Jednopalczaści

  

„Szukałem wśród nich męża, który by potrafił wznieść mur i przed moim obliczem stanąć w wyłomie, wstawiając się za krajem, abym go nie zniszczył, lecz nie znalazłem” (Ez 22,30).

Grecki filozof Diogenes krążył po ulicach w dzień z zapaloną lampą. Ludzie naśmiewali się z niego, a on podsuwał lampę przed twarz i mówił: „Szukam… szukam… człowieka!”

Przed dwoma tysiącami lat przyszedł na świat w Betlejem Ktoś, Kto szukał człowieka. Kiedy Jego przyjście zapowiadał Izajasz, tak napisał:

„Albowiem dziecię narodziło się nam, syn jest nam dany i spocznie władza na jego ramieniu, i nazwą go: Cudowny Doradca, Bóg Mocny, Ojciec Odwieczny, Książę Pokoju, Immanuel” (Iz 9,5).

Bóg szukał człowieka, który zagubił się w swym życiu, w swoich grzechach. Ludzie pogubili się, zginął człowiek, a pozostała po nim atrapa i Bóg przyszedł zbawić to, co zginęło.

„Przyszedł bowiem Syn Człowieczy, aby zbawić to, co zginęło” (Mt 18,11).

Szukam człowieka
Wydawałoby się, że ludzie są wszędzie, obok, a jednak… Boleśnie zabrzmiały słowa człowieka, który czekał na poruszenie wody w sadzawce Betezda.

„Panie, nie mam człowieka, który by mnie wrzucił do sadzawki, gdy woda się poruszy; zanim zaś ja sam dojdę, inny przede mną wchodzi” (Jn 5,7).

Odważę się postawić tezę, że Bóg nie szuka „kogoś”, ale człowieka. Stworzył człowieka na Swój obraz i takiego poszukuje. Czy naprawdę jest trudno znaleźć człowieka w tym najbardziej pozytywnym znaczeniu?

Bóg z bólem przemawiał przez proroka Ezechiela, pokazując co złego dzieje się w narodzie. Szukał rozwiązania poprzez ludzi, których mógłby użyć i nie znalazł nikogo, kto byłby gotów stanąć w wyłomie. Kto byłby gotów poświęcić swoje życie, czas, by wznieść mur ochronny. By wstawiać się i modlić, walczyć przed Bogiem nie tylko o siebie, ale o naród.
Czy mocno zmieniła się sytuacja?

Szukam człowieka

Bóg szuka człowieka, który nie tylko konsumuje, ale także przejmuje się codziennym życiem. Szuka człowieka, który nie siedzi bezczynnie pełen rezygnacji, mówiąc: „nic nie można zrobić”, ale angażuje się, aby zmienić na lepsze. Szuka człowieka, który nie milczy, gdy grzech staje się normą, a dobro jest wyśmiewane.

By znaleźć odpowiedniego człowieka, potrzebujemy lampy, oświetlenia, jakiejś wskazówki. Kogo znajdziemy bez lampy? Każdego innego. Nie potrzeba szczególnego reflektora, by znaleźć ludzi, którzy nie są gotowi stanąć w wyłomie, ale na murze. Łatwo ich można rozpoznać, bo mają pewną wadę fizyczną. Mają przykurcz dłoni i tylko jeden palec sprawny – wskazujący.

Gdy po latach niewoli wygnańcy zaczęli wracać do zdewastowanej Jerozolimy i nie wielu chciało podjąć się trudu odbudowy, ale znaleźli się „jednopalczaści”. Potrafili tylko palcem wytykać.

„A gdy Sanballat Choronita i Tobiasz, sługa ammonicki, dowiedzieli się o tym, bardzo się tym zmartwili, że przybył człowiek, który miał się zatroszczyć o pomyślność synów izraelskich” (Nh 2,10).

Kiedy jedni odbudowywali mur, inni drwili, że lis go przewróci. „Jednopalczaści”, tych nie trzeba szukać z lampą, pojawiają się jak pod dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Byli jednak ludzie, którzy w konwencji tego rozmyślania mogą być nazwani – „człowiek” i brzmi to dumnie. Chwała Bogu, że „jednopalczaści” są mniejszością. Kiedy naród Izraelski wędrował do Kanaanu, wielokrotnie buntował się w przeróżnych sytuacjach i był ktoś, kto stawał w wyłomie buntu.

