Jehoszeba czy Atalia?


„A gdy Atalia, matka Achazjasza, dowiedziała się, że jej syn nie żyje, postanowiła wytracić całą rodzinę królewską.
Lecz Jehoszeba, córka króla Jorama, siostra Achazjasza, zabrała Joasza, syna Achazjasza, wykradła go spośród synów królewskich przeznaczonych na śmierć i umieściła go wraz z jego mamką w pokoju sypialnym, i w ten sposób ukryto go przed Atalią, tak iż uniknął śmierci” (2 Krl 11,1-2).

Każde pokolenie jest pokoleniem byłego pokolenia.

W dzisiejszych czasach trwa wojna o wartość rodziny, zwłaszcza tę tradycyjną. Specjaliści od inżynierii społecznej próbują przedefiniować pojęcie rodziny, jakby oni pierwsi ją wymyślili. Chcą, byśmy zaakceptowali to, co niemoralne jako moralne, niepożądane jako nieuniknione. Ataki przychodzą na wielu płaszczyznach – od radykalnej ideologii feministycznej do promowania konsumpcyjnego stylu życia; od aborcji do dystrybutorów farmaceutyków. Od aktywistów promujących rozwiązłość do homoseksualnych grzesznych związków. Jest to bitwa o umysły i dusze. Nie słuchajcie ludzi, którzy mogą być naukowcami i twierdzić, że twoja płciowość zależy od tego, kim się czujesz, a nie kim jesteś. Biblia takich fachowców nazywa ludźmi o spaczonych umysłach.

„Podobnie jak Jannes i Jambres przeciwstawili się Mojżeszowi, tak samo ci przeciwstawiają się prawdzie, ludzie spaczonego umysłu, nie wytrzymujący próby wiary. Ale daleko nie zajdą, albowiem ich głupota uwidoczni się wobec wszystkich, jak to się i z tamtymi stało” (2 Tym 3,8-9).

Wszyscy powinniśmy być zainteresowani wyjściem i rozwiązaniem z tego moralnego kryzysu. Niezależnie czy mamy dorosłe, czy małe dzieci albo ich w ogóle nie mamy, ponieważ to dosięga każdego.
Cytowany tekst prowadzi nas do pewnej refleksji.
Atalia matka króla Achazjasza po śmierci syna postanowiła zniszczyć całą królewską rodzinę. Jehoszeba, córka króla Jehorama, a zarazem siostra Achazjasza, odważyła się z narażeniem życia ukryć Joasza syna Achazjasza. Nastało 6 lat rządów krwawej matki Atalii, ale też sześć niezwykłych lat w ukryciu, w świątyni Pana.
Jak mogło do tego dojść?
W Izraelu panował bezbożny król Achab. Poślubił kobietę imieniem Izabel, o której tylko złe rzeczy można powiedzieć. Z tego związku narodziła się dziewczynka, której nadano imię Atalia. Achab szukał przymierza z państwem południowym. Pod namową żony uznał, że najlepszym sposobem będzie skojarzyć ich córkę z synem króla Jehoszafata. Północne Królestwo Izrael już zostało zwiedzione przez niegodziwość Izabeli i Achaba ku bałwochwalstwu. Wysmażyli małżeństwo w piekle.
Atalia na wzór matki zaczęła prowadzić Judę na manowce. Nie była daleko z tyłu. Ona była naprawdę niegodziwą i nieczułą osobą. Wpłynęła na męża, Jehorama, by zabił wszystkich swoich braci (2 Krn 21,4).

„Gdy Jehoram objął władzę królewską po swoim ojcu i umocnił się w niej, kazał pozabijać swoich braci mieczem, a także niektórych spośród książąt Izraela”.

