SZARA STREFA

SZARA STREFA

SZARA STREFA

Przypominaj im, aby byli poddani i posłuszni zwierzchnościom oraz władzom, gotowi do każdego szlachetnego czynu. Niech nikogo nie znieważają, unikają sporów, będą uprzejmi i wszystkim ludziom okazują pełną łagodność. Bo i my kiedyś byliśmy nierozumni, nieposłuszni, zagubieni, zniewoleni przez przeróżne żądze i rozkosze, żyjący w gniewie i zazdrości, znienawidzeni i do siebie nawzajem odnoszący się z nienawiścią. Gdy jednak objawiła się dobroć i miłość naszego Zbawcy, Boga, do ludzi, zbawił nas nie dzięki naszym uczynkom, dokonanym w sprawiedliwości, lecz dzięki swemu miłosierdziu, przez kąpiel odrodzenia i odnowę, którą sprawia Duch Święty.

Nauka ta zasługuje na wiarę. Chcę, abyś stanowczo ją głosił, żeby ci, którzy wierzą w Boga, starali się wyróżniać dobrymi czynami. Jest to dobre i pożyteczne dla ludzi” (Tyt 3,1-5.8).

Istnieje wiele książek o tym, jak możemy mieć błogosławione życie w Bogu, mówią, jak to zrobić. Ap. Paweł zawarł wiele przypomnień, ponieważ jesteśmy zapominalscy.

Ap. Piotr powiada: „Dlatego zamierzam zawsze przypominać wam te sprawy, chociaż o nich wiecie i utwierdzeni jesteście w prawdzie, którą macie” (2 Ptr 1,12).

W cytowanych wersetach Paweł umieszcza 7 przypomnień, które każdy chrześcijanin powinien pamiętać i wypełniać: poddani, posłuszni, gotowi, nikogo nie znieważają, unikają sporów, będą uprzejmi i okazują pełną łagodność.

Ap. Paweł zachęca do nabywania pewnych pozytywnych cech, aby przekonać niewierzących o prawdziwości Ewangelii.

Alice Roosevelt, córka Teddy’ego Roosevelta, była znana z tego, że miała ostry język. Jej slogan brzmiał: „Jeśli nie możesz powiedzieć o kimś nic dobrego, usiądź obok mnie”. Niektórzy ludzie są tacy: „Powiedz mi wszystkie plotki, żebym mógł je przekazać”.

Bądź uprzejmy nie tylko wobec tych, którzy mogą się odwzajemnić lub tych na tym samym poziomie ekonomicznym, lub pochodzeniu społecznym co my. Oznacza to, że traktujesz portiera z takim samym szacunkiem, jakim darzysz dyrektora. Jesteś tak samo miły dla dozorcy, jak dla sąsiada.

Musimy zadać sobie pytanie, jak chcielibyśmy być traktowani, gdybyśmy nadal byli bez Chrystusa? Naszym celem powinno być zawsze:

Tak niech jaśnieje wasza światłość przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i oddawali chwałę waszemu Ojcu w niebie” (Mt 5,16).

Boży plan dla Jego kościoła zawiera coś, co dla innych nie ma sensu. Bóg buduje swój kościół z „przegranych”. Nikt tak naprawdę nie chce przegranych. Po co przypominać nam o tej prawdzie? Czy nie odeszliśmy od tego? Problem polega na tym, że ludzie mają tendencję do zapominania, gdzie byli. Przegrani nie mogą zaimponować przyjaciołom: „Hej, przyjdź do naszego kościoła. Jesteśmy zbieraniną przegranych!” To po prostu nie zachęci. Dlatego jedną z głównych rzeczy, które powinniśmy przypominać, byliśmy przegranymi, ale w Jezusie nam przebaczono i podniesiono do godności dziecka Bożego.

Skuteczność kościoła nie opiera się na nabożeństwie. Opiera się na tym, co dzieje się w życiu jego ludzi w ciągu tygodnia. Wszyscy postrzegamy siebie jako bohaterów w naszych własnych historiach. A jako bohaterowie uważamy się za lepszych od innych. Jesteśmy „powyżej średniej”. Wtedy nasza wiara staje się o nas, a nie o Bogu.

Bóg nieustannie przypomina nam, skąd pochodzimy.

Bóg natomiast daje dowód swojej miłości do nas przez to, że gdy jeszcze byliśmy grzesznikami, Chrystus za nas umarł” (Rzym 5,8).

Gdyż z łaski jesteście zbawieni, przez wiarę. Nie jest to waszym osiągnięciem, ale darem Boga. Nie stało się to dzięki uczynkom, aby się ktoś nie chlubił” (Ef 2,8-9).

Ap. Paweł mówi o tym, kim byliśmy kiedyś, ale też kim jesteśmy teraz.

Kiedyś byliśmy niewolnikami grzechu, ale teraz jesteśmy zbawieni.

