utworzone przez Zdzisław Józefowicz | 29 listopada 2020 | 2020, Listopad 2020
„A gdy Atalia, matka Achazjasza, dowiedziała się, że jej syn nie żyje, postanowiła wytracić całą rodzinę królewską.
Lecz Jehoszeba, córka króla Jorama, siostra Achazjasza, zabrała Joasza, syna Achazjasza, wykradła go spośród synów królewskich przeznaczonych na śmierć i umieściła go wraz z jego mamką w pokoju sypialnym, i w ten sposób ukryto go przed Atalią, tak iż uniknął śmierci” (2 Krl 11,1-2).
Każde pokolenie jest pokoleniem byłego pokolenia.
W dzisiejszych czasach trwa wojna o wartość rodziny, zwłaszcza tę tradycyjną. Specjaliści od inżynierii społecznej próbują przedefiniować pojęcie rodziny, jakby oni pierwsi ją wymyślili. Chcą, byśmy zaakceptowali to, co niemoralne jako moralne, niepożądane jako nieuniknione. Ataki przychodzą na wielu płaszczyznach – od radykalnej ideologii feministycznej do promowania konsumpcyjnego stylu życia; od aborcji do dystrybutorów farmaceutyków. Od aktywistów promujących rozwiązłość do homoseksualnych grzesznych związków. Jest to bitwa o umysły i dusze. Nie słuchajcie ludzi, którzy mogą być naukowcami i twierdzić, że twoja płciowość zależy od tego, kim się czujesz, a nie kim jesteś. Biblia takich fachowców nazywa ludźmi o spaczonych umysłach.
„Podobnie jak Jannes i Jambres przeciwstawili się Mojżeszowi, tak samo ci przeciwstawiają się prawdzie, ludzie spaczonego umysłu, nie wytrzymujący próby wiary. Ale daleko nie zajdą, albowiem ich głupota uwidoczni się wobec wszystkich, jak to się i z tamtymi stało” (2 Tym 3,8-9).
Wszyscy powinniśmy być zainteresowani wyjściem i rozwiązaniem z tego moralnego kryzysu. Niezależnie czy mamy dorosłe, czy małe dzieci albo ich w ogóle nie mamy, ponieważ to dosięga każdego.
Cytowany tekst prowadzi nas do pewnej refleksji.
Atalia matka króla Achazjasza po śmierci syna postanowiła zniszczyć całą królewską rodzinę. Jehoszeba, córka króla Jehorama, a zarazem siostra Achazjasza, odważyła się z narażeniem życia ukryć Joasza syna Achazjasza. Nastało 6 lat rządów krwawej matki Atalii, ale też sześć niezwykłych lat w ukryciu, w świątyni Pana.
Jak mogło do tego dojść?
W Izraelu panował bezbożny król Achab. Poślubił kobietę imieniem Izabel, o której tylko złe rzeczy można powiedzieć. Z tego związku narodziła się dziewczynka, której nadano imię Atalia. Achab szukał przymierza z państwem południowym. Pod namową żony uznał, że najlepszym sposobem będzie skojarzyć ich córkę z synem króla Jehoszafata. Północne Królestwo Izrael już zostało zwiedzione przez niegodziwość Izabeli i Achaba ku bałwochwalstwu. Wysmażyli małżeństwo w piekle.
Atalia na wzór matki zaczęła prowadzić Judę na manowce. Nie była daleko z tyłu. Ona była naprawdę niegodziwą i nieczułą osobą. Wpłynęła na męża, Jehorama, by zabił wszystkich swoich braci (2 Krn 21,4).
„Gdy Jehoram objął władzę królewską po swoim ojcu i umocnił się w niej, kazał pozabijać swoich braci mieczem, a także niektórych spośród książąt Izraela”.
Po śmierci syna jej miłość do władzy spowodowała, że potencjalnych rywali do tronu kazała zabić. Zdarzył się jednak cud. Bóg miał wierną kobietę, przygotowaną na tę godzinę – Jehoszebę. Poślubiona z pobożnym człowiekiem, kapłanem Jehojadą. Ratując Joasza przeszkodziła diabelskiemu planowi, by pozbawić ciągłości linię, z której miał wywodzić się Mesjasz. Kiedy Joasz osiągnął wiek siedmiu lat, został proklamowany jako król. Bohaterski wysiłek jednej pobożnej kobiety poślubionej pobożnemu mężczyźnie uratował Joasza.
W tej historii o Atalii i Jehoszebie znajduję analogię do dzisiejszych czasów. Jeśli pójdziemy na łatwą współpracę z wrogiem, jakim jest diabeł a symbolem jego jest Ataliia, to wszelkie zło skieruje się przeciw naszym dzieciom. Jehoszeba jest symbolem wszystkich pobożnych rodziców i ludzi, którzy chcą służyć Bogu, chcą razem z dziećmi Jemu służyć. Młody Joasz jest symbolem tych dzieci, które są tak łatwą zdobyczą dla wroga. Jeśli Kościół nie sięgnie po dzieci, jeśli pobożni rodzice nie nauczą, nie przygotowują, jeśli chrześcijanie oddani Bogu nie dotkną życia dzieci, wtedy szatan będzie szukał sposobu, by uchwycić ich umysły, serca i zniszczyć je.
Jeśli Jehoszeba nie dostanie ich, to dosięgnie je Atalia.
Czasami zapominamy, że Bóg ma cel dla każdego życia i powierzył nam przyszłości naszych dzieci. Bardzo nam zaufał, że spełnimy odpowiedzialnie swoje rodzicielstwo. Każde dziecko jest ważne. To jest naprawdę więcej niż banał. Możecie być pewni, że diabeł zatrudnia już swoich pracowników, by szukać i zniszczyć młode serca i umysły. Diabeł niczego tak nie kocha, jak kraść, niszczyć i zabijać, zniszczyć umysły i serca naszych dzieci.
Decyzje, które podejmiecie w sprawie waszych dzieci, wycisną piętno na ich jutro. Diabeł podejmie próby na wielu płaszczyznach: emocjonalną dewastację, przez konflikt rodzinny, psychiczne ciśnienie rówieśników. Pozostaje tylko jedno: podzielić się z nimi Chrystusem. Musimy widzieć wyraźnie, że najważniejsza odpowiedzialność spoczywa na rodzicach. Bóg łaskawie „pożyczył” nam dzieci. Powierzył stanowisko zarządcy wychowywania dziecka w zdrowej rodzinie. Nosisz najważniejszą odpowiedzialność duchowego dobrobytu twoich dzieci. Nie wystarczy zapewnić dom, ubranie, jedzenie, dobrą edukację, lekcje muzyki, zdrową rekreację. To są rzeczy dobre, ale jeśli musisz wybrać między nimi a trochę duchowym życiem, to jest daleko lepiej, by zaniechać tego trochę, na rzecz oddanego duchowego życia. Twoje dzieci potrzebują zrozumieć pierwszeństwo chrześcijaństwa daleko więcej niż wiedzy o pierwszoligowym klubie piłki nożnej. Twoje dzieci potrzebują chrześcijańskiego wychowania daleko więcej niż najlepszej szkoły. Musisz przez twoją mowę i życie, dać dzieciom znać, że Jezus jest najważniejszą osobą w twoim życiu. Ciężar spoczywa na każdym z rodziców.