Po śmierci syna jej miłość do władzy spowodowała, że potencjalnych rywali do tronu kazała zabić. Zdarzył się jednak cud. Bóg miał wierną kobietę, przygotowaną na tę godzinę – Jehoszebę. Poślubiona z pobożnym człowiekiem, kapłanem Jehojadą. Ratując Joasza przeszkodziła diabelskiemu planowi, by pozbawić ciągłości linię, z której miał wywodzić się Mesjasz. Kiedy Joasz osiągnął wiek siedmiu lat, został proklamowany jako król. Bohaterski wysiłek jednej pobożnej kobiety poślubionej pobożnemu mężczyźnie uratował Joasza.
W tej historii o Atalii i Jehoszebie znajduję analogię do dzisiejszych czasów. Jeśli pójdziemy na łatwą współpracę z wrogiem, jakim jest diabeł a symbolem jego jest Ataliia, to wszelkie zło skieruje się przeciw naszym dzieciom. Jehoszeba jest symbolem wszystkich pobożnych rodziców i ludzi, którzy chcą służyć Bogu, chcą razem z dziećmi Jemu służyć. Młody Joasz jest symbolem tych dzieci, które są tak łatwą zdobyczą dla wroga. Jeśli Kościół nie sięgnie po dzieci, jeśli pobożni rodzice nie nauczą, nie przygotowują, jeśli chrześcijanie oddani Bogu nie dotkną życia dzieci, wtedy szatan będzie szukał sposobu, by uchwycić ich umysły, serca i zniszczyć je.

Jeśli Jehoszeba nie dostanie ich, to dosięgnie je Atalia.

Czasami zapominamy, że Bóg ma cel dla każdego życia i powierzył nam przyszłości naszych dzieci. Bardzo nam zaufał, że spełnimy odpowiedzialnie swoje rodzicielstwo. Każde dziecko jest ważne. To jest naprawdę więcej niż banał. Możecie być pewni, że diabeł zatrudnia już swoich pracowników, by szukać i zniszczyć młode serca i umysły. Diabeł niczego tak nie kocha, jak kraść, niszczyć i zabijać, zniszczyć umysły i serca naszych dzieci.

Decyzje, które podejmiecie w sprawie waszych dzieci, wycisną piętno na ich jutro. Diabeł podejmie próby na wielu płaszczyznach: emocjonalną dewastację, przez konflikt rodzinny, psychiczne ciśnienie rówieśników. Pozostaje tylko jedno: podzielić się z nimi Chrystusem. Musimy widzieć wyraźnie, że najważniejsza odpowiedzialność spoczywa na rodzicach. Bóg łaskawie „pożyczył” nam dzieci. Powierzył stanowisko zarządcy wychowywania dziecka w zdrowej rodzinie. Nosisz najważniejszą odpowiedzialność duchowego dobrobytu twoich dzieci. Nie wystarczy zapewnić dom, ubranie, jedzenie, dobrą edukację, lekcje muzyki, zdrową rekreację. To są rzeczy dobre, ale jeśli musisz wybrać między nimi a trochę duchowym życiem, to jest daleko lepiej, by zaniechać tego trochę, na rzecz oddanego duchowego życia. Twoje dzieci potrzebują zrozumieć pierwszeństwo chrześcijaństwa daleko więcej niż wiedzy o pierwszoligowym klubie piłki nożnej. Twoje dzieci potrzebują chrześcijańskiego wychowania daleko więcej niż najlepszej szkoły. Musisz przez twoją mowę i życie, dać dzieciom znać, że Jezus jest najważniejszą osobą w twoim życiu. Ciężar spoczywa na każdym z rodziców.
Ciężar spoczywa też na Kościele. Musimy wyraźnie widzieć, że to jest nasze zadanie głosić ewangelię wszystkim ludziom w tym i dzieciom. Jehoszeba ryzykowała i wyrwała z objęć śmierci Joasza. Rodzice popełniają kardynalny błąd, twierdząc, że „dzieci są jeszcze małe, jest przed nimi jeszcze wiele czasu, by zwrócić się do Chrystusa”. Czy jest to prawdą?
Dzieci nie muszą mieć zdewastowanych lat przez pracę szatana. Jezus powiedział:

„Pozwólcie dzieciom przychodzić do mnie”.

