utworzone przez Zdzisław Józefowicz | 14 lutego 2021 | Luty 2021, 2021
„Piotr jednak odpowiedział: O nie, Panie! Nigdy jeszcze nie zjadłem nic skalanego i nieczystego” (Dz 10,14).
Pierwszy wzorowy kościół zielonoświątkowy potrzebował ingerencji Ducha Św., gdy zaczął tworzyć ramki, w których miał się mieścić każdy wierzący. Nie był to błahy problem do przełamania, jeśli tak obdarzony w dary duchowe ap. Piotr ośmiela się powiedzieć Bogu: „Przenigdy, Panie”.
Pierwsi chrześcijanie byli ludźmi pochodzenia żydowskiego, z całym balastem swojej żydowskiej tradycji. Nie było przepisów odnośnie do przyjmowania do Zborów ludzi z pogan. Przepisy zostaną określone nieco później na spotkaniu w Jerozolimie zwanym pierwszym soborem apostolskim.
Wydaje się, że można by powiedzieć o nieco ekskluzywnym charakterze pierwszego kościoła. Taki Kościół nie mógł być świadectwem, że: „Tak bowiem Bóg umiłował świat, że dał swego Jednorodzonego Syna, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne” (Jan 3,16).
Nie było to wypełnianie polecenia Jezusa Chrystusa: „Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu” (Mr 16,15). Istniały bariery, które należało usunąć.
Bóg miał plan.
Realizacja planu miała przebiegać na podstawie spotkania, które nazwalibyśmy współczesnym językiem spotkanie trzeciego stopnia. Pierwszą postacią jest Korneliusz.
Większość zwiastujących na podstawie tego tekstu akcentuje fakt nawrócenia pogan, podkreślając rolę poganina Korneliusza. Był to zadziwiający poganin. Pobożny, bogobojny, to miało wpływ na jego rzymską rodzinę, dający duże pieniądze biednym, modlący się nie od czasu do czasu, ale nieustannie i to do Boga, mający doskonałe relacje ze swoimi żołnierzami. Nieprzeciętny człowiek.
Pomyślałem, że wielu namaszczonych zielonoświątkowców nie jest podobnych do tego poganina, jak lubimy go określać. O tak, lubimy podkreślać, że mamy wyższe cele, uczynki to adiafora (rzeczy nieistotne), duchowość, zbawienie to najważniejsze. Tak, to prawda, Korneliusza uczynki nie zbawiły. On potrzebował Piotra z poselstwem o nowo narodzeniu w Jezusie Chrystusie, o przebaczeniu grzechów i wolności od widma wiecznej śmierci. Jednak to, co czynił, miało znaczenie, nie dla zbawienia, ale dla podkreślenia wartości chrześcijaństwa, jakie będzie reprezentować.
„Modlitwy i jałmużny twoje dotarły jako ofiara przed oblicze Boga” (w.4).
Wierzę w Bożą współpracę z nami nie na zasadzie coś za coś, ale na zasadzie miłości. Bóg nie chce nas z niczego ograbić a wręcz błogosławić i wielu ludzi już tego doświadczyło, ale wielu ciągle jest na etapie uczenia się.
Gdy uczenie trwa zbyt długo, rosną duchowe lekkoduchy bez zobowiązań.
Zbawienie jest darmo, łaska za łaską i łaskawie żyjący wierzący. Wierzący musi być zdyscyplinowany, odpowiedzialny w kwestii swoich czynów. Dlaczego czasem można usłyszeć takie przerażające stwierdzenie, że ktoś woli z „poganinem” pracować niż z wierzącym? Można usłyszeć, że musimy czekać na Pana, usłyszeć jego głos co nam powie, a nie słyszymy prostych słów ludzi, gdy jesteśmy zapraszani do pracy, gościnności, uregulowania swoich zobowiązań finansowych, że wierzących trzeba z łapanki brać do jakichś zadań.
Coś jest chyba nie tak, potrzebujemy zmian i Bóg je ma, ale my musimy być gotowi do ich realizacji, tak jak gotowy był Korneliusz z domem swoim.
Korneliusz miał spotkanie, które powiedziałem, można by nazwać spotkaniem trzeciego stopnia z jakimś „kosmitą”. Zobaczył kogoś niezwykle dziwnie ubranego „mąż w lśniącej szacie” i strach go obleciał: „może byłem nadgorliwy i wszystko mi się poplątało?”
Wierzę, że gdy poganin modli się do Boga, jest wysłuchiwany, my nie mamy monopolu na odpowiedź.