Kiedyś brakowało nam miłości, ale teraz jesteśmy odbiorcami.

Kiedyś byliśmy nieświadomi łaski, ale teraz jesteśmy dziedzicami.

Chrześcijanie nie funkcjonują w duchowej szarej strefie.

Tak jak lustro odbija czyjś prawdziwy zewnętrzny obraz, tak życie prawdziwie zbawionych będzie odzwierciedlać wewnętrzne podobieństwo do Jezusa Chrystusa.

Ludzie chcą, aby ktoś im powiedział, że Bóg ich kocha i że mogą żyć tak, jak chcą, a Bóg to zrozumie. Otóż nie!!!

Faktem jest, że Słowo Boże mówi ludziom, że Bóg ich kocha, ale Słowo Boże nakazuje pokutować za grzechy i prowadzić święte życie. Tylko dlatego, że wierzący jest zbawiony przez łaskę Bożą, to nie zwalnia go ze świętego życia.

Chrześcijanie mają być w świecie, ale nie ze świata.

Bóg nie powołał nas, abyśmy zamykali się w kościele i spędzali czas tylko z innymi wierzącymi. Musimy budować mosty ze wszystkimi ludźmi. Jezus był znany grzesznikom jako przyjaciel. Wielu krąży w moralnej mgle, nie mając pojęcia, w którym kierunku iść. Nie wiedzą, czego naprawdę uczy Biblia.

Nasze wyznanie wiary przejawia się nie tylko w naszych słowach, ale także w naszych czynach, w naszej odpowiedzialnej służbie naszemu Panu.

Pewien mężczyzna miał naklejkę na samochodzie „Kocham Jezusa”. Pewnego dnia zdał sobie sprawę, że jego jazda nie daje dobrego chrześcijańskiego przykładu. Rozwiązał „problem”, usuwając naklejkę. Zamiast zmienić ten obszar swojego życia, usunął swoje publiczne utożsamianie się z Jezusem.

Wyznawanie Chrystusa jest niezbędną częścią zbawienia. Ewangelia jest opowieścią o tym, co święty Bóg uczynił dla grzesznych ludzi.

Łatwiej jest mówić, jak jesteśmy oddanymi chrześcijanami niż prowadzić życie chrześcijańskie.

Ap. Paweł nie pisze do Tytusa: „Zostaw ich, wszyscy wiedzą, że to beznadziejne typy”, lecz: „są źli, wszyscy wiedzą o tym, więc idź i zwiastuj im Ewangelię”.

Nie jest źle mieć osobiste standardy i przekonania w swoim życiu, błędem jest osądzanie duchowości lub dojrzałości innego chrześcijanina na podstawie własnych przekonań. Tylko Biblia.

To, że jesteśmy obywatelami nieba, nie oznacza, że nie mamy obowiązków, dopóki jesteśmy jeszcze obywatelami na ziemi.

Chrześcijanie nie funkcjonują w duchowej szarej strefie.

Co powie Bóg?

Co powie Bóg?

„Niech PAN, twój Bóg, wskaże nam drogę, którą mamy pójść, i niech wypowie Słowo, którego moglibyśmy się uchwycić” (Jer 42,3).

Początek roku jest czasem, w którym pojawia się wiele życzeń, podsumowań. Wielu banałów nie zabrakło i nie zabraknie w tych dniach kończących rok i jeszcze trochę ich usłyszymy.

Boże Słowo uczy nas, że Bóg ustanowił pory, czasy i granice. Dlatego temu przemijaniu jesteśmy podporządkowani. Zawsze w takiej chwili przebiegamy myślami przez dni, tygodnie, miesiące, które minęły, by uświadomić sobie, jak wiele Bóg darował nam swego błogosławieństwa. Będziemy dokonywać bilansu swoich strat i zysków. Fakt, że jesteśmy, jest wystarczającym powodem, by powiedzieć; dziękuję Boże.

Zmiana roku, jaką przyjmujemy, jest dla nas czasem rozrachunku własnego życia przed Bogiem. Nie czuję się upoważniony do bilansowania czyjegoś życia, ale mogę zadać sobie pytanie, co zrobiłem z czasem, który miałem do dyspozycji? Jak wykorzystałem go osobiście?

Jako wierzący możemy popłynąć niejako z prądem, stwierdzając, nie mamy na to wpływu. Wszystko i tak się potoczy, jak Bóg chce, ale nie sądzę, byśmy byli wezwani do biernego przetrwania. Było szereg rzeczy, na które mogliśmy mieć wpływ:
Mogliśmy modlić się o sytuacje i ludzi dotkniętych wszelkiego rodzaju doświadczeniami.
Mogliśmy mówić ludziom o zbawieniu i życiu w Jezusie Chrystusie.
Mogliśmy mówić o nadziei, która sięga dalej niż do naszego szczęścia i powodzenia na ziemi.
Mogliśmy podejmować decyzje w sprawie swego życia. Odpowiedzieć na wezwanie ewangelii zbawienia lub stać ze smutną refleksją:

„Przeminęło żniwo, skończyło się lato, a my nie jesteśmy wybawieni!” (Jer 8,20).

