Bóg obecny w nas

Bóg obecny w nas

Data wygłoszenia kazania Lipiec 1993

„A gdy nadszedł dzień Zielonych Świąt, byli wszyscy razem na jednym miejscu. I powstał nagle z nieba szum, jakby wiejącego gwałtownego wiatru, i napełnił cały dom, gdzie siedzieli. I ukazały się im języki jakby z ognia, które się rozdzieliły i usiadły na każdym z nich. I napełnieni zostali wszyscy Duchem Świętym, i zaczęli mówić innymi językami, tak jak im Duch poddawał” .

                                                                                                                                (Dz 2,1-4) 

Bywają spektakle teatralne, które permanentnie są na scenie, wydawałoby się, że do znudzenia. Stała jest scena, treść, tylko widownia się zmienia.
Są święta, które cyklicznie powracają w kalendarzu kościelnym i nie odczuwamy, by się znudziły. Raczej mobilizują nas, by w nich uczestniczyć z dozą emocji, jaką niosą w swoim przesłaniu.
Pamiątka zesłania Ducha Św. jest niekończącą się opowieścią, która nie ma zakończenia. Pięćdziesiątnica ciągle ma nowe odsłony. Ciągle ma nowe aranżacje, które uwzględniają kulturę, geografię i zmieniających się ludzi.
Gdy powracamy do uświęconych dni o świątecznym charakterze, to nie wspominamy tylko jednorazowych aktów przeszłości z konkretną datą, ale świętujemy naszą teraźniejszość, naszą tożsamość. Nie jest to ulotne przeżycie, że musimy wstrzymywać oddechu, by nie spłoszyć „gołębicy”. Nie jest to też niekontrolowana ekstaza.
Pamiątka zesłania Ducha Św. została zakwalifikowana do święta ludowego i dobrze, to jest przesłanie dla ludu.
Łukasz powiada:

„…i napełnieni zostali wszyscy Duchem Św”.

W Jerozolimie zrobiło się gorąco, emocje starły się z rozsądkiem. Ap. Piotr podjął próbę uspokojenia zgromadzonego tłumu, odwołując się do proroctwa Joela, przypominającego, że w ostateczne dni tak miało się stać. Po takich słowach już tylko mogło być gorzej. Stwierdzenie, że są to dni ostateczne, mogło wywołać panikę. Jedni prosili o informacje co robić, by znaleźć się w wieczności, a inni mogli powiedzieć, idę użyć jeszcze świata skoro to już koniec.
Przygoda z ruchem Zielonoświątkowym zaczyna się w Dziejach Apostolskich i trwa do dnia dzisiejszego.
Hasło tego przeżycia brzmi: Bóg obecny w nas.
Dary Ducha Św., ogień, wiatr, znaki i cuda, emocje, to jest skala, która mierzy się obecność i działanie Ducha Św. w kościele. Bracie masz źle skalibrowaną poziomicę duchowości zielonoświątkowej, czasem słyszę.
Przyglądanie się czy inni są pełni Ducha Św. zamiast dowodu, że Duch Św. jest w moim życiu doświadczeniem, które zmieniło praktykę życia, jest tylko marnowaniem czasu.
Bóg nie chce być tylko Bogiem w niebie, lecz „Bogiem, który mieszka z nami”. Nie uważam, że jest to przeżycie dające duchowość, ale przeżycie dające nowy wymiar mojemu zrozumieniu Boga. Nie powinno wzbudzać naszego zdziwienia ciągłe pragnienie obecności Ducha Św. w naszym życiu, bo to jest pragnienie obecności Boga.
Podstawowym celem zesłania Ducha Świętego nie jest duchowe uniesienie, ale wprowadzenie w prawdę, że Chrystus jest Panem i Zbawicielem.

„lecz gdy przyjdzie On, Duch Prawdy, wprowadzi was we wszelką prawdę, bo nie sam od siebie mówić będzie, lecz cokolwiek usłyszy, mówić będzie, i to, co ma przyjść, wam oznajmi. On mnie uwielbi, gdyż z mego weźmie i wam oznajmi” 

                                                                                                                                (Jan 16,13-15)

Ludzie nie pytali jak mówić innymi językami, ale jak być zbawionymi.
Kazanie o nawróceniu i odrodzeniu musi wyprzedzać poselstwo o otrzymaniu darów Ducha Świętego. Jezus najpierw wręczy ci szuflę z miotłą, byś zrobił porządek u siebie. Tylko dzieci Boże są prowadzone przez Ducha Bożego i nie rób sobie nadziei, że jest inaczej.
Potrzebujemy napełnienia Duchem Św. by mieć osobistą relację z Bogiem. Najczęściej rozumie się to jako doświadczenie, które następuje w jakiś czas po nawróceniu. Uczniowie Jezusa nawrócili się na długo przed tym, jak otrzymali Ducha Świętego.
Sposobem na otrzymanie tego doświadczenia duchowego poza nawróceniem jest pragnienie.
Nie ma magicznych zaklęć, by otrzymać chrzest w Duchu Św.