Ciężar spoczywa też na Kościele. Musimy wyraźnie widzieć, że to jest nasze zadanie głosić ewangelię wszystkim ludziom w tym i dzieciom. Jehoszeba ryzykowała i wyrwała z objęć śmierci Joasza. Rodzice popełniają kardynalny błąd, twierdząc, że „dzieci są jeszcze małe, jest przed nimi jeszcze wiele czasu, by zwrócić się do Chrystusa”. Czy jest to prawdą?
Dzieci nie muszą mieć zdewastowanych lat przez pracę szatana. Jezus powiedział:
„Pozwólcie dzieciom przychodzić do mnie”.
Jak młody Tymoteusz, mogą znać Jezusa od młodości. To jest odpowiedzialnością Kościoła, by zrobić wszystko, by ten cel osiągnąć. Musimy sięgnąć do ich serc i ich rodziców z poselstwem, które zaprasza i ekscytuje, jeśli mamy ich zatrzymać.
Jeśli Jehoszeba nie dostanie ich, to dosięgnie je Atalia.
Jehoszeba przyniosła Joasza do Świątyni. I to jest dokładnie to miejsce, gdzie potrzebujemy przyprowadzić dzieci. Musimy wprowadzić je w dom Boga. Musimy nauczyć te młode, chętne i otwarte umysły prawdy o Jezusie Chrystusie. Nie jest to zaledwie jakaś praca, to jest przywilej od Boga. Kościół nie jest przechowalnią z odpowiedzialnością za duchową edukację. Kościół ma budzić święty niepokój w rodzicach o dzieci. Nikt nie zdejmie z rodziców odpowiedzialności, jeśli pozwolą wrogowi zdewastować duchowe życie dzieci.
Jeśli Jehoszeba nie dostanie ich, to dosięgnie je Atalia.
Kto wie jaki lekarz, prawnik, naukowiec, jaki pastor, jaki Boży mężczyzna czy kobieta z waszych dzieci wyrośnie.
Susann Wesley miała dziewiętnaścioro dzieci (10 zmarło jako niemowlęta). Ona z tego powodu mogłaby usprawiedliwiać się zmęczeniem, obarczeniem obowiązkami, by jeszcze troszczyć się o duchowe potrzeby dzieci. To z powodu jej wierności w chrześcijańskim postępowaniu John i Karol Wesley zmienili oblicze angielskiego społeczeństwa dla Jezusa Chrystusa.
Nauczyciel szkółki niedzielnej Edward Kimball był wierny, by świadczyć młodemu człowiekowi o Bożej łasce i dał jednego z największych ewangelistów tamtych czasów D. L. Moody. Z powodu waszej wierności, jakaś młoda dusza wygra życie i z Chrystusem zmieni historię ludzi dla Boga. Jeśli zawiedziemy, jak będziemy mogli mówić o doświadczeniu w Bogu? Co opowiesz następnemu pokoleniu?
Ufajcie Bogu, mimo że czasem będzie trudno. Jeśli wasze dzieci nie znajdą się w świątyni pod opieką Boga, dosięgnie je duch Atalii tego świata.
Jednak jest dobra wiadomość: Chrystus przyszedł, aby złamać przekleństwo niewiary, nieposłuszeństwo i nasz bunt. On przybędzie na czas. Naszym zadaniem jest tylko Jemu ufać.
Jeśli Jehoszeba nie dostanie ich, dosięgnie je Atalia.
czerwiec 2008
utworzone przez Zdzisław Józefowicz | 15 listopada 2020 | 2020, Listopad 2020
„…Nauczycielu, nic cię to nie obchodzi, że giniemy?” (Mr 4,38).
Werset jest wyjęty z kontekstu opowiadającego o uciszeniu burzy nad jeziorem galilejskim.
Powiedzieć do Jezusa Syna Bożego, który przyszedł na ziemię, opuścił bezpieczeństwo nieba, stał się człowiekiem, by umrzeć w naszej sprawie: „nic cię to nie obchodzi?”, wydaje się arogancją.
Jesteśmy dobrze przygotowani, by zadawać pytania, niż udzielać dobrych odpowiedzi.
Łatwej jest wskazać palcem na Boga i powiedzieć: „giniemy”, „nie dbasz”. Powinniśmy jednak patrzeć na powód bycia w łodzi. Po drugiej stronie jeziora był człowiek, zniewolony, odarty przez demony z ludzkiej godności. Doświadczenie burzy wskazuje, z czym przyjdzie zmierzać się uczniom. Grzech i śmierć znalazły drogę, by rujnować życie. Czasem okoliczności przytłaczają nas i zastanawiamy się, czy jest jakieś wyjście, które może pomóc i objawić miłość Boga.
Kiedy przychodzi „zła duchowa pogoda”, to myślisz, że masz prawo liczyć na Jezusa, że będzie pracować nad twoją sprawą, walcząc o ciebie, trzymając wiosła, wylewając wodę, ale najwyraźniej nie zawsze. Okoliczności druzgoczą nasze serce.
„Jezu, śpisz? Umieram tutaj! Moja rodzina w niebezpieczeństwie! Nie pomożesz? Za chwilę utoniemy, dlaczego nie odpowiadasz?” Myślałeś, że Jezus w twojej łodzi powinien gwarantować jakieś gładsze żeglowanie. Z Chrystusem w naszej łodzi spotykamy ten sam przerażający wiatr i fale jak wszyscy inni. Zachowujemy się, jak gdyby jednym z efektów wiary miał być jakiś rodzaj szczepionki przeciw zdrowemu strachowi. Uczniowie mogli zastanawiać się, skoro Jezus jest z nami, czemu jesteśmy przerażeni? Istotne jest, że uczniowie mieli do kogo zawołać.
Prawdziwym niebezpieczeństwem w burzy jest Jezus Chrystus.
On nie unikał burzy, zostawiając uczniów na pastwę żywiołów, ale był z nimi, by powiedzieć: nie życie na ziemi jest celem, ale wieczność, a te epizody pozwolę wam przeżyć, będąc z wami.
Niezależnie od sytuacji pozwalajmy Jezusowi na kontrolę życia niż na kontrolowanie Jezusa.