„Przeto byłby ich wygubił, jak zamyślał, Gdyby nie Mojżesz, wybraniec jego, Który stanął w wyłomie przed nim, Aby odwrócić gniew jego Tak, aby ich nie wytracił” (Ps 106,23).

Szukam Boga.
Niemiecki filozof Nietzsche wymyślił i udawał „szalonego człowieka”, który był odbiciem jego wewnętrznej pustki. Ten szalony człowiek świecił latarką w jasne przedpołudnie, pobiegł z nią na rynek i krzyczał: „Szukam…, szukam – Boga!” Wielu śmiało się i pytali: „Czy On zginął?”. Wtedy Nietzsche odpowiadał: „Chcę wam powiedzieć: my zabiliśmy Go – wy i ja. Wszyscy jesteśmy Jego mordercami”. I rzucał latarkę na ziemię tak, że się rozbiła. W końcu powiedział zrezygnowany: „Cóż więc przynoszą kościoły, gdy są tylko grobowcami i nagrobkami Boga?”

Rozdarty wewnętrznie człowiek, a właściwie wrak człowieka, który żył bez Boga. Przyszedł jednak człowiek Jezus, który odnalazł człowieka.
Piłat powiada: „Oto człowiek”. Samarytanka powiedziała:

„Chodźcie, zobaczcie człowieka, który powiedział mi wszystko, co uczyniłam; czy to nie jest Chrystus?” (Jn 4,29).

Człowiek, który uzdrawiał:

„A on odpowiadając, rzekł: Człowiek, którego zwą Jezusem, uczynił błoto i pomazał oczy moje, i rzekł mi: Idź do sadzawki Syloe i obmyj się; poszedłem więc, a obmywszy się, przejrzałem” (Jn 9,11).

Człowiek, który ma słowa życia.

„Słudzy odpowiedzieli: Nigdy jeszcze człowiek tak nie przemawiał, jak ten człowiek mówi” (Jn 7,46).

Tak naprawdę, to nie Bóg musi mieć latarkę, bo On jest światłością, ale człowiek musi szukać Boga. Im bliżej jestem Boga, tym przykurcz mniejszy, tym bardziej otwarta dłoń, tym hojniejsza, tym bardziej gotowa podać się innym. Gotowa by błogosławić, objąć, przygarnąć. Nie trzeba jej nosić na temblaku, ale zdolna jest wziąć narzędzie pracy, wszelkiej pracy i służby.

Immanuel – Bóg z nami

„Wy jesteście światłością świata” (Mt 5,14).

To jeden z komplementów, jakie może usłyszeć chrześcijanin. Nie musimy sami wytwarzać światła, ale świecić światłem odbitym – światłem Jezusa. Świat bez Bożego światła tkwił w najgorszej z chorób – grzechu. Konsekwencją tej choroby jest brak życia, śmierć wieczna. Jeśli Jezus nie jest naszą światłością, żyjemy w depresji, sfrustrowani, bez chęci do życia, chorujemy. Chrześcijaństwo nie jest świecą zapaloną tylko w kościele i tam pozostawianą. Każdy z nas ma zadanie bycia światłem: może reflektorem, świeczką, zapałką, ale zawsze światłem. Tysiące bezimiennych chrześcijan – możliwe, że tylko zapałki – oświetla Chrystusa i powoduje, że jest On widoczny.

Świadectwo o Chrystusie to bardzo ważna służba dla Boga. Są ludzie, którzy nie mają odwagi samodzielnie zaprotestować, przeciwstawić się, potrzebują oparcia w kimś. Chrześcijanin winien być tym, kto naświetli im drogę i zachęci do pójścia nią. Światło jest nośnikiem informacji, ostrzeżenia.

Diogenes powiedział: „Prawda jest jak światło, które razi oczy. Kto nigdy nikogo nie uraził, nigdy nie zrobił nic dobrego”.

Kościół Jezusa musi głosić Boga wśród nas, który jest tu dla nas, jest nam bliski, zbawia. Kościół, który budując społeczność z Bogiem, nie podnosi palca, moralizując, ale Kościół, który poszukuje człowieka, który pójdzie z Jezusem bardzo blisko, po bratersku. Może długą drogą dziś podążam do celu, ale nie bądź człowiekiem z przykurczem dłoni, miej ją otwartą do służby w tym, w czym Bóg Cię chce użyć.

