STARE KŁAMSTWA W NOWYM OPAKOWANIU

„Umiłowani, nie każdemu duchowi wierzcie, lecz badajcie duchy, czy są z Boga, gdyż wielu fałszywych proroków wyszło na ten świat” (1 Jn 4,1).

Zagadnienie fałszywości w Kościele to temat rzeka. Niewłaściwe poglądy subtelnie podawane mają na celu jedno: stopniowo i niepostrzeżenie przygotować biblijnie wierzących ludzi na przyjęcie antychrysta jako prawdziwego Chrystusa. Jak to możliwe? Szuka się takiego „duchowego rozwoju”, w którym wyżej stawia się wszelkiego rodzaju przeżycia i objawienia niż pisane Słowo Boże, z czasem nie będziesz w stanie odróżnić prawdy od fałszu.
Jak bardzo jest rzeczą słuszną zwracanie uwagi na wynikające zagrożenia? Zagrożenia i błędne poglądy były są i będą. Poświęcanie im nadmiernej uwagi może wydawać się traceniem czasu, ponieważ czyste Słowo Boże prawidłowo zwiastowane samo się broni. Są jednak osoby, które nie mają wielkiego doświadczenia, są łatwowierne, a zachłyśnięci nowomową chrześcijańską są niezatapialni, infekując innych.
Ciągle są ostrzegane starsze osoby, by nie pozwolić się oszukać wyłudzeniu pieniędzy na tzw. wnuczka a ciągle są ofiary.
Nie wierz wszystkiemu, co słyszysz tylko dlatego, że ktoś mówi „Bóg mi powiedział”. Biblia powiada, badajcie.

Zobacz wpis

Szara strefa
Istnieje duchowa „szara strefa”. Wilki już nie tylko przychodzą w owczej skórze, mają bogaty wybór modnych kolekcji, by zwodzić. Mody mają to do siebie, że pojawiają się i mijają, ale za każdym razem mimo starej herezji nakładają nowy garnitur.
„Strzeżcie się fałszywych proroków, którzy przychodzą do was w odzieniu owczym, wewnątrz zaś są wilkami drapieżnymi!” (Mt 7,15).
Ap. Paweł w liście do Koryntian powiada, że szatan występuje w przebraniu jako anioł światłości. Diabeł wie, że coraz mniej ma czasu, by osiągnąć sukces. Użyje zafałszowanego nauczania, które poda w białych rękawiczkach.
Dlaczego różne informacje mają posłuch?
Ludzie mają naturalne dążenie do szukania sensacji i emocji zwłaszcza w sprawach wiary. Duch tego wieku oczekuje, by coś robić szybko i widowiskowo. Nazywa się to szukaniem duchowości i ożywienia. „Dopomaganie” Bogu zawsze zniekształca i wypacza Boże działanie. Wydaje się, że skoro coś dobrze wygląda, to jest prawdziwe. Fałsz zawsze dobrze wygląda, zanim nie zostanie poddany próbie.
Pojawiły się dwa źródła mojego niepokoju:
Pierwsze – pewien fenomen reprezentowany przez sieć kościołów w USA poświęconych globalnemu przebudzeniu. Ten ruch usiłuje wpływać nie przez Biblię, ale emocjonalną muzykę, psychomanipulację, nauczanie o łasce bez konieczności pokuty.
„Nie będziemy jak pierwszy kościół, jeśli cenimy bardziej księgę, której oni nie mieli niż Ducha, którego mieli”. „Potrzebujemy dziś świeżych słów od Pana, a samo Słowo Boże nie wystarcza, aby mieć pełną relację z Bogiem” (Bill Johnson).
Bill Johnson naucza, że skoro w niebie nie ma choroby ani śmierci to tak też powinno być na ziemi. Masz prawo do przejęcia władzy nad chorobą.
Nawet powierzchowna lektura Nowego Testamentu pokazuje, że życie chrześcijańskie to próby, doświadczenia, walki, konflikty i ucisk. Bóg nie ukazuje lukrowanej wersji życia chrześcijańskiego. Słowo Boże mówi wyraźnie, że musimy przejść przez wiele ucisków, aby wejść do Królestwa Bożego (Dz 14,22).
O bohaterach wiary opisanych w 11 rozdziale list do Hebrajczyków tak powiada:
„Kobiety otrzymały z powrotem swoich zmarłych przez wskrzeszenie; inni zaś zostali zamęczeni na śmierć, nie przyjąwszy uwolnienia, aby dostąpić lepszego zmartwychwstania. Drudzy zaś doznali szyderstw i biczowania, a nadto więzów i więzienia” (w.35-36).
Drugie źródło pojawiło się ze wschodu reprezentowane przez Josepha Prinnce’a z Hongkongu. Nauczanie dotyczy łaski, znaczenia wieczerzy, pokuty, uzdrowienia, dziedzicznego związania i uwalniania demonicznego oraz grave sucking (wysysacze namaszczenia).
Joseph Princ w rozważaniach „O Wieczerzy Pańskiej” napisał:
„Przewlekłe choroby, depresja czy krótkie życie nie są i nigdy nie będą częścią Bożego planu dla ciebie. On chce, abyś doświadczył długiego, pełnego życia, w którym będziesz błogosławiony zdrowiem i zaopatrzeniem, które dał ci przez Jezusa!”.
„Posiadanie silnego i zdrowego ciała jest częścią królowania w życiu. Zamiast śmierci i wszystkiego, co z nią związane, życie i obfitość będą panować w tobie!”
Wprowadza praktykę, spożywania wieczerzy nawet kilka razy dziennie, gdy potrzebujesz uzdrowienia. W oparciu o ten pogląd dotyczący powszechnego uzdrawiania powstają szkoły uzdrawiania, ale nie słyszałem, by chociaż jeden szpital zbankrutował z powodu ich działalności.