Jezus powiedział: „kto szuka, znajdzie”. Korneliusz stacjonujący z rodziną w Cezarei, nie interesował się zwyczajami żydowskimi, ale Bogiem, jego interesowało zbawienie, nie obrzędy i zwyczaje.
„On ci oznajmi słowa, przez które będziesz zbawiony ty i cały twój dom” (Dz 11,14).
Korneliusz brnie dalej w swoim dziwnym zachowaniu, obarcza misją specjalną zaufanych członków rodziny oraz żołnierza. Wysłani nie potraktowali polecenia jako urojenie Korneliusza, ale odbyli drogę kilkudziesięciu kilometrów, by odnaleźć Piotra. Nie postali za miastem dwa dni i wrócili z informacją „nie znaleźliśmy nikogo, coś ci się wydawało”.
Gdy Bóg ma zadanie lub chce coś nam przekazać, to uważam, że nie działa tylko z jedną osobą, ale daje potwierdzenie innym. Bóg działał z Korneliuszem i z Piotrem, z Pawłem i Ananiaszem w Damaszku, z setnikiem i Pawłem podczas rozbicia okrętu w okolicach Malty. Bóg dba o autorytet swojego słowa, wizji, proroctwa, by Jego wiarygodność nie była podważana.
Zobowiązani jesteśmy w myśl polecenia Pawła do sprawdzania:
„Ducha nie gaście, proroctw nie lekceważcie, wszystko badajcie, zachowujcie to, co dobre, od wszelkiego zła się powstrzymujcie” (1 Tes 5,19-22).
Ap. Piotr nawet aż nadto gorliwie zaprotestował wobec czegoś, co było absolutnie nieoczekiwane: „nigdy tak nie postąpię, nie ma mowy”. Piotr nie zaakceptował tak ślepo tego, co przyniosła wizja, miał wątpliwości. Mamy prawo do wątpliwości jak długo inne też okoliczności ich nie zweryfikują. Gdy Bóg działa, to nie robi tego nieudolnie.
„Podczas gdy Piotra dręczyła jeszcze niepewność, co mogłoby oznaczać to widzenie, ludzie wysłani przez Korneliusza dopytali się o dom Szymona i stanęli przed bramą” (w.17).
Może być, że nasz intelekt będzie zbyt mocno też korygować to, co nowe w sposobie działania Boga, ale Bóg ma sposób, by potwierdzić to, co jest Jego, a ludzkie rzeczy wcześniej czy później upadną.
Piotr otrzymał polecenie: wstań, zejdź, udaj się.
Cały czas ta lekcja uczy, jak Bóg jest praktyczny w działaniu, a nie w duchowym podniecaniu. Było to przecież tak dla Korneliusza, jak i Piotra bardzo duchowe przeżycie, a jednak mieli zachować się obydwaj bardzo praktycznie.
Jeśli przychodzi duchowe ożywienie, to ono daje bardzo praktyczne skutki. Kamienie ożywają, leniwi stają się pracowici, a teoretycy chrześcijaństwa stają się praktykami.
Korneliusz wiedział, że przemówił do niego Bóg i wykorzystał czas na przygotowania, do powrotu misji, jaką wysłał. Piotr zastał wielu zgromadzonych, aby słuchać Słowa Bożego. Myślę, że nie tylko była to rodzina, ale też żołnierze, znajomi, przyjaciele.
Siostry i bracia przebudzenie zaczyna się od twojego przebudzenia i poruszenia, od twojego domu. Korneliusz nie zmarnował szansy, jaką zaoferował mu Bóg, on zadbał o swój dom.
„Teraz wszyscy stoimy przed Bogiem, aby wysłuchać wszystkiego, co Pan tobie polecił” (w.33).
Korneliusz przygotował swoje serce, dom i słuchaczy. Bóg przygotował Piotra. Nawet dla Piotra zwiastowanie było nowym i zaskakującym — zbawienie dla wszystkich.
„…każdy, kto w Niego wierzy, przez Jego imię otrzymuje odpuszczenie grzechów” (w.43).
Czy to jest możliwe?
Pewien człowiek powiedział do kaznodziei;
– nie lubię gdy mówisz o krwi. Zamiast mówić o śmierci Chrystusa, mów o Chrystusie jako przykładzie do naśladowania.
– A czy poszedłbyś za Chrystusem jako przykładem? – zapytał kaznodzieja.
– Tak, oczywiście poszedłbym Jego śladami.