„Tak i wy, gdy uczynicie wszystko, co wam polecono, mówcie: Sługami nieużytecznymi jesteśmy, bo co winniśmy byli uczynić, uczyniliśmy” (Łk 17,10).

Stań w wyłomie i walcz, buduj, zachęcaj, miej dobre zdanie i wiele światła. Ciemności i tak jest w nadmiarze w nas. Czy rzeczywiście Bóg nie ma człowieka?

A TY?

marzec 2003

 

STARE KŁAMSTWA W NOWYM OPAKOWANIU

„Umiłowani, nie każdemu duchowi wierzcie, lecz badajcie duchy, czy są z Boga, gdyż wielu fałszywych proroków wyszło na ten świat” (1 Jn 4,1).

Zagadnienie fałszywości w Kościele to temat rzeka. Niewłaściwe poglądy subtelnie podawane mają na celu jedno: stopniowo i niepostrzeżenie przygotować biblijnie wierzących ludzi na przyjęcie antychrysta jako prawdziwego Chrystusa. Jak to możliwe? Szuka się takiego „duchowego rozwoju”, w którym wyżej stawia się wszelkiego rodzaju przeżycia i objawienia niż pisane Słowo Boże, z czasem nie będziesz w stanie odróżnić prawdy od fałszu.
Jak bardzo jest rzeczą słuszną zwracanie uwagi na wynikające zagrożenia? Zagrożenia i błędne poglądy były są i będą. Poświęcanie im nadmiernej uwagi może wydawać się traceniem czasu, ponieważ czyste Słowo Boże prawidłowo zwiastowane samo się broni. Są jednak osoby, które nie mają wielkiego doświadczenia, są łatwowierne, a zachłyśnięci nowomową chrześcijańską są niezatapialni, infekując innych.
Ciągle są ostrzegane starsze osoby, by nie pozwolić się oszukać wyłudzeniu pieniędzy na tzw. wnuczka a ciągle są ofiary.
Nie wierz wszystkiemu, co słyszysz tylko dlatego, że ktoś mówi „Bóg mi powiedział”. Biblia powiada, badajcie.

Zobacz wpis

Szara strefa
Istnieje duchowa „szara strefa”. Wilki już nie tylko przychodzą w owczej skórze, mają bogaty wybór modnych kolekcji, by zwodzić. Mody mają to do siebie, że pojawiają się i mijają, ale za każdym razem mimo starej herezji nakładają nowy garnitur.
„Strzeżcie się fałszywych proroków, którzy przychodzą do was w odzieniu owczym, wewnątrz zaś są wilkami drapieżnymi!” (Mt 7,15).
Ap. Paweł w liście do Koryntian powiada, że szatan występuje w przebraniu jako anioł światłości. Diabeł wie, że coraz mniej ma czasu, by osiągnąć sukces. Użyje zafałszowanego nauczania, które poda w białych rękawiczkach.
Dlaczego różne informacje mają posłuch?
Ludzie mają naturalne dążenie do szukania sensacji i emocji zwłaszcza w sprawach wiary. Duch tego wieku oczekuje, by coś robić szybko i widowiskowo. Nazywa się to szukaniem duchowości i ożywienia. „Dopomaganie” Bogu zawsze zniekształca i wypacza Boże działanie. Wydaje się, że skoro coś dobrze wygląda, to jest prawdziwe. Fałsz zawsze dobrze wygląda, zanim nie zostanie poddany próbie.
Pojawiły się dwa źródła mojego niepokoju:
Pierwsze – pewien fenomen reprezentowany przez sieć kościołów w USA poświęconych globalnemu przebudzeniu. Ten ruch usiłuje wpływać nie przez Biblię, ale emocjonalną muzykę, psychomanipulację, nauczanie o łasce bez konieczności pokuty.
„Nie będziemy jak pierwszy kościół, jeśli cenimy bardziej księgę, której oni nie mieli niż Ducha, którego mieli”. „Potrzebujemy dziś świeżych słów od Pana, a samo Słowo Boże nie wystarcza, aby mieć pełną relację z Bogiem” (Bill Johnson).
Bill Johnson naucza, że skoro w niebie nie ma choroby ani śmierci to tak też powinno być na ziemi. Masz prawo do przejęcia władzy nad chorobą.
Nawet powierzchowna lektura Nowego Testamentu pokazuje, że życie chrześcijańskie to próby, doświadczenia, walki, konflikty i ucisk. Bóg nie ukazuje lukrowanej wersji życia chrześcijańskiego. Słowo Boże mówi wyraźnie, że musimy przejść przez wiele ucisków, aby wejść do Królestwa Bożego (Dz 14,22).
O bohaterach wiary opisanych w 11 rozdziale list do Hebrajczyków tak powiada:
„Kobiety otrzymały z powrotem swoich zmarłych przez wskrzeszenie; inni zaś zostali zamęczeni na śmierć, nie przyjąwszy uwolnienia, aby dostąpić lepszego zmartwychwstania. Drudzy zaś doznali szyderstw i biczowania, a nadto więzów i więzienia” (w.35-36).
Drugie źródło pojawiło się ze wschodu reprezentowane przez Josepha Prinnce’a z Hongkongu. Nauczanie dotyczy łaski, znaczenia wieczerzy, pokuty, uzdrowienia, dziedzicznego związania i uwalniania demonicznego oraz grave sucking (wysysacze namaszczenia).
Joseph Princ w rozważaniach „O Wieczerzy Pańskiej” napisał:
„Przewlekłe choroby, depresja czy krótkie życie nie są i nigdy nie będą częścią Bożego planu dla ciebie. On chce, abyś doświadczył długiego, pełnego życia, w którym będziesz błogosławiony zdrowiem i zaopatrzeniem, które dał ci przez Jezusa!”.
„Posiadanie silnego i zdrowego ciała jest częścią królowania w życiu. Zamiast śmierci i wszystkiego, co z nią związane, życie i obfitość będą panować w tobie!”
Wprowadza praktykę, spożywania wieczerzy nawet kilka razy dziennie, gdy potrzebujesz uzdrowienia. W oparciu o ten pogląd dotyczący powszechnego uzdrawiania powstają szkoły uzdrawiania, ale nie słyszałem, by chociaż jeden szpital zbankrutował z powodu ich działalności.