Wysysacze namaszczenia
„Powstaną bowiem fałszywi mesjasze i fałszywi prorocy i czynić będą wielkie znaki i cuda, aby, o ile można, zwieść i wybranych” (Mt 24,24)
Praktyka polega na odwiedzaniu grobów wybitnych kaznodziei i ładowania swojej duchowości energią przekazywaną poprzez płytę nagrobną. Nauka zbudowana na przykładzie z księgi 2 Krl 13,21. Zachowanie ma okultystyczny charakter.
„Zdarzyło się, że gdy chowano jakiegoś człowieka, zauważono, że właśnie nadciąga oddział najezdniczy. Rzucono wtedy tego człowieka do grobu Elizeusza. A gdy ten człowiek dotknął zwłok Elizeusza, odzyskał życie i wstał o własnych siłach”.


Znaki od Aniołów
Był czas, gdy fascynowano się złotym pyłem, olejem na dłoniach teraz aniołowie wysyłają z nieba pióra ze skrzydeł jako dowód swojej obecności wokół nas. Nauczanie o piórach zbudowane jest na fragmencie z księgi Malachiasza.
„Ale dla was, którzy boicie się mojego imienia, wzejdzie słońce sprawiedliwości z uzdrowieniem na swoich skrzydłach” (Mal 3,20).

Modlitwa Sozo
Należy koniecznie o tej modlitwie powiedzieć, ponieważ jest to forma modlitwy niosącej wewnętrzne uzdrowienie i uwolnienie. Modlitwa ta wymaga obecności duchowego mediatora i ma ułatwić rozwiązanie w kilkadziesiąt minut tego, co było nieosiągalne przez lata.
Podczas seansu uczestnicy są zachęcani do przejścia serii „emocjonalnych drzwi” znajdujących się na poziomie wyobraźni, gdzie będą mogli doświadczać nowych przeżyć z Bogiem. Drzwi te mają korzenie pokoleniowego zniewolenia, a poprzez przebaczenie wszystkim, którzy przyczynili się do otwarcia tych drzwi, mogą one zostać zamknięte oraz zapieczętowane krwią Chrystusa. Klaśnięcie zamyka drzwi.
Chrześcijanin nie musi „babrać się” w brudach swojej przeszłości, szukając w nich odpowiedzi na teraźniejsze problemy.
„Tak więc, jeśli ktoś jest w Chrystusie, nowym jest stworzeniem; co stare, przeminęło, oto wszystko stało się nowe” (2 Ko 5,17).
Wyznawanie jeszcze raz win, które już kiedyś zostały nam odpuszczone, jest absurdem, jeśli człowiek autentycznie się nawrócił. Sozo prayer jest zakorzeniona w filozofii New Age.

Nauka o łasce
Biblia mówi, że łaska jest darem Bożym. Ewangelia Bożej łaski opiera się na ukończonym dziele Jezusa Chrystusa. Wypaczenie w tej kwestii polega na interpretacji, że ze względu na łaskę wierzący otrzymują tylko błogosławieństwa, nie muszą przejmować się grzechem ani Bożym karceniem, gdyż łaska rozprawiła się z prawem. Według tej nauki wszystkie nasze grzechy z przeszłości oraz przyszłości zostały przebaczone, dlatego też nie istnieje konieczność skruchy czy też pokuty i nie wolno straszyć ludzi.
Łaska nigdy nie była i nigdy nie będzie przyzwoleniem do trwania w grzechu czy też traktowania grzechu z pobłażliwością. Biblia jednoznacznie mówi, że chrześcijanie muszą wyznawać swoje grzechy, aby uzyskać Boże przebaczenie (1 Jn 1,9).
Słyszałem stwierdzenie, że chrześcijanie nieczytający Biblii zasługują na zwiedzenie.
Patrząc na te nowe trendy, można powiedzieć, że funduje się ludziom szwedzki stół skupiający w sobie doświadczenia ludzi, dla których Słowo Boże jest tylko dodatkiem.
W pierwszym Kościele obowiązywał program „zero tolerancji dla fałszywych nauczycieli i fałszywych nauk”.

