Droga do Wielkanocy

Droga do Wielkanocy

„[…] do Efezu przybył pewien Żyd. Miał na imię Apollos i pochodził z Aleksandrii. Był człowiekiem wymownym oraz biegłym w Pismach. Obeznany był też z drogą Pana i z żarem, z głębi ducha, przemawiał i dobrze uczył o tym, co dotyczyło Jezusa” (Dz 18,24-25).

Dziś zabieram Was w podróż drogą ku Wielkanocy. Ta „Droga” nie jest ścieżką do podróżowania, ale przykładem do naśladowania.

Czas poprzedzający święta Wielkanocne zawsze kojarzy mi się z narodowym rozgrzeszaniem. Poprzedzają ten okres rekolekcje w kościołach, spotkania, których celem jest refleksja, przemyślenie i zapewne poprawa.

W obecnych dniach najważniejszym słowem niewątpliwie są słowa: „ukrzyżowali Go”, „Alleluja”, „On żyje”, „śmierć pokonana”, „zwycięstwo życia”, „tryumf życia nad śmiercią”, a wszystkie te sformułowania można zamknąć słowem wprawiającym w zdumienie – „Chrystus Zmartwychwstał”.

W drodze, którą podąża Jezus, jest coś wzniosłego, majestatycznego: ostatnia droga, ostatnie nauczanie, ostatnie spotkania, ostatnie słowa i dramatyczne wyznanie: „Wykonało się”.

Droga do Wielkanocy zawsze prowadzi przez cmentarz.

Zacytowany fragment Słowa Bożego wprowadza nas w tło, które mówi: pierwszych wyznawców Chrystusa i ich styl życia nazwano „Drogą Pańską”. Ten nowy ruch nazywano „Drogą” ze względu na to, jak żyli, a dokładniej ze względu na to, za Kim podążali. Tylko poprzez zaufanie i podążanie za Tym, który jest Drogą, Prawdą i Życiem, człowiek wchodzi w życie wieczne i rozpoczyna osobistą podróż z Bogiem.

Jezus wybrał drogę do Jerozolimy, drogę krzyża, ale zanim tam dotrze, coś jeszcze uporządkuje. Chrześcijanie wspominają tryumfalny wjazd Jezusa do Jerozolimy, można zadawać sobie pytanie: jak bardzo jest ważne to wspominanie z punktu widzenia mojego życia, bo historia już umiejscowiła to zdarzenie i tu się nic w tej relacji nie zmieni. Witali Go jako człowieka mającego moc czynienia cudów, zaspakajającego ich religijne aspiracje. Człowieka, który był po ich stronie, ale On miał dla nich dramatyczne przesłanie:

„Jeśli się nie narodzicie na nowo, nie wejdziecie do królestwa Bożego”.

Jezus przerwał ich sen o królestwie ziemskim i świętym spokoju. Witali Go przed Jerozolimą, ale miasto miało już wpisany dramat w swoją historię i nowy miało dopisać.

„Następnie przyszli do Jerozolimy. Gdy wszedł do świątyni, zaczął wyganiać tych, którzy w niej sprzedawali i kupowali, poprzewracał stoły wymieniających pieniądze oraz stragany sprzedawców gołębi. Nie dopuszczał też, aby ktoś przeniósł przez świątynię jakikolwiek sprzęt, a w swoim nauczaniu zwracał im uwagę: Czy nie zostało napisane: Mój dom będzie nazywany domem modlitwy przez wszystkie narody? A wy zrobiliście z niego jaskinię zdzierców” (Mr 11,15-17).

Wielu skołatanych życiem ludzi przychodziło z wielką tęsknotą za Bogiem do świątyni, w nadziei, że w jakiś sposób znajdą Go, otrzymają pocieszenie, odpowiedź na trudny problem, wyrażą swoja wdzięczność i radość, wezmą udział w uwielbieniu Boga. We wrzawie kupowania i sprzedawania, targowania się i licytacji, modlitwa nie była możliwa. Poszukiwali obecności Bożej, ale jej miejsce zajęło targowisko.

Wspominając opisane wydarzenie, nie mamy być tylko milczącymi obserwatorami historii. Mamy wpływać na zmiany jako ludzie Chrystusa. Faryzeusze, słysząc tłum krzyczący „hosanna, błogosławiony, który przychodzi”, w desperacji powiedzieli niezwykłą prawdę:

„Tedy mówili faryzeusze między sobą: Widzicie, że nic nie wskóracie, oto cały świat poszedł za nim” (Jan 12,19).

Tryumfalny wjazd do Jerozolimy raczej sugerował inne rozwiązanie.

Droga do Wielkanocy prowadzi przez cmentarz.

Jak nie mieć wypieków na twarzy, gdy czytamy w Biblii o tych wydarzeniach, które mają ścisły związek ze śmiercią Jezusa? Każdego roku skupiamy się na końcu jednej historii i początku nowej. Wspominamy sytuacje, które wydają się nieprawdopodobne. Ukrzyżowanie, śmierć Jezusa, u niektórych wywołują szok:

„Wtedy setnik, ujrzawszy, co zaszło, oddał chwałę Bogu, powiadając: Zaiste, człowiek ten był sprawiedliwy” (Łk 23,47).

Ludzie nie sądzili, że krzyż będzie częścią planu Bożego? Ukrzyżowano Syna Bożego, a śmierć wydaje się, tryumfowała. Droga poprowadziła na cmentarz. Koniec, nie ma powrotu. Jakie uczucia towarzyszyły tym, którzy do końca asystowali złożeniu ciała Jezusa w grobie? Głuchy odgłos kamienia zamykającego grób?

