utworzone przez Zdzisław Józefowicz | 1 maja 2020 | 2020, Maj 2020
„Apostołowie znowu zebrali się u Jezusa i opowiedzieli o wszystkim, czego dokonali i nauczali. On zaś im polecił: Idźcie na pustkowie i trochę odpocznijcie. Tak wielu bowiem przychodziło i odchodziło, że nawet nie mieli czasu zjeść. Popłynęli więc łodzią w zaciszne i odosobnione miejsce. Zobaczono jednak, jak odpływali. Wielu ich rozpoznało, podążyło pieszo ze wszystkich miast i przybyło tam przed nimi” (Mr 6.30-33).
Uczniowie powrócili z wyprawy misyjnej i opowiadali podekscytowani o wydarzeniach, które miały miejsce:
„Wróciło siedemdziesięciu dwóch z radością i powiedziało: Panie, nawet złe duchy nam ulegają ze względu na Twoje imię” (Łk 10.17).
Nie wiemy, po jak długim pobycie uczniowie wrócili, ale byli podekscytowani tym, co miało miejsce. Co uczniowie zobaczyli? Czego doświadczyli? Co sądzili o sobie i swoich osiągnięciach? Co teraz powie Jezus o ich służbie, efektach pracy? Czym zostaliśmy pobłogosławieni?
Maszyna została wprawiona w ruch i trzeba podgrzewać kocioł, by była para. Co usłyszeli z ust mistrza?
„Na to odpowiedział im: Widziałem szatana, który spadł z nieba jak błyskawica. Oto dałem wam władzę stąpać po wężach i skorpionach, i po całej potędze wroga tak, że nic wam nie zaszkodzi. Lecz nie z tego się cieszcie, że duchy wam się poddają, ale z tego, że wasze imiona są zapisane w niebie” (Łk 10.18-20).
Dzisiejsze życie jest bardzo rozpędzone (chwilowo nie), brak nam czasu. Ciągle słyszymy „nie mam czasu”. Ten upowszechniający się styl życia wymyślił wyroby instant, fast foody, „wyścig szczurów”. Moglibyśmy mieć na czołach napis: „zajęty, zajęty, zajęty”.
Posłużę się tylko jednym przykładem: gastronomia szybkiej obsługi powstała, ponieważ nie mamy czasu, by spokojnie zjeść. Dzisiejsze pokolenie połowę czasu spędza w barach szybkiej obsługi, to jest społeczny zwyczaj. Myślę, że symbol McDonalda dla wielu jest bardziej rozpoznawalny niż chrześcijański krzyż. Jezus uczniom powiada — STOP. Wiem, co jest przed wami, musicie znaleźć czas na zwolnienie, posilenie. Mamy być dostępni potrzebującym, ale równocześnie musimy mieć miejsce dla zbilansowania energetycznego, odpocząć. Czasem ludzie chcą być kimś, są zabiegani, zmęczeni, wszędzie obecni. Nie jesteśmy powołani do wszystkiego. Niektórzy źle się czują, jeśli nie są wszędzie. Pewien człowiek opowiadał pastorowi jak jest aktywny, że wszędzie gdzie tylko jest działanie misji, kościoła, on jest. Gdy skończył, pastor zapytał: „i kim jesteś?” zapadło milczenie.
Niektórzy popadają w syndrom kameleona, który spadł na kraciasty kolorowy obrus i nie wie, który kolor wybrać. Nie możemy być wszystkimi kolorami.
Kiedy coś dobrze idzie, mamy taką tendencję, by iść „za ciosem”. Oni byli zajęci, wygłaszali kazania, uczestniczyli w życiu ludzi, wyganiali demony, uzdrawiali. Jezus jednak powiada; odpocznij i miej chwilę refleksji, zastanowienia, duchowego posilenia i fizycznego odpoczynku. Inaczej mówiąc, każe im wziąć przerwę, by poświęcić jakiś czas na „być” niż „robić”.
Są chrześcijanie nieuznający znaku STOP. Jak nie mogą iść, to chociaż muszą machać rękoma jak wiatrak. Ludzie w pędzie mają zaburzony sen, odpoczynek, którego brak jest jedną z przyczyn wypadków samochodowych.
Jest dobrze, opracujmy strategię, nowe rozwiązania, nowe pomysły, a czasem bywa i nową ewangelię. Chcemy pójść za Jezusem, czekamy na rzeczy wielkie, jesteśmy chętni, by działać, ale przychodzi Jezus mówiąc, zrób przerwę.
Nie możemy być wszędzie równocześnie, odpowiedzieć na wszystkie potrzeby. Potrzeby będą zawsze. Jezus nie reagował nerwowo, gdy nie wszystkie były natychmiast zaspakajane. Nasza duchowość nie powiększa się przez naszą szybkość, wielkość, ale przez naszą umiejętność zatrzymania się, refleksji, zastanowienia, przemyślenia. Jego tempo jest przemyślane. Jezus służył wielu ludziom, a tłumy zaczęły podążać za Nim. Po uzdrowieniu w domu Szymona, wstał, by odejść, by się pomodlić. Kiedy uczniowie to odkryli, szukali go, by poinformować: „tłumy Cię szukają”, jego odpowiedź była: „musimy pójść do innych miast”.
Pozwalamy by „hałas” tego świata zagłuszał Boga.
Jezus ma powody, by zaprosić uczniów do odpoczynku. Wrócili z misji, mogli być wyczerpani, ale potrzeby ludzi nie opuściły ich. „Tak wielu bowiem przychodziło i odchodziło, że nawet nie mieli czasu zjeść”.
Czy ta scena nie jest nam znana? Czy Twoje miejsce pracy nie jest czasem podobne? Czy Twój dom nie jest czasem taki? To jest wspólne doświadczenie ludzi dzisiaj. Mimo efektów Jezus nie każe uczniom by rzucili się w wir działania ponownie, nawet z większym zapałem. Jeszcze nie teraz. Na to przyjdzie czas. On nie prosi ich o coś trudnego i niebezpiecznego.
