utworzone przez Zdzisław Józefowicz | 8 lipca 2020 | 2020, Lipiec 2020
„A gdy byłem w drodze i zbliżałem się do Damaszku, stało się koło południa, że nagle olśniła mnie wielka światłość z nieba, i upadłem na ziemię i usłyszałem głos do mnie mówiący: Saulu, Saulu, czemu mnie prześladujesz?
A ja odpowiedziałem: Kto jesteś, Panie? I rzekł do mnie: Ja jestem Jezus Nazareński, którego ty prześladujesz. A ci, którzy byli ze mną, światłość wprawdzie widzieli, ale głosu tego, który rozmawiał ze mną, nie słyszeli. I rzekłem: Co mam czynić, Panie? Pan zaś rzekł do mnie: Powstań i idź do Damaszku, a tam ci wszystko powiedzą, co ci jest przeznaczone, żebyś uczynił” (Dz 22.6-10).
Fragment jest świadectwem apostoła Pawła o tym, co zdarzyło się w jego życiu, a spowodowało, że stał się chrześcijaninem. Jest to fragment obrony, jaką wygłosił na stopniach twierdzy rzymskiej Antonia. Zawiera ona jedno z najbardziej znanych nawróceń w historii chrześcijaństwa. Na podstawie powyższego fragmentu chcę zwrócić uwagę na dwa bardzo zasadnicze pytania, które powinny pojawić się w naszym życiu: „Kto jesteś, Panie?” i „Co mam czynić, Panie?”.
Kto jesteś, Panie?
Jezus Chrystus przyszedł na ziemię, a ludzie zadawali takie pytanie: „Kim jesteś, dlaczego kochasz grzesznika, dlaczego postępujesz tak z człowiekiem niejako obnażając go przed innymi, że jest grzesznikiem?” Czy nie było lepszych ludzi, tylko Paweł? Nawet Biblia mówi nam, że było wielu sprawiedliwych w owym czasie oczekujących zbawienia Izraela.
Paweł był nadgorliwy w służbie dla Boga. Z własnej inicjatywy poprosił o listy polecające do Damaszku, bo chciał się wykazać swą gorliwością i duchowością. Nawet ci, którzy nie zaakceptowali Jezusa, nie byli aż tak zawzięci, jak Paweł, on wziął sprawy w swoje ręce. Nikt go nie powołał ani nie miał powołania, ale postawił na jedną kartę całe swoje życie. Zaczął jednak od drugiego pytania zamiast od pierwszego dlatego Bóg musiał to skorygować.
Najpierw musimy uzyskać odpowiedź w naszym życiu, kim jest dla nas Jezus?
„Ja jestem Jezus Nazareński, którego ty prześladujesz”, taka była odpowiedź dla Pawła. On nie mógł uwierzyć, że jest przeciw Bogu. Niestety nie mógł powiedzieć jak wielu dziś „porządnych” ludzi: „przecież nie zabiłem, nie okradłem, nie wszedłem w konflikt z prawem” itd. itp. Mamy własne poczucie godności, wartości i sprawiedliwości, własną filozofię życia i Bóg przez sprowokowanie pytania musi pokazać nam, że taki styl życia nie prowadzi do społeczności z Nim. Jaki to jest styl życia i filozofia? „Filozofia chlewika” – filozofia, której hołduje świat mówiąc: jeśli czegoś pragnę, po prostu to robię. Jeśli moje ciało mówi „zrób coś” to zaspokajam moje pragnienia. Ciało nasze nie jest chlewem, ale ma być świątynią dla Boga, Ducha Św.
Ap. Paweł napisze kiedyś do wierzących w Tesalonice przypominając:
„a cały duch wasz i dusza, i ciało niech będą zachowane bez nagany na przyjście Pana naszego, Jezusa Chrystusa” (1 Tes 5.23).
Ciało to dom, w którym mieszkasz, tak więc co jest ważniejsze dom czy właściciel? Bóg jest w stanie nawrócić właściciela, zmienić jego myślenie i postępowanie i dać mu powołanie.
Na pytanie „kim jesteś, Panie?” musimy mieć jednoznaczną odpowiedź: „On jest moim Zbawicielem”. Musimy zacząć od mocnego fundamentu, od zbudowania życia na skale, którą jest Jezus. Słyszałem o pewnym człowieku, który był hobbystą i spędził wiele lat budując domek o wymiarach metr na metr. Budował ten domek z zapałek. Jednak popełnił błąd, ponieważ zapałki nie miały usuniętej siarki. Pewnej nocy do tego domku dostała się mysz, otarła się o jedną z zapałek i domek przetrwał tylko 5 minut. Człowiek pracował kilka lat i w ciągu 5 minut wszystko przepadło.
Paweł budował niewłaściwie, ale Bóg spalił niewłaściwą budowlę i dał mu lepsze zajęcie — budowanie dla Chrystusa. Bóg nas znalazł, aby rozpocząć nowe budowanie w usprawiedliwieniu i zbawieniu. Często nie szukaliśmy Go, ale On nas poszukiwał, posłał Jezusa Chrystusa, aby zbawić takich grzesznych ludzi, jakimi jesteśmy.