Religijni ludzie westchnęli z satysfakcją. Jego zwolennicy płakali, ale wszyscy się mylili!

Po ludzku wydawało się niemożliwe, a jednak ogłaszamy – śmierć została pokonana.

Ewangelie w wielu miejscach wydają się zmyślone, nieprawdopodobne, szokujące. Niektórzy czytają je z przymrużeniem oka. Na zmartwychwstanie trudno reagować stwierdzeniem: „no oczywiście, tak miało być, nie ma wątpliwości”. W kwestii zmartwychwstania były tylko wątpliwości.

„Natomiast pierwszego dnia tygodnia, ledwie zaczęło świtać, kobiety przyszły do grobowca, niosąc wcześniej przygotowane wonności. Kamień zamykający wejście zastały jednak odsunięty, a po wejściu do środka nie znalazły ciała Pana Jezusa.

A po powrocie od grobowca doniosły o tym jedenastu oraz całej reszcie. Były to Maria Magdalena i Joanna, Maria, matka Jakuba, oraz pozostałe wraz z nimi. Opowiadały one o tym apostołom, słowa te jednak brzmiały w ich uszach jak niedorzeczność — nie wierzyli tym kobietom” (Łk 24,1-3; 9-11).

Rockowa opera „Jesus Christ Superstar”, którą przed wielu laty świat muzyki był zafascynowany, kończy się na cmentarzu. Pominięto najważniejsze przesłanie, śmierć nie była końcem. Niektórzy myśleli, że tak. Jezus był martwy i pogrzebany.

Jezus zmartwychwstał.

„Dla pierwszych uczniów ewangelia bez zmartwychwstania byłaby po prostu ewangelią bez końcowego rozdziału; to nie byłaby w ogóle Ewangelia” (Arcybiskup Canterbury, Dr Michael Ramsey).

Chrześcijaństwo z wiarą w odkupieńczą śmierć i zmartwychwstanie nie zdewaluowało się.

Patrząc z tej perspektywy, pamiątkę zmartwychwstania możemy nazwać „Nieprawdopodobną”, bo wiemy, że to jeszcze nie koniec, nie wszystko zostało stracone. To, co wydawało się zakończeniem, w rzeczywistości było początkiem.

Bóg nie został pokonany, Bóg otworzył nowe drzwi i otworzył je wystarczająco szeroko, aby każdy, kto uwierzy, mógł przejść w doświadczenie nowonarodzenia.

W Ewangelii Jana zanotowane są pierwsze słowa Jezusa po zmartwychwstaniu:

„Kobieto! Dlaczego płaczesz? Kogo szukasz?” (Jan 20,15).

Lubię to pytanie: „Kogo szukasz?”, nie „czego?”. Ostatecznie to jest najważniejsze pytanie. Czy szukasz Boga, Jezusa?

Historia Marii i Marty, sióstr Łazarza, mówi, że ich świat zmienił się na zawsze. Ich droga do Zmartwychwstania przebiegała przez cmentarz.

Tu na ziemi nasze „Alleluja” zagłuszają krzyki, wojny, nienawiść, strach. Ludzie tracą wszelką nadzieję w obliczu dramatycznej, barbarzyńskiej agresji. Ludzie nadal tracą pracę, chorują, relacje ulegają zniszczeniu, małżeństwa przeżywają kryzysy, „moja sytuacja nigdy się nie poprawi…”, „nie mam przyszłości…”, „nikt mi nie pomoże…”, „jest już za późno”.

Pytanie jest powszechne w naszym chaotycznym świecie. Świat nie oferuje żadnej nadziei. Wiele słów, znacznie mniej skuteczności.

Bądźmy uczciwi, nie jest to dobre uczucie, kiedy sprawy obracają się przeciw nam, pomimo że modliliśmy się, pomimo faktu, że szliśmy drugą milę, pomimo że widzimy siebie jako oddanych Bogu.

Nie możemy doświadczyć pełnego wpływu Zmartwychwstania, jeśli nasze dni podobne są bardziej do Wielkiego Piątku niż Wielkanocy.

Czy jest jakaś nadzieja?

Nadzieja w Jezusie jest kotwicą naszej duszy:

„Jej to trzymamy się jako kotwicy duszy, pewnej i mocnej, sięgającej aż poza zasłonę” (Hbr 6,19-20).

Aby znaleźć radość i nadzieję Wielkanocy, musimy przejść przez cmentarze naszych klęsk i rozczarowań aż do zmartwychwstania.

Co ujawniły wam wasze życiowe burze?

Bez aresztowania Jezusa, Piotr nie zdawałby sobie sprawy, że jest zdolny zaprzeć się Jezusa.

Bez ciemności i trzęsienia ziemi setnik nigdy nie doszedłby do wyznania kim naprawdę był Jezus.

Gdyby Paweł nie został powalony na drodze do Damaszku, nie uświadomiłby sobie, że Jezus jest prawdziwym Mesjaszem.

Świadectwa Biblii pokazują, że droga do Wielkanocy nie jest gładka. Czasem jest kamienista. Możemy po kamieniach przejść, niektóre możemy obejść, ale są takie, które muszą zostać odsunięte. Bóg, który poruszył kamień grobu Jezusa, jest Bogiem, który wciąż porusza kamienie naszego życia.

Stajemy w miejscu wspominania zmartwychwstania, bo świat nie będzie miał ostatniego słowa.

Ewangelia zawsze ma ostatnie słowo.

