„Nie bójcie się, bo oto zwiastuję wam radość wielką, która będzie udziałem wszystkiego ludu” (Łk 2,10).
„Adwentówki”, wigilijne wieczory, przedświąteczne spotkania w pracy, a nad wszystkim nie gwiazda betlejemska, lecz wózek z supermarketu. Po zgiełku, jaki fundują nam sieci handlowe, czyszcząc kieszenie do podszewki, nie jeden powie, nareszcie chwila wytchnienia. Tradycje i zwyczaje świąteczne, komercja z biznesem, wszystko razem wymieszane wprzęga do adwentowego wyścigu.
W tym adwentowym szaleństwie przeszedłby nawet niezauważony.
Czy jest wśród tego adwentowego zgiełku jeszcze miejsce dla Tego, którego ponoć wszyscy oczekują – Syna Bożego?
Tradycja kultywowana w naszym otoczeniu ma ogromną ilość zwyczajów, symboliki, zachowań. Tradycyjna wieczerza wigilijna z ustaloną ilością potraw, choinka, opłatek, pasterka, szopka a w niej „święta rodzina”, maleństwo w żłóbku otoczone zwierzątkami, pastuszkami, przybyłymi mędrcami. Tyle tradycji, historii – a my?
Pewną obyczajowość kulturową z różnych powodów próbujemy zaadoptować, ale na ogół wielu zwyczajów nie praktykujemy, jest znacznie skromniej. Czy zatem nasze świętowanie pozbawione jest uroku?
Urokiem wspominania narodzenia Jezusa jest sięganie przez nas do tradycji biblijnej. Akcent naszego świętowania położony jest na fakt narodzin i związane z tym wszystkie konsekwencje, a nie na zwyczaje, daty. Jezus wybrał drogę człowieka, by przynieść Zbawienie i to jest ekscytująca tradycja.
Urokiem wspominania narodzenia Jezusa jest sięganie przez nas do tradycji biblijnej. Akcent naszego świętowania położony jest na fakt narodzin i związane z tym wszystkie konsekwencje, a nie na zwyczaje, daty.
Jezus wybrał drogę człowieka, by przynieść Zbawienie i to jest ekscytująca tradycja.
„Do swej własności przyszedł, ale swoi go nie przyjęli”.
Słowa Ewangelisty Jana wpisują się w ten żal utraty sensu narodzenia Jezusa.
Jeden z zespołów śpiewał okolicznościową piosenkę o tym jedynym dniu w roku, że „wszyscy wszystkim ślą życzenia”. Bóg posłał nam życzenia z nieba jedyne w swoim rodzaju. Ich treść utrwalił ewangelista Łukasz. Nadzwyczajne okoliczności wywołały nadzwyczajną reakcję i zdumienie.
„Zwiastuję wam radość wielką”.
Zjawisko może było szokujące, ale treść była fantastyczna.
Zwiastuję wam radość wielką, nie jakąś kiepską, chwilową, sztucznie wywołaną, ale radość z powodu narodzenia się Zbawiciela świata. Gdyby to była nasza opowieść i tylko legenda, chcielibyśmy ją ubarwić, ale już za nas to zrobiono.
Zgiełk zaczął się już na polach betlejemskich i ze zdumieniem przeczytałem w jednym ze świątecznych rozmyślań o milczącej ciszy jako świadku narodzenia Jezusa.
„I zaraz z aniołem zjawiło się mnóstwo wojsk niebieskich, chwalących Boga i mówiących: Chwała na wysokościach Bogu, a na ziemi pokój ludziom, w których ma upodobanie” (Łk 2,13-14).
Poruszenie, zamieszanie, anielski zgiełk, pasterzy wołanie.
Taki jest zwyczaj, że o narodzinach dziecka powiadamiamy najbliższych, przesyłając im nawet zdjęcie maleństwa. Tam w Betlejem aniołowie powiadomili najbliższych – pasterzy, bo byli na polach. Ten adwentowy zgiełk anielski zwrócił ich uwagę. Pozostali „ważni” otrzymali informacje w trybie urzędowym. Nie zachwyt był reakcją na wieść o Zbawicielu, ale zdziwienie. Chyba tylko pasterze na serio potraktowali narodzenie Jezusa, dla pozostałych było to jakoś nie w porę. Trwali w zgiełku oczekiwania, bo że oczekiwali to fakt tylko nie w tym czasie. Pobożne trwanie w nadziei, że kiedyś tak, ale chyba nie już.