Kiedy przejdziemy ten pierwszy, najważniejszy etap, o jakim daje świadectwo Paweł, możemy zadać pytanie drugie, nigdy odwrotnie.
Co mam czynić, Panie?
„idź do miasta, tam ci powiedzą, co masz czynić”.
Paweł otrzymał powołanie i podjął decyzję; chcę być użyteczny dla Boga. To bardzo ważne, żebyśmy zrozumieli, do czego się przygotowujemy. Co robię z powołaniem, którym mnie Bóg obdarzył? Bóg oczekuje, że człowiek potraktuje swoje powołanie poważnie i z pasją.
Mojżesz poświęcił 40 lat przygotowania się do służby. Jezus poświęcił 30 lat do 3,5-letniej służby. Niektórzy sądzą, że trzymiesięczny kurs biblijny wystarczy na 30 lat służby.
To, czym Bóg obdarzył każdego z was, nie jest produktem końcowym naszego życia.
Wykorzystaj to, co Bóg ci dał i nie trać czasu na to, czego nie potrafisz. Bóg użył społeczności ludzi wierzących. Ustalili powołanie Pawła i udzielili autorytetu do służby misyjnej. Bez tego elementu błogosławieństwo będzie zawsze tylko w drodze.
Bóg użył wizji i proroctwa. Nie tylko Ananiasz otrzymał poselstwo, by iść do Pawła i oznajmić czego oczekuje Bóg od niego, ale również Paweł i to jest bardzo ważna zasada w używaniu daru proroctwa (Dz 9.11-12). Odbierający, jak i przekazujący są przygotowywani, gdy Bóg coś chce przekazać. Dary Ducha Św. mają służyć budowaniu.
Kiedyś Bóg wysłał Mojżesza do faraona ze znakami. Mojżesz rzucił laskę na ziemię i stała się wężem. Jeśli masz coś w swoim ręku i będziesz niewłaściwie z tego korzystał, może się to przerodzić w coś, co obróci się przeciw tobie.
Niekontrolowane pragnienia, bez powołania i wysłania rodzą niekontrolowane skutki.
Można wykonać w budynku instalację elektryczną używając jakiegoś przewodu bez uwzględniania odbiorników jakie będą podłączone. Kiedy przyjdzie pełne obciążenie mocą, jest pewne, że instalacja wywoła pożar. Tak może być z chęcią używania darów za wszelką cenę, by być nimi podekscytowanym.
Do czego jesteśmy powołani? Bóg nie od razu daje nam wszystkie wskazówki i szczegóły. Jest raczej tak, jak to bywa z czytaniem książki, strona po stronie. Po jakimś czasie Pan pokazuje nam ciąg dalszy, ale musimy wiedzieć, że wraz z tym powołaniem wiąże się także odpowiedzialność. Jesteśmy dłużnikami wobec Boga dlatego zadajemy to pytanie „co mam czynić”?
Życie chrześcijańskie to nie jest kręcenie kółka hula-hop, gdzie trochę duchowo powyginamy się, ale odpowiedzialna służba w Bogu na rzecz zgubionego grzesznika.
Pawła powołanie zostało określone słowami:
„…albowiem mąż ten jest moim narzędziem wybranym, abym zaniósł imię moje przed pogan i królów, i synów Izraela; Ja sam bowiem pokażę mu, ile musi wycierpieć dla imienia mego” (Dz 9.15-16).
Nie szukajmy taniej i łatwej Ewangelii, taniego i łatwego życia chrześcijańskiego na przełaj. Musimy wiedzieć, kim jest Jezus Chrystus, jaki jest Jego charakter, aby wiedzieć, co mam czynić.
Maj 1997
utworzone przez Zdzisław Józefowicz | 6 lipca 2020 | 2020, Lipiec 2020
„Cóż tedy, bracia? Gdy się schodzicie, jeden z was służy psalmem, inny nauką, inny objawieniem, inny językami, inny ich wykładem; wszystko to niech będzie ku zbudowaniu” (1 Kor 14.26).
Wśród wielu baśni Hansa Christiana Andersena jest taka, która opowiada „drogę życiową” imbryka do herbaty. Na początku tej drogi stoi duma z jakości materiału (porcelana), z posiadanych kształtów („wysmukła szyjka i duże ucho”) i z funkcji, jaką ma do spełniania („we wnętrznościach rozpuszczają się listeczki chińskiej herbaty w gotowanej, pozbawionej smaku wodzie”). Wszystko to nobilitowało go do roli króla stołu.