My nie mamy tkliwych wspomnień, ale zwiastowanie, które podrywa nas do chwały, zachwytu, entuzjazmu, że Bóg jest żywym, realnym, obecnym w naszym życiu.

Najmocniejszą stroną chrześcijaństwa, „Drogi Pańskiej”, jest wieść o zmartwychwstaniu, a bez niej byłoby ono tylko kolejną mitologią.

Zmartwychwstanie naprawdę się wydarzyło i dlatego jest nadzieja dla beznadziejnych!

Jeśli na margines schodzi zmartwychwstanie, usuwamy fundament zbawienia.

Idąc drogą Wielkanocy prowadzącą przez cmentarz, Ewangelie pokazują nam ludzi, dla których życie straciło sens, a Jezus przywrócił im radość życia.

Prawda o zmartwychwstaniu jest największym cudem Biblii.

Spotykając się, czy to w świątecznym nastroju, czy każdej niedzieli, świętujemy, nie śmierć, ale życie.

Błogosławionej pamiątki Zmartwychwstania!

Droga do Wielkanocy

Jest przyszłość

„Niech twoje serce nie zazdrości grzesznikom, lecz niech zawsze zabiega o bojaźń Pana, bo wtedy jest przed tobą przyszłość i twoja nadzieja nie zawiedzie” (Prz 23,17-18).

Cechą pierwszych chrześcijan była nadzieja, gorliwość i zapał. Nasza przyszłość jest w nadziei. Kościół Jezusa Chrystusa to Kościół nadziei.
Nadzieja nie jest matką głupich. Jest ona przypisana tym, którzy wierzą Chrystusowi. Człowiek jest w stanie znieść i zrobić wiele, jeśli wie, że to wszystko prowadzi do określonego celu. Życie ma sens, gdy wiem, co je wieńczy, gdy mam nadzieję.
Nadzieja to matka tych, którzy nie boją się rzucać myśli w daleką przyszłość.

Nie upadaj na duchu, a nadzieja zapuka do twych drzwi.
Bóg nie pozwolił, by ap. Paweł rozczarował się lub zniechęcił – „Biegu dokonałem…” napisał.
Przypuszczam, że wiemy, jak boli rozczarowanie. Przyjaciele nie dotrzymują słowa, małżeństwa kończą się rozwodem, nasze dzieci nie potrzebują nas, przedsiębiorstwo nas zwalnia, doktorzy nie mogą wyleczyć, nasze inwestowanie na giełdzie znika, marzenia roztrzaskane, najlepiej ułożone plany rozwiewają się, inni chrześcijanie czasem rozczarowują, rozczarowujemy siebie. Żyjemy w świecie rozczarowania i jeśli nie uporamy się z tym, to jesteśmy skazani, by być jutro bardziej sfrustrowani niż dzisiaj.
Rozczarowanie pojawia się w każdej dziedzinie życia, począwszy od polityki, finansów, gospodarki, na religii czy sprawach duchowych skończywszy.
Każda z wymienionych dziedzin niesie dziś ogromne rozczarowanie, a uzewnętrznienie tego rozczarowania ma swoje odbicie na ulicach, w szpitalach. Niespełnione oczekiwania zaowocowały totalnym chaosem, złością i agresją. Odpowiedź wydaje się banalna, lakoniczna, zbyt prymitywna by była potraktowana poważnie.
Problem tkwi w człowieku i tu należy szukać rozwiązania. Kryzysy i rozczarowania nie ominęły kościoła, życia duchowego, naszych relacji z Bogiem.
Z różnych stron możemy słyszeć pytania: „Co się stało? Dlaczego nie jest dobrze?” Jak zmierzyć się z przyszłością? Niech posłuży nam przykład z księgi Ezdrasza.
Wygnańcy powrócili do Izraela; ale Świątynia była zniszczona, Arka Przymierza zaginęła, ołtarz w rozsypce, a na miejscu świętym pole gruzu. Zdruzgotani i rozczarowani stanęli w miejscu dawnej chwały. Czy jest jakaś jeszcze nadzieja na przyszłość, pytali? W którym miejscu ją ulokować, jakie mieć oczekiwania?

Roberta Louis Stevenson napisał epitafium: „Tutaj leży ktoś, kto miał dobre intencje, próbował mało i zawiódł bardzo”.

Niewłaściwe oczekiwania prowadzą do rozczarowania, a rozczarowanie prowadzi do rozpaczy.
Chcę powiedzieć, że my lokujemy nasze oczekiwania w Chrystusie, a On się nie zmienił. Jego karta identyfikacyjna nie została podrobiona przez diabła. Jezus ciągle zbawia, uwalnia, przebacza, uzdrawia, daje pokój. Chcemy temu dać świadectwo.
Ewangelia nie została zamieniona na kryminał lub horror. Ewangelia to wiadomości z frontu, gdzie toczy się walka o życie grzesznika, aby doświadczył zbawienia i życia wiecznego.
Przyglądając się chrześcijaństwu, mogę powiedzieć, że ludzie wykonują na ogół „właściwe rzeczy”, lecz mimo to jak gdyby znajdują się na bieżni treningowej. Niby są aktywni, biegną, ale tak naprawdę nie posuwają się do przodu.
Wielu wierzących rozpaczliwie usiłuje znaleźć owo brakujące ogniwo, dzięki któremu ich chrześcijańskie życie nabrałoby sensu. Biorą udział w licznych seminariach, sięgają po nagrania z poradami i po kolejne książki. Nasze pokolenie ma do dyspozycji znacznie więcej fachowych, chrześcijańskich źródeł wiedzy niż ludzie kiedykolwiek w przeszłości.
Autorzy, wykładowcy radzą, jak prowadzić chrześcijańską firmę, jak wzrastać, jak wychowywać, jak być prawidłowo zakochanym, nawet jak przygotować chrześcijański obiad.
Pewien człowiek zapytał: „Czy wy, chrześcijanie, nie potraficie sami już nic zrobić?”

