„Dlaczego uważacie za rzecz nie do wiary, że Bóg wzbudza umarłych?” (Dz 26,8).
Wspominamy wydarzenie nieprawdopodobne – Zmartwychwstanie.
Z biografią Jezusa związane są same rzeczy niemożliwe. Ewangelie w wielu miejscach wydają się być zmyślone, nieprawdopodobne, szokujące. Niektórzy czytają je z przymrużeniem oka.
Najważniejszym słowem, które rozbrzmiewać będzie w Wielkanoc, niewątpliwie jest słowo ALLELUJA. Będzie ono rozbrzmiewać w różnych połączeniach: Chrystus Zmartwychwstał, On żyje, śmierć pokonana, zwycięstwo życia, tryumf życia nad śmiercią, a wszystkie te sformułowania mogę zamknąć jednym słowem wprawiającym mnie ciągle w zdumienie – NIEPRAWDOPODOBNE.
Nieprawdopodobne jest to, co wspominamy, co się zdarzyło bez mała dwa tysiące lat temu i ciągle jest ważne dla milionów ludzi. Tak wiele niezwykłych zdarzeń w historii ludzkości miało miejsce, ważnych, niezwykłych, o których już tylko w archiwach można znaleźć wzmianki i jest jedno, które co roku wspominane podnosi duchową temperaturę wierzących i może pobłażliwy uśmiech wątpiących.
Jakże nie mieć wypieków na twarzy, gdy czytam w Biblii o wydarzeniach, które zostały na 700 lat przed tym faktem zapowiedziane i się wypełniły.
-
Nieprawdopodobną wydawała się śmierć Jezusa.
Jego uczniowie nie dowierzali. Tryumfalny wjazd do Jerozolimy raczej sugerował wyniesienie na tron niż na krzyż, ale to, co było niemożliwe, stało się faktem. Śmierć Jezusa na krzyżu wstrząsnęła Jerozolimą – umarł Sprawiedliwy, Niewinny. Nawet setnik nadzorujący ukrzyżowanie wracał zszokowany – nieprawdopodobne, że to się stało.
-
Nieprawdopodobny powrót.
Po ludzku wydawało się, niemożliwe, aby wrócić zza kurtyny śmierci, a jednak ogłaszamy – śmierć została pokonana.
Jak nie być zaszokowanym, gdy czytam słowa:
„Byłem umarły, lecz oto żyję na wieki wieków i mam klucze śmierci i piekła” (Obj 1,18).
To, co dla wielu wydawało się nieprawdopodobne, określiło treść, styl życia, wiarę. Jednym z takich ludzi stał się Szaweł. Człowiek, który długo uważał ludzi wierzących za niebezpiecznych fanatyków. Kiedy jednak stało się to, co wydawało się nieprawdopodobne, swym świadectwem, życiem, obroną faktów, wprawiał w osłupienie. Wiara w żywego Jezusa Chrystusa i co znaczy dla niego zmartwychwstanie, nieomal doprowadziły do nawrócenia króla Agryppy. Z powodu nadziei zmartwychwstania, które wspominamy, stał ap. Paweł przed sądem.
Wydaje się nieprawdopodobne, że dziś możemy z taką samą pewnością o tym zdarzeniu mówić.
Chrześcijaństwo z wiarą w śmierć odkupieńczą i zmartwychwstanie się nie zdewaluowało.
Spotykając się na niedzielnych nabożeństwach, ogłaszamy tryumf zmartwychwstania. Nie świętujemy niedzieli dlatego, że tak postanowił cesarz Konstantyn, ale dlatego, że Bóg uświęcił ten dzień chwałą zmartwychwstania Jezusa.
Można nie wierzyć, ale tylko na etapie przed Damaszkiem. Wielka uczoność Pawła uczyniła z niego wroga Chrystusa, ale tylko do Damaszku, a później był jego szczęśliwym „fanatykiem”.
„Uważam się za szczęśliwego, królu Agryppo, że mogę się dziś wobec ciebie bronić przed tym wszystkim, o co mnie oskarżają Żydzi” (Dz 26,2).
Niektórzy liznąwszy zdecydowanie mniej wiedzy od ap. Pawła, już silą się na naukowe próby niewiary w Boga, mają wątpliwości, a dopiero nauczyli się tabliczki mnożenia. Do rachunku różniczkowego jeszcze im daleko, a już zadzierają „naukowy nos”.
C.S.Lewis w książce „Bóg na ławie oskarżonych” powiada:
„Dla człowieka współczesnego Bóg jest na ławie oskarżonych”.
Problem w tym, że pewnego dnia możemy zasiąść na ławie oskarżonych.
„Bóg wprawdzie puszczał płazem czasy niewiedzy, teraz jednak wzywa wszędzie wszystkich ludzi, aby się upamiętali, gdyż wyznaczył dzień, w którym będzie sądził świat sprawiedliwie przez męża, którego ustanowił, potwierdzając to wszystkim przez wskrzeszenie go z martwych” (Dz 17,30-31).