Jezus zaprasza nas, by odpocząć, ale nie traktujmy tego jako przyzwolenie do leniwego odpoczynku. Jeśli ludzie odpoczywają podejrzewamy ich o błogie lenistwo. Nie wykluczam takiej możliwości. Zwykle jest wiele do zrobienia, co nie może usprawiedliwiać nas przez działanie, robienie czegoś. Dlatego Jezus uśmiecha się i mówi: „Idźcie na pustkowie i trochę odpocznijcie”. Dziś aktywność staje się nałogiem, pracoholizmem. Matematyk, fizyk i teolog Blaise Pascal powiedział:
„…więcej niż połowa problemów tego świata pochodzi od ludzi, którzy nie potrafią usiąść spokojnie”.
To, co robimy może mieć większe znaczenie, gdy zatrzymamy się na chwilę, niż gdy jesteśmy w ruchu. To o co jesteśmy proszeni w tej lekcji jest proste: pójść do miejsca wyciszenia, refleksji, przemyślenia.
Oderwać się od robienia czegoś, do bycia i poznania Boga.
Jak będziemy mogli usługiwać, kiedy nas trzeba będzie na noszach przynosić? Gdzie jest Twoje spokojne miejsce? Chodzisz tam często? Czy jest to miejsce modlitwy, czytania Biblii, grupa domowa, jak często jesteś w zborze? Odpoczynek, o jakim mówi Jezus, to miejsce wyciszenia, zbliżenia się do Boga, regeneracji sił duchowych, byśmy mieli co dać.
W tym tekście Jezus nie mówi o wielkich przedsięwzięciach, o wielkiej wierze, która porusza góry, ale o prostych rzeczach.
Pójść do miejsca wyciszenia bez telefonu, komputera, radia, TV … pójść.
Chcesz mieć chwilę odpoczynku, refleksji i słyszysz dzwoniący telefon. Ktoś wyjmuje go i zaczyna rozmowę, nie może czekać. Zniewoleni telefonami, to już fakt. Ludzie są rozdrażnieni, kiedy nie są blisko telefonu. Czy możecie wyobrazić sobie Piotra wysyłającego SMS-a do Jezusa: „Wszyscy szukają cię, czy możesz oddzwonić do nas?”.
Dawid w 23 psalmie zaprowadza do miejsca spokoju:
„Pan jest moim pasterzem i nie brak mi niczego. Pozwala mi odpocząć na zielonych pastwiskach, prowadzi mnie do wód spokojnych, pokrzepia moją duszę” (Ps 23.1-3).
Dzisiaj, Jezus uczy nas mądrości i konieczności znajdowania spokojnego miejsca u Jego stóp. Gdyby w tym miejscu zakończyć, moglibyśmy świętować dzień uroczystego lenistwa. Intrygujące jest to, co się zdarzyło później.
„Po wyjściu z łodzi Jezus zobaczył wielki tłum i ulitował się nad nimi, bo byli jak owce bez pasterza” (Mr 6.34).
Jezus i jego uczniowie szukają wyciszenia i okazało się, że łódź była jedynym miejscem, które mieli do dyspozycji.
Kiedy Jezus i uczniowie dotarli do ich celu wycofania się, świat już czekał i jego potrzeby.
Potrzebowali odpocząć, bo za chwilę czekała ich niezwykła praca – „dajcie wy im jeść” – usłużenie kilku tysiącom ludzi. Jezus pomnożył, ale uczniów potrzebował do rozniesienia chleba.
Jezus wszedł do naszego świata, ogłaszając bliskość Królestwa Bożego i zadeklarował wyzwolenie z grzechu, jarzma aktywności, zniewolenia. Nie skorzystał z zaoferowanej popularności, bo bliższy był mu ten niespokojny tłum potrzebujący duchowego wyciszenia, przecież byli osamotnieni. Jezus nie szukał okazji do wywiadów, nie czytał sondaży popularności, nie reklamował produktu swoich kandydatów. Nie budował królestwa, by rywalizować przez wybitną pracę Jego uczniów. On był Mesjaszem, a Jego chwała była chwałą Boga.
„Ludzie są głodni prawdy, więc nauczał ich wielu rzeczy”.
Jezus nauczył jak żyć i jak być wolnym od przymusu aktywności. Nauczył otwartych serc na potrzeby zmęczonych i zniewolonych grzechem, proponując wolność od zniewalającej zajętości.
Jezus uciął ewangelię pogoni.
Listopad 2007
utworzone przez Zdzisław Józefowicz | 27 kwietnia 2020 | 2020, Kwiecień 2020
„Samuel rósł, a Pan był z nim i nie pozwolił, aby nie spełniło się żadne z jego słów. Cały Izrael, od Dan do Beer-Szeby, dowiedział się, że Samuel jest wiarygodnym prorokiem Pana” (1 Sm 3.19).
Każdego dnia miliony słów przepływa przez agencje informacyjne. Każdej godziny jesteśmy bombardowani słowami reklam zachwalającymi wszystko co naj…, naj…, najlepsze na świecie — numer jeden. Powietrze wypełnione jest pustymi dźwiękami. Rzeczywistość jest nieco mniej kolorowa, mniej atrakcyjna. Znacznie więcej jest biedy, łez, nieszczęścia. Słyszymy paplaninę, niespójny bełkot, upadek słowa. Potoki słów bez pokrycia.
Jezus powiedział: „Niech wasze »tak« znaczy »tak« , a »nie« znaczy »nie«. Co ponadto pochodzi od Złego” (Mt 5.37).