Kompas jest wartościowym narzędziem, ponieważ z powodu magnetycznego pola ziemi zawsze wskazuje północ. Dzięki Biblii możesz zawsze znać twoją prawdziwą pozycję.

wrzesień 2015

Bóg ma plan

„Piotr jednak odpowiedział: O nie, Panie! Nigdy jeszcze nie zjadłem nic skalanego i nieczystego” (Dz 10,14).

Pierwszy wzorowy kościół zielonoświątkowy potrzebował ingerencji Ducha Św., gdy zaczął tworzyć ramki, w których miał się mieścić każdy wierzący. Nie był to błahy problem do przełamania, jeśli tak obdarzony w dary duchowe ap. Piotr ośmiela się powiedzieć Bogu: „Przenigdy, Panie”.
Pierwsi chrześcijanie byli ludźmi pochodzenia żydowskiego, z całym balastem swojej żydowskiej tradycji. Nie było przepisów odnośnie do przyjmowania do Zborów ludzi z pogan. Przepisy zostaną określone nieco później na spotkaniu w Jerozolimie zwanym pierwszym soborem apostolskim.
Wydaje się, że można by powiedzieć o nieco ekskluzywnym charakterze pierwszego kościoła. Taki Kościół nie mógł być świadectwem, że: „Tak bowiem Bóg umiłował świat, że dał swego Jednorodzonego Syna, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne” (Jan 3,16).
Nie było to wypełnianie polecenia Jezusa Chrystusa: „Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu” (Mr 16,15). Istniały bariery, które należało usunąć.