Niewątpliwie jedną z największych ran chrześcijaństwa jest jego rozdrobnienie, podziały, chore ludzkie ambicje.

Jesteśmy przed Bogiem, by podziękować za kolejny rok Bożej dobroci i łaski. Bóg mimo naszych upadków był z nami i wierzę, że będzie nadal przywoływać nas do pierwszej miłości, żarliwości, płomienności ducha.

Barwa i kolor roku są wyznaczone szarymi być może dniami, ale darowanymi od Boga. Zawsze zadaję sobie pytanie, jakie znaczenie dla mojego osobistego życia miał rok, który mija, dla Zboru, ale też pytam się, co chcesz szczególnie Panie zaakcentować w tym nadchodzącym?

Przed nami czas, który darował Bóg. Ludzie często szukają dobrego kościoła, zboru dla siebie, zamiast szukać dobrego Boga dla ich skołatanej duszy.

Chcę wyrazić też jedno z moich życzeń, jakim jest Boże prowadzenie. Wszystko jest jeszcze zakryte, jest wiele znaków zapytania. Jako ludzie wierzący też chcielibyśmy wiedzieć więcej niż tylko; „co dzisiaj?”.

Niezależnie od tego, co przyniesie Nowy Rok, jesteśmy w czasie oczekiwania na wejście do domu Ojca, bo może będzie dane nam ocenić zaledwie kolejny rok? Wkraczając w rok przed nami, mogę tylko wyrazić moje życzenie słowem Psalmu 121: „Pan strzec będzie wyjścia i wejścia twego”.

Nie chcemy czynić czegoś, co uważamy tylko za słuszne, ale co Bogu będzie się podobać. Dziś życzę sobie i wam siostry i bracia byśmy postawili sobie wysokie wymagania. Bądźcie wierni, cierpliwi, mocni duchowo, by życie wasze budziło duchowy respekt. Nie bądźcie meduzami, kameleonami, ale Bożymi mężami i niewiastami, przed którymi moce ciemności będą drżały, znając waszą wiarę. Jeśli chcesz wygrać, musisz zaangażować wszystkie duchowe siły – nie wygrasz tanim sposobem.

Mamy „złoty czas Bożej Łaski” i mając Boga jako swego Pana, czuję się pewnie, spoglądając w nadchodzący rok. Nie oczekuję, że będzie on sielski, anielski, ale wszystko, co przede mną poprzedzone będzie Bożą obecnością. Nie będę musiał pytać szklanej kuli, astrologa ani komputerowej wróżki czy jutro warto jeszcze żyć? Wierzę, że nie będę musiał rzucać monetą, co dalej? By zajrzeć w przyszłość, ludzie sięgają po różne możliwości: karty, szklane kule, wróżbici, horoskopy, kabała.

Niech Bóg wskaże nam drogę, którą mamy pójść.

Mamy niezwykły przywilej, by sięgać do Słowa Bożego i dowiadywać się, co Bóg powiedział o przyszłości. Bóg wskaże nam drogę i da Słowo, którego będziemy mogli się uchwycić.

„Mój lud pozna moje imię powiada Bóg i pozna moją Łaskę”.

Wiem, że taki będzie kolejny rok w moim życiu, rok rozpoznawania Boga jeszcze lepiej niż Go znam dotychczas.

Mogę spokojnie was zapewnić, że nadchodzący rok będzie rokiem Bożej zbawiającej Łaski. Boży zegar będzie odmierzać czas Jego łaski.

Chciałbym, byśmy uczyli się w Nowym Roku jak wielbić Boga i mówić o Nim. Nie o sobie.

Chcę doświadczać Bożej obecności, chcę okazywać miłość, a nie mówić o jej braku, chcę modlić się, a nie czekać na ducha modlitwy, chcę służyć, a nie zastanawiać się, czy już czas, by coś zrobić.

Wierzymy w prowadzenie Dycha Św. wyrażane poprzez różnorodne przejawy darów. Możemy otrzymać szczególne prowadzenie dla siebie osobiście lub dla społeczności poprzez wizję, lub proroctwo. Bóg dał ogólne objawienie w Jezusie Chrystusie, jaką drogą należy pójść. Jezus powiedział:

„Ja jestem droga i prawda, i żywot, nikt nie przychodzi do Ojca, tylko przeze mnie” (Jan 14,6).

Droga, którą mamy pójść, wierzę, jest jasna i czytelna – Jezus Chrystus.