Słowa te stawiają wierzącym bardzo wysoko poprzeczkę. Dziś mamy do czynienia z upadkiem odpowiedzialności za słowa. Mam poważne obawy, że w środowisku chrześcijańskim zjawisko też się zadomowiło. Chcę zwrócić naszą uwagę na to, jak wykorzystujemy informację, jaki z niej czynimy użytek lub jaki powinniśmy czynić. Każda z informacji, jakie do nas docierają, może być w różnoraki sposób wykorzystana: poprawny lub zły, dla dobra człowieka lub przeciw niemu, można nią manipulować i jednych wynieść na piedestał, a innych z niego strącić.
Dynamit ma w sobie element destrukcyjny, ale i pożyteczny (np. w kopalni). Elektryczność — krzesło elektryczne lub oświetlenie. Energia jądrowa — Hiroszima lub elektrownia.
Za dobrą informację lub donos, możesz otrzymać wynagrodzenie lub mieć satysfakcję. Zawsze jest wybór.
Zwiadowcy wysłani przez Mojżesza mieli zdobyć informacje o ziemi, ale po powrocie zaczęli manipulować informacją, wzbudzając bunt. Zwiadowcy nie mówili nieprawdy, ale mieli cel — wywołać reakcję. Tylko Kaleb stwierdził, że Anakici nie są przeszkodą, bo „Pan jest z nami”.
Wszyscy mamy jakieś informacje, na temat przywódców, rodziny, pracodawcy, jakiegoś człowieka, który zadarł ze mną, a ja mam na niego haka. Możemy manipulować informacją tak, że częściowo będzie prawdą. Co z tym robisz? Próbujesz naprawić czy lecisz do osiedlowego BBC? Jesteś wiarygodny?
Pewien student wygrał konkurs na ekologiczną informację, w której usiłował pokazać, jak podatni jesteśmy na bzdurną niewiedzę. W projekcie zachęcał ludzi, by podpisywali petycję dotyczącą ścisłej kontroli lub całkowitej eliminacji substancji chemicznej zwanej „tlenkiem wodoru; nazwa systematyczna oksydan”.
Podał oczywiście powody:
• ten związek może powodować nadmierne pocenie się i wymioty.
• jest to główny składnik kwaśnych deszczy.
• może powodować w stanie gazowym silne płomienie.
• Przypadkowe zachłyśnięcie może spowodować śmierć.
• zmniejsza skuteczność hamulców samochodu.
• substancja jest wykrywana w guzach nieuleczalnie chorych na raka.
Na 50 ludzi przetestowanych za całkowitym zakazem używania tej substancji chemicznej, 43 powiedziało tak, 6 było niezdecydowanych i tylko jedna osoba wiedziała, że tą substancją chemiczną było H2O (woda).
Wykorzystanie posiadanej informacji w sposób niewłaściwy może spowodować zamieszanie.
Ten wierzący ma dobry samochód, a ja tylko malucha. Oni jadają na porcelanowej zastawie, a ja tylko na glinianej „cienko”. Ona ma kuchnię wyposażoną we wspaniałe meble a ja nie. Co z taką informacją robimy? Puszczamy plotkę, chyba w sposób nieczysty zdobył wszystko, podgrzewamy siebie i innych czy błogosławimy?
Sprężyna została nakręcona, a później wystarczy ją uwolnić.
„Kto oszczędza słowa, ma wiedzę, kto panuje nad sobą, jest rozumny. Nawet głupca, gdy milczy, uznaje się za mądrego, gdy zamyka usta – za rozsądnego” (Prz 17.27-18).
Jednym z najważniejszych źródeł informacji dla chrześcijanina nie są dzieła filozofów, ale Biblia.
Ważne jest, aby nasz umysł był zapisany właściwymi informacjami:
„Słowo Chrystusa niech mieszka w was obficie” (Kol 3.16).
Możesz zachęcić do modlitwy, dać dobrą radę, dać namaszczoną informację, ludzie mogą dowiedzieć się o Bogu, albo będziesz milczeć i robić z nimi to, co oni, a później w domu będziesz próbować usprawiedliwiać się przed Bogiem.
Musimy wiedzieć jak przetwarzać informację. Musimy być biblijnym informatykami. Kiedy zagubisz się w podróży, co robić? Zatrzymaj się i zasięgnij informacji.
Naszym zadaniem jest, aby „Słowo Chrystusa mieszkało w nas obficie”. Zresetuj swój komputer, pozwól Bogu zapisać twój twardy dysk Słowem Chrystusa. Wyłącz wszystkie kanały i zostaw jeden.
Kilkadziesiąt lat temu programy komputerowe były niewielkie, nieprzeładowane i wypełniały zadziwiające zadania. Komputer o pojemności zaledwie 125 kb kontrolował lot na księżyc. Dziś przeładowane, rozrośnięte programy są skierowane na nasze kieszenie, a ich zdolności wykorzystujemy w ułamku procenta.
Posłużę się pewnym przykładem z badań kosmicznych. Istniał program Pioneer – misji amerykańskich sond kosmicznych przeznaczonych do prowadzenia badań przestrzeni międzyplanetarnej i planet. Starty sond Pioneer odbywały się w latach 1958 – 1978. Do najbardziej znanych i udanych należały misje sond Pioneer 10 i Pioneer 11, które dokonały pierwszych przelotów w pobliżu Jowisza i jako pierwsze osiągnęły prędkość ucieczki z Układu Słonecznego. Ostatnie bardzo słabe sygnały zdołano odebrać 23 stycznia 2003 roku. Sygnały emitował 8-watowy nadajnik, którego sygnał potrzebował dziewięć godzin, by dotrzeć do Ziemi. Inżynierowie zaprojektowali Pioniera 10 na okres użytkowania tylko trzech lat. Jego mały 8-watowy nadajnik radiowy dokonał więcej, niż przypuszczano. Nie był przeładowany informacjami.
Kiedy oferujemy siebie w służbę Bogu, On może pracować nawet przez kogoś z 8-watowymi zdolnościami.