Bóg miał plan.
Realizacja planu miała przebiegać na podstawie spotkania, które nazwalibyśmy współczesnym językiem spotkanie trzeciego stopnia. Pierwszą postacią jest Korneliusz.
Większość zwiastujących na podstawie tego tekstu akcentuje fakt nawrócenia pogan, podkreślając rolę poganina Korneliusza. Był to zadziwiający poganin. Pobożny, bogobojny, to miało wpływ na jego rzymską rodzinę, dający duże pieniądze biednym, modlący się nie od czasu do czasu, ale nieustannie i to do Boga, mający doskonałe relacje ze swoimi żołnierzami. Nieprzeciętny człowiek.
Pomyślałem, że wielu namaszczonych zielonoświątkowców nie jest podobnych do tego poganina, jak lubimy go określać. O tak, lubimy podkreślać, że mamy wyższe cele, uczynki to adiafora (rzeczy nieistotne), duchowość, zbawienie to najważniejsze. Tak, to prawda, Korneliusza uczynki nie zbawiły. On potrzebował Piotra z poselstwem o nowo narodzeniu w Jezusie Chrystusie, o przebaczeniu grzechów i wolności od widma wiecznej śmierci. Jednak to, co czynił, miało znaczenie, nie dla zbawienia, ale dla podkreślenia wartości chrześcijaństwa, jakie będzie reprezentować.
„Modlitwy i jałmużny twoje dotarły jako ofiara przed oblicze Boga” (w.4).
Wierzę w Bożą współpracę z nami nie na zasadzie coś za coś, ale na zasadzie miłości. Bóg nie chce nas z niczego ograbić a wręcz błogosławić i wielu ludzi już tego doświadczyło, ale wielu ciągle jest na etapie uczenia się.
Gdy uczenie trwa zbyt długo, rosną duchowe lekkoduchy bez zobowiązań.
Zbawienie jest darmo, łaska za łaską i łaskawie żyjący wierzący. Wierzący musi być zdyscyplinowany, odpowiedzialny w kwestii swoich czynów. Dlaczego czasem można usłyszeć takie przerażające stwierdzenie, że ktoś woli z „poganinem” pracować niż z wierzącym? Można usłyszeć, że musimy czekać na Pana, usłyszeć jego głos co nam powie, a nie słyszymy prostych słów ludzi, gdy jesteśmy zapraszani do pracy, gościnności, uregulowania swoich zobowiązań finansowych, że wierzących trzeba z łapanki brać do jakichś zadań.
Coś jest chyba nie tak, potrzebujemy zmian i Bóg je ma, ale my musimy być gotowi do ich realizacji, tak jak gotowy był Korneliusz z domem swoim.
Korneliusz miał spotkanie, które powiedziałem, można by nazwać spotkaniem trzeciego stopnia z jakimś „kosmitą”. Zobaczył kogoś niezwykle dziwnie ubranego „mąż w lśniącej szacie” i strach go obleciał: „może byłem nadgorliwy i wszystko mi się poplątało?”
Wierzę, że gdy poganin modli się do Boga, jest wysłuchiwany, my nie mamy monopolu na odpowiedź.
Jezus powiedział: „kto szuka, znajdzie”. Korneliusz stacjonujący z rodziną w Cezarei, nie interesował się zwyczajami żydowskimi, ale Bogiem, jego interesowało zbawienie, nie obrzędy i zwyczaje.
„On ci oznajmi słowa, przez które będziesz zbawiony ty i cały twój dom” (Dz 11,14).
Korneliusz brnie dalej w swoim dziwnym zachowaniu, obarcza misją specjalną zaufanych członków rodziny oraz żołnierza. Wysłani nie potraktowali polecenia jako urojenie Korneliusza, ale odbyli drogę kilkudziesięciu kilometrów, by odnaleźć Piotra. Nie postali za miastem dwa dni i wrócili z informacją „nie znaleźliśmy nikogo, coś ci się wydawało”.
Gdy Bóg ma zadanie lub chce coś nam przekazać, to uważam, że nie działa tylko z jedną osobą, ale daje potwierdzenie innym. Bóg działał z Korneliuszem i z Piotrem, z Pawłem i Ananiaszem w Damaszku, z setnikiem i Pawłem podczas rozbicia okrętu w okolicach Malty. Bóg dba o autorytet swojego słowa, wizji, proroctwa, by Jego wiarygodność nie była podważana.