Pewnego dnia jednak niezręczna ręka upuściła imbryk na ziemię: szyjka się stłukła, stłukło się ucho. Imbryk podarowano biednej kobiecie, a ta przeznaczyła go na doniczkę. Kiedy napełniła go ziemią, odczuł to, jak pogrzeb. Po jakimś czasie poczuł, że wstąpiło w niego nowe życie: bił puls cebulki kwiatowej; rosła zieleń, rozwijał się kwiat. A imbryk-inwalida patrząc na jego piękno, zapominał o sobie. I powtarzał: To prawdziwe błogosławieństwo zapomnieć przez innych o sobie.
Czy jest błogosławioną rzeczą radość z bycia w społeczności z Bogiem i wierzącymi, czy nasza dusza omdlewa z tęsknoty za taką społecznością? Nie sama obecność w Kościele jest odpowiedzią na to pytanie, ale nasze serce.
„O, jak miłe są przybytki twoje, Panie Zastępów! Dusza moja wzdycha i omdlewa z tęsknoty do przedsionków Pańskich. Serce moje i ciało woła radośnie do Boga żywego” (Ps 84.2-3).
Miejscem chrześcijanina jest Dom Boży. Spotykamy się na nabożeństwie, bo jest to najlepsze miejsce. Dobrze jest mieć taki zwyczaj — być na nabożeństwie.
„Baczmy jedni na drugich w celu pobudzenia się do miłości i dobrych uczynków, nie opuszczając wspólnych zebrań naszych, jak to jest u niektórych w zwyczaju, lecz dodając sobie otuchy, a to tym bardziej, im lepiej widzicie, że się ten dzień przybliża” (Hbr 10.24-25).
Kryzys odświeżył wielu wierzącym teksty Biblii mówiące, że oczekujemy dnia spotkania z naszym Panem i Zbawicielem.
Miejscem naszym w dniu chrześcijańskiego odpocznienia jest zgromadzenie, nabożeństwo. Przychodzimy, by doświadczyć wspólnie obecności Bożej, dotknąć Bożego błogosławieństwa. Czy nie jest fascynujące oczekiwanie na to, co Bóg powie do mnie dziś? Godzien jest też najlepszej chwały, uwielbienia Jezus, że oddał życie za nas dla naszego zbawienia.
Kościół to lud Boży zgromadzony w imieniu Jezusa, pośród którego Bóg manifestuje swą obecność przez Ducha Św.
To czy wychodzę z Kościoła zdegustowany, niezadowolony i zawiedziony zależy od tego, z jakim nastawieniem przyszedłem. Przychodzimy, by naszą społeczność z Bogiem posilić, wzmocnić, zbudować. Samo zajęcie miejsca w kościele niczego jeszcze nie zmienia. Musimy zaakceptować Jezusa jako swego Zbawiciela. Słuchajmy co Bóg mówi do naszego serca.
„…by Słowo Boże stało się mieczem przenikającym do rozdzielenia duszy i ducha, stawów i szpiku, zdolne osądzić zamiary i myśli serca” (Hbr 4.12).
Gdy się schodzimy, spotykamy Zmartwychwstałego.
Jesteśmy zatem w zborze, by usługiwać sobie wzajemnie ku zbudowaniu.
„Dlatego zachęcajcie się wzajemnie i budujcie jedni drugich, jak to zresztą czynicie” (1 Tes 5.11).
Co to w praktyce znaczy?
Przychodzimy, by doświadczyć pocieszenia.
Przychodzimy, by dowiedzieć się o Pocieszycielu — Duchu Św., który mówi nam o mocy Bożej w naszym życiu, o uzdrowieniu w Imieniu Jezusa.
Przychodzimy, by dowiedzieć się, że Bóg nas kocha. Chcemy budować nasze życie duchowe.
Boże budowanie to nie stwierdzenie „być może”, ale Jego TAK na nasze problemy i ich rozwiązanie, bo On jest wczoraj dziś i na wieki ten sam. Bóg traktuje nas serio.
Jaką jednak przyjąć definicję „ku zbudowaniu”? Co jest zbudowaniem dla kogoś, nie koniecznie musi być zbudowaniem dla zboru i odwrotnie. Dla pierwszego Kościoła „ku zbudowaniu” było: trwanie w nauce, we wspólnocie, w łamaniu chleba, w modlitwach, w bojaźni, uczęszczanie do świątyni, poddawanie się porządkowi zborów, błogosławili i napominali, dyscyplinowali i okazywali miłosierdzie. Dzięki takiemu jasno określonemu życiu cieszyli się przychylnością ludu, codziennie Pan pomnażał liczbę zbawionych.
Gdy się schodzimy, to mamy to samo apostolskie zobowiązanie, by ciało w każdym aspekcie swej funkcjonalności było sprawne fizycznie i duchowo. Kiedy ap. Paweł rozstawał się ze zborem w Efezie, ostrzegał i zalecał:
„Miejcie pieczę o samych siebie i o całą trzodę, wśród której was Duch Święty ustanowił biskupami, abyście paśli zbór Pański nabyty własną jego krwią. Ja wiem, że po odejściu moim wejdą między was wilki drapieżne, nie oszczędzając trzody, nawet spomiędzy was samych powstaną mężowie, mówiący rzeczy przewrotne, aby uczniów pociągnąć za sobą. Przeto czuwajcie, pamiętając, że przez trzy lata we dnie i w nocy nie przestawałem ze łzami napominać każdego z was” (Dz 20.28-31).