Wysysacze namaszczenia
„Powstaną bowiem fałszywi mesjasze i fałszywi prorocy i czynić będą wielkie znaki i cuda, aby, o ile można, zwieść i wybranych” (Mt 24,24)
Praktyka polega na odwiedzaniu grobów wybitnych kaznodziei i ładowania swojej duchowości energią przekazywaną poprzez płytę nagrobną. Nauka zbudowana na przykładzie z księgi 2 Krl 13,21. Zachowanie ma okultystyczny charakter.
„Zdarzyło się, że gdy chowano jakiegoś człowieka, zauważono, że właśnie nadciąga oddział najezdniczy. Rzucono wtedy tego człowieka do grobu Elizeusza. A gdy ten człowiek dotknął zwłok Elizeusza, odzyskał życie i wstał o własnych siłach”.


Znaki od Aniołów
Był czas, gdy fascynowano się złotym pyłem, olejem na dłoniach teraz aniołowie wysyłają z nieba pióra ze skrzydeł jako dowód swojej obecności wokół nas. Nauczanie o piórach zbudowane jest na fragmencie z księgi Malachiasza.
„Ale dla was, którzy boicie się mojego imienia, wzejdzie słońce sprawiedliwości z uzdrowieniem na swoich skrzydłach” (Mal 3,20).

Modlitwa Sozo
Należy koniecznie o tej modlitwie powiedzieć, ponieważ jest to forma modlitwy niosącej wewnętrzne uzdrowienie i uwolnienie. Modlitwa ta wymaga obecności duchowego mediatora i ma ułatwić rozwiązanie w kilkadziesiąt minut tego, co było nieosiągalne przez lata.
Podczas seansu uczestnicy są zachęcani do przejścia serii „emocjonalnych drzwi” znajdujących się na poziomie wyobraźni, gdzie będą mogli doświadczać nowych przeżyć z Bogiem. Drzwi te mają korzenie pokoleniowego zniewolenia, a poprzez przebaczenie wszystkim, którzy przyczynili się do otwarcia tych drzwi, mogą one zostać zamknięte oraz zapieczętowane krwią Chrystusa. Klaśnięcie zamyka drzwi.
Chrześcijanin nie musi „babrać się” w brudach swojej przeszłości, szukając w nich odpowiedzi na teraźniejsze problemy.
„Tak więc, jeśli ktoś jest w Chrystusie, nowym jest stworzeniem; co stare, przeminęło, oto wszystko stało się nowe” (2 Ko 5,17).
Wyznawanie jeszcze raz win, które już kiedyś zostały nam odpuszczone, jest absurdem, jeśli człowiek autentycznie się nawrócił. Sozo prayer jest zakorzeniona w filozofii New Age.