Nie zawsze umiemy rozszyfrować siebie, swoje możliwości. Jest ważna prośba skierowana do Boga, co mam czynić? Jeśli podejmę się czegoś, w czym nie mam być, zamęczę siebie i innych. By wykonać jakąś pracę, potrzebny jest właściwy człowiek, na właściwym miejscu, z właściwymi narzędziami.

„Niech wypowie Słowo, którego moglibyśmy się uchwycić”.

To moje kolejne życzenie, które chciałbym, byśmy realizowali w tym roku.

Życzę Wam i sobie byśmy nauczyli się budować autorytety między sobą.

„Wtedy oświadczyli: Niech PAN będzie nam świadkiem, prawdziwym i wiernym, że postąpimy zgodnie z każdym Słowem, które przekaże ci dla nas PAN, twój Bóg. Czy będzie nam się to podobało, czy nie, posłuchamy głosu PANA, naszego Boga, do którego sami przecież cię posyłamy. Chcemy bowiem, by dzięki posłuszeństwu głosowi PANA, naszego Boga, darzył nas On powodzeniem” (w.5-6).

Dlatego dziś jak każdego roku chcę postawić przed sobą jedno zadanie: „być człowiekiem wiary – praktycznej”.

Sposobem w ST. na realizację życia w Bogu była świątynia, ołtarz, księga zakonu, w NT. społeczność, krzyż, Słowo Boga.
Bożą łaską jest jeszcze to, że Bóg dał człowiekowi czas, który odmierza Boży zegar. Czas, który jest dla nas łaską, w którym mija i ten rok, a każdy dzień naznaczony był w nim palcem Bożej miłości i wierności.

Błogosławionego roku życzę.

A co w Betlejem?

A co w Betlejem?

„A ty, Betlejem Efrata, tak małe wśród judzkich pokoleń! Lecz właśnie z ciebie wyjdzie Ten, który będzie panował nad całym Izraelem. Swymi początkami sięga bardzo zamierzchłych czasów, do dni już dawno minionych” (Micheasza 5,1).

Pamiątka Narodzenia stała się zbyt przewidywalna, zbyt znajoma. Słyszeliśmy tę historię już tyle razy, że już nie zdumiewa.

Właściwie, to może być niebezpieczny czas roku dla nas. Nasze świętowanie może być już uodpornione. Wiele razy już otrzymaliśmy świąteczną szczepionkę, że jesteśmy odporni jak po antybiotyku. Na co czekaliśmy? Czy jesteśmy zdumieni, oczarowani, zaskoczeni?

Miliony choinek, miliony kartek świątecznych, miliony kolęd, miliony świątecznych prezentów, miliony razy wymawiane Jego imię. Jak bardzo jesteśmy bliżej?

Niebezpieczeństwo polega na tym, że pamiątka narodzenia traktowana jest jako autonomiczne wydarzenie, gdy naprawdę jest to jeden z elementów historii zbawienia człowieka.

To jest nadzwyczajne, prawie zapomniany człowiek Micheasz został poruszony przez Ducha Bożego, by prorokować o zapomnianym miejscu, gdzie narodzi się król. Na 700 lat przed narodzeniem Micheasz ma prorocze słowo o narodzeniu Chrystusa. Słowo wymagające cudu, na który Izrael czekał.

Jeśli miałbym postawić na Betlejem, nie zaryzykowałbym. Szansa na spełnienie tego proroctwa była jak 10 do potęgi 17.

Narodzenie Jezusa przekształciło niewiele znaczącą miejscowość w jedno z najlepiej znanych miejsc na świecie. To jest krótka historia mieściny, ale też historia planu Boga.

Dlaczego tutaj? Dlaczego teraz?

Biblijna świąteczna historia jest też pełna zaskoczeń. Jedno duże zaskoczenie, że Jezus urodził się w małym mieście Betlejem.

„Mieścino mała Betlejem” kolęda, która nie zyskała wielkiej popularności w naszym środowisku. Dlaczego? Może dlatego, że to tylko maleńkie Betlejem, a nie metropolia?

Słowa kolędy zostały napisane przez Filipa Brooksa pastora Kościoła Episkopalnego w Filadelfii, Pensylwania. Brooks napisał ten hymn w 1868 dla dzieci szkółki niedzielnej w jego kościele, po wizycie w Betlejem w 1865. Melodia została napisana przez Lewisa Dednera organistę na prośbę Brooksa.

Ten hymn powtarza prawdę dotyczącą narodzin Chrystusa zawartą w przekazie ewangelicznym.

Nie zawsze Bóg wchodzi przez drzwi frontowe, by przekształcić nasze życie. On czasami wchodzi w najbardziej niekonwencjonalne sposoby. To może być przez pieśń, kazanie, a nawet sen.

To nie było tylko proroctwo o Bogu dającym wskazówkę o Mesjaszu, ale to było proroctwo o Bogu, który przychodzi do człowieka.

