„Zwiastuję wam radość wielką, która będzie udziałem wszystkiego ludu” (Łk 2,10).
Pamiątka narodzenia Jezusa jest czasem zauroczenia świąteczną atmosferą. Zauroczenie prowadzi do ślepoty w przenośni i dosłownie. Na kilka dni przed świętami ludzie poruszali się jak w amoku, bezmyślnie, a myśliwych polujących na nasze pieniądze były wszędzie tabuny.
Tradycja wieczerzy wigilijnej została doprowadzona do absurdu, szaleństwo zakupów świątecznych niweczy sens pamiątki narodzenia. Z każdym rokiem jak obserwuję jest coraz gorzej. Czekam tylko gdy już w czerwcu zaczną się przygotowania do świąt, a choinki pojawią się zaraz po święcie zmarłych (i tak się stało).
Gdyby dziś powierzono człowiekowi ogłoszenie radosnej nowiny świątecznej, mogłaby ona brzmieć: ogłaszamy szaloną przecenę towarów w supermarketach, wszystko będzie przez jeden dzień po złotówce. Jutro trumny będą reglamentowane.
W wieczór wigilijny emocje opadają, bo tak naprawdę brakuje sił na refleksję i chwilę zadumy. Tak było i wtedy, gdy miał narodzić się Jezus. Wszyscy mieli sprawy do załatwienia w związku z prowadzonym spisem ludności.
Kiedy czasem oglądam witrynę, w której są pokazywane zdjęcia nowo narodzonych dzieci, zadaję sobie pytanie, czy są to przyszli wybitni naukowcy, politycy, odkrywcy, a może tylko zwykli przyszli obywatele swego miasta, kraju. I cóż nadzwyczajnego w narodzinach, poza oczywiście cudem życia.
Narodzeniu Jezusa, Mesjasza, Zbawiciela, towarzyszyły okoliczności banalnie proste, prozaiczne, a równocześnie niezwykłe. Proste, bo tylko jakaś stajnia, może obora, miejsce przygnębiające raczej, może przerażenie Marii i Józefa. Jednak, poza tym miejscem działy się rzeczy niesłychane, bajeczne, czego Józef i Maria nie byli nawet świadomi.
Jakby w tym samym czasie w niewielkiej odległości rozgrywają się dwa wydarzenia: przyjmijmy umownie, że w stajni i drugi na polach betlejemskich. W stajni, bo nie było tak, jak pokazują tysiące malowideł, ale obskurnie i źle.
Drugie miejsce – pola betlejemskie. To, czego doświadczyli pasterze, nie było w pierwszej chwili niczym radosnym, a wręcz musiał anioł ich zapewniać, że nie są to halucynacje. Kto z nas w takiej sytuacji nie myślałby, że albo coś z nami jest nie tak, albo mamy inwazję z kosmosu i ratuj się kto może.
Zachęta: „przynoszę wam wielką radość” nie mogła być od razu przekonująca. Mimo dramatycznych okoliczności dotyczących narodzenia, radość jest główną reakcją, która powinna nam towarzyszyć zawsze, gdy spotykamy Jezusa.
Oczywiście pierwsza reakcja zawsze jest zdziwieniem, że właśnie tak, że liść laurowy okaże się koroną cierniową. Zaskoczenie i strach ustąpiły miejsca chwale, dziękczynieniu, że „Słowo ciałem się stało”.
Myślę, że reagujemy podobnie lub reagowaliśmy, zdumieniem, lękiem, przerażeniem, gdy pierwszy raz spojrzeliśmy na Jezusa inaczej, gdy zobaczyliśmy w nim Pana, Króla Królów z chwałą, uwielbieniem, gdy zobaczyliśmy w Nim swego Zbawiciela.
Wiara w Boga, Jezusa Chrystusa, nie jest wiarą lęku, przerażenia, że jestem grzesznikiem, ale wiarą w usprawiedliwienie i przebaczenie, wiarą w miłującego Ojca, który przebacza pokutującemu grzesznikowi.