– Dobrze! Zróbmy zatem pierwszy krok. O Chrystusie jest napisane: „On nie popełnił żadnego grzechu”. Czy chcesz uczynić ten pierwszy krok?
– Nie — odpowiedział oponent — ja grzeszę i wiem o tym.
– A więc myślę, że już rozumiesz, iż bardziej potrzebujesz Chrystusa jako Zbawiciela niż jako przykład.
Korneliusz, jego rodzina i wszyscy, na których mu zależało, potrzebowali zbawienia i otrzymali odpowiedź. Otrzymali też łaskę za łaską. Jeśli oczekujemy, pragniemy, to wszyscy otrzymamy, nie tylko wybrańcy, ale wszyscy.
„Dla was bowiem jest obietnica i dla waszych dzieci oraz dla wszystkich, którzy są daleko, a których powoła Pan, nasz Bóg” (Dz 2,39).
Nawróceni i napełnieni Duchem Św. ludzie ochrzczeni w wodzie byli Kościołem, który rósł, był świadectwem życia Chrystusa w ludziach i nazwano ich chrześcijanami. Bóg ma plan, a my stanowimy jego ważną część, namaszczeni, gotowi do służby.
sierpień 1997
utworzone przez Zdzisław Józefowicz | 2 lutego 2021 | Luty 2021, 2021
„W owych dniach Hiskiasz śmiertelnie zachorował. I przyszedł do niego Izajasz, syn Amosa, prorok, i rzekł do niego: Tak mówi Pan: Uporządkuj swój dom, […]” (Iz 38,1)
Każdy z nas ceni swoją niezależność, a dom jest takim szczególnym miejscem, w którym czujemy się bezpieczni bardziej lub mniej. Jest to terytorium naszego działania. Jesteśmy wolni, niezależni i nikt nam w domu porządków robić nie będzie. Jest jednak Ktoś, kto ma prawo wkroczyć i zapytać, jaki tu panuje porządek, zwyczaj, zasady życia, na jakim fundamencie oparte jest życie, co jest podstawą funkcjonowania domu?
Wielu ludzi sądzi, że są niezależni, że sami kształtują swoje życie, czy na pewno?
Marcin Luter powiedział: „Człowiek nie znosi całkowitej wolności. Musi mieć jakiegoś pana. Jeśli myśli, że nie ma żadnego, to się łudzi”.
Zespół „Grupa Mojego Brata” śpiewał: „Zawsze komuś służysz, jest nim diabeł albo Bóg”. Nie ma próżni.
Jeśli słyszymy słowo: „uporządkuj swój dom”, natychmiast rodzi się pytanie; kto ma prawo ingerować w mój dom i coś mi rozkazywać?
Czy Kościół może coś nakazać lub zmusić? Oczywiście, że nie. Często jednak w taką pułapkę daje się złapać. Życie chrześcijańskie opiera się o zasadę dobrowolności, wyboru.
Słowo, które kieruje prorok Izajasz dotyczy nas i naszego codziennego życia. Wielu ludziom życie przetoczyło się obok, przeciekło przez palce, odkładali uporządkowanie na później. Zdarzało się, że później przychodziło nagle.
Większość rozumie zasadę uporządkowania jako zadbanie o sytuację materialną rodziny. Chcą wg świeckiej maksymy dać dowód, że są dojrzali: zbudować dom, mieć syna i zasadzić drzewo, ale to tylko politura. Mieszkanie może wyglądać jak muzeum, ale w środku „szrot” duchowy. To, co posiadamy ma być środkiem do życia, ale nigdy celem.
Hiskiasz otrzymał czas, by mógł dokonać korekty w systemie swoich wartości. Hiskiasz wytoczył najcięższe działo:
„Panie! Wspomnij, proszę, że postępowałem wobec ciebie wiernie i szczerze i czyniłem to, co dobre w twoich oczach” (w.3).
Hiskiasz skoncentrował się na bogactwie, pałacu, prestiżu. Chwalił się na lewo i prawo kim jest. Posłańcy z Babilonu widzieli wszystko tylko nie usłyszeli o Bogu.
„Co widzieli w twoim domu? Hiskiasz odpowiedział: Widzieli wszystko, co jest w moim domu, nie było rzeczy w moich skarbcach, której bym im nie pokazał” (Iz 39,4).
Jak gładko poszło. Hiskiasz nie uporządkował swego domu a jego syn był gorszy niż poganin. Uporządkowane życie dorosłych ma swe odbicie w życiu ich dzieci. To po dzieciach poznamy i od nich wiele wiemy jak jest naprawdę w domach.