Odwoływanie się do Betlejem jest wskazaniem na cud, jaki tam się zdarzył.

Ktoś odbył daleką drogę, by z wieczności przybyć w miejsce, dla człowieka może niewiele znaczące, ale człowiek wiele znaczył dla tego przybysza Jezusa.

Ewangeliczna historia zbudowana jest na kontrastach. Narodził się Jezus w stajni, szopie, grocie, w żłobie i jakichś tandetnych pieluszkach. Trudność w tej historii nie polega na tym, że tak nie może być, ale na tym, jak to może być dobra nowina?

Oczekiwano króla i chyba zawiódł. Był odrzucony.

Cel Jego narodzin nie jest mniej prawdziwy teraz niż był prawdziwy w tamtym czasie. Jakkolwiek byłby zignorowany czy zagłuszony świątecznym hałasem.

Tak naprawdę każde poselstwo, każda ewangeliczna historia, to Betlejem, to Immanuel – Bóg z nami. Nie okazjonalnie, czasowo, raz w roku, ale codziennie, w każdej chwili, w każdym kryzysie i radości. On ma list uwierzytelniający w proroczych zapowiedziach.

„Albowiem dziecię narodziło się nam, syn jest nam dany i spocznie władza na jego ramieniu, i nazwą go: Cudowny Doradca, Bóg Mocny, Ojciec Odwieczny, Książę Pokoju. Potężna będzie władza i pokój bez końca na tronie Dawida i w jego królestwie, gdyż utrwali ją i oprze na prawie i sprawiedliwości, odtąd aż na wieki. Dokona tego żarliwość Pana Zastępów” (Izaj 9,5-6).

Jest coś z przeszłości i przyszłości w miejscu Betlejem.
        Betlejem jest miejscem, gdzie:

  • Podejmujemy decyzje.
  •  Rozmyślamy nad niepowodzeniami.
  •  Ustalamy pierwszeństwa.
  • Oceniamy marzenia i sny.
  •  To jest miejsce, gdzie żyjemy dzień po dniu.
    Betlejem to miejsce naszego początku, bo umiłował swoich aż do końca.
    „Boga z nami” świętować będziemy przez nasze spotkania cały rok, a nie tylko okazjonalnie.
    Chrystus jest nadal powodem pamiątki narodzenia.
Niezmiernie się uradowali

Niezmiernie się uradowali

„Zwiastuję wam radość wielką, która będzie udziałem wszystkiego ludu” (Łk 2,10).

Pamiątka narodzenia Jezusa jest czasem zauroczenia świąteczną atmosferą. Zauroczenie prowadzi do ślepoty w przenośni i dosłownie. Na kilka dni przed świętami ludzie poruszali się jak w amoku, bezmyślnie, a myśliwych polujących na nasze pieniądze były wszędzie tabuny.

Tradycja wieczerzy wigilijnej została doprowadzona do absurdu, szaleństwo zakupów świątecznych niweczy sens pamiątki narodzenia. Z każdym rokiem jak obserwuję jest coraz gorzej. Czekam tylko gdy już w czerwcu zaczną się przygotowania do świąt, a choinki pojawią się zaraz po święcie zmarłych (i tak się stało).

Gdyby dziś powierzono człowiekowi ogłoszenie radosnej nowiny świątecznej, mogłaby ona brzmieć: ogłaszamy szaloną przecenę towarów w supermarketach, wszystko będzie przez jeden dzień po złotówce. Jutro trumny będą reglamentowane.

W wieczór wigilijny emocje opadają, bo tak naprawdę brakuje sił na refleksję i chwilę zadumy. Tak było i wtedy, gdy miał narodzić się Jezus. Wszyscy mieli sprawy do załatwienia w związku z prowadzonym spisem ludności.

Kiedy czasem oglądam witrynę, w której są pokazywane zdjęcia nowo narodzonych dzieci, zadaję sobie pytanie, czy są to przyszli wybitni naukowcy, politycy, odkrywcy, a może tylko zwykli przyszli obywatele swego miasta, kraju. I cóż nadzwyczajnego w narodzinach, poza oczywiście cudem życia.

Narodzeniu Jezusa, Mesjasza, Zbawiciela, towarzyszyły okoliczności banalnie proste, prozaiczne, a równocześnie niezwykłe. Proste, bo tylko jakaś stajnia, może obora, miejsce przygnębiające raczej, może przerażenie Marii i Józefa. Jednak, poza tym miejscem działy się rzeczy niesłychane, bajeczne, czego Józef i Maria nie byli nawet świadomi.

Jakby w tym samym czasie w niewielkiej odległości rozgrywają się dwa wydarzenia: przyjmijmy umownie, że w stajni i drugi na polach betlejemskich. W stajni, bo nie było tak, jak pokazują tysiące malowideł, ale obskurnie i źle.