Spotkanie z Jezusem prowadzi do rozgrzania serca, do tego dziwnego uczucia, którego nie jesteśmy w stanie tak naprawdę sprecyzować, przekazać.
Kiedy mędrcy odnaleźli miejsce pobytu Marii i Józefa, to czytamy, że:
„ujrzawszy gwiazdę, niezmiernie się uradowali” (Mt 2.10).
Zaufali przesłaniu nieba i wiara ich została uwieńczona spotkaniem z Mesjaszem, wtedy jeszcze dzieckiem, ale oni wiedzieli kim On będzie. Nie było to dla nich jedno z anonimowych dzieci.
Jest radością należeć do świata, w którym brzmi Dobra Nowina: „dziś narodził się wam Zbawiciel”.
„Albowiem objawiła się łaska Boża, zbawienna dla wszystkich ludzi…”
1. Ruszył zegar odliczający czas naszego zbawienia.
Rozpoczął się czas rozliczenia z jakości życia.
Dziś funduje się grzesznikowi tanią łaskę, z przeceny, po cenach obniżonych. Jak tandetny towar, za bezcen, za półdarmo.
Świat znajduje tanie pokrycie dla swych grzechów, z których wcale nie pragnie się wyzwolić.
Tania Łaska bez pokuty, bez krzyża, beż żywego Jezusa oparta o tanią tolerancję dla grzechu.
2. Ruszył zegar odliczający czas działania i obecności Ducha Św.
Duch Św. miał udział w historii narodzenia Jezusa. Ducha Św. objawił nam Boże Zbawienie i czuwał, aby plan był konsekwentnie realizowany pomimo wielu przeszkód. Ten zegar jednak pewnego dnia zostanie zatrzymany:
3. Ruszył zegar odliczający czas powtórnego Przyjścia Jezusa.
2Tes 2.7 „Albowiem tajemna moc nieprawości już działa, tajemna dopóty, dopóki ten, który teraz powstrzymuje, nie zejdzie z pola”.
Czas pamiątki narodzenia jest też przypomnieniem, że oczekujemy powrotu Chrystusa uwielbionego, Zmartwychwstałego, Króla Królów i Pana Panów. To jeden z najmocniejszych znaków czasów, w których żyjemy; wiara w powtórne przyjście Jezusa Chrystusa.
Jeśli mówimy o pierwszym przyjściu, to znaczy, że jeszcze coś jest przed nami. Dziś rozbudzane są jakieś nierealne oczekiwania. Wszystko, co najważniejsze dla ludzkości miało już miejsce w chwili narodzenia, śmierci krzyżowej i zmartwychwstaniu. Ziemia miała już swoje najważniejsze 33 lata, a teraz pozostaje oczekiwanie na Króla, Królów.
4. Ruszył zegar wypełniania proroctw.
W obliczu tego, na co oczekujemy, ma sens, gdy w jednym ręku Biblia, a w drugim doniesienia prasowe, telewizyjne. I tylko znajomość Biblii pozwala nam oceniać, na jakiej godzinie wskazówki tego zegara już są.
Aktualna pamiątka jest przypomnieniem, że coś się nowego prawie 2000 lat temu zaczęło, ale też będzie mieć swoje chwalebne zakończenie. Ten dzień może być dniem, od którego się coś może zacząć też w życiu każdego z nas. Dla jednych może to być dzień zbawienia, dla zbawionych dzień odnowienia i poświęcenia dla Boga.
Pamiątka narodzenia nie jest banałem, sentymentalną legendą, ale życiem z konsekwencjami sięgającymi wieczności. Jest dniem, nowej szansy.
Jesteśmy w drodze powrotnej do domu Ojca i jesteśmy dziś zachęcani do chwały i uwielbiania Boga.
„W drodze powrotnej pasterze wysławiali i wielbili Boga za wszystko, co usłyszeli i zobaczyli”.