Nauka o łasce
Biblia mówi, że łaska jest darem Bożym. Ewangelia Bożej łaski opiera się na ukończonym dziele Jezusa Chrystusa. Wypaczenie w tej kwestii polega na interpretacji, że ze względu na łaskę wierzący otrzymują tylko błogosławieństwa, nie muszą przejmować się grzechem ani Bożym karceniem, gdyż łaska rozprawiła się z prawem. Według tej nauki wszystkie nasze grzechy z przeszłości oraz przyszłości zostały przebaczone, dlatego też nie istnieje konieczność skruchy czy też pokuty i nie wolno straszyć ludzi.
Łaska nigdy nie była i nigdy nie będzie przyzwoleniem do trwania w grzechu czy też traktowania grzechu z pobłażliwością. Biblia jednoznacznie mówi, że chrześcijanie muszą wyznawać swoje grzechy, aby uzyskać Boże przebaczenie (1 Jn 1,9).
Słyszałem stwierdzenie, że chrześcijanie nieczytający Biblii zasługują na zwiedzenie.
Patrząc na te nowe trendy, można powiedzieć, że funduje się ludziom szwedzki stół skupiający w sobie doświadczenia ludzi, dla których Słowo Boże jest tylko dodatkiem.
W pierwszym Kościele obowiązywał program „zero tolerancji dla fałszywych nauczycieli i fałszywych nauk”.

Kompas jest wartościowym narzędziem, ponieważ z powodu magnetycznego pola ziemi zawsze wskazuje północ. Dzięki Biblii możesz zawsze znać twoją prawdziwą pozycję.

wrzesień 2015

Bóg ma plan

„Piotr jednak odpowiedział: O nie, Panie! Nigdy jeszcze nie zjadłem nic skalanego i nieczystego” (Dz 10,14).

Pierwszy wzorowy kościół zielonoświątkowy potrzebował ingerencji Ducha Św., gdy zaczął tworzyć ramki, w których miał się mieścić każdy wierzący. Nie był to błahy problem do przełamania, jeśli tak obdarzony w dary duchowe ap. Piotr ośmiela się powiedzieć Bogu: „Przenigdy, Panie”.
Pierwsi chrześcijanie byli ludźmi pochodzenia żydowskiego, z całym balastem swojej żydowskiej tradycji. Nie było przepisów odnośnie do przyjmowania do Zborów ludzi z pogan. Przepisy zostaną określone nieco później na spotkaniu w Jerozolimie zwanym pierwszym soborem apostolskim.
Wydaje się, że można by powiedzieć o nieco ekskluzywnym charakterze pierwszego kościoła. Taki Kościół nie mógł być świadectwem, że: „Tak bowiem Bóg umiłował świat, że dał swego Jednorodzonego Syna, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne” (Jan 3,16).
Nie było to wypełnianie polecenia Jezusa Chrystusa: „Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu” (Mr 16,15). Istniały bariery, które należało usunąć.

