Pozytywny kontrast

Pozytywny kontrast

Pozytywny kontrast

„I oto tego samego dnia dwaj z nich szli do miasteczka zwanego Emaus, które było oddalone o sześćdziesiąt stadiów od Jerozolimy. I rozmawiali z sobą o tych wszystkich wydarzeniach. A gdy tak rozmawiali i nawzajem się pytali, sam Jezus, przybliżywszy się, szedł z nimi. Lecz oczy ich były zasłonięte, tak że go poznać nie mogli. I rzekł do nich: Cóż to za rozmowy, idąc, prowadzicie z sobą? I przystanęli przygnębieni” (Łk 24,13-17).
„A gdy zasiadł z nimi przy stole, wziąwszy chleb, pobłogosławił i rozłamawszy, podawał im. Wtedy otworzyły się ich oczy i poznali go. Lecz On znikł sprzed ich oczu. I rzekli do siebie: Czyż serce nasze nie pałało w nas, gdy mówił do nas w drodze i Pisma przed nami otwierał?” (Łk 24,30-31).

Zakończenie Ewangelii Łukasza zawiera wiele kontrastów. Zwróciły moją uwagę takie sformułowania, które mówią o przygnębieniu, zaskoczeniu, zakłopotaniu, zdziwieniu. Nastrój żałoby zdominował zakończenie historii Jezusa. Uczniowie, kobiety, zwolennicy Jezusa doznali szoku, widząc Go ukrzyżowanego, to był dla nich autentyczny koniec.

Mowa o ukrzyżowaniu ciągle wydaje się budzić zdziwienie. Czy jest jakiś sens w ciągłym przypominaniu tego zdarzenia? Odwoływaniu się do egzekucji, której już się nie praktykuje. Czy wracamy do tego zdarzenia, by wzbudzić litość, rozrzewnienie? Może to sposób na trzymanie ludzi w ryzach religijności. Może w tym coś jest, czego nie uświadamiamy sobie?

Kobiety, Piotr, dwaj uczniowie w drodze do Emaus, nie mogli nie rozmawiać o tym. Oni byli przygnębieni, zakłopotani, zadziwieni. Uczniowie w drodze do Emaus nawet nie potrafili zmienić tematu rozmowy, gdy dołączył do nich jakiś pielgrzym zdążający w tę samą stronę. Wydarzenie to zdominowało wszystkie rozmowy, miało wpływ na życiowe decyzje. Jeśli był to koniec, to trzeba było poczynić nowe plany. Oto historia, która przygnębiła i taka byłaby pointa życia Jezusa na ziemi, gdyby nie dotyczyła zbawienia, a tylko zwykłej śmierci, nawet jeśli niesprawiedliwie zadanej.

Gdyby Jezus miał się nagle ukazać koło ciebie i iść z tobą, to o czym rozmawialibyśmy z Nim? Czy chcielibyśmy zadać Mu jakieś pytania? Czy powiedzielibyśmy o wszystkim, co przeżywamy? Oczywiście, że tak!

Ewangelista Łukasz pokazuje, że nie tylko ukrzyżowanie, ale i zmartwychwstanie wprawiało w zakłopotanie.

„A pierwszego dnia tygodnia, wczesnym rankiem, przyszły do grobu, niosąc wonności, które przygotowały. I zastały kamień odwalony od grobowca. A wszedłszy do środka, nie znalazły ciała Pana Jezusa” (Łk 24,1).
„Piotr zaś, wstawszy, pobiegł do grobu i nachyliwszy się, ujrzał jedynie leżące prześcieradła, i odszedł do siebie, dziwiąc się temu, co się stało” (Łk 24,12).

Dziękuję Bogu, że ewangelia nie kończy się na cmentarzu. Nad przygnębieniem zatryumfowało życie i nadzieja. Taki jest dla mnie sens zmartwychwstania.

„Wtedy otworzyły się ich oczy i poznali go”.

Jeśli trochę pojawiło się przygnębienia w teście naszego życia, to niech radość z obecności Jezusa w naszym życiu zawróci nas z drogi do Emaus. Drogi własnych decyzji, powrotu do starych rzeczy, a wróćmy do „Jerozolimy”. Miejsca chwały dla Boga, uświęcenia, przebaczenia.

„A oni wrócili do Jerozolimy z wielką radością”.

Bywa, że test życia skłania nas do decyzji – wrócę do „Emaus”, tam będzie łatwiej żyć. „Emaus” nie jest naszym miejscem. Posłuchajcie rozmów nastolatków na ulicy – usłyszycie najbardziej wulgarny i najbardziej brudny język na ziemi! To pochodzi prosto z piekła – a nasze dzieci zostały w tym „ochrzczone” poprzez muzykę, filmy i telewizję!

Wielu chrześcijan potrafi siedzieć w kościele i przeżywać wielkie emocje, wołać do Boga i płakać, a potem wyjść z kościoła i zapomnieć o Bogu. Nie świecki styl życia przyniesie nam moc do życia z Bogiem. Nie w Emaus uczniowie mieli doświadczyć mocy Ducha Św., ale w Jerozolimie, tu mieli czekać i doświadczyć zmiany przygnębienia w radość. Jednak nawet w Jerozolimie nie byli wolni od wątpliwości czy na pewno jest to realne, co się dzieje. Czy wiara w Boga, Jezusa Chrystusa i Ducha Św. nie jest mistyfikacją? Czy szkiełko i oko mędrca nie są bardziej realne od nadziei i wiary? Czemu też w nas budzą się wątpliwości?