Dysponując tymi wszystkimi źródłami typu „jak coś zrobić”, nie możemy zapomnieć, jak żyć.

W życiu z Bogiem nie chodzi o zaliczenie testu wytrzymałości, posiadania odporności fizycznej. Objawia się to zaliczaniem kursów duchowych, konferencji, zjazdów i zlotów, setkami wysłuchanych wykładów i przeczytanych książek. Nie znaczy to, że nie mamy czytać dobrej literatury czy słuchać dobrych wykładów.

Żadna ilość czynności – choćby wykonywanych z prawdziwym przekonaniem nie zastąpi osobistej relacji z Bogiem, obecności Chrystusa w nas.

Dlatego warto postąpić jak Izraelici.
Odśwież ołtarz.
Izraelici odbudowali ołtarz. Dlaczego? Podczas lat spędzonych w Babilonie, ludzie nie mieli żadnego ołtarza, a ich nieposłuszeństwo rozbiło ich relację z Bogiem.
Czasami okoliczności życia tak pokonały nas, że potrzebujemy świeżego początku. Czasami czujemy, że nadzieja nas opuściła. I w takich momentach musimy coś zrobić, musimy wrócić do ołtarza. Dla chrześcijan oznacza to wracanie do krzyża Jezusa Chrystusa. Potrzebujemy odnowienia, które pochodzi z krzyża Jezusa Chrystus. Potrzebujemy tego każdego dnia.
Ponownie powróciła ich relacja z Bogiem. Izraelici po powrocie z niewoli stanęli na polu gruzu, wśród rumowiska. Nic nie przypominało świątyni.
Kiedy dosięga cię frustracja, co robisz?
Wracasz do podstaw, czytasz instrukcję obsługi, by nie popełnić tych samych błędów? Właśnie to zrobili Izraelici. Pomimo przeszkód, dzień po dniu, tydzień po tygodniu, pracowali, by posprzątać zaniedbania.
Ktoś musi wytrzeć podłogę. Ktoś musi zamieść śmieci. Ktoś musi otworzyć biuro. Ktoś musi zwrócić się do światła. Ktoś musi zapłacić rachunki. Ktoś musi zrobić plany lekcji. Ktoś musi widzieć pacjentów. Ktoś musi…
Nie pozwól Twojemu zniechęcaniu trzymać Cię od czegoś, co wiesz, że musisz zrobić. Jeśli nie możesz podjąć się dużych zobowiązań, trzymaj się małych. Jeśli nie widzisz dziesięciu kroków w przyszłość, to trzymaj się dwóch lub trzech. Zrób jeden, ale przed siebie w przyszłość.

John Makswel powiedział, „Najmniejszy czyn posłuszeństwa jest lepszy, niż największy zamiar”.

Lepiej zrobić jeden krok niż śnić o wielkiej wyprawie. Zrób coś dla chwały Boga. Izraelici odbudowali ołtarz i odnowili, odświeżyli swoją relację z Bogiem. Postanowili chwalić Pana.
„I zanucili pieśń pochwalną i dziękczynną Panu, że jest dobry i że jego łaska nad Izraelem trwa na wieki. Także cały lud wznosił głośne okrzyki radości, chwaląc Pana za to, że został położony fundament świątyni Pana” (Ezdr 3,11).
Kiedy zaśpiewali, oświadczyli, „On jest dobry”. Oni dali Bogu chwałę.
To jest wielki postęp w duchowym życiu, jeśli możesz chwalić Pana, kiedy rzeczy nie idą dobrze lub źle, kiedy wszystko dalekie jest od doskonałości. To wielka rzecz, by być w stanie, patrząc na życie, powiedzieć: „nie żałuję, Bóg jest nadal dobry”.
Ile duchowych wraków już chodzi po ziemi, bo obrazili się na Boga.
Młodzi i starsi potrzebują siebie.
Młodzi uradowali się, ponieważ Babilon był wszystkim, co znali. Oni nigdy nie widzieli świątyni Salomona, nie znali jej chwały i nie doświadczyli jej zniszczenia. Wszystkie wiadomości mieli od przyjaciół i rodziców. Starsze pokolenie opowiedziało im opowieści wspaniałych dawnych dni. Kiedy zobaczyli podwaliny pod świątynię, dla nich była to zdumiewająca odpowiedź na modlitwy. Oni nie widzieli powodu, by płakać, to był czas, by świętować dobroć Pana.
Nie powinniśmy być nadmiernie niewyrozumiali dla starszych ludzi. Oni zapamiętali, jak dobre rzeczy były związane z pamięcią o świetności ich ludu i co stracili przez nieposłuszeństwo. Przekazali lekcje gorzkiego doświadczenia.
To jest nadal ważne i dzisiaj. Młodzi potrzebują starszych, by przypominać im o przeszłości. Starsi potrzebują młodych, by być zachęconymi przyszłością.
Nie ma żadnych skrótów do duchowej dojrzałości. Nie rozpaczaj. Z małych żołędzi wyrastają potężne dęby. Nie pozwalaj, by Twoją przyszłość definiowała tylko rozczarowująca przeszłość. Złóż Twoje rozczarowanie u stóp krzyża.

Nasze życie nie polega na udawaniu zadowolonych chrześcijan.