Drugie miejsce – pola betlejemskie. To, czego doświadczyli pasterze, nie było w pierwszej chwili niczym radosnym, a wręcz musiał anioł ich zapewniać, że nie są to halucynacje. Kto z nas w takiej sytuacji nie myślałby, że albo coś z nami jest nie tak, albo mamy inwazję z kosmosu i ratuj się kto może.

Zachęta: „przynoszę wam wielką radość” nie mogła być od razu przekonująca. Mimo dramatycznych okoliczności dotyczących narodzenia, radość jest główną reakcją, która powinna nam towarzyszyć zawsze, gdy spotykamy Jezusa.

Oczywiście pierwsza reakcja zawsze jest zdziwieniem, że właśnie tak, że liść laurowy okaże się koroną cierniową. Zaskoczenie i strach ustąpiły miejsca chwale, dziękczynieniu, że „Słowo ciałem się stało”.

Myślę, że reagujemy podobnie lub reagowaliśmy, zdumieniem, lękiem, przerażeniem, gdy pierwszy raz spojrzeliśmy na Jezusa inaczej, gdy zobaczyliśmy w nim Pana, Króla Królów z chwałą, uwielbieniem, gdy zobaczyliśmy w Nim swego Zbawiciela.

Wiara w Boga, Jezusa Chrystusa, nie jest wiarą lęku, przerażenia, że jestem grzesznikiem, ale wiarą w usprawiedliwienie i przebaczenie, wiarą w miłującego Ojca, który przebacza pokutującemu grzesznikowi.

Spotkanie z Jezusem prowadzi do rozgrzania serca, do tego dziwnego uczucia, którego nie jesteśmy w stanie tak naprawdę sprecyzować, przekazać.

Kiedy mędrcy odnaleźli miejsce pobytu Marii i Józefa, to czytamy, że:

„ujrzawszy gwiazdę, niezmiernie się uradowali” (Mt 2.10).

Zaufali przesłaniu nieba i wiara ich została uwieńczona spotkaniem z Mesjaszem, wtedy jeszcze dzieckiem, ale oni wiedzieli kim On będzie. Nie było to dla nich jedno z anonimowych dzieci.

Jest radością należeć do świata, w którym brzmi Dobra Nowina: „dziś narodził się wam Zbawiciel”.
        „Albowiem objawiła się łaska Boża, zbawienna dla wszystkich ludzi…”

1. Ruszył zegar odliczający czas naszego zbawienia.
Rozpoczął się czas rozliczenia z jakości życia.
Dziś funduje się grzesznikowi tanią łaskę, z przeceny, po cenach obniżonych. Jak tandetny towar, za bezcen, za półdarmo.
Świat znajduje tanie pokrycie dla swych grzechów, z których wcale nie pragnie się wyzwolić.
Tania Łaska bez pokuty, bez krzyża, beż żywego Jezusa oparta o tanią tolerancję dla grzechu.

2. Ruszył zegar odliczający czas działania i obecności Ducha Św.
Duch Św. miał udział w historii narodzenia Jezusa. Ducha Św. objawił nam Boże Zbawienie i czuwał, aby plan był konsekwentnie realizowany pomimo wielu przeszkód. Ten zegar jednak pewnego dnia zostanie zatrzymany:

3. Ruszył zegar odliczający czas powtórnego Przyjścia Jezusa.

2Tes 2.7 „Albowiem tajemna moc nieprawości już działa, tajemna dopóty, dopóki ten, który teraz powstrzymuje, nie zejdzie z pola”.

Czas pamiątki narodzenia jest też przypomnieniem, że oczekujemy powrotu Chrystusa uwielbionego, Zmartwychwstałego, Króla Królów i Pana Panów. To jeden z najmocniejszych znaków czasów, w których żyjemy; wiara w powtórne przyjście Jezusa Chrystusa.
Jeśli mówimy o pierwszym przyjściu, to znaczy, że jeszcze coś jest przed nami. Dziś rozbudzane są jakieś nierealne oczekiwania. Wszystko, co najważniejsze dla ludzkości miało już miejsce w chwili narodzenia, śmierci krzyżowej i zmartwychwstaniu. Ziemia miała już swoje najważniejsze 33 lata, a teraz pozostaje oczekiwanie na Króla, Królów.

