utworzone przez Zdzisław Józefowicz | 2 kwietnia 2020 | Kwiecień 2020, 2020
„A gdy Jezus spróbował octu, powiedział: Wykonało się! Po czym skłonił głowę i oddał ducha”. Jan 19.30
Czasem bywamy konfrontowani rozdźwiękiem, życiowym rozdarciem, które staje się rzeczywistością. Festiwal niedzieli palmowej w cieniu męki Jezusa. Mówimy o dobrych czasach, pełni radości, świętowania i skrzętnie ukrywamy mękę życia, jak nie radzimy sobie ze zwycięskim życiem, ukryci między… Rodzi się wnuk i umiera dziadek. Rocznica ślubu, uroczysty obiad, a po drugiej stronie rozwód. Życie nie jest zawsze świętowaniem.
Chcę byśmy sobie mocno uświadomili co nas gromadzi w Wielki Piątek. Fascynacja bohaterem, święte oburzenie, czy dzień największej żałoby chrześcijan?
Mowa o krzyżu i zmartwychwstaniu prowadzi do zakłopotania. Mowa krzyża, to mowa o upadłym grzeszniku, potrzebie usprawiedliwienia, pokuty. Nic dziwnego, że jest niezrozumiała lub wzburzy. Kto chce publicznie przyznać się, że jest winien, że jest grzesznikiem?
Pasja, wspomnienie męki, sądu, lżenia Zbawiciela i ukrzyżowanie jest czymś więcej niż festyn, ono ma ostateczny wpływ na nasze życie. Potrzebujemy, by zarówno „hosanna” jak i „wykonało się” były w równowadze. Nasze radości są zmieszane z naszymi smutkami i nasze smutki są zmieszane z momentami radości. Przesłanie Niedzieli Palmowej i Wielkiego Piątku przywołują rzeczywistość, którą obecnie wspominamy przeżywając Wielki Tydzień.
Zaproszenie do kościoła częściej brzmi przyjdźmy i zaśpiewajmy „hosanna” niż będziemy w rozpamiętywaniu „ukrzyżowania”. Rozpamiętywanie męki Pańskiej nie robi dobrej reklamy rynkowi kościelnego sukcesu. Wolimy by kościół był postrzegany jako miejsce festynu niż jako miejsce, gdzie wspominamy grzech, śmierć i wyzwolenie na krzyżu.
Wielki Tydzień jest centrum naszego chrześcijańskiego życia. Żadna inna religia nie ma w centrum człowieka grzesznego, za którego ponosi śmierć Sprawiedliwy.
Pewien architekt zaprojektował nowy kościół i zaniechał umieszczenia w nim krzyża. „Nie chcemy jakichś krzyży na kościele ani wewnątrz”. „Nie chcemy, by ktokolwiek myślał o niepowodzeniu albo słabości”. Wdzięczny jestem, że Ewangeliści nie poprawili ewangelii rezygnując z krzyża, śmierci Jezusa i historii ukrzyżowania stawiając ją w centrum. Ukrzyżowanie i zmartwychwstanie stawiają historię Jezusa w centrum. Paweł powiada: „Postanowiłem wręcz o niczym nie wiedzieć pośród was, jak tylko o Jezusie Chrystusie — i to tym ukrzyżowanym”. (1Kor 2.2) Dlaczego? Ponieważ krzyż przypomina nam, że w tym życiu jesteśmy ciągle „miedzy”. Radość i ból, rozpacz i entuzjazm, grzech i sprawiedliwość, ziemia i wieczność. Wolimy „hosanna”, bo czasem nie wiemy jak odnieść się do tych dramatycznych faktów jak: zdrada, wrzeszczący tłum „ukrzyżuj”, tortur i ukrzyżowania. Czujemy się zagubieni we własnym doświadczeniu, problemach i wolimy chwile odprężenia, pogodnej refleksji, one są tuż, tuż, na wyciągniecie ręki. Wielkanoc już puka. „Wykonało się”.