Wspominając śmierć Jezusa, a zarazem zmartwychwstanie, nie musimy pozostawać w nastroju przygnębienia z powodu ludzkiej niesprawiedliwości. Może ktoś nas zranił, potraktował źle, zignorował, złamał wszystkie życiowe plany, ale one nie mogą, nie powinny, przysłonić radości z powodu Bożego usprawiedliwienia, tryumfu życia i to życia wiecznego, jakie w Nim mamy.

Dramat Golgoty ma swe niezwykłe rozstrzygnięcie – Zmartwychwstanie.
Nie jesteśmy tu na ziemi na długo. Przyjdzie dzień, że wszystko zostawimy za sobą! Mamy jednak miejsce przygotowane w chwale.

Wspominanie zmartwychwstania jest zachętą, by być ludźmi chwalącymi Boga.
       „Zawsze byli w świątyni, chwaląc Boga”.

To nie Pasuje!

To nie Pasuje!

To nie Pasuje!

„A po sabacie, o świcie pierwszego dnia tygodnia, przyszła Maria Magdalena i druga Maria, aby obejrzeć grób. I oto powstało wielkie trzęsienie ziemi, albowiem anioł Pański zstąpił z nieba i przystąpiwszy odwalił kamień i usiadł na nim. Wtedy anioł odezwał się i rzekł do niewiast: Wy się nie bójcie; wiem bowiem, że szukacie Jezusa ukrzyżowanego. Nie ma go tu, bo wstał z martwych, jak powiedział; chodźcie, zobaczcie miejsce, gdzie leżał” (Mt 28,1-6).

Gdyby ktoś przyszedł pierwszy raz w poszukiwaniu symboli Wielkiego Tygodnia, a zwłaszcza grobu w naszych zborach, może poczuć się zawiedziony. Symbole i tradycja, które zdominowały w kulturze religijnej święta Wielkanocne, nie pasują do naszego świętowania zmartwychwstania.

Spotykamy się z powodu niezwykłości zdarzenia, jakie wspominamy, ale jeśli szukasz Jezusa Nazaretu, w miejscu, w którym niektórzy chcieliby Go znaleźć, to mówimy w radosnym uwielbieniu:

„Nie ma go tu, bo wstał z martwych”

Pusty grób Zmartwychwstałego Jezusa Chrystusa stał się świadectwem, że królestwo śmierci zostało pozbawione władzy. Kiedy uczniowie przybywają do grobu, widzą opakowanie po ceremonii pogrzebowej, po złożonym ciele. Są zdziwieni, zaskoczeni. W pierwszej chwili, gdy czytamy ewangeliczne relacje, historia wydaje się prawie jak anty zmartwychwstanie. Maria myśli, że ciało zostało wykradzione, Piotr i Jan czują się zakłopotani. Kapłani wraz ze strażą rozpuszczają wieść, że to uczniowie dokonali kradzieży, a informacje o zmartwychwstaniu to tylko fikcja i pobożne życzenie. Wszystko nie pasuje do radosnych pieśni, jakie dziś są śpiewane w świątyniach.

Sprawa Jezusa, po ludzku zakończyła się na Golgocie. Jeśli krzyż zamknął „sprawę Jezusa”, to jak wyjaśnić szybkie rozprzestrzenianie się chrześcijaństwa? Jak wyjaśnić to, że głosi się Ukrzyżowanego jako żyjącego i zwycięskiego Pana? Świadectwo uczniów zawierało słowa klucze: Pan „jest wskrzeszony”, „zmartwychwstał”; „ukazał się”.
Zmartwychwstanie stanowi wciąż potężne wyznanie chrześcijaństwa.
Pojawiło się wiele hipotez na przestrzeni wieków, kwestionujących autentyczność zmartwychwstania.
Jak to się ma w zestawieniu z męczeńską śmiercią wielu spośród uczniów? Czy Jakub, Piotr, Paweł, Szczepan oddali życie za oszustwo?

Relacje w Ewangeliach o zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa mówią nam, że był to czas wielkiego poruszenia i niebywałego zamieszania. Nikt z uczniów nie usiadł wtedy, by zapisać relacje o zmartwychwstaniu Jezusa. Przecież Ewangelie spisano w wiele lat po zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa.

We wszystkich opisach powtarza się jeden motyw: Apostołowie po śmierci Jezusa byli przestraszeni, wielu wątpiło, a inni spodziewali się zupełnie innego obrotu sprawy: „A myśmy się spodziewali”.

Wiara w Zmartwychwstanie zrodziła się pod działaniem łaski Bożej, z bezpośredniego doświadczenia.
„Jezus żyje nie dlatego, że jest głoszony w wyznaniu wiary, ale jest głoszony dlatego, że żyje” (H. Küng).
„Jezus Chrystus zmartwychwstały był przyczyną wiary uczniów”.
Zmartwychwstanie Jezusa jest nie tylko wyjaśnieniem zagadki pustego grobu, ale jest też najlepiej poświadczonym wydarzeniem. Co stałoby się z chrześcijaństwem, jeśli zakwestionować zmartwychwstanie? Wtedy jesteśmy tylko religijnymi poganami sprowadzającymi życie do wymiaru ziemi.