Apostoł nie tylko głosił słodkie słowo łaski, ale gdy było trzeba, dyscyplinował. Upominał i strofował, by chronić przed wilkami drapieżnymi, których celem zwykle są owce słabe.
Gdy się schodzicie, ochraniajcie się wzajemnie przed zakusami diabła.
Czy zbór jest miejscem, w którym oprócz pieśni, słowa, manifestacji darów, może pojawiać się coś tak nieduchowego, jak upomnienie, strofowanie? Czy to może być duchowe? – TAK
„A ja sam, Paweł, napominam was przez cichość i łagodność Chrystusową, ja, który, gdy jestem u was osobiście, rzekomo jestem pokorny, a gdym daleko, jestem ponoć śmiały wobec was” (2 Kor 10.1).
„Napominam was tedy ja, więzień w Panu, abyście postępowali, jak przystoi na powołanie wasze” (Ef 4.1).
Zbór to nie tylko Alleluja i chwała Bogu, ale też poprawne funkcjonowanie oraz świadectwo dla otoczenia. W zakres tego funkcjonowania wchodzi też obsługa, byśmy mieli ciepło, pachnąco, wygodnie, czysto, ale też z pewnym zdyscyplinowaniem. Nie chodzi o to, by tylko pokrzyczeć na niesfornych, pogrozić palcem, postawić do kąta. Co jednak powiesz ludziom, z czego, do czego mają się nawrócić, kiedy język i słownictwo niezmienione i postawa „a co mnie to obchodzi, to oni”. Ludzie swojego partactwa mają dosyć i chcą zmian, a one muszą zacząć się wewnątrz. Napominanie musi mieć barwę zachęty, mobilizacji. Przecież stać Cię na to, by odpowiedzieć Bogu na Jego zaproszenie do innego życia. Stać Cię na wyznanie i przyznanie się, że jesteś grzesznikiem, że potrzebujesz zmian, to nie hańba.
Jak jesteśmy wewnętrznie już zmienieni?
O Jezusie powiedziano – „przyjaciel celników i grzeszników”.
„Prosimy was, bracia, upominajcie niekarnych, pocieszajcie małodusznych, przygarniajcie słabych, a dla wszystkich bądźcie cierpliwi!” (1 Tes 5.14-24).
Uczniowie żyli przekształconym życiem, we wspólnocie usługiwali ku zbudowaniu. Apostoł Piotr przeżył gorzką lekcję. Był bardzo pewny siebie, aż usłyszał; „czy ty na pewno mnie miłujesz?”
Problemy mogą się pojawić, sprawowanie jakiejś agendy nieprawidłowe, korekta nawet w trudnych słowach ma służyć ochronie i zdrowiu ciała Chrystusa.
Mandatem kościoła jest służyć opamiętaniu i powrocie w miłości do Jezusa. Ramiona Chrystusa otwierają się dla pokutującego grzesznika i drzwi zborów, bo Pan go przyjął.
Kościół nie jest, jakimś miejscem, do którego idziesz. Kościół to jest coś, czym JESTEŚ. Jeśli nie jesteś Kościołem, to chodzenie do jakiegoś budynku pod jakimkolwiek pretekstem nie zrobi z ciebie Kościoła.
„Gdy się zbieracie na nabożeństwo, to każdy z was bierze w nim czynny udział: śpiewacie psalmy, ktoś z was głosi kazanie, kto inny objaśnia tajemnice Boże, jedni modlą się nieznanymi językami, a inni je tłumaczą. To wszystko niech się dzieje dla wspólnego dobra”.
To prawdziwe błogosławieństwo zapomnieć przez innych o sobie.
Marzec 2009
utworzone przez Zdzisław Józefowicz | 25 czerwca 2020 | 2020, Czerwiec 2020
„Początek mądrości jest taki: zdobywaj mądrość,
za wszystko, co masz, nabądź zrozumienia!” (Przyp.S 4.7).
Przed uczniami i rodzicami westchnienie ulgi, nareszcie koniec roku szkolnego. Rodzice zadowoleni, bo wielu z nich przerabia zadania szkolne tak jak dawniej, a więc będą mieli też wakacje od szkoły.
Dla części młodych ludzi skończy się pewien etap nauki by we wrześniu lub październiku rozpocząć na nowo w innej szkole. Niewątpliwie tak uczniowie, jak i nauczyciele są zmęczeni, zwłaszcza w tym roku.