Jak młody Tymoteusz, mogą znać Jezusa od młodości. To jest odpowiedzialnością Kościoła, by zrobić wszystko, by ten cel osiągnąć. Musimy sięgnąć do ich serc i ich rodziców z poselstwem, które zaprasza i ekscytuje, jeśli mamy ich zatrzymać.

Jeśli Jehoszeba nie dostanie ich, to dosięgnie je Atalia.

Jehoszeba przyniosła Joasza do Świątyni. I to jest dokładnie to miejsce, gdzie potrzebujemy przyprowadzić dzieci. Musimy wprowadzić je w dom Boga. Musimy nauczyć te młode, chętne i otwarte umysły prawdy o Jezusie Chrystusie. Nie jest to zaledwie jakaś praca, to jest przywilej od Boga. Kościół nie jest przechowalnią z odpowiedzialnością za duchową edukację. Kościół ma budzić święty niepokój w rodzicach o dzieci. Nikt nie zdejmie z rodziców odpowiedzialności, jeśli pozwolą wrogowi zdewastować duchowe życie dzieci.

Jeśli Jehoszeba nie dostanie ich, to dosięgnie je Atalia.

Kto wie jaki lekarz, prawnik, naukowiec, jaki pastor, jaki Boży mężczyzna czy kobieta z waszych dzieci wyrośnie.
Susann Wesley miała dziewiętnaścioro dzieci (10 zmarło jako niemowlęta). Ona z tego powodu mogłaby usprawiedliwiać się zmęczeniem, obarczeniem obowiązkami, by jeszcze troszczyć się o duchowe potrzeby dzieci. To z powodu jej wierności w chrześcijańskim postępowaniu John i Karol Wesley zmienili oblicze angielskiego społeczeństwa dla Jezusa Chrystusa.
Nauczyciel szkółki niedzielnej Edward Kimball był wierny, by świadczyć młodemu człowiekowi o Bożej łasce i dał jednego z największych ewangelistów tamtych czasów D. L. Moody. Z powodu waszej wierności, jakaś młoda dusza wygra życie i z Chrystusem zmieni historię ludzi dla Boga. Jeśli zawiedziemy, jak będziemy mogli mówić o doświadczeniu w Bogu? Co opowiesz następnemu pokoleniu?
Ufajcie Bogu, mimo że czasem będzie trudno. Jeśli wasze dzieci nie znajdą się w świątyni pod opieką Boga, dosięgnie je duch Atalii tego świata.
Jednak jest dobra wiadomość: Chrystus przyszedł, aby złamać przekleństwo niewiary, nieposłuszeństwo i nasz bunt. On przybędzie na czas. Naszym zadaniem jest tylko Jemu ufać.

Jeśli Jehoszeba nie dostanie ich, dosięgnie je Atalia.

czerwiec 2008

Niebezpieczny Jezus

„…Nauczycielu, nic cię to nie obchodzi, że giniemy?” (Mr 4,38).

Werset jest wyjęty z kontekstu opowiadającego o uciszeniu burzy nad jeziorem galilejskim.
Powiedzieć do Jezusa Syna Bożego, który przyszedł na ziemię, opuścił bezpieczeństwo nieba, stał się człowiekiem, by umrzeć w naszej sprawie: „nic cię to nie obchodzi?”, wydaje się arogancją.

Jesteśmy dobrze przygotowani, by zadawać pytania, niż udzielać dobrych odpowiedzi.