Nowy Testament ukazuje Jezusa przede wszystkim jako Syna Bożego, który pokonał śmierć, jest zwycięzcą, wstąpił do Ojca i przyjdzie powtórnie jako Król Królów i Pan Panów, aby zabrać nas do siebie.

Chrześcijaństwo jest zawieszone na historycznym fakcie zmartwychwstania Chrystusa, a bez tego faktu wiara byłaby oszustwem.

Chrześcijańska wiara nie jest wiarą reanimacji ani reinkarnacji, ale nadzieją w nowy rodzaj życia.
Nie świąteczny nastrój i chwilowy entuzjazm są elementem naszej wiary. Te nie wytrzymałyby próby czasu.
Uczniowie z ludzi przerażonych, zamykających się w domach, stali się odważnymi świadkami Boga, głoszącymi Dobrą Nowinę po całym świecie. Co innego mogło tak na nich wpłynąć, jak pojawienie się przed nimi zmartwychwstałego Chrystusa?

Bóg jest zaskakujący w swym działaniu, dlatego może tak łatwo ludziom przychodzi przejść w kwestiach wiary do zabobonu czy wiary mającej więcej wspólnego z ludowym folklorem niż z realiami ewangelicznego poselstwa.

Prawdziwa wiara zmartwychwstania nie powstaje od patrzenia i wierzenia w pusty grobowiec, ale ze spotkań Boga w Słowie Bożym.

Jezusa złożono w grobie, przyłożono kamień, opieczętowano, mówiąc do widzenia piękna historio o imieniu Jezus. Stąd nie ma powrotu. Czytamy o tym i myślimy, to nie pasuje do Tego, kim miał być.

Ewangelia nie kończy się słowami; „umarł i pogrzebany jest”. Ewangelią jest poselstwo, że Chrystus umarł za nasze grzechy i powstał z martwych, stając się zwycięzcą nad grzechem i śmiercią.

W sprawie zmartwychwstania nie chodzi o poglądy, czy o to, co komu na ten temat się wydaje, ale o nasze być albo nie być, o życie – nie śmierć.

Wielkanoc naprawdę jest całkowitym zaskoczeniem; to nie pasuje. Śmierć i zmartwychwstanie to dwa zawiasy, na których życie milionów ludzi obróciło się we właściwym kierunku.

Nasze życie obraca się we właściwym kierunku, gdy mówimy i wyznajemy Zmartwychwstanie Jezusa.

Boży dzień

Boży dzień

Boży dzień

„My zwiastujemy Chrystusa ukrzyżowanego, dla Żydów wprawdzie zgorszenie, a dla pogan głupstwo, natomiast dla powołanych – i Żydów, i Greków, zwiastujemy Chrystusa, który jest mocą Bożą i mądrością Bożą” (1 Kor 1,23 – 24).

Każdego roku nadchodzi dzień, w którym całe chrześcijaństwo kieruje swoją uwagę na Jerozolimę, wspominając wydarzenia sprzed 2000 lat. Jerozolima była świadkiem nieświętego dramatu, którego autorami byli również nieświęci ludzie.

To wydarzenie wywołało falę reakcji, którą moglibyśmy nazwać łańcuchową. Z ogromną siłą narastał sprzeciw przeciwko poselstwu o ukrzyżowanym Nazarejczyku, ale im bardziej sprzeciwiali się temu tradycyjnie religijni ludzie lub władze polityczne, tym bardziej ta wieść zataczała szersze kręgi.

Zacytowany tekst ap. Pawła jest szokującym zwiastowaniem, które musiało wzburzać. Była to deklaracja wiary. Dziś, gdy czytamy te słowa, wydają się one tak oczywiste. Dla ludzi tamtego czasu nie było to takie oczywiste. Jesteśmy osłuchani z tymi zwrotami jak krzyż, Golgota, ukrzyżowanie, które zostały włączone do języka obiegowego. Zadaję sobie pytanie, co nas gromadzi w takim dniu jak Wielki Piątek. Ideologia, fascynacja idolem, bohaterem chrześcijaństwa, rzewny sentymentalizm, oburzenie, że ukrzyżowano świętego?

Co w wierze i zwiastowaniu o Chrystusie ukrzyżowanym jest tak ważnego, że chcemy być razem na wspólnym nabożeństwie?

Nie była to jedyna śmierć, takich egzekucji dokonywali Rzymianie setki. Chcemy jednak podpisać się pod tym wspominaniem o Chrystusie, nie o jakimś innym bohaterze ukrzyżowania, ale właśnie o tym Nazarejczyku, nad którego głową umieszczono napis Król Żydów. Tak, to jeden z powodów, dlaczego mówimy o Nim. Ktoś jednak uznał Jego za króla. Krzyż w rósł w naszą kulturę i świadomość, ale co on nam mówi dziś?

Codziennie praktycznie spotykamy go na wieżach kościołów, cmentarzach, przy drogach. Dla niektórych to tylko symbol szubienicy, miejsce kaźni, chcą go odrzucić, nie widzieć. Dziwne, bo ci sami ludzie pieczołowicie przechowują i rozczulają się nad pamiątkami po bliskich zmarłych. My zwiastujemy Chrystusa ukrzyżowanego, bo krzyż przypomina nam cenę, jaka została zapłacona za nasze życie.