Mamy wiele przykładów jak bardzo ludziom zależało na uporządkowaniu ich domów, ich życia i podporządkowaniu się Bogu.
Jozue z żoną postanowili: „Ja i mój dom służyć będziemy Bogu” (Joz 24,15).
W Nowym Testamencie mamy innego rodzaju przykład z życia Pawła i Sylasa. Stróż więzienia chciał mieć uporządkowany dom:
„Panowie, co mam czynić, abym był zbawiony?” (Dz 16,30).
Korneliusz pragnął służyć Bogu, jego szczere poszukiwanie zostało uwieńczone sukcesem (Dz 10,22-24).
Chciał uporządkować swoje sprawy z Bogiem dlatego nawet krewnych zaprosił na spotkanie z Piotrem.
Hiob z żoną również byli zatroskani o swoje dzieci:
„A gdy minęły dni uczty, posyłał Job po nich, aby ich poświęcić: wstawał wczesnym rankiem i składał całopalenia za każdego z nich. Myślał bowiem Job: Może zgrzeszyli moi synowie i znieważyli Boga w swych sercach; tak czynił Job zawsze” (Hi 1,5).
Oni zadeklarowali, jakiej chcą przyszłości swoich rodzin. Mówię o czymś bardzo ważnym co nie zawsze brane jest pod uwagę. Słowo, które kieruje prorok Izajasz dotyczy naszego codziennego życia. Tragiczne i smutne jest, to gdy śmierć i jej widmo dopiero skłaniają człowieka do porządkowania życia. Odkładają uporządkowanie na czas późniejszy. A jeśli tego czasu nie będzie?
Szczęściem Hiskiasza było, że Bóg dał mu czas. Szczęściem naszym jest to, że mamy czas, który Bóg dał byśmy jeszcze mogli dokonać jakiejś korekty naszego życia. Najpierw Bóg, społeczność z Nim. Jeśli Jego nie będzie w Twoim domu, rodzinie, tam żadne środki, nie stworzą ciepła, przytulności, poczucia bezpieczeństwa. Czy gość czułby się w Twoim domu jak na rozpalonych węglach? Co częściej gości w Twoim domu ciepło czy burze?
Jeszcze jest czas.
grudzień 2002
utworzone przez Zdzisław Józefowicz | 16 stycznia 2021 | Styczeń 2021, 2021
„Umiłowany! Modlę się o to, aby ci się we wszystkim dobrze powodziło i abyś był zdrów tak, jak dobrze się ma dusza twoja” (3 Jan 2).
Mamy polskie przysłowie: „w zdrowym ciele zdrowy duch”. Wierzę, że jest bezpośrednia korelacja między zdrową duszą a zdrowym ciałem. Kiedy jesteśmy wewnętrznie uporządkowani, widać to na zewnątrz. W wielu psalmach ich autorzy rozpoznawali tę zależność.
„Czemu rozpaczasz, duszo moja, I czemu drżysz we mnie? Ufaj Bogu, gdyż jeszcze sławić go będę: On jest zbawieniem moim i Bogiem moim!” (Ps 42,12).
Te słowa pokazują kogoś, kto nie zgadza się na depresję, złe myśli, bo wie, co jest lekarstwem dla jego duszy. Umiemy dbać o ciało doskonale. Jego kondycję możemy podnieść przez intensywny trening w siłowniach, wynajmując osobistego trenera, uprawiając sport itp. Możemy narzucić sobie jakąś dyscyplinę i osiągnąć efekt, ale jak zmienić kondycję duszy? Jak zbudować zdrowie wewnętrzne?
Każdy chrześcijanin powinien być zainteresowany tym, co Bóg ma do powiedzenia przez Swoje Słowo. Biblia powiada: „Wiara jest ze słuchania…”, a więc uczestnicząc w słuchaniu, budujemy swoje życie duchowe, jego ważną część. Kluczem do duchowego zdrowia jest Słowo Boże:
„… żywe i skuteczne, ostrzejsze niż wszelki miecz obosieczny, przenikające aż do rozdzielenia duszy i ducha, stawów i szpiku, zdolne osądzić zamiary i myśli serca” (Hbr 4,12).