Łatwej jest wskazać palcem na Boga i powiedzieć: „giniemy”, „nie dbasz”. Powinniśmy jednak patrzeć na powód bycia w łodzi. Po drugiej stronie jeziora był człowiek, zniewolony, odarty przez demony z ludzkiej godności. Doświadczenie burzy wskazuje, z czym przyjdzie zmierzać się uczniom. Grzech i śmierć znalazły drogę, by rujnować życie. Czasem okoliczności przytłaczają nas i zastanawiamy się, czy jest jakieś wyjście, które może pomóc i objawić miłość Boga.

Kiedy przychodzi „zła duchowa pogoda”, to myślisz, że masz prawo liczyć na Jezusa, że będzie pracować nad twoją sprawą, walcząc o ciebie, trzymając wiosła, wylewając wodę, ale najwyraźniej nie zawsze. Okoliczności druzgoczą nasze serce.

„Jezu, śpisz? Umieram tutaj! Moja rodzina w niebezpieczeństwie! Nie pomożesz? Za chwilę utoniemy, dlaczego nie odpowiadasz?” Myślałeś, że Jezus w twojej łodzi powinien gwarantować jakieś gładsze żeglowanie. Z Chrystusem w naszej łodzi spotykamy ten sam przerażający wiatr i fale jak wszyscy inni. Zachowujemy się, jak gdyby jednym z efektów wiary miał być jakiś rodzaj szczepionki przeciw zdrowemu strachowi. Uczniowie mogli zastanawiać się, skoro Jezus jest z nami, czemu jesteśmy przerażeni? Istotne jest, że uczniowie mieli do kogo zawołać.

Prawdziwym niebezpieczeństwem w burzy jest Jezus Chrystus.

On nie unikał burzy, zostawiając uczniów na pastwę żywiołów, ale był z nimi, by powiedzieć: nie życie na ziemi jest celem, ale wieczność, a te epizody pozwolę wam przeżyć, będąc z wami.

Niezależnie od sytuacji pozwalajmy Jezusowi na kontrolę życia niż na kontrolowanie Jezusa.

Historia jest zaproszeniem, by zaufać Bogu. Nie tylko, kiedy życie jest dobre, w dobrych czasach, kiedy mamy zdrowie, pieniądze i rodzinę, ale zaufajmy Bogu wśród burz życia.

Pozwolić by Jezus był niebezpiecznie skuteczny, gdy my beznadziejnie jesteśmy bezradni.

grudzień 2015

Jak pachniesz?


„Lecz Bogu niech będą dzięki, który nam zawsze daje zwycięstwo w Chrystusie i sprawia, że przez nas rozchodzi się wonność poznania Bożego po całej ziemi; zaiste, myśmy wonnością Chrystusową dla Boga wśród tych, którzy są zbawieni i tych, którzy są potępieni; dla jednych jest to woń śmierci ku śmierci, dla drugich woń życia ku życiu” (2 Kor 2,14-16).

Powonienie jest jednym z potężnych zmysłów, który dał nam Bóg. Pobieżnie klasyfikując zapach, możemy powiedzieć, że jest przyjemny lub obrzydliwy. Przyjemny jest zapach świeżego chleba, świeżo skoszonej trawy, zapach wnętrza nowego samochodu. Są też zapachy przykre: zgniłe jajko, wyziewy z kanału ściekowego.

„Zapach, to potężny czarodziej, który przenosi nas o całe lata. Wspomnienie zapachu przenosi do rodzinnego domu, do ogrodu i zapachu owoców. Powoduje szybsze bicie serca lub bolesne skurcze”.

Ludzki nos może odróżniać około 10.000 różnych zapachów, ale z powodu rozleniwienia węchu, jest w stanie rozpoznać ok. 2500 aromatów. Gdy tracimy zdolność powonienia np. katar, wszystko pachnie jednakowo, czyli nijak. Zapach może wpływać na nastrój, pamięć, emocje, może wysyłać komunikat. Zapach stymuluje nasze zachowanie w danej sytuacji. Jeśli ktoś przechodzi koło ciebie, twój mózg to rejestruje. Osoby o nieświeżym zapachu sprawiają, że wolisz być dalej od nich. Zapachy mogą sygnalizować niebezpieczeństwo, strach, jakieś zagrożenie. Zapach mówi nam, że ktoś jest obok nas. Zapach sygnalizuje, że jedzenie jest dobre, lub zepsute. Właściwie smak jest w 75% zapachem.