Historia jest zaproszeniem, by zaufać Bogu. Nie tylko, kiedy życie jest dobre, w dobrych czasach, kiedy mamy zdrowie, pieniądze i rodzinę, ale zaufajmy Bogu wśród burz życia.
Pozwolić by Jezus był niebezpiecznie skuteczny, gdy my beznadziejnie jesteśmy bezradni.
grudzień 2015
utworzone przez Zdzisław Józefowicz | 14 listopada 2020 | 2020, Listopad 2020
„Lecz Bogu niech będą dzięki, który nam zawsze daje zwycięstwo w Chrystusie i sprawia, że przez nas rozchodzi się wonność poznania Bożego po całej ziemi; zaiste, myśmy wonnością Chrystusową dla Boga wśród tych, którzy są zbawieni i tych, którzy są potępieni; dla jednych jest to woń śmierci ku śmierci, dla drugich woń życia ku życiu” (2 Kor 2,14-16).
Powonienie jest jednym z potężnych zmysłów, który dał nam Bóg. Pobieżnie klasyfikując zapach, możemy powiedzieć, że jest przyjemny lub obrzydliwy. Przyjemny jest zapach świeżego chleba, świeżo skoszonej trawy, zapach wnętrza nowego samochodu. Są też zapachy przykre: zgniłe jajko, wyziewy z kanału ściekowego.
„Zapach, to potężny czarodziej, który przenosi nas o całe lata. Wspomnienie zapachu przenosi do rodzinnego domu, do ogrodu i zapachu owoców. Powoduje szybsze bicie serca lub bolesne skurcze”.
Ludzki nos może odróżniać około 10.000 różnych zapachów, ale z powodu rozleniwienia węchu, jest w stanie rozpoznać ok. 2500 aromatów. Gdy tracimy zdolność powonienia np. katar, wszystko pachnie jednakowo, czyli nijak. Zapach może wpływać na nastrój, pamięć, emocje, może wysyłać komunikat. Zapach stymuluje nasze zachowanie w danej sytuacji. Jeśli ktoś przechodzi koło ciebie, twój mózg to rejestruje. Osoby o nieświeżym zapachu sprawiają, że wolisz być dalej od nich. Zapachy mogą sygnalizować niebezpieczeństwo, strach, jakieś zagrożenie. Zapach mówi nam, że ktoś jest obok nas. Zapach sygnalizuje, że jedzenie jest dobre, lub zepsute. Właściwie smak jest w 75% zapachem.
Jak zatem pachniemy duchowo?
Czy ludzie czują aromat Jezusa, czy czują zapach duchowej śmierci?
Przeczytany tekst odkrywa, że zapach stanowi różnicę. Biblia mówi, że kiedy dajemy nasze życie Chrystusowi i pokutujemy z naszych grzechów, poddajemy się Jezusowi, On omywa nas i stajemy się biali jak śnieg. Żadnego zapachu śmierci.
„Pokrop mnie hizopem, a będę oczyszczony; Obmyj mnie, a ponad śnieg bielszy się stanę” (Ps 51,9).
Proces oczyszczania umysłu przez nauczanie Biblii trzyma nas w czystości.
„A nie upodabniajcie się do tego świata, ale się przemieńcie przez odnowienie umysłu swego, abyście umieli rozróżnić, co jest wolą Bożą, co jest dobre, miłe i doskonałe” (Rzym 12,2).
Modlitwa pomaga pachnieć jak codzienna kąpiel.
„Niech wznosi się ku tobie modlitwa moja jak kadzidło, A podniesienie rąk moich jak ofiara wieczorna!” (Ps 141,2).
Trzymajmy się z dala od śmietniska świata, a nie będziemy cuchnąć. Jeśli bierzesz kąpiel i wracasz do śmieci, możesz być pewnym, że będzie czuć śmieci. Jeśli bawimy się martwymi rzeczami świata, zaczniesz pachnieć jak one.
„Błogosławieni, którzy piorą swoje szaty, aby mieli prawo do drzewa żywota i mogli wejść przez bramy do miasta” (Obj 22,14).
Pachnąc jak Jezus
Duchowy zapach powoduje, że inni będą chcieli być w twoim towarzystwie, a to stwarza możliwość świadectwa o nowym życiu w Jezusie. Wszyscy wiemy, jaki jest efekt braku dostępu do prysznica przez kilka dni. Ludzie zaczynają unikać nas, kwiaty więdną, kiedy idziemy przez ogród, nawet psy przechodzą na drugą stronę ulicy. Czasem ktoś wylewa butelkę wody kolońskiej na nieumyte ciało, sądząc, że to wytłumi nieświeżość. Czasem robi to jakaś część chrześcijan. Czuć od nich nieposłuszeństwo i próbują przykryć ten zapach, zapachem dobrych uczynków.
Sprawdzajmy nasz duchowy zapach – pachniemy, czy zapach jest zjełczały?
„Chodźcie w miłości, jak i Chrystus umiłował was i siebie samego wydał za nas jako dar i ofiarę Bogu ku miłej wonności” (Ef 5,2).
Ludzie przyjdą zobaczyć Jezusa, kiedy poczują Jego zapach od nas. Pomyślmy o aromacie unoszącym się z grilla sąsiada. Jeśli sąsiad spala śmieci w kominku, jak czasami się zdarza, wtedy jest to nie do zniesienia. Jest jak śmiertelny szkodliwy dym, który ma zabójczy skutek. Biblia mówi nam: bądź czysty, roznoś aromat Jezusa.
Ci, którzy kochają Pana, emitują piękny aromat. To jest bogaty bukiet owocu Ducha Św. Jesteśmy „w Chrystusie”, jesteśmy w ważnym związku z Nim i dlatego wszędzie, gdzie idziemy, emitujemy słodki aromat Chrystusa. Autentyczne chrześcijaństwo zawsze emituje aromat, który podoba się Bogu i ludziom.
Słodki zapach zwycięstwa
Kiedy narodziliśmy się na nowo, to plan Boga dla nas jest zwycięstwem. Ap. Paweł znał ból, znał udrękę, znał pokusy i próby, ale, on powiedział:
„Lecz Bogu niech będą dzięki, który nam zawsze daje zwycięstwo w Chrystusie i sprawia, że przez nas rozchodzi się wonność poznania Bożego po całej ziemi” (2 Kor 2,14).
Jeśli życie jest lekkie, miłe i przyjemne, a chrześcijaństwo to pasmo tylko poklepywania po plecach, to po co mowa o zwycięstwie? Jeśli nie ma trudności, żadnej próby, żadnego bólu serca, żadnych łez, żadnych lęków, żadnych problemów, to dlaczego mam być zwycięzcą? Z czego?
Zachwycający aromat zwycięstwa
Paweł i Sylas poszli do Filippi zwiastować ewangelię i zbudować kościół, ale diabeł sprzeciwił się im. Była tam dziewczyna zniewolona przez demona, zastąpiła im drogę i powiedziała:
„Ci ludzie są sługami Boga Najwyższego i zwiastują wam drogę zbawienia” (Dz 16,17).