Bóg miał plan.
Realizacja planu miała przebiegać na podstawie spotkania, które nazwalibyśmy współczesnym językiem spotkanie trzeciego stopnia. Pierwszą postacią jest Korneliusz.
Większość zwiastujących na podstawie tego tekstu akcentuje fakt nawrócenia pogan, podkreślając rolę poganina Korneliusza. Był to zadziwiający poganin. Pobożny, bogobojny, to miało wpływ na jego rzymską rodzinę, dający duże pieniądze biednym, modlący się nie od czasu do czasu, ale nieustannie i to do Boga, mający doskonałe relacje ze swoimi żołnierzami. Nieprzeciętny człowiek.
Pomyślałem, że wielu namaszczonych zielonoświątkowców nie jest podobnych do tego poganina, jak lubimy go określać. O tak, lubimy podkreślać, że mamy wyższe cele, uczynki to adiafora (rzeczy nieistotne), duchowość, zbawienie to najważniejsze. Tak, to prawda, Korneliusza uczynki nie zbawiły. On potrzebował Piotra z poselstwem o nowo narodzeniu w Jezusie Chrystusie, o przebaczeniu grzechów i wolności od widma wiecznej śmierci. Jednak to, co czynił, miało znaczenie, nie dla zbawienia, ale dla podkreślenia wartości chrześcijaństwa, jakie będzie reprezentować.
„Modlitwy i jałmużny twoje dotarły jako ofiara przed oblicze Boga” (w.4).
Wierzę w Bożą współpracę z nami nie na zasadzie coś za coś, ale na zasadzie miłości. Bóg nie chce nas z niczego ograbić a wręcz błogosławić i wielu ludzi już tego doświadczyło, ale wielu ciągle jest na etapie uczenia się.
Gdy uczenie trwa zbyt długo, rosną duchowe lekkoduchy bez zobowiązań.
Zbawienie jest darmo, łaska za łaską i łaskawie żyjący wierzący. Wierzący musi być zdyscyplinowany, odpowiedzialny w kwestii swoich czynów. Dlaczego czasem można usłyszeć takie przerażające stwierdzenie, że ktoś woli z „poganinem” pracować niż z wierzącym? Można usłyszeć, że musimy czekać na Pana, usłyszeć jego głos co nam powie, a nie słyszymy prostych słów ludzi, gdy jesteśmy zapraszani do pracy, gościnności, uregulowania swoich zobowiązań finansowych, że wierzących trzeba z łapanki brać do jakichś zadań.
Coś jest chyba nie tak, potrzebujemy zmian i Bóg je ma, ale my musimy być gotowi do ich realizacji, tak jak gotowy był Korneliusz z domem swoim.
Korneliusz miał spotkanie, które powiedziałem, można by nazwać spotkaniem trzeciego stopnia z jakimś „kosmitą”. Zobaczył kogoś niezwykle dziwnie ubranego „mąż w lśniącej szacie” i strach go obleciał: „może byłem nadgorliwy i wszystko mi się poplątało?”
Wierzę, że gdy poganin modli się do Boga, jest wysłuchiwany, my nie mamy monopolu na odpowiedź.
Jezus powiedział: „kto szuka, znajdzie”. Korneliusz stacjonujący z rodziną w Cezarei, nie interesował się zwyczajami żydowskimi, ale Bogiem, jego interesowało zbawienie, nie obrzędy i zwyczaje.
„On ci oznajmi słowa, przez które będziesz zbawiony ty i cały twój dom” (Dz 11,14).
Korneliusz brnie dalej w swoim dziwnym zachowaniu, obarcza misją specjalną zaufanych członków rodziny oraz żołnierza. Wysłani nie potraktowali polecenia jako urojenie Korneliusza, ale odbyli drogę kilkudziesięciu kilometrów, by odnaleźć Piotra. Nie postali za miastem dwa dni i wrócili z informacją „nie znaleźliśmy nikogo, coś ci się wydawało”.
Gdy Bóg ma zadanie lub chce coś nam przekazać, to uważam, że nie działa tylko z jedną osobą, ale daje potwierdzenie innym. Bóg działał z Korneliuszem i z Piotrem, z Pawłem i Ananiaszem w Damaszku, z setnikiem i Pawłem podczas rozbicia okrętu w okolicach Malty. Bóg dba o autorytet swojego słowa, wizji, proroctwa, by Jego wiarygodność nie była podważana.
