowano ludziom nowy krzyż. Podobny do starego, lecz inny. Stary krzyż nie miał nic wspólnego ze światem. Nowy to raczej kumpel, nie żąda pokuty, wyrzeczenia się starego życia. Lubi poklask ludzi, pokazuje, że chrześcijaństwo nie stawia żadnych nieprzyjemnych żądań, lecz że oferuje to samo, co świat, tylko na wyższym poziomie. Nowy krzyż nie zabija grzesznika, tylko zmienia jego orientację. Naprowadza go na czystszy i weselszy sposób życia, zachowując jego miłość do samego siebie.
Przychodząc do Chrystusa nie podnosimy swojego starego życia na wyższy poziom, lecz pozbywamy się go na krzyżu.
Wiara w Chrystusa nie przebiega równolegle do świata, lecz przecina go.
Taki jest sąd nad starym człowiekiem albo gorzko zapłaczesz, albo możesz nadal stać przy cudzym ogniu jako jeden z nich. Ukrzyżowanie kończy wszystkie procesy, ale zmartwychwstanie zmieniło ludzi. Nie musimy poznawać Jego wielkiej miłości, dopiero gdy znajdziemy się „na dnie”. Nie koniecznie musimy mieć mocne świadectwo z dna.
Świadectwo jest mocne z każdego miejsca, w którym spotyka nas Bóg.
Bóg posłał swego Pocieszyciela, a On uleczył załamanego Piotra i odświeży też nasze życie.
Wsłuchując się w przebieg całego procesu aż do ogłoszenia wyroku muszę zadać pytanie: kto został naprawdę wezwany na przesłuchanie?
Lipiec 2000
utworzone przez Zdzisław Józefowicz | 9 kwietnia 2020 | 2020, Kwiecień 2020
„Wtedy Piłat powiedział: Weźcie straż, idźcie, zabezpieczcie grób, jak tylko potraficie. Oni poszli i zabezpieczyli grób, opieczętowali kamień i postawili straż” Mt 27.65-66.
Nawet gdy Jezus jest bezpiecznie martwy, arcykapłani i faryzeusze stwierdzają, że ostrożności nigdy nie za dużo. Interweniują u Piłata, by zabezpieczyć grób Jezusa. Oni nie chcą żadnych pomysłów ze zmartwychwstaniem. Zamknięcie, opieczętowanie i postawienie straży ma się nijak do trzęsienia ziemi, które nastąpiło. Kamień grobowy zostaje usunięty.
Michał Anioł, kiedy odwiedził kilka galerii sztuki w miastach Europy, był głęboko zasmucony przytłaczającą ilością obrazów przedstawiających Jezusa wiszącego na krzyżu. Zadał pytanie: „dlaczego galerie są wypełnione tak wielką ilością obrazów Chrystusa umierającego? Dlaczego artyści koncentrują się na tym przemijającym epizodzie, jak gdyby to było ostatnie słowo i końcowa scena? Chrystus umiera na krzyżu zaledwie kilka godzin, ale przez całą wieczność On jest żywy”.
Jest więcej hymnów o ukrzyżowaniu niż o pustym grobie. Ukrzyżowanie jest ważnym momentem dla naszego zbawienia, ale co ze zmartwychwstaniem? Czy zmartwychwstanie miało jakąś wartość?
Jak musiały się czuć Maria i Marta, gdy stały obok grobu ich brata? Ich świat zmienił się na zawsze. Bądźmy szczerzy, nie jest to dobre uczucie, kiedy życie obraca się przeciw nam pomimo faktu, że modliliśmy się, pomimo że szliśmy dodatkową milę, nadstawiliśmy drugi policzek, że byliśmy wierni Bogu? Mówimy o życiu, gdy nagle stało się puste.
Jest coś, co świętujemy podczas Wielkanocy, chociaż idziemy przez rzeczywistość straty, klęsk i rozczarowań, jest moc w świecie, która jest mocniejsza niż śmierć, niż nasz strach śmierci — zmartwychwstanie.
Droga do Wielkanocy przebiega przez cmentarz. To nie jest droga, która odbiega od rzeczywistości życia, ale upoważnia nas, by pomyśleć o życiu dalej. Prawdopodobnie nie powinno zaskoczyć nas, że grób nie mógł zatrzymać Jego.
Przyglądam się, co miało miejsce w poranek wielkanocny przy grobie. Maria przyszła by oddać szacunek jej Panu. Przy grobie zastaje sytuację, która ją dezorientuje. Odsunięty kamień, jacyś mężczyźni przy grobie informują o czymś niewiarygodnym, więc szuka ogrodnika. Znalazła się jakby w nierealnym filmie. Zmartwychwstały Jezus, jej Nauczyciel, nieograniczony już życiem ziemskim, z poleceniem, „idź, powiedz uczniom, że żyję”.
Wielkanoc musi stać się osobistą dla każdego z nas, musi poprowadzić nas do przyszłości nadziei, do osobistego zmartwychwstania. Słowo Boże mówi o Bogu Abrahama, Bogu Izaaka i Bogu Jakuba, każdy z ich miał osobiste doświadczenie z tym jedynym Bogiem.
Stajemy na drodze Wielkanocy i wiemy, że świat nie będzie miał ostatniego słowa ani my, ale do Boga należy ostatnie słowo.
Znaleźć radość i nadzieję Wielkanocy, to przejść przez cmentarze naszych klęsk i rozczarowań. Biblia pokazuje wiele historii o przekształcaniu sytuacji, które były beznadziejne, ale zostały zmienione i wypełnione obietnicami i nowym życiem.