Ona mówiła prawdę, ale to była sztuczka diabła, by łączyć ewangelię z okultyzmem. Paweł nie chciał patronatu piekła. Właściciele, którzy zarabiali pieniądze na tym procederze, zostali rozdrażnieni i fabrykując oskarżenia, doprowadzili do uwięzienia apostołów. Tam rozszedł się zapach Jezusa Chrystusa z duchowego ciała – kościoła. Stróż więzienny został uratowany, jego domownicy. Diabeł chciał zatrzymać ożywienie. Wszystko, co mógł zrobić, to zmienić miejsce swojego pobytu. Kiedy przydusił apostołów, nie wiedział, że wycisnął perfumy zbawienia, wonność poznania Bożego. To był zapach życia ku życiu.
Kiedy masz ból serca i obawy, to nie idź do poklepywaczy pleców, ale idź do Biblii. Jezus wygrał i nigdy nie zapominaj tego! Mamy zwycięstwo w Chrystusie.
„Dla jednych jest to woń śmierci ku śmierci, dla drugich woń życia ku życiu”.
Po której stronie krzyża jesteśmy?
Pewien człowiek, będąc obywatelem Francji, stał się obywatelem Wielkiej Brytanii. Pamiętamy, że Anglicy pokonali Francuzów pod Waterloo. Kiedy ten człowiek był obywatelem Francji, Waterloo było, dla niego klęską. Kiedy stał się obywatelem Wielkiej Brytanii, Waterloo stało się dla niego zwycięstwem.
Zwycięstwo i zapach naszego duchowego życia zależy od tego, po której stronie krzyża jesteśmy. Albo woń śmierci ku śmierci, albo woń życia ku życiu. Bóg wybrał naczynia gliniane, aby w nich złożyć cenny aromat. Skarb jest bezcenny, pochodzi od Boga. Bóg bierze proste naczynia gliniane i napełnia Jego chwałą, one zawierają wiadomość o Bożej łasce zbawienia i właśnie to daje im wartość. One w Jego pracy wydzielają zapach życia.
„Maria wzięła funt czystej, bardzo drogiej maści nardowej, namaściła nogi Jezusa i otarła swoimi włosami, a dom napełnił się wonią maści” (Jan 12,3).
Stłuczony słoik i zapach jej nowego życia napełnia pokój. To jest ten zapach, który pamiętamy. Nie zapach świetnie przygotowanego jedzenia albo aromat słodkiego wina, ale perfumy życia nieproszonego gościa.
Co potrzebuje dziś Bożego odnowienia, odświeżenia, co zjełczało, co cię znudziło, co ci nie sprawia radości?
Jaką jesteś wonnością?
Suar de Paris czy Suar de Kompost?
sierpień 2013
utworzone przez Zdzisław Józefowicz | 31 października 2020 | 2020, Październik 2020
„Miej w pamięci Jezusa Chrystusa, który został wskrzeszony z martwych, jest z rodu Dawidowego, według mojej ewangelii”.
„Staraj się usilnie o to, abyś mógł stanąć przed Bogiem jako wypróbowany i nienaganny pracownik, który wykłada należycie słowo prawdy” (2 Tym 2,8.15).
„Lecz o życiu moim mówić nie warto i nie przywiązuję do niego wagi, bylebym tylko dokonał biegu mego i służby, którą przyjąłem od Pana Jezusa, żeby składać świadectwo o ewangelii łaski Bożej” (Dz 20,24).
Paweł nigdy nie rozczulał się nad sobą, nie siadał kiwając się i biadoląc. Tę maksymę życiową Paweł realizował niezależnie czy były sprzyjające warunki, czy też przeszkody. Nigdy jej się nie sprzeniewierzył. Dla tej Ewangelii Jezusa Chrystusa zrezygnował z wielu spraw, to dla niej stał się niewolnikiem.
Źle świadczy o chrześcijaninie jego małostkowe podejście do życia.
Na jednym z kursów młodzieżowych, Kościół otrzymał niepokornego konwertytę i zakładnika Ewangelii. Jeszcze się uczę, ale Bóg postawił przede mną cel, który staram się od wielu lat realizować.
Dobrze jest, gdy jakiś werset stanie się mottem naszego życia, a nie epitafium, bo to określi cel, dla którego warto żyć. Chrześcijaństwo nie jest wtedy nudnym wykonaniem jakichś religijnych nakazów, ale radosnym zdążaniem do celu.
Motto inspiruje żywych, doprowadza do zmian, epitafium budzi wspomnienia, ale już nie zmienia.
Niektórzy szybko się zniechęcają, bo nie mają motywacji, ich celem jest ogólne chrześcijańskie dobre życie. Jeśli siejemy ogólne chrześcijańskie życie, to i zbierasz ogólnie takie sobie życie. Musimy mieć motywację tak, jak zakochany młodzieniec, gotowy wdrapać się na szklaną górę po gwiazdkę z nieba dla wybranki serca. Jesteśmy oblubienicą, która jeszcze nie jest na weselu, a więc zdobądźmy to, co wydaje się nieosiągalne pod wpływem motta płynącego z Biblii.
„Staraj się usilnie o to, abyś mógł stanąć przed Bogiem jako wypróbowany i nienaganny pracownik, który wykłada należycie słowo prawdy” (2 Tym 2,15).
W tym tekście możemy wyróżnić pewien schemat prowadzący do podkreślenia istoty chrześcijańskiego życia. Jak stać się takim pracownikiem? Kluczem jest trwanie w Bożym Słowie. Studiowanie, czytanie, rozważanie, stałe karmienie się nim. Bóg powiedział Izraelitom, że obowiązkiem króla, gdy go sobie wybiorą będzie czytanie Bożego Słowa – permanentne.
„A gdy zasiądzie na swoim królewskim tronie, niech sporządzi sobie na zwoju odpis tego Prawa od kapłanów, Lewitów i będzie go miał u siebie, i będzie go czytał przez wszystkie dni swojego życia, aby nauczyć się bojaźni Pańskiej, przestrzegania wszystkich słów tego Prawa i spełniania tych wszystkich przepisów” (5 Mojż 17,18-19).
Wypróbowany pracownik rodzi się w oparciu o wypróbowane Boże Słowo. Dla współczesnych pracodawców najlepszy pracownik to taki, który dużo pracuje, nie stawia żądań i jest dyspozycyjny przez 24 godziny.
Paweł dał dobrą radę w formie pewnego motta Tymoteuszowi opartego na zdrowych zasadach, studiowania Słowa Bożego.