Jak zatem pachniemy duchowo?
Czy ludzie czują aromat Jezusa, czy czują zapach duchowej śmierci?
Przeczytany tekst odkrywa, że zapach stanowi różnicę. Biblia mówi, że kiedy dajemy nasze życie Chrystusowi i pokutujemy z naszych grzechów, poddajemy się Jezusowi, On omywa nas i stajemy się biali jak śnieg. Żadnego zapachu śmierci.
„Pokrop mnie hizopem, a będę oczyszczony; Obmyj mnie, a ponad śnieg bielszy się stanę” (Ps 51,9).
Proces oczyszczania umysłu przez nauczanie Biblii trzyma nas w czystości.
„A nie upodabniajcie się do tego świata, ale się przemieńcie przez odnowienie umysłu swego, abyście umieli rozróżnić, co jest wolą Bożą, co jest dobre, miłe i doskonałe” (Rzym 12,2).
Modlitwa pomaga pachnieć jak codzienna kąpiel.
„Niech wznosi się ku tobie modlitwa moja jak kadzidło, A podniesienie rąk moich jak ofiara wieczorna!” (Ps 141,2).
Trzymajmy się z dala od śmietniska świata, a nie będziemy cuchnąć. Jeśli bierzesz kąpiel i wracasz do śmieci, możesz być pewnym, że będzie czuć śmieci. Jeśli bawimy się martwymi rzeczami świata, zaczniesz pachnieć jak one.
„Błogosławieni, którzy piorą swoje szaty, aby mieli prawo do drzewa żywota i mogli wejść przez bramy do miasta” (Obj 22,14).

Pachnąc jak Jezus
Duchowy zapach powoduje, że inni będą chcieli być w twoim towarzystwie, a to stwarza możliwość świadectwa o nowym życiu w Jezusie. Wszyscy wiemy, jaki jest efekt braku dostępu do prysznica przez kilka dni. Ludzie zaczynają unikać nas, kwiaty więdną, kiedy idziemy przez ogród, nawet psy przechodzą na drugą stronę ulicy. Czasem ktoś wylewa butelkę wody kolońskiej na nieumyte ciało, sądząc, że to wytłumi nieświeżość. Czasem robi to jakaś część chrześcijan. Czuć od nich nieposłuszeństwo i próbują przykryć ten zapach, zapachem dobrych uczynków.
Sprawdzajmy nasz duchowy zapach – pachniemy, czy zapach jest zjełczały?
„Chodźcie w miłości, jak i Chrystus umiłował was i siebie samego wydał za nas jako dar i ofiarę Bogu ku miłej wonności” (Ef 5,2).
Ludzie przyjdą zobaczyć Jezusa, kiedy poczują Jego zapach od nas. Pomyślmy o aromacie unoszącym się z grilla sąsiada. Jeśli sąsiad spala śmieci w kominku, jak czasami się zdarza, wtedy jest to nie do zniesienia. Jest jak śmiertelny szkodliwy dym, który ma zabójczy skutek. Biblia mówi nam: bądź czysty, roznoś aromat Jezusa.

Ci, którzy kochają Pana, emitują piękny aromat. To jest bogaty bukiet owocu Ducha Św. Jesteśmy „w Chrystusie”, jesteśmy w ważnym związku z Nim i dlatego wszędzie, gdzie idziemy, emitujemy słodki aromat Chrystusa. Autentyczne chrześcijaństwo zawsze emituje aromat, który podoba się Bogu i ludziom.