Nikt z nas nie lubi nieszczęśliwych zakończeń, ale to zakończenie „Wykonało się” nie jest krzykiem rozpaczy lecz zwycięstwa. Nowej perspektywy dla życia godnego. Miłość Boga nie wyjaśnia wszystkiego, ale sprawia, że widzimy rękę Boga, by odkupić nas i sprawić, że jesteśmy ocaleni. Lubimy festyny, ale życie ma też momenty Pasji. Końcowe słowa jednak brzmią: „Alleluja On Zmartwychwstał.”
Kwiecień 2017
utworzone przez Zdzisław Józefowicz | 2 kwietnia 2020 | 2020, Kwiecień 2020
Panie, opoko moja, twierdzo i wybawicielu. Mój Bóg jest skałą, na której się chronię, moją tarczą i mocą mojego zbawienia, moją warownią. Ps 18.3
Nie pierwszy raz świat został dotknięty pandemią. Choroby zawsze były częścią naszego istnienia. Kilka tygodni wstecz życie było normalne. Ale z powodu małego wirusa, cały świat obrócił się do góry nogami! Świat dzisiaj jest szalenie inny niż świat, który znaliśmy kilka tygodni temu.
Jak wiele naszych planów zostało postawionych na głowie? Marzenia wielu ludzi rozsypały się. Miliony ludzi są przerażone, oddzielone nagle od kochanych i członków rodzin. Świat ekonomiczny już zatrząsł się i to będzie koniec gospodarki światowej jaką znamy. Dlatego nie trzymajmy się rzeczy tego świata kurczowo, trzymajmy się ich lekko.
Słyszę ludzi mówiących: „nie martw się, przejdziemy przez to”. Doceniam ich optymizm i kiedy to mówi chrześcijanin jestem wdzięczny za ich zachętę. Są też tacy, co podsycają przerażenie wysyłając jakieś fałszywe informacje, filmiki, udające słowo prorocze. Właśnie teraz świat szuka odpowiedzi. Nie wysyłaj niepotrzebnych wiadomości, które powodują strach albo panikę. Wiem, że ten strach jest narzędziem diabła i dokładnie to próbuje on robić z tą pandemią.
Problem w tym, że ludzie chcą widzieć ochronę Boga jako magiczne pole sił, które chroni przed wirusem. Myślę, że jednym z powodów, iż wirus jest tak przerażający, jest to, że nie możemy widzieć wroga. Poważne jednak pytanie brzmi: czego Bóg chce nas nauczyć przez tę „godzinę próby”?
Czy Bóg woła byśmy pomyśleli, zastanowili się, na czym opieramy nasze życie, w czym pokładamy naszą nadzieję?
Jak daleko odsunęliśmy Boga sądząc, że nie potrzebowaliśmy Jego pomocy albo jego prowadzenia? Wszystko przecież naoliwione i doskonale pracuje. Nie wiemy czy to jest konsekwencja upadłego świata czy pracy szatana albo przyzwolenia Boga?
Bóg jednak jest suwerenny i nic nie zdarza się bez jego pozwolenia. Uwierzmy, że Bóg ma i w tym czasie kontrolę.
Ludzie czasami pytają: „Gdzie jest Bóg”? Być może lepszym jest pytanie: „Gdzie byliśmy? Co robimy? I co widzimy?”
Żyjemy w czasie kryzysu, w czasie ekstremalnej niepewności. Ludzie są zaniepokojeni. Potrzebujemy być głosami nadziei w świecie, który rozpaczliwie potrzebuje słowa zachęty.
Jak Kościół może odpowiedzieć w czasie wybuchu takiej epidemii? W czasie gdy doświadczamy realnego zagrożenia bytu.