O Johnie Wesleyu mówi się, że był człowiekiem jednej księgi, to dobre motto dla życia chrześcijańskiego. Nie sądzę, by można uznać czyjeś życie za udane, jeśli opierałoby się na wielkiej improwizacji. Wątpliwej jakości to chrześcijanie, którzy zaczynają każdy dzień stwierdzeniem: „no zobaczymy, co Bóg da”. Prawdopodobnie niewiele da a sporo rozczarowań.
Trudno sobie wyobrazić osobę aktywną życiowo bez terminarza dlatego mały notes zwany elegancko organizerem zrobił w ostatnich latach karierę.
Ewangelikalne chrześcijaństwo ma w swym poselstwie punkt zwrotny, od którego wszystko się zaczyna liczyć w nowy sposób. Zalecenie: „staraj się usilnie” oznacza, miej jakiś plan, nie improwizuj. Autor listu do Hebrajczyków powiada:
„…biegnijmy wytrwale w wyścigu, który jest przed nami…” (Hbr 12,1).
Żaden bieg nie kończy się na starcie. Celem jest meta i ta musi być bardzo wyraźna, a między tym jest bieg. Biegacz patrzy na cel. Nic i nikt nie może odwracać uwagi od celu, którym jest wieczność i oczekujący Bóg. Należy patrzeć na cel i drogę, a nie na pobocze.
„Dlatego musimy tym baczniejszą zwracać uwagę na to, co słyszeliśmy, abyśmy czasem nie zboczyli z drogi” (Hbr 2,1).
Chrześcijanin nie musi jednak błąkać się po bezdrożach, ale może iść solidną drogą. Mamy miejsce do zrealizowania biegu, nasze życie i jest meta z nagrodą, abyś mógł stanąć przed Bogiem jako wypróbowany i nienaganny.
Nienaganny
Paweł powiada o sobie (Dz 20,18-20):
„Wy wiecie od pierwszego dnia, gdy stanąłem w Azji, jak byłem przez cały czas z wami, i jak służyłem Panu z całą pokorą wśród łez i doświadczeń, które na mnie przychodziły z powodu zasadzek Żydów, jak nie uchylałem się od zwiastowania wam wszystkiego, co pożyteczne, od nauczania was publicznie i po domach”.
Usługa w tej dziedzinie jest trudna. Przecież nie chodzi o to, by tylko pogrozić palcem, postawić do kąta i powiedzieć: – „no Jasiu, Franiu, Małgosiu popraw się, bo…, bozia się obrazi”. Czasem niektórzy tak infantylnie Boga traktują.
Napominanie musi mieć również barwę zachęty, mobilizacji. Przecież stać Cię na to, by odpowiedzieć Bogu na Jego zaproszenie do innego życia. Stać Cię na wyznanie i przyznanie się, kim jesteś, że potrzebujesz zmiany.
Pewien jestem
Paweł powiedział o sobie:
„…wiem, komu zawierzyłem, i pewien jestem tego, że On mocen jest zachować to, co mi powierzono, do owego dnia” (2 Tym 1,12).
Nasze przekonania określają styl naszego życia. Można podziwiać tych, którzy jasno określają się po jakiejś stronie. Przekonanie nie znaczy, że nigdy nie będziesz miał trudności lub psychicznych dołków, ale to określi, jak odpowiadasz na nie. Twoje przekonanie i wiara zdecydują, przegrasz czy zwyciężysz. Coraz więcej chrześcijan jest w punkcie załamania. Słyszę: „nie potrafię sobie poradzić, to jest zupełnie beznadziejne”. Chrześcijanie też mają problemy w małżeństwie, nie radzą sobie z presją życia, potykają się i upadają, są przygnębieni. Dobrzy uczciwi chrześcijanie. Ich świat nie jest tak idealny. Złamane serca, kryzysy, samotność, strach i depresja.
Słyszą płytkie, „zwiastowanie trocin”, że należy ci się natychmiastowe rozwiązanie. Z Biblii masz odcinać kupony na dobra życiowe, a doświadczenia to diabelskie zniewolenie.
Tak, Bóg jest dobry, ale i na najświętszych spada doświadczenie jak na Joba. Co można powiedzieć kobiecie, której mąż jest jak głaz, co mężowi, jeśli jego żona myśli tylko o sobie? Modlą się, poszczą, ale nie wszystkie małżeństwa zostają uzdrowione przez dobre intencje. Czasami wszyscy myślimy o poddaniu się. Szatan szepce: „nic nie skutkuje, wiara w Boga nie daje rezultatów. Mijają tygodnie, może lata i ciągle jesteś w tym samym miejscu. Skończ z tym, poddaj się!”.
Siostro, bracie wiedz, że wielcy mężowie i niewiasty Boże stawiali czoła tym samym problemom, ale nie poddali się, bo wiedzieli, komu uwierzyli.
Nie jest ważne, co stanie się ze mną, ale co zdarzy się we mnie.
Jeśli nie masz przekonań, nie jesteś pewny, to łatwo możesz zostać przekonany do rzeczy, które nie koniecznie będą dobre. Nie angażując się, nie masz wpływu, nie jesteś przekonujący.
„Wzoruj się na zdrowej nauce, którą usłyszałeś ode mnie, żyjąc w wierze i w miłości, która jest w Chrystusie Jezusie” (2 Tym 1,13).
Przekonania stanowią wzór naszego życia. Jeśli są wątłe, takie będzie nasze życie. Nie osadzone w Bogu może skończyć się tym, że idziesz od kryzysu do kryzysu. Jeśli zbudujesz na Bogu swoją pewność, będziesz oglądać błogosławieństwo.
Wybory, które robisz, określają twoje przekonania.
Obojętnie co zdarzy się w życiu, potrzebujesz mieć przekonania o twojej wierze, twoim małżeństwie i nawet kościele, do którego należysz. Im dłużej idę za Chrystusem, tym lepiej widzę, że nie ma „łatwych rozwiązań na wszystko”, ale jedno wiem, Bóg naprawdę mnie kocha! On nie zajmuje się potępianiem swoich dzieci bez względu na to, czy odnoszą porażki, czy nie. On przychodzi nawet wtedy, gdy uderzysz w „koryto”.
Trzymaj się Boga
„Nikt z tych mężów, z tego złego pokolenia nie ujrzy ziemi dobrej, którą przysiągłem dać waszym ojcom oprócz Kaleba syna Jefunnego. On jeden ujrzy ją i jemu oraz jego synom dam tę ziemię, po której chodził, dlatego że stale trzymał się Pana” (5 Mojż 1,35-36).
Dla chrześcijanina podstawą jest trzymanie się Bożego Słowa, ono daje zachętę, ale też przypomina gdzie mamy słabe punkty, które muszą być wyeliminowane. Wszystko mi wolno, ale bywa, że rezygnuję z mojej wolności wyboru, bo mógłbym nie osiągnąć celu.
