Co powie Bóg?

Co powie Bóg?

„Niech PAN, twój Bóg, wskaże nam drogę, którą mamy pójść, i niech wypowie Słowo, którego moglibyśmy się uchwycić” (Jer 42,3).

Początek roku jest czasem, w którym pojawia się wiele życzeń, podsumowań. Wielu banałów nie zabrakło i nie zabraknie w tych dniach kończących rok i jeszcze trochę ich usłyszymy.

Boże Słowo uczy nas, że Bóg ustanowił pory, czasy i granice. Dlatego temu przemijaniu jesteśmy podporządkowani. Zawsze w takiej chwili przebiegamy myślami przez dni, tygodnie, miesiące, które minęły, by uświadomić sobie, jak wiele Bóg darował nam swego błogosławieństwa. Będziemy dokonywać bilansu swoich strat i zysków. Fakt, że jesteśmy, jest wystarczającym powodem, by powiedzieć; dziękuję Boże.

Zmiana roku, jaką przyjmujemy, jest dla nas czasem rozrachunku własnego życia przed Bogiem. Nie czuję się upoważniony do bilansowania czyjegoś życia, ale mogę zadać sobie pytanie, co zrobiłem z czasem, który miałem do dyspozycji? Jak wykorzystałem go osobiście?

Jako wierzący możemy popłynąć niejako z prądem, stwierdzając, nie mamy na to wpływu. Wszystko i tak się potoczy, jak Bóg chce, ale nie sądzę, byśmy byli wezwani do biernego przetrwania. Było szereg rzeczy, na które mogliśmy mieć wpływ:
Mogliśmy modlić się o sytuacje i ludzi dotkniętych wszelkiego rodzaju doświadczeniami.
Mogliśmy mówić ludziom o zbawieniu i życiu w Jezusie Chrystusie.
Mogliśmy mówić o nadziei, która sięga dalej niż do naszego szczęścia i powodzenia na ziemi.
Mogliśmy podejmować decyzje w sprawie swego życia. Odpowiedzieć na wezwanie ewangelii zbawienia lub stać ze smutną refleksją:

„Przeminęło żniwo, skończyło się lato, a my nie jesteśmy wybawieni!” (Jer 8,20).

Niewątpliwie jedną z największych ran chrześcijaństwa jest jego rozdrobnienie, podziały, chore ludzkie ambicje.

Jesteśmy przed Bogiem, by podziękować za kolejny rok Bożej dobroci i łaski. Bóg mimo naszych upadków był z nami i wierzę, że będzie nadal przywoływać nas do pierwszej miłości, żarliwości, płomienności ducha.

Barwa i kolor roku są wyznaczone szarymi być może dniami, ale darowanymi od Boga. Zawsze zadaję sobie pytanie, jakie znaczenie dla mojego osobistego życia miał rok, który mija, dla Zboru, ale też pytam się, co chcesz szczególnie Panie zaakcentować w tym nadchodzącym?

Przed nami czas, który darował Bóg. Ludzie często szukają dobrego kościoła, zboru dla siebie, zamiast szukać dobrego Boga dla ich skołatanej duszy.

Chcę wyrazić też jedno z moich życzeń, jakim jest Boże prowadzenie. Wszystko jest jeszcze zakryte, jest wiele znaków zapytania. Jako ludzie wierzący też chcielibyśmy wiedzieć więcej niż tylko; „co dzisiaj?”.

Niezależnie od tego, co przyniesie Nowy Rok, jesteśmy w czasie oczekiwania na wejście do domu Ojca, bo może będzie dane nam ocenić zaledwie kolejny rok? Wkraczając w rok przed nami, mogę tylko wyrazić moje życzenie słowem Psalmu 121: „Pan strzec będzie wyjścia i wejścia twego”.

Nie chcemy czynić czegoś, co uważamy tylko za słuszne, ale co Bogu będzie się podobać. Dziś życzę sobie i wam siostry i bracia byśmy postawili sobie wysokie wymagania. Bądźcie wierni, cierpliwi, mocni duchowo, by życie wasze budziło duchowy respekt. Nie bądźcie meduzami, kameleonami, ale Bożymi mężami i niewiastami, przed którymi moce ciemności będą drżały, znając waszą wiarę. Jeśli chcesz wygrać, musisz zaangażować wszystkie duchowe siły – nie wygrasz tanim sposobem.

Mamy „złoty czas Bożej Łaski” i mając Boga jako swego Pana, czuję się pewnie, spoglądając w nadchodzący rok. Nie oczekuję, że będzie on sielski, anielski, ale wszystko, co przede mną poprzedzone będzie Bożą obecnością. Nie będę musiał pytać szklanej kuli, astrologa ani komputerowej wróżki czy jutro warto jeszcze żyć? Wierzę, że nie będę musiał rzucać monetą, co dalej? By zajrzeć w przyszłość, ludzie sięgają po różne możliwości: karty, szklane kule, wróżbici, horoskopy, kabała.

Niech Bóg wskaże nam drogę, którą mamy pójść.

Mamy niezwykły przywilej, by sięgać do Słowa Bożego i dowiadywać się, co Bóg powiedział o przyszłości. Bóg wskaże nam drogę i da Słowo, którego będziemy mogli się uchwycić.

„Mój lud pozna moje imię powiada Bóg i pozna moją Łaskę”.

Wiem, że taki będzie kolejny rok w moim życiu, rok rozpoznawania Boga jeszcze lepiej niż Go znam dotychczas.

Mogę spokojnie was zapewnić, że nadchodzący rok będzie rokiem Bożej zbawiającej Łaski. Boży zegar będzie odmierzać czas Jego łaski.

Chciałbym, byśmy uczyli się w Nowym Roku jak wielbić Boga i mówić o Nim. Nie o sobie.

Chcę doświadczać Bożej obecności, chcę okazywać miłość, a nie mówić o jej braku, chcę modlić się, a nie czekać na ducha modlitwy, chcę służyć, a nie zastanawiać się, czy już czas, by coś zrobić.

Wierzymy w prowadzenie Dycha Św. wyrażane poprzez różnorodne przejawy darów. Możemy otrzymać szczególne prowadzenie dla siebie osobiście lub dla społeczności poprzez wizję, lub proroctwo. Bóg dał ogólne objawienie w Jezusie Chrystusie, jaką drogą należy pójść. Jezus powiedział:

„Ja jestem droga i prawda, i żywot, nikt nie przychodzi do Ojca, tylko przeze mnie” (Jan 14,6).

Droga, którą mamy pójść, wierzę, jest jasna i czytelna – Jezus Chrystus.