Mówi się, że z socjologicznego punktu widzenia mamy do czynienia w dzisiejszych czasach z pokoleniem całkowicie odmiennym od każdej innej generacji. Pokoleniem „mozaiki”, to urodzeni w latach 1984-2002. To pokolenie myśli w zupełnie inny sposób. Można w ich myśleniu znaleźć wszystkiego trochę – stąd pochodzi ich nazwa pokolenie „mozaiki” lub pokolenie „mozaikowe”. System myślenia bazuje na stwierdzeniu, że dobre moralnie jest to, co wydaje się dla mnie dobre. Pokolenie mozaikowe traktuje jako coś normalnego istnienie sprzeczności w ich własnym sposobie myślenia. Owszem zainteresowani są duchowością, ale na zasadzie doświadczenia, przeżycia niż doktryn. Dziennie spędzają od 4 do 6 godzin przed komputerami, to 79% codziennego czasu. Swoje religijne potrzeby zaspokajają poprzez internet. Jeśli wybierają kościół, to wybierają cyberkościół. Jest to jeden z powodów, by kłaść nacisk na lekturę Bożego Słowa. Systematyczna lektura Biblii jest naprawdę skutecznym lekarstwem na wiele dolegliwości duchowych i przełożenie teorii na praktykę.
Słowo nie tylko zdiagnozuje naszą dolegliwość, ale przepisze receptę. Inny jest sposób leczenia, by dusza miała się dobrze. Świat chce otwierać nasze rany i odwoływać się do przeszłości. Psychoanalitycy lubują się w grzebaniu w przeszłości pacjenta. Boże Słowo każe nam skupić się na Lekarzu. Przywołajmy tu historię miedzianego węża:
„I rzekł Pan do Mojżesza: Zrób sobie węża i osadź go na drzewcu. I stanie się, że każdy ukąszony, który spojrzy na niego, będzie żył. I zrobił Mojżesz miedzianego węża, i osadził go na drzewcu. A jeśli wąż ukąsił człowieka, a ten spojrzał na miedzianego węża, pozostawał przy życiu” (4 Mojż 21,8-9).
Hebrajczycy nie mieli patrzeć na nieszczęście; oni mieli spojrzeć na węża i żyć.
Kiedy problemy próbują spotkać się z tobą, patrz na Jezusa – nie na kłopoty. Kiedy skupiasz się na Bogu i Jego Słowie, to staje się nieistotne, co powoduje depresję. Odpowiedź Boga jest ta sama:
„Bo chociaż żyjemy w ciele, nie walczymy cielesnymi środkami. Gdyż oręż nasz, którym walczymy, nie jest cielesny, lecz ma moc burzenia warowni dla sprawy Bożej; nim też unicestwiamy złe zamysły” (2 Kor 10,3).
Jeremiasz wołał do Boga:
„Ilekroć pojawiały się twoje słowa, pochłaniałem je; twoje słowo było mi rozkoszą i radością mojego serca, gdyż twoim imieniem jestem nazwany, Panie, Boże Zastępów” (Jer 15,16).
Kiedy dusza ma się źle, weźmy naszą „pigułkę wiary”. Potrzebujemy „zjeść” Słowo Boga – przeczytać, pomedytować nad tym i wierzyć temu Słowu. W przeciwieństwie do wielu współczesnych leków ten nie ma żadnych efektów ubocznych. Dla każdego odrzucenie autorytetu Biblii, ignorowanie ostrzeżeń i nawoływań, to duchowy wyrok śmierci. Można nie liczyć się ze Słowem Boga, ale trzeba liczyć się z konsekwencjami.
Niech Ewangelia zmienia świat, narody i każdego z nas.
„Jedynie w Bogu jest uciszenie duszy mojej, Bo w nim pokładam nadzieję moją!” (Ps 62,6).
Nasze pokolenie cierpi na przeładowanie bodźcami. Nasze umysły są przesycone obrazami i doniesieniami, które niosą niepokój. Wiele ścierających się głosów i poglądów mających wpływ na naszą duszę. Zdobywanie wiedzy jest rozsądne, buduje życie, ale zaniechanie wykształcenia duszy może mimo tytułów i stopni naukowych poprowadzić nas na zły kurs życia. Zakończenie tej edukacji ma zwieńczenie w wieczności.
Brak nadziei to jak drzwi zdjęte z zawiasów niesione prądem życiowej powodzi.
Budując na zdrowych przesłankach, dbamy o zdrowie naszej duszy, a wtedy cały człowiek jest zdrowy i duchowo odpowiedzialny.
styczeń 2006
utworzone przez Zdzisław Józefowicz | 6 stycznia 2021 | Styczeń 2021, 2021
„Gdy zaś Jezus narodził się w Betlejemie Judzkim za króla Heroda, oto mędrcy ze Wschodu przybyli do Jerozolimy i pytali: Gdzie jest ten nowo narodzony król żydowski? Widzieliśmy bowiem gwiazdę jego na Wschodzie i przyszliśmy oddać mu pokłon” (Mt 2,1-2).