Jezus w Kazaniu na Górze przypomina, jak można się rozminąć z Królestwem Bożym, mówiąc: uważajcie jak się modlicie, uważajcie jak pościcie, uważajcie jak mówicie, jak dajecie itd. Jak można czekać na duchowe rzeczy ze znamionami Ducha Św., a wykonywać własną wolę przykrywając ją „nadduchowością”. Gdy chrześcijanie biegają za przejawami duchowości pompowanymi na siłę, to tak naprawdę, o czym myślą? – O SOBIE. Myślą o tym by im było duchowo dobrze, by trochę być podnieconym, przeżyć duchowy dreszczyk. Tymczasem na ulicy przetacza się zmarnowane życie.
Nie mamy uciekać, by nam było dobrze, ale „jesteśmy światłością i solą”. To nie nam ma być dobrze, ale straconym w diabelskim tempie życia ludziom. Wyobraź sobie, będzie dzień, kiedy staniesz przed Bogiem i powita cię tłum zbawionych straceńców, wtedy zrozumiesz, że było warto być światłością i solą. Być może spotkasz człowieka, któremu świadczyłeś na ulicy, może szefa, któremu zdawało ci się, że mówisz bezskutecznie o Bogu, może tę zagubioną kobietę, której życie było piekłem, młodego człowieka, którego satanizm wziął w swoje szpony, ale mówiłeś im o Bogu. Oto spotkasz ludzi, którzy powiedzą, to jest ten, który wskazał mi Chrystusa. Co naprawdę będzie tam się liczyć? Ile zaliczyłeś dobrych konferencji, na których było ci dobrze, co widziałeś, w czym brałeś udział, ile widziałeś cudów? Jesteśmy wygrani, nawet gdy na ulicach czyha śmierć. Gdy zawiodą banki i giełdy papierów wartościowych, jesteśmy wygrani.
120. tysięczna metropolia ginęła w grzechu, a Bóg miał jednego i to niepokornego sługę Jonasza, by uratować miasto Niniwę i uratował. Boga nie interesowało czy Jonaszowi jest dobrze, czy nie, czy mu się to podoba, czy nie. Jego interesowali ginący ludzie. Spotkasz kiedyś Jonasza i on ci powie, warto było.
Diabeł nie chce by ludzie byli zbawieni, uratowani, napełnieni Duchem Św., dlatego da im zajęcie oblatywania duchowych miejsc, a twoje „Jeruzalem”, „Niniwa”? Pamiętajmy, wszystko się zmieni, nie mamy wiele czasu. Czego potrzebujemy zatem? Odkupionych, napełnionych mocą Bożą ludzi gotowych nieść Ewangelię, zwiastować ją straconemu światu, naszym zborom, naszym dzieciom.
Potrzebujemy autorytetów.
Dzieci wierzących nie idą w ślady rodziców, prowadzą życie bez Boga, wiążą się w nieformalne związki i nie mówcie mi, że to jest w porządku. Grzech jest grzechem. Czy wiesz, gdzie jest twoje miejsce i jakie masz zadanie? Nie myślę o tym, by odpowiedź była chrześcijańskim truizmem. Są tacy uduchowieni ludzie, którzy na każdy problem mają gotową receptę: „będę się modlił”, a tak naprawdę palcem w bucie nie kiwną, by praktyka zderzyła się z ich duchowością. Paweł powiada, ja nie wymachuję moimi duchowymi pięściami na oślep. Do mety biegnę niewystrzelony z duchowej armaty, ale intensywnie duchowo trenuję, ćwiczę, trwam. Co jest naprawdę ważne?
Bądź konsekwentny
„A tak, bracia moi mili, bądźcie stali, niewzruszeni, zawsze pełni zapału do pracy dla Pana, wiedząc, że trud wasz nie jest daremny w Panu” (1 Kor 15,58).
Dziękuję Bogu za przykład Mojżesza, że nie dał się przestraszyć Faraonowi. Daniela, że nie przestraszył się Nebukadnesara. Przyjdzie dzień, kiedy wszystko przestanie mieć znaczenie, czy to było najpiękniejsze, czy najobskurniejsze miasto, czy było stolicą, czy prowincją, a pozostanie człowiek i jego życie z Bogiem lub bez Boga.
Do pewnego miasta przyjechał misjonarz, był to jego siedemnasty rok pracy misyjnej. W nowym miejscu zorganizowano przeciw niemu wiele działań opozycyjnych. Wiedział, że może skończyć się źle. Mimo wszystko jego praca przynosiła efekty, jeden z liderów opozycji został pozyskany dla Chrystusa. Rozsądek dyktował ucieczkę. Przecież w innym miejscu może głosić ewangelię. Przez moment rozczulił się nad sobą, wspominając, czego doświadczył wcześniej, jak bardzo to bolało, jak długo trwał ból i jak wolno zranienia się zabliźniały. Nie chciał już przez to przechodzić. Chyba wyjedzie. Gdy tak rozmyślał, w nocy przemówił do niego Jezus i powiedział, żeby się nie bał. Ludzie będą próbowali go atakować, ale nie zrobią mu krzywdy. W mieście było jeszcze wielu ludzi, którzy mieli odpowiedzieć na ewangelię. Następnego dnia rano obudził się odświeżony i zachęcony widzeniem. Sprawy potoczyły się tak, jak zapowiedział Jezus. Prześladowania nasiliły się, ale jemu nic się nie stało. W ciągu następnych osiemnastu miesięcy dzięki jego służbie nawróciło się wiele osób. Gdyby nie widzenie odjechałby albo niepotrzebnie martwił się o swoje bezpieczeństwo. Dużo wcześniej nauczył się, żeby ufać Bogu. Nauczył się polegać na Bożym głosie, nie tylko tym pochodzącym z Biblii, ale także odzywającym się w snach, widzeniach, w ludzkim duchu.
Może już wiecie, kim jest ten weteran. Historia zapisana jest w Dziejach Apostolskich 18 rozdział, a był to apostoł Paweł w Koryncie.
Fascynuje mnie normalne chrześcijaństwo, nie nadęte, nierealne, wyimaginowane. Nie ma żadnego powodu, by wątpić, że to, co dotyczyło pierwszych chrześcijan, nie dotyczy nas. Boży program dla człowieka nadal obowiązuje i jest skuteczny. Czytałem, że do jego realizacji potrzebna jest wiara – wielkości ziarna gorczycy.
Pomyślmy siostry i bracia, jaki tekst Bożego Słowa mógłby być waszym mottem życiowym, które będzie sprawiać wam radość i nadawać sens życiu lub będzie pięknym epitafium, które każe ludziom zatrzymać się i powiedzieć, to już martwe wspomnienie.