Czy Biblia dziś ekscytuje? Nic nie może zastąpić Słowa Bożego w naszym życiu.
Miej zdrowe informacje i w zdrowy biblijny sposób nimi się posługuj. Jeśli chcesz słyszeć, co Bóg mówi, musisz spędzać z Nim czas, aby rozwijać swoją umiejętność rozpoznawania co mówi.
„Słowo Chrystusa niech mieszka w was obficie”.
Samuel nie pozwolił, by Słowo Boga było sponiewierane, upadło na ziemię, był wiarygodny.
Bywa, że kilku ogłoszeń nie pamiętamy lub je ignorujemy. To tylko słowa, nad którymi można przejść spokojnie. Ile pamiętamy z kazania, gdy dochodzimy do drzwi wyjściowych? Bóg nie mówi, by zająć nasz czas, ale chce by życie nasze zmieniało się pod wpływem Jego Słowa.
„Tak będzie ze słowem, które wychodzi z Moich ust, nie wraca do Mnie bezowocnie, zanim nie wykona tego, co chciałem, i nie osiągnie celu, w jakim je posłałem” (Iz 55.11).
Słyszymy Boże poselstwo w dzisiejszych czasach płynące z tysięcy kazalnic i jaki to ma wpływ na ludzi słuchających?
Bierni słuchacze – czy spotykasz ich dzisiaj? Przychodzą do zboru, śpiewają, podnoszą ręce podczas uwielbienia i pozostają zupełnie bierni wobec słowa, które słyszą.
Wiele razy słyszę komentarz; to było dobre słowo i dobre pozostało. Zamrożeni w stanie bierności.
Zdarza się, że współczesne pokolenie ma własną koncepcję Boga. „Stare style” nie są wystarczająco współczesne.
Ludzie uzależnieni od pobłażliwego stylu życia obecnego wieku.
„Słowo Chrystusa niech mieszka w was obficie”.
John R.W. Stott w książce „Biblia dzisiaj” powiada:
„Biblia jest niezbędna dla życia, wzrostu, karmienia, kierowania, reformowania, jedności i odnowy Kościoła. Kościół bez Biblii nie może istnieć”.
Jak jest w naszej chrześcijańskiej rzeczywistości? Słowa, słowa, słowa…?
Luty 2008
utworzone przez Zdzisław Józefowicz | 23 kwietnia 2020 | 2020, Kwiecień 2020
„Przypominam wam, bracia, Ewangelię, którą wam głosiłem, a którą przyjęliście i w której trwacie. Przez nią również dostępujecie zbawienia, jeśli zachowujecie ją tak, jak wam głosiłem, chyba że nadaremnie uwierzyliście. Przekazałem wam bowiem na początku to, co i ja przejąłem, że zgodnie z Pismem Chrystus umarł za nasze grzechy, że został pogrzebany i trzeciego dnia wskrzeszony z martwych, zgodnie z Pismem, że UKAZAŁ SIĘ Piotrowi, potem Dwunastu. Następnie UKAZAŁ SIĘ więcej niż pięciuset braciom jednocześnie, z których większość żyje do dziś, niektórzy zaś pomarli. Później UKAZAŁ SIĘ Jakubowi, potem wszystkim apostołom. A jako ostatniemu ze wszystkich, jakby poronionemu płodowi, UKAZAŁ SIĘ się także mnie”. 1Kor 15.1-8
„Nie mogę uwierzyć!”, „coś nadzwyczajnego, coś niezwykłego, coś niespodziewanego”. „Nie mogę uwierzyć, że dostałem pracę!”, „Nie mogę uwierzyć, że on to powiedział!”. Zdarza się, że wypowiadamy takie oceny, gdy myśleliśmy, że coś się nie zdarzy, a faktycznie miało miejsce.
Naśladowcy Jezusa Chrystusa nigdy nie zapomną pierwszego dnia po sabacie, zwłaszcza kobiety, gdy zastały pusty grób z odsuniętym kamieniem, bez pilnujących straży. Maria Magdalena, gdy zobaczyła odsunięty kamień, pobiegła do Piotra, wierząc, że ktoś ukradł ciało Jezusa. Tego poranku trwało zamieszanie, bieganie od grobu do grobu. Zamieszanie i niedowierzanie.
Wszystkie biografie ogólnie kończą się ze śmiercią osoby, której dotyczą. Biografia Jezusa nie ma zakończenia na cmentarzu. Ona trwa. Po zmartwychwstaniu Jezus ukazał się niewiastom, uczniom, ludziom kościoła, a towarzyszy temu niedowierzanie, lęk. Przyzwyczailiśmy się uważać śmierć za należącą do naturalnego porządku rzeczy. W rzeczywistości jest ona i pozostanie wrogiem nawet dla odkupionego chrześcijanina.
Uczniowie zgromadzili się za zamkniętymi drzwiami z obawy przed Żydami i doznali nowej obawy. Zamiast lęku przed religijnymi liderami, mieli nowy powód do lęku:
„Gdy to mówili, sam Jezus stanął pomiędzy nimi i powiedział: Pokój wam. Oni przerazili się i przestraszeni myśleli, że widzą ducha. A On ich zapytał: Dlaczego jesteście zatrwożeni? Dlaczego wątpliwości ogarniają wasze serca?” (Łk 24.36-38)
Jezus użył prostego codziennego pozdrowienia, które funkcjonowało między Żydami: „Pokój Wam”. Powiedział językiem, jakiego zawsze używał, by nie mieli wątpliwości. Pokazał rany, to musiał być dramatyczny i wzruszający moment, który odblokował umysły uczniów. Wiedzieli na pewno, że to nie jest duch. Zostali przesunięci od przygnębienia do tryumfalnej radości. Teraz wiedzieli, co znaczy, że On jest Drogą, Prawdą i Życiem.