Zobowiązani jesteśmy w myśl polecenia Pawła do sprawdzania:
Ducha nie gaście, proroctw nie lekceważcie, wszystko badajcie, zachowujcie to, co dobre, od wszelkiego zła się powstrzymujcie” (1 Tes 5,19-22).
Ap. Piotr nawet aż nadto gorliwie zaprotestował wobec czegoś, co było absolutnie nieoczekiwane: „nigdy tak nie postąpię, nie ma mowy”. Piotr nie zaakceptował tak ślepo tego, co przyniosła wizja, miał wątpliwości. Mamy prawo do wątpliwości jak długo inne też okoliczności ich nie zweryfikują. Gdy Bóg działa, to nie robi tego nieudolnie.
„Podczas gdy Piotra dręczyła jeszcze niepewność, co mogłoby oznaczać to widzenie, ludzie wysłani przez Korneliusza dopytali się o dom Szymona i stanęli przed bramą” (w.17).
Może być, że nasz intelekt będzie zbyt mocno też korygować to, co nowe w sposobie działania Boga, ale Bóg ma sposób, by potwierdzić to, co jest Jego, a ludzkie rzeczy wcześniej czy później upadną.
Piotr otrzymał polecenie: wstań, zejdź, udaj się.
Cały czas ta lekcja uczy, jak Bóg jest praktyczny w działaniu, a nie w duchowym podniecaniu. Było to przecież tak dla Korneliusza, jak i Piotra bardzo duchowe przeżycie, a jednak mieli zachować się obydwaj bardzo praktycznie.
Jeśli przychodzi duchowe ożywienie, to ono daje bardzo praktyczne skutki. Kamienie ożywają, leniwi stają się pracowici, a teoretycy chrześcijaństwa stają się praktykami.
Korneliusz wiedział, że przemówił do niego Bóg i wykorzystał czas na przygotowania, do powrotu misji, jaką wysłał. Piotr zastał wielu zgromadzonych, aby słuchać Słowa Bożego. Myślę, że nie tylko była to rodzina, ale też żołnierze, znajomi, przyjaciele.
Siostry i bracia przebudzenie zaczyna się od twojego przebudzenia i poruszenia, od twojego domu. Korneliusz nie zmarnował szansy, jaką zaoferował mu Bóg, on zadbał o swój dom.
Teraz wszyscy stoimy przed Bogiem, aby wysłuchać wszystkiego, co Pan tobie polecił” (w.33).
Korneliusz przygotował swoje serce, dom i słuchaczy. Bóg przygotował Piotra. Nawet dla Piotra zwiastowanie było nowym i zaskakującym — zbawienie dla wszystkich.
„…każdy, kto w Niego wierzy, przez Jego imię otrzymuje odpuszczenie grzechów” (w.43).
Czy to jest możliwe?
Pewien człowiek powiedział do kaznodziei;
– nie lubię gdy mówisz o krwi. Zamiast mówić o śmierci Chrystusa, mów o Chrystusie jako przykładzie do naśladowania.
– A czy poszedłbyś za Chrystusem jako przykładem? – zapytał kaznodzieja.
– Tak, oczywiście poszedłbym Jego śladami.
– Dobrze! Zróbmy zatem pierwszy krok. O Chrystusie jest napisane: „On nie popełnił żadnego grzechu”. Czy chcesz uczynić ten pierwszy krok?
– Nie — odpowiedział oponent — ja grzeszę i wiem o tym.
– A więc myślę, że już rozumiesz, iż bardziej potrzebujesz Chrystusa jako Zbawiciela niż jako przykład.
Korneliusz, jego rodzina i wszyscy, na których mu zależało, potrzebowali zbawienia i otrzymali odpowiedź. Otrzymali też łaskę za łaską. Jeśli oczekujemy, pragniemy, to wszyscy otrzymamy, nie tylko wybrańcy, ale wszyscy.
Dla was bowiem jest obietnica i dla waszych dzieci oraz dla wszystkich, którzy są daleko, a których powoła Pan, nasz Bóg” (Dz 2,39).
Nawróceni i napełnieni Duchem Św. ludzie ochrzczeni w wodzie byli Kościołem, który rósł, był świadectwem życia Chrystusa w ludziach i nazwano ich chrześcijanami. Bóg ma plan, a my stanowimy jego ważną część, namaszczeni, gotowi do służby.