Nauka, jak każda praca, daje satysfakcję, gdy jest kochana, gdy jest z własnego wyboru. Uczniowie szkół podstawowych nie mają wyboru, muszą się uczyć, ale i w tym jest też miłość dorosłych. Nie pozostaniesz analfabetą i posiądziesz podstawową wiedzę. Dalej pozostaje wybór, uczyć się lub poprzestać? Czy rzeczywiście można poprzestać, czy bezpiecznie jest zapomnieć o nauce? Życie nasze to ciągły proces nauczania, ciągle poznajemy coś nowego. Zdobywanie wiedzy jest ważnym czynnikiem intelektualnego rozwoju. Wielokrotnie znajdujemy teksty Słowa Bożego zachęcające do zdobywania wiedzy.
Zacytowane Słowo wyraźnie zachęca do zdobywania mądrości, poszerzania horyzontów myślowych, jest inspirującą zachętą do głębokiej wiedzy. Rzetelna wiedza dla każdego człowieka jest ozdobą. Jak powiada Salomon „ozdobnym wieńcem”, „wspaniałą koroną”. Chrześcijanin zachęcany jest do posiadania szerokiego spektrum wiedzy, by uczciwie mógł argumentować i bronić rzetelnie swoich przekonań:
„Pana zaś, Chrystusa, uświęćcie w waszych sercach, gotowi zawsze do obrony wobec każdego, kto od was żąda słowa o tej nadziei, która jest w was” (1 Piotr 3.15).
Dziś ludzie przed tym, co naukowe gotowi są klękać. Sama wiedza nie jest ani dobra, ani zła, wszystko zależy, w czyim znajduje się ręku. Można ją wykorzystywać dla dobra człowieka lub przeciw niemu. Nie ma jednak nauki chrześcijańskiej i ateistycznej, jest wiedza, a wszystko zależy od tego, kto nią manipuluje.
Zachęca nas zatem Słowo Boże: zdobywajcie wiedzę, kształćcie się, pogłębiajcie znajomość Biblii. Człowiek musi się uczyć i jest to zrozumiałe.
Samuel zdobywał wiedzę w świątyni, ale równocześnie uczył się posłuszeństwa Bogu. Zachęta taka szczególnie jest skierowana do rodziców, by od dzieciństwa w sposób właściwy wychowywali i nauczali swoje dzieci. Ap. Paweł do Tymoteusza napisał:
„Od dzieciństwa znasz przecież Pisma święte, które mogą cię nauczyć mądrości wiodącej ku zbawieniu dzięki wierze w Chrystusa Jezusa” (2 Tym 3.15).
Jego pierwszymi nauczycielkami i wychowawczyniami były matka i babka, nauczające go Słowa Bożego. Wiedza jest potrzebna i nie można zrezygnować z nauki, ale Bóg chce, by nad wiedzą była mądrość i poznanie Boga.
Bywa, że dorośli podejmują zobowiązania, obietnice i później ich nie dotrzymują tak wobec Boga, jak i wobec dzieci. W taki sposób osłabiamy skuteczność działań wychowawczych. Eunice i Loyda pochwalone zostały, że nie zaniedbały tak ważnej dziedziny, jaką jest duchowe życie młodego człowieka. Natomiast jeden z ojców spotkał się z taką naganą:
„Jeśli bowiem ktoś nie umie kierować własnym domem, jak będzie dbał o Kościół Boga?” (1 Tym 3.5).
Nauczanie tak dorosłych, jak i dzieci, niezależnie od wieku jest istotną częścią zborowego życia. Zbór musi zauważyć tę ważną służbę wykonywaną przez nauczycieli. Nowotestamentową prawidłowością jest posiadanie w zborze nauczycieli, ewangelistów, proroków, apostołów.
Przykład nauczyciela będzie zachętą do angażowania się w życie Zboru. Dlatego nie można bagatelizować spraw nauczania, kto naucza i jak. Są zbory, które nie mają nauczania z braku nauczycieli i dzieci.
Możliwe, że poprzez nauczanie biblijne młodzi ludzie odkryją swoje powołanie do służby Bogu, powołanie do poświęcenia życia jako kaznodzieja, teolog, katecheta. Powołanie uczyni ich cenionymi pracownikami dla Boga. Wsłuchujcie się i poznawajcie Boże Słowo, a Bóg udzieli swego błogosławieństwa.
Wielu młodych ludzi twierdzi, że muszą wykorzystać czas młodości jak najlepiej, używać jej w dostępny sposób. Nie zawsze kierują się tym, co serce dyktuje, gdy idą do kościoła. Czasem robią to dla spokoju, by rodzice nie narzekali. Wiara, religia, to dobre dla starszych ludzi. Obiecują sobie, że i oni, gdy zestarzeją się, też poświęcą swoje życie Bogu. Mijają lata, przychodzą różne przeżycia, trudności i dopiero wtedy przychodzi chwila refleksji, że lata młodości, które minęły, to lata zmarnowane, że nie podobają się nam. Można żałować minionego czasu, ale czasu cofnąć się nie da.