„Być może transformacja uczniów Jezusa jest największym dowodem zmartwychwstania” (John R. W. Stott).
Ap. Paweł kierując do Koryntian swoje poselstwo, powiada, chcę Wam przypomnieć: „Ukazał się…”. Przez kolejnych 40 dni będą odbywać się spotkania z Jezusem, ostatnie wskazówki, zalecenia.
Wiara w zmartwychwstanie towarzyszy kościołowi od pierwszego dnia, gdy grób opustoszał i jest potwierdzana przez spotkania ze Zmartwychwstałym. Wymienieni przez Pawła świadkowie nie są jedynymi, ale równocześnie są uzupełnieniem relacji ewangelicznych.
Chrześcijaństwo Pawła ukształtowało się nie na podstawie objawień, ale żmudnej, dociekliwej pracy. Wszystko, co napisał w listach, było wynikiem pracy, doświadczeń, służby, studiowania Pism Zakonu i prowadzenia Ducha Św.. Pomimo wielu spotkań z Jezusem byli kwestionujący fakt zmartwychwstania.
W życiu chrześcijańskim nie chodzi o poglądy, ale fakty. Jeśli usuwamy zmartwychwstanie, usuwamy fundament zbawienia. Chcemy powtórzyć za ap. Pawłem: „a jednak Chrystus został wzbudzony z martwych”. Skutkiem zmartwychwstania może mało zauważalnym powiada ap. Paweł jest pochłonięcie śmierci w zwycięstwie.
Miliony ludzi wierzyło i wierzy w prawdę o Jezusie Chrystusie i gotowi są dla tej prawdy ponosić najwyższą cenę. Kiedy uczniowie otrzymali moc Ducha Św., zaczął się marsz na miasta Europy. Mówili o tym, co Bóg uczynił dla nich i między nimi. Nie opowiadali snów ostatniej nocy lub co im się wydaje, ale głosili Jezusa Zmartwychwstałego, żyjącego, mającego moc, a On potwierdzał świadectwo znakami i cudami. Oni nie musieli szukać dowodów potwierdzających ich chrześcijaństwo. Oni żyli tak, że wszyscy wiedzieli, czy mają do czynienia z chrześcijanami, czy poganami. Apostołowie mieli jedno zwiastowanie — Jezus Chrystus zmartwychwstały — apostolscy fanatycy. Tak, byli zakochani w Tym, który dał im nowe życie.
W kim jesteś zakochany, o nim mówisz.
Apostołowie głosili Imię Jezusa obecnego w ich życiu, a nie jakąś odkurzoną historyjkę. Wszystko czynili w jednym celu, który ap. Paweł określił:
„…abyśmy dla Imienia Jego przywiedli do posłuszeństwa wiary wszystkie narody” (Rz 1.5).
Nauczanie w swej treści miało poselstwo o śmierci i ukrzyżowaniu Jezusa Chrystusa. Ap. Paweł jednak powiada: „bylibyśmy pożałowania godni, gdybyśmy w tym miejscu się zatrzymali”.
Poselstwo apostołów miało ważne przesłanie: Chrystus zmartwychwstał.
Zmartwychwstanie stało się pieczęcią dla tego, co było napisane.
Dla chrześcijan nadzieja nie jest niewyraźna. Mamy nadzieję, która jest historyczna i osobista. Mamy nadzieję, która staje przed pustym grobem Jezusa i oświadcza: „Jezus żyje!”. Każdy na swojej drodze potrzebował usłyszeć i spotkać Jezusa rozmawiającego z nimi. Potrzebowali przełamać lęk i obawy, aby z odwagą mówić o Zmartwychwstałym, aż zostali wyposażeni w moc Ducha Św..
Jego obecność była bardzo prawdziwa.
Kwiecień 1987
utworzone przez Zdzisław Józefowicz | 19 kwietnia 2020 | Kwiecień 2020, 2020
„Tomasz, jeden z Dwunastu, zwany Didymos, nie był z nimi, kiedy przyszedł Jezus. Inni więc uczniowie powiedzieli mu: Widzieliśmy Pana. On jednak powiedział: Jeśli nie zobaczę na Jego rękach śladu gwoździ i nie włożę palca w miejsce gwoździ, i nie włożę ręki w Jego bok, nie uwierzę. A po ośmiu dniach Jego uczniowie znowu byli w domu, a z nimi Tomasz. Chociaż drzwi były zamknięte, Jezus przyszedł, stanął pośrodku i powiedział: Pokój wam! Następnie oznajmił Tomaszowi: Podnieś tu swój palec i zobacz Moje ręce, podnieś swoją rękę i włóż w Mój bok, i nie bądź niewierzącym, lecz wierzącym. Wyznał Mu Tomasz: Mój Pan i mój Bóg. Jezus mu powiedział: Uwierzyłeś, ponieważ Mnie ujrzałeś. Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli” (Jan 20.24–29).
„Powiedz mi dziadku, o Jezusie, gdy on umarł. Powiedz mi, jak włożyłeś Twoje ręce w Jego rany. Powiedz mi, jak nauczyłeś się prawdy o zmartwychwstaniu. Powiedz mi, jak Twoje życie zostało zmienione tamtego dnia. Czuję się tak sfrustrowany, że urodziłem się zbyt późno, by widzieć i dotknąć. Ty byłeś tak szczęśliwy, mogłeś Go spotkać i zobaczyć Jego zmartwychwstanie”.
Tomasz popatrzał na wnuka, młody człowiek, otwarty, wrażliwy, pytający i wątpiący. Tomasz widział się w swoim wnuku. Tomasz znalazł wygodne miejsce pomiędzy poduszkami fotela i zaczął.
„Chcę powiedzieć Ci wszystko o moim spotkaniu ze Zmartwychwstałym Chrystusem. Chcę powiedzieć Ci, że moje doświadczenie nie może być Twoim doświadczeniem, chcę powiedzieć, co zdarzyło się, ponieważ to był zwrotny punkt mojego życia …chociaż być może trudno będzie to wyobrazić sobie”.