Kiedy król Aramu toczył wojnę z Izraelem miał spór z prorokiem Elizeuszem i otoczył go z wojskiem w miejscowości Dotan. Sługa Elizeusza popadł w panikę i wtedy Elizeusz przekazał Boże rozwiązanie:
„Nie bój się, bo więcej jest tych, którzy są z nami, niż tych, którzy są z nimi. Następnie Elizeusz modlił się: Panie, otwórz, proszę, jego oczy i niech zobaczy! 2Król 6.16-17
Bóg zna nasze kłopoty i nasze smutki, słyszy nas i uzdrawia nasze myśli, naszego wewnętrznego człowieka.
„Droga Boża jest doskonała, słowo Pana wypróbowane. On jest tarczą wszystkich, którzy się u Niego chronią”. Ps 18.31
O ciężkim stanie zdrowia Łazarza Jezus powiedział: „…Choroba ta nie prowadzi do śmierci, lecz jest na chwałę Boga, aby przez nią został uwielbiony Syn Boży” (Łk 11.4). Jezus wiedział jak skończy się ta dramatyczna sytuacja i On wie jak skończy się epidemia koronawirusa – ufajmy. Pytanie ciągle jest otwarte: jakie wyciągniemy wnioski, jakie podejmiemy działania po zakończeniu pandemii.
Ktoś powiedział: „jesteśmy wszyscy silni wystarczająco, by znieść próby innych”.
Zawsze jest łatwiej doradzać innym, ale jak odnoszę się osobiście do tej sytuacji? Jak na nowo uporządkuję swoje priorytety?
To jest czas dla kościoła, by być kościołem. Szukajmy jak psalmista, Bożej ochrony, On jest naszą tarczą. Niech Bóg otworzy nasze duchowe oczy, bo On nie spóźni się z pomocą! Jednego jestem pewien, Bóg pisze nową historię na ten czas, w której musimy znaleźć się z naszym świadectwem zaufania Wszechmogącemu.
„Mój Bóg jest skałą, na której się chronię, moją tarczą.”
Kwiecień 2020
utworzone przez Zdzisław Józefowicz | 2 kwietnia 2020 | 2020, Kwiecień 2020
„Gdyż dziś narodził się wam Zbawiciel, którym jest Chrystus Pan, w mieście Dawidowym”. Chwała na wysokościach Bogu, a na ziemi pokój ludziom, w których ma upodobanie. (Łk 2,11.14)
Z biblijnego punktu widzenia nie ma znaczenia termin wspominania narodzenia Jezusa. Termin należy do tradycji, nie ma nic wspólnego z rzeczywistą datą, natomiast wspominamy historyczne wydarzenie. Szczególne narodziny wśród narodzin powinny uświęcić świąteczny czas.
Jeden z zespołów śpiewał okolicznościową piosenkę o jedynym dniu w roku, że „wszyscy wszystkim ślą życzenia”. Bóg przesłał nam życzenia jedyne w swoim rodzaju. „Boży pocztowcy” przynieśli najpiękniejszą kartkę z życzeniami, a ich treść utrwalił ewangelista Łukasz.
Historia o narodzeniu opowiedziana jest tak, abyśmy nigdy jej nie zapomnieli. Cóż by znaczyły narodziny Jezusa, gdybyśmy się o nich nigdy nie dowiedzieli. Dlatego potrzebne były nadzwyczajne okoliczności, by wywołały nadzwyczajną reakcję i zdumienie. Nikt by nie zwrócił uwagi na narodziny jakiegoś dziecka i okoliczności, które mogły przytrafić się niejednej rodzinie. Właśnie wszystko co dzieje się później jest niezwykłe.
Kartka świąteczna dostarczona przez Anioła Pańskiego brzmi: „oto zwiastuję wam radość wielką”. Zjawisko było niezwykłe, a treść fantastyczna. Gdyby nie posłuszeństwo aniołów kto by nas poinformował, że nadszedł czas radości dla życia w Bogu.