sierpień 1997

Uporządkuj swój dom

„W owych dniach Hiskiasz śmiertelnie zachorował. I przyszedł do niego Izajasz, syn Amosa, prorok, i rzekł do niego: Tak mówi Pan: Uporządkuj swój dom, […]” (Iz 38,1)

Każdy z nas ceni swoją niezależność, a dom jest takim szczególnym miejscem, w którym czujemy się bezpieczni bardziej lub mniej. Jest to terytorium naszego działania. Jesteśmy wolni, niezależni i nikt nam w domu porządków robić nie będzie. Jest jednak Ktoś, kto ma prawo wkroczyć i zapytać, jaki tu panuje porządek, zwyczaj, zasady życia, na jakim fundamencie oparte jest życie, co jest podstawą funkcjonowania domu?
Wielu ludzi sądzi, że są niezależni, że sami kształtują swoje życie, czy na pewno?
Marcin Luter powiedział: „Człowiek nie znosi całkowitej wolności. Musi mieć jakiegoś pana. Jeśli myśli, że nie ma żadnego, to się łudzi”.
Zespół „Grupa Mojego Brata” śpiewał: „Zawsze komuś służysz, jest nim diabeł albo Bóg”. Nie ma próżni.
Jeśli słyszymy słowo: „uporządkuj swój dom”, natychmiast rodzi się pytanie; kto ma prawo ingerować w mój dom i coś mi rozkazywać?
Czy Kościół może coś nakazać lub zmusić? Oczywiście, że nie. Często jednak w taką pułapkę daje się złapać. Życie chrześcijańskie opiera się o zasadę dobrowolności, wyboru.
Słowo, które kieruje prorok Izajasz dotyczy nas i naszego codziennego życia. Wielu ludziom życie przetoczyło się obok, przeciekło przez palce, odkładali uporządkowanie na później. Zdarzało się, że później przychodziło nagle.
Większość rozumie zasadę uporządkowania jako zadbanie o sytuację materialną rodziny. Chcą wg świeckiej maksymy dać dowód, że są dojrzali: zbudować dom, mieć syna i zasadzić drzewo, ale to tylko politura. Mieszkanie może wyglądać jak muzeum, ale w środku „szrot” duchowy. To, co posiadamy ma być środkiem do życia, ale nigdy celem.
Hiskiasz otrzymał czas, by mógł dokonać korekty w systemie swoich wartości. Hiskiasz wytoczył najcięższe działo:
„Panie! Wspomnij, proszę, że postępowałem wobec ciebie wiernie i szczerze i czyniłem to, co dobre w twoich oczach” (w.3).
Hiskiasz skoncentrował się na bogactwie, pałacu, prestiżu. Chwalił się na lewo i prawo kim jest. Posłańcy z Babilonu widzieli wszystko tylko nie usłyszeli o Bogu.
„Co widzieli w twoim domu? Hiskiasz odpowiedział: Widzieli wszystko, co jest w moim domu, nie było rzeczy w moich skarbcach, której bym im nie pokazał” (Iz 39,4).
Jak gładko poszło. Hiskiasz nie uporządkował swego domu a jego syn był gorszy niż poganin. Uporządkowane życie dorosłych ma swe odbicie w życiu ich dzieci. To po dzieciach poznamy i od nich wiele wiemy jak jest naprawdę w domach.
Mamy wiele przykładów jak bardzo ludziom zależało na uporządkowaniu ich domów, ich życia i podporządkowaniu się Bogu.
Jozue z żoną postanowili: „Ja i mój dom służyć będziemy Bogu” (Joz 24,15).
W Nowym Testamencie mamy innego rodzaju przykład z życia Pawła i Sylasa. Stróż więzienia chciał mieć uporządkowany dom:
„Panowie, co mam czynić, abym był zbawiony?” (Dz 16,30).
Korneliusz pragnął służyć Bogu, jego szczere poszukiwanie zostało uwieńczone sukcesem (Dz 10,22-24).
Chciał uporządkować swoje sprawy z Bogiem dlatego nawet krewnych zaprosił na spotkanie z Piotrem.
Hiob z żoną również byli zatroskani o swoje dzieci:
„A gdy minęły dni uczty, posyłał Job po nich, aby ich poświęcić: wstawał wczesnym rankiem i składał całopalenia za każdego z nich. Myślał bowiem Job: Może zgrzeszyli moi synowie i znieważyli Boga w swych sercach; tak czynił Job zawsze” (Hi 1,5).
Oni zadeklarowali, jakiej chcą przyszłości swoich rodzin. Mówię o czymś bardzo ważnym co nie zawsze brane jest pod uwagę. Słowo, które kieruje prorok Izajasz dotyczy naszego codziennego życia. Tragiczne i smutne jest, to gdy śmierć i jej widmo dopiero skłaniają człowieka do porządkowania życia. Odkładają uporządkowanie na czas późniejszy. A jeśli tego czasu nie będzie?
Szczęściem Hiskiasza było, że Bóg dał mu czas. Szczęściem naszym jest to, że mamy czas, który Bóg dał byśmy jeszcze mogli dokonać jakiejś korekty naszego życia. Najpierw Bóg, społeczność z Nim. Jeśli Jego nie będzie w Twoim domu, rodzinie, tam żadne środki, nie stworzą ciepła, przytulności, poczucia bezpieczeństwa. Czy gość czułby się w Twoim domu jak na rozpalonych węglach? Co częściej gości w Twoim domu ciepło czy burze?
Jeszcze jest czas.