„Czy od tamtego czasu Ty byłeś w stanie zaufać w wierze, nie miałeś nigdy więcej zwątpień i pytań? Nie myślę, że mógłbym kiedykolwiek być tak silny w mojej wierze” – powiedział wnuk.
„Oczywiście, zwątpiłem, i ciągle potrzebuję odnowienia i zaangażowania w codziennym życiu dla Jezusa. To moja natura — wątpić. Wyraźnie, odziedziczyłeś ten rodzinny rys wnuczku”.
Kilkadziesiąt lat temu niektórzy sceptycy uważali, że chrześcijaństwo umiera, a ludzie są w stanie żyć bez religii. Wydarzenia ostatnich kilkunastu lat jednak przeczą temu: film Mela Gibsona „Pasja”, książka Browna „Kod Leonarda da Vinci”, niewiarygodny sukces „Left Behind” („Pozostawieni”) opowieści, która sprzedała się w ponad 40.000.000 egzemplarzy. Nie wnikam w biblijną poprawność, ale patrzę na zjawisko.
Co się stało? Dlaczego tak jest? Co jest tajemnicą dynamiki chrześcijaństwa? Ewangelia Jana mówi, że uczniowie zebrali się po ukrzyżowaniu Jezusa w zamkniętym pomieszczeniu z obawy przed represjami. Jezus nagle pojawił się, przywitał ich i pokazał rany na dłoniach i boku. Powiedział, że wysyła ich, tak jak Ojciec wysłał Jego, a potem zrobił bardzo dziwną rzeczy. Biblia mówi: „…tchnął na nich i powiedział: Weźcie Ducha Świętego”. Co to było?
Jezus rozpoczął rewolucję przemian, która nigdy się nie zatrzymała. Chrześcijaństwo kształtowało sztukę i myśl wszystkich wieków. Doprowadziło do powstania wielkich uniwersytetów, rozwoju medycyny i filantropii, etyki. Gdy Jezus tchnął Ducha Św. na uczniów w tym małym pokoju, przekształcił świat na wieki.
Duch i moc Boga są nadal aktywne i są przypomnieniem, że Duch Boży, który unosił się nad powierzchnią wód w stworzeniu, nadal pracuje. Duch Boży będzie przejawiać się w tak twórczy sposób, że będziemy całkowicie zaskoczeni. Ludzie boją się nieznanego. Przed uczniami było nieznane, ale Bóg nie zawiedzie.
Reakcja Tomasza na wieść o zmartwychwstałym Chrystusie nie powinna dziwić. Był realistą.
Czemu mówię jeszcze o zmartwychwstaniu? Tomasza nie było, gdy Jezus objawił się innym jako zmartwychwstały. Mówię o tym, aby przypomnieć, że Wielkanoc to nie tylko jeden dzień wspomnień. Wielkanoc to nie tylko święto, to sposób życia.
Część ludzi, jak Tomasz, boi się uwierzyć. Wątpliwości nie dopadają nas w nocy. One skradają się powoli, krok za krokiem.
Pierwszym krokiem w kierunku wątpliwości jest nieobecność w gronie ludu Bożego.
Drugą rzeczą, którą musisz zrobić, to otoczyć się ludźmi wiary.
Kawałek węgla drzewnego pozostanie czarnym kawałkiem, jeśli będzie z boku paleniska. Gdy jesteśmy z wierzącymi, będziemy rozpalać naszą wiarę ponownie.
Wierzę, że wewnątrz nas jest iskierka nadziei, która pozwala nam zerknąć zza naszych drzwi wątpliwości i strachu, spojrzeć jak przez dziurkę od klucza, i dostrzec Zmartwychwstałego. Pierwszy dzień tygodnia był emocjonalną mieszanką rozpaczy i smutku. Strach i lęk wypełniają powietrze i tylko słowa Marii Magdaleny, „Widziałam Pana”, otrzymują potwierdzenie. Stanął Jezus między nimi. Pokazuje ręce i bok, mimo że nie oczekują takiego dowodu — nie oni.
Co, gdyby Jezus ukazał się uczniom, bez blizn? Nie byliby w stanie zaufać, że ten naprawdę jest ich zmartwychwstałym Panem, który umarł na krzyżu. Brak blizn rodziłby pytanie, czy Chrystus rzeczywiście rozumiał ludzki ból i cierpienie.
Tomasz oświadczył: „Mój Pan i mój Bóg”. Tym wyznaniem wypowiedział najpotężniejsze wyznanie tożsamości Jezusa w Ewangelii.
Czy to nie jest dziwne, że Bóg może wzbudzić Jezusa z martwych, ale nie usunąć ran po gwoździach? Przeoczenie? Na pewno nie.
Kiedy Jezus pokazał uczniom swoje blizny, mówił: „Tu jest mój podpis”.
Te blizny służą jako przypomnienie, że Bóg jest z nami we wszystkich sytuacjach. Kiedy cierpimy, wiemy, że Chrystus może powiedzieć: „Byłem w tym i mam rany jako dowód”. Nie wszystko i nie zawsze musimy mieć uzdrowione. Blizny są też potrzebne.
Osiem dni później, Tomasz dołączył do grona wierzących, przechodząc od niewiernych do wiary. Przypomina to nam, że droga wiary jest niezbędne dla wszystkich.
Oszałamia w tym tekście fakt, że Jezus nie ma żadnej pretensji, mimo że miał prawo do tego. Powiedział „Pokój wam”. Mogli spodziewać się wykładu: „sądzicie, że jesteście w porządku, myślałem, że mogę na was liczyć. Okazało się, że jesteście tchórzami. Zobaczcie przebite ręce, bok. Co z tym zrobić?” Przywitał ich tak jak za dawnych czasów: „Shalom”, jakby nic się nie stało. Oto zapowiedź nowej jakości życia.