Kiedy dziś rozpoczynamy każde nabożeństwo uwielbieniem, radością i chwałą dla Boga, to aż trudno sobie wyobrazić, że może być inaczej, że można by zaczynać smutną, nostalgiczną muzyką i tekstami mówiącymi o nieuniknionym zdążaniu do śmierci.
„Zwiastuję wam radość wielką”, nie jakąś kiepską, chwilową, sztucznie wywołaną, ale radość z powodu narodzenia się Zbawiciela świata.
Niewątpliwie każde narodziny dziecka wywołują radość, nawet w najmniej oczekiwanych warunkach. Mimo tych okoliczności wierzę, że Józef i Maria byli szczęśliwi jako rodzice. Tam nie było tego wszystkiego co zobaczyć można na cukierkowych pocztówkach. Było obskurnie, szaro i biednie, ale były szczęśliwe narodziny. Gdyby to była nasza opowieść i tylko legenda, chcielibyśmy ją ubarwić, ale już za nas to zrobiono.
„Wam się narodził”, to poruszające poselstwo, jeśli uświadomimy sobie, że dziś jest ono do nas kierowane. Tym nadzwyczajnym poselstwem, które każdego roku cyklicznie powtarzamy, dzielimy się: nam, nam, nam. Dlatego tak lubię pamiątkę narodzenia Jezusa, bo w niej tyle ciepła, tyle nadziei, tyle Boga, który chciał mnie zbawić dając Jezusa.
„Wam się narodził Zbawiciel”, to poselstwo, które możemy zwiastować do końca świata. Chrześcijanie mając tylko ten jeden werset mogą zwiastować dobrą nowinę przez całe swoje życie. Wszystko zawisło na tym słowie, które powiedział anioł: „Dziś się wam narodził Zbawiciel, którym jest Chrystus Pan”. Niebo rozbrzmiewa chwałą dla Boga. Tu na ziemi próbujemy wkomponować się w wielki chór uwielbiających Boga.
„Pokój ludziom” w Jezusie Chrystusie niech też będzie treścią naszych modlitw przed Bogiem. Niech to nie będą tylko pobożne życzenia masowo przekazywane w świątecznych kartkach, ale na ustach chrześcijan jako modlitwa.
Nowy Testament jest wypełniony świadectwami o ludziach, których Boże upodobanie zmieniło, przekształciło, zainspirowało – bohaterowie wiary.
Czy długo pamiętano pieśń aniołów? Gdy Jezus zaczął publiczną działalność już tak niewiele z tego nastroju nocy betlejemskiej pamiętano.
Tak łatwo i szybko zmieniają się nastroje i chcielibyśmy by nastrój betlejemskiej wieści pozostał w naszych sercach aż Ten, którego oczekujemy przyjdzie i zastanie nas gotowych by wziąć udział w chwałach na wysokościach.
Nic tak prędko się nie starzeje, jak wdzięczność.
„Maria zaś zachowywała wszystkie te słowa, rozważając je w sercu swoim.”
Powinniśmy słowa te pamiętać i uczyć się z nich, jak świętować czas narodzenia Jezusa.
Niech to świąteczne pozdrowienie Słowa Bożego stanie się znakiem naszego świętowania pamiątki narodzenia Jezusa Chrystusa.
Grudzień 2002
utworzone przez Zdzisław Józefowicz | 2 kwietnia 2020 | 2020, Kwiecień 2020
Dlaczego uchodzi u was za niewiarygodne to, że Bóg wzbudza umarłych? DA 26.8 (EIB)
Ostatni tydzień w liturgii Kościoła podporządkowany jest przygotowaniu ludzi do refleksji nad wydarzeniami związanymi z pamiątką Ostatniej Wieczerzy, sądem nad Jezusem, ukrzyżowaniem i nad nieprawdopodobnym wydarzeniem jakie wspominamy – Zmartwychwstaniem.