Nie zawsze umiemy rozszyfrować siebie, swoje możliwości. Jest ważna prośba skierowana do Boga, co mam czynić? Jeśli podejmę się czegoś, w czym nie mam być, zamęczę siebie i innych. By wykonać jakąś pracę, potrzebny jest właściwy człowiek, na właściwym miejscu, z właściwymi narzędziami.

„Niech wypowie Słowo, którego moglibyśmy się uchwycić”.

To moje kolejne życzenie, które chciałbym, byśmy realizowali w tym roku.

Życzę Wam i sobie byśmy nauczyli się budować autorytety między sobą.

„Wtedy oświadczyli: Niech PAN będzie nam świadkiem, prawdziwym i wiernym, że postąpimy zgodnie z każdym Słowem, które przekaże ci dla nas PAN, twój Bóg. Czy będzie nam się to podobało, czy nie, posłuchamy głosu PANA, naszego Boga, do którego sami przecież cię posyłamy. Chcemy bowiem, by dzięki posłuszeństwu głosowi PANA, naszego Boga, darzył nas On powodzeniem” (w.5-6).

Dlatego dziś jak każdego roku chcę postawić przed sobą jedno zadanie: „być człowiekiem wiary – praktycznej”.

Sposobem w ST. na realizację życia w Bogu była świątynia, ołtarz, księga zakonu, w NT. społeczność, krzyż, Słowo Boga.
Bożą łaską jest jeszcze to, że Bóg dał człowiekowi czas, który odmierza Boży zegar. Czas, który jest dla nas łaską, w którym mija i ten rok, a każdy dzień naznaczony był w nim palcem Bożej miłości i wierności.

Błogosławionego roku życzę.

A co w Betlejem?

A co w Betlejem?

„A ty, Betlejem Efrata, tak małe wśród judzkich pokoleń! Lecz właśnie z ciebie wyjdzie Ten, który będzie panował nad całym Izraelem. Swymi początkami sięga bardzo zamierzchłych czasów, do dni już dawno minionych” (Micheasza 5,1).

Pamiątka Narodzenia stała się zbyt przewidywalna, zbyt znajoma. Słyszeliśmy tę historię już tyle razy, że już nie zdumiewa.

Właściwie, to może być niebezpieczny czas roku dla nas. Nasze świętowanie może być już uodpornione. Wiele razy już otrzymaliśmy świąteczną szczepionkę, że jesteśmy odporni jak po antybiotyku. Na co czekaliśmy? Czy jesteśmy zdumieni, oczarowani, zaskoczeni?

Miliony choinek, miliony kartek świątecznych, miliony kolęd, miliony świątecznych prezentów, miliony razy wymawiane Jego imię. Jak bardzo jesteśmy bliżej?

Niebezpieczeństwo polega na tym, że pamiątka narodzenia traktowana jest jako autonomiczne wydarzenie, gdy naprawdę jest to jeden z elementów historii zbawienia człowieka.

To jest nadzwyczajne, prawie zapomniany człowiek Micheasz został poruszony przez Ducha Bożego, by prorokować o zapomnianym miejscu, gdzie narodzi się król. Na 700 lat przed narodzeniem Micheasz ma prorocze słowo o narodzeniu Chrystusa. Słowo wymagające cudu, na który Izrael czekał.

Jeśli miałbym postawić na Betlejem, nie zaryzykowałbym. Szansa na spełnienie tego proroctwa była jak 10 do potęgi 17.

Narodzenie Jezusa przekształciło niewiele znaczącą miejscowość w jedno z najlepiej znanych miejsc na świecie. To jest krótka historia mieściny, ale też historia planu Boga.

Dlaczego tutaj? Dlaczego teraz?

Biblijna świąteczna historia jest też pełna zaskoczeń. Jedno duże zaskoczenie, że Jezus urodził się w małym mieście Betlejem.

„Mieścino mała Betlejem” kolęda, która nie zyskała wielkiej popularności w naszym środowisku. Dlaczego? Może dlatego, że to tylko maleńkie Betlejem, a nie metropolia?

Słowa kolędy zostały napisane przez Filipa Brooksa pastora Kościoła Episkopalnego w Filadelfii, Pensylwania. Brooks napisał ten hymn w 1868 dla dzieci szkółki niedzielnej w jego kościele, po wizycie w Betlejem w 1865. Melodia została napisana przez Lewisa Dednera organistę na prośbę Brooksa.

Ten hymn powtarza prawdę dotyczącą narodzin Chrystusa zawartą w przekazie ewangelicznym.

Nie zawsze Bóg wchodzi przez drzwi frontowe, by przekształcić nasze życie. On czasami wchodzi w najbardziej niekonwencjonalne sposoby. To może być przez pieśń, kazanie, a nawet sen.

To nie było tylko proroctwo o Bogu dającym wskazówkę o Mesjaszu, ale to było proroctwo o Bogu, który przychodzi do człowieka.

Odwoływanie się do Betlejem jest wskazaniem na cud, jaki tam się zdarzył.

Ktoś odbył daleką drogę, by z wieczności przybyć w miejsce, dla człowieka może niewiele znaczące, ale człowiek wiele znaczył dla tego przybysza Jezusa.

Ewangeliczna historia zbudowana jest na kontrastach. Narodził się Jezus w stajni, szopie, grocie, w żłobie i jakichś tandetnych pieluszkach. Trudność w tej historii nie polega na tym, że tak nie może być, ale na tym, jak to może być dobra nowina?

Oczekiwano króla i chyba zawiódł. Był odrzucony.

Cel Jego narodzin nie jest mniej prawdziwy teraz niż był prawdziwy w tamtym czasie. Jakkolwiek byłby zignorowany czy zagłuszony świątecznym hałasem.

Tak naprawdę każde poselstwo, każda ewangeliczna historia, to Betlejem, to Immanuel – Bóg z nami. Nie okazjonalnie, czasowo, raz w roku, ale codziennie, w każdej chwili, w każdym kryzysie i radości. On ma list uwierzytelniający w proroczych zapowiedziach.

„Albowiem dziecię narodziło się nam, syn jest nam dany i spocznie władza na jego ramieniu, i nazwą go: Cudowny Doradca, Bóg Mocny, Ojciec Odwieczny, Książę Pokoju. Potężna będzie władza i pokój bez końca na tronie Dawida i w jego królestwie, gdyż utrwali ją i oprze na prawie i sprawiedliwości, odtąd aż na wieki. Dokona tego żarliwość Pana Zastępów” (Izaj 9,5-6).