Zobowiązani jesteśmy w myśl polecenia Pawła do sprawdzania:
Ducha nie gaście, proroctw nie lekceważcie, wszystko badajcie, zachowujcie to, co dobre, od wszelkiego zła się powstrzymujcie” (1 Tes 5,19-22).
Ap. Piotr nawet aż nadto gorliwie zaprotestował wobec czegoś, co było absolutnie nieoczekiwane: „nigdy tak nie postąpię, nie ma mowy”. Piotr nie zaakceptował tak ślepo tego, co przyniosła wizja, miał wątpliwości. Mamy prawo do wątpliwości jak długo inne też okoliczności ich nie zweryfikują. Gdy Bóg działa, to nie robi tego nieudolnie.
„Podczas gdy Piotra dręczyła jeszcze niepewność, co mogłoby oznaczać to widzenie, ludzie wysłani przez Korneliusza dopytali się o dom Szymona i stanęli przed bramą” (w.17).
Może być, że nasz intelekt będzie zbyt mocno też korygować to, co nowe w sposobie działania Boga, ale Bóg ma sposób, by potwierdzić to, co jest Jego, a ludzkie rzeczy wcześniej czy później upadną.
Piotr otrzymał polecenie: wstań, zejdź, udaj się.
Cały czas ta lekcja uczy, jak Bóg jest praktyczny w działaniu, a nie w duchowym podniecaniu. Było to przecież tak dla Korneliusza, jak i Piotra bardzo duchowe przeżycie, a jednak mieli zachować się obydwaj bardzo praktycznie.
Jeśli przychodzi duchowe ożywienie, to ono daje bardzo praktyczne skutki. Kamienie ożywają, leniwi stają się pracowici, a teoretycy chrześcijaństwa stają się praktykami.
Korneliusz wiedział, że przemówił do niego Bóg i wykorzystał czas na przygotowania, do powrotu misji, jaką wysłał. Piotr zastał wielu zgromadzonych, aby słuchać Słowa Bożego. Myślę, że nie tylko była to rodzina, ale też żołnierze, znajomi, przyjaciele.
Siostry i bracia przebudzenie zaczyna się od twojego przebudzenia i poruszenia, od twojego domu. Korneliusz nie zmarnował szansy, jaką zaoferował mu Bóg, on zadbał o swój dom.
Teraz wszyscy stoimy przed Bogiem, aby wysłuchać wszystkiego, co Pan tobie polecił” (w.33).
Korneliusz przygotował swoje serce, dom i słuchaczy. Bóg przygotował Piotra. Nawet dla Piotra zwiastowanie było nowym i zaskakującym — zbawienie dla wszystkich.
„…każdy, kto w Niego wierzy, przez Jego imię otrzymuje odpuszczenie grzechów” (w.43).
Czy to jest możliwe?
Pewien człowiek powiedział do kaznodziei;
– nie lubię gdy mówisz o krwi. Zamiast mówić o śmierci Chrystusa, mów o Chrystusie jako przykładzie do naśladowania.
– A czy poszedłbyś za Chrystusem jako przykładem? – zapytał kaznodzieja.
– Tak, oczywiście poszedłbym Jego śladami.
– Dobrze! Zróbmy zatem pierwszy krok. O Chrystusie jest napisane: „On nie popełnił żadnego grzechu”. Czy chcesz uczynić ten pierwszy krok?
– Nie — odpowiedział oponent — ja grzeszę i wiem o tym.
– A więc myślę, że już rozumiesz, iż bardziej potrzebujesz Chrystusa jako Zbawiciela niż jako przykład.
Korneliusz, jego rodzina i wszyscy, na których mu zależało, potrzebowali zbawienia i otrzymali odpowiedź. Otrzymali też łaskę za łaską. Jeśli oczekujemy, pragniemy, to wszyscy otrzymamy, nie tylko wybrańcy, ale wszyscy.
Dla was bowiem jest obietnica i dla waszych dzieci oraz dla wszystkich, którzy są daleko, a których powoła Pan, nasz Bóg” (Dz 2,39).
Nawróceni i napełnieni Duchem Św. ludzie ochrzczeni w wodzie byli Kościołem, który rósł, był świadectwem życia Chrystusa w ludziach i nazwano ich chrześcijanami. Bóg ma plan, a my stanowimy jego ważną część, namaszczeni, gotowi do służby.