Narodził się Syn Boży. Prorok Izajasz dał zapowiedź tego faktu w kilku miejscach: (Iz 7,14; 9,7; 11,4-10).Prorocy nie objawili dokładnej daty narodzenia Jezusa, a późniejsi naśladowcy bardziej pamiętali samego Zbawiciela, Jego Zmartwychwstanie, cuda i Słowa niż dzień narodzin. Dlatego też nic dziwnego, że nie znamy dokładnie daty narodzenia Jezusa.
Całe zachodnie chrześcijaństwo obchodzi narodzenie 25 grudnia, wschodnie 6 lub 7 stycznia a w Armenii 19 stycznia. Nie tylko nie znamy daty narodzin co do dnia, ale również są trudności w ustaleniu roku. Jest to temat dyskusyjny aż do dziś. W 533 roku rzymski Dionizy ustalił i ogłosił, że Pan Jezus Chrystus narodził się w 754 r. od założenia Rzymu. Od tego czasu przyjęło się mówić „roku Pańskiego” — „Anno Domini”. Antyczne pisma dowodzą jednak, że Dionizy pomylił się, gdyż Herod Wielki zmarł 1 kwietnia 4 roku po Chrystusie.
Nie wiemy również, którego roku przybyli Mędrcy ze Wschodu do Jerozolimy. Stąd część naukowców uważa, że Jezus narodził się nie wcześniej jak 8 roku przed n.e. a nie później jak 6 roku n.e. By nie powodować zamieszania w kalendarzu, pozostano przy ustaleniach Dionizego. Na szczęście chrześcijanie obchodzą fakt narodzenia Jezusa, a nie datę.
Na Dalekim Wschodzie mędrcy dostrzegli zjawisko, które ich zaintrygowało i skłoniło, bez względu na trudności, do podjęcia dalekiej trudnej podróży. Ci uczeni, zapewne astrolodzy, byli przekonani, że mają do czynienia z epokowym wydarzeniem. Gwiazda zwana „Betlejemską” zwróciła ich uwagę.
Wszystko, co wiemy o mędrcach, zapisane jest w Ew. Mateusza. Niektórzy przypuszczają, że byli następcami chaldejskich mędrców, nad którymi Daniel był ustanowiony nadzorcą i dlatego mogli wiedzieć o zapowiadanej gwieździe w 4 Mojżeszowej, „wzejdzie gwiazda z Jakuba…”.
Niewątpliwie byli poszukiwaczami prawdy i spotkali się z jakąś bardzo ważną wiedzą oraz wiedzieli jak zastosować prawdę, którą posiedli. Zobaczyli gwiazdę i wiedzieli, że jest to gwiazda Króla. Gwiazda nie wskazywała miejsca narodzin, ale oni wybrali jako cel swej podróży Jerozolimę, stolicę państwa żydowskiego. Król, a nie gwiazda był powodem ich zainteresowania. Pragnęli oddać Jemu hołd i pokłon, to było coś więcej niż intelektualna ciekawość, przebyli długą drogę, byli zdeterminowani. Byli tak pewni swej nadziei, że zabrali z sobą też prezenty dla tego poszukiwanego króla.
Stwierdzenie „Trzej Królowie” nie ma historycznej i biblijnej spójności. Mateusz nie wskazuje ilu królów przybyło. W rzeczywistości Mateusz nazywa ich „mędrcami” nie królami. Mędrcy byli astrologami, filozofami, naukowcami, matematykami. Byli ekspertami prawnymi. Jednym z ich głównych obowiązków było wskazywanie, kto zostanie królem w Persji. Kreowali królów, ale nie byli królami. Nie ma wątpliwości, że było ich więcej niż trzech, ale tradycja „trzech” uformowała się wokół ilości darów, jakie pozostawili. Trzy prezenty i trzech Mędrców.
Oto Mędrcy wyruszyli z Dalekiego Wschodu w nieznane, jak kiedyś wyruszył Abraham idąc w nieznane, ale zaufał, że w tym jest Boży plan dla niego, tak teraz mędrcy doznali radości, że się nie pomylili. Ze zdziwieniem stwierdzili, że w Jerozolimie nikt nie zwrócił uwagi na gwiazdę, ani nikt nie był zorientowany co do narodzenia jakiegoś króla. To Mędrcy wprawili Heroda w wielkie zaniepokojenie. Miało to posmak spisku, że ukrywano przed Herodem fakt narodzin dziecka, przyszłego króla. Herod był chorobliwie zazdrosny o swoją władzę. Taka sytuacja w zrozumiały sposób wywołała gniew tego szalonego człowieka.