„Zapewniam, zapewniam was, że kto słucha Mojego słowa i wierzy Temu, który Mnie posłał, ma życie wieczne i nie idzie na potępienie, ale przeszedł ze śmierci do życia” (Jan 5.24).
Na miesiąc przed śmiercią sławny ateista Jean Paul Sartre powiedział: „Wiem, że umrę z nadzieją, choć trzeba dopiero znaleźć dla niej realne oparcie” („Czas nadziei” rozmowa pomiędzy Jean-Paul Sartrem, a Benny Lévym jego osobistym sekretarzem).
Nasza nadzieja leży w śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa. Świat nie oferuje żadnej nadziei. Hollywood nie może wyprodukować jej. Nauka nie może jej wymyślić. Ona jest tylko w Jezusie.
Zmartwychwstanie jest centralnym przesłaniem naszej wiary.
Bracia i siostry, Chrystus jest Zmartwychwstały.
Kwiecień 2020
utworzone przez Zdzisław Józefowicz | 2 kwietnia 2020 | 2020, Kwiecień 2020
„A gdy Jezus spróbował octu, powiedział: Wykonało się! Po czym skłonił głowę i oddał ducha”. Jan 19.30
Czasem bywamy konfrontowani rozdźwiękiem, życiowym rozdarciem, które staje się rzeczywistością. Festiwal niedzieli palmowej w cieniu męki Jezusa. Mówimy o dobrych czasach, pełni radości, świętowania i skrzętnie ukrywamy mękę życia, jak nie radzimy sobie ze zwycięskim życiem, ukryci między… Rodzi się wnuk i umiera dziadek. Rocznica ślubu, uroczysty obiad, a po drugiej stronie rozwód. Życie nie jest zawsze świętowaniem.
Chcę byśmy sobie mocno uświadomili co nas gromadzi w Wielki Piątek. Fascynacja bohaterem, święte oburzenie, czy dzień największej żałoby chrześcijan?
Mowa o krzyżu i zmartwychwstaniu prowadzi do zakłopotania. Mowa krzyża, to mowa o upadłym grzeszniku, potrzebie usprawiedliwienia, pokuty. Nic dziwnego, że jest niezrozumiała lub wzburzy. Kto chce publicznie przyznać się, że jest winien, że jest grzesznikiem?
Pasja, wspomnienie męki, sądu, lżenia Zbawiciela i ukrzyżowanie jest czymś więcej niż festyn, ono ma ostateczny wpływ na nasze życie. Potrzebujemy, by zarówno „hosanna” jak i „wykonało się” były w równowadze. Nasze radości są zmieszane z naszymi smutkami i nasze smutki są zmieszane z momentami radości. Przesłanie Niedzieli Palmowej i Wielkiego Piątku przywołują rzeczywistość, którą obecnie wspominamy przeżywając Wielki Tydzień.
Zaproszenie do kościoła częściej brzmi przyjdźmy i zaśpiewajmy „hosanna” niż będziemy w rozpamiętywaniu „ukrzyżowania”. Rozpamiętywanie męki Pańskiej nie robi dobrej reklamy rynkowi kościelnego sukcesu. Wolimy by kościół był postrzegany jako miejsce festynu niż jako miejsce, gdzie wspominamy grzech, śmierć i wyzwolenie na krzyżu.
Wielki Tydzień jest centrum naszego chrześcijańskiego życia. Żadna inna religia nie ma w centrum człowieka grzesznego, za którego ponosi śmierć Sprawiedliwy.
Pewien architekt zaprojektował nowy kościół i zaniechał umieszczenia w nim krzyża. „Nie chcemy jakichś krzyży na kościele ani wewnątrz”. „Nie chcemy, by ktokolwiek myślał o niepowodzeniu albo słabości”. Wdzięczny jestem, że Ewangeliści nie poprawili ewangelii rezygnując z krzyża, śmierci Jezusa i historii ukrzyżowania stawiając ją w centrum. Ukrzyżowanie i zmartwychwstanie stawiają historię Jezusa w centrum. Paweł powiada: „Postanowiłem wręcz o niczym nie wiedzieć pośród was, jak tylko o Jezusie Chrystusie — i to tym ukrzyżowanym”. (1Kor 2.2) Dlaczego? Ponieważ krzyż przypomina nam, że w tym życiu jesteśmy ciągle „miedzy”. Radość i ból, rozpacz i entuzjazm, grzech i sprawiedliwość, ziemia i wieczność. Wolimy „hosanna”, bo czasem nie wiemy jak odnieść się do tych dramatycznych faktów jak: zdrada, wrzeszczący tłum „ukrzyżuj”, tortur i ukrzyżowania. Czujemy się zagubieni we własnym doświadczeniu, problemach i wolimy chwile odprężenia, pogodnej refleksji, one są tuż, tuż, na wyciągniecie ręki. Wielkanoc już puka. „Wykonało się”.
Nikt z nas nie lubi nieszczęśliwych zakończeń, ale to zakończenie „Wykonało się” nie jest krzykiem rozpaczy lecz zwycięstwa. Nowej perspektywy dla życia godnego. Miłość Boga nie wyjaśnia wszystkiego, ale sprawia, że widzimy rękę Boga, by odkupić nas i sprawić, że jesteśmy ocaleni. Lubimy festyny, ale życie ma też momenty Pasji. Końcowe słowa jednak brzmią: „Alleluja On Zmartwychwstał.”
Kwiecień 2017