Najważniejszym słowem, które będzie rozbrzmiewać niewątpliwie jest słowo ALLELUJA. Będzie ono rozbrzmiewać w różnych połączeniach: „Chrystus Zmartwychwstał”, „On żyje”, „śmierć pokonana”, „zwycięstwo życia”, „tryumf życia nad śmiercią”, a wszystkie te sformułowania można zamknąć jednym słowem wprawiającym ciągle w zdumienie – NIEPRAWDOPODOBNE.
Nieprawdopodobne jest to, co wspominamy, co ciągle jest ważne dla milionów ludzi. Tak wiele niezwykłych zdarzeń w historii ludzkości miało miejsce, ważnych, niezwykłych, o których już tylko w archiwach można znaleźć wzmianki i jest jedno, które co roku wspominane, podnosi duchową temperaturę wierzących i pobłażliwy uśmiech wątpiących.
Jakże nie mieć wypieków na twarzy, gdy czytam w Biblii o nieprawdopodobnych wydarzeniach, które mają związek ze śmiercią Jezusa, a zostały na ok. 700 lat przed tym faktem zapowiedziane i wypełniły się.
1. Śmierć Jezusa
Ap. Piotr nie dowierzał. Tryumfalny wjazd do Jerozolimy raczej sugerował wyniesienie na tron niż na krzyż, ale to, co było niemożliwe stało się faktem. Śmierć Jezusa na krzyżu wstrząsnęła Jerozolimą. Setnik nadzorujący ukrzyżowanie wracał zszokowany z miejsca ukrzyżowania:
Na ten widok setnik oddał Bogu cześć, wyznając: Rzeczywiście ten człowiek był sprawiedliwy. Łk 23.47
2. Nieprawdopodobny powrót
Po ludzku wydawało się niemożliwe, aby wrócić z za kurtyny śmierci, a jednak ogłaszamy – śmierć została pokonana.
Ap. Paweł musiał postawić pytanie królowi: „dlaczego nie wierzysz w zmartwychwstanie”? Takie fakty miały już miejsce. Wskrzeszony młodzieniec z Nain, Łazarz, Tabita. Jak nie być zszokowanym, gdy czytam słowa:
„Byłem martwy, lecz teraz żyję na wieki wieków. Mam też klucze śmierci oraz świata zmarłych”. Obj 1:18
Można pokiwać głową i powiedzieć – nieprawdopodobne. To co dla wielu wydawało się nieprawdopodobne określiło styl życia i wiarę. Apostoł Paweł swym świadectwem, życiem, żarliwością, obroną faktów, wprawiał w osłupienie. Z powodu wiary w zmartwychwstanie stał przed sądem.
Nieprawdopodobne, że dziś możemy z taką samą pewnością o tym zdarzeniu mówić. Chrześcijaństwo z wiarą w śmierć odkupieńczą i zmartwychwstanie nie zdewaluowało się. Naśladowcy Jezusa Chrystusa nigdy nie zapomną pierwszego dnia po sabacie. Ciągle spotykając się na niedzielnych nabożeństwach ogłaszamy tryumf zmartwychwstania. Nie świętujemy niedzieli dlatego, że tak postanowił cesarz Konstantyn, ale dlatego, że Bóg uświęcił ten dzień chwałą zmartwychwstania Jezusa.
Niektórzy liznąwszy zdecydowanie mniej wiedzy od Pawła silą się na naukowe próby niewiary w Boga, mają wątpliwości, a dopiero nauczyli się tabliczki mnożenia. Do rachunku różniczkowego jeszcze im daleko, a już zadzierają „naukowy nos”.
C.S.Lewis w książce „Bóg na ławie oskarżonych” powiada:
„Dla człowieka współczesnego Bóg jest na ławie oskarżonych. On (człowiek) jest dość łagodnym sędzią; gdyby Bóg miał racjonalną obronę na to, że jest Bogiem, który pozwala na wojny i ubóstwo, jest jej gotów wysłuchać. Proces mógłby się nawet skończyć uniewinnieniem Boga.”