Jest coś z przeszłości i przyszłości w miejscu Betlejem.
        Betlejem jest miejscem, gdzie:

  • Podejmujemy decyzje.
  •  Rozmyślamy nad niepowodzeniami.
  •  Ustalamy pierwszeństwa.
  • Oceniamy marzenia i sny.
  •  To jest miejsce, gdzie żyjemy dzień po dniu.
    Betlejem to miejsce naszego początku, bo umiłował swoich aż do końca.
    „Boga z nami” świętować będziemy przez nasze spotkania cały rok, a nie tylko okazjonalnie.
    Chrystus jest nadal powodem pamiątki narodzenia.
Niezmiernie się uradowali

Niezmiernie się uradowali

„Zwiastuję wam radość wielką, która będzie udziałem wszystkiego ludu” (Łk 2,10).

Pamiątka narodzenia Jezusa jest czasem zauroczenia świąteczną atmosferą. Zauroczenie prowadzi do ślepoty w przenośni i dosłownie. Na kilka dni przed świętami ludzie poruszali się jak w amoku, bezmyślnie, a myśliwych polujących na nasze pieniądze były wszędzie tabuny.

Tradycja wieczerzy wigilijnej została doprowadzona do absurdu, szaleństwo zakupów świątecznych niweczy sens pamiątki narodzenia. Z każdym rokiem jak obserwuję jest coraz gorzej. Czekam tylko gdy już w czerwcu zaczną się przygotowania do świąt, a choinki pojawią się zaraz po święcie zmarłych (i tak się stało).

Gdyby dziś powierzono człowiekowi ogłoszenie radosnej nowiny świątecznej, mogłaby ona brzmieć: ogłaszamy szaloną przecenę towarów w supermarketach, wszystko będzie przez jeden dzień po złotówce. Jutro trumny będą reglamentowane.

W wieczór wigilijny emocje opadają, bo tak naprawdę brakuje sił na refleksję i chwilę zadumy. Tak było i wtedy, gdy miał narodzić się Jezus. Wszyscy mieli sprawy do załatwienia w związku z prowadzonym spisem ludności.

Kiedy czasem oglądam witrynę, w której są pokazywane zdjęcia nowo narodzonych dzieci, zadaję sobie pytanie, czy są to przyszli wybitni naukowcy, politycy, odkrywcy, a może tylko zwykli przyszli obywatele swego miasta, kraju. I cóż nadzwyczajnego w narodzinach, poza oczywiście cudem życia.

Narodzeniu Jezusa, Mesjasza, Zbawiciela, towarzyszyły okoliczności banalnie proste, prozaiczne, a równocześnie niezwykłe. Proste, bo tylko jakaś stajnia, może obora, miejsce przygnębiające raczej, może przerażenie Marii i Józefa. Jednak, poza tym miejscem działy się rzeczy niesłychane, bajeczne, czego Józef i Maria nie byli nawet świadomi.

Jakby w tym samym czasie w niewielkiej odległości rozgrywają się dwa wydarzenia: przyjmijmy umownie, że w stajni i drugi na polach betlejemskich. W stajni, bo nie było tak, jak pokazują tysiące malowideł, ale obskurnie i źle.

Drugie miejsce – pola betlejemskie. To, czego doświadczyli pasterze, nie było w pierwszej chwili niczym radosnym, a wręcz musiał anioł ich zapewniać, że nie są to halucynacje. Kto z nas w takiej sytuacji nie myślałby, że albo coś z nami jest nie tak, albo mamy inwazję z kosmosu i ratuj się kto może.

Zachęta: „przynoszę wam wielką radość” nie mogła być od razu przekonująca. Mimo dramatycznych okoliczności dotyczących narodzenia, radość jest główną reakcją, która powinna nam towarzyszyć zawsze, gdy spotykamy Jezusa.

Oczywiście pierwsza reakcja zawsze jest zdziwieniem, że właśnie tak, że liść laurowy okaże się koroną cierniową. Zaskoczenie i strach ustąpiły miejsca chwale, dziękczynieniu, że „Słowo ciałem się stało”.

Myślę, że reagujemy podobnie lub reagowaliśmy, zdumieniem, lękiem, przerażeniem, gdy pierwszy raz spojrzeliśmy na Jezusa inaczej, gdy zobaczyliśmy w nim Pana, Króla Królów z chwałą, uwielbieniem, gdy zobaczyliśmy w Nim swego Zbawiciela.

Wiara w Boga, Jezusa Chrystusa, nie jest wiarą lęku, przerażenia, że jestem grzesznikiem, ale wiarą w usprawiedliwienie i przebaczenie, wiarą w miłującego Ojca, który przebacza pokutującemu grzesznikowi.

Spotkanie z Jezusem prowadzi do rozgrzania serca, do tego dziwnego uczucia, którego nie jesteśmy w stanie tak naprawdę sprecyzować, przekazać.

Kiedy mędrcy odnaleźli miejsce pobytu Marii i Józefa, to czytamy, że:

„ujrzawszy gwiazdę, niezmiernie się uradowali” (Mt 2.10).

Zaufali przesłaniu nieba i wiara ich została uwieńczona spotkaniem z Mesjaszem, wtedy jeszcze dzieckiem, ale oni wiedzieli kim On będzie. Nie było to dla nich jedno z anonimowych dzieci.

Jest radością należeć do świata, w którym brzmi Dobra Nowina: „dziś narodził się wam Zbawiciel”.
        „Albowiem objawiła się łaska Boża, zbawienna dla wszystkich ludzi…”

1. Ruszył zegar odliczający czas naszego zbawienia.
Rozpoczął się czas rozliczenia z jakości życia.
Dziś funduje się grzesznikowi tanią łaskę, z przeceny, po cenach obniżonych. Jak tandetny towar, za bezcen, za półdarmo.
Świat znajduje tanie pokrycie dla swych grzechów, z których wcale nie pragnie się wyzwolić.
Tania Łaska bez pokuty, bez krzyża, beż żywego Jezusa oparta o tanią tolerancję dla grzechu.

2. Ruszył zegar odliczający czas działania i obecności Ducha Św.
Duch Św. miał udział w historii narodzenia Jezusa. Ducha Św. objawił nam Boże Zbawienie i czuwał, aby plan był konsekwentnie realizowany pomimo wielu przeszkód. Ten zegar jednak pewnego dnia zostanie zatrzymany:

3. Ruszył zegar odliczający czas powtórnego Przyjścia Jezusa.

2Tes 2.7 „Albowiem tajemna moc nieprawości już działa, tajemna dopóty, dopóki ten, który teraz powstrzymuje, nie zejdzie z pola”.

Czas pamiątki narodzenia jest też przypomnieniem, że oczekujemy powrotu Chrystusa uwielbionego, Zmartwychwstałego, Króla Królów i Pana Panów. To jeden z najmocniejszych znaków czasów, w których żyjemy; wiara w powtórne przyjście Jezusa Chrystusa.
Jeśli mówimy o pierwszym przyjściu, to znaczy, że jeszcze coś jest przed nami. Dziś rozbudzane są jakieś nierealne oczekiwania. Wszystko, co najważniejsze dla ludzkości miało już miejsce w chwili narodzenia, śmierci krzyżowej i zmartwychwstaniu. Ziemia miała już swoje najważniejsze 33 lata, a teraz pozostaje oczekiwanie na Króla, Królów.