„Staraj się usilnie o to, abyś mógł stanąć przed Bogiem jako wypróbowany i nienaganny pracownik, który wykłada należycie słowo prawdy”.
luty 2015
utworzone przez Zdzisław Józefowicz | 30 października 2020 | 2020, Październik 2020
„On nas zbawił i powołał swoim świętym wezwaniem nie ze względu na nasze czyny, ale ze względu na swoje własne postanowienie i łaskę, darowaną nam przed wiekami w Chrystusie Jezusie, a objawioną właśnie teraz przez przyjście Zbawiciela naszego, Chrystusa Jezusa. On to zniszczył śmierć, a przez ewangelię ukazał światło życia i nieśmiertelność” (2 Tym 1,9–10).
Chcę na zasadzie kontrastu przeciwstawić sobie śmierć i życie.
„Masz imię, że żyjesz, a jesteś umarły” (Obj 3,1).
Taka jest duchowa sytuacja człowieka, zanim się nawróci. Nawet gdy trafi do tego szczególnego opakowania (trumny), to nadal umarły żyje.
Jezus bardzo często mówił o życiu i śmierci.
Jednego jesteśmy pewni, że naturalnym sposobem opuszczenia ziemskiego życia jest śmierć lub zmiana naszego stanu w momencie powtórnego Przyjścia Chrystusa.
„…postanowione jest ludziom raz umrzeć, a potem sąd” (Hbr 9,27).
Będzie jednak taki dzień, tajemniczy i niezwykły, w którym zdarzy się coś nadnaturalnego, czego człowiek na ziemi na razie nie doświadcza.
„Oto tajemnicę wam objawiam: Nie wszyscy zaśniemy, ale wszyscy będziemy przemienieni w jednej chwili, w oka mgnieniu, na odgłos trąby ostatecznej; bo trąba zabrzmi i umarli wzbudzeni zostaną jako nie skażeni, a my zostaniemy przemienieni” (1 Kor 15,51-52).
Śmierć jest powszechna i ostateczna, pozostawia bolesne rany, zaniepokojenie o zmarłych. Śmierć przeraża.
Śmierć jest ostatnią rzeczą, o której rozmawiamy we współczesnym życiu. Zauważyliście, że to jest problem dla niektórych, by powiedzieć słowo „martwy”? Łatwiej jest powiedzieć, „On umarł” albo „Ona już nie jest z nami”. Śmierć jest niepożądanym tematem. Nie lubimy mówić o niej.
Ludzie chcą pójść do nieba, ale nie dzisiaj.
Kaznodzieja zapytał zgromadzenie, „kto chce iść do nieba” i wszyscy podnieśli ręce oprócz jednego. Sądząc, że nie zrozumiał, powtórzył zapytanie, ale reakcja była taka sama. Po nabożeństwie zapytał tego człowieka, czy rzeczywiście nie chce iść do nieba? „Ależ chcę, myślałem, że montujesz ekipę na dzisiaj”.
W naszej kulturze cmentarze stały się miejscem, gdzie ludzie przeciętni, w swej desperacji poprzez pomniki, płyty nagrobne, kosztowne grobowce, wymyślne epitafia chcą krzyczeć „pamiętajcie o nas!!!” Okropna choroba anonimowości jest przekleństwem upadłego świata.
„Dlaczego szukacie żyjącego wśród umarłych?”
Grobowiec był pusty. Nie ma powodu, by tam płakać i szukać pamięci.
„Odpowiedział mu Jezus: Ja jestem droga i prawda, i żywot, nikt nie przychodzi do Ojca, tylko przeze mnie” (Jan 14,6).
Wiara w Jezusie jest jedyną drogą do nieba; nie ma żadnej trasy zastępczej. Doświadczenie śmierci nie jest miłe, ale rezultat śmierci może być.
„Albowiem dla mnie życiem jest Chrystus, a śmierć zyskiem” (Flp 1,21).
W co wierzysz, określa, jak żyjesz.
Jeśli dla mnie życiem jest Chrystus, to odejście z tej ziemi jest zyskiem. Jeśli dla mnie pieniądze są życiem, to odejście jest stratą.
Jeśli życie to przyjemności, odejście jest stratą.
Jeśli życiem jest ambicja, umrzeć jest stratą.
Jeśli życiem jest grzech, umrzeć jest stratą.
Jeśli życiem jest ten świat, umrzeć jest stratą.
Ewangelia nie mówi: „Dla mnie życiem jest wysiłek”.
Telewizor mówi: „Dla mnie życiem jest elektryczność”.
Telefon: „Dla mnie życiem są baterie”.
Żaglówka: „Dla mnie życiem jest wiatr”.
Wierzący: „Dla mnie życiem jest Chrystus!”
O jednym ze swoich współpracowników ap. Paweł napisał:
„Demas mnie opuścił, umiłowawszy świat doczesny, i odszedł do Tesaloniki” (2 Tym 4,10).
Co jest twoim życiem? Świat czy Chrystus? Jeśli dla mnie życiem jest Chrystus, śmierć dla rzeczy doczesnych jest zyskiem. Dlatego jest potrzebny duchowy pogrzeb – nawrócenie, spotkanie Jezusa jako osobistego zbawiciela, narodzenie do życia wiecznego z Bogiem.
„Zewleczcie z siebie starego człowieka wraz z jego poprzednim postępowaniem, którego gubią zwodnicze żądze” (Ef 4,22).
Stare życie do trumny i zakopcie. Dlaczego? Ap. Paweł powiada, iż to „stare” doprowadziło nas do śmierci:
„I wy umarliście przez upadki i grzechy wasze”.
Znaleźliśmy się w stanie śmierci, nie choroby, jakiejś chwilowej niedyspozycji, z której można wyleczyć, ale w stanie śmierci duchowej. Stan „starego człowieka” jest stanem beznadziejności. Gdyby było powiedziane, ludzie chorzy, pokaleczeni byłaby nadzieja – ale umarli!
„Przecież Bóg jest wyrozumiały, tolerancyjny, pełen miłości, chyba nie będzie taki drobiazgowy?” (Edyta Gepert w jednej ze swoich piosenek śpiewa; „przecież nie będziesz Panie drobiazgowy”).
Sytuacja bez Chrystusa, w grzechu, jest dramatem – martwy człowiek.
Ludzie szukają idoli i wzorców wciąż między umarłymi duchowo, a to nie działa. Jesus powiada: „szukajcie między żywymi, a znajdziecie”. Ap. Paweł też myślał, że śmierć Jezusa była końcem historii, aż spotkał Jezusa pod Damaszkiem. Na stwierdzeniu „Jezus żyje” ap. Paweł oparł całe swoje życie.
Nie możesz ugrzęznąć w tym ziemskim życiu.
Zewleczcie z siebie stary styl życia i nie ubierajcie się w niego ponownie. Ten stary garnitur nie pasuje do naszej konstrukcji, jaką jest życie w Bogu. Potrzebny jest pogrzeb starego człowieka.