Problem w tym, że pewnego dnia ludzie tacy zasiądą na ławie oskarżonych.
„Pominąwszy więc czasy niewiedzy, Bóg wzywa teraz wszędzie wszystkich ludzi, aby się opamiętali, ponieważ wyznaczył też dzień, w którym sprawiedliwie osądzi zamieszkały świat. Sędzią będzie Człowiek, którego On ustanowił, a dowód na to przedstawił wszystkim, gdy wzbudził Go z martwych”. DA 17.30-31
Jest niezwykłe, że możemy ogłaszać to, co było nieprawdopodobne.
Chcemy powtórzyć za ap. Pawłem:
„a jednak Chrystus został wzbudzony z martwych”.Jedną z niezwykłych cech wiary chrześcijan jest nadzieja, której źródłem jest zmartwychwstały Jezus. Rockowa opera ?Jesus Christ Superstar?, którą przed wielu laty świat muzyki był zafascynowany, kończy się w momencie, gdy Jezus jest w grobie. Pominięto najważniejsze przesłanie Jezusa, śmierć nie była Jego końcem. On zmartwychwstał.
„Dla pierwszych uczniów ewangelia bez zmartwychwstania była po prostu ewangelią bez końcowego rozdziału; to nie była w ogóle ewangelia.” (Arcybiskup Canterbury, Dr Michael Ramsey).
O wyjątkowości chrześcijaństwa świadczy zmartwychwstanie Jezusa i w to wierzymy. Chrześcijaństwo jest jedyną religią świata opartą na zmartwychwstaniu jej Założyciela.
Zmartwychwstanie jest poselstwem o rzeczywistości.
Niektórzy próbując zakwestionować historyczność zmartwychwstania, nawracali się pisząc obronę zmartwychwstania. Tak było z Frankiem Morisonem, który w pierwszym zdaniu swej książki „Whu Moved the Stone?” /Kto przesunął kamień?/, która była bestsellerem, a miała obalić wiarę w zmartwychwstanie, napisał: „Książka, która nie pozwoliła się napisać”. Przeprowadzony dowód zmienił Morisona.
Wierzący ludzie mają nadzieję w Jezusie Chrystusie. Zmartwychwstanie nie jest nieśmiertelnością duszy, ani nie jest reinkarnacją.
Wiara i nadzieja razem z miłością są trwałymi podstawami chrześcijańskiego życia. Ta nadzieja różni się od nadziei świata, ona nie ma nic wspólnego z naszymi domysłami czy przypuszczeniami. Nadzieja ap. Pawła pochodziła z jego osobistego spotkania z Jezusem Chrystusem na drodze do Damaszku.
Chrześcijańska nadzieja nie ignoruje faktu fizycznej śmierci. Gdy jednak Przyjdzie śmierć to ona nie kończy naszego życia. Śmierć jest składową częścią naszego życia, tak jak narodzenie. Wierzący ludzie powinni patrzeć na nią jak na specjalną część Bożego planu dla nich.
Poświęcono wiele naukowych rozpraw dowodom i autentyczności zmartwychwstania, a ciągle zdarza się, że są odrzucane, ponieważ nie tylko intelektualne wątpliwości są przyczyną, ale zwykła ludzka niechęć wynikająca z woli poddania swego życia Jezusowi. Można przyznać intelektualnie rację prawdom chrześcijaństwa i nie spotkać się z żywym Jezusem. Tak zachował się Agryppa.
Przetrwanie
Nieprawdopodobne, że wiara w Jezusa trwa. Nawet uczniowie nie byli pewni czy kontynuować to, co się zaczęło z Chrystusem, wracali do swoich zajęć np. do Emaus, Piotr powiedział: „pójdę łowić ryby”.
Chrześcijaństwo bez zmartwychwstania byłoby tylko kolejną mitologią.