„On własnego Syna nie oszczędził, ale go za nas wszystkich wydał” (Rzym 8.32).

W każdych okolicznościach to poselstwo ma tylko jedno do powiedzenia:

„Bóg w Chrystusie świat z sobą pojednał, nie zaliczając im upadków ich”.

Treść w zwiastowaniu o ukrzyżowanym Chrystusie, która nas gromadzi, nie dotyczy świata, ludzi, ale nas osobiście. Tych, którzy należeli do skazanych i darowano im, ułaskawiono. Tak, śmierć Jezusa ma znaczenie dla świata, ale nie miałaby, gdyby nie dotyczyła każdego z nas osobiście.

Zwiastujemy Ukrzyżowanego.
        Czy nie było lepszej i innej drogi? NIE.
        Bóg mógłby usunąć zło grzech i wszystkich uczynić wolnymi od koszmaru grzechu i zepsucia, ale wtedy moglibyśmy sądzić, że Bóg jest niepotrzebny. Często tak ludzie sądzą, dopiero problemy kierują ich myśl do Boga.

Historia ludzkości zapisała najciemniejszą kartę, kiedy Jezus umierał na krzyżu. Trzeba jednak podkreślić, że Jezus nie był wyłącznie ofiarą ludzkiej nienawiści. On zgodził się na Boży plan zbawienia i do ostatniej chwili podporządkował się wymogom tego planu. Mógł powiedzieć: „wykonało się”.

Było to ogłoszenie zbawienia, zakończenia ziemskiej misji, dokonanego odkupienia. Boży plan zbawienia został zrealizowany. Oto istotny powód, dla którego zwiastujemy Chrystusa ukrzyżowanego.

Drugi powód – zwiastujemy Chrystusa, który jest mocą Bożą.
Nie głosimy „doktryny o krzyżu”, nie głosimy filozoficznej mądrości, co byłoby logiczne, skoro krzyż jest zgorszeniem głupstwem, ale głosimy moc Bożą dla grzeszników. Poselstwo o krzyżu wzburzało, wydawało się głupstwem, jeśli wziąć pod uwagę, że Ten ukrzyżowany zrezygnował ze swoich praw, czci, dostojeństwa i umierał jak złoczyńca. Poselstwo o szubienicy bulwersowało. Pamiętajmy jednak, że nie krzyż zbawia a Jezus Chrystus. Nasze poselstwo nie jest o bezradnym skazańcu, ale o mającym moc Bożym Synu. W Jego obronie mogło stanąć 12 legionów aniołów, moce niebios były do Jego dyspozycji.

On nie był bezradny.
Zapewnił umierającego obok łotra „dziś będziesz ze mną w raju”.
Zwiastujemy Chrystusa ukrzyżowanego, który nie pozostał na krzyżu, ale po swej śmierci zmartwychwstał.
Jezus nie powiedział, przepraszam, ale zagalopowałem się w moich obietnicach i nie mogę ich zrealizować, nie przewidziałem kryzysów, w jakich będziecie żyć. Nie jestem w stanie wam pomóc. Nie, On powiedział; „Ja mam moc na niebie i na ziemi” i dokładnie przestrzega wypełnienia tej obietnicy. Piotr i Jan zadziwiali, swą mądrością Radę Najwyższą. Moc Boża uzdrawiała, czyniła cuda i znaki niezwykłe, grzesznicy jak Saul z Tarsu zmieniali się, demony musiały kapitulować przed Jego mocą.

Miejsce, na którym dziś stoimy w sensie duchowym, jest święte. Miejsce, w którym mówimy o ukrzyżowanym Chrystusie, jest święte, dlatego zostaw dziś wszelką nieświętą myśl, nieświęte działanie, a przyjdź przed Boże oblicze, by stać się uczestnikiem świętej społeczności.

Chrześcijaństwo to nie tylko system uświęcenia albo kodeks praw etycznych, to sposób życia, to styl życia. Chrześcijaństwo to nie teoretyczne, słodkie lukrowane poselstwo, ale człowiek w praktycznej realizacji Dobrej Nowiny Chrystusa.

Wielu ludzi gra komedię życia do końca, dla nich ukrzyżowany Chrystus to głupstwo, historyjka z happy endem, ale nie dla nich.

Spotykamy się w Wielki Piątek, by powiedzieć Bogu, że zwiastowanie o Chrystusie ukrzyżowanym jest dla nas wezwaniem do życia godnego Jego dzieci, że ta śmierć miała sens i znaczenie dla każdego osobiście. Sprawiła, że nasza wiara nie jest wiarą ojców i matek, ale naszą osobistą.

Zwiastowanie o ukrzyżowanym i zmartwychwstałym Chrystusie stało się siłą motoryczną chrześcijan, ale nie ma to żadnego sensu, jeśli nie jest siłą motoryczną twego codziennego życia.

Niech Wielkopiątkowe poselstwo ma dziś znaczenie dla ciebie.

DWIE MISKI

DWIE MISKI

„A Piłat, ujrzawszy, że to nic nie pomaga, przeciwnie, że zgiełk się wzmaga, wziął wodę, umył ręce przed ludem i rzekł: Nie jestem winien krwi tego sprawiedliwego, wasza to rzecz” (Mt 27,24).
„[Jezus] wstał od wieczerzy, złożył szaty, a wziąwszy prześcieradło, przepasał się. Potem nalał wody do misy i począł umywać nogi uczniów i wycierać prześcieradłem, którym był przepasany” (Jan 13,4-5).