To życie może być prawdziwe! Wszystko, co trzeba to patrzeć z nadzieją w przyszłość, wrócić do krzyża.
Jedna z elementów nadziei brzmi – „następnym razem”.
W Chrystusie jest szczęśliwe zakończenie. Chrystus będzie wygrywał i życie będzie wygrywało. Pokój będzie wygrywał. Miłość będzie wygrywała, ponieważ Bóg będzie wygrywał.
Dziś potrzebujemy nadziei, nie dziecinnej, z bajki, ale dojrzałej, że Bóg jest z nami i trzyma nas, kiedy tracimy nadzieję.
To jest nadzieja, którą on oferuje: będę z Tobą, kiedy ludzka nadzieja zawodzi.
Czasami sądzimy, że ta ostatnia nadzieja zawiodła, że Bóg zostawił nas, opuścił, poszedł na urlop. On pracuje, dał nadzieję i Jezus zmartwychwstał.
Jeśli zastanawiasz się, czy Twoje małżeństwo przetrwa, trzymaj się nadziei.
Jeśli martwisz się o swoje dzieci, trzymaj się nadziei.
Jeśli jesteś samotny i potrzebujesz przyjaciela, trzymaj się nadziei. Jeśli boisz się śmierci, trzymaj się nadziei.
Wierzę, że Bóg utrzymuje nadzieję przy życiu w nas. Miej nadzieję i odnów swą relację z Bogiem.

 
 
Bóg zaspokoi

Bóg zaspokoi

„A Bóg mój zaspokoi wszelką potrzebę waszą według bogactwa swego w chwale, w Chrystusie Jezusie” (Flp 4,19).

Apostoł Paweł napisał list z więzienia, zapewne miał potrzeby, jednak nie skarży się; ale raduje w Panu. Kiedy otrzymał pomoc, nie miał czym się odwdzięczyć, ale mógł napisać  o Bożym błogosławieństwie i trosce. Ap. Paweł czuł się dłużnikiem Filipian, ale równocześnie był świadomy prawdy:

Bóg nie jest dłużnikiem człowieka.

Prześledźmy tę wspaniałą obietnicę.

Wielki dostawca – Bóg mój.

Obietnica nie jest skierowana do każdej religijnej osoby. To nie jest obietnica dla wyznawców jakiejś religii. Nie jest obietnicą dla ludzi, którzy powiadają: chrześcijaństwo, judaizm, islam służą temu samemu Bogu – NIE. Paweł używa zwrotu „mój Bóg”. Bóg hinduizmu, islamu, buddyzmu, judaizmu, nie jest Bogiem apostoł Pawła, ani naszym Bogiem. Biblia mówi, że ta obietnica błogosławieństwa jest tylko dla tych, którzy są w Jezusie Chrystusie. To jest dla tych, którzy modlą się i wywyższają Boga życia, Twórcę ziemi, nieskończonego i wiecznego, osobistego Boga. Boga, który jest Ojcem naszego Pana Jezusa Chrystusa.

Ten Bóg nie był obcy apostołowi, on woła: „mój Bóg”. Jak ten Bóg staje się naszym Bogiem i Ojcem? Przez pokutę i wiarę. Musimy uwierzyć w tego wielkiego Boga przez pokładanie ufności w jego Synu, Jezusie Chrystusie, który umarł z powodu naszych grzechów i został z martwych wzbudzony dla naszego usprawiedliwienia. On nie jest Bogiem tych, którzy praktykują religię, nie ufając Jezusowi Chrystusowi. On jest moim Bogiem i On wybrał mnie do wieczności, dał mi istnienie i wezwał do Jego królestwa. On przebaczył moje grzechy i usprawiedliwił mnie. On kocha mnie i dał Syna jako ofiarę mojego kompletnego i wiecznego zbawienia.

On jest moim Bogiem i jestem Jego.

Jestem jego odpowiedzialnością i on zatroszczy się o wszystkie moje potrzeby. Jeśli będziesz chrześcijaninem, on jest Twoim Bogiem i zna Twoje potrzeby.

„Jedynie w Bogu jest uciszenie duszy mojej, Od niego jest zbawienie moje. Tylko On jest opoką moją i zbawieniem moim, Twierdzą moją, przeto się nie zachwieję” (Ps 62,2-3)

Zaspokoi wszelką potrzebę.

„A Bóg mój zaspokoi wszelką potrzebę waszą według bogactwa swego w chwale, w Chrystusie Jezusie”.

Człowiek jest ciałem, więc ma potrzeby z tym ciałem związane. Obietnica mówi, że On zaspokoi każdą potrzebę. Inaczej mówiąc, jesteśmy ubezpieczeni przez Boga, że on da to, co jest nam odpowiednio potrzebne. Boże „autocasco”. Każde ubezpieczenie ma swoje warunki. Dlatego Jezus nauczył nas, by się modlić:

„Daj nam chleba naszego powszedniego na każdy dzień”.

Człowiek ma też duchowe potrzeby. Potrzebujemy przebaczenia i usprawiedliwienia, Ducha Świętego i Jego darów. Człowiek potrzebuje Boga, wiedzy o Nim, poselstwa. Potrzebuje kaznodziei i odpowiedzialnego kościoła. Bóg zna te potrzeby byśmy urośli w wierze i pokorze.

Obfitość zapasu Boga – według.

„A Bóg mój zaspokoi wszelką potrzebę waszą według bogactwa swego w chwale, w Chrystusie Jezusie”.