4. Ruszył zegar wypełniania proroctw.
W obliczu tego, na co oczekujemy, ma sens, gdy w jednym ręku Biblia, a w drugim doniesienia prasowe, telewizyjne. I tylko znajomość Biblii pozwala nam oceniać, na jakiej godzinie wskazówki tego zegara już są.
Aktualna pamiątka jest przypomnieniem, że coś się nowego prawie 2000 lat temu zaczęło, ale też będzie mieć swoje chwalebne zakończenie. Ten dzień może być dniem, od którego się coś może zacząć też w życiu każdego z nas. Dla jednych może to być dzień zbawienia, dla zbawionych dzień odnowienia i poświęcenia dla Boga.
Pamiątka narodzenia nie jest banałem, sentymentalną legendą, ale życiem z konsekwencjami sięgającymi wieczności. Jest dniem, nowej szansy.
Jesteśmy w drodze powrotnej do domu Ojca i jesteśmy dziś zachęcani do chwały i uwielbiania Boga.
„W drodze powrotnej pasterze wysławiali i wielbili Boga za wszystko, co usłyszeli i zobaczyli”.

Adwentowy zgiełk

Adwentowy zgiełk

Nie bójcie się, bo oto zwiastuję wam radość wielką, która będzie udziałem wszystkiego ludu” (Łk 2,10).

„Adwentówki”, wigilijne wieczory, przedświąteczne spotkania w pracy, a nad wszystkim nie gwiazda betlejemska, lecz wózek z supermarketu. Po zgiełku, jaki fundują nam sieci handlowe, czyszcząc kieszenie do podszewki, nie jeden powie, nareszcie chwila wytchnienia. Tradycje i zwyczaje świąteczne, komercja z biznesem, wszystko razem wymieszane wprzęga do adwentowego wyścigu.

W tym adwentowym szaleństwie przeszedłby nawet niezauważony.

Czy jest wśród tego adwentowego zgiełku jeszcze miejsce dla Tego, którego ponoć wszyscy oczekują – Syna Bożego?

Tradycja kultywowana w naszym otoczeniu ma ogromną ilość zwyczajów, symboliki, zachowań. Tradycyjna wieczerza wigilijna z ustaloną ilością potraw, choinka, opłatek, pasterka, szopka a w niej „święta rodzina”, maleństwo w żłóbku otoczone zwierzątkami, pastuszkami, przybyłymi mędrcami. Tyle tradycji, historii – a my?

Pewną obyczajowość kulturową z różnych powodów próbujemy zaadoptować, ale na ogół wielu zwyczajów nie praktykujemy, jest znacznie skromniej. Czy zatem nasze świętowanie pozbawione jest uroku?

Urokiem wspominania narodzenia Jezusa jest sięganie przez nas do tradycji biblijnej. Akcent naszego świętowania położony jest na fakt narodzin i związane z tym wszystkie konsekwencje, a nie na zwyczaje, daty. Jezus wybrał drogę człowieka, by przynieść Zbawienie i to jest ekscytująca tradycja.

Urokiem wspominania narodzenia Jezusa jest sięganie przez nas do tradycji biblijnej. Akcent naszego świętowania położony jest na fakt narodzin i związane z tym wszystkie konsekwencje, a nie na zwyczaje, daty.

Jezus wybrał drogę człowieka, by przynieść Zbawienie i to jest ekscytująca tradycja.

Do swej własności przyszedł, ale swoi go nie przyjęli”.

Słowa Ewangelisty Jana wpisują się w ten żal utraty sensu narodzenia Jezusa.

Jeden z zespołów śpiewał okolicznościową piosenkę o tym jedynym dniu w roku, że „wszyscy wszystkim ślą życzenia”. Bóg posłał nam życzenia z nieba jedyne w swoim rodzaju. Ich treść utrwalił ewangelista Łukasz. Nadzwyczajne okoliczności wywołały nadzwyczajną reakcję i zdumienie.

Zwiastuję wam radość wielką”.

Zjawisko może było szokujące, ale treść była fantastyczna.

Zwiastuję wam radość wielką, nie jakąś kiepską, chwilową, sztucznie wywołaną, ale radość z powodu narodzenia się Zbawiciela świata. Gdyby to była nasza opowieść i tylko legenda, chcielibyśmy ją ubarwić, ale już za nas to zrobiono.

Zgiełk zaczął się już na polach betlejemskich i ze zdumieniem przeczytałem w jednym ze świątecznych rozmyślań o milczącej ciszy jako świadku narodzenia Jezusa.

I zaraz z aniołem zjawiło się mnóstwo wojsk niebieskich, chwalących Boga i mówiących: Chwała na wysokościach Bogu, a na ziemi pokój ludziom, w których ma upodobanie” (Łk 2,13-14).

Poruszenie, zamieszanie, anielski zgiełk, pasterzy wołanie.

Taki jest zwyczaj, że o narodzinach dziecka powiadamiamy najbliższych, przesyłając im nawet zdjęcie maleństwa. Tam w Betlejem aniołowie powiadomili najbliższych – pasterzy, bo byli na polach. Ten adwentowy zgiełk anielski zwrócił ich uwagę. Pozostali „ważni” otrzymali informacje w trybie urzędowym. Nie zachwyt był reakcją na wieść o Zbawicielu, ale zdziwienie. Chyba tylko pasterze na serio potraktowali narodzenie Jezusa, dla pozostałych było to jakoś nie w porę. Trwali w zgiełku oczekiwania, bo że oczekiwali to fakt tylko nie w tym czasie. Pobożne trwanie w nadziei, że kiedyś tak, ale chyba nie już.

Zwykły dzień, a tu jeszcze spis mieszkańców, to nie mógł wybrać innego czasu tylko w tak hałaśliwym czasie? Komitet powitalny nieprzygotowany, wyprawka nie gotowa? Jakoś chyba miało być inaczej?

Lud, który chodzi w ciemności, ujrzy światło wielkie, nad mieszkańcami krainy mroków zabłyśnie światłość. Udzielisz mnóstwo wesela, sprawisz wielką radość, radować się będą przed tobą, jak się radują w żniwa, jak się weselą przy podziale łupów” (Izaj 9,1-2).

A jednak w tych okolicznościach adwentowego zgiełku były to nadzwyczajne narodziny. „Wam się narodził”.

Lecz gdy nadeszło wypełnienie czasu, zesłał Bóg Syna swego, który się narodził z niewiasty i podlegał zakonowi, aby wykupił tych, którzy byli pod zakonem, abyśmy usynowienia dostąpili” (Gal 4,4-5).

