„I rzekł do nich anioł: Nie bójcie się, bo oto zwiastuję wam radość wielką, która będzie udziałem wszystkiego ludu, gdyż dziś narodził się wam Zbawiciel, którym jest Chrystus Pan” (Łk 2,10-11).
Niezależnie od tego, czy chcemy to przyznać, czy nie, główną postacią w większości domów w te święta nie będzie Jezus, lecz Mikołaj. Każdy kraj ma własnego Mikołaja. Gdy komuniści przejęli władzę w Rosji, zaczęli nazywać go Dziadkiem Mrozem. Samo wspomnienie o Mikołaju może sprawiać, że niektórzy ortodoksyjni chrześcijanie niemal dostają białej gorączki. Jednocześnie kultywują wiele pogańskich zwyczajów. Tylko przypatrzcie się swojej obyczajowości.
Możemy dyskutować i narzekać, że zagubiono prawdziwe znaczenie Pamiątki Narodzenia Jezusa, ale to nic nie zmieni.
Co myślę o zwyczaju przywoływania we współczesnej kulturze Mikołaja?
Zanim odsądzisz mnie od czci i wiary – przeczytaj.
Podtrzymywanie pamiątki narodzenia Jezusa jest najbardziej rozpowszechnionym na świecie, zarówno jako święto religijne, jak i świeckie.
Gdy świat stawał się świecki, to właśnie Mikołaj stawał się coraz bardziej centralnym punktem, czego nie mogę pochwalić. To jest złe, bo wiemy, że święto narodzin Chrystusa powinno być bardzo ważne, ale niestety jest przy okazji.
Z drugiej strony przez świętowanie Mikołaja ludzie zadają sobie pytanie, dlaczego teraz i z jakiej okazji?
Jest wielka okazja, by opowiedzieć światu o Jezusie. Czy chcą słuchać, czy nie. Wchodzimy do centrów handlowych i słyszymy kolędy jak „Cicha noc”, czy inne. W telewizji wśród całego zgiełku są świąteczne specjale programy, które pokazują również prawdziwe znaczenie Narodzenia Jezusa, a ludzie oglądają i słuchają. Wiem, że ich motywy nie są czyste, ale posłuchaj, co mówi ap. Paweł:
„Lecz o co chodzi? Byle tylko wszelkimi sposobami Chrystus był zwiastowany, czy obłudnie, czy szczerze, z tego się raduję i radować się będę” (Filipian 1,18).
Może zaproszenie na mikołajki jest świetną okazją, by powiedzieć ludziom, o co naprawdę chodzi.
Mikołaj przynosi prezenty.
Ta tradycja nauczyła dawania, dzielenia się i hojności.
„Albowiem tak Bóg umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego dał, aby każdy, kto weń wierzy, nie zginął, ale miał żywot wieczny” (Jan 3,16).
W święta dzielimy się darami. Czasem z obowiązku, ale najczęściej z miłości. Nie mówcie, że chrześcijanie tego nie robią. Ta lekcja zapoczątkowana przez wizytę Mędrców z darami nauczyła kościół misji i wolontariatu.
Nie zapominaj, o kogo tu chodzi.
Mimo że Mikołaj jest w centrum uwagi o tej porze roku, to nie chodzi o niego, tylko o Chrystusa. Dlatego są to Święta, a nie mikołajki.
Jako wierzący powiesz: „wiem, kto jest centralną postacią świąt”. Jednak tak łatwo jest dać się pochłonąć świątecznej gorączce, że czasem zapominamy o powodzie tego święta.
Mimo wad tego czasu świat zatrzymuje się i zastanawia nad faktem, że Bóg, stwórca wszechświata, wybrał przyjście na ziemię jako dziecko, życie jako człowiek – dla ciebie.
Jeśli ludzie nie zobaczą żadnej różnicy w tym, jak obchodzimy Pamiątkę Narodzenia Jezusa, niż jak wszyscy inni, nie uwierzą, że Jezus naprawdę jest powodem tego czasu.
Nie zapomnij o Łasce:
„Albowiem łaską zbawieni jesteście przez wiarę, i to nie z was: Boży to dar; nie z uczynków, aby się kto nie chlubił” (Ef 2,8-9).
Sprawiedliwość to dostać to, na co zasługujemy, a łaska to dostać to, na co nie zasługujemy.
Pamiętaj, mamy tego samego Pana, a on nie ma ulubieńców. Bądź życzliwy nie tylko z powodu świąt, ale z powodu Twego Pana i Zbawiciela.
Zwolnij, weź głęboki oddech i powiedz sobie:
„W tym roku Jezus będzie centrum moich świąt, nie Mikołaj, nie ja, ale Jezus”.