4. Ruszył zegar wypełniania proroctw.
W obliczu tego, na co oczekujemy, ma sens, gdy w jednym ręku Biblia, a w drugim doniesienia prasowe, telewizyjne. I tylko znajomość Biblii pozwala nam oceniać, na jakiej godzinie wskazówki tego zegara już są.
Aktualna pamiątka jest przypomnieniem, że coś się nowego prawie 2000 lat temu zaczęło, ale też będzie mieć swoje chwalebne zakończenie. Ten dzień może być dniem, od którego się coś może zacząć też w życiu każdego z nas. Dla jednych może to być dzień zbawienia, dla zbawionych dzień odnowienia i poświęcenia dla Boga.
Pamiątka narodzenia nie jest banałem, sentymentalną legendą, ale życiem z konsekwencjami sięgającymi wieczności. Jest dniem, nowej szansy.
Jesteśmy w drodze powrotnej do domu Ojca i jesteśmy dziś zachęcani do chwały i uwielbiania Boga.
„W drodze powrotnej pasterze wysławiali i wielbili Boga za wszystko, co usłyszeli i zobaczyli”.

Adwentowy zgiełk

Adwentowy zgiełk

Nie bójcie się, bo oto zwiastuję wam radość wielką, która będzie udziałem wszystkiego ludu” (Łk 2,10).

„Adwentówki”, wigilijne wieczory, przedświąteczne spotkania w pracy, a nad wszystkim nie gwiazda betlejemska, lecz wózek z supermarketu. Po zgiełku, jaki fundują nam sieci handlowe, czyszcząc kieszenie do podszewki, nie jeden powie, nareszcie chwila wytchnienia. Tradycje i zwyczaje świąteczne, komercja z biznesem, wszystko razem wymieszane wprzęga do adwentowego wyścigu.

W tym adwentowym szaleństwie przeszedłby nawet niezauważony.

Czy jest wśród tego adwentowego zgiełku jeszcze miejsce dla Tego, którego ponoć wszyscy oczekują – Syna Bożego?

Tradycja kultywowana w naszym otoczeniu ma ogromną ilość zwyczajów, symboliki, zachowań. Tradycyjna wieczerza wigilijna z ustaloną ilością potraw, choinka, opłatek, pasterka, szopka a w niej „święta rodzina”, maleństwo w żłóbku otoczone zwierzątkami, pastuszkami, przybyłymi mędrcami. Tyle tradycji, historii – a my?

Pewną obyczajowość kulturową z różnych powodów próbujemy zaadoptować, ale na ogół wielu zwyczajów nie praktykujemy, jest znacznie skromniej. Czy zatem nasze świętowanie pozbawione jest uroku?

Urokiem wspominania narodzenia Jezusa jest sięganie przez nas do tradycji biblijnej. Akcent naszego świętowania położony jest na fakt narodzin i związane z tym wszystkie konsekwencje, a nie na zwyczaje, daty. Jezus wybrał drogę człowieka, by przynieść Zbawienie i to jest ekscytująca tradycja.

Urokiem wspominania narodzenia Jezusa jest sięganie przez nas do tradycji biblijnej. Akcent naszego świętowania położony jest na fakt narodzin i związane z tym wszystkie konsekwencje, a nie na zwyczaje, daty.

Jezus wybrał drogę człowieka, by przynieść Zbawienie i to jest ekscytująca tradycja.

Do swej własności przyszedł, ale swoi go nie przyjęli”.

Słowa Ewangelisty Jana wpisują się w ten żal utraty sensu narodzenia Jezusa.

Jeden z zespołów śpiewał okolicznościową piosenkę o tym jedynym dniu w roku, że „wszyscy wszystkim ślą życzenia”. Bóg posłał nam życzenia z nieba jedyne w swoim rodzaju. Ich treść utrwalił ewangelista Łukasz. Nadzwyczajne okoliczności wywołały nadzwyczajną reakcję i zdumienie.

Zwiastuję wam radość wielką”.

Zjawisko może było szokujące, ale treść była fantastyczna.

Zwiastuję wam radość wielką, nie jakąś kiepską, chwilową, sztucznie wywołaną, ale radość z powodu narodzenia się Zbawiciela świata. Gdyby to była nasza opowieść i tylko legenda, chcielibyśmy ją ubarwić, ale już za nas to zrobiono.

Zgiełk zaczął się już na polach betlejemskich i ze zdumieniem przeczytałem w jednym ze świątecznych rozmyślań o milczącej ciszy jako świadku narodzenia Jezusa.

I zaraz z aniołem zjawiło się mnóstwo wojsk niebieskich, chwalących Boga i mówiących: Chwała na wysokościach Bogu, a na ziemi pokój ludziom, w których ma upodobanie” (Łk 2,13-14).

Poruszenie, zamieszanie, anielski zgiełk, pasterzy wołanie.

Taki jest zwyczaj, że o narodzinach dziecka powiadamiamy najbliższych, przesyłając im nawet zdjęcie maleństwa. Tam w Betlejem aniołowie powiadomili najbliższych – pasterzy, bo byli na polach. Ten adwentowy zgiełk anielski zwrócił ich uwagę. Pozostali „ważni” otrzymali informacje w trybie urzędowym. Nie zachwyt był reakcją na wieść o Zbawicielu, ale zdziwienie. Chyba tylko pasterze na serio potraktowali narodzenie Jezusa, dla pozostałych było to jakoś nie w porę. Trwali w zgiełku oczekiwania, bo że oczekiwali to fakt tylko nie w tym czasie. Pobożne trwanie w nadziei, że kiedyś tak, ale chyba nie już.