Poruszające poselstwo, jeśli uświadomimy sobie, że jest ono do nas skierowane. Może byłoby milej, gdyby dla całego świata, tak bardziej po ludzku, z szerokim objęciem ramionami wszystkich, ale dla mnie? To jest właśnie tym nadzwyczajnym poselstwem, które każdego roku powtarzamy: nam, nam, nam. Poselstwo, które możemy przekazywać, tę dobrą nowinę przez całe swoje życie: „Na ziemi pokój”.

Czym byłoby życie bez tej nadziei? Mielibyśmy zlodowaciały, pazerny, agresywny świat. I tak człowiek uczynił go wystarczająco okrutnym. Niewiele z nastroju nocy betlejemskiej. Tak łatwo i szybko zmieniają się nastroje, a chcielibyśmy, by nastrój betlejemskiego zgiełku pozostał w naszych sercach aż Ten, którego oczekujemy, przyjdzie i zastanie nas gotowych, by wziąć udział w chwałach na wysokościach.

Chwała w zwiastowaniu o narodzeniu mówi coś więcej niż tylko o niemowlęciu. Mówi o Bogu, który w Synu swoim stał się człowiekiem. Nie ckliwe i słodkie opowieści o „Jezusiku w żłóbku” bezsilnym i bezradnym są najważniejsze. Najważniejsza jest odpowiedź, dlaczego Chrystus przyszedł, dlaczego zostawił niebo i chwałę Ojca. On Król Królów i Pan Panów, który gdy rzekł, stało się.

Świętujemy nie z powodu marzeń, ale z powodu wiarogodnego świadectwa.

Dlaczego Bóg stał się człowiekiem? Odpowiedź na to pytanie jest jedna. Bóg wypowiedział się w naszej sprawie:

Wielokrotnie i wieloma sposobami przemawiał Bóg dawnymi czasy do ojców przez proroków; ostatnio, u kresu tych dni, przemówił do nas przez Syna, którego ustanowił dziedzicem wszechrzeczy, przez którego także wszechświat stworzył” (Hbr 1.1-2).

Bóg lubi zaskakiwać wspaniałymi, choć czasem nie zrozumianymi do końca rozwiązaniami. Tak było i wtedy: On przyszedł, a oni nie przyjęli. Wcielenie w narodzeniu Jezusa zmieniło naszą wiedzę o Bogu. Ludzie mogli powiedzieć:

Nigdy nie przypuszczaliśmy, że Bóg jest właśnie taki”.

Święta przeminą, ucichną kolędy, zapomnimy o prezentach, staniemy się o rok starsi, pozostanie… i tu podstawić możemy różne stwierdzenia. Nie zamierzam dać ostatecznego osądu. Muszę sobie osobiście dać odpowiedź: ja i mój Bóg, co mamy sobie do powiedzenia w zadumie czy przelotnie w zgiełku, bo już spieszę się do następnej świątecznej rocznicy.

Jednak On Pan Panów jest naszą ostoją, za co dziś, chcemy wznosić chwałę i wdzięczny zgiełk uwielbienia. Dzień na cześć Pana, w którym jest nasza moc do życia i zmagania się z jego radościami, jak i trudami.

Może zamyślę się jak autor Jan Twardowski w wierszu, którego fragment przytoczę:

Wszechświat go nie ogarnie, a zmieścił się w żłobie.

Dziękuje, że w tajemnicy Betlejem milczysz. Tylko my – oczytani analfabeci chlapiemy językiem”.

Adwentowy zgiełk zaczął się na polach betlejemskich i ciągle trwa.

Jaki rzucasz cień?

Jaki rzucasz cień?

Z cyklu: Ten świat nie jest domem mym.

Jaki rzucasz cień?

Zbliża się zaś koniec wszystkiego. Bądźcie więc roztropni i trzeźwi, abyście mogli się modlić” (1 Ptr 4,7).

Jesteśmy obcymi w obcej ziemi.

Bóg dał nam bezcenny skarb – czas. Ludzie lekceważą tę wartość, nie są ani roztropni, ani trzeźwi. Moglibyśmy zaryzykować drastyczne stwierdzenie, że są krótkowzrocznymi ignorantami.

Nowy Testament w wielu miejscach odwołuje się do tego lapidarnego zwrotu: przybliżył się koniec wszystkiego”.

Ap. Paweł przypomina:

Wasza życzliwość niech będzie znana wszystkim ludziom. Pan jest blisko” (Flp 4.5).

Czasy sobie współczesne ewangelista Jan nazywa ostatnią godziną:

Dzieci, jest już ostatnia godzina” (1 Jan 2,18).

Bóg stawia nam cele i daje określony czas na ich realizację. Nie mamy całej wieczności.

„…mijają nasze lata jak westchnienie. Nasze życie to lat siedemdziesiąt, a jeśli sił wystarcza – osiemdziesiąt. Chlubą ich trud i marność, szybko mijają, my zaś odlatujemy” (Ps 90,9-10).

Rolnik nie może lekceważyć czasu, pór roku. Powinien siać o właściwym czasie i zbierać o właściwym. Wydaje się, że człowiek w 90% lekceważy swój czas, odkłada wiele ważnych decyzji na zimę, mimo że powinien uczynić to wiosną.

Czas zbliżył się do pewnego apogeum. Symptomy tego niepokojącego zbliżenia możemy obserwować codziennie. Teraz już nie tylko jacyś nawiedzeni religijni ludzie próbują wyznaczać pewien niebezpieczny kres dla istnienia życia, ale nauka dzięki swej wiedzy ośmiela się wyznaczać terminy. Przyroda, zjawiska w kosmosie, wysyłają sygnały ostrzegawcze, dlatego jest bardzo zasadne pytanie ap. Piotra:

Skoro to wszystko zostanie zniszczone, to jacy wy powinniście być w świętym postępowaniu i pobożności” (2 Ptr 3,11).

Godzina nie jest równa godzinie. Czas jest bezlitosny, nieubłagany – ciągle mija, bez względu na to, co się dzieje, a ludzie mówią; „poczekajmy, jeszcze jest czas”. Wydaje się jednak, że czas jakby dla każdego był inny. Kiedy jednak nadejdzie ostateczne rozliczenie, nie będzie żadnego „spróbujmy jeszcze raz”.

Ani lekarz, ani lekarstwo, po śmierci nie są potrzebni.

Wielu ludzi nie wierzy, że ten świat kiedykolwiek dotrze do końca, ale Jezus powiedział, że to nastąpi. Wielu zapowiedziom nie wierzono, a jednak się zdarzyły.

Kiedy Edward Jenner zaproponował szczepienia ochronne przeciw ospie, większość była sceptyczna, a jednak ospa została powstrzymana.