Pamiątka Zmartwychwstania stanowi kolejne ogniwo łańcucha dowodowego, że wiara w Boga objawionego w Jezusie Chrystusie jest prawdą. Nie stanowią o tej prawdzie obrzędy i zwyczaje wielkanocne pochodzenia poza biblijnego, ale dowody Nowego Testamentu.
Wierzę w zmartwychwstanie, bo bez niego byłbym na straconej pozycji.
Kwiecień 2019
utworzone przez Zdzisław Józefowicz | 2 kwietnia 2020 | 2020, Kwiecień 2020
W one dni przyszedł Jan Chrzciciel, każąc na puszczy w ziemi Judzkiej, a mówiąc: pokutujcie; albowiem się przybliżyło królestwo niebieskie. (BG) Ew. Mateusza 3.1-2
Przeżywamy kolejny czas „gorączki” przedświątecznej. Ile ludzie potrafią zrobić, by coś zyskać? Ile gotowi zapłacić, by mieć? Przykładem jest organizowanie Black Friday, gigantyczne ilości nabywanych towarów oraz niestety kilka śmiertelnych przypadków ludzi zadeptanych przez biegnących na oślep klientów.
To jest stresujący czas roku dla wielu ludzi. Według Instytutów Zdrowia, czas przygotowań do pamiątki Narodzenia Jezusa jest czasem roku, kiedy odnotowuje się wyższą częstotliwość depresji i przyjęć na oddziały psychiatryczne. U podstaw tego stanu jest z punktu widzenia fizjologii, obniżona ilość światła słonecznego, ale też nierealistyczne oczekiwania, trudności finansowe i nadmierna komercjalizacja.
Żyjemy w stanie stałego oczekiwania, które niewątpliwie jest częścią życia. Przed narodzeniem Jezusa oczekiwano Mesjasza. Heroldem oczekiwania został z Bożego wyboru Jan Chrzciciel. Będziemy wspominać narodzenie Jezusa, a w naszym kraju ma ono bardzo bogatą tradycję niestety często niemającą nic wspólnego z ewangelicznym przekazem. Jan Chrzciciel był zwykłym człowiekiem. Jego zadaniem było przygotować drogę rozpoczynającemu służbę publiczną Jezusowi. Jan był ostatnim z proroków Starego Testamentu i tylko On miał przywilej wejrzenia w to, co inni mogli widzieć z daleka, jak przez mgłę.
Spotykamy Jana Chrzciciela zawsze w tym samym miejscu, w tym samym ubraniu i z tym samym przesłaniem: „Pokutujcie; albowiem się przybliżyło królestwo niebieskie”. Ubrany jak Eliasz, mówi jak Izajasz, staje w wodzie Jordanu, który oznaczał granicę między pustynią a ziemią obiecaną. Jan dostarcza pewnej ciągłości; jest pomostem z proroczą tradycją. Jan przyszedł powiedzieć wszystkim, że Jezus jest gałązką, która wyrasta z pnia Jessego. Jezus jest spełnieniem obietnicy Boga.
Rodzi się zatem stwierdzenie: jeśli chcesz spotkać Jezusa, musisz przejść obok Jana Chrzciciela.
Przypadł Janowi najtrudniejszy instrument w ewangelicznej orkiestrze, zagrać drugie skrzypce. Nie dlatego, że nie był wystarczająco dobry dla tego dzieła i tej misji, ale był bardzo dobry. Zwykle ludzi nie zadowala rola drugoplanowa. Właśnie dlatego nie znamy kaskaderów w filmach. Właśnie dlatego nie znamy rezerwowych muzyków w zespołach. Ludzie chcą być zauważani, ważni. W sytuacji Jana było inaczej. On wiedział, że miał ważną rolę, ale nie najważniejszą. Posłaniec nie jest ważniejszy niż wiadomość.