Tak było i będzie, że żądać się będzie od wierzących obrony swej wiary w zmartwychwstanie. Ap. Paweł ciągle to czynił w różnych okolicznościach, jak również inni apostołowie.
Chwała Bogu, że możemy ogłaszać to, co było nieprawdopodobne.
Chcemy powtórzyć za ap. Pawłem:
„a jednak Chrystus został wzbudzony z martwych”.
Ewangelią jest poselstwo, że Chrystus umarł za nasze grzechy i zmartwychwstał, stając się zwycięzcą nad śmiercią. Jedną z niezwykłych cech wiary chrześcijan jest nadzieja, której źródłem jest zmartwychwstały Jezus.
Rockowa opera „Jesus Christ Superstar”, którą przed wielu laty świat muzyki był zafascynowany, kończy się w momencie, gdy Jezus jest w grobie. Pominięto najważniejsze przesłanie Jezusa, śmierć nie była Jego końcem. On zmartwychwstał.
O wyjątkowości chrześcijaństwa świadczy zmartwychwstanie Jezusa i w to wierzymy. Chrześcijaństwo jest jedyną religią świata opartą na zmartwychwstaniu jej założyciela. Żaden buddysta nie może stwierdzić, że Budda zmartwychwstał. Mahomet zmarł 8 czerwca 632 roku, a jego grób jest w Medynie.
Jezus nie ma swego grobu, gdzie można odwiedzać Jego doczesne szczątki.
Zmartwychwstanie jest poselstwem o tym, co widziano – o rzeczywistości.
Niektórzy, próbując zakwestionować historyczność zmartwychwstania, nawracali się, jak Frank Morison, który w pierwszym zdaniu swej książki „Whu Moved the Stone?” napisał: „Książka, która nie pozwoliła się napisać”. Przeprowadzony dowód zmienił Morisona.
Zmartwychwstanie nie jest nieśmiertelnością duszy ani nie jest reinkarnacją.
Zmartwychwstanie oznacza wieczne życie, a nie wieczną zagładę.
Wiara i nadzieja razem z miłością są trwałymi podstawami chrześcijańskiego życia.
„Teraz więc pozostaje wiara, nadzieja, miłość, te trzy; lecz z nich największa jest miłość” (1 Kor 13,13).
Ta nadzieja różni się od nadziei świata /od świeckiej/ ona nie ma nic wspólnego z naszymi domysłami czy przypuszczeniami. Nadzieja ap. Pawła pochodziła z jego osobistego spotkania z Jezusem Chrystusem na drodze do Damaszku.
Chrześcijańska nadzieja nie ignoruje faktu fizycznej śmierci. Aż do drugiego przyjścia Jezusa Chrystusa każdy z nas musi umrzeć. Życie fizyczne jest niezwykle kruche, nie zawsze z tego zdajemy sobie sprawę, gdy jednak przyjdzie śmierć, to ona nie kończy naszego życia.
Kto wierzy w zmartwychwstanie, ma życie wypełnione radością i nadzieją.
-
Nieprawdopodobne przetrwanie.
Kapłanom i tym, którzy podjęli decyzję o ukrzyżowaniu Jezusa, wydawało się nieprawdopodobne, że wiara w Jezusa trwa. Musieli stwierdzić, nic się nie skończyło na Golgocie, a wręcz przeciwnie – rozwija się.
Możemy ogłaszać to, co było niemożliwe.
Każdego roku ten sam radosny okrzyk: „Pan zmartwychwstał” powtarzamy w okresie świąt Wielkanocy. Ogłaszamy koniec jednej historii i początek nowej.
Chociaż podróżujemy przez rzeczywistość straty, morze rozczarowań, to świętujemy podczas Wielkanocy, nie śmierć, ale życie. Ewangelia nie kończy się słowami; „umarł i pogrzebany jest”. Ewangelią jest poselstwo, że Chrystus umarł za nasze grzechy i powstał z martwych, stając się zwycięzcą nad grzechem i śmiercią.
Nie mamy tkliwych wspomnień, ale zwiastowanie, które podrywa nas do chwały, zachwytu, entuzjazmu, że Bóg jest żywym, realnym, obecnym w naszym życiu.
Ogłaszamy:
„Ja jestem Pierwszy i Ostatni — i Żywy. Byłem martwy, lecz teraz żyję na wieki wieków. Mam też klucze śmierci oraz świata zmarłych” (Obj 1,17-18).
Pamiątka Zmartwychwstania stanowi kolejne ogniwo łańcucha dowodowego, że wiara w Boga objawionego w Jezusie Chrystusie jest prawdą. Nie stanowią o tej prawdzie obrzędy i zwyczaje wielkanocne pochodzenia poza biblijnego, ale dowody Nowego Testamentu.
Wierzę w zmartwychwstanie, bo bez niego byłbym na straconej pozycji.