Cytowane wersety skłaniają mnie do rozważania na temat dwóch mis. Miska samoobsługi i miska sługi. Jedna kosztuje nas – a druga kosztuje innych.

Miska samoobsługi.

Czytamy, że Piłat długo zmagał się z podjęciem decyzji, gdy przyprowadzono Jezusa jako oskarżonego. Czytamy, że podjął wyrachowaną decyzję. Umył ręce od „problemu Jezusa”. Miał władzę, by rozwiązać problem, ale tego nie zrobił. Pytał o prawdę, ale miał dylemat – kariera czy sprawiedliwość?
Piłat podjął szereg prób, aby uniknąć odpowiedzialności.

1. Próba – ucieczka przez odstąpienie od procesu.

„Piłat zaś rzekł do arcykapłanów i do tłumów: Żadnej winy w tym człowieku nie znajduję” (Łk 23,4).

Piłat stwierdza, że oskarżenia nie mają znaczenia dla jego sądu. Jednak oskarżyciele nie tak łatwo zrezygnują.

„Oni natomiast obstawali przy tym i mówili: Podburza lud, nauczając po całej Judei, i to począwszy od Galilei, aż dotąd” (w.5).

2. Próba – uniku przez zmianę miejsca procesu.

„a dowiedziawszy się, że jest poddanym Heroda, odesłał go do Heroda, który w tych dniach był właśnie w Jerozolimie” (w.7).

Herod też umył ręce i odesłał Jezusa do Piłata. Zmiana miejsca nie zadziałała.

 „Przyprowadziliście do mnie tego człowieka jako podżegacza ludu, a tymczasem ja, przesłuchawszy go wobec was, nie znalazłem w tym człowieku żadnej z tych win, które mu przypisujecie. A Herod także nie; odesłał go bowiem z powrotem do nas. I oto nie popełnił On niczego, czym by na śmierć zasłużył” (Łk 23,14-15).

3. Próba – wymiana więźniów.

„…wyszedł znowu do Żydów i powiedział do nich: Ja w nim żadnej winy nie znajduję. Lecz utarł się u was zwyczaj, aby wam wypuszczać na Paschę jednego; chcecie więc, abym wam wypuścił króla żydowskiego?” (Jan 18,38-39).

Piłat chwyta się myśli: „tłum zdecyduje między Jezusem a przestępcą”. Decyzją, którą uważał za „oczywistą”, było zaoferowanie wymiany Jezusa na więźnia. Piłat był wstrząśnięty, zażądali śmierci Jezusa.

4. Próba – kara bez śmierci.

„Wówczas Piłat wziął Jezusa i kazał go ubiczować”.
„A Piłat wyszedł znowu na zewnątrz i rzekł im: Oto wyprowadzam go do was, abyście poznali, że w nim żadnej winy nie znajduję. Wyszedł więc Jezus w koronie cierniowej i w płaszczu purpurowym. I rzekł im Piłat: Oto człowiek! A gdy go ujrzeli arcykapłani i słudzy, krzyknęli głośno: Ukrzyżuj, ukrzyżuj! Rzekł do nich Piłat: Weźcie go wy i ukrzyżujcie, ja bowiem winy w nim nie znajduję” (Jan 19,1.4-5).

Piłat doszedł do wniosku, że jeśli tłum zobaczy tylko odrobinę krwi, zobaczy upokorzonego więźnia, będzie zadowolony, że to uspokoi tłum, ale było tylko gorzej.

5. Próba – na ambicję.

„A był to dzień Przygotowania Paschy, około szóstej godziny; i rzekł do Żydów: Oto król wasz! A oni zawołali: Precz, precz, ukrzyżuj go! Rzekł do nich Piłat: Króla waszego mam ukrzyżować? Odpowiedzieli arcykapłani: Nie mamy króla, tylko cesarza” (Jan 19,14-15).

Piłat musiał w tym momencie zdać sobie sprawę, że Żydzi byli gotowi zdeptać każdą zasadę, zapomnieli nawet o swoim Bogu. Piłat, nie widząc wyjścia, podejmuje decyzję.

„A Piłat, ujrzawszy, że to nic nie pomaga, przeciwnie, że zgiełk się wzmaga, wziął wodę, umył ręce przed ludem i rzekł: Nie jestem winien krwi tego sprawiedliwego, wasza to rzecz” (Mt 27,24).

Piłat wymigiwał się, jak długo mógł, ale przyparty do muru, wziął miskę samoobsługi i uratował swoją pozycję, ale stracił szacunek do samego siebie i stracił duszę. Prawdziwym wyborem Piłata był wybór między jego karierą a Chrystusem. Niestety wybrał siebie. Myślał, że umył ręce od tej sprawy. Zawarł umowę jednokierunkową.

Wybór Jezusa oznacza nieustanne poświęcanie naszych egocentrycznych interesów, poświęcanie naszych egoistycznych pragnień. Kiedy idziemy na kompromis z Bożymi standardami w naszym codziennym postępowaniu, tak jak Piłat, decydujemy się na sprzeciw Chrystusowi.

Piłat wybrał to, co łatwe, zamiast tego, co słuszne.
Jakie decyzje podejmujemy w naszym życiu? Wybieramy między presją a zasadami?