Bóg napełni puste naczynia naszych potrzeb. Paweł mówi o Bogu dającym nam według bogactwa swego. Chociaż Paweł był w łańcuchach, w więzieniu, jednak potwierdził, że Bóg w pełni zaspokoił jego potrzeby. Jak Paweł mógł powiedzieć to? Bóg zaspokoił jego potrzeby. W wyniku jego chrześcijańskiego doświadczenia Paweł nauczył się sekretu niezależnego od okoliczności.

„A nie mówię tego z powodu niedostatku, bo nauczyłem się przestawać na tym, co mam” (Flp 4,11).

Paweł nauczył się zadowolenia.

Paweł nie był niezależny od okoliczności, bo polegał na sobie, samowystarczalności i zaufaniu w siebie. Nie. Paweł nauczył się być zadowolony w każdych okolicznościach – w obfitości i w pragnieniach, w radości i w smutku. On nauczył się prowadzić wyważone chrześcijańskie życie we wszystkich okolicznościach z powodu jego polegania na Bogu.

„Zewsząd uciskani, nie jesteśmy jednak pognębieni, zakłopotani, ale nie zrozpaczeni, prześladowani, ale nie opuszczeni, powaleni, ale nie pokonani, zawsze śmierć Jezusa na ciele swoim noszący, aby i życie Jezusa na ciele naszym się ujawniło” (2 Kor 4,8-10).

Sekret zadowolenia i szczęście jest życiem wiary w Jezusie Chrystusie.

Jeśli wiara będzie pusta i fałszywa, życie będzie odbijać się czkawką. Będziesz tylko jak poganin, bez nadziei, zawsze martwiący się, zawsze skarżący się, zawsze niezadowolony. Ponieważ Paweł nauczył się sekretu zależności od Jezusa, dlatego mógł napisać:

„Wszystko mogę w tym, który mnie wzmacnia, w Chrystusie” (Flp 4,13).

Jak możemy mieć takie zaufanie w Bogu? Ponieważ Jezus Chrystus jest pełnią, otrzymujemy łaskę za łaską. Sekretem jest żyć w Chrystusie, mieć życie, niesztuczną wiarę. Jeśli jesteśmy połączeni z Jezusem Chrystusem przez wiarę, możemy żyć, prowadząc produktywne życie dla chwały Boga. Znajdujemy ilustrację tej zupełnej zależności Pawła w Chrystusie.

„W pierwszej obronie mojej nikogo przy mnie nie było, wszyscy mnie opuścili: niech im to nie będzie policzone; ale Pan stał przy mnie i dodał mi sił” (2 Tym 4,16-17).

Właśnie to zdarza się, kiedy zależymy od ludzi. Kiedy potrzebujemy ich najwięcej, oni nie są tam, gdzie ich potrzebujemy.

Miara troski Boga – według bogactwa.

Jaka jest miara tego zapasu?

„A Bóg mój zaspokoi wszelką potrzebę waszą według bogactwa swego w chwale, w Chrystusie Jezusie”.

Ponieważ Bóg jest nieskończony, jego bogactwa są nieskończone i niewyczerpane.

„Ziemia jest Pana i to, co ją napełnia”.

Czy zjadłeś jakąś rybę, owoc, warzywa, chleb? To pochodziło z Jego świata. On jest Bogiem twórcą, Bogiem przewidującym, Bogiem troski.

Jego miara nie ma żadnej miary.

„żeby Chrystus przez wiarę zamieszkał w sercach waszych, a wy, wkorzenieni i ugruntowani w miłości, zdołali pojąć ze wszystkimi świętymi, jaka jest szerokość i długość, i wysokość, i głębokość, i mogli poznać miłość Chrystusową, która przewyższa wszelkie poznanie, abyście zostali wypełnieni całkowicie pełnią Bożą” (Ef 3,17-19).

Zaspokoi w Chrystusie

A Bóg mój zaspokoi wszelką potrzebę waszą według bogactwa swego w chwale, w Chrystusie Jezusie

Bóg spotyka nas tylko w Chrystusie Jezusie. Ktoś, kto nie woła „mój Pan i mój Bóg” może nie otrzymać niczego specjalnego.

„Kto ma Syna, ma żywot; kto nie ma Syna Bożego, nie ma żywota” (1 Jan 5,12).

Prawdziwe chrześcijaństwo raduje się nawet w zmartwieniach, bo jest obtoczone jak kotlet w panierce – błogosławieństwem Boga.

Nie mogę powiedzieć, że życie zawsze jest pełne obfitości, zdrowia, albo radości. To nie jest nigdy tylko tak. Będzie radość i będzie smutek. Będzie obfitość i będzie ubóstwo. Będziesz młody i się zestarzejesz. Będą czasy choroby i czasy zdrowia. W życiu sytuacje zmieniają się, ale jedno nigdy nie zmieni się: Chrystus jest z nami i zawsze daje nam obfitą łaskę. Będziesz mężem i ojcem, którego Bóg chce mieć. Będziesz żoną i matką, którą Bóg chce mieć. Młodzieńcem i starcem, których On chce mieć w Jego błogosławieństwie.

Błogosławieństwo przed nami.

„A Bóg mój zaspokoi wszelką potrzebę waszą według bogactwa swego w chwale, w Chrystusie Jezusie”.

To jest błogosławieństwo, które chce przyjść do nas i w tym roku. Jakie jest życzenie Pawła? Nie bądź zaniepokojony, ale we wszystkim z modlitwą i błaganiem z dziękczynieniem powierz swoje prośby i oczekiwania Bogu nie ludziom.

Pokój Boga jest uśmiechem Boga rejestrowanym w naszym duchu.

