„Jeżeli świadectwo ludzkie przyjmujemy, to tym bardziej świadectwo Boże, które jest wiarogodniejsze; a to jest świadectwo Boga, że złożył świadectwo o swoim Synu.
A takie jest to świadectwo, że żywot wieczny dał nam Bóg, a żywot ten jest w Synu jego” (1 Jan 5,9,11).
Kiedy nadchodzi czas świąt pamiątki narodzenia Jezusa Chrystusa, sięgam do lektury tego zdarzenia, muszę zadać sobie kilka pytań – po co? Dla kogo? Kiedy? Jan swoją Ewangelię rozpoczyna słowami:
„Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, a Bogiem było Słowo. W Nim było życie…”
Takie są jej słowa końcowe: „abyście wierzyli, że Jezus jest Chrystusem, Synem Boga i abyście wierząc mieli żywot w imieniu Jego” (Jan 20,31).
Ewangelista Jan mówi: żywot objawiony, widzieliśmy, świadczymy, zwiastujemy.
Już tylko te słowa kierują moją uwagę na to, co jest i winno być centrum świątecznego nastroju, w który wkroczymy.
Myślę, że niektóre kobiety z ulgą powiedzą nareszcie święta chwila wytchnienia (tylko pozornie), mężczyźni – nareszcie można usiąść i pobiesiadować z wszystkimi możliwymi akcesoriami, dzieci nareszcie – prezenty.
Co jest naprawdę treścią tych świąt?
Myślę, że nie pomylę się w odpowiedzi, którą mógłbym usłyszeć: gwiazdka, choinka, jasełka, kolęda, szopka. Mówiąc o pamiątce narodzenia Jezusa, natychmiast włącza się w nas bardzo uproszczona wizja narodzin Jezusa. Biedny malutki „Jezusik”, biedna uboga stajenka, biedni ubodzy rodzice Maria i Józef, biedni pastuszkowie. To są jednak tylko moje brzydkie podejrzenia.
Naprawdę mamy bogatą tradycję i historię chrześcijaństwa. Czas narodzin Jezusa rozpamiętywany przez nas nie jest czasem kwilenia i pochlipywania, ale jest chwilą entuzjastycznego, radosnego zwiastowania o zbawieniu. Jan powiada; „żywot wieczny dał nam Bóg w Synu Jego”.
Co zatem ta tradycja mówi nam dziś?
Bóg zaoferował Swego Syna, bo nic cenniejszego zaoferować nie mógł, dał nam siebie.
BÓG Z NAMI – IMMANUEL – przypomina ewangelista Mateusz. Nie bezsilne dziecię, ale Bóg. Inkarnacja była metodą Boga, by zrealizować Boży plan zbawienia, który nie jest przypadkiem, a Jego bilans czasu jest doskonały.
„Lecz gdy nadeszło wypełnienie czasu, zesłał Bóg Syna swego, który się narodził z niewiasty i podlegał zakonowi” (Gal 4,4).
Wspominamy tylko przez moment dziecię Jezus, ale nie możemy w tym miejscu się zatrzymać. Biblia mówi nie tylko o niemowlęciu. Ona mówi o wcieleniu Jezusa Syna Bożego.
W zwiastowaniu świątecznym przewija się wiele postaci, na które zwracamy uwagę, ale główną jest Jezus Chrystus.
Maria była młodą dziewczyną, której nie tylko zależało, by podobać się Bogu. Każda żydowska dziewczyna w owym czasie mogła sądzić i spodziewać się, że będzie matką Mesjasza. Każda, ale wydaje się, że nie Maria. Zaskoczenie, z jakim przyjmuje zwiastowanie Gabriela, świadczy, że wszystkie mogły się spodziewać tylko nie ona.
Bóg wybrał Marię do realizacji planu. Nie była ani świętsza, ani piękniejsza od innych, nie pretendowała do tytułu matki Jezusa. Wszystko, co dziś dodaje jej niezwykłości i ponad ludzkich cech jest tylko ludzkim dodatkiem na przestrzeni wieków. Maria z pokorą przyjęła zaskakującą i niezręczną dla niej sytuację. Sytuacja była niezwykle kłopotliwa, stawiała jej reputację pod pręgierzem ludzkich języków. Jednak zdecydowała się uwierzyć Bogu i jemu zaufać mimo tego, co powiedzą ludzie. To dlatego Bóg wybrał ją, bo ceniła sobie bardziej opinię Boga niż ludzką. Józef i Maria żyli nadal skromnie przed Bogiem. Józef pozostał w naszej świadomości skromnym i odpowiedzialnym, ale „ukradziono” mu żonę czyniąc obiektem kultu. Właściwie szybko zniknął ze sceny otoczonej nimbem świętości. Jednak, gdyby Józef nie okazał się człowiekiem posłusznym, historia zbawienia znalazłaby się w trudnej sytuacji.
Czas, w którym narodził się Jezus, był właściwym czasem. Jezus urodził się, by być nie tyle Królem, ile Zbawicielem.
Dziś zadaję sobie pytanie, jaki jest On we mnie, małą bezradną dzieciną czy Królem Królów i Panem Panów?
Co to słowo Jana znaczy naprawdę dla mnie: „żywot wieczny dał nam Bóg?” Co jest z chrześcijaństwem, że jest tylko pobożnością jakby daleką od realiów Biblii.
Spotkamy się, by świętować żywot wieczny, realną oczekującą nas rzeczywistość. Jest to kolejna możliwość do demonstracji naszej radości, naszego entuzjazmu.
W roku, od którego zaczęto liczyć nową erę, narodził się Jezus, a w Nim Bóg dał nam życie wieczne i tę radość chrześcijanie wszystkich wieków ogłaszają. Z większym lub mniejszym entuzjazmem, ale ogłaszają.
Gdy mówię jestem wierzącym, to tym ogłaszam, że wierzę w narodzenie Jezusa w Betlejem. Wierzę, że mam w Nim życie wieczne i idę do domu Ojca. Kiedy? Gdy On mnie powoła. Dlatego tak ważne było pytanie mędrców na ulicach Jerozolimy: gdzie jest nowo narodzony król żydowski?
Apostoł Jan powiada, że tylko życie z Jezusem jest prawdziwym życiem, to czyni je wartym życia na tej ziemi.
Jeśli Jezus nie jest życiem, to wszystko jest niemożliwe i nieosiągalne. To zabicie sumienia, wrażliwości, to skamieniałe serce, to zamknięty umysł dla Bożej prawdy. Dlatego życie ma tylko swój sens w Jezusie Chrystusie.
Dla wierzących pamiątka ma znaczenie, nie jest to tylko tradycja i wypełnianie roku kościelnego, ale jest to świadectwo o podstawach mojej wiary. Mój świąteczny nastrój wynika z faktu, że narodził się dla mnie Zbawiciel, mój Zbawiciel, mój Pan i Król. Bóg dał mnie żywot wieczny w Jezusie. Czy dziś świętujemy to samo?
Dzięki Bogu, że tak!!!