Zwykły dzień, a tu jeszcze spis mieszkańców, to nie mógł wybrać innego czasu tylko w tak hałaśliwym czasie? Komitet powitalny nieprzygotowany, wyprawka nie gotowa? Jakoś chyba miało być inaczej?

Lud, który chodzi w ciemności, ujrzy światło wielkie, nad mieszkańcami krainy mroków zabłyśnie światłość. Udzielisz mnóstwo wesela, sprawisz wielką radość, radować się będą przed tobą, jak się radują w żniwa, jak się weselą przy podziale łupów” (Izaj 9,1-2).

A jednak w tych okolicznościach adwentowego zgiełku były to nadzwyczajne narodziny. „Wam się narodził”.

Lecz gdy nadeszło wypełnienie czasu, zesłał Bóg Syna swego, który się narodził z niewiasty i podlegał zakonowi, aby wykupił tych, którzy byli pod zakonem, abyśmy usynowienia dostąpili” (Gal 4,4-5).

Poruszające poselstwo, jeśli uświadomimy sobie, że jest ono do nas skierowane. Może byłoby milej, gdyby dla całego świata, tak bardziej po ludzku, z szerokim objęciem ramionami wszystkich, ale dla mnie? To jest właśnie tym nadzwyczajnym poselstwem, które każdego roku powtarzamy: nam, nam, nam. Poselstwo, które możemy przekazywać, tę dobrą nowinę przez całe swoje życie: „Na ziemi pokój”.

Czym byłoby życie bez tej nadziei? Mielibyśmy zlodowaciały, pazerny, agresywny świat. I tak człowiek uczynił go wystarczająco okrutnym. Niewiele z nastroju nocy betlejemskiej. Tak łatwo i szybko zmieniają się nastroje, a chcielibyśmy, by nastrój betlejemskiego zgiełku pozostał w naszych sercach aż Ten, którego oczekujemy, przyjdzie i zastanie nas gotowych, by wziąć udział w chwałach na wysokościach.

Chwała w zwiastowaniu o narodzeniu mówi coś więcej niż tylko o niemowlęciu. Mówi o Bogu, który w Synu swoim stał się człowiekiem. Nie ckliwe i słodkie opowieści o „Jezusiku w żłóbku” bezsilnym i bezradnym są najważniejsze. Najważniejsza jest odpowiedź, dlaczego Chrystus przyszedł, dlaczego zostawił niebo i chwałę Ojca. On Król Królów i Pan Panów, który gdy rzekł, stało się.

Świętujemy nie z powodu marzeń, ale z powodu wiarogodnego świadectwa.

Dlaczego Bóg stał się człowiekiem? Odpowiedź na to pytanie jest jedna. Bóg wypowiedział się w naszej sprawie:

Wielokrotnie i wieloma sposobami przemawiał Bóg dawnymi czasy do ojców przez proroków; ostatnio, u kresu tych dni, przemówił do nas przez Syna, którego ustanowił dziedzicem wszechrzeczy, przez którego także wszechświat stworzył” (Hbr 1.1-2).

Bóg lubi zaskakiwać wspaniałymi, choć czasem nie zrozumianymi do końca rozwiązaniami. Tak było i wtedy: On przyszedł, a oni nie przyjęli. Wcielenie w narodzeniu Jezusa zmieniło naszą wiedzę o Bogu. Ludzie mogli powiedzieć:

Nigdy nie przypuszczaliśmy, że Bóg jest właśnie taki”.

Święta przeminą, ucichną kolędy, zapomnimy o prezentach, staniemy się o rok starsi, pozostanie… i tu podstawić możemy różne stwierdzenia. Nie zamierzam dać ostatecznego osądu. Muszę sobie osobiście dać odpowiedź: ja i mój Bóg, co mamy sobie do powiedzenia w zadumie czy przelotnie w zgiełku, bo już spieszę się do następnej świątecznej rocznicy.

Jednak On Pan Panów jest naszą ostoją, za co dziś, chcemy wznosić chwałę i wdzięczny zgiełk uwielbienia. Dzień na cześć Pana, w którym jest nasza moc do życia i zmagania się z jego radościami, jak i trudami.

Może zamyślę się jak autor Jan Twardowski w wierszu, którego fragment przytoczę:

Wszechświat go nie ogarnie, a zmieścił się w żłobie.

Dziękuje, że w tajemnicy Betlejem milczysz. Tylko my – oczytani analfabeci chlapiemy językiem”.

Adwentowy zgiełk zaczął się na polach betlejemskich i ciągle trwa.