Wielu ludzi ze łzami w oczach powiedziało, szkoda mojej młodości, przetrwoniłem ją. Dlatego by takich gorzkich słów nie trzeba było kiedyś wypowiedzieć, dziś zachęcamy, poświęcajcie swoje życie na służbę Bogu. Wybierajcie szczególnie te dziedziny wiedzy, które będą przydatne w życiu Kościoła i Zboru. Poznawajcie Pismo Święte od wczesnych lat, aby dowiedzieć się, jak być zbawionym, szczęśliwym, pożytecznym i użytecznym dla innych. Gdy znacie Boga i Jezusa, gdy wyniesiecie z nauczania katechetycznego prawdę o Jezusie i Jego mocy, nie będą straszne klasówki, nauka trudnych może nielubianych przedmiotów, gry na instrumencie. Pamiętać będziecie, że to, co robicie, nie jest dla rodziców czy nauczycieli, ale dla Boga. Uczyć się jednak trzeba, bo Bóg lenistwa nie błogosławi.
Przed nami wszystkimi zasłużony odpoczynek, wakacje, ale i niebezpieczeństwa. Istnieje pokusa, by zacząć żyć na pełnym „luzie”, bardzo często groźnym.
W wakacje istnieje pokusa odłożenia zasad moralnych i wielu innych. Podczas urlopów część zachowuje się i postępuje tak, jakby nigdy niczego się nie nauczyli. Zawsze i wszędzie, w każdych okolicznościach zobowiązani jesteśmy być chrześcijanami, od tego nie ma urlopu. Tak dzieci na kursach, jak i dorośli nie bierzcie urlopów od chrześcijańskiego etosu życia.
„Niech nikt cię nie lekceważy z powodu młodego wieku, lecz wzorem bądź dla wierzących w mowie, postępowaniu, miłości, wierze, czystości” (1Tym 4.12).
Nabywaj mądrości – zawsze.
Czerwiec 2020
utworzone przez Zdzisław Józefowicz | 20 czerwca 2020 | 2020, Czerwiec 2020
„Wiem bowiem komu zawierzyłem i jestem przekonany…” (2 Tym 1.12).
Wybory mogą być fascynującą obserwacją ludzkich zachowań. Prowadzone są sondaże opinii publicznej, by zorientować się, którzy wyborcy jeszcze nie są zdecydowani. Zwykle będzie pewna liczba wyborców zdecydowanych, którzy stają po każdej z przeciwnych stron. Jak ów długoletni wierzący, gdy stwierdzono, że zapewne widział wiele przemian przez wiele lat. Odrzekł: „tak widziałem i przeciwko wszystkim byłem”.
Języczkiem uwagi będą jednak ci, którzy są niezdecydowani. Sztab kandydata stającego do wyborów ma największy dylemat w ocenie szans z takimi wyborcami. Oni są nieznanym, niepewnym, bytem wyborczym — nieprzewidywalni, ponieważ nie mają mocnych przekonań.
W sferze chrześcijaństwa mamy do czynienia również z niepewnym elektoratem. Są ludzie, którzy nie wiedzą, w co naprawdę wierzą. Nie mają żadnych mocnych przekonań, więc nie są zaangażowani w cokolwiek. Ich brak zdecydowania powoduje, że są chwiejni. Wszystko jedno, w co wierzą, a naprawdę wierzą w wiele fałszywych rzeczy. Ponad 30% deklarujących się jako katolicy wierzy w reinkarnację. Można podziwiać tych, którzy jasno określają się po jakiejś stronie.
Kiedy zaczynały się przemiany w naszym kraju wielu z tych przywódców, którzy je inicjowali, miało w perspektywie aresztowania, było zdecydowanych, przekonanych. Wiele krajów miało takich ludzi jak: Nelson Mandela, Martin Luther King, Lech Wałęsa.
Miliony chrześcijan spotykają się w niedzielę na nabożeństwach, a ilu jest przygotowanych, by ponieść jakieś konsekwencje za swoją wiarę? Przekonania określają styl naszego życia. Ap. Paweł był jednym, z tych, który został przygotowany, by wycierpieć prześladowanie dla Ewangelii. Był w stanie stwierdzić z absolutnym przekonaniem:
„…nie wstydzę się, gdyż wiem, komu zawierzyłem, i pewien jestem tego, że On mocen jest zachować to, co mi powierzono…”.
Sportowcy wiedzą, że trudno jest zwyciężyć, mając złe nastawienie, nie mając przekonania. Oni wychodzą, by wygrać.
Jest historia w Starym Testamencie o czterech trędowatych (2 Król 7.3-9), którzy znaleźli się w sytuacji dramatycznej. Nie mogli wejść do miasta z powodu trądu, oblężenia i panującego głodu i tak nikt nie udzieliłby im pomocy. Ci trędowaci dokonali oceny i wybrali rozwiązanie płynące z ich przekonania i sytuacji. Nie mieli nic do stracenia i wszystko, by zyskać. Ich przekonanie i działanie ich uratowało i miasto od śmierci głodowej. Łatwo jest, słysząc i czytając codziennie o terroryzmie, katastrofach, zdziczeniu ludzi, korupcji, nie stracić przekonania, pewności, że warto o coś może zabiegać, coś zmienić.