Życie to seria wyborów.
Grzech i wina nie mogą być usunięte przez wodę lub religię, ale tylko przez przyjęcie Bożego przebaczenia przez ofiarę Jezusa.

Miska sługi

W drugim tekście czytamy, jak Jezus postanowił usłużyć uczniom, kiedy wziął miskę, aby umyć im stopy.
Interesujące jest dostrzeżenie kontrastu między poglądem Piłata a poglądem Jezusa.
Jezus skupił się na misce sługi.
„Złożył szaty, a wziąwszy prześcieradło, przepasał się, nalał wody, począł umywać”

Piłat umył sobie ręce.

Ten fragment ma więcej wspólnego z postawą: nie to, co robię, ale kim jestem.
Czy mógłbym umyć nogi „mojemu” Judaszowi?
Jezus nie umył nóg swoim uczniom tylko po to, aby byli dla siebie mili. Uczniowie mieli iść w świat, służąc Bogu, służąc sobie nawzajem i służąc wszystkim ludziom, którym nieśli orędzie zbawienia.

Faryzeusze, uczeni w Piśmie i saduceusze byli ekspertami w Prawie. Znali Torę w przód i w tył. Byli ostatecznymi arbitrami. Mieli standardy, które były wyższe niż te, które były w Biblii.

Niektórzy byli zbyt zajęci martwieniem się o swoją pozycję, aby martwić się o złapanie za miskę! Jezus zaskoczył.

Miłość przejęła inicjatywę i zmył ich egoistyczną dumę.

Dwie miski i dwie postawy, która jest godna naśladowania?

PRAWO WAHADŁA

PRAWO WAHADŁA

 

A wiara jest pewnością tego, czego się spodziewamy, przeświadczeniem o tym, czego nie widzimy”.

Bez wiary zaś nie można podobać się Bogu; kto bowiem przystępuje do Boga, musi uwierzyć, że On istnieje i że nagradza tych, którzy go szukają”. (Hbr 11.1,6).

 Pytanie na początek: czy znasz prawo wahadła?

Prawo brzmi: wahadło nigdy nie wraca do punktu wyższego niż punkt, z którego zostało wypuszczone.

Pewien kaznodzieja przeprowadził eksperyment. Miał przygotowane wahadło ważące 100 kg. Zaprosił jedną osobę z sali, posadził na krześle i przyciągnął wahadło na 5 cm przed twarz zaproszonego.

„Jeśli prawo wahadła jest prawdziwe, to kiedy wypuszczę tę masę metalu, wahadło przeleci na drugą stronę sali i wróci do punktu wypuszczenia”.

Zapytał osobę na krześle, czy wierzy, że to jest prawdą? Siedzący kiwnął głową, że „tak”. Kaznodzieja wypuścił wahadło, które przeleciało przez salę, zatrzymało się i zaczęło powrót i tu kaznodzieja powiedział: „Nigdy nie widziałem, żeby człowiek tak szybko uciekał”.

Wiara nie jest skomplikowaną doktryną. Nie jest trudna, by ją zrozumieć, ale czasami trudno zrealizować. Mimo intelektualnego zaufania praktyka może okazać się trudna.

 

Wiara jest rdzeniem naszego chrześcijańskiego życia.

Żyjemy w świecie, w którym musimy wielu rzeczom wierzyć. Wiara chrześcijan często jest wiarą ludzi, którzy chodzą do kościoła, uwielbiają Boga i proszą Go, by im błogosławił i sprawił, by byli szczęśliwi. Są jednak sytuacje, które powodują, że obgryzamy paznokcie i jesteśmy sfrustrowani. Wierzyć nie wierzyć?

Biblia nie mówi, że sprawiedliwy będzie uratowany przez wiarę, ale deklaruje, że sprawiedliwy będzie żyć z wiary.

Ekscytujące jest życie wiary, ale to nie jest wypowiadanie magicznych zaklęć. Wiara nie jest magiczną pigułką, którą połykasz i masz bezproblemowe życie.

Abel złożył…, Enoch chodził…, Noe zbudował…, Abraham poszedł…, Izaak pobłogosławił…, Mojżesz wyprowadził.

Pierwsza strona medalu

Każda biografia w liście do Hebrajczyków 11 zaczyna się tymi samymi dwoma słowami: „przez wiarę”.

Bycie wierzącym, to jeden z ekscytujących stylów życia, jakie zna człowiek. Życie, przez które stanowimy różnicę w tym świecie.

Nikt nie staje się sportowcem, tylko dlatego, że przeczytał instrukcję na temat danej dyscypliny. Żaden kierowca nie staje się nim po odbyciu zajęć teoretycznych. Akurat w tej dziedzinie wielu jednak myśli, że tak.

Noe zainwestował życie w Bogu. Co było tak imponującego w wierze Noego? Nigdy nie widział deszczu, a cóż dopiero powodzi. Dlaczego miałby wierzyć Bogu, że będzie potop? Słowo Boga było jedynym dowodem, na którym polegał. Arka została zbudowana przez amatora, Titanic został zbudowany przez profesjonalistów.

Abel zainwestował w Bogu, jego brat Kain nawet nie zapytał: „dlaczego coś było nie tak z jego ofiarą”.