„Na początku swojej wspaniałej powieści „Nędznicy” Victor Hugo opisuje robotnika Jeana Valjeana, który jest skazany na pięć lat więzienia za kradzież bochenka chleba, aby ratować rodzinę od głodu. Po 19 latach opuszcza więzienie i wyczerpany, trafia do domu starego biskupa, który wita go grzecznie i traktuje jak honorowego gościa.
Valjean, kradnie srebrne sztućce i ucieka. Następnego dnia przyprowadza go policja do domu biskupa. Za taką zdradę Valjean wie, że trafi ponownie do więzienia i wtedy stary biskup zadziwia jego i policjantów.
A, jest pan wreszcie! Zawołał patrząc na Jana Valjean. Rad jestem, że pana widzę. Jak to, darowałem panu przecież również i lichtarze, które są też ze srebra i za które dostałbyś co najmniej dwieście franków. Czemu nie zabrałeś ich razem z nakryciem”?
Jan Valjean otwarł oczy i patrzył na czcigodnego biskupa wzrokiem, którego żaden język nie wysłowi.
Ekscelencjo, odezwał się wachmistrz żandarmów – a więc to prawda, co mówił ten człowiek? Spotkaliśmy go na drodze. Szedł tak, jakby uciekał. Zatrzymaliśmy go i przejrzeliśmy jego rzeczy. Miał przy sobie to srebro…
I powiedział wam, przerwał z uśmiechem biskup, że mu je dał stary poczciwiec, ksiądz, u którego nocował? Rozumiem, o co chodzi. I przyprowadziliście go tutaj? To pomyłka.
A więc – odrzekł wachmistrz – możemy go puścić?
Oczywiście – odpowiedział biskup.
Żandarmi puścili Jana Valjean, a on cofnął się.
Przyjacielu – odezwał się biskup – oto twoje lichtarze. Weź je.
Zdjął z kominka dwa srebrne lichtarze i przyniósł Janowi Valjean.
A teraz – rzekł biskup – niech pan odejdzie w spokoju. A gdybyś chciał kiedyś wrócić tutaj, przyjacielu, nie trzeba przechodzić ogrodem. Zawsze możesz i wejść, i wyjść przez drzwi od ulicy. Zamknięte są tylko na klamkę i w dzień, i w nocy”.
„Pokój wam” mówi Chrystus, to nowa jakość życia.
Większość z nas woli mówić, analizując życie: „nie byliśmy tak źli, jesteśmy dobrzy”. Jezus nigdy by nas nie zatrudnił na tych warunkach. Uczniostwo zaczyna się w miejscu, w którym uświadamiam sobie, co zostało mi przebaczone. Ap. Paweł wie o tym, ponieważ Jezus wybrał go, człowieka, który prześladował chrześcijan.
Nasze życie może czasem wydawać się bardzo ciemne i Bóg nie obiecuje, że nie będziemy zmagali się z duchową nocą, ale On obiecuje nam świt. Jezus nie powiedział: „Będę Zmartwychwstaniem i Życiem”. On powiedział: „Jestem Zmartwychwstanie i Życie”.
Jesteśmy ludźmi Wielkanocy.
Czy Tomasz słusznie nazywany jest niewiernym Tomaszem?
Martin Luther King powiedział: „Wiara jest pierwszym krokiem, nawet jeśli nie widać całej klatki schodowej”.
Żyjmy w wierze życiem Zmartwychwstałego. Trzymajmy się społeczności, by nie podglądać przez dziurkę od klucza, czy na pewno zmartwychwstał?
On przebacza, kocha i powiada: „IDŹCIE, LUDZIE WIELKANOCY!!!”
Kwiecień 2012
utworzone przez Zdzisław Józefowicz | 18 kwietnia 2020 | 2020, Kwiecień 2020
„Po swoim zmartwychwstaniu, wczesnym rankiem pierwszego dnia tygodnia, Jezus ukazał się najpierw Marii Magdalenie, z której przedtem wyrzucił siedem demonów. Następnie ona poszła i oznajmiła to tym, którzy z Nim byli, pogrążonym w smutku i płaczu. Oni jednak słysząc, że żyje i że Go widziała, nie chcieli jej uwierzyć. Po tym wszystkim w innej postaci ukazał się dwom z nich na drodze, gdy szli na wieś”. Mr 16.9-12
Tłem tego rozważania jest zakończenie Ewangelii Łukasza. Zacytowany tekst w nagłówku wprowadza nas w poranek zmartwychwstania. Zakończenie Ewangelii zawiera wiele kontrastów. Zwróciły moją uwagę sformułowania, które mówią o przygnębieniu, zaskoczeniu, zakłopotaniu, zdziwieniu, nierozpoznaniu. Dwaj uczniowie w drodze do Emaus, nie mogli nie rozmawiać o tym, co się stało w Jerozolimie. Wydarzenie zdominowało rozmowę, miało wpływ na życiowe decyzje. Jeśli to był koniec, trzeba poczynić nowe plany. Teraz wszystkie ich nadzieje i sny były tak martwe, jak Jezus. Zmartwychwstały Pan dołączył do Kleofasa i jego przyjaciela na drodze do Emaus, ale oni nawet w tym momencie nie potrafili zmienić tematu rozmowy. Zapytani o temat rozmowy wyrażają zdziwienie ustami Kleofasa: „Ty jesteś chyba jedynym przybyszem w Jeruzalem, który nie wie o tym, co tam się stało w tych dniach” (Łk 24.18).
Chciałoby się wejść w tę scenę i powiedzieć tym dwóm: „co jest z wami, nie widzicie, że to Jezus?” Dlaczego oni nie mogą rozpoznać Jego? Przecież nie był w przebraniu. Czy Jezus płata im figla?