„A w ostatnim, wielkim dniu święta stanął Jezus i głośno zawołał: Jeśli kto pragnie, niech przyjdzie do mnie i pije. Kto wierzy we mnie, jak powiada Pismo, z wnętrza jego popłyną rzeki wody żywej. A to mówił o Duchu, którego mieli otrzymać ci, którzy w niego uwierzyli”

                                                                                                                                (Jan 7,37)

Sposób jest taki sam jak przyjęcie zbawienia przez wiarę, wszystko inne jest ludzkim pomysłem.
Wynikiem wylania Ducha była jedność i miłość.

„Wszyscy zaś, którzy uwierzyli, byli razem i mieli wszystko wspólne,
Codziennie też jednomyślnie uczęszczali do świątyni, a łamiąc chleb po domach, przyjmowali pokarm z weselem i w prostocie serca”

                                                                                                                       (Dz 2,44-46).

Jednym z elementów poświadczających obecność Ducha Św. w osobistej relacji z Bogiem są dary Ducha Św.. Ap. Paweł daje następującą radę Koryntianom:

„ponieważ usilnie zabiegacie o dary Ducha, starajcie się obfitować w te, które służą ku zbudowaniu zboru”

                                                                                                                             (1 Kor 14,12).

Dary łaski Ducha Świętego, to nie są naturalne talenty oddawane na służbę Bogu, jak np. talent do śpiewania. Biblia mówi nam: „Jeden bowiem otrzymuje… drugi otrzymuje…”, a na końcu „wszystko to zaś sprawia jeden i ten sam Duch”. Otrzymanie daru ma ścisły związek z osobą Ducha Św., a nie z wykształceniem i uformowaniem naszych zdolności. W tej dziedzinie trwa dyskusja między klasycznym ruchem zielonoświątkowym a ruchami charyzmatycznymi.
Jest oczywiste, że wszystko mamy od Boga, co moim zdaniem nie stawia znaku równości między talentami a darami Ducha Św.
Udzielenie daru Ducha Św. jest suwerennym, niezależnym czynem Dawcy – Boga. Jednego jestem pewien, trzeba być własnością Jezusa, by otrzymać dary Ducha Św.
Celem darów nie jest powodowanie sensacji ani przyciąganie uwagi.

„Bóg bowiem nie jest Bogiem zamieszania, lecz pokoju. Tak jak to jest we wszystkich zgromadzeniach świętych”

                                                                                                                              (1 Kor 14,33).

Ignoranci zawsze podkreślają, że ważniejszą jest miłość, ale ap. Paweł nie napisał: „dążcie do miłości zamiast darów duchowych”.
Jest rzeczą oczywistą, że Duch Św. nie daje chrześcijanom darów niepotrzebnych.
Pamiętajmy: „dary nie są oznaką awansu chrześcijanina, ale znakiem wielkości Bożej”.
Bóg przez Ducha Świętego daje dary, a nie ludzi.
Dary ducha Świętego potrzebne są nam do „podkręcania” życia duchowego, ale nie do przeginania.
Biblia zmieniła świat, a nie zmienia nas i tu tkwi problem. Dlaczego dary nie są w Tobie?
Chrześcijaństwo jest proste. To my je z uporem komplikujemy. Organizujemy kursy, które trwają tygodniami lub miesiącami. W ten sposób wierzący myśli, że trudno jest zdobyć coś od Chrystusa. „Eksperci” wypowiadają się na temat Ducha Św., a wierzący w ławce myśli, że bardzo trudno jest być napełnionym Duchem Świętym.
Pięćdziesiątnica jest prowokacją, by Bóg był obecny w nas.

 

Wstąpił

Wstąpił

„Pierwszą księgę, Teofilu, napisałem o tym wszystkim, co Jezus czynił i czego nauczał od początku aż do dnia, gdy udzieliwszy przez Ducha Świętego poleceń apostołom, których wybrał, wzięty został w górę” (Dz 1,1-2).