Henoch zainwestował życie w Bogu. On chodził z Bogiem. Bóg nie zabrał kogoś innego z nim, ponieważ nikt inny nie chciał tak spędzać czasu z Bogiem.

Pewien intelektualista powiedział: „Aby uwierzyć w cuda w Biblii, musisz popełnić intelektualne samobójstwo”. Cóż, dla niektórych „intelektualne samobójstwo” nie byłoby żadną wielką stratą. Oni i tak są bardzo bliscy śmierci mózgu!

A co, jeśli prawo wahadła nie działa?

Kiedy na koncie jest pusto, rachunki nie zapłacone, żadnego rozwiązania w zasięgu wzroku, kiedy życie rzuca cię w środek kryzysu bez żadnego powodu?

Jak wiele razy nie czekamy na Bożą odpowiedź? Zeskakujemy z krzesła, zanim wahadło wróci do nas. Nie musimy uciekać z krzesła przed wahadłem, wystarczy wierzyć prawu.

Wiara zawsze jest zmieszana z wątpliwością.

Bardzo łatwo jest wierzyć, gdy Bóg działa, ale bardzo trudno, gdy Bóg milczy.

Niektórzy ludzie próbują z Bogiem negocjować: „Zaufam Bogu, jeśli mnie wybawi”. Jest to wiara chytrego lisa lub wiara telefonu alarmowego 112.

„Boże, jeśli jesteś prawdziwy, zrób to lub nie rób tamtego, a ja uwierzę w Ciebie”.

Wiara nie jest tylko pobożnym życzeniem, wyobrażeniem, marzeniem, ale jest realną rzeczywistością.

Żyć z wiary oznacza mieć więcej pytań niż odpowiedzi.

 

Druga strona medalu.

Myślimy: „sprawdza się u innych – dlaczego nie u mnie?” Zadajemy sobie pytanie: „dlaczego tak wiele rozczarowań, przecież wielu sprawom zaufałem i nic z tego nie wynika?”

Gorliwie zanosiliśmy w modlitwie prośbę, wierząc w jej wysłuchanie całym sercem i nic się nie zdarzyło. Przeciwnie, sprawy potoczyły się gorzej. Czas biegnie, a problemów nie ubywa.

Gdzie widzisz siebie?

Czy widzisz siebie bardziej podobnym do Noego, Abrahama, czy bardziej niż trzech młodzieńców w piecu ognistym?

Wiara nie jest magiczną pigułką.

Czasem myślimy, że najlepszym dowodem wiary będzie interwencja Boga przez znaki, cuda, wizje, proroctwa, 24 godziny duchowego ognia.

Wiara tak nie działa.

Zanim wykonamy krok do windy, wierzymy, że ona utrzyma nas i nie runie w dół. Jeśli idziemy schodami, też musimy wierzyć, że są stabilne. Wiara jest zawsze pierwszą częścią zaufania. Wiara porusza się między wiarą i niewiarą, wątpliwością i zapewnieniem, nadzieją i rozpaczą, niezdecydowaniem i pragnieniem serca.

Żyć prawem wahadła znaczy, że jeśli jesteś Noem, budujesz arkę i spodziewasz się, że ona popłynie, dlatego, że Bóg tak mówi.

Jeśli jesteś Abrahamem, wyruszasz do ziemi obiecanej i spodziewasz się, że znajdziesz ją, zanim umrzesz.

Jeśli jesteś Dawidem, zstępujesz do doliny, by stawiać czoło Goliatowi i wierzysz, że trafisz pierwszym kamieniem, ponieważ nie dostaniesz drugiej szansy.

Nasza wiara jest wiarą: „nawet, jeżeli nie”.

Lecz teraz – tak mówi Pan – który cię stworzył, Jakubie, i który cię ukształtował, Izraelu: Nie bój się, bo cię wykupiłem, nazwałem cię twoim imieniem – moim jesteś! Gdy będziesz przechodził przez wody, będę z tobą, a gdy przez rzeki, nie zaleją cię; gdy pójdziesz przez ogień, nie spłoniesz, a płomień nie spali cię” (Izaj 43,1-2).

Jeśli Bóg nie wysłuchał niektórych z naszych modlitw, możemy być pewni, że ma jakiś istotny powód, by tak postąpić.

Wiara jest drogą do właściwego celu.

Bóg nie ugasił ognia w piecu trzech młodzieńców, ale umieścił tam Jezusa z nimi… i wyszli bez uszczerbku. Nie chodzi o to, że Bóg zatrzymuje wszystkie rzeczy, które wyglądają źle; ale kto jest tam z tobą.

Czasami bycie wiernym jest bolesne. Świat chciałby, byśmy się wynieśli i nie moralizowali, ale możesz powiedzieć:

Bóg zainwestował we mnie i nie ma zamiaru z tego zrezygnować.

Nasza wiara nie jest wiarą: „coś za coś”, ale „nawet, jeżeli nie”.

André Crouch śpiewał:

Były chwile, kiedy nie odróżniałem dobra od zła.

Ale gdybym nigdy nie miał problemów,

Nie wiedziałabym, że Bóg może je rozwiązać.

Nie wiedziałabym, co może zrobić wiara w Boga.

Nigdy nie doświadczyłem chwały Boga jak Mojżesz.

Nigdy nie włożyłem palca w rany Jezusa jak Tomasz.

Nigdy nie widziałem Ducha schodzącego jak gołębica, czego uczniowie doświadczyli.