Kiedy Alexander Graham Bell zasugerował, że można komunikować się za pomocą telefonu, ludzie mówili, że to nigdy się nie zdarzy!

Kiedy Robert Goddard zaczął pionierską pracę z rakietami (zbudował pierwszą w historii rakietę na paliwo ciekłe) powiedział, że człowiek pewnego dnia wyląduje na księżycu. Nikt nie wierzył.

Przesłanie Piotra było przeznaczone wyraźnie dla kościoła w czasie, kiedy to pisał, ale i dla każdej następnej generacji wierzących. Jest to poselstwo ostrzegające, gdyż Piotr prorokował:

Przede wszystkim to wiedzcie, że w dniach ostatecznych przyjdą szydzący szydercy, którzy będą postępować według własnych żądz” (w.3)

Pan nie zwleka z wypełnieniem obietnicy – chociaż niektórzy uważają, że zwleka – ale jest cierpliwy względem was, gdyż nie chce, aby ktokolwiek zginął, lecz aby wszyscy się nawrócili. A dzień Pana przyjdzie jak złodziej. Wówczas niebiosa z hukiem przeminą, żywioły zaś zostaną zniszczone w ogniu, i ziemia, i te dzieła, które na niej zostaną znalezione” (2 Ptr 3,9-10).

Naprawdę, widzimy już tę rękę piszącą na ścianie.

Piotr nie przekazuje rady na temat fizycznych i finansowych przygotowań. Nie mówi nic o tym, jak stawić czoła temu, na co przygotowują się preppersi. Ap. Piotr tym się nie zajmuje.

Prepper jest osobą, która na poważnie bierze odpowiedzialność za przetrwanie własne i swojej rodziny. Samodzielność i gotowość jest główną cechą każdego prepersa. Świadomość apokalipsy – końca świata jest wyzwaniem do poświęcenia się dla rodziny, zdobywania szerokiej wiedzy na temat przetrwania i survivalu.

Prepers gromadzi przedmioty, które w chwili apokalipsy będą w stanie go utrzymać przy życiu.

Sami bowiem dokładnie wiecie, że dzień Pana nadejdzie jak złodziej w nocy” (1 Tes 5,2).

Żadne alarmy nie zabrzmią; żadne nagłówki gazet nie ogłoszą tego przed czasem. Nie obudzimy się pewnego ranka, by powiedzieć: „To jest dzisiaj ten dzień”. Dzień Pana spotka się z nami nagle. Jeśli będziemy czekali z niecierpliwością na jego powrót, naturalnie skoncentrujemy się na duchowych sprawach.

Kiedy zaczynamy wierzyć w rzeczywistość po innej stronie, zaczynamy zachowywać się inaczej na tej stronie” (Joseph Stowell).

Chrześcijanie nie powinni skupiać się tylko na przeżyciu na tej ziemi, ale na byciu przygotowanym, kiedy Jezus powróci.

Niebo jest naszym planem ucieczki!

Ap. Piotr skupia się na ważności przygotowania serca. Dlatego pyta: „Co jest w waszych sercach w tych dniach ostatecznych, czy przygotowujecie się duchowo?”

Diabeł wie, co jest napisane w Słowie Bożym, a my?

W domu Bożym grzech został wybielony, a piekło wyrzucone do lamusa. Ludzie wymyślają rzeczy nadprzyrodzone, grę na emocjach. Celem chrześcijanina nie jest już tylko czystość serca i „upodobnianie się do Chrystusa”, lecz „magia wiary”. Można długo słuchać nowej ewangelii i nie usłyszeć ani słowa o pokucie.

Nauczanie wytworzyło pokolenie chrześcijan, którzy usychają, gdy tylko słońce mocniej przygrzeje.

Ktoś powiedział:

Powinniśmy żyć, jak gdyby Jezus umarł wczoraj, wstąpił do nieba dzisiaj i wróci jutro”.

Nasz wpływ przeważnie jest nieświadomy. Kiedy idziemy w słońcu, nie myślimy o naszym cieniu. Nie zastanawiamy się, czy on ma na coś wpływ, czy nie. Rzucamy najlepszy cień, kiedy zajmujemy właściwą pozycję względem światła. Ci, którzy żyją w ciemności, nie rzucają żadnego cienia. W taki sam sposób mamy wpływ na tych, z którymi mamy kontakt.

Wynoszono również chorych na ulice i kładziono na łożach i noszach, żeby choć cień przechodzącego Piotra padł na któregoś z nich” (Dz 5,15)

Nasz duchowy cień może mieć pozytywny lub negatywny wpływ. Czasem nie jesteśmy świadomi, że inni obserwują nas. Gdy idziemy ulicą, nawet nie myślimy o naszym cieniu. Gdy jesteśmy między ludźmi, oni obserwują „nasz cień”. Cień człowieka jest często większy i dalej sięga niż sam człowiek.

Na kontrolnym badaniu teścia, z którym byłem u lekarza, pani doktor wiedząc, że jestem pastorem, powiedziała: „wy zielonoświątkowcy zawsze macie Biblie przy sobie a u pana nie widzę jej”. Musiałem udowodnić, że mam przy sobie w małym formacie. Cień był zbyt krótki.

Wszystko zaczyna się od nas, ocena od nas, sąd od nas. Musimy być świadomi, jak duży jest nasz wpływ na tych, którzy nas otaczają.

Kiedy nasze dzieci dorastają, siadamy z nimi i rozmawiamy, ponieważ chcemy mieć wpływ na ich życie. Gdzie jest nasz prawdziwy wpływ? To nie nasza rozmowa, ale nasz cień, który one obserwują.

Wy jesteście solą ziemi” (Mt 5,13).

Wy jesteście światłem świata” (5,14).

Tak niech jaśnieje wasza światłość przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i oddawali chwałę waszemu Ojcu w niebie” (5,16).

Nasz wpływ jest jak kręgi na wodzie, gdy wrzucimy kamień. One rozchodzą się coraz dalej i dalej. Często nie widzimy jak daleko.

Dlaczego cień? Chrystus jest naszym światłem. Właśnie dlatego to jest tak ważne, mamy wpływ, gdy w Nim żyjemy i rzucamy cień.

Nasze życie mówi więcej o nas niż nasze słowa.

Jak wielkim musisz być, by rzucić cień? Wystarczy nawet bycie najmniejszym, a rzucisz cień. Czy twój wpływ rzuca cień? Piszemy historię naszego chrześcijaństwa każdego dnia.

Naszym listem wy jesteście, napisanym w naszych sercach, a znanym i czytanym przez wszystkich ludzi. Przecież powszechnie wiadomo, że przez nasze posługiwanie jesteście listem Chrystusowym, napisanym nie atramentem, lecz Duchem Boga żyjącego, nie na kamiennych tablicach, lecz na żywych tablicach serc” (2 Kor 3,2-3).