grudzień 2002

Spotkanie w klubie fitness

„Umiłowany! Modlę się o to, aby ci się we wszystkim dobrze powodziło i abyś był zdrów tak, jak dobrze się ma dusza twoja” (3 Jan 2).

Mamy polskie przysłowie: „w zdrowym ciele zdrowy duch”. Wierzę, że jest bezpośrednia korelacja między zdrową duszą a zdrowym ciałem. Kiedy jesteśmy wewnętrznie uporządkowani, widać to na zewnątrz. W wielu psalmach ich autorzy rozpoznawali tę zależność.
„Czemu rozpaczasz, duszo moja, I czemu drżysz we mnie? Ufaj Bogu, gdyż jeszcze sławić go będę: On jest zbawieniem moim i Bogiem moim!” (Ps 42,12).
Te słowa pokazują kogoś, kto nie zgadza się na depresję, złe myśli, bo wie, co jest lekarstwem dla jego duszy. Umiemy dbać o ciało doskonale. Jego kondycję możemy podnieść przez intensywny trening w siłowniach, wynajmując osobistego trenera, uprawiając sport itp. Możemy narzucić sobie jakąś dyscyplinę i osiągnąć efekt, ale jak zmienić kondycję duszy? Jak zbudować zdrowie wewnętrzne?
Każdy chrześcijanin powinien być zainteresowany tym, co Bóg ma do powiedzenia przez Swoje Słowo. Biblia powiada: „Wiara jest ze słuchania…”, a więc uczestnicząc w słuchaniu, budujemy swoje życie duchowe, jego ważną część. Kluczem do duchowego zdrowia jest Słowo Boże:
„… żywe i skuteczne, ostrzejsze niż wszelki miecz obosieczny, przenikające aż do rozdzielenia duszy i ducha, stawów i szpiku, zdolne osądzić zamiary i myśli serca” (Hbr 4,12).
Mówi się, że z socjologicznego punktu widzenia mamy do czynienia w dzisiejszych czasach z pokoleniem całkowicie odmiennym od każdej innej generacji. Pokoleniem „mozaiki”, to urodzeni w latach 1984-2002. To pokolenie myśli w zupełnie inny sposób. Można w ich myśleniu znaleźć wszystkiego trochę – stąd pochodzi ich nazwa pokolenie „mozaiki” lub pokolenie „mozaikowe”. System myślenia bazuje na stwierdzeniu, że dobre moralnie jest to, co wydaje się dla mnie dobre. Pokolenie mozaikowe traktuje jako coś normalnego istnienie sprzeczności w ich własnym sposobie myślenia. Owszem zainteresowani są duchowością, ale na zasadzie doświadczenia, przeżycia niż doktryn. Dziennie spędzają od 4 do 6 godzin przed komputerami, to 79% codziennego czasu. Swoje religijne potrzeby zaspokajają poprzez internet. Jeśli wybierają kościół, to wybierają cyberkościół. Jest to jeden z powodów, by kłaść nacisk na lekturę Bożego Słowa. Systematyczna lektura Biblii jest naprawdę skutecznym lekarstwem na wiele dolegliwości duchowych i przełożenie teorii na praktykę.
Słowo nie tylko zdiagnozuje naszą dolegliwość, ale przepisze receptę. Inny jest sposób leczenia, by dusza miała się dobrze. Świat chce otwierać nasze rany i odwoływać się do przeszłości. Psychoanalitycy lubują się w grzebaniu w przeszłości pacjenta. Boże Słowo każe nam skupić się na Lekarzu. Przywołajmy tu historię miedzianego węża:
„I rzekł Pan do Mojżesza: Zrób sobie węża i osadź go na drzewcu. I stanie się, że każdy ukąszony, który spojrzy na niego, będzie żył. I zrobił Mojżesz miedzianego węża, i osadził go na drzewcu. A jeśli wąż ukąsił człowieka, a ten spojrzał na miedzianego węża, pozostawał przy życiu” (4 Mojż 21,8-9).
Hebrajczycy nie mieli patrzeć na nieszczęście; oni mieli spojrzeć na węża i żyć.
Kiedy problemy próbują spotkać się z tobą, patrz na Jezusa – nie na kłopoty. Kiedy skupiasz się na Bogu i Jego Słowie, to staje się nieistotne, co powoduje depresję. Odpowiedź Boga jest ta sama:
„Bo chociaż żyjemy w ciele, nie walczymy cielesnymi środkami. Gdyż oręż nasz, którym walczymy, nie jest cielesny, lecz ma moc burzenia warowni dla sprawy Bożej; nim też unicestwiamy złe zamysły” (2 Kor 10,3).
Jeremiasz wołał do Boga:
„Ilekroć pojawiały się twoje słowa, pochłaniałem je; twoje słowo było mi rozkoszą i radością mojego serca, gdyż twoim imieniem jestem nazwany, Panie, Boże Zastępów” (Jer 15,16).
Kiedy dusza ma się źle, weźmy naszą „pigułkę wiary”. Potrzebujemy „zjeść” Słowo Boga – przeczytać, pomedytować nad tym i wierzyć temu Słowu. W przeciwieństwie do wielu współczesnych leków ten nie ma żadnych efektów ubocznych. Dla każdego odrzucenie autorytetu Biblii, ignorowanie ostrzeżeń i nawoływań, to duchowy wyrok śmierci. Można nie liczyć się ze Słowem Boga, ale trzeba liczyć się z konsekwencjami.
Niech Ewangelia zmienia świat, narody i każdego z nas.
„Jedynie w Bogu jest uciszenie duszy mojej, Bo w nim pokładam nadzieję moją!” (Ps 62,6).
Nasze pokolenie cierpi na przeładowanie bodźcami. Nasze umysły są przesycone obrazami i doniesieniami, które niosą niepokój. Wiele ścierających się głosów i poglądów mających wpływ na naszą duszę. Zdobywanie wiedzy jest rozsądne, buduje życie, ale zaniechanie wykształcenia duszy może mimo tytułów i stopni naukowych poprowadzić nas na zły kurs życia. Zakończenie tej edukacji ma zwieńczenie w wieczności.