Nie rozpoznali, bo: „Lecz ich oczy były jakby zasłonięte, tak że Go nie poznali” (Łk 24.16).
Lubimy być rozpoznawalni. Wielokrotnie widziałem na lotnisku, oczekujących ludzi na wychodzących pasażerów. Obce twarze i nagle widzisz u kogoś błysk w oczach, szeroki uśmiech, rozpostarte ramiona. Jest wśród tych obcych ta jedna twarz, która jest rozpoznana. Przyjemne uczucie dla obydwu stron. Czasem ktoś was rozpoznaje, macha na powitanie, a my stoimy zastanawiając się kto to jest?
Kleofas i przyjaciel jego idą przygnębieni, zapamiętali ukrzyżowanego, martwego Jezusa. Ten idący obok nich Jezus jest bez kontekstu, bez odniesienia. Takiego jeszcze nie znali. Jezus pozwala, by opowiedzieli co wiedzą o Nim, jakie mają odniesienie do całej sytuacji.
„Oni zaś odpowiedzieli: O tym, co dotyczy Jezusa z Nazaretu, który był wielkim prorokiem w działaniu i w mowie przed Bogiem i całym ludem, o tym, jak arcykapłani i przywódcy wydali Go na śmierć i ukrzyżowali. A my spodziewaliśmy się, że On właśnie ma wybawić Izraela. Dzisiaj upływa już trzeci dzień, jak się to wszystko stało” (Łk 24.19-21).
Frustrująca scena! Przecież byli uprzedzeni. Nie pamiętali. Kamień zakrywał im nadal grób. Stoi przed nimi Jezus, a oni go nie rozpoznają.
Zadaję sobie pytanie, ilu ludzi chodzi daleko od poranka zmartwychwstania? Wiedzą co Jezus powiedział. Mamy słowa aniołów, że On żyje! Śpiewają Alleluja, On Zmartwychwstał. Jednak jasność, świętość i zapach Wielkanocy zanikają po kilometrze lub dwóch w drodze do Emaus.
Ile kilometrów już jesteśmy w drodze do Emaus? Czujemy może tylko zapach spalin samochodu kierowcy, który wepchnął się przed nas i włączamy naszą trąbkę wielkanocną. Nie musimy przejeździć zbyt wiele kilometrów od Wielkanocy, by się dać złapać w ruch na drodze do Emaus.
Chwytają nas nasze zmartwienia i frustracje, cierpimy i umieramy, gniewamy się i radujemy. Marzymy o doskonałym życiu i rozczarowujemy się, nie możemy pozbierać kawałków rozbitego życia. „Spodziewaliśmy się”, że On coś zrobi. Mieliśmy wielkie nadzieje! Jak daleko jeszcze będziemy podążać do Emaus, zanim zatrzymamy się na drodze i spojrzymy na siebie? Jeszcze nie zareagowali, bo już myślami byli w swoim Emaus. „Na to On powiedział do nich: O, bezmyślni i zbyt nieczułego serca, by wierzyć we wszystko, co powiedzieli prorocy. Przecież Mesjasz musiał to wycierpieć, by wejść do swojej chwały” (Łk 24.25-26).
Szli drogą od Wielkanocy do Emaus dwaj uczniowie, zabrakło im kontekstu życia. Im dalej byli od Jerozolimy, tym słabszy był zapach Zmartwychwstania, aż zasiedli do stołu, do kolacji. Nagle gość stał się gospodarzem, wziął chleb, złamał i zobaczyli. To była iskra jak wymówione imię przez Jezusa do Marii.
Często nie widzimy Jezusa z powodu huku naszego życia, wydarzenia niszczą nasze marzenia, zanurzają nas w depresji i goryczy. Zawiedli Go, zostawili, rozproszyli się, ale On był na drodze do Emaus i, mimo że ostro im przypomniał, co miało się zdarzyć, powiadają: „Czy serce nie biło nam mocniej, gdy mówił do nas w drodze i wyjaśniał Pisma?”
Wróć do Jerozolimy, a serce zacznie bić nowym rytmem, poczujesz ten wspaniały zapach Zmartwychwstania, zapach Wielkanocy. Ludzie potrafią tak wiele zrobić, by pielgrzymować do szczególnych miejsc, jak: Lourdes, Compostela, Madjugorje, ponieważ liczą na inne życie. Tylko zmartwychwstały Chrystus może wejść i przekształcić życie rozczarowanych i zawiedzionych.
Jeśli pojawiło się przygnębienia w teście naszego życia, to niech radość z obecności Jezusa zawróci nas z drogi do Emaus. Drogi własnych decyzji, powrotu do starych rzeczy, a wróćmy do Jerozolimy. Miejsca chwały dla Boga, uświęcenia, przebaczenia. Bywa, że życie skłania nas do decyzji – wrócę do Emaus, tam będzie łatwiej żyć, tyle możliwości. Emaus nie jest naszym miejscem. Nie w Emaus uczniowie mieli doświadczyć mocy Ducha Św., ale w Jerozolimie, tu mieli czekać i doświadczyć zmiany przygnębienia w radość.
Jezus przyłączył się do tych, którym nie był potrzebny cały świat u stóp, ale potrzebowali nadziei na przyszłość. Nie obraził się, że Go nie rozpoznali, ale On rozpoznał ich i zostawił im zapach Zmartwychwstania.
Oto historia, która przygnębiła i taka byłaby pointa życia Jezusa na ziemi, gdyby nie dotyczyła zbawienia, a tylko zwykłej śmierci, nawet jeśli niesprawiedliwie zadanej. Dziękuję Bogu, że Ewangelia nie kończy się na cmentarzu, ale w Betanii.
„Potem wyprowadził ich aż do Betanii, podniósł ręce i pobłogosławił. Podczas gdy ich błogosławił, rozstał się z nimi i został uniesiony do nieba” (Łk 24.50-51).
Kwiecień 2008