Według wszelkich ludzkich standardów ap. Jan poniósł klęskę, kiedy wylądował na wyspie Patmos. Dzisiejsi liderzy szybko spisaliby go na straty. Mówiąc najprościej, Jan umarł dla wszelkich planów, a żył dla Boga, miał z Nim społeczność. Myśląc po ludzku, wygnanie na Patmos było ostatnim etapem w jego życiu. Miał prawo myśleć: „Być może dokonam tutaj życia, lecz nie zamierzam utracić Bożego ognia. Nawet jeśli jestem tutaj sam, będę uwielbiał Pana. Mam teraz wiele czasu”. Jego życie zostało zredukowane do jednego celu, który można określić dwoma słowami – TYLKO JEZUS.
Jan w księdze Objawienia nie snuje przed nami iluzji, ale mówi, jak jest naprawdę. Jaki jest finał wszystkich zmagań i jaka jest zapłata dla tych, którzy uwierzyli Bogu?
A jednak – śmiertelnie żywi.
„I widziałem umarłych, wielkich i małych, stojących przed tronem; i księgi zostały otwarte; również inna księga, księga żywota została otwarta; i osądzeni zostali umarli na podstawie tego, co zgodnie z ich uczynkami było napisane w księgach” (Obj 20,12).
Śmierć ciała nie kończy życia człowieka, zmarli żyją nadal. Podobną myśl znajdujemy również w Ew. Mat 25,46, gdzie Jezus oświadcza:
„I pójdą ci na mękę wieczną, sprawiedliwi zaś do życia wiecznego”.
Słowo Boże potwierdza, że niezależnie czy ktoś jest wierzący, czy nie, po drugiej stronie jest świadomy swego stanu szczęśliwości lub osądu.
„I usłyszałem głos z nieba mówiący: Napisz: Błogosławieni są odtąd umarli, którzy w Panu umierają. Zaprawdę, mówi Duch, odpoczną po pracach swoich; uczynki ich bowiem idą za nimi” (Obj 14,13).
Idziemy na drugą stronę żywi, dlatego ap. Paweł zachęca, by tu na ziemi dokonać przewartościowania życia.
Z cmentarza na salony.
„a obleczcie się w nowego człowieka, który jest stworzony według Boga w sprawiedliwości i świętości prawdy”.
„Nowy człowiek”, to naprawdę życie atrakcyjne i dające szczęście. Ap. Paweł przed Agrypą powiada: „jestem szczęśliwy królu”, a przecież był więźniem. Nowy człowiek to nie ten, który przeszedł duchową odnowę biologiczną. Uczysz się wersetów, pościsz, modlisz się, trenujesz na wszystkich nabożeństwach, bo chcesz być dobry. Nie można jednak postawić znaku równości między być dobrym a być chrześcijaninem. Jezus uchylił rąbka tajemnicy mówiąc o życiu, które trwa zawsze. Dał dowód, że jest Panem życia i śmierci.
„Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam, kto słucha słowa mego i wierzy temu, który mnie posłał, ma żywot wieczny i nie stanie przed sądem, lecz przeszedł ze śmierci do żywota” (Jan 5,24).
„Rzekł jej Jezus: Jam jest zmartwychwstanie i żywot; kto we mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie” (Jan 11,25).
Każdy, kto umrze, będzie bardziej żywy niż był.
W Chrystusie jesteśmy uwolnieni od bezsensu życia poza Chrystusem. Ewangelia Jana zaczyna się i kończy relacją o życiu.
„W Nim było życie…” /1.4/ to początkowe słowa Ewangelii a takie są jej słowa końcowe: „…abyście wierzyli, że Jezus jest Chrystusem, Synem Boga i abyście wierząc mieli żywot w imieniu Jego” /20.31/.
Jesteśmy śmiertelnie chorzy na grzech, ale jeśli Chrystus stanie się naszym życiem mamy wieczność z Nim natychmiast i po śmierci. Imiona nasze będą w księdze życia – śmiertelnie żywi, bo Chrystus jest moim życiem.
Zbawienie nie jest planem albo programem…to jest osoba: Jezus!
Kiedy fizycznie umrzesz, to nie znaczy, że na wieki. Jeśli wyznajemy Jezusa jako Pana mamy nowe życie w świętości, nowej jakości, życie nowych motywacji, innych celów.
„I nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, ale duszy zabić nie mogą; bójcie się raczej tego, który może i duszę i ciało zniszczyć w piekle” (Mt 10,28).
Rozpoczęliśmy nasze spotkanie na cmentarzu z martwymi, ale kończymy obrazem życia i z żywymi, nawet gdy ich ciała spoczną w grobie.
„Zaprawdę, zbawienna była dla mnie gorycz, lecz Ty zachowałeś duszę moją od dołu zagłady, gdyż poza siebie rzuciłeś wszystkie moje grzechy. Nie w krainie umarłych bowiem cię wysławiają, nie chwali ciebie śmierć, nie oczekują twojej wierności ci, którzy zstępują do grobu. Żywy, tylko żywy wysławia ciebie, jak ja dzisiaj, ojciec dzieciom ogłasza twoją wierność. O Panie! Wybaw nas! A będziemy grać na strunach przed domem Pana po wszystkie dni naszego życia” (Iz 38,17-20).
Jezus powiedział: „Ja jestem ŻYCIEM”. Dopóki On nie stanie się twoim życiem, nie znajdziesz odpowiedzi na sens życia ziemskiego. Dziś mówimy o NIM, bo ON przyszedł na ziemię, aby dać ludziom cel w życiu i sens. Ewangelie pokazują nam ludzi, dla których życie straciło sens, a Jezus przywrócił im radość życia.
Nie możesz mieć właściwej filozofii śmierci, jeśli nie masz odpowiedniej filozofii życia.
Ten świat nie będzie mógł ci nic podarować na drogę do wieczności. Może wieniec, mniej lub bardziej sensowny napis na nagrobku, to wszystko. Jesteś przed Bogiem i może jeszcze raz odnowisz swoje ślubowanie lub podejmiesz pierwszą decyzję. To jest Twój czas. Cóż będzie znaczyć Twoja wiedza, prestiż, pieniądze, jeśli o życiu powiesz jedynie – „nie wiem, po co żyję”.
ŻYCIE – ile ono znaczy dla nas? Nie da się uciec przed nim, ono będzie czekać, jeszcze przy łożu śmierci, później da spokój. Wszystko będzie już rozstrzygnięte. Nie szukamy żywych między umarłymi, idziemy na specjalne spotkanie. Grób, trumna jest na cmentarzu, ale jej mieszkaniec może powiedzieć:
JESTEM NA SPOTKANIU Z CHRYSTUSEM.
listopad 2015