Brak nadziei to jak drzwi zdjęte z zawiasów niesione prądem życiowej powodzi.

Budując na zdrowych przesłankach, dbamy o zdrowie naszej duszy, a wtedy cały człowiek jest zdrowy i duchowo odpowiedzialny.

styczeń 2006

Pokłon Mędrców

„Gdy zaś Jezus narodził się w Betlejemie Judzkim za króla Heroda, oto mędrcy ze Wschodu przybyli do Jerozolimy i pytali: Gdzie jest ten nowo narodzony król żydowski? Widzieliśmy bowiem gwiazdę jego na Wschodzie i przyszliśmy oddać mu pokłon” (Mt 2,1-2).

Narodził się Syn Boży. Prorok Izajasz dał zapowiedź tego faktu w kilku miejscach: (Iz 7,14; 9,7; 11,4-10).Prorocy nie objawili dokładnej daty narodzenia Jezusa, a późniejsi naśladowcy bardziej pamiętali samego Zbawiciela, Jego Zmartwychwstanie, cuda i Słowa niż dzień narodzin. Dlatego też nic dziwnego, że nie znamy dokładnie daty narodzenia Jezusa.
Całe zachodnie chrześcijaństwo obchodzi narodzenie 25 grudnia, wschodnie 6 lub 7 stycznia a w Armenii 19 stycznia. Nie tylko nie znamy daty narodzin co do dnia, ale również są trudności w ustaleniu roku. Jest to temat dyskusyjny aż do dziś. W 533 roku rzymski Dionizy ustalił i ogłosił, że Pan Jezus Chrystus narodził się w 754 r. od założenia Rzymu. Od tego czasu przyjęło się mówić „roku Pańskiego” — „Anno Domini”. Antyczne pisma dowodzą jednak, że Dionizy pomylił się, gdyż Herod Wielki zmarł 1 kwietnia 4 roku po Chrystusie.
Nie wiemy również, którego roku przybyli Mędrcy ze Wschodu do Jerozolimy. Stąd część naukowców uważa, że Jezus narodził się nie wcześniej jak 8 roku przed n.e. a nie później jak 6 roku n.e. By nie powodować zamieszania w kalendarzu, pozostano przy ustaleniach Dionizego. Na szczęście chrześcijanie obchodzą fakt narodzenia Jezusa, a nie datę.
Na Dalekim Wschodzie mędrcy dostrzegli zjawisko, które ich zaintrygowało i skłoniło, bez względu na trudności, do podjęcia dalekiej trudnej podróży. Ci uczeni, zapewne astrolodzy, byli przekonani, że mają do czynienia z epokowym wydarzeniem. Gwiazda zwana „Betlejemską” zwróciła ich uwagę.
Wszystko, co wiemy o mędrcach, zapisane jest w Ew. Mateusza. Niektórzy przypuszczają, że byli następcami chaldejskich mędrców, nad którymi Daniel był ustanowiony nadzorcą i dlatego mogli wiedzieć o zapowiadanej gwieździe w 4 Mojżeszowej, „wzejdzie gwiazda z Jakuba…”.
Niewątpliwie byli poszukiwaczami prawdy i spotkali się z jakąś bardzo ważną wiedzą oraz wiedzieli jak zastosować prawdę, którą posiedli. Zobaczyli gwiazdę i wiedzieli, że jest to gwiazda Króla. Gwiazda nie wskazywała miejsca narodzin, ale oni wybrali jako cel swej podróży Jerozolimę, stolicę państwa żydowskiego. Król, a nie gwiazda był powodem ich zainteresowania. Pragnęli oddać Jemu hołd i pokłon, to było coś więcej niż intelektualna ciekawość, przebyli długą drogę, byli zdeterminowani. Byli tak pewni swej nadziei, że zabrali z sobą też prezenty dla tego poszukiwanego króla.
Stwierdzenie „Trzej Królowie” nie ma historycznej i biblijnej spójności. Mateusz nie wskazuje ilu królów przybyło. W rzeczywistości Mateusz nazywa ich „mędrcami” nie królami. Mędrcy byli astrologami, filozofami, naukowcami, matematykami. Byli ekspertami prawnymi. Jednym z ich głównych obowiązków było wskazywanie, kto zostanie królem w Persji. Kreowali królów, ale nie byli królami. Nie ma wątpliwości, że było ich więcej niż trzech, ale tradycja „trzech” uformowała się wokół ilości darów, jakie pozostawili. Trzy prezenty i trzech Mędrców.
Oto Mędrcy wyruszyli z Dalekiego Wschodu w nieznane, jak kiedyś wyruszył Abraham idąc w nieznane, ale zaufał, że w tym jest Boży plan dla niego, tak teraz mędrcy doznali radości, że się nie pomylili. Ze zdziwieniem stwierdzili, że w Jerozolimie nikt nie zwrócił uwagi na gwiazdę, ani nikt nie był zorientowany co do narodzenia jakiegoś króla. To Mędrcy wprawili Heroda w wielkie zaniepokojenie. Miało to posmak spisku, że ukrywano przed Herodem fakt narodzin dziecka, przyszłego króla. Herod był chorobliwie zazdrosny o swoją władzę. Taka sytuacja w zrozumiały sposób wywołała gniew tego szalonego człowieka.
Na podstawie ogłoszonego wyroku przez Heroda należy przypuszczać, że Jezus mógł mieć już rok lub nieco więcej. Mędrcy odnaleźli rodzinę w domu, a nie w grocie. Oddali pokłon przed Królem Królów. Zobaczyli przez wiarę to, czego inni nie dostrzegali. Złożyli dary, ale naprawdę byli skoncentrowani na Chrystusie.
Posłuszeństwo mędrców zagwarantowało tej rodzinie warunki do przetrwania na obczyźnie w Egipcie. Posłuszeństwo Józefa zagwarantowało bezpieczeństwo dziecku. Posłuszeństwo Marii opuszczenia kraju było gwarancją zachowania życia. Łańcuch ludzi posłusznych to bardzo ważna uwaga. Wypełniło się proroctwo Ozeasza „…z Egiptu powołałem mojego syna” (Oz 11,1).
Jaką lekcję niesie nam ta historia ?
1. Zawierzyć Bogu, gdy mówi do nas.
Znać Jego głos i wiedzieć, że On nas posyła, to tak wiele może znaczyć dla naszej przyszłości. Bóg nie ogranicza swej łaski do pewnych osób powiązanych etnicznie czy socjalnie. Bóg uczynił siebie dostępnym każdemu, kto przychodzi i szczerze Go szuka. Nie akademickie, ale osobiste doświadczenie w poznaniu Jezusa Chrystusa napełnia radością serce człowieka.
2. Być posłusznym może znaczyć, mieć kłopoty.
Zasada chrześcijańskiego życia „Trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi”.
3. Chrystus na pierwszym miejscu.
Osobiste spotkanie z Jezusem przemienia poszukiwacza w prawdziwego naśladowcę Chrystusa.
Tak subiektywnie oceniam wizytę Mędrców ze Wschodu. Nie ma biblijnego uzasadnienia, by umieszczać ich w panteonie świętych oraz oferować specjalny dzień świąteczny.

styczeń 2003