Zwykły dzień, a tu jeszcze spis mieszkańców, to nie mógł wybrać innego czasu tylko w tak hałaśliwym czasie? Komitet powitalny nieprzygotowany, wyprawka nie gotowa? Jakoś chyba miało być inaczej?
„Lud, który chodzi w ciemności, ujrzy światło wielkie, nad mieszkańcami krainy mroków zabłyśnie światłość. Udzielisz mnóstwo wesela, sprawisz wielką radość, radować się będą przed tobą, jak się radują w żniwa, jak się weselą przy podziale łupów” (Izaj 9,1-2).
A jednak w tych okolicznościach adwentowego zgiełku były to nadzwyczajne narodziny. „Wam się narodził”.
„Lecz gdy nadeszło wypełnienie czasu, zesłał Bóg Syna swego, który się narodził z niewiasty i podlegał zakonowi, aby wykupił tych, którzy byli pod zakonem, abyśmy usynowienia dostąpili” (Gal 4,4-5).
Poruszające poselstwo, jeśli uświadomimy sobie, że jest ono do nas skierowane. Może byłoby milej, gdyby dla całego świata, tak bardziej po ludzku, z szerokim objęciem ramionami wszystkich, ale dla mnie? To jest właśnie tym nadzwyczajnym poselstwem, które każdego roku powtarzamy: nam, nam, nam. Poselstwo, które możemy przekazywać, tę dobrą nowinę przez całe swoje życie: „Na ziemi pokój”.
Czym byłoby życie bez tej nadziei? Mielibyśmy zlodowaciały, pazerny, agresywny świat. I tak człowiek uczynił go wystarczająco okrutnym. Niewiele z nastroju nocy betlejemskiej. Tak łatwo i szybko zmieniają się nastroje, a chcielibyśmy, by nastrój betlejemskiego zgiełku pozostał w naszych sercach aż Ten, którego oczekujemy, przyjdzie i zastanie nas gotowych, by wziąć udział w chwałach na wysokościach.
Chwała w zwiastowaniu o narodzeniu mówi coś więcej niż tylko o niemowlęciu. Mówi o Bogu, który w Synu swoim stał się człowiekiem. Nie ckliwe i słodkie opowieści o „Jezusiku w żłóbku” bezsilnym i bezradnym są najważniejsze. Najważniejsza jest odpowiedź, dlaczego Chrystus przyszedł, dlaczego zostawił niebo i chwałę Ojca. On Król Królów i Pan Panów, który gdy rzekł, stało się.
Świętujemy nie z powodu marzeń, ale z powodu wiarogodnego świadectwa.
Dlaczego Bóg stał się człowiekiem? Odpowiedź na to pytanie jest jedna. Bóg wypowiedział się w naszej sprawie:
„Wielokrotnie i wieloma sposobami przemawiał Bóg dawnymi czasy do ojców przez proroków; ostatnio, u kresu tych dni, przemówił do nas przez Syna, którego ustanowił dziedzicem wszechrzeczy, przez którego także wszechświat stworzył” (Hbr 1.1-2).
Bóg lubi zaskakiwać wspaniałymi, choć czasem nie zrozumianymi do końca rozwiązaniami. Tak było i wtedy: On przyszedł, a oni nie przyjęli. Wcielenie w narodzeniu Jezusa zmieniło naszą wiedzę o Bogu. Ludzie mogli powiedzieć:
„Nigdy nie przypuszczaliśmy, że Bóg jest właśnie taki”.
Święta przeminą, ucichną kolędy, zapomnimy o prezentach, staniemy się o rok starsi, pozostanie… i tu podstawić możemy różne stwierdzenia. Nie zamierzam dać ostatecznego osądu. Muszę sobie osobiście dać odpowiedź: ja i mój Bóg, co mamy sobie do powiedzenia w zadumie czy przelotnie w zgiełku, bo już spieszę się do następnej świątecznej rocznicy.
Jednak On Pan Panów jest naszą ostoją, za co dziś, chcemy wznosić chwałę i wdzięczny zgiełk uwielbienia. Dzień na cześć Pana, w którym jest nasza moc do życia i zmagania się z jego radościami, jak i trudami.
Może zamyślę się jak autor Jan Twardowski w wierszu, którego fragment przytoczę:
„Wszechświat go nie ogarnie, a zmieścił się w żłobie.
Dziękuje, że w tajemnicy Betlejem milczysz. Tylko my – oczytani analfabeci chlapiemy językiem”.
Adwentowy zgiełk zaczął się na polach betlejemskich i ciągle trwa.