Kiedy człowiek żyje prawdziwym chrześcijańskim życiem, nie musi stać na ulicy i krzyczeć: jestem zbawiony, uświęcony, napełniony Duchem Świętym. Wielu wrzeszczy, jacy są duchowi, żyj w Duchu Św.

Ludzie zobaczą twój cień, tylko rzucaj go.

Piotr przechodził w ciszy, a cień działał, bo była obecność Ducha Św. w Piotrze. To jest argument dla wiary tych, co jeszcze nie są gotowi do tamtego świata.

Coś, co mówisz, nie jest głośniejsze, niż coś, co robisz”.

W Chile jest drzewo, które daje przyjemny cień w tropikalnym słońcu, ale ma sok trujący w korze. Ludzie nieświadomi siadają pod drzewem i kończą opuchnięci na twarzy, kończynach.

Nie pozwól twojemu cieniowi otruć innego.

Gdy John Wesley wygłosił kazanie w jednej małej wsi, od tego momentu nie można było znaleźć ani jednego miejsca, gdzie można było kupić alkohol. Jego cień pobłogosławił.

Znamy historię Mojżesza, kiedy zszedł z rozmowy z Bogiem, Jego wpływ był ogromny, ludzie nie mogli patrzeć na blask Jego twarzy. Takiego wpływu Bóg oczekuje z naszego życia, bo:

Czas bowiem, aby się rozpoczął sąd od domu Boga. A jeśli zaczyna się od nas, to jaki będzie koniec tych, którzy nie są posłuszni Dobrej Nowinie Boga?” (1 Ptr 4,17).

Jeśli mamy być wpływem, cieniem, w tym zlodowaciałym, okrutnym świecie, musimy iść w Świetle, aż staniemy się dziećmi Światła.

Celem naszego świecenia nie jest, aby inni ludzie mogli zauważyć nas, ale żeby inni ludzie mogli zauważyć Boga!”

Nie zawsze jesteśmy świadomi, że skoro od nas zaczyna się ocena, to gdzie sięgnął nasz cień.

Rzucajmy właściwy cień.

Błogosławieństwo w przebraniu

Błogosławieństwo w przebraniu

Błogosławieństwo w przebraniu

Wtedy rzekł Józef do faraona: Sny faraona oznaczają jedno i to samo. Bóg oznajmia w nich faraonowi, co zamierza uczynić. Siedem krów pięknych, to siedem lat, a siedem kłosów pięknych, to też siedem lat; jest to bowiem sen jeden. Nadejdzie teraz siedem lat wielkiej obfitości w całej ziemi egipskiej, a po nich nadejdzie siedem lat głodu i zapomną, że była wielka obfitość w ziemi egipskiej, i głód wyniszczy ziemię, tak że nikt nie będzie pamiętał o obfitości w kraju z powodu tego głodu, który nastąpi, gdyż będzie on bardzo ciężki (1 Mojż 41,25-31).

Jesień rzewne wspomnienie lata. Tylko fotografie przypominają, że czas wakacji, urlopów, minął. Minął również czas żniw i dziękczynnych modlitw za obfite plony (o ile jeszcze w zborach tzw. święto dziękczynienia ma miejsce). Nieco z opóźnieniem wspominam, ale zawsze jest dobry czas na refleksję.

Chcę zachęcić nas do wdzięczności. Pomocną w tym będzie historia opisana w Biblii. Konfrontacja dwóch gigantów; Faraona i Józefa. Poganina i Bożego człowieka.

Nie było powodów, dla których Faraon miałby czuć się zaniepokojony czymkolwiek. Był absolutnym władcą i znał smak władzy. Egipt miał się dobrze. Faraon miał sen, który przyprawił go o niepokój. Był też młodzieniec imieniem Józef, który odegra ważną rolę w tej historii. Józef i Faraon jeszcze o sobie niewiele wiedzą i nie znają się osobiście, ale zegar już tyka. Zapleczem jednego była władza i bóstwa pogańskie, drugiego, był żywy Bóg Izraela. Zderzenie dwóch światów, ale „Bóg ma plan”.

Bóg użyje snu, w którym pojawi się zapowiedź błogosławieństwa w przebraniu (krowy i kłosy zboża), by pokierować historią Egiptu i przyszłością Izraela. Bóg zdecydował zasygnalizować faraonowi, od kogo tak naprawdę zależy dobrobyt jego kraju.

Nadchodziło doświadczenie, ale też błogosławieństwo. Po co? By człowiek nauczył się szacunku dla Bożej troski.

Bywa, że ludzie, nie są naprawdę wdzięczni. Wierzą, że zasługują na coś, co mają i na coś, czego nie mają, a mieć powinni. Bóg, przygotowując program gospodarczy Egiptu umieścił Józefa w swojej poczekalni na 13 lat, a błogosławieństwo przyszło w przebraniu. Wizja tego, co czeka Egipt, ujawniła, w jakim miejscu historii jest faraon i Józef.

Wydaje się, że futurolodzy, ekonomiści, meteorolodzy są przewidujący i co? Są bezradni, gdy Bóg chce przypomnieć, gdzie jesteśmy.

Gdyby nie to biblijne doświadczenie, które nazywam „błogosławieństwem w przebraniu”, nie byłoby narodu Izraelskiego. Bóg nie pozostawił pogańskiego Egiptu w rozpaczy, zatroszczył się ze względu na wybranych – na Izrael.

Faraon miał troskę, Józef wizję i spotkali się, by oznajmić ówczesnemu światu:

Skoro Bóg oznajmił ci to wszystko, nie ma nikogo, kto by był tak rozsądny i mądry jak ty” (41,39).

Józef nagle otrzymał społeczną i polityczną pozycję. Kolorowy zawrót głowy. Z niewolnika na ministra gospodarki. Od odpowiedzialności i mądrości Józefa kraj będzie żyć lub umierać z głodu. Ci, co musieli pracować na roli, budować magazyny nie postrzegali całej sytuacji jako błogosławieństwo, to była harówka.

Na nabożeństwach dziękczynnych (tych specjalnych) jesteśmy zgromadzeni, by podziękować Bogu za Jego wierność w trosce o nas. Nie wymaga to specjalnego święta państwowego, by umotywować i pobudzić nas, do bycia wdzięcznymi Bogu.

Wdzięczność jest naszą powinnością.

Skoro jest to powinność, to czemu tak często czytamy w Biblii: bądź wdzięczny, dziękuj, błogosław. Przypomnienie pojawia się ze względu na pojawiający się czasami pogląd, że nam się należy, bo jesteśmy wierzący. Tak wprost – bo zapominamy.