Możesz wstać od modlitwy i powiedzieć: „Wszystko jest w porządku; widziałem Boga uśmiechającego się we mnie. On będzie troszczył się o mnie. On wzmocni mnie i będzie obfita Łaska Jego we mnie”.

„Choćbym nawet szedł ciemną doliną, zła się nie ulęknę, boś Ty ze mną, laska twoja i kij twój mnie pocieszają”.

Dlatego nie panikuj. Jezus Chrystus nie chce, byśmy żyli minimalnym życiem. Wznieś modlitwę Nehemiasza:

„Ty dla wielkiego swego miłosierdzia nie opuściłeś ich na pustyni; słup obłoczny nie odstąpił od nich w dzień, prowadząc ich po drodze, ani słup ognisty w nocy, oświetlając im drogę, po której iść mieli. Dałeś im swego dobrego ducha, aby ich pouczał; twojej manny nie odjąłeś od ich ust i wodę im dałeś, gdy byli spragnieni.  Przez czterdzieści lat utrzymywałeś ich na pustyni tak, że niczego im nie brakło. Odzienia ich nie zdarły się i nogi ich nie napuchły. Dałeś im królestwa i ludy, przydzielając im je jako przyległość, toteż wzięli w posiadanie ziemię” (Neh 9,19-22).

Pomyślmy o Józefie, Eliaszu, historii wdowy, która została bez emerytury po uczniu prorockim (2 Krl 4,1-7).

Ewangelia Jana kończy się dziwną historią trochę rozczarowanych uczniów. Piotr powiada: „idę łowić ryby” inni powiedzieli my też, ale było to fiasko bez Chrystusa. Zmartwychwstały jednak czekał na nich ze śniadaniem – zaspokoję Wasze potrzeby.

Suma miliona zer jest nadal zerowa, ale gdy Jeden dołączył do nich, osiągnęli niebywała wartość.

Bóg jest tym, który chce nam błogosławić zawsze nie tylko w szczególnych okolicznościach.

„A Bóg mój zaspokoi wszelką potrzebę waszą według bogactwa swego w chwale, w Chrystusie Jezusie”.

Kościół, który trwa

Kościół, który trwa

„I trwali w nauce apostolskiej i we wspólnocie, w łamaniu chleba i w modlitwach” (Dz 2,42).

Wkraczając w Nowy Rok, tak bardzo chcemy mieć jakąś wskazówkę, jakąś myśl przewodnią. Psalmista modlił się:

„Chcę słuchać, co Pan Bóg mówi, oto obwieszcza pokój swojemu ludowi i swoim wiernym. Niech nie wracają do swojej głupoty” (Ps 85,9).

Początek roku prowadzi nas do podsumowań, bilansu, oceny, samokrytyki a może usprawiedliwień z tego, czego nie wykonaliśmy, tłumacząc się brakiem czasu, ale to nie brak czasu, to brak pragnienia.

Znajdujemy czas na to, na co naprawdę mamy ochotę.

Gdy spoglądam z mojej perspektywy wstecz za siebie, jednego jestem pewien, że potrzebuję i my również jako Boża rodzina w ciele Chrystusa – wytrwałości. Trwania w Bogu, w tym, czemu poświęciliśmy swoje życie.

Oczekujemy życzeń, które ktoś by nam zadedykował, życzeń, które nie byłyby tylko kurtuazyjne, ale naprawdę pewne, że będą się spełniać w tym roku.

Dzieje Apostolskie podsumowując historię kościoła, jego rozwój, już na początku podają, co było kluczem:

„I trwali w nauce apostolskiej i we wspólnocie, w łamaniu chleba i w modlitwach”.

Czy jest to nam potrzebne, czy możemy zaakceptować taką perspektywę na Nowy Rok?

Trwający chrześcijanie i trwający Kościół.

Brak trwania w podstawowych zasadach chrześcijaństwa skłania liderów kościołów do wydawania oświadczeń przypominających, co leży u podstaw naszej wiary i praktyki, że to ma znaczenie, co w praktyce robimy, a nie tylko jak wierzymy.

Apostoł Paweł przypomina:

„Zbudowani na fundamencie apostołów i proroków, którego kamieniem węgielnym jest sam Chrystus Jezus” (Ef. 2.20).

Chciałbym, by Kościół opisany w Dziejach Apostolskich był dla naszego trwania w Bogu przykładem. Kościół ciągle ma Jezusa Chrystusa, który się nie zmienił, jest taki sam. Jezus chce błogosławić i wypełniać nasze życie swoim błogosławieństwem. Jeśli chcemy, by Kościół XXI wieku w Polsce wzrastał, to musimy pamiętać, że mamy Jezusa Chrystusa, który jest: „wczoraj i dziś, ten sam i na wieki”. Nic się nie zmieniło. Zmartwychwstały Jezus ma moc zbawiać, uzdrawiać, nieść pokój, zmieniać sytuacje i okoliczności. Taka świadomość musi być naszym życiem.

Kościół trwający to ludzie, a ci trwali w nauce. I to jest przesłanie, które powinno być mottem Nowego Roku. Są ludzie, którzy oczekując na przebudzenie, próbują je osiągnąć na drodze struktur, jakby jakość życia ludzi w kościele nie miała znaczenia. Nawrócenie, odrodzenie, uświęcenie, to dodatki do najważniejszego celu – wzrost liczebny. Przebudzenie przez liczby.