„Dla każdego nagłówka złej wiadomości mamy kilkanaście dobrych historii o tym, co robi Bóg dla człowieka każdego dnia”.
Na krytykę mamy pytanie: „a co dobrego masz do powiedzenia, bo o złych rzeczach gazety już pisały”. Potrzebujemy właściwego przekonania, pewności jak ap. Paweł: „…gdyż wiem, komu zawierzyłem, i pewien jestem tego…”, ponieważ to określi czy zawodzisz, czy masz zwycięstwo. Przekonanie nie znaczy, że nigdy nie będziesz mieć trudności lub psychicznych dołków. Co określi, jak odpowiadasz na nie. Twoje przekonanie i wiara zdecydują — przegrasz czy zwyciężysz. Wiele zależy od naszego mocnego przekonania, pewności, oceny sytuacji.
Dwaj sprzedawcy butów, którzy zostali wysłani do małego afrykańskiego kraju. Jeden oddzwonił do biura przygnębiony: „wracam, nie ma żadnej szansy na handlowy sukces, tutaj nikt nie nosi butów”. Drugi sprzedawca zatelefonował podekscytowany: „wyślijcie więcej butów, nikt nie nosi ich tutaj”.
Jak Bóg ustanowił prawa w naturze, tak ustanowił je też w sferze duchowej. Nie zmienia ich nagle, nie zaskakuje nas loterią zdarzeń. Czy wyobrażacie sobie, że prawa fizyki i ciążenia mogą zmieniać się znienacka? Jabłka zamiast spadać, leciałyby w górę i polowały na ptaki. Zaparzona kawa raz byłaby zimna innym razem gorąca lub zamarznięta. Zasiane nasiona może wzeszłyby a może poszybowałyby gdzieś na inną planetę. Jakie byłoby życie, gdyby nie było w nim przewidywalnego związku zgodnego z prawami fizyki, termodynamiki, chemii? Prawa fizyki i chemii umożliwiają nam życie. Rolnicze prawa umożliwiają produkcję jedzenia, a gastronomiczne umożliwiają ich obróbkę. Życie jest zbudowane na prawie.
Wierzymy, mamy mocne przekonanie i tak jest też w sferze wiary. W Bożym Słowie Bóg zawarł prawa dotyczące naszego życia wiecznego i nie zmienia ich, nawet gdybyśmy chcieli odwrócić przyciąganie ziemskie. Dlatego za ap. Pawłem mogę powiedzieć, wiem, jestem przekonany, pewny.
Nie jest ważne co stanie się ze mną, ale co zdarzy się we mnie.
Pozytywne nastawienie jest zaraźliwe.
Nie spędzaj czasu, medytując, czego nie mogę zrobić, ale co możesz zrobić.
Zapał, entuzjazm, gorliwość, oddanie ap. Pawła były natchnieniem dla innych, by angażować się w służbie dla Chrystusa. On wiedział, został przekonany i był zaangażowany. Jeśli nie jesteś pewny, łatwo możesz zostać przekonany do rzeczy, które nie koniecznie będą dobre. Nie angażując się, nie masz wpływu, nie możesz być polecany jako wzór.
„Wzoruj się na zdrowej nauce, którą usłyszałeś ode mnie, żyjąc w wierze i w miłości, która jest w Chrystusie Jezusie” (2 Tym 1.13).
Mocne przekonania mogą zbudować mocne życie, ale jeśli twoje przekonania są słabe, twoje życie będzie takie samo. Przekonania nieosadzone w Bogu, prowadzą do niekonsekwencji i mogą skończyć się tym, że idziesz od kryzysu do kryzysu.
Jeśli zbudujesz na Bogu swoją pewność, będziesz oglądać błogosławieństwo. Wybory, których dokonujesz, określają twoje przekonania. Obojętnie co zdarza się w życiu, potrzebujesz mieć przekonanie co do twojej wiary, twego małżeństwa i kościoła.
Bądźmy ludźmi silnego przekonania, nie ustępując, kiedy trudne czasy przychodzą i wiedząc, kim jesteśmy w Bogu. Musisz zdecydować, do jakiego elektoratu będziesz należeć: niepewnego, trudnego, chwiejnego? Na kogo chcesz zagłosować? Musisz być zdecydowany. Wydawało się, że był liczny elektorat za Jezusem, ale w decydującej chwili okazali się niepewnym elektoratem, wybrali Barabasza.
Moją zachętą jest, byśmy mieli mocne i pewne przekonania odnośnie Jezusa, bo one zadecydują o miejscu naszej wieczności. Jeśli źle zagłosujesz, możesz spędzić wieczność w piekle zamiast w wymarzonym niebie.
Czy należysz do sztabu Jezusa Chrystusa? Czym jesteś zajęty? Promowaniem Jego chwały, Królestwa Bożego, czy walczysz z innymi „partiami”?