Na podstawie ogłoszonego wyroku przez Heroda należy przypuszczać, że Jezus mógł mieć już rok lub nieco więcej. Mędrcy odnaleźli rodzinę w domu, a nie w grocie. Oddali pokłon przed Królem Królów. Zobaczyli przez wiarę to, czego inni nie dostrzegali. Złożyli dary, ale naprawdę byli skoncentrowani na Chrystusie.
Posłuszeństwo mędrców zagwarantowało tej rodzinie warunki do przetrwania na obczyźnie w Egipcie. Posłuszeństwo Józefa zagwarantowało bezpieczeństwo dziecku. Posłuszeństwo Marii opuszczenia kraju było gwarancją zachowania życia. Łańcuch ludzi posłusznych to bardzo ważna uwaga. Wypełniło się proroctwo Ozeasza „…z Egiptu powołałem mojego syna” (Oz 11,1).
Jaką lekcję niesie nam ta historia ?
1. Zawierzyć Bogu, gdy mówi do nas.
Znać Jego głos i wiedzieć, że On nas posyła, to tak wiele może znaczyć dla naszej przyszłości. Bóg nie ogranicza swej łaski do pewnych osób powiązanych etnicznie czy socjalnie. Bóg uczynił siebie dostępnym każdemu, kto przychodzi i szczerze Go szuka. Nie akademickie, ale osobiste doświadczenie w poznaniu Jezusa Chrystusa napełnia radością serce człowieka.
2. Być posłusznym — może znaczyć, mieć kłopoty.
Zasada chrześcijańskiego życia „Trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi”.
3. Chrystus na pierwszym miejscu.
Osobiste spotkanie z Jezusem przemienia poszukiwacza w prawdziwego naśladowcę Chrystusa.
Tak subiektywnie oceniam wizytę Mędrców ze Wschodu. Nie ma biblijnego uzasadnienia, by umieszczać ich w panteonie świętych oraz oferować specjalny dzień świąteczny.
styczeń 2003
utworzone przez Zdzisław Józefowicz | 1 stycznia 2021 | Styczeń 2021, 2021
„Słuchaj! Mądrość tak woła, rozum tak się odzywa. Na szczytach wzgórz, przy drodze, na rozstaju dróg usadowiła się.
Słuchajcie, bo o rzeczach szlachetnych mówię, a prawe jest to, co wypowiadają moje wargi” (Przyp.S 8,1-2 i 6).
Kolejny raz Bóg darował nam przywilej żegnania mijającego roku. Jaki jest bilans tego roku? Jakie są zyski i straty? Zwłaszcza po duchowej stronie tego bilansu. Każdy oceni na swój sposób mijający rok. Każdy z własnego punktu widzenia. Możemy w związku z tym, kończąc rok, być bardziej lub mniej zadowoleni, tak z życia codziennego, jak i z życia duchowego.
W takim dniu refleksje są różne, wspominamy chwile radosne, jak i smutne, mówimy o tym co się powiodło, a w czym czujemy się zawiedzeni. Jedni powiedzą, no nareszcie skończył się szalony, pełen tempa rok, tak wiele się działo. Dla innych będzie to tylko westchnienie, no minął rok, będzie następny. Jaki? Jakiś.
Mamy kolejną okazję, by spojrzeć na rok, który minął i podjąć próbę wyznaczenia jakiegoś celu na rok przed nami.
Życie jest serią decyzji, które prowadzą nas w pewnym kierunku.
Zdarza się, że można usłyszeć: „gdybym podjął inną decyzję”. Zdumiewające jest, jak wszystko wydaje się jaśniejsze, wyraźniejsze, gdy spoglądamy w przeszłość. Często nie widzimy konsekwencji wyboru w przyszłości.
Jeśli nie możesz zmienić twojej przeszłości, możesz zmienić twoją przyszłość.
Miejsce, gdzie dwie ścieżki spotykają się, jest znaczące, ponieważ to jest okazja, by dokonać wyboru, podjąć decyzję, pozostać na tej samej ścieżce albo zmienić ją. Wyznaczyć nowe priorytety lub trwać przy starych. Podjąć wysiłek, by zapłacić cenę zmian lub czekać na okazję, przecenę, wyprzedaż.