Jest coś nowego w wezwaniu Jana. Nie mówi: „Pokutujcie, to królestwo zbliży się”. Jan proklamuje nową rzeczywistość. Możemy wybrać, by być jej częścią, gotową albo nie. To jest czas, by pokutować. Większość myśli, że pokutować, to znaczy – bądź smutny. Pokuta to nie jest mandat od Boga. Pokuta jest prezentem, darem danym nam, kiedy Słowo Boga wchodzi do naszych serc.
Pokuta jest darem, w którym odnajdujemy Boże miłosierdzie. Jeśli komputer zawiesi się, nie trzeba zaraz płakać, ale najpierw zresetować. Jan, ale później też Jezus wzywa do zresetowania życia i wrócenia do Boga, ponieważ królestwo nieba się zbliżyło. Poselstwo, nawoływanie Jana przynosi nadzieję, Nowy dzień i światłość, która świeci dla wszystkich ludzi. Tak więc w tej codziennej gonitwie nie unikaj Jana. On ciągle w tym samym miejscu mówi te same rzeczy – Jezus Chrystus jest tutaj! Jana Chrzciciel przygotowuje świat dla Chrystusa. Poselstwem Jana jest spowodować, by spotkać żyjącego Boga. Jego celem nie było udzielić informacji, ale sprowokować zmianę w życiu jego słuchaczy.
Jezus ogłaszając Królestw Niebios, nie pytał: „co myślisz”, ale wprost powiada, „to jest droga dla każdego – nawróćcie się. Królestwo nieba jest blisko”. To już nie było coś, że „pewnego dnia”. To było teraz! Cisza była tak bardzo długa, ale teraz, Bóg wszedł na scenę. Jan ma przywilej to ogłosić.
Potrzebujemy zrezygnować z naszego własnego „królestwa”. Niektórzy usiłują przedefiniować grzech, by nie ranić uczuć. Zamiast wzywania ludzi do pokuty, do przyznania się, do grzesznego stanu, powiadają „nie jest tak źle, nie ranisz kogoś, Jezus kocha ciebie i nie chce zmusić ciebie albo spowodować w tobie jakąś traumę, albo sprawić, że będziesz smutny”. Słowo Boga jest prawdą i nie zmienia się. Możesz wziąć Biblię, przeredagować, zmniejszyć, przepisać pomijając niewygodne teksty, twarde, wymagające, ale to nie ma znaczenia. Słowo Boga się nie zmienia.
Większość ludzi usprawiedliwia swój styl życia, usprawiedliwiają ich myślenie i ich uczucie. Ludzie powiadają jak złe rzeczy dzieją się dzisiaj, ale 50 lat temu też to mówili. Jeśli zlekceważymy pokutę, jeśli zło akceptujemy, to nie denerwujmy się, kiedy nasze dzieci sprostają naszym oczekiwaniom?
Pokuta nie jest byłą rzeczą, przeszłością, ale to jest stan, w którym jesteśmy każdego dnia.
Pokutujcie tzn. dokonajcie zwrotu od czegoś ku czemuś. Pokuta jest rzeczywistością – sposobem życia, danym nam przez Samego Boga.
Prawdziwe nawrócenie polega na tym, że człowiek dokonuje takiego zwrotu, że stoi stale przed Bogiem.
Chrześcijaństwo nie jest czymś, co może zostać wybrane z bufetu religijnych opcji… Stajesz się jednak chrześcijaninem, kiedy czegoś, co Biblia nazywa „nawróceniem” doświadczasz. Boży plan osiągnął punkt kulminacyjny w Jezusie Chrystusie. Nadszedł czas by pokutować, zmienić swoje myśli i zapatrywania, wewnętrzne nastawienie, uwierzyć w Dobrą Nowinę, Ewangelię. Królestwo Boże nie jest czymś abstrakcyjnym, jest jawne w naszych sercach, jeśli w nich przebywa Król Królów i Pan Panów.
Takie jest moje oczekiwanie na wspominanie narodzenia Jezusa.
Pastor Senior
Grudzień 2019