sierpień 1997

Uporządkuj swój dom

„W owych dniach Hiskiasz śmiertelnie zachorował. I przyszedł do niego Izajasz, syn Amosa, prorok, i rzekł do niego: Tak mówi Pan: Uporządkuj swój dom, […]” (Iz 38,1)

Każdy z nas ceni swoją niezależność, a dom jest takim szczególnym miejscem, w którym czujemy się bezpieczni bardziej lub mniej. Jest to terytorium naszego działania. Jesteśmy wolni, niezależni i nikt nam w domu porządków robić nie będzie. Jest jednak Ktoś, kto ma prawo wkroczyć i zapytać, jaki tu panuje porządek, zwyczaj, zasady życia, na jakim fundamencie oparte jest życie, co jest podstawą funkcjonowania domu?
Wielu ludzi sądzi, że są niezależni, że sami kształtują swoje życie, czy na pewno?
Marcin Luter powiedział: „Człowiek nie znosi całkowitej wolności. Musi mieć jakiegoś pana. Jeśli myśli, że nie ma żadnego, to się łudzi”.
Zespół „Grupa Mojego Brata” śpiewał: „Zawsze komuś służysz, jest nim diabeł albo Bóg”. Nie ma próżni.
Jeśli słyszymy słowo: „uporządkuj swój dom”, natychmiast rodzi się pytanie; kto ma prawo ingerować w mój dom i coś mi rozkazywać?
Czy Kościół może coś nakazać lub zmusić? Oczywiście, że nie. Często jednak w taką pułapkę daje się złapać. Życie chrześcijańskie opiera się o zasadę dobrowolności, wyboru.
Słowo, które kieruje prorok Izajasz dotyczy nas i naszego codziennego życia. Wielu ludziom życie przetoczyło się obok, przeciekło przez palce, odkładali uporządkowanie na później. Zdarzało się, że później przychodziło nagle.
Większość rozumie zasadę uporządkowania jako zadbanie o sytuację materialną rodziny. Chcą wg świeckiej maksymy dać dowód, że są dojrzali: zbudować dom, mieć syna i zasadzić drzewo, ale to tylko politura. Mieszkanie może wyglądać jak muzeum, ale w środku „szrot” duchowy. To, co posiadamy ma być środkiem do życia, ale nigdy celem.
Hiskiasz otrzymał czas, by mógł dokonać korekty w systemie swoich wartości. Hiskiasz wytoczył najcięższe działo:
„Panie! Wspomnij, proszę, że postępowałem wobec ciebie wiernie i szczerze i czyniłem to, co dobre w twoich oczach” (w.3).
Hiskiasz skoncentrował się na bogactwie, pałacu, prestiżu. Chwalił się na lewo i prawo kim jest. Posłańcy z Babilonu widzieli wszystko tylko nie usłyszeli o Bogu.
„Co widzieli w twoim domu? Hiskiasz odpowiedział: Widzieli wszystko, co jest w moim domu, nie było rzeczy w moich skarbcach, której bym im nie pokazał” (Iz 39,4).
Jak gładko poszło. Hiskiasz nie uporządkował swego domu a jego syn był gorszy niż poganin. Uporządkowane życie dorosłych ma swe odbicie w życiu ich dzieci. To po dzieciach poznamy i od nich wiele wiemy jak jest naprawdę w domach.
Mamy wiele przykładów jak bardzo ludziom zależało na uporządkowaniu ich domów, ich życia i podporządkowaniu się Bogu.
Jozue z żoną postanowili: „Ja i mój dom służyć będziemy Bogu” (Joz 24,15).
W Nowym Testamencie mamy innego rodzaju przykład z życia Pawła i Sylasa. Stróż więzienia chciał mieć uporządkowany dom:
„Panowie, co mam czynić, abym był zbawiony?” (Dz 16,30).
Korneliusz pragnął służyć Bogu, jego szczere poszukiwanie zostało uwieńczone sukcesem (Dz 10,22-24).
Chciał uporządkować swoje sprawy z Bogiem dlatego nawet krewnych zaprosił na spotkanie z Piotrem.
Hiob z żoną również byli zatroskani o swoje dzieci:
„A gdy minęły dni uczty, posyłał Job po nich, aby ich poświęcić: wstawał wczesnym rankiem i składał całopalenia za każdego z nich. Myślał bowiem Job: Może zgrzeszyli moi synowie i znieważyli Boga w swych sercach; tak czynił Job zawsze” (Hi 1,5).
Oni zadeklarowali, jakiej chcą przyszłości swoich rodzin. Mówię o czymś bardzo ważnym co nie zawsze brane jest pod uwagę. Słowo, które kieruje prorok Izajasz dotyczy naszego codziennego życia. Tragiczne i smutne jest, to gdy śmierć i jej widmo dopiero skłaniają człowieka do porządkowania życia. Odkładają uporządkowanie na czas późniejszy. A jeśli tego czasu nie będzie?
Szczęściem Hiskiasza było, że Bóg dał mu czas. Szczęściem naszym jest to, że mamy czas, który Bóg dał byśmy jeszcze mogli dokonać jakiejś korekty naszego życia. Najpierw Bóg, społeczność z Nim. Jeśli Jego nie będzie w Twoim domu, rodzinie, tam żadne środki, nie stworzą ciepła, przytulności, poczucia bezpieczeństwa. Czy gość czułby się w Twoim domu jak na rozpalonych węglach? Co częściej gości w Twoim domu ciepło czy burze?
Jeszcze jest czas.

grudzień 2002