Wielu ludzi poświadcza, że przyszli do skrzyżowania dróg w życiu i zmienili wizję swojej przyszłości. Ci, którzy zdążali w dół drogą do zniszczenia i ruiny, usłyszeli, jak mądrość nawołuje:
„Was, ludzi, wszystkich zapraszam, mój głos kieruję do każdego człowieka! Wy, niedoświadczeni, bądźcie rozsądni, a, wy, niemądrzy, zdobądźcie się na rozwagę! Posłuchajcie! Będę wam mówiła o sprawach ważnych” (w. 4-6).
Zmienili kierunek i dzisiaj należą do błogosławionych z powodu jednego znaczącego i odważnego wyboru.
„Tak mówi Pan: Oto Ja daję wam do wyboru: drogę życia albo drogę śmierci” (Jer 21,8).
Może myślimy, że większa mądrość jest potrzebna, gdy zmagamy się w dolinie z trudnościami życia? Kiedy jednak wdrapujemy się po drabinie (jakkolwiek byśmy ją nie nazwali) w górę, to damy sobie radę z życiem. Im wyżej idziesz i wyżej stoisz, więcej mądrości potrzebujesz. Im większy masz wpływ, im większą odpowiedzialność, tym większe rozwidlenia przy każdej decyzji.
Bożą łaską jest to, że Bóg dał człowiekowi czas, który odmierza Boży zegar. Czas, który jest dla nas łaską, a każdy dzień naznaczony jest palcem Bożej miłości i wierności. Nie jedno życie pochłonęły szczyty; dosłownie i w przenośni. Dziękujmy Bogu za mądrość, która mówi o sprawach ważnych dotyczących naszego życia.
Są wśród nas osoby, które mogą powiedzieć:
„Zagrodził mi drogę, tak że nie mogę przejść;…” (Hib 19,8).
Dobrze, że takie skrzyżowania jak zmiana roku pojawiają się i są naszą szansą. Rozstajne drogi nie są tylko dla stawiających pierwszy krok, ale i dla tych długo wędrujących, dla których każde skrzyżowanie, to skomplikowane rondo. Czasem prowadzimy życie torów kolejowych, tzn. jedziemy utartym szlakiem. Brak refleksji prowadzi do samozadowolenia. Jednak i w naszej sytuacji Bóg ma coś do powiedzenia. Boże poselstwo niejednokrotnie brzmi zaskakująco. Człowiek, wierząc Słowu Boga, może obawiać się, że ryzykuje.
Zadziwiające jest, że patrząc w przeszłość, umiemy prawie bezbłędnie ocenić wartość decyzji na rozstaju, ale nie mamy już na nią wpływu. Przyszłość możemy tylko zaakceptować, mając nadzieję w Bogu.
W czasach Noego tylko on zaczął coś zmieniać, inni nie uwierzyli, ale też i nikt nie ocalał. Noe chodził z Bogiem i jest to zachęta dla nas.
Chrześcijanin nie może być zaabsorbowany światem tak, że nie zauważy, kiedy minął skrzyżowanie, wybierając ślepą uliczkę.
Nasze życie nie jest życiem zająca przy miedzy, przeżywanym w pośpiechu i popłochu. Bóg nie zapomniał, że w Sodomie żyje Lot i zaoferował mu bezpieczne wyjście:
„Ratuj się, bo chodzi o życie twoje; nie oglądaj się za siebie i nie zatrzymuj się w całym tym okręgu; uchodź w góry, abyś nie zginął” (1 Mojż 19,17).
Lot musiał zdecydować, wychodzę lub zostaję. Czasem przychodzi taki moment, gdy jakaś sytuacja życiowa zupełnie przerasta ludzkie możliwości. Nie pomaga żadna ludzka rada, żaden lekarz, żadne lekarstwo. W takich momentach jedyną nadzieją jest uchwycenie się Jezusa. Ktoś musi zwrócić się do Niego całym sercem i zacząć wzywać Jego imienia.
Rok, w który wkraczamy, będzie kolejnym rokiem łaski, bo od Boga. Zatrzymaj się i usłysz głos mądrości wołającej na rozstaju dróg:
„Pamiętaj o swoim Stwórcy w kwiecie swojego wieku, zanim nadejdą złe dni i zbliżą się lata, o których powiesz: Nie podobają mi się” (Kazn S. 12,1)
Oto nadszedł kolejny rok Bożego odkupienia, każdy dzień w nim będzie ważny, nie zmarnuj tych dni, które są przed Tobą.
grudzień 2005