Słodki zapach zwycięstwa
Kiedy narodziliśmy się na nowo, to plan Boga dla nas jest zwycięstwem. Ap. Paweł znał ból, znał udrękę, znał pokusy i próby, ale, on powiedział:
„Lecz Bogu niech będą dzięki, który nam zawsze daje zwycięstwo w Chrystusie i sprawia, że przez nas rozchodzi się wonność poznania Bożego po całej ziemi” (2 Kor 2,14).
Jeśli życie jest lekkie, miłe i przyjemne, a chrześcijaństwo to pasmo tylko poklepywania po plecach, to po co mowa o zwycięstwie? Jeśli nie ma trudności, żadnej próby, żadnego bólu serca, żadnych łez, żadnych lęków, żadnych problemów, to dlaczego mam być zwycięzcą? Z czego?

Zachwycający aromat zwycięstwa
Paweł i Sylas poszli do Filippi zwiastować ewangelię i zbudować kościół, ale diabeł sprzeciwił się im. Była tam dziewczyna zniewolona przez demona, zastąpiła im drogę i powiedziała:
„Ci ludzie są sługami Boga Najwyższego i zwiastują wam drogę zbawienia” (Dz 16,17).
Ona mówiła prawdę, ale to była sztuczka diabła, by łączyć ewangelię z okultyzmem. Paweł nie chciał patronatu piekła. Właściciele, którzy zarabiali pieniądze na tym procederze, zostali rozdrażnieni i fabrykując oskarżenia, doprowadzili do uwięzienia apostołów. Tam rozszedł się zapach Jezusa Chrystusa z duchowego ciała – kościoła. Stróż więzienny został uratowany, jego domownicy. Diabeł chciał zatrzymać ożywienie. Wszystko, co mógł zrobić, to zmienić miejsce swojego pobytu. Kiedy przydusił apostołów, nie wiedział, że wycisnął perfumy zbawienia, wonność poznania Bożego. To był zapach życia ku życiu.

Kiedy masz ból serca i obawy, to nie idź do poklepywaczy pleców, ale idź do Biblii. Jezus wygrał i nigdy nie zapominaj tego! Mamy zwycięstwo w Chrystusie.
„Dla jednych jest to woń śmierci ku śmierci, dla drugich woń życia ku życiu”.
Po której stronie krzyża jesteśmy?
Pewien człowiek, będąc obywatelem Francji, stał się obywatelem Wielkiej Brytanii. Pamiętamy, że Anglicy pokonali Francuzów pod Waterloo. Kiedy ten człowiek był obywatelem Francji, Waterloo było, dla niego klęską. Kiedy stał się obywatelem Wielkiej Brytanii, Waterloo stało się dla niego zwycięstwem.

Zwycięstwo i zapach naszego duchowego życia zależy od tego, po której stronie krzyża jesteśmy. Albo woń śmierci ku śmierci, albo woń życia ku życiu. Bóg wybrał naczynia gliniane, aby w nich złożyć cenny aromat. Skarb jest bezcenny, pochodzi od Boga. Bóg bierze proste naczynia gliniane i napełnia Jego chwałą, one zawierają wiadomość o Bożej łasce zbawienia i właśnie to daje im wartość. One w Jego pracy wydzielają zapach życia.

„Maria wzięła funt czystej, bardzo drogiej maści nardowej, namaściła nogi Jezusa i otarła swoimi włosami, a dom napełnił się wonią maści” (Jan 12,3).
Stłuczony słoik i zapach jej nowego życia napełnia pokój. To jest ten zapach, który pamiętamy. Nie zapach świetnie przygotowanego jedzenia albo aromat słodkiego wina, ale perfumy życia nieproszonego gościa.
Co potrzebuje dziś Bożego odnowienia, odświeżenia, co zjełczało, co cię znudziło, co ci nie sprawia radości?

Jaką jesteś wonnością?
Suar de Paris czy Suar de Kompost?

sierpień 2013