Nigdy nie otrzymałem wizji z nieba jak Jan na wyspie Patmos.

A jednak utrzymuję się, wierząc w to wszystko – przez wiarę.

 

ŻYCIE W POZYCJI PIONOWEJ

ŻYCIE W POZYCJI PIONOWEJ

„Objawiła się bowiem łaska Boża, zbawienna dla wszystkich ludzi. Poucza nas ona, abyśmy wyrzekli się bezbożności oraz świeckich żądz i żyli w obecnym wieku rozsądnie, sprawiedliwie i pobożnie” (Tyt 2,11-12).

Jeśli jesteś wierzący, masz obowiązek dać przykład swoim życiem, aby zwrócić uwagę na zbawczą moc Boga okazaną przez Jezusa. Bóg często tak aranżuje nasze życie, że pracujemy z niechrześcijanami, a nawet zwykle. Czasami, zamiast uznać, że Bóg zaplanował nasze życie tak, abyśmy mogli wpływać na innych, narzekamy na ludzi, z którymi musimy pracować.

Kazaniem możliwym do wygłoszenia tym, którzy nie chcą zbliżyć się do kościoła, jest chrześcijańskie życie. Chrześcijanie mają być ludźmi etycznymi! Trzeba im ufać. Nie spóźniają się ani nie wychodzą wcześniej z pracy. Z jednej strony ciężko jest być chrześcijaninem w pracy, ale z drugiej okazuje się to łatwiejsze, niż myśleliśmy, jeśli tylko wkroczyliśmy na tę drogę, bo niczego w świecie tak nie poszukują pracodawcy, jak pracowników, którym mogliby zaufać pod względem wierności i wydajności. Ap. Paweł mówi o pracy, że zawsze powinniśmy być godni zaufania, niezawodni, uczciwi w każdej sytuacji.

Oznacza to, że musimy okazywać szacunek i zachowanie godne chrześcijanina wszystkim ludziom.

„Nie dałbym wiele waszemu chrześcijaństwu, jeśli nie można go zobaczyć. Lampy nie mówią, ale świecą” (źródło nieznane).

Usłyszymy dziesiątki różnych zastosowań tego słowa, ale wszystkie sprowadzają się do jednej myśli: osoba z zasadami to taka, która ustanowiła system wartości, według których osądza się całe życie. Dla chrześcijanina ten system wartości jest określony przez staranne studiowanie Słowa Bożego.

Nie wierzymy książce, ale Biblii.

W dzisiejszym świecie jest tak wielu ludzi, którzy mają ochotę się poddać, ponieważ nie mają nadziei. Nadzieja jest podstawową potrzebą wszystkich ludzi. Musimy być świadomi naszej nadziei pokładanej w Chrystusie. Nadzieja, która jest umieszczona w Jezusie, wie, że pewnego dnia On powróci, aby wezwać Swoje dzieci do domu. Wydaje się, że każdy tydzień, który upływa, ujawnia inny powód, dla którego bez Jezusa nadzieja wciąż wyparowuje.

Nie ma nic tak pustego i płytkiego jak beznadziejność.

Do pastora podeszła zaniepokojona osoba: „Pastorze mówią, że świat się kończy”. Pastor spokojnie odpowiedział: „Nieważne, możemy się bez tego obejść. Nadzieja nieba daje nam pewność poza obecnym światem”.

Nasza nadzieja jest w tym, że Jezus Chrystus przyjdzie ponownie.

Kiedy spodziewasz się gości, zwykle sprzątasz swój dom, zanim przyjdą. Przygotuj się. Co, jeśli ktoś wpadnie niespodziewanie, czy jesteś zawstydzony? Jezus „wpadnie”. Oczekiwanie na powrót Chrystusa oznacza, że mamy coś do zrobienia – coś, czym możemy się ekscytować.

Wiele lat temu Kościół mówił o wiele więcej o przyjściu Pana niż dzisiaj. Dzisiaj więcej czasu poświęca się technikom odnoszenia sukcesów w tym życiu.

Philip Yancey powiedział: „Dążymy do świętości, nie po to, aby Bóg nas kochał, ale dlatego, że On już to robi”.Ap. Paweł obdarza wierzących tytułem wybranych:

„wiedząc, bracia umiłowani przez Boga, że zostaliście wybrani” (1Tes 1,4 BW).

Jeśli Jezus Chrystus i Jego apostołowie używali tego określenia, to ono coś znaczy. Słowo „wybrani” pokazuje, że ludzie wierzący w Chrystusa są odróżniani od reszty, która w Niego nie wierzy. Wybranie to przywilej. Nie jest to jednak wybranie na zasadzie jeden z dziesięciu. Wybranie jest dla wszystkich, ale nie wszystkich ono interesuje.

Bóg nie daje czegoś, czego sobie osoba nie życzy.

Jezus Chrystus wybrał nas do zbawienia. Chrystus nie umierał dla lepszych i wyróżniających się, ale dla wszystkich.

Niestety, niektórzy chrześcijanie duchowo rdzewieją.Jesteśmy powołani do mówienia prawdy we wszystkim. Wszyscy potrzebujemy zachęty. Są chwile, kiedy musimy przejść obok kogoś i być zachęcający.

Tekst zachęca nas, byśmy żyli w pozycji pionowej jako wyznawcy Chrystusa.