Trwanie w kościele apostolskim objawiało się w wielu dziedzinach życia zboru. Pojawiały się różne trudności, ale oni trwali. Im więcej czasu upływa od chwili nawrócenia, podjęcia służby, tym bardziej potrzebujemy zachęty do wytrwania, bo tak łatwo o zniechęcenie, zaniechanie, znudzenie i rutynę. Przykładów jest aż nadto.

Każde pokolenie musi otrzymać poselstwo na miarę swego czasu i na jego poziomie. To, co obserwuję, utwierdza mnie, że poselstwem na czasie jest zwiastowanie o wytrwałości.

Salomon był znakomicie zorganizowanym człowiekiem. Wszystko, co robił, było większe, lepsze, a struktury państwa doskonale funkcjonowały. Tak doskonale, że królowa Saby, gdy zobaczyła wszystko, prawie zemdlała z wrażenia. Siłą Salomona była mądrość i poznanie. Jednak całkowicie skupione na człowieku! Salomon mówił w istocie:

„Daj mi tylko środki, Boże, a ja wykonam pracę. Daj mi mądrość i poznanie, a ja wszystko uporządkuję, dokonam wszystkiego!”

Dzisiejszy człowiek też lubi polegać na sobie, a nie na Bogu, Duchu Św. Dzisiejszy kościół, to Kościół „dyskietki komputerowej”! Rzeki informacji płyną przez kościół dni ostatecznych: komputery wyposażone w niezliczone megabajty, komputerowe Biblie, skomputeryzowane komentarze, programy komputerowe duchowego doradztwa. Wszystko, co musisz zrobić, to zainstalować program, przycisnąć klawisz, a odpowiedź wyskoczy prosto na spotkanie.

Obecnie występuje nienasycony głód informacji, mądrości i poznania, taki jak nigdy przedtem. Internet robi oszałamiającą karierę łącznie z kościołami wirtualnymi. Nigdy nie było tak wielu seminariów, konferencji, nienasyconego głodu informacji, ale czy kościół trwa w tym, w czym trwał kościół apostolski?

„Jeżeli tylko będziemy mieli wystarczającą ilość pieniędzy, wiedzy i strategii, możemy zewangelizować dla Boga cały świat”.

Salomon skończył źle, ufając wszystkim środkom, którymi dysponował. Pod koniec życia nie wytrwał: obce bóstwa, niegodziwe dzieci, słaby, cierpiący, niemoralny bałwochwalca. Wszystko, co Salomon zrobił, zakończyło się w Księdze Kaznodziei zwrotem: „wszystko jest marnością!”

Kiedy Dawid był już na łożu śmierci, powiedział Salomonowi, co było jego siłą:

„Duch Pański mówił przeze mnie, a słowa jego przechodziły przez język mój” (2 Sam 23,2) (BG).

Potrzebujemy wytrwałości. Dawid mówił o bliskości z Panem. Mówił o „skale”, którą jest Chrystus. Tak cenił sobie obecność Ducha Świętego, że prosił, aby Pan nigdy nie zabierał Go od Niego.

Jeśli kaznodzieja nie spędza czasu przed Bogiem, nie będzie miał Bożego ognia. Jeśli chrześcijanin nie będzie trwał w Bogu, nie będzie miał ochoty na duchowe życie, a jedynie na religijne.

Dawid po tym, jak zgrzeszył, zawołał z głębi duszy:

„Obmyj mnie zupełnie z winy mojej I oczyść mnie z grzechu mego! Ja, bowiem znam występki swoje I grzech mój zawsze jest przede mną. Przeciwko tobie samemu zgrzeszyłem I uczyniłem to, co złe w oczach twoich, Abyś okazał się sprawiedliwy w wyroku swoim, Czysty w sądzie swoim (w.4-6).

Serce czyste stwórz we mnie, o Boże, A ducha prawego odnów we mnie! Nie odrzucaj mnie od oblicza swego I nie odbieraj mi swego Ducha świętego! Przywróć mi radość z wybawienia twego I wesprzyj mnie duchem ochoczym!” (Ps 51,12-14).

Jeśli masz problem, uporządkuj życie z Bogiem!

Kościół trwający to nie jakieś plany, programy, służby, ale przekształceni w Jego obraz, zapatrzeni w Jezusa chrześcijanie, którzy trwają w Tym, który jest ten sam wczoraj, dziś i na wieki.

Kościół budował się, bo towarzyszyły mu czyny, znaki i cuda dokonywane w imieniu Jezusa Chrystusa. Zmartwychwstały Jezus, rozstając się z uczniami, powiedział:

„A takie znaki będą towarzyszyły tym, którzy uwierzyli: w imieniu moim demony wyganiać będą, nowymi językami mówić będą, węże brać będą, a choćby coś trującego wypili, nie zaszkodzi im. Na chorych ręce kłaść będą, a ci wyzdrowieją” (Mk 16,17-18).

Kościół wzrastał z dnia na dzień, aż została zdobyta Europa, bo trwał i był wytrwały. Będziemy potrzebowali wytrwałości, by pociągnąć do Jezusa tych, którym zabrakło i chęci, i zapału, i czasu na Boga, lecz nie dla siebie.

Jeśli wierzysz, że Kościół buduje Jezus Chrystus, to wiedz, że On potrzebuje Ciebie w Kościele. Kościele, który buduje Jezus Chrystus.

Czasy, w których żyjemy i do których zmierzamy, będą trudne, ale mamy trwać w Bogu.

„A teraz, dzieci, trwajcie w nim, abyśmy, gdy się objawi, mogli śmiało stanąć przed nim i nie zostali zawstydzeni przy przyjściu jego” (1 Jan 2,28).

grudzień 2002