Łukasz przekazuje nam niezwykłą relację, którą można by uznać za jakąś opowieść i fantazję autora, ale to są fakty. Relacja Łukasza o wniebowstąpieniu jest pomostem między dwoma tomami jego dzieła – Ewangelią a Dziejami Apostolskimi.
Ten moment musiał kiedyś nastąpić i nie mogło się stać to w ukryciu. Powrócił do domu, do tych, z którymi pożegnał się, idąc na ziemię. Obłok, który zakrył Go, to nie zwykła chmura, ale Boża chwała, która towarzyszyła Izraelowi w różnych okolicznościach na pustyni i ta, którą ujrzał Izajasz w świątyni.
Kiedy Jezus narodził się, było bardzo radośnie i głośno na polach betlejemskich, kiedy powraca, jest dziwnie cicho.
Wniebowstąpienie Jezusa niesie nam poselstwo o prawdziwości przesłania Ewangelii, o wieczności i domu Ojca, do którego zdążamy. Jest ono drogowskazem dla naszej nadziei, której ukoronowaniem jest wieczność, spotkanie z Bogiem. Nasza wiara nie musi zatrzymywać się na grobie, nawet najpiękniejszym z wymyślnym epitafium, ale na nadziei, którą dał nam Jezus:
„Niechaj się nie trwoży serce wasze; wierzcie w Boga i we mnie wierzcie!”
Czym zatem było i jest Wniebowstąpienie?
Wniebowstąpienie zakończyło czas wcielonego pobytu Jezusa na ziemi.
Nasz Pan wrócił tam, gdzie jest najbardziej potrzebny. Wstąpił do miejsca, gdzie nie jest ograniczony czasem i przestrzenią.
Wniebowstąpienie było początkiem oczekiwania na ewangelizację w mocy Ducha Św. z wszystkimi symptomami tej ewangelizacji jak: znaki i cuda, demaskowanie diabelskiego oddziaływania na ludzi, wyposażenia w narzędzia, jakimi są dary Ducha Św. do zwalczania destrukcyjnego działania piekła.
„Lepiej dla was, żebym Ja odszedł. Bo jeśli nie odejdę, Pocieszyciel do was nie przyjdzie, jeśli zaś odejdę, poślę go do was”.
Wniebowstąpienie pokazuje nam, kto jest naszym Zbawicielem, kto miał moc zbawić grzesznika, kto miał moc nad śmiercią, kto żyje i jest godzien swego święta na ziemi.
„Potem nastanie koniec, gdy odda władzę królewską Bogu Ojcu, gdy zniszczy wszelką zwierzchność oraz wszelką władzę i moc. Bo On musi królować, dopóki nie położy wszystkich nieprzyjaciół pod stopy swoje” (1 Kor 15,24-25).
Przed Bogiem zdamy sprawę nie z poglądów, ale z szafarstwa swego na ziemi.
Jezus powróci, to nie jest pożegnanie na zawsze. Poselstwo aniołów skierowane do zapatrzonych apostołów wprowadza pewną równowagę w napięcie, jakie nagle powstało. Zaleceniem jest czuwanie.
Życie bez czuwania może wprowadzić nastrój, że mamy jeszcze dużo czasu a jest to najbardziej niebezpieczne ze złudzeń. Najboleśniejszym słowem może być słowo „za późno”.
Chrześcijanie powinni pilnować się, by spoglądając nadto długo w niebo, nie zapomnieli o swoich obowiązkach na ziemi.
Wniebowstąpienie jest dla nas ostrzeżeniem, aby nigdy nie dać się tak pochłonąć czasowi, by zapomnieć o wieczności, nigdy nie pozwolić świeckim sprawom, chociażby bardzo ważnym, odwrócić naszą uwagę od Boga.
Uczniowie nie odchodzą smutni, opłakując stratę. Wracają z wielką radością, chwaląc Boga w świątyni codziennie. Oni nie doświadczają nieobecności Jezusa i Jego braku.
„A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni” (Mt 28,20).
Zbawiciel, który nigdy nie zostawia nas samych, nawet gdy wstępuje do Ojca.
Dlaczego mamy czekać? Wiedząc, kiedy powróci, coś moglibyśmy sobie zaplanować.
Żyjemy w świecie, który mówi nam „nie czekaj”, „bierz już teraz”, ale możemy spokojnie powierzyć naszą przyszłość w rękę Ojca niebieskiego bez obawy o jej realizację.
Zakończywszy swoje ostatnie instrukcje, podniósł Jezus ręce, by błogosławić uczniów:
„I wywiódł ich aż do Betanii, a podniósłszy ręce swoje, błogosławił ich. I stało się, gdy ich błogosławił, że rozstał się z nimi” (Łk 24,50-51).
Nie musimy wyczekiwać z pytaniem, co dalej?
„Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszystkiemu stworzeniu”
Wniebowstąpienie to szczególny dzień przypominający o obecności Jezusa wśród nas:
„Bo gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich” (Mt 18,20).

Mama

Mama

„Synu mój, słuchaj pouczenia swojego ojca i nie odrzucaj nauki swojej matki, bo one są pięknym wieńcem na twojej głowie i naszyjnikiem na twojej szyi!” (Prz 1,8-9).

Zadajemy sobie pytanie, czy taka okoliczność jak Dzień Matki ma biblijne uzasadnienie. W Biblii nie znajdziemy wyraźnego wprost zalecenia, by obchodzić święto Dnia Matki, ale pośrednio Słowo Boże zachęca do otaczania szczególnym szacunkiem żony i matki.
Dzień Matki zaczęto obchodzić od 1907 r. Poświęcenie jednego dnia w roku matkom nie stoi w sprzeczności z nauczaniem Biblii. Uzasadnienie takiego okolicznościowego dnia znajduję w uświęceniu przez Boga roli rodziców:
„I stworzył Bóg człowieka na obraz swój. Na obraz Boga stworzył go. Jako mężczyznę i niewiastę stworzył ich. I błogosławił im Bóg, i rzekł do nich Bóg: Rozradzajcie się i rozmnażajcie się, i napełniajcie ziemię, i czyńcie ją sobie poddaną” (1 Mojż 1,27-28).
Wiele miejsc Biblii poświęconych jest kobiecie-matce. Księga Przypowieści poświęca jej cały rozdział. Są to słowa króla Massy, Lemuela, które przekazała mu i nauczyła go matka.
„Mama”, to słowo na dźwięk, którego biją nam mocniej serca, jesteśmy wzruszeni, bo z nią od dziecka przebywamy, jesteśmy mocno uczuciowo związani. Ona nas wprowadza w świat ludzi dorosłych i nawet te bardzo dorosłe dzieci lubią w trudnych chwilach swego życia pójść do niej i wyżalić się oczekując pomocy. Jej przytulenie, dobre słowo, czyni bardziej znośnym ciężar, a jej pocałunek łagodzi ból.
Czy kobiety, które nie zaznały macierzyństwa, mogą być matkami? Jest wiele sierot, którymi można się zająć, wychować, dać im ciepło rodzinne. Szereg nauczycielek stało się matkami dzieci, których domy są rozbite. Zdarzają się sytuacje, gdy dziecko wychowuje się bez rodziców. Bywają małżeństwa bezdzietne, ale mogą stać się rodzicami, wychowując osierocone dzieci.
Mówiąc o Dniu Matki, mówimy o szacunku do rodziców, ponieważ żyjemy w czasie, o którym już ap. Paweł napisał:
„Ludzie bowiem będą samolubni, chciwi, chełpliwi, pyszni, bluźnierczy, rodzicom nieposłuszni, niewdzięczni, bezbożni” (2 Tym 3,2).
Matka Tymoteusza postawiła sobie za punkt honoru zapoznać syna z Drogą Pańską i zrobiła wiele, a pomocną była jej matka Loida. Od dzieciństwa Tymoteusz został wychowany w wierze w żywego Boga:
„I ponieważ od dzieciństwa znasz Pisma święte, które cię mogą obdarzyć mądrością ku zbawieniu przez wiarę w Jezusa Chrystusa” (2 Tym 3,15).
„przywodzę sobie na pamięć nieobłudną wiarę twoją, która była zadomowiona w babce twojej Loidzie i w matce twojej Eunice, a pewien jestem, że i w tobie żyje” (2 Tym 1,5).
Niewiasty nie przyjęły biernej postawy, nie powiedziały, nie ma co narzucać synowi Zakonu, taki jest młody, później zdecyduje. Nie poprzestały też na teorii, ale zapewne pokazały młodemu Tymoteuszowi sposób chrześcijańskiego życia w praktyce.
Klimat domu i atmosfera w dużej mierze zależą od kobiety, bo takie wyrastają później dzieci.
Zuzanna Wesley dała światu Johna i Karola. Matka Billy Grahama miała ściśle określony czas, by modlić się o swego syna, dużo wcześniej niż stał się znanym ewangelistą.
Domy wielu matek były otwarte dla innych chrześcijan np. Marii w Jerozolimie, gdzie gromadzono się na modlitwę, Lidii w Filipii, która otworzyła swój dom, by miejscowi chrześcijanie mogli się spotkać. Użyteczność domu zależy od tego, jakie miejsce ma w nim Biblia.
W Ewangelii Mateusza rozdział 20 znajdujemy tekst, na który warto zwrócić uwagę. Salome – matka Jana i Jakuba, żona Zebedeusza, zwraca się z prośbą do Jezusa. Jej synowie byli gwałtowni, ale Jezus ich wezwał i poszli za Nim. Mieli otwarte serca dla Boga, gdy postanowili przyłączyć się do uczniów Jezusowych. Salome nie powstrzymała ich, nie czynił tego również jej mąż.
Każda matka ma na celu dobro swoich dzieci, musi jednak pamiętać, że Bóg wie, co jest najlepsze dla jej dzieci. Dzieci potrafią uczynić matki ślepymi w miłości.
Drogie matki nie rezygnujcie z tego, o czym nie wiecie, a może okazać się szczególnym błogosławieństwem dla was.
Wspominając matki, mówimy o ich ogromnej odpowiedzialności w życiu rodziny, domu. Wiara matki jej chrześcijański tryb życia będą przypominane i opiewane po wielu latach.
Niech Dobry Bóg błogosławi każdą z niewiast matek za jej trud i poświęcenie w wychowaniu każdego dziecka, za ich domową ewangelizację.

Pozytywka

Pozytywka

„Bo ci, których Duch Boży prowadzi, są dziećmi Bożymi” (Rzym 8,14)

Kilka lat temu jadąc samochodem, wysłuchałem audycji muzycznej, której tytuł brzmiał: „powracająca melodyjka”. Live motywem była piosenka, którą zaprezentowano w przeróżnych aranżacjach.
Każde nabożeństwo można by określić jako powracającą melodię w przeróżnych aranżacjach wynikających często z okoliczności. Ciągle jednak mówimy o jednym – o Bogu. Bogu, który posłał Syna Jezusa Chrystusa, aby darować nam zbawienie. O Bogu, który zesłał Ducha Św. Aby życie nasze było uświęcone i przez niego prowadzone.

„Bo ci, których Duch Boży prowadzi, są dziećmi Bożymi”.

W pobożności zielonoświątkowej oprócz tak charakterystycznych przeżyć, jak: glosolalia, wizja, proroctwa, słowo wiedzy i mądrości, uzdrowienia, a więc cała gama darów Ducha Św., pojawia się zwrot „prowadzenie Ducha Św.”. Nie powinien on być tylko pustym, pobożnościowym sloganem, ale powinien coś znaczyć.
Chciałbym przyjrzeć się temu fenomenowi prowadzenia przez Ducha Św. w życiu ludzi Biblii i odnieść je do praktyki w dzisiejszym chrześcijaństwie zielonoświątkowym.
Czasem niewłaściwie rozkładamy akcent tego przeżycia. Skoncentrowani jesteśmy na przeżyciu, doznaniu, językach, darach, ale głównym akcentem tego duchowego doświadczenia jest Bóg obecny w nas, z nami, dający nam życie, rozpalający nasze serca dla Niego. Bóg objawił się, by ożywić ludzi, którzy myśleli, że wszystko się skończyło. Objawił się, by przepłynęła przez nich woda życia. Nie musieli poszukiwać dowodów, że doświadczyli wylania Ducha Św., bo ich życie było dowodem.

„Bo ci, których Duch Boży prowadzi, są dziećmi Bożymi”.

Czy jestem dzieckiem Bożym, czy nie mam wątpliwości, czy inni nie mają?

Prowadzeni przez Ducha Bożego nie muszą udowadniać, że są dziećmi Bożymi.

Przeakcentowanie przeżyć charyzmatycznych może zatrzeć warunek podstawowy,  nowo narodzenie dla Boga. Uczestniczyłem w nabożeństwie, w którym kaznodzieja zachęcał dzieci do przeżyć charyzmatycznych z wszelkimi znamionami darów Ducha Św., tylko nie powiedział im, że muszą się nawrócić. Dla mnie dziecięctwo Boże ma ścisły związek z nowo narodzeniem, przeżyciem zbawienia, zerwaniem z grzechem i życiem, które płynie pod prowadzeniem Ducha Św..
Apostołowie prowadzeni przez Ducha Św. byli tak przekonujący, że ludzie zadawali pytanie: „co mamy czynić, mężowie bracia?”
Dziś często muszę zadawać sobie pytanie: „czy ten ktoś jest zbawiony, czy przefarbowany?” Nawróceni – nienawróceni, to taki nowy gatunek wierzących – obojnacy, światowo-religijni, zwyczajni – niezwyczajni, pogodzeni z Bogiem i ze światem.

„Bo ci, których Duch Boży prowadzi, są dziećmi Bożymi”.

Używając słów pewnej piosenki, powiem, chociaż zabrzmi niesmacznie: „to widać, to słychać, to czuć”.
Jeśli Duch Św. bracie siostro cię prowadzi, to zadaję Ci pytanie: dlaczego nie widać, nie słychać i nie czuć?
Dzieci Boże są prowadzone przez Ducha Bożego i nie rób sobie nadziei, że jest inaczej.

„Odpowiadając Jezus, rzekł mu: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się kto nie narodzi na nowo, nie może ujrzeć Królestwa Bożego” (Jan 3,3).

Prowadzeni przez Ducha Św. żyją na inny sposób.

Życie prowadzone pod namaszczeniem Ducha Św. jest życiem podporządkowanym Bogu Ojcu, Synowi i Duchowi Św. Dlaczego zatem mamy problemy z ludźmi, którzy ciągle odwołują się do osoby Ducha Św., tylko z ich życiem jest coś nie tak?
„Nie zgadzam się ze współczesnym zwyczajem »ogłaszania« Bożych błogosławieństw w oderwaniu od sposobu naszego życia” (Jim Cymbala „Świeży wiatr, świeży ogień”).
Zasłaniając się osobą Ducha Św., niektórzy zamykają się we własnej nadduchowości, ale jeśli masz odwagę, by pozwolić na prowadzenie Ducha, to On najpierw wręczy ci szuflę z miotłą, byś zrobił porządek u siebie.
„Coraz częściej żywe ciała cuchną światem”.

„Bo ci, których Duch Boży prowadzi, są dziećmi Bożymi”.

Zbory zaczynają zamieniać się w kluby „błogosław mnie”.
Wszystko, czego niektórzy oczekują na nabożeństwie to słodkich cukierków: „błogosław mnie”. Napomnienie, przekonywanie o grzechu i wiecznej zgubie bez Boga drażni.
Zbór nie jest miejscem, do którego przychodzi się tylko po błogosławieństwo.
Psalmista modlił się w Psalmie 103,1:
„Błogosław, duszo moja, Panu i wszystko, co we mnie, imieniu jego świętemu!”, a nie błogosław duszy mojej.
Kiedy woda życia wpłynie między ludzi, ustają wszelkie zgrzyty, tarcia, ona łączy ludzi z sobą w rodzinę duchową. Gdzie obecny jest Duch Św., tam nawet piasek nie może zgrzytać.

„Bo ci, których Duch Boży prowadzi, są dziećmi Bożymi”.

Dobrze jest być zniewolonym przez Ducha Św.:
„I oto teraz, zniewolony przez Ducha, idę do Jerozolimy, nie wiedząc, co mnie tam spotka, prócz tego, o czym mnie Duch Święty w każdym mieście upewnia, że mnie czekają więzy i uciski” (Dz 20,23).
Ap. Paweł nie tylko czekał na „Panie błogosław”, ale poddał się w niezwykłą niewolę, która nie zawsze smakowała jak cukierek.

„Bo ci, których Duch Boży prowadzi, są dziećmi Bożymi”.

Przeżycie zwane napełnieniem Duchem jest bardzo ważne, towarzyszące znaki również, ale nie jest tylko jakimś ekstatycznym przeżyciem. Centrum każdego przeżycia zielonoświątkowego jest zawsze Chrystus. Jezus wyjaśnił, że gdy Duch zstąpi, to nie przyciągnie uwagi na siebie, ale skupi ją na słowach Chrystusa, wywyższy Jego.
„Gdy przyjdzie On Duch prawdy (…) nie sam od siebie mówić będzie (…) On Mnie uwielbi, gdyż z mego weźmie i wam oznajmi. Wszystko co ma Ojciec, moje jest, dlatego rzekłem wam, że z mego weźmie i wam oznajmi” (Jan 16,13-15).
Podstawowym celem Ducha Świętego nie jest duchowe uniesienie.
Duch przyszedł, aby wywyższyć Chrystusa!Duch musi zbliżyć nas do Chrystusa.
Chcemy Jego obietnic, chcemy Jego ochrony, ale naprawdę chcemy Chrystusa.
Duch Święty nie został posłany do nas, jako bierny, słaby wpływ. On przychodzi jak drapieżny orzeł i rozdziela ogień. Chrzest w Duchu Św. nie może zastąpić innych przeżyć w Bogu np. pokuty, nawrócenia, chrztu w wodzie. Niektórzy mówią, najważniejsza jest miłość.
„Miłość nie może zastąpić darów Ducha ani dary nie zastąpią miłości”.
Kiedy Duch Święty wejdzie do naszych serc, to powoduje, że relacje z Bogiem Ojcem i Jezusem stają się osobiste. Duch Święty ma sposób na upraszczanie naszych relacji z Bogiem Ojcem. Uczy nas mówić „Abba, Ojcze”. On nie jest już tylko jakimś ojcem, ale jest moim Ojcem! Jest to dzieło i służba Ducha Świętego. Jest to nasze zadanie w tym przeżyciu, głosić Chrystusa i jego dzieła.

„Bo ci, których Duch Boży prowadzi, są dziećmi Bożymi”.

Droga do Wielkanocy

Droga do Wielkanocy

„[…] do Efezu przybył pewien Żyd. Miał na imię Apollos i pochodził z Aleksandrii. Był człowiekiem wymownym oraz biegłym w Pismach. Obeznany był też z drogą Pana i z żarem, z głębi ducha, przemawiał i dobrze uczył o tym, co dotyczyło Jezusa” (Dz 18,24-25).

Dziś zabieram Was w podróż drogą ku Wielkanocy. Ta „Droga” nie jest ścieżką do podróżowania, ale przykładem do naśladowania.

Czas poprzedzający święta Wielkanocne zawsze kojarzy mi się z narodowym rozgrzeszaniem. Poprzedzają ten okres rekolekcje w kościołach, spotkania, których celem jest refleksja, przemyślenie i zapewne poprawa.

W obecnych dniach najważniejszym słowem niewątpliwie są słowa: „ukrzyżowali Go”, „Alleluja”, „On żyje”, „śmierć pokonana”, „zwycięstwo życia”, „tryumf życia nad śmiercią”, a wszystkie te sformułowania można zamknąć słowem wprawiającym w zdumienie – „Chrystus Zmartwychwstał”.

W drodze, którą podąża Jezus, jest coś wzniosłego, majestatycznego: ostatnia droga, ostatnie nauczanie, ostatnie spotkania, ostatnie słowa i dramatyczne wyznanie: „Wykonało się”.

Droga do Wielkanocy zawsze prowadzi przez cmentarz.

Zacytowany fragment Słowa Bożego wprowadza nas w tło, które mówi: pierwszych wyznawców Chrystusa i ich styl życia nazwano „Drogą Pańską”. Ten nowy ruch nazywano „Drogą” ze względu na to, jak żyli, a dokładniej ze względu na to, za Kim podążali. Tylko poprzez zaufanie i podążanie za Tym, który jest Drogą, Prawdą i Życiem, człowiek wchodzi w życie wieczne i rozpoczyna osobistą podróż z Bogiem.

Jezus wybrał drogę do Jerozolimy, drogę krzyża, ale zanim tam dotrze, coś jeszcze uporządkuje. Chrześcijanie wspominają tryumfalny wjazd Jezusa do Jerozolimy, można zadawać sobie pytanie: jak bardzo jest ważne to wspominanie z punktu widzenia mojego życia, bo historia już umiejscowiła to zdarzenie i tu się nic w tej relacji nie zmieni. Witali Go jako człowieka mającego moc czynienia cudów, zaspakajającego ich religijne aspiracje. Człowieka, który był po ich stronie, ale On miał dla nich dramatyczne przesłanie:

„Jeśli się nie narodzicie na nowo, nie wejdziecie do królestwa Bożego”.

Jezus przerwał ich sen o królestwie ziemskim i świętym spokoju. Witali Go przed Jerozolimą, ale miasto miało już wpisany dramat w swoją historię i nowy miało dopisać.

„Następnie przyszli do Jerozolimy. Gdy wszedł do świątyni, zaczął wyganiać tych, którzy w niej sprzedawali i kupowali, poprzewracał stoły wymieniających pieniądze oraz stragany sprzedawców gołębi. Nie dopuszczał też, aby ktoś przeniósł przez świątynię jakikolwiek sprzęt, a w swoim nauczaniu zwracał im uwagę: Czy nie zostało napisane: Mój dom będzie nazywany domem modlitwy przez wszystkie narody? A wy zrobiliście z niego jaskinię zdzierców” (Mr 11,15-17).

Wielu skołatanych życiem ludzi przychodziło z wielką tęsknotą za Bogiem do świątyni, w nadziei, że w jakiś sposób znajdą Go, otrzymają pocieszenie, odpowiedź na trudny problem, wyrażą swoja wdzięczność i radość, wezmą udział w uwielbieniu Boga. We wrzawie kupowania i sprzedawania, targowania się i licytacji, modlitwa nie była możliwa. Poszukiwali obecności Bożej, ale jej miejsce zajęło targowisko.

Wspominając opisane wydarzenie, nie mamy być tylko milczącymi obserwatorami historii. Mamy wpływać na zmiany jako ludzie Chrystusa. Faryzeusze, słysząc tłum krzyczący „hosanna, błogosławiony, który przychodzi”, w desperacji powiedzieli niezwykłą prawdę:

„Tedy mówili faryzeusze między sobą: Widzicie, że nic nie wskóracie, oto cały świat poszedł za nim” (Jan 12,19).

Tryumfalny wjazd do Jerozolimy raczej sugerował inne rozwiązanie.

Droga do Wielkanocy prowadzi przez cmentarz.

Jak nie mieć wypieków na twarzy, gdy czytamy w Biblii o tych wydarzeniach, które mają ścisły związek ze śmiercią Jezusa? Każdego roku skupiamy się na końcu jednej historii i początku nowej. Wspominamy sytuacje, które wydają się nieprawdopodobne. Ukrzyżowanie, śmierć Jezusa, u niektórych wywołują szok:

„Wtedy setnik, ujrzawszy, co zaszło, oddał chwałę Bogu, powiadając: Zaiste, człowiek ten był sprawiedliwy” (Łk 23,47).

Ludzie nie sądzili, że krzyż będzie częścią planu Bożego? Ukrzyżowano Syna Bożego, a śmierć wydaje się, tryumfowała. Droga poprowadziła na cmentarz. Koniec, nie ma powrotu. Jakie uczucia towarzyszyły tym, którzy do końca asystowali złożeniu ciała Jezusa w grobie? Głuchy odgłos kamienia zamykającego grób?

Religijni ludzie westchnęli z satysfakcją. Jego zwolennicy płakali, ale wszyscy się mylili!

Po ludzku wydawało się niemożliwe, a jednak ogłaszamy – śmierć została pokonana.

Ewangelie w wielu miejscach wydają się zmyślone, nieprawdopodobne, szokujące. Niektórzy czytają je z przymrużeniem oka. Na zmartwychwstanie trudno reagować stwierdzeniem: „no oczywiście, tak miało być, nie ma wątpliwości”. W kwestii zmartwychwstania były tylko wątpliwości.

„Natomiast pierwszego dnia tygodnia, ledwie zaczęło świtać, kobiety przyszły do grobowca, niosąc wcześniej przygotowane wonności. Kamień zamykający wejście zastały jednak odsunięty, a po wejściu do środka nie znalazły ciała Pana Jezusa.

A po powrocie od grobowca doniosły o tym jedenastu oraz całej reszcie. Były to Maria Magdalena i Joanna, Maria, matka Jakuba, oraz pozostałe wraz z nimi. Opowiadały one o tym apostołom, słowa te jednak brzmiały w ich uszach jak niedorzeczność — nie wierzyli tym kobietom” (Łk 24,1-3; 9-11).

Rockowa opera „Jesus Christ Superstar”, którą przed wielu laty świat muzyki był zafascynowany, kończy się na cmentarzu. Pominięto najważniejsze przesłanie, śmierć nie była końcem. Niektórzy myśleli, że tak. Jezus był martwy i pogrzebany.

Jezus zmartwychwstał.

„Dla pierwszych uczniów ewangelia bez zmartwychwstania byłaby po prostu ewangelią bez końcowego rozdziału; to nie byłaby w ogóle Ewangelia” (Arcybiskup Canterbury, Dr Michael Ramsey).

Chrześcijaństwo z wiarą w odkupieńczą śmierć i zmartwychwstanie nie zdewaluowało się.

Patrząc z tej perspektywy, pamiątkę zmartwychwstania możemy nazwać „Nieprawdopodobną”, bo wiemy, że to jeszcze nie koniec, nie wszystko zostało stracone. To, co wydawało się zakończeniem, w rzeczywistości było początkiem.

Bóg nie został pokonany, Bóg otworzył nowe drzwi i otworzył je wystarczająco szeroko, aby każdy, kto uwierzy, mógł przejść w doświadczenie nowonarodzenia.

W Ewangelii Jana zanotowane są pierwsze słowa Jezusa po zmartwychwstaniu:

„Kobieto! Dlaczego płaczesz? Kogo szukasz?” (Jan 20,15).

Lubię to pytanie: „Kogo szukasz?”, nie „czego?”. Ostatecznie to jest najważniejsze pytanie. Czy szukasz Boga, Jezusa?

Historia Marii i Marty, sióstr Łazarza, mówi, że ich świat zmienił się na zawsze. Ich droga do Zmartwychwstania przebiegała przez cmentarz.

Tu na ziemi nasze „Alleluja” zagłuszają krzyki, wojny, nienawiść, strach. Ludzie tracą wszelką nadzieję w obliczu dramatycznej, barbarzyńskiej agresji. Ludzie nadal tracą pracę, chorują, relacje ulegają zniszczeniu, małżeństwa przeżywają kryzysy, „moja sytuacja nigdy się nie poprawi…”, „nie mam przyszłości…”, „nikt mi nie pomoże…”, „jest już za późno”.

Pytanie jest powszechne w naszym chaotycznym świecie. Świat nie oferuje żadnej nadziei. Wiele słów, znacznie mniej skuteczności.

Bądźmy uczciwi, nie jest to dobre uczucie, kiedy sprawy obracają się przeciw nam, pomimo że modliliśmy się, pomimo faktu, że szliśmy drugą milę, pomimo że widzimy siebie jako oddanych Bogu.

Nie możemy doświadczyć pełnego wpływu Zmartwychwstania, jeśli nasze dni podobne są bardziej do Wielkiego Piątku niż Wielkanocy.

Czy jest jakaś nadzieja?

Nadzieja w Jezusie jest kotwicą naszej duszy:

„Jej to trzymamy się jako kotwicy duszy, pewnej i mocnej, sięgającej aż poza zasłonę” (Hbr 6,19-20).

Aby znaleźć radość i nadzieję Wielkanocy, musimy przejść przez cmentarze naszych klęsk i rozczarowań aż do zmartwychwstania.

Co ujawniły wam wasze życiowe burze?

Bez aresztowania Jezusa, Piotr nie zdawałby sobie sprawy, że jest zdolny zaprzeć się Jezusa.

Bez ciemności i trzęsienia ziemi setnik nigdy nie doszedłby do wyznania kim naprawdę był Jezus.

Gdyby Paweł nie został powalony na drodze do Damaszku, nie uświadomiłby sobie, że Jezus jest prawdziwym Mesjaszem.

Świadectwa Biblii pokazują, że droga do Wielkanocy nie jest gładka. Czasem jest kamienista. Możemy po kamieniach przejść, niektóre możemy obejść, ale są takie, które muszą zostać odsunięte. Bóg, który poruszył kamień grobu Jezusa, jest Bogiem, który wciąż porusza kamienie naszego życia.

Stajemy w miejscu wspominania zmartwychwstania, bo świat nie będzie miał ostatniego słowa.

Ewangelia zawsze ma ostatnie słowo.

My nie mamy tkliwych wspomnień, ale zwiastowanie, które podrywa nas do chwały, zachwytu, entuzjazmu, że Bóg jest żywym, realnym, obecnym w naszym życiu.

Najmocniejszą stroną chrześcijaństwa, „Drogi Pańskiej”, jest wieść o zmartwychwstaniu, a bez niej byłoby ono tylko kolejną mitologią.

Zmartwychwstanie naprawdę się wydarzyło i dlatego jest nadzieja dla beznadziejnych!

Jeśli na margines schodzi zmartwychwstanie, usuwamy fundament zbawienia.

Idąc drogą Wielkanocy prowadzącą przez cmentarz, Ewangelie pokazują nam ludzi, dla których życie straciło sens, a Jezus przywrócił im radość życia.

Prawda o zmartwychwstaniu jest największym cudem Biblii.

Spotykając się, czy to w świątecznym nastroju, czy każdej niedzieli, świętujemy, nie śmierć, ale życie.

Błogosławionej pamiątki Zmartwychwstania!