Błogosławieństwo to nie koniecznie tylko „tłuste krowy”, ale te „chude, szpetne” też.

Ilu potrzebnych jest jeszcze „Józefów”, kaznodziei, ewangelistów, misjonarzy, by ogłosić temu światu Boże ostrzeżenie? By przywódcy, mocarze, rządzący, zrozumieli, że jest KTOŚ, kto ma im coś do powiedzenia o tej ziemi, o ich życiu i przyszłości.

Musimy mieć świadomość, że niedostatek będzie częścią Bożego planu poprzedzającego Jego powtórne przyjście i sąd nad grzechem.

Kiedy wszystko wydaje się iść dobrze, czy obchodzi mnie co dzieje się wokół? Jest pokusa, by stać się zadowolonym z siebie.

Jest piękny zwrot w Biblii, który pojawia się kilka razy: „zdarzyło się”, to znaczy, że nie było tak cały czas.

Jakże inna była postawa Józefa niż ewangelicznego nowobogackiego, który powiedział:

Duszo, masz wiele dóbr złożonych na wiele lat; odpocznij, najedz się, napij i baw się dobrze. Bóg jednak powiedział do niego: O, bezmyślny człowieku!” (Łk 12,19-20).

Nie obfitość jest problemem, ale brak wdzięczności.

Po pogrzebie bogatego człowieka ktoś spytał: „zastanawiam się, jak dużo pozostawił?” Odpowiedź brzmiała: wszystko.

Czy umiemy być wdzięczni Bogu, że przygotował nam grunt przez różne okoliczności do takiego życia jak obecne? Łatwo jest obrosnąć w duchowe piórka.

Chciałbym podać jedną z biblijnych list spraw, za które mamy być wdzięczni:

Chwalcie Pana, Albowiem dobrze jest śpiewać Bogu naszemu, Bo to wdzięczna rzecz; pieśń chwały jest miła” (Ps 147).

Uzdrawia tych, których serce jest złamane. Podnosi pokornych. Okrywa niebiosa obłokami. Przygotowuje deszcz dla ziemi. Sprawia, że trawa rośnie na górach. Daje bydłu pokarm jego, Młodym krukom, gdy do niego wołają. On zapewnia pokój granicom twoim. Karmi cię najlepszą pszenicą. On daje śnieg jak wełnę, Szron jak popiół rozsypuje. Posyła słowo swoje i sprawia roztopy, Wionie swym wiatrem i ciekną wody. Oznajmił swe słowo Jakubowi. Ustawy swe i prawa Izraelowi.

Chwal Boga dla piękna ziemi, nieba. Chwal Boga z powodu cudu dnia i nocy, wzgórz i dolin, kwiatów, słońca i księżyca.

Czy powinienem chwalić Boga za całą rzeczywistości, wobec której muszę stawać? Dziękczynienie pasuje wśród całej rzeczywistości, dobrej i złej, pięknej i brzydkiej, w chronicznej chorobie, bólu i niedostatku, ponieważ w naszym dziękczynieniu jesteśmy postawieni twarzą w twarz z Bogiem.

Kiedy chwalimy Boga, dziękujemy za wpłacenie kaucji za nas, kolejny raz. Nie ma żadnego powodu, by rozpaczać. Bóg jest w pracy i dziękczynienie jest stosowne.

Kiedy jesteśmy wśród ludzi, których serca są napełnione wdzięcznością, jesteśmy uchwyceni przez Boga. Kiedy zbieramy się jako wspólnota ludzi Boga, mamy cudowną okazję tworzenia klimatu, w którym mężczyźni i kobiety, czując się sfrustrowani i zdesperowani i samotni, mogą zostać pokrzepieni.

Kiedy zaśpiewamy chwałę Bogu i dziękujemy za Jego dobroć, uczestniczymy w atmosferze wdzięczności. A kiedy to robimy, przyciągamy innych.

Nasze uwielbienie nie musi być rutynowe, nie musi być bezbarwne. Ono może być ciepłe i atrakcyjne, ponieważ dziękczynienie jest stosowne.

Bóg wstrząsnął Egiptem, który zbytnio ufał sobie.

Zastanawiam się, czy wdzięczność sprawia nam trudności?

Joseph Haydn był jeden z największych kompozytorów jego czasów. Jednak nie każdy doceniał jego muzykę. Kiedy napisał utwór dla kościoła, ludzie skarżyli się, że był zbyt radosny. To nie odbijało szacunku i surowej świętości jak wierzyli, że Bóg chce.

Odpowiedział: „Nie mogę nic na to poradzić. Piszę, co jest we mnie. Kiedy myślę o Boskiej Istocie, moje serce jest tak pełne radości, że nutki lecą jak z wrzeciona. A ponieważ mam radosne serce, On słucha, gdy służę mu radośnie”.

– Jeśli obudziłeś się dzisiaj rano bardziej zdrowy niż chory, jesteś bardziej pobłogosławiony niż milion ludzi, którzy nie przeżyją tego tygodnia.

– Jeśli możesz wziąć udział w nabożeństwie, spotykając się w kościele bez strachu, szykan, aresztowania, tortur, albo śmierci, jesteś pobłogosławiony bardziej niż trzy miliardy ludzi w świecie.

– Jeśli masz jedzenie w lodówce, ubranie w szafie, dach nad głową i miejsce do spania, jesteś bogatszy niż 75% ludzi w świecie.

– Jeśli możesz czytać Biblię, jesteś pobłogosławiony więcej niż 80% ludzi w świecie.

Świat ciągle czeka na ludzi Bożego ducha, którzy oznajmią Jego wolę i zrealizują Bożą wizję, bo to, co było pięknem, zostało wchłonięte przez „szpetne krowy”.

Czy masz już nowe imię, nową wizję i starą wdzięczność za Jego błogosławieństwo nad swoim życiem?

Dziękczynienie powinno być czymś, co przenika każdą naszą modlitwę.

Nadejdzie dzień szczególnego żniwa, które nie będzie wszystkich zadowalać. O tym żniwie mówi nam księga Objawienia. Szczególny sierp zostanie zapuszczony, by zżąć to, co będzie duchowym plonem ziemi.

„…wyszedł inny anioł i głośno zawołał w stronę Tego, który siedział na obłoku: Zapuść swój sierp i żnij! Nadeszła pora żniwa! Bo dojrzało już żniwo ziemi” (Obj 14.15).

Pytanie brzmi: czy dostrzegamy błogosławieństwa w Bożym przebraniu, aby być wdzięcznymi Bogu zawsze za drogi naszego życia?

Bądźmy wdzięczni zawsze, czasami „będzie się zdarzać”, ale tak zawsze nie będzie. W domu Ojca jest już zastawiony stół błogosławieństwa.