Wierzysz Biblii, że mówi prawdę o życiu wiecznym, o przebaczeniu, o potrzebie nawrócenia, o wiecznym potępieniu?
Nie muszę wierzyć zapewnieniom kaznodziei, ale Biblii. Jeśli nie będę przekonany, to pewne jest, że rozminę się z Królestwem Bożym. Jeśli jesteśmy przekonani, wpływa to na naszą aktywność chrześcijańską, jeśli nie, to wszystko nam jedno.
Bądź człowiekiem wyrazistym z mocnym przekonaniem w Jezusie Chrystusie.
Listopad 2005
utworzone przez Zdzisław Józefowicz | 11 czerwca 2020 | 2020, Czerwiec 2020
Kościół Katolicki obchodzi święto ku czci Najświętszego Sakramentu nazywane Bożym Ciałem.
Święto jest jednym z wielu niebiblijnych, jakie obchodzi rzymski katolicyzm. Święto poświęcone jest oddawaniu czci hostii, a oparte jest na dogmacie o transsubstancjacji (od łac. transsubstantiatio = przeistoczenie), która następuje podczas sprawowania Eucharystii. W 1215 roku, na Soborze Laterańskim stwierdzono, że w czasie Eucharystii chleb i wino zamieniają się w rzeczywiste ciało i krew Jezusa Chrystusa.
„Bezpośrednim powodem wprowadzenia nowego święta stały się objawienia błogosławionej Julianny (1193-1258), augustianki z klasztoru Mont – Cornillion, w pobliżu Liége („Tygodnik Powszechny” nr 26).
Święto upowszechniło się po opublikowaniu bulli przez papieża Jana XXll w 1317 roku. Pod wpływem reformacji święto staje się manifestacją wiary w rzeczywistą obecność Chrystusa w Najświętszym Sakramencie. Procesje nie rzadko prowadziły do religijnych tumultów. Ani Reformacja, ani przebudzenia ewangeliczne nie przyjęły święta Bożego Ciała.
„Wszyscy protestanci, mimo ich różnic w interpretacji rzeczywistej obecności Chrystusa w Wieczerzy Pańskiej, trzymają się zasady: extra usum non est sacramentum – czyli poza spożywaniem sakrament nie istnieje” (E. Czajko).
A co Biblia?
„Nie będziesz miał innych bogów obok mnie. Nie czyń sobie podobizny rzeźbionej czegokolwiek, co jest na niebie w górze, i na ziemi w dole, i tego, co jest w wodzie pod ziemią. Nie będziesz się im kłaniał i nie będziesz im służył” (Wj 20.3–5).
Uznawanie hostii oraz wina za prawdziwe ciało Chrystusa i prawdziwą krew, dało podstawę do ustanowienia święta, a jest zafałszowaniem Słowa Bożego! Nie można na podstawie prywatnych objawień tworzyć dogmatu, który jest w absolutnej sprzeczności ze Słowem Bożym, a takim jest.
Jakie podejście do Wieczerzy Pańskiej (Eucharystii) reprezentują Zielonoświątkowcy? Zacytuję fragmenty oświadczenia jak rozumiana jest pamiątka Wieczerzy Pańskiej:
Uczestnicząc w Wieczerzy Pańskiej pod dwiema postaciami: chleba i wina, Kościół wspomina śmierć Chrystusa.
Wspominanie (anamnesis) wydarzenia Krzyża jest istotnym elementem chrześcijańskiego nabożeństwa.
Obecność Chrystusa w Wieczerzy Pańskiej jest rzeczywista, ale duchowa, nie materialna.
Wieczerza Pańska nie jest składaniem Chrystusa w ofierze i nie ma w niej żadnej innej ofiary, poza ofiarą uwielbienia i dziękczynienia (Hbr 13,15), jaką chrześcijanie nieustannie składają Bogu za Jezusa Chrystusa.
Chrystus nakazał błogosławić chleb i wino, by w ten sposób poświęcić je jako widzialne znaki Jego niewidzialnego Ciała i Krwi.
Elementy Wieczerzy Pańskiej, chleb i wino, w taki sposób odnoszą się do Chrystusa, że można je nazywać Jego Ciałem i Krwią (1 Kor 10,16), choć w swojej istocie i naturze nie przestają być one nadal rzeczywistym chlebem i winem.
Spożywanie chleba i picie wina podczas Wieczerzy Pańskiej musi być połączone z wiarą, gdyż elementy te same w sobie nie mają mocy sprawczej, a stają się sądem dla tych, którzy podchodzą do tych świętych znaków bez wiary.
Wieczerza Pańska to widzialne Słowo, przez które Kościół głosi śmierć Pana, Jego zmartwychwstanie i powtórne przyjście w chwale; jest też świadectwem jedności Kościoła.
Święto Bożego Ciała nie jest niestety jedynym niebiblijnym świętem, które jest tym, czym jest – ludzkim pomysłem.
Dlatego temu świętu mówimy